Pt 2007-02-02
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Drogi Panie Piotrze, Pan był tak miły i wyrażał chęć udzielenia mi pomocy wiadomosciami z metodologii, a ja to chyba nawet lekceważąco, mimowolnie, ale jednak boję się, ze to tak wyszło --- ODRZUCIŁEM. Ale wiem, że Pan jest bardzo kulturalnym człowiekiem i sie nie obraził, bo przecież jednak następnie obiecał Pan mi opracowanie recenzji TNR w obszarze logicznym --- W każdym razie ja cofam swoje zastrzeżenia co do (moze nawet) konieczności, ciągłego poszukiwania jak najlepszej metody dochodzenia do wiedzy. Prawdę mówiąc nie wierze w jakieś tam metody "naukowe", moim zdaniem każdy ma "swoją" metodę rozumowania i myślenia, czyli nie ma metody obiektywnej prowadzącej zawsze i prosto do prawdy i wiedzy --- Ale tzw. "naukowcy", wszyscy powołują się na "metodę" (to jest najłatwieszy pretekst) i zawsze znajdą, jak chcą ("być mądrzejsi") jakieś mankamenty tego, co im się nie podoba, -- Ja przepraszam, ale nie bez kozery ja pisze i nawiązuje do metodologii -- otóz jeden z takich młodych doktorów fizyki ("specjalnośc fizyka kwantowa, kwantowa teoria informacji" -- co to jest ? jakas odmiana propagandy ?), który wprawdzie znajduje w mojej teorii coś "nowego", ale radzi mi (po przyjacielsku, poznałem go przez swojego przyjaciela z czasów szkolnych i wojennych) "zrobic magistra", a dopiero starac sie wprowadzać w życie (upowszechniać), swoja teorie -- postawil mi równiez zarzuty bledów, m. in, zarzucił mi błąd metodologiczny --- a mianowicie taki, że ja opisuje swój "niebyt" (fundamentalne pojęcie metafizyczne), cechami bytu (przy pomocy elementów wtórnych dla bytu), czyli przeciwieństwa --- --- czy to jest faktycznie błąd metodologiiczny ? przecież chyba normalną sprawą są takie opisy -- czym innym mogę konkretnie opisywać niebyt, jeśli nie bytem ? Czy można prosić o Pana refleksje na ten temat ? I czy można nadal namawiac Pana na jakąs wspólpracę ? Mam zamiar ulokowac w Wikipedii swoje hasło pt "Niebyt", gdyż wogóle nie ma tam takiego hasła -- i mam zamiar poza krotkim określeniem, dołączyc cały swój rozdział 3. z ksiązki TNR, czyli rozdział p.t. "niebyt" --- Czy w pierwszym rzędzie zrobił by Pan mi recenzję własnie tego rozdziału i jeśli tak to kiedy i na jakich warunkach ? Serdeczne pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
So 2007-02-03
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Drogi Panie Piotrze, dla ułatwienia i ponieważ ja troche zmieniłem treść przedmiotowego rozdziału, załaczam go --pozdrowienia - Albert Einstein spytany kiedys jak się dokonuje wielkich odkryć, wyjaśnił: "wszyscy wiedzą, ze czegoś nie można zrobic, aż przyjdzie jakiś nieuk i on to właśnie robi" -- , ja śmiem twierdzić, że właśnie tak jest w moim wypadku, jestem nieukiem (Einstein też był początkowo skromnym urzędnikiem celnym w Szwajcarii), i gdyby ktoś mądry, jak np. Pan, mi pomógł, mogło by się okazać i wypromować, pokazać, że dokonałem wielkiego odkrycia. A może jeśli Panu by to lepiej odpowiadało od wspólpracy komercyjnej, zrobimy spólkę autorska ??? -- jk
So 2007-02-03
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Ostatnio, nie pamiętam z jakiej okazji, odezwał się do mnie mój stary kolega, który jest doktorem filozofii, znawcą kosmogonii i kosmologii.
Pomyślałem natychmiast, że on byłby bardziej kompetentnym opiniodawcą Pana hipotez. Czy pozwoli mi Pan przesłać mu przysłany mi Pana załącznik? A wracająć do poprzedniego Pana listu, to każdy i zawsze się będzie czepiał w pracach naukowych, a filozoiczych w szczególności zagadnień metodologicznych. A to dlatego, że każdy, traktując Pana tekst poważnie, będzie chciał go zrozumieć i dojść w ten sam sposób jak to uczynił Pan. Jak Panu wcześniej sygnalizowałem, najważniejsze jest wyprecyzowanie pojęć, którymi Pan się posługuje w formułowaniu tez, aksjomatów czy pewników - wszystko jedno jak się to nazwie, ważne by wiedzieć co to znaczy. A podpowiedziany "po przyjacielsku" pomysł zrobienia magistra z filozofii jest bardzo sensowny. Widzi Pan, że ja jestem na pierwszym roku malarstwa i to na studiach dziennych, a mógłbym malować nie studiując. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
So 2007-02-03
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny i Drogi Panie Piotrze, Jestem bardzo wdzięczny za Pana szczerą i pozytywna postawę wobec mojej osoby i mojej pracy, Nie wiem czy napisałem Panu, że z pokora przyjąałem poradę tego mlodego doktora, (którego ojciec jest zresztą profesorem fizyki) i poważnie zastanawiałem się nad możliwościami, ale doszedłem do wniosku, byc moze latwego, że jestem za stary, mam 80 lat, mam inne obowiazki niz filozofia, moze bardziej konieczne, niz "użeranie sie" z naukowcami na uczelni gdy samodzielnie i bez tytułu naukowego utworzyłem własciwie (nie tylko moim zdaniem) nową szkołę filozoficzną, już bardziej ponętna dla mnie była i jest oferta z ameryki bym tam kupil sobie jakis tytul doktora i zalatwil tam sobie za tym samym posrednictwem cykl wykladow na temat mojej teorii (tutaj znow byl konieczny znaczny wklad pracy w douczanie sie angielskiego -- w kazdym razie od tej roboty odstreęcz mnie przede wszystkim świadomośc konieczności psychicznej "walki" z generalną niechęcia naukowców --- Pan jest napewno dużo młodszy ode mnie i poza tym studia malarstwa śa moim zdaniem znacznie łatwiejsze, bo całkowicie apolityczne, a studia filozofii to sedno rzeczy czlowieczeństwa, co jest przedmiotem zacietej i nawet zbrodniczej walki o władzę, jednym slowem jeszcze się zastanowiam (a cenny czas ucieka) --- studia filozoficzne w kraju, czyli poddanie się nie kontrolowanej władzy autorytetów "czyśca" akademickiego, których władzę i wiedze moja szkoła kwestionuje zasadniczo, jest dla mnie naprawde bardzo ciężkie i chyba nie do wykonania -- dlatego właśnie szukałbym "spólki autorskiej" z przychylnym i rozumiejacym człowiekiem dobrej woli --- ale jeszcze pomyślę --- oczywiście zgadzam się by przesłał Pan ten załącznik swego koledze fachowcowi od kosmologii i kosmogonii --- ale ja mam juz opinie na ten temat ks. prof. Michala Hellera z PAT w Krakowie, ale znam też opinie o mafii kosmologicznej panującej narynku bo w USA, która dysponuje olbrzymimi środkami finansowymi i wątpię, czy Pański pryzjaciel będzie mial chę i odwagę, na nawet tylko ściśle prywatne opinie sprzeczne z opiniami ortodoksyjnymi --- ale bardzo prosze, jeśli coś takiego jest możliwe, to bardzo prosze, włączyć w moje troski swego kolegę kosmologa --- ja jednak jestem ciągle zdania, ze analiza logiki mojej teorii jest bardziej uzasadniona i konieczna od analizy "kosmologicznej" ---- tu chodzi więcej o "przeciwieństwa" i "nieantagonizm" przeciwieństw i ciagle mam problem jak pogodzic moje twierdzenia o niekompatybilności byti i niebytu z tym wlasnie nieantagonizmem ? ---A to jest kwestia logiki --- serdeczne pozdrowienia, jk
So 2007-02-03
Użytkownik
Jerzy Kowalczyk napisał:
Pracuje
obecnie nad otwarciem swego blog'u w internecie, to jest miesiąc
cięzkiej pracy, ale będzie to moja wlasna gazeta robiona w
najnowoczesniejszy sposob -- poza tym sprzedaje ciagle "hotel
george", poza tym miewam bardzo ciezkie mozna powiedziec napady
"otepienia" i zniechecenia do wszystkiego --- Prosze Pan,
czy Pan wie, ze wprowadzili przepis, ze reklama (np. ogloszenia w
internecie uslug hotelowych) nie wlicza sie do kosztow osiagania
przychodu ??? Bezmyślnośc kroluje wszędzie --- pozdrowienia, Jerzy
Kowalczyk
Czyli mam klopoty z pamiecia – jk
Wt 2007-02-06
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Drogi i Szanowny Panie Piotrze, Wykrylem błąd Hegla a dicto secundum quid ad dictum simpliciter --- on idzie od twierdzenia zawęzonego do twierdzenia niezawężonego --- od Tezy i Antytezy, czyli od relacji zawężonej do twierdzenia niezawężonego, Syntezy, opuszczajac niezbedne dookreślenie. --- To jest błąd, ja to spostrzeglem przy okazji wymiany pogladow na triadę z tym moim przyjaciele profesorem filozofii i fizyki, ktory taki sam blad dokonal w ostatniej do mnie korespondencji (jutro przesle Panu ta wymiane zdan). To jest błąd -- tylko ja nie wiem co to jest za bląd ? Błąd pomieszania poziomow myślenia ? Błąd logiczny ? Błąd semantyczny, czy semantyczno logiczny, jak taki bląd się nazywa ? Błąd w szczytowym i sławnym twierdzeniu i osiągnięciu słynnego filozofa, na którym oparł się Marks i marksizm, o ile wiem, jak dotąd nie ujawniony, to byłoby dla mnie wielkie osiagnięcie. --- Czy byłby Pan uprzejmy pomoc mi w kwalifikacji tego błędu ? Pozdrowienia, Jerzy K.
Śr 2007-05-30
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny Panie Profesorze, Proszę wybaczyć, że nie odzywałem się tak długo, chociaż właściwie prawie codziennie myślałem, że najwyższy czas aby Panu się przypominać. Miałem w międzyczasie sporo różnych kłopotów, rodzinnych, businessowych, "gminnych" itp., ale byłem i nadal jestem cały czas nadal aktywny, można powiedzieć, na wszystkich obszarach mego życia. Żona źle się czuła i zawiozłem ją do Malinowego Zdroju (Solec - siarka podobna najlepszae kąpiele w kraju) i zostawiłem ją tam na tydzień samą, a po tygodniu miałem do niej dobić, ale niestety, SPA zamiast jej pomóc, to 3-4 dnia w czasie gorącej kąpieli, własciwie bez przyczyny, pękł jej krąg w kręgosłupie (bóle straszliwe), no i szpital, alarm -- przywiozłem ją do domu, tu znów szpital, ale jest już w tej chwili w domu i czuje znacznie lepiej, a nawet zaczyna troche chodzić (w gorsecie) i z podpórką. Choroba, to najgorsza katastrofa. Ale zaczęło się od "wpadki", też można powiedzieć od katastrofy w firmie. Chyba wspominałem Panu, że od 30 lat prowadzimy interesik i usiłujemy go sprzedać. Trzy lata szukałem kupca (1500 ofert pojedynczych wysłałem do Niemiec, około 3ooo w kraju, zaatakowałem również "wschód" (Rosja, Ukraina, Litwa itd), przyjeżdżali amatorzy z USA i Izraela, ale w końcu znalazłem --- rodzina polska z sąsiedztwa postanowiła kupić (piękny interesik, doskonale polożony) --- www.sprzedamhotelgeorge.republika,pl -- www.hotel-george.pl), wreszcie sąsiedzi postanowili kupić -- wszystko załatwione, ustalone, za 3 dni termin mamy u notariusza -- pieniądze przygotowane -- ale NIE MA LEKKO --- klientka pojechała do Urzedu skarbowego by zgłosić, że za 3 dni przejmuje interes --- rozmawia, i ... słyszy jak obok siedząca referentka mówi niby do siebie: "jak kowalczyki sobie myślą, że zgarną tą forsę i pojadą w ciepłe kraje, to się głęboko mylą" --- klientka zdrętwiała i zagaduje: "no a dlaczego by nie ?" i slyszy: "najpierw nam zapłaci z milion, milion dwieście" --- klientka chodziła kolo sprawy ze 3-4 miesiące, i widziała na sicher, tak jak my, że MY NIC NIE PŁACIMY, podatek i inne koszta ona płaci -- miała dylemat, czy nam to powtarzać, ale przyjechała i opowiedziała. Alarm w rodzinie i naokoło. Notariuszka, urzędowa osoba, nieslychanie kompetentna twierdziła, że na nas nie będą ciążyły żadne podatki --- ja znam dwóch innych notariuszy, z którymi też rozmawiałem i mi to powtarzali, ponieważ miało wpaść trochę grosza byłem już w OPEN FINANCE i rozmawiałem o lokacie, i równiez tam słyszałem, że to będzie czysty pieniądz -- a tu taka nowina -- żona wpadła w histerię, gwałtem chciała ię uwolnić z tej długiej katorgii, młyna --- ja jeszcze tego samego dnia do źródła, czyli do Ministerstwa Finansów i tama 2 godziny stoję w recepcji, otrzymuję telefony wewnętrzne i konferuję z WIELKIMI "władcami", ale figa z makiem, rozmawiałem z 5 facetami m. in. ze Wydz. Skarg, ale nic się nie dowiaduję, oni wszyscy mówią, że "każdy wypadek jest inny, indywidualny, oni informacji nie udzielają, powinienem iść do Wójta, jako pierwszej instancji, i do Izby Skarbowej, składam od razu oficjalneą skargę do Zyty Gilowskiej za odmowę informacji i sprzeczności w informacjach itp, następnego dnia piszę do Wójta, jadę do US w Pruszkowie i pożniej codziennie nowe pisma i maile do Min. fin., US, syn ma kolegę co w wieżowcu prowadzi firmę doradztwa podatkowego i księgowosci i pojechał do niego natychmiast --- ciągle miałem nadzieje, na jakieś nieporozumienie (od Nowego roku weszły jakieś nowe przepisy podatkowe) -- syn przywozi minorowe, ale niby wesołe wieści: "oczywiście, że zapłacicie i to tyle ile będą chcieli, ten jego kolega nawet od razu sporzadził synowi projekt pisma do US, w którym deklaruje, tzn. niby w naszym imieniu, "obowiązek podatkowy" (ja oczywiście tego nie składam) --- ŻONA płacze, najpierw decyduje, że jednak sprzedajemy, następnie, że zrywamy umowę -- klientka, która miała kupic i poniosła już spore koszta (np. wycenę) płacze rzewnymi łazami i lamentuje: "po co ja Wam mówiłam, o tej głupocie" -- "no, ale tu chodzi o milion") --- ja ciągle mam nadzieję i sie ŚMIEJĘ, bo "strachy na lachy" --- przestudiowałem USTAWY i wysunąłem im kilka podstawowych zasadniczych sprzeczności: w US mi mówią, że UTARG ZA NIERUCHOMOŚĆ (3 miliony) oni policzą jako utarg z firmy usług hotelowo gastronomicznych, czyli bedzie to dochód, i 40% od tego to jest milion 200 tys. --- ale na piśmie nic nie chca dać (mają pół roku na odpowiedź, ale ja mam tylko kilka dni i TERAZ MAM KUPCA) --- ŚMIECHU WARTE, bo ja się ich pytam: jak mogą myśleć, że ja się zgodzę aby to tak liczyć i kwalifikowac przedmiotowo (sprzedaż nieruchomosci liczyć za usługi gastronomiczne)--- poza tym, inny podmiot sprzedaje nieruchomość (bo "wspólnota małżeńska"), a firma jest jednosobowa na żonę, --- Dalej: jednorazowa transakcja nieruchomością, nie jest w ogóle "działalnoscią gospodarczą", bo wg ustawowej definicji działalnośc gospodarcza to działanie ciągłe, zarobkowe, a to jest kapitalizacja dorobku 50 lat życia, od czego przez 50 lat my płacilismy już podatek dochodowy -- ja się śmieje, a oni też, mówią: "można, można, u nas wszystko można" --- ja widze w tym SYTUACJĘ KORUPCYJNĄ: daj gdzie trzeba, to jako tako wyjdziesz z tego --- żona mówi nie srzedajemy -- ceny poszły w górę, może to i dobrze, pies ich jebal, zdechniemy tu na sali, jak już kilku innych znajomych restauratorow --- I tak Panie Profesorze już jest chyba ze 3-4 miesiące i sprawa tzn. kompetentne informacje nadal w polu --- SAMO ŻYCIE --- Ale się rozpisałem --- przepraszam, ja lubię pisać --- zakładam swoją gazetę (tzn. www.jerzykowalczyk-ślepak-blog.eu) -- Panie Profesorze, czy te 200 studentów już Pan "obłatwił" ? Pan pamięta co Pan mi obiecał ? Mam ulgowe propozycje, które wyjaśnię następnym razem -- a co u Pana ? Acha, byłbym zapomniał -- Pointa: wczoraj dostałem list z Ministerstwa finansow -- Piszą 2 strony nie na temat (można powiedzieć), czyli NIC i w życiu Pan nie zgadnie co w ostatnim zdaniu mi piszą: od roku ustawowo jest wprowadzona "informacja podatkowa", telefoniczna, która udziela kompetentnych odpowiedzi na pytania podatników i podają mi numery telefonów. A w recepcji ministerstwa, ani żaden z moich wtedy rozmówców tam mnie wtedy nie skierowal. Pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk --- niedługo znów napiszę, bo myślę, mam nadzieję, że Pan mi pomoże -- Jk
Pn 2007-06-11
Użytkownik
Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny
Panie Profesorze, Jak Pan wie chcę sprawdzić swoją TNR w miarę
możliwości jak najskrupulatniej, aby poprawić i pogłębić jak
najlepiej i jeszcze raz wydać w miarę możności jak najbardziej
ograniczoną do treści ontologicznych, czyli wyłączyć z niej różne
wtręty na tematy semantyczne, kosmologiczne, "wycieczki
osobiste", błędy stylistyczne itp. -- Ostatnie wydanie TNR liczy
sobie 414 stron pełnych treści -- to potężna praca była dla mnie i
byłaby dla recenzenta --- MAM chyba lepszą propozycję: proszę zrobić
mi recenzję logiczną kwintesencji mojej T., a mianowicie rozdziału
III pt. "NIEBYT" (24 strony) --- A ewentaulanie później
jeszcze recenzję również tylko logiczną, 2-3 dosyć krótkich
"kawałków" tego czym teraz się zajmuję ("dialog"
z Wieśkiem pt triada Hegla i "o teorii bytu Patmenidesa")
--- Pan wspominał na początku naszej korespondencji o "metodzie"
sugerując chyba, że najpierw należałoby się "metodologią"
--- otóż moim zdaniem najlepszą metodą "badania" problemu i
w ogóle racjonalnego myślenia jest właśnie trzymanie się LOGIKI,
zasady niesprzeczności -- to jest prawdziwa i najlepsza METODA
"naukowa'. Jak wyłapiemy błędy logiczne w treści rozdziału
"niebyt", niesłychanie mi Pan pomoże. Co Pan na to ?
Oczywiście podtrzymuję moje zdanie na temat honorarium za Pańską
pracę tzn. tzn. komercyjnego rozliczenia. Pan wyceni swoją pracę i ja
ją zapłacę. --- serdeczne pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Pn 2007-06-11
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję za listy. Do 25 czerwca jestem jeszcze zajęty. Po 25-tym odpowiem szerzej i podyskutujemy o recenzji. Sądzę, że opiniowanie fragmentu pracy może być kłopotliwe. Ale to dyskusja na później. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
So 2007-08-11
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny Panie Profesorze, No i mamy sierpień, czekam na jakąś widomośc od Pana i ciągle mam nadzieję, że zrobi mi Pan tą obiecaną recezję --- bardzo liczyłem na Pana, bo mimo różnych "zawirowań" życiowych ciągle nadal mam zamiar poddać fachowej krytyce swoją TNR i napisać i wydać "czystą" swoją teorię bytu bez różnego rodzaju wtrętów i polemik --- zaproponowałem Panu zrobienie mi recenzji w kontekście prawidlowej logiki mego rozumowania, którego, jak odnoszę wrażenie nikt "na naszym rynku" filozofii nie chce przyjąć do wiadomosci, a po zrobieniu takiej pracy i wydaniu ostatecznej wersji TNR, starać sie zrobić tłumaczenia na angielski i niemiecki, by próbować ulokowac swoją myśl i TNR na tamtejszych "rynkach" filozoficznych --- nadal podtrzymuje swoją propozycję i prośbe do Pana o zrobienie mi takiej recenzji, oczywiście na warunkach przez Pana podyktowanych --- Przysłał mi Pan kiedyś swoją pracę, książkę, to trochę może smieszne, ale której tytułu przecież w języku polskim, w ogole nie zrozumiałem --- a po obejrzeniu treści stwierdziłem szczególnie (bibliografii), że nie wapliwie jest Pan znakomitym specjalistą LOGIKIEM i Pana pomoc i kontrola logiki mego rozumowania byłaby niezwykle cenna --- Oczywiście chodzi mi o to, by logika jaką by Pan używał do tej "roboty" była jak najbardziej "naukowa", ale prosta i zrozumiała dla przeciętnie wykształconego człowieka --- Pan zwrócil mi uwagę kiedyś na metodologię, ale moim zdaniem, kazda metoda jest subiektywna, kazdy ma swoją metodę, czyli logika jako taka jest wg mnie najlepszą metodą. ---- Podtrzymuję moją prośbę i oczekuję Pana oferty komercyjnej na Jego pracę, jak najbardziej korzystnej dla Pana, ale do przyjęcia dla mnie --- jestem dosyc zamożnym człowiekiem, a teraz na dodatek mamy nadzieję wreszcie na sprzedaż naszych nieruchomości, NIE MAM WNUKÓW, syn jest już "urządzony", czyli wydatki z Pana pracą związane nie będą dla mnie żadnym obciążeniem. Nie pamiętam, czy to Pan, czy ktoś inny, napisal mi kiedyś, że ze względu na "burzliwy" i ciekawy mój życiorys, powinienem napisać cos w rodzaju autobiografii i ja postanowiłem to zrealizować, ale w specyficzny, chyba nowy sposób, a mianowicie piszę publiczny pamiętnik, czyli blog --- zapraszam Pana do przeglądania, czy nawet do stałej obserwacji (w miarę posiadanego czasu i mozliwosci) --- mój zyciorys, to jeden wielki kryminał, a kryminały np. to rozrywka, czego kazdy czlowiek potrzebuje, zapraszam do czytania www.blog.jerzykowalczyk.eu --- blog mam zamiar tłumaczyć na angielski i niemiecki, tak by próbować również w tamtych językach pozyskać czytelników --- z blogu, na bieżąco może Pan dowiadywać się co dalej slychać u mnie ----- a CO SŁYCHAC U PANA ? czy odpoczywa Pan troche i ciekaw jestem gdzie -- no i KONIE, konie u Córki, to jest piękna "sprawa", jak tam Pana "współżycie" z końmi ? --- serdeczne pozdrowienia -- Jerzy Kowalczyk
So 2007-08-11
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Co do recenzji, to mogę zacząć od dzisiaj. A teraz warunki. Tekst będzie w rękopisie na kartkach wielkości A4. I Pytanie podstawowe - jaką cenę proponowałby mi Pan za jedną taką stronę mojego rękopisu recenzji? To jest dla mnie istotne. Napisane strony wysyłałbym Panu sukcesywnie. Gdyby Pan nie był zadowolony z mojej recenzji, może Pan w każdej chwili zrezygnować z jej dalszego ciągu. Dodam, że Pana praca jest bardzo trudna, jeśli chodzi o jej podstawy. Co do metodologii, to, na ogół, uważa się ją za frgment szerzej rozumianej logiki.
Pilnie oczekuję odpowiedzi. Piotr Borowik
So 2007-08-11
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Panie Profesorze --- dziękuję za odpowiedź -- proszę podać swoją cenę -- widzi Pan materiał i mniej więcej widzi Pan czas pracy jaki taka strona będzie wygać i proszę ustalić cenę honorarium -- pozdoriwenia -- Jerzy kowalczyk
Pn 2007-08-13
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Jak ja wyceniam swoją pracę, to za całość recenzji - oczekuję
5.200, 00 zł. Przewiduję ok. 100 stron mojego rękopisu, stąd cena jednej strony mojego rękopisu - 52,00 zł. Czy wyraża Pan swoją zgodę na tę cenę. Z gorącymi pozdrowieniami. Piotr Borowik
Pn 2007-08-13
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam i tak zgadzam się, jak Pan ocenia termin wykonania ? Czy weźmie Pan pod uwagę moją korespondencję z ks. prof. Michałem Hellerem, dr. Ługowskim z PAN i dr. Grygariewem, którą ja publikuję za mojej stronie www.teoriabytu.bo.pl ? I jeszcze jedną z dr. fizyki z Gdńska (Horodecki), który dostrzega nowatorskie trendy mojej teorii i .... wysyłał mnie na studia, bym przeszedł "czyściec metodologii naukowej", ale ja jestem za stary i zmęczony i mam inne obowiazki niż "robienie" stopnia naukowego --- jestem zdania, że przede wszystkim potrzebuję dobrej i konstruktywnej recenzji, by pommogla mi pogłębić teorię bytu, i wyrazić prosto i jasno ostateczną wersję "czystej TNR" bez wtrętów krytycznych wobec innych naukowców i innych naleciałości na pokrewne tematy np. semantyczne, --- dlatego uważam, że recenzja logiczna (oczywiście bez wędrówek w jakieś logiki specjalne) wystarczy mi całkowicie. -- Wzmiankując o dr.
Horodeckim, nie mam na mysli jego ojca, profesora, ktorego byc może Pan zna -- tą, krotką (dwukrotne wymiana listów) z nim korespondencję musze ewentualnie odszukac i Panu przekazac --- Prosze zaczynać i myślę, że seriami np. po 10 stron, mi wysyłać --- 100 stron tochyba jest dużo i ja cieszę sie na taka ucztę intelekturalna --- Czy chce Pan z góry, jakąś grubsza zaliczkę ? serdeczne pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Pn 2007-08-13
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję mile za list. Oczywiście, zapoznam się ze wspomnianymi w Pana liście korespondencjami. Wobec powyższego biorę się za pracę. Co do terminu, to zajmie mi to co najmniej jeden miesiąc. Nasze myśli były zgodne - wyślę Panu każde kolejne dziesięć stron mojego tekstu. Co do koni i moich wakacji, to mam bardzo mało czasu. Syn i synowa (to synowa jest fachową koniarą) wyjechali do Włoch (na urlop) a jedna z klaczy się oźrebiła, ku całkowitemu zaskoczeniu, o trzy tygodnie za wczwśnie. Ale źrebak (też mała klaczka) jako wcześniak jest zdrowa, fika i nawet próbuje byc agresywna! Trochę pomagam w stajni. Następna klacz ma się źrebić, ale mam nadzieję, że we właściwym terminie i synowa z synem zdążą już wrócić. Trochę zalegam z malowaniem. I nie mam kiedy zrealizować jakiś wakacyjny wyjazd. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Wt 2007-08-14
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam., Dziękuję za miły i interesujący list -- zazdroszczę przeżyć związanych z wcześniaczką klaczką --- Nie wiemczy Panu opowiadałem, że z zakopanego wróciłem na stare smiecie do Nadarzyna z Rudą (Moskiewski Strażnik), 12 -13 lat towarzyszyła mi tam w mojej samotni w oczekiwaniu na żonę, która miała tu sprzedać i "dobić" do mnie -- Niestety, Ruda jakoś nie mogła sie tutaj zaaklimatyzować i bez przerwy się wyrywała ze swego podwóreczka i z całej posiadłości --- Raz ja znalazłem 40 km od sibie pod Mszczonowem, po tygodniu czy więcej od ucieczki -- na wiosce gdzie facet ją zabrał z drogi i zawiozł do siebie, tak wyła całymi dniami i nocami z tęsknoty, że facet już myslał ją usypiać, ale porozwieszał ogloszenia o znalezieniu takiego psa, a mnie sąsiedzi o ogloszniu doniesli , zadzwoniłem i okazało sie ze to ona --- przywiozłem ją zpowrotem szczęśliwą , ale następnym razem jak poszła tak zginęła, podobno niedaleko nas nad ranem jakiś samochód zabił jakiegoś duzego psa -- to napewno byla ona --- Dwa miesiące temu pojechałem na giełde samochodowa pod Grójcem (jest tam również targ psów) i kupilem sobie 7-tygodniowego owczarka niemieckiego, ładny psiak, rośnie jak na drożdżach, ale nie wiem jak to z nim będzie, czy go dobrze wychowam, nie wiele mu poświecam czasu, a on jest straszny bałaganiarz i strasznie rwie sie do żyvia --- Żona jest zła, bo nie dośc, że chora, to jeszcze "zmartwienie" z psem --- ale ja mam nadzieję, bo musze z nim chodzic na spacery -- wczoraj byłem na takim dłuższym (8 km) --- kontakt czlowieka ze zwierzęciem dobrze zlowiekowi robi , a z koniem to na pewno duzo piekniejsza sprawa niż z psem -- czekam na pierwsze wyniki Pana pracy --- serdeczne pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Wt 2007-08-14
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję za list i za opowieść o prawdziwym zwierzęcym przyjacielu człowieka. Zawsze twierdziłem, że zwierzęta mają duszę jakkolwiek byłaby ona rozumiana. Potrafią być szczęśliwe i nie, co w szczególności uwidacznia się u psa. Moja synowa, oprócz koni, ma sześć psów i jeszcze Zygmunta - wietnamską czarną świnkę, a raczej świnię ze względu na jej rozmiary i wypasienie. Ja już dawno proponuję ją na rożno (chociaż na rożno jest już za duża) ale tym pomysłem jedynie narażam się mojej synowej. Koń w stosunku do psa zdecydowanie mniej okazuje radość czy smutek. Trzeba wiele czasu, trudu i umiejętności, żeby nawiązała się jakaś więź między człowiekiem i koniem. Ja mam za mało czasu, by takiego swojego konia mieć. Jak Pan wie, wziąłem się za malarswo, jestem już na drugim roku Malarstwa, Studia Dzienne, na Wydziale Artystycznym Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Oprócz malarstwa mam jeszcze wiele do przeczytania, a teraz zgodnie z naszą umową, męczę się z Pana książką.
Jeśli skonstruuję owe ok 10 stron, to prosiłbym o spotkanie z Panem i o rozmowę iście filozoficzną i o ustalenie dalszych szczegółów. Zapraszam na wycieczkę do Częstochowy, lub ostatecznie ja mogę się do Pana pofatygować. Ta rozmowa jest mi niezbędna do trafnego określenia Pana oczekiwań jeśli chodzi o moją opinię. Pozdrawiam kolorowo. Piotr Borowik
Śr 2007-08-15
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Drogi Panie Piotrze, nie ma sprawy, chetnie wybiore się do Częstochowy, bedę się cieszył z osobistego poznania Pana i odwiedzin w Częstochowie, --- chce Pan rozmowy "iście filozoficznej", martwię sie czy to nie będzie dla mnie zbyt trudna, wymagająca sprawa ? czy to nie będzie egzamin, lub czy nie zakończy sie poradą zrobienia najpierw stopnia nukowego, ale oczywiscie cieszę sie równiez na taką rozmowe -- pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Śr 2007-08-15
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję za list. To spotkanie jest konieczne ze względu na szczegóły związane z moim tekstem. Chcę dokładnie wiedzieć co mam zrobić. Ale, jak już wcześniej pisałem, dopiero po napisaniu ok 10 istotnych stron moich uwag. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Pt 2007-08-17
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję gorąco Panu za przesłane mi książki. Jestem teraz
zaangażowany w pewne próby i napiszę cos do Pana trochę później. Nie
mogę odczytać ze stępla adresu Pana wydawnictwa, by wysłać Panu moją książkę.
Gdyby Pan był uprzejmy podać mi Pana adres pocztą e-mailową, to wyślę
tytułam wdzięczności moją ostatnią książkę. Pozdrawiam najładniej.
Piotr Borowik
Pt 2007-08-17
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny Panie, ja ciagle zbieram sie wysłać Panu obszerniejszy list, ale mi nie wychodzi --- Mój adres jest podany na danych redakcyjnych ksiązki Teoria Nieantagonistycznego Rozwoju -- Zarys Ontologii - NIEBYT === poza tym
jest na mojej stronie www.teoria bytu.bo.pl -- brzmi: Jerzy Kowalczyk, ul
Szkolna 1, 05-830 Nadarzyn --- pozdrowienia, jk
Pt 2007-08-17
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję mile za listy. Podzielam Pana pogląd na piękno świta i jego ogrom. Postrzegam go jenak bardzo empirycznie i, przykro to twierdzić, jest on niewątpliwie brutalny w stosunku do siebie. Nie znam filozofii Hegla. Podchodzę do niej z dużą nieufnością. Zapewne z tego powodu, że nie rozumiem jego triady. Chyba ze względu na brak widocznej jej realizacji w otaczającej jej rzeczywistości. Przytaczane przykłady są bądź to naiwne, bądź nieprzekonujące. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Pt 2007-08-17
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Drogi Paniie Piotrze, to nie świat jest taki brutalny, to czlowiek jest taki głupi i złośliwy, w stosunku do siebie i do świata -ik
oczywiście nie kazdy czlowiek jest taki glupi i zlosliwy, są ludzie, j.np. Pan, mądrzy i mili i warto życ, by chociaz rzadko, ale takich spotykac -- jk
Pt 2007-08-17
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Ostatnio, nie pamiętam z jakiej okazji, odezwał się do mnie mój stary kolega, który jest doktorem filozofii, znawcą kosmogonii i kosmologii.
Pomyślałem natychmiast, że on byłby bardziej kompetentnym opiniodawcą Pana hipotez. Czy pozwoli mi Pan przesłać mu przysłany mi Pana załącznik? A wracająć do poprzedniego Pana listu, to każdy i zawsze się będzie czepiał w pracach naukowych, a filozoiczych w szczególności zagadnień metodologicznych. A to dlatego, że każdy, traktując Pana tekst poważnie, będzie chciał go zrozumieć i dojść w ten sam sposób jak to uczynił Pan. Jak Panu wcześniej sygnalizowałem, najważniejsze jest wyprecyzowanie pojęć, którymi Pan się posługuje w formułowaniu tez, aksjomatów czy pewników - wszystko jedno jak się to nazwie, ważne by wiedzieć co to znaczy. A podpowiedziany "po przyjacielsku" pomysł zrobienia magistra z filozofii jest bardzo sensowny. Widzi Pan, że ja jestem na pierwszym roku malarstwa i to na studiach dziennych, a mógłbym malować nie studiując. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Pt 2007-08-17
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny i Drogi Panie Piotrze, Jestem bardzo wdzięczny za Pana szczerą i pozytywna postawę wobec mojej osoby i mojej pracy, Nie wiem czy napisałem Panu, że z pokora przyjąałem poradę tego mlodego doktora, (którego ojciec jest zresztą profesorem fizyki) i poważnie zastanawiałem się nad możliwościami, ale doszedłem do wniosku, byc moze latwego, że jestem za stary, mam 80 lat, mam inne obowiazki niz filozofia, moze bardziej konieczne, niz "użeranie sie" z naukowcami na uczelni gdy samodzielnie i bez tytułu naukowego utworzyłem własciwie (nie tylko moim zdaniem) nową szkołę filozoficzną, już bardziej ponętna dla mnie była i jest oferta z ameryki bym tam kupil sobie jakis tytul doktora i zalatwil tam sobie za tym samym posrednictwem cykl wykladow na temat mojej teorii (tutaj znow byl konieczny znaczny wklad pracy w douczanie sie angielskiego -- w kazdym razie od tej roboty odstreęcz mnie przede wszystkim świadomośc konieczności psychicznej "walki" z generalną niechęcia naukowców --- Pan jest napewno dużo młodszy ode mnie i poza tym studia malarstwa śa moim zdaniem znacznie łatwiejsze, bo całkowicie apolityczne, a studia filozofii to sedno rzeczy czlowieczeństwa, co jest przedmiotem zacietej i nawet zbrodniczej walki o władzę, jednym slowem jeszcze się zastanowiam (a cenny czas ucieka) --- studia filozoficzne w kraju, czyli poddanie się nie kontrolowanej władzy autorytetów "czyśca" akademickiego, których władzę i wiedze moja szkoła kwestionuje zasadniczo, jest dla mnie naprawde bardzo ciężkie i chyba nie do wykonania -- dlatego właśnie szukałbym "spólki autorskiej" z przychylnym i rozumiejacym człowiekiem dobrej woli --- ale jeszcze pomyślę --- oczywiście zgadzam się by przesłał Pan ten załącznik swego koledze fachowcowi od kosmologii i kosmogonii --- ale ja mam juz opinie na ten temat ks. prof. Michala Hellera z PAT w Krakowie, ale znam też opinie o mafii kosmologicznej panującej narynku bo w USA, która dysponuje olbrzymimi środkami finansowymi i wątpię, czy Pański pryzjaciel będzie mial chę i odwagę, na nawet tylko ściśle prywatne opinie sprzeczne z opiniami ortodoksyjnymi --- ale bardzo prosze, jeśli coś takiego jest możliwe, to bardzo prosze, włączyć w moje troski swego kolegę kosmologa --- ja jednak jestem ciągle zdania, ze analiza logiki mojej teorii jest bardziej uzasadniona i konieczna od analizy "kosmologicznej" ---- tu chodzi więcej o "przeciwieństwa" i "nieantagonizm" przeciwieństw i ciagle mam problem jak pogodzic moje twierdzenia o niekompatybilności byti i niebytu z tym wlasnie nieantagonizmem ? ---A to jest kwestia logiki --- serdeczne pozdrowienia, jk
Śr 2007-08-22
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Wysyłam dziś Panu próbkę mojej recenzji - ok 10 str. załączyłem krótki list. Po zapoznaniu się z moim tekstem proszę, zgodnie z umową, o spotkanie. Pozdrawiam serdecznie. Piotr Borowik
So 2007-08-25
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Pana, Otrzymałem wczoraj tekst, przeczytałem i jeszcze raz sobie dzisiaj przeczytam, --- jestem gotów na spotkanie i tak jak Pan Pisze jak najszybciej --- Prosze zaproponowac termin ? A moze Pan byłby uprzejmy przyjechać do mnie ? Jak Pan wie, prowadzimy Hotel George (w Nadarzynie, przydrodze szybkiego ruchu z Częstochowy do Warszawy) i go sprzedajemy, (transakcja w toku) bardzo byłoby mi przyjemnie, gdyby Pan zapoznał się z "dziełem" mego życia bisnesowego i gdybym miał przyjemność gościć Pana u siebie na zakończenie tej drogi życiowej ---- Jesteśmy z żoną na rozstaju i Pańskie porady w tym zakresie byłyby dla mnie bardzo cenne --- czekam refleksji ? Jerzy Kowalczyk
So 2007-08-25
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Dziękuję za list. Dobrze, zrobię sobie wycieczkę intelektualną pod Warszawę. Ponieważ jest to pilne, to czy odpowiada Panu najbliższy poniedziałek 27 sierpnia. Wyjechałbym rano samochodem. Trudno mi przewidzieć ile zajmie mi podróż - nie jeżdżę szybko. Pozdrawiam mile i gorąco. Piotr Borowik
N 2007-08-26
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Pana, termin poniedziałkowy odpowiada mi, będę czekał w recepcji hotelu, jeśli możliwe gdy Pan będzie w drodze, lub tuz przedwyjazdem prosze o telefoniczne potwierdzenie ---mój telefon komórkowy 692 794 842 --- tel recepcji 022 729 85 12 ---- gdy Pan nie zastał mnie w recepcji to prosze odnaleźć recepcjonistkę (jeśli nie będzie siedzieć w recepcji, to będzie w restauracji przy barze) i spytać o mnie, a on mnie zawoła --- pozdrowienia, jk
N 2007-08-26
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Również mile witam,
Oczywiście, zatelefonuję jak będę wyjeżdżał i jeszcze jak będę się zbliżał do Nadarzyna. Nie będzie żadnych problemów. Pozdrawiam mile. Piotr borowik
Wt 2007-08-28
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny Panie Profesorze, „przeciwieństwo” jest przecież pojęciem znanym filozofii od Heraklita, a jego znaczenie (sprzecznie do Heraklita) ugruntował dobitnie i szczególnie uwypuklił PARMENIDES w swojej teorii bytu i LOGICE. „Byt jest, a niebytu nie ma” – ta, błędna moim zdaniem, teoria bytu i ta logika znoszenia się skrajnych przeciwieństw, króluje w teorii, nauce, filozofii, do dzisiaj. A konsekwencje są nieobliczalnie negatywne dla ludzkości. Aksjomaty TNR są przeciwstawne. Przeciwieństwa nie ulegają wzajemnemu zniesieniu, a odwrotnie kreują się wzajemnie, a jeśli tak, to znów konsekwencje są niesłychane i szalenie ważne dla człowieka. Teoria następstwa Arystotelesa: „po A jest B itd.” Jest błędna, bo musi być interwał między A i B, bo inaczej nie zaistniałoby nigdy B --- „triada” Hegla jest błędna, bo teza i antyteza (przecież przeciwieństwa) nie skutkuje żadną syntezą, „skutkiem”, lecz dalszym procesem, nową tezą, nową antytezą itd. bez końca. Konsekwencje tego są wprost nie wyobrażalne dla człowieka, bo w ten sposób „coś powstaje z niczego” --- I teraz, jeśli wyobrazimy sobie, że ropa się skończyła, że węgiel i gaz się skończył, odnawialne źródła energii nie są w stanie zaspokoić potrzeb ludzkości, a tzw. energia atomowa jest zbyt niebezpieczna i zbyt droga, no to perspektywa „energii (siły) z niczego” ma „wielki urok” ---- nieprawdaż ? Człowiek, który ma „głowę na karku” potrzebuje tylko znaleźć proste sposoby docierania do niebytu i wytwarzania „coś z niczego”, energii z pustki. Prawdopodobnie nie jest to wcale trudne, tylko …. trzeba wiedzieć, jak to zrobić. Wszystko jest proste, trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić. Ale najpierw aby szukać tych sposobów, jak zrobić „coś z niczego”, trzeba zmienić mentalność i wiarę człowieka w Parmenidesa i Jego „byt jest, a niebytu nie ma”. POZDROWIENIA, Mam nadzieję, że Pan dojechał do swojego malowania i swoich koni, bez przygód. Proszę pracować, proszę szukać, m.in. nie znanych mi dowodów na poparcie trafności twierdzeń TNR, wartych tego wysiłku, wartościowych, a „fałszywe tropy” demaskować i co niepotrzebne skreślać. --- Czekam i serdecznie dziękuję, Jerzy Kowalczyk
Śr 2007-08-29
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Od wczoraj nic nie napisałem. Głupia sprawa ale boli mnie ucho i to trochę nieprzyjemnie. Umówiony jestem z lekarzem. Ale nie o tym chciałem pisać. Mam prośbę. Gdyby mógł mi Pan przysłać jeszcze ze trzy egzemplarze swojej książki, to mógłbym spróbować kogoś zachęcić do przejrzenia i ewentualnych uwag co do przykładów zaczerpniętych z fizyki współczesnej. Mam kolegę profesora, rasowego fizyka i zamierzam z nim trochę porozmawiać. Jako że fizyki to ja się muszę douczyć. Podam Panu mój adres domowy, żeby Pan go nie szukał.
Piotr Borowik
ul. xxxx xx, m.xxxx
xx-xxx Częstochowa.
Pozdrawiam serdecznie. Piotr Borowik
N 2007-09-09
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Znalazłem osobę, która zechciała przepisywać moje rękopisy. Męczę się z przeciwieństwami, bo inaczej nie zrozumiem tekstu w książce. Studiuję Heraklita i Hegla, ale ich wywody nie trafiają do mnie. Filozofia Hegla zdeaktualizowała się na tyle, że poważni filozofowie analityczni nie wierzą w jej doktryny. Nie wiem też czy Hegla filozofia dziejów rzeczywiście może być w ten sposób wyjaśniana. Trudno mi zaakceptować twierdzenie, że wszystko ma swoje przeciwieństwo. Podane przez Heraklita przykłady raczej zaciemniają niż wyjaśniają pojęcie przeciwieństwa. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Pn 2007-09-10
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Pana, na razie tylko dziękuję --- może jeszcze dzisiaj napisze do Pana, pozdrowienia, jk
Wt 2007-09-11
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
W załączeniu przesyłam przepisane to co już Pan ma w moim rękopisie. Ciąg dalszy będzie przesyłany sukcesywnie w miarę mojego pisania i przepisywania przez moją koleżankę. Co do "przeciwieństw", to pojęcie to w sensie Heraklita bywa pomijane w poważnych słownikach filozoficznych. Przeglądam Kanta, ale niewiele mi to daje. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Wt 2007-09-11
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Panie Piotrze, dziękuję za materiał początkowy, na temat przeciwieństw wkrótce napisze Panu maila, --- CZY otrzymał Pan ksiązki zapasowe ? pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Śr 2007-09-12
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Witam Mile,
W załączeniu wysyłam otrzymany załącznik (chyba ze cztery dalsze strony) mojego tekstu. Dalszy będzie, jak zapowiada mi Pani przepisująca tekst, w przyszłym tygodniu. Z najlepszymi pozdrowieniami. Piotr Borowik
ZAŁĄCZNIK 3
Pt 2007-09-28
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Przesyłam dalszą część mojej recenzji. Co do przeciwieństw, to wykrystalizowałem sobie pewną koncepcję. Nie można jednak zaakceptować twierdzenia, że wszystko ma swoje przeciwieństwo. ąle o tym napiszę na dalszych stronach recenzji. Teraz zrobiłem sobie małą przerwę w pisaniu. Byłem na plenerze malarskim - stąd ta mała przerwa w pisaniu i czytaniu. Pozdrawiam gorąco i jeszcze zdrowia życzę. Piotr Borowik
N 2007-12-02
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny i Drogi Panie Jerzy,
Przepraszam za przerwę w pisaniu dalszego ciągu mojej recenzji. Trochę trudno mi się to pisze a w dodatku zacząłem poszukiwać pracy, z czym do tej pory mam kłopot. Kontynuuję dalej moje studia malarskie i trochę mi nieprzyjemnie, że moją recenzję tak przeciągam. Co do przeciwieństw to ugruntowałem sobie na nie pewien pogląd. Napiszę o tym w recenzji. Znalazłem też pewien przykład triady Hegla, do której odnieść się muszę krytycznie. Pani Edytka moje rękopisy zacznie przepisywać dopiero po 13 grudnia. (Ta data, to tylko zbieg okoliczności.) Proszę mi coś napisać o nowościach u Pana. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
ZAŁĄCZNIK 4
N 2007-12-02
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Pana z radością, Panie Piotrze --- u mnie wszystko po staremu, tzn nadal mam trudności w sprzedaży mego obiektu --- zmartwił mnie Pan bardzo, faktem swego bezrobocia, ale z drugiej strony to może dla mnie lepiej, bo chyba ma Pan wobec tego więcej czasu --- KONIE są wspaniałe, bardzo piękne -- cierpliwie czekam na dalsze postępy w Pana pracy dla mnie -- pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
N 2007-12-02
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Zapomniałem dołączyć moje refleksje do pierwszej części Pana pracy -- jk
Cz 2007-12-13
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam Panie Piotrze - pisał Pan, że jest Pan bezrobotny, czyli należałoby przypuszczać, że ma Pan teraz znacznie więcej czasu i nasza "robota" ulegnie znacznemu przyśpieszeniu, ale niestety, nie widać żadnych postępów - proszę o informację czy mogę spodziewać się czegoś więcej niż otrzymałem ? Czy może swoją polemiką na Pana pytania i krytykę tak Pana zniechęciłem, że Pan zrezygnował ? Pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Cz 2007-12-13
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Drogi Panie Jerzy,
Bezrobocie jest dokuczliwei wbrew pozorom zabiera mi więcej czasu niż praca. Praca to spokój psychiczny a nie szarpanie się o tę pracę ze złośliwymi ludźmi. Urzędas traktuje dany urząd jako swój prywatny folwark. Zresztą Pan to najlepiej zna. Tę ludzką zawiść. Przestudiowałem Pana polemiczne wstawki, może się później do nich ustosunkuję. Chcę tę opinię dalej kontynuować, bo póki co ta recenzja została nieco rozgrzebana. Napisałem kilka stron i znowu przerwa. Proszę o cierpliwośc i przepraszam,że to tak długo trwa.
Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Cz 2007-12-13
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam, rozumiem, że dalsza nasza współpraca jest aktualna i CZEKAM rezultatów -- pozdrowienia, również dla koni, niech Pan ich poklepie i pogłaszcze, szczególnie tego młodego --- Jerzy Kowalczyk
Pt 2008-02-01
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Przepraszam za zwłokę i nie jest to ładnie z mojej strony tak ociągać się z tekstem recenzji. Jest to recenzja tekstu, wcale nie łatwego do zrozumienia przez czytelnika. Niech mnie Pan też nie posądza,że mogę sobie pomyśleć, że Pan o obiecanej recenzji mógłby zapomnieć. Leży mi to na sercu, że nic nie robię, a pisząc w miarę krytyczną opinię chcę Panu jakoś pomóc. I z tym mam największy kłopot. Od dzisiaj biorę się za dalszy ciąg pisania i teksty będę posłął Panu w rękopisie. Nie mam możliwości jego przepisywania. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
P.S. Uprzejmie proszę o odpowiedź, czy poprzedni list do Pana dotarł.
Pt 2008-02-01
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
"Poprzedni list" --- to znaczy z jakiej daty list ? Jakiś poprzedni na pewno dotarł -- jk
Pt 2008-02-01
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Dobrze, ale wysyła Pan to elektronicznie ? jk
Pt 2008-03-21
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Przesyłając Panu najładniejsze świąteczne życzenia, proszę nich się Pan na mnie zbytnio nie denerwuje za moje ociąganie się z zakończeniem recenzji. Mam nadzieję, że kilka dni po świętach prześlę Panu dotychczasowy tekst z jakimś podsumowaniem. Nie zrobiłem tego tak jak bym chciał to zrobić. Szczegóły potem. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Pt 2008-03-21
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Witam i serdecznie dziękuję i wzajemnie życzę WESOŁEGO ALLELUJA -- Jerzy Kowalczyk -- P.S. Będzie mi miło cos nowego przeczytać - jk
N 2008-05-11
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny Panie, proszę o wypowiedź poważną, czy i kiedy ma Pan zamiar wywiązać się ze swego zobowiązania do mnie. Ja czekam cały czas, już stanowczo za długo – Mam do Pana jeszcze inną sprawę, czy byłby Pan uprzejmy przesłać mi jeszcze jedną tą swoją książkę, to jest bardzo „ciężkie” dla mnie ale próbowałem coś zmądrzeć dzięki niej, ale ostatnio znów się przeprowadzałem i nie mogę jej nigdzie znaleźć ? Serdeczne Pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Wt 2008-10-14
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Minął rok od chwili podjęcia się napisania Panu recenzji. Początki jej wysłałem, z zasadniczymi uwagami dość szybko. Dalsze czytanie sprawia mi kłopot i zupełnie nie rozumiem Pana argumentacji przytaczanych tez. W dalszym ciągu poczyniłem uwagi ogólne (w moim rękopisie) i odrazam dalsze pisanie o niebycie. Nie można pisać (z logicznego punktu widzenia), że "niebyt istnieje realnie". Jest to podstawowa, jak się domyślam, Pana teza i dyskwalifikuje ona całe podejście do filozofii. Podobnie z przeciwieństwami. Jest sensownie mówić o przeciwieństwach w sytuacji gdy dotyczą one włąsności lub relacji i to nie wszędzie i nie do końca. Sprawa jest bezsensowna, gdy dotyczy rzeczy. Można się przy tym upierać ale nie ma to prawie żadnych wartości poznawczych. Resztę uwag mogę Panu przesłać w rękopisie. Pozdrawiam gorąco Piotr Borowik
Cz 2008-10-23
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Szanowny Panie Profesorze, proszę uprzejmie załatwiać sprawę ze mną - proszę udzielić odpowiedzi na moje wątpliwości z ostatniego maila do Pana - pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Cz 2008-10-23
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Oczekuje Pan rzeczy niemożliwych. Nie mogę w e-mailu prowadzić wykładu z logiki. To niejest fizycznie możliwe. Napisałem, że z punktu widzenia logiki realne istnienie niebytu nie ma sensu. Wyjaśniłem to w tamtym liście. Niech Pan ten fragment ze zrozumieniem przeczyta. Co do różnych możliwych filozofii, to każdy ma prawo mieć swoją filozofię. Inną jest już sprawą jakiej ona dostarcza wiedzy, czy jaki podaje nam obraz świata. Czy jest on prawdziwy, czy nie. Jak już Panu napisałem w Pańskim systemie tkwi logiczna sprzeczność z powodu przypisywania niebytowi realnego istnienia. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Wt 2008-11-04
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Użytkownik Jerzy Kowalczyk <jerzykowalczyk@pro.onet.pl> napisał:
Szanowny Panie Profesorze, Przyznaję Panu rację, że "recenzja" mojej
ksiązki i teorii w niej opisywanej, nawet w jakiejś skrótowej formie,
to tysiące analiz i często bardzo skomplikowanych (szczególnie jeśli
się czuje potrzebę komplikowania spraw prostych) i REZYGNUJĘ z takiej
formy Pańskiej pracy, do której Pan się zobowiązał - ale nie mogę
zgodzić się na SPOSÓB jakim Pan chciałby sprawę sobie ułatwić i
załatwić - PROPONUJĘ szerokie OGRANICZENIA DO PROSTYCH FAKTÓW na
jakie ja się POWOŁUJĘ, a ogólnie przyjętych i widocznych w
DOŚWIADCZENIACH - proszę pominąć wszelkie zawiłe kwestie metafizyczne,
filozoficzne, naukowe - Nie mam zamiaru zaakceptować nie uzasadnionej
negacji faktów, aprioryczne uznawanie istnienia, lub nieistnienia
czegoś jest niepoważne - istnienia bytu Pan nie zaprzecza, prawda ?
Piotr Borowik JEST, to jest fakt wynikający z doświadczenia - tak, czy
nie ? Jeśli byt jest, proszę mi udowodnić, że niebytu (bez względu na to, co pod tą nazwą się kryje) nie ma ? Udowodnić, czyli opisać, wyjaśnić.
Pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Wt 2008-11-04
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Zacznijmy od przykładu. Nie mamy wątpliwości, że Piotr Borowik istnieje i to nie jeden! Koń też istnieje. Jakiś koń i ma on swoją nażwę: "koń" Albatros (największy ptak) też istnieje istnieje i co do tego nie mamy wątpliwości. Koń i albatros jako zwierzęta mają swoje nazwy w poszczególnych językach etnicznych, np. w polskim właśnie "koń" i "albatros". I jak ktoś chce, to można nie mieć wątpliwości że istnieją idee platońskie i "konia" i "albatrosa". Na pewno nie ma Pan wątpliwości, że istnieje jakiś koń i jakiś albatros. A więc jest OK. No to teraz weźmy sobie twór, który nazwano pegazem. Co to jest pegaz? Ano, jest to skrzydlaty koń! Koń, którego wyposażono w skrzydła zapożyczone od albatrosa właśnie.
Pegaza wymyślono już w starożytności. Nazwa pegaz isnieje, służy czasm za nazwę Klubu Jeździeckiego czy żaglowca. Ale czy uważa Pan, że "pegaz" jako skrzydlaty koń istnieje? Czy uważa Pan, że ktoś widział skrzydlatego konia? Idea platońska pegaza istnieje, natomiat odpowiadający tej idei twór w rzeczywistości nie istnieje. Nie jest on bytem rzeczywistym. Po prostu nie istnieje pegaz, choć ktoś ten twór językowy stworzył i spożytkował do czegoś tam. Pegaz właśnie jest przykładem niebytu, bo go właśnie nie ma w rzeczywistości. Już Panu pisałem, że byt charakteryzuje się tym, że istnieje!!!!!!! I jest to jego podstawowa cecha. Właśnie ISTNIENIE!!!! Niebyt jest nazwą przeciwną do bytu i, z logicznego punktu widzenia, jako nazwa przeciwna nie ma tej CECHY, tj nie ma CECHY ISTNIENIA!!!! Nie istnieje tak samo, jak nie istnieje pegaz, chociaż i jedno i drugie ma w jezyku swoją nazwę. W logice takie nazwy nazywane są nazwami pustymi.
Z pozdrowieniami. Piotr Borowik
Pt 2008-11-07
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
To, że albatros nie istnieje, nie jest żadnym dowodem, że niebyt też nie istnieje - jeśli Pan chce przekonywać mnie przykładami, to ja mogę dać Panu tysiące pokazujących FAKTY: przyjaciel istnieje ? Tak, istnieje, to jest fakt - przedmiot, --- a wobec tego, czy istnieje fakt wartościowany odwrotnie, czyli nieprzyjaciel ? oczywiście, że istnieje - CZY LOGIKĘ NIE
OBOWIAZUJE ZASADA WARTOŚCIOWANIA, tak jak matematykę ? Tak jak w
matematyce każde równanie (czy liczba, symbol) musi być wartościowana
PLUSEM lub MINUSEM - tak na pewno też jest w logice - czyli każdy
przedmiot jest wartościowany - JEST przyjaciel i musi być na tej
zasadzie nieprzyjaciel. To samo z innymi przedmiotami i to samo z >bytem. JEST byt -- musi być niebyt !
Ale poza tym, ja przecież podaję DANE tego przedmiotu i przyczynę
sprawczą tego przedmiotu i jego "rację dostateczną" - jego esencję i
jego sposób egzystencji, a Pan by ulegać modzie i ogólnie rzecz biorąc
"polityce", obowiązującej "poprawności" myślenia (rzekomo) naukowego,
Pan zaprzecza oczywistym FAKTOM. Pan nie uzasadnia swego twierdzenia.
Ja podaję Panu cały szereg dowodów, faktów, na istnienie mego
przedmiotu myślenia, a Pan to wszystko pomija, bo Pan chce się wymigać
z przyjętego obowiązku ! Panie Piotrze, myślałem, że Pan jest
prawdziwym, rzeczywistym naukowcem i nadal mam taką nadzieję. Prosiłem,
aby Pan dał mi dowód sprzeczności mego twierdzenia, że NIEBYT
egzystuje - Pan daje mi przykład bez sensu. Czy dowody o istnieniu
niebytu, przedstawione przeze mnie w TNR, przecież to już
opublikowałem, niech Pan nie będzie uciążliwy. Ale na wszelki wypadek
to z grubsza Panu wyliczam: 1/ fakt, że foton biegnie kosmosem miliardy
lat od źródła, z szybkością 300 tys. km na sekundę, jest dowodem, że
biegnie bez oporu, czyli biegnie w przestrzeni bezruchu, czyli biegnie
"moim" niebytem;
--- 2/ bezruch zgodnie z fizyką teoretyczną ma temperaturę około 1°
Kalwina, ja podaję taką temperaturę "mego" niebytu, czyli podaję sposób
egzystencji niebytu (żadne byt nie legitymuje się takim sposobem bycia
i taką temperaturą); -- 3/ fizyka kwantowa ustaliła nieciągłość materii
(bytu), a już Parmenides stwierdził, że byt jest ciągły, bo każda
przerwa w bycie będzie niebytem,; -- 4/ Zasada następstwa Arystotelesa,
po A następuje B i dalej C itd., oraz zmiana, proces, ruch, jest
dowodem istnienia niebytu, bo dowodem przerwy w "bycie" (którego
sposobem egzystencji jest "zdarzenie", ruch, zmiana). Aby po A mogło być B, C, D itd., po każdym "następstwie"
(zdarzeniu) musi być przerwa, gdyż gdyby nie było przerwy, nie byłoby
poszczególnych "następstw", nie byłoby poszczególnych zdarzeń (które
jak wiemy postępują w czasie od przeszłości do przyszłości, czyli w
porządku linearnym). Gdyby nie było przerwy po A, nie byłoby B, lecz od
razy Z i dalej wszystko od początku następowałoby w kółko - przerwa w
ruchu jest bezruchem, co jest elementem "mego niebytu".
Na tym poprzestanę, Panie Piotrze, z nadzieją, że Pan ZMIENI zdanie i
zobaczy Pan SENS w moim niebycie. Jeszcze dodam, że ta temperatura
niebytu jest dowodem niesłychanej ENERGII kryjącej się w niebycie i
jeśli świat naukowy zajmie się tym paradygmatem i uczyni go przedmiotem
swoich badań, to odkryje z czasem sposoby korzystania z tych energii. A
energia jest tak potrzebna ludzkości. Ma Pan szanse przyczynić się do
rozwoju nauki i rozwoju ludzkości. Wielka ZMIANA w Ameryce, Obama
Prezydentem, ewolucja postępuje i Pan niech weźmie udział w ZMIANIE mentalności rzekomej NAUKI.
Pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Pt 2008-11-07
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Albatros, Panie Jerzy istnieje, nie istnieje jedynie "Pegaz"
Przykład pegaza podałem Panu, żeby zaznaczyć, że coś co ma nazwę, czym się można posługiwać w języku, może nie istnieć realnie.
So 2008-11-08
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Inna rzecz, wszystko co istnieje, jest bytem. Czy z tym się Pan zgadza???? Jeśli więc NIEBYT ISTNIEJE (realnie, jak Pan pisze), to musi być BYTEM. Więc według Pana nie ma różnicy między bytem i niebytem. Z pozdrowieniami. Piotr Borowik
Szanowny Panie Jerzy,
Wyrażenie "ISTNIEJE" jest jaknajbardziej kwantyfikatorem. Orzeka też, niewątpliwie o jakiejś rzeczy. Prawdziwie lub fałszywie. Każdy kwantyfikator interpretuje się jako funkcję o wartościach w zbiorze prawdy i fałszu. I dlatego może być traktowany jako własność. Dla dowolnej wypowiedzianej rzeczy możemy przypisać jej własność "ISTNIENIA". Bo ona ISTNIEJE lub NIE.
Jak Pan definiuje byt? Jedyną własnością jaką bytowi możemy przypisać, to właśnie to, że on ISTNIEJE. W języku przeciwieństwem BYTU jest NIEBYT. Nie może on posiadać tych cech, które posiada byt. nie można orzec o nim to co orzeka się o bycie. Skoro byt ISTNIEJE, to niebyt ISTNIEĆ NIE MOŻE!!
I niech Pan odróżnia rzeczywistość od języka, który o tej rzeczywistości mówi. Czymś innym jest właśność jakiejś rzeczy a czymś innym jest jej nazwa tej włąsności, którą sobie z różnych względów zaliczyć do predykatów, kwantyfikatorów, czy klasyfikatorów. Nic Pan nie zmieni ani wyjaśni. Po prostu NIEBYTU NIE MA! Wiedzieli o tym już w starożytności.
Nie jestem w stanie zrozumieć Pana argumentacji - nie musi jej Pan mi jej przedstawiać - czytałem w Pana książce. Sądzę też, że nikt inny Pana nie zrozumie. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
So 2008-11-08
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Z tego wynika, że ISTNIENIE, Panie Piotrze, jest prawdą przygodną, może być, może nie być, nie jest to prawda KONIECZNA (logiczna), a wobec tego definicja filozofii klasycznej jest błędna -- "istnienie" nie jest cechą (właściwością) przedmiotu i go nie opisuje, nie definiuje. NIEBYT JEST i ja to cały czas twierdzę, jest to prawda konieczna i ja to cały czas udowadniam -- ale z tego nie wynika, że niebyt jest bytem (i nie musi być bytem), bo jest przeciwieństwem bytu, jest przeciwieństwem nie w "obszarze" istnienia (które nie jest predykatem lecz kwantyfikatorem egzystencjalnym - operatorem), lecz w zakresie właściwości rzeczywistych, czyli sposobów istnienia -- W każdym razie zgadza Sie Pan, że NIEBYT JEST, a więc nie jest bez sensu pisanie o nim. Więc jednak dochodzimy do konsensusu -- zbliżamy Sie do prawdy koniecznej -- a Pan przecież jest logikiem, więc zbliżanie się będzie postępować i właśnie o to mi chodzi, to jest mi potrzebne, tego oczekiwałem i oczekuję -- pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
So 2008-11-08
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Szanowny Panie Jerzy,
Wyrażenie "ISTNIEJE" jest jaknajbardziej kwantyfikatorem. Orzeka też, niewątpliwie o jakiejś rzeczy. Prawdziwie lub fałszywie. Każdy kwantyfikator interpretuje się jako funkcję o wartościach w zbiorze prawdy i fałszu. I dlatego może być traktowany jako własność. Dla dowolnej wypowiedzianej rzeczy możemy przypisać jej własność "ISTNIENIA". Bo ona ISTNIEJE lub NIE.
Jak Pan definiuje byt? Jedyną własnością jaką bytowi możemy przypisać, to właśnie to, że on ISTNIEJE. W języku przeciwieństwem BYTU jest NIEBYT. Nie może on posiadać tych cech, które posiada byt. nie można orzec o nim to co orzeka się o bycie. Skoro byt ISTNIEJE, to niebyt ISTNIEĆ NIE MOŻE!!
I niech Pan odróżnia rzeczywistość od języka, który o tej rzeczywistości mówi. Czymś innym jest właśność jakiejś rzeczy a czymś innym jest jej nazwa tej włąsności, którą sobie z różnych względów zaliczyć do predykatów, kwantyfikatorów, czy klasyfikatorów. Nic Pan nie zmieni ani wyjaśni. Po prostu NIEBYTU NIE MA! Wiedzieli o tym już w starożytności.
Nie jestem w stanie zrozumieć Pana argumentacji - nie musi jej Pan mi jej przedstawiać - czytałem w Pana książce. Sądzę też, że nikt inny Pana nie zrozumie. Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
So 2008-11-08
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Błąd w teorii bytu Parmenidesa: „byt jest (istnieje), niebytu nie ma (nie istnieje)”, jest w zasadzie błędem logicznym odwróconej akcydendalizacji: „skoro istnieje byt, nie istnieje niebyt”, bo nie wziął on i nie bierze się do dzisiaj pod uwagę w filozofii klasycznej i ortodoksji, że „istnienie” NIE JEST PRAWDĄ KONIECZNĄ (logiczną), lecz jest przypadkowością i przypadłością – w uproszczeniu: „może być i może nie być”. Jeśli „byt” jest przypadkowy, to i niebyt może być i może nie być, jest przypadkowy. „Jest” i „nie ma” w wyżej wymienionym zdaniu Parmenidesa nie są cechami, właściwościami, lecz kwantyfikatorami egzystencjalnymi, operatorami.
Własność, która istnieje, lub nie istnieje, nie jest własnością, to jest przypadkowość, lub przypadłość. Własność, która orzeka prawdziwie, lub fałszywie, nic NIE ORZEKA, dlatego nie może być traktowany jako własność. Nie tylko istnienie jest przypisane do bytu w definicji filozofii klasycznej, lecz również "sposoby istnienia". Niby DLACZEGO i jakim cudem "jedyną własność jaką można przypisać bytowi to właśnie to, że on istnieje" ? Co to za własność, skoro istnieje, albo nie istnieje ? Twierdzenie po prostu, bo w starożytności już tak ustalili: "NIEBYTU NIE MA! Wiedzieli o tym już w starożytności."- jest śmieszne w języku logika. Przecież poprzednio Pan stwierdzał, że "niebyt jest bytem" -- niech Pan sobie nazywa go bytem, ale Pan stwierdza, że "coś" takiego JEST -- To jak jest, czy go nie ma ? (pytanie takie same jak w rzekomej własności - może jest, a może nie ma" --Pozdrowienia, Jerzy Kowalczyk
Wt 2008-11-11
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
A jak Pan zdefiniuje byt? Jeśli poda Pan adekwatną definicję bytu, to niebyt jest jego logiczną negacją. Ponadto, niech Pan nie używa pojęć, które nie wiadomo co znaczą. Prawda jest tylko jedna i ani konieczna ani nie konieczna. Konieczność jest funktorem logicznym i ma się nijak do pojęcia ISTNIENIA. Nie ma więcej niż jedna prawda. Może być tylko PRAWDA i FAŁSZ (przynajmniej w logice klasycznej) Jeśli coś o czymś orzekamy, to może to być tylko prawda albo nie. Tu działa prawo wyłączonego środka.
A teraz co to znaczy "BŁĄD LOGICZNY ODWRÓCONEJ AKCYDENDALIZACJI"??? Jeśli Pan będzie używał tego rodzaju pojęć, nie wyjaśniając co ono znaczy, to nik Pana nie zrozumie. A przecież Pan chce coś komuś przekazac. Przekazać swoją myśl.
O kwantyfikatorach można mówić przy okazji omawiania języka.
Mówiąc, "że koń istnieje" to wyrażenie "istnieje" nazywa się kwantyfikatorem, ale łącząc ten wyraz z nazwą "koń" otrzymujemy zdanie!!! I to zdanie prawdziwe. Przypisujemy w ten sposób koniowi cechę istnienia.
A co to takiego przypadkowość? I co się przez to rozumie?
Pozdrawiam gorąco. Piotr Borowik
Wt 2008-11-11
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Definicja bytu filozofii klasycznej NIE JEST DEFINICJĄ, bo nie odróżnia, "jest" czy "nie ma" nie jest orzekaniem co to jest, bo kwalifikuje wszystko co jest jako "byt". Ja definiuję "byt" jako gatunek rodzaju "rzeczywistości", której innym gatunkiem jest NIEBYT. Innymi gatunkami "rzeczywistości" są również nieskończona ilość innych bytów, co ostatnio jest uwidocznione w teoriach o nieskończonej ilości wszechświatów. Każdy byt jest inny, np. każdy człowiek jest innym bytem i skutkiem przypadku (wielu przyczyn sprawczych nie uporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem - vide każda encyklopedia, hasło: "przypadek"). "Przypadkowość" to ontyczna niekonieczność - byt występujący pod nazwą Jerzy Kowalczyk istnieje na skutek przypadkowych faktów, że ten, a nie inny (z milionów innych możliwych) plemnik zapłodnił jajo w łonie Matki i że NIE przeszedł w niebyt wcześniej w ciągu 81 lat egzystencji, również na skutek wielu "szczęśliwych" przypadków - na skutek "korzystnych" układów gęstości prawdopodobieństwa.
BŁĄD logiczny akcydentalizacji (a dicto secundum quid ad dictum simpliciter - od twierdzenia zawężonego do nie zawężonego), błąd polegający na opuszczaniu niezbędnego dookreślania. Jest to błąd formalny rozumowania, gdyż zachodzi niewłaściwa asercja i przesłanki i wniosku, gdyż uznaje Pan zdanie "byt jest, a niebytu niema" za prawdziwe, a ono może być prawdziwe lub fałszywe.
Tak jak już pisałem, i Pan to w zasadzie przyznaje, kwantyfikator egzystencjonalny o istnieniu lub nieistnieniu, nie orzeka o Prawdzie danego zdania, bo nie ustanawia "racji dostatecznej" (celowości i odpowiedniości) i również nie ustanawia "racji bytu". Prawda (bytu) obiektywna jest, tak jak Pan pisze, tylko jedna, ale nie ustanawia jej sam kwantyfikator bez koniecznych dookreśleń. Konieczność jest funktorem logicznym, a rzeczywistość i byt jest racjonalny, a więc wykazanie konieczności ISTNIENIA bytu ma zasadnicze logiczne uzasadnienie.
Niebyt NIE jest logiczną negacją bytu, bez uzasadnienia (dookreślenia) tego twierdzenia, a Pan tego nie czyni. Moim zdaniem, niebyt jest przeciwieństwem i uzupełnieniem bytu z konieczności jego urealnienia. Byt aby był realny, moim zdaniem, musi współistnieć z niebytem i widzimy to w doświadczaniu świata.
Ja wykazuję DLACZEGO istnieje niebyt - niebyt istnieje dlatego, że istnieje byt i odwrotnie, byt istnieje dlatego, że istnieje niebyt. Pan nie wykazuje mi DLACZEGO ISTNIEJE BYT - nie wykazuje Pan racji dostatecznej bytu koniecznego.
To Pan słowami chce tylko SŁOWAMI ustanowić ISTNIENIE bytu i niebytu.
POZDROWIENIA, JERZY KOWALCZYK
N 2008-11-16
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
Definicja bytu filozofii klasycznej NIE JEST DEFINICJĄ, bo nie odróżnia, "jest" czy "nie ma" nie jest orzekaniem co to jest, bo
ISTNIEĆ, TO TYLE CO "BYĆ" . tA DEFINICJA JEST OGÓLNIE PRZYJĘTA PRZEZ FILOZOFÓW.
kwalifikuje wszystko co jest jako "byt". Ja definiuję "byt" jako gatunek rodzaju "rzeczywistości", której innym gatunkiem jest NIEBYT. Innymi gatunkami "rzeczywistości" są również
TU TRZEBA BY POWIEDZIEĆ CO TO SĄ "GATUNKI"?
nieskończona ilość innych bytów, co ostatnio jest uwidocznione w teoriach o nieskończonej ilości wszechświatów. Każdy byt jest inny, np. każdy człowiek jest innym bytem i skutkiem rzypadku (wielu przyczyn sprawczych nie uporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem - vide każda encyklopedia, hasło: "przypadek"). "Przypadkowość" to ontyczna niekonieczność - byt występujący pod nazwą Jerzy Kowalczyk istnieje na skutek przypadkowych faktów, że ten, a nie inny (z milionów innych możliwych) plemnik zapłodnił jajo w łonie Matki i że NIE
przeszedł w niebyt wcześniej w ciągu 81 lat egzystencji, również na skutek wielu "szczęśliwych" przypadków - na skutek "korzystnych" układów gęstości prawdopodobieństwa.
ŻEBY MÓWIĆ O PRZYPADKACH, TRZEBA NAJPIERW, ŻEBY COŚ BYŁO.
BŁĄD logiczny akcydentalizacji (a dicto secundum quid ad dictum simpliciter - od twierdzenia zawężonego do nie zawężonego), błąd polegający na opuszczaniu niezbędnego dookreślania. Jest to błąd formalny rozumowania, gdyż zachodzi niewłaściwa asercja i przesłanki i wniosku, gdyż uznaje Pan zdanie "byt jest, a niebytu niema" za prawdziwe, a ono może być prawdziwe lub fałszywe.
PROSZĘ PODAĆ KONKRETNY PRZYKŁAD TAKIEGO BŁĘDU.
Tak jak już pisałem, i Pan to w zasadzie przyznaje, kwantyfikator egzystencjonalny o istnieniu lub nieistnieniu, nie orzeka o Prawdzie danego zdania, bo nie ustanawia "racji dostatecznej" (celowości i odpowiedniości) i również nie ustanawia "racji bytu". Prawda (bytu)
PRAWDA NIC NIE "USTANAWIA" CO DO ISTNIENIA, TO ZDANIE
"PEGAZ ISTNIEJE" JEST ALBO PRAWDZIWE ALBO FAŁSZYWE. JEST ONO PRAWDZIWE, GDY NAOCZNIE STWIERDZIMY, GDY ÓW STWÓR ISTNIEJE!!!!
obiektywna jest, tak jak Pan pisze, tylko jedna, ale nie ustanawia jej sam kwantyfikator bez koniecznych dookreśleń. Konieczność jest funktorem logicznym, a rzeczywistość i byt jest racjonalny, a więc wykazanie konieczności ISTNIENIA bytu ma zasadnicze logiczne uzasadnienie.
Niebyt NIE jest logiczną negacją bytu,
WŁAŚNIE JEST!!!!! TAK OD ZARANIA DZIEJÓW UCZĄ LOGIKI.
bez uzasadnienia (dookreślenia) tego twierdzenia, a Pan tego nie czyni. Moim zdaniem, niebyt jest przeciwieństwem i uzupełnieniem bytu z konieczności jego urealnienia. Byt aby był realny, moim zdaniem, musi współistnieć z niebytem i widzimy to w doświadczaniu świata. Ja wykazuję DLACZEGO istnieje niebyt - niebyt istnieje dlatego, że istnieje byt i odwrotnie, byt istnieje dlatego, że istnieje niebyt. Pan nie wykazuje mi DLACZEGO ISTNIEJE BYT - nie wykazuje Pan racji dostatecznej bytu koniecznego. To Pan słowami chce tylko SŁOWAMI ustanowić ISTNIENIE bytu i niebytu.
A CZYM MOŻNA COKOLWIEK WYRAZIĆ, JEŚLI NIE SŁOWAMI????? CZY COŚ ISTNIEJE, CZY NIE MOGĘ WYRAZIĆ TO TYLKO SŁOWAMI!!!!! PONADTO BYT, SKORO ISTNIEJE, TO NIE JEST ANI KONIECZNY ANI NIEKONIECZNY. PO CO TEN OPERATOR KONIECZNOŚCI WPROWADZAĆ???
JEDYNIE NA CO MOŻNA SIĘ ZGODZIĆ, TO NA TO, ŻE BYT ISTNIEJE. I NICZYM TEGO NIE UZASADNIAĆ. TA ZGODNOŚĆ WYMIKA Z DOŚWIADCZENIA KAŻDEJ MYŚLĄCEJ ISTOTY. I BEZ SENSU JEST TU PRÓBA ZNALEZIENIA INNEJ DEFINICJI BYTU NIŻ KLASYCZNA. NIE MA CUDÓW.
Z POZDROWIENIAMI
PIOTR BOROIK
Śr 2008-12-03
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
Na Pańskie całą odpowiedź a między innymi na twierdzenie: Niebyt NIE jest logiczną negacją bytu,
WŁAŚNIE JEST!!!!! TAK OD ZARANIA DZIEJÓW UCZĄ LOGIKI.
Odpowiem tak: NIEBYT NIE JEST LOGICZNĄ NEGACJĄ BYTU bo jest negacją ISTOTY BYTU, a nie istnienia bytu i odwrotnie. Dalej dyskutować z Panem nie będę, jak Pan przyjechał do mnie, to Pan widział co Pan bierze "do zrobienia" -- Napisałem artykuł na temat niebytu i wysyłam go do najlepszych periodyków w Niemczech i USA -- i albo mi Pan zrobi natychmiast recenzje mego rozdziału NIEBYT, lub mego artykułu, albo proszę uprzejmie zwrócić mi pobrany zadatek - z poważaniem Jerzy Kowalczyk
Pt 2008-12-05
Użytkownik Prof. Piotr Borowik napisał:
CZY PAN NIE ZAUWAŻYŁ, ŻE PAN OTRZYMAŁ JUŻ MOJĄ RECENZJĘ DOTYCZĄCĄ POJECIA NIEBYTU???
JESZCZE RAZ POWTARZAM, ŻE TEZA O REALNYM ISTNIENIU NIEBYTU JEST BŁĘDNA I CAŁA TEORIA BAZUJĄCA NA TEJ TEZIE NIE MA SENSU. JUŻ PANU PISAŁEM, ŻE Z LOGICZNEGO PUNKTU WIDZENIA NAZWA NIEBYT JEST NAZWĄ PRZECIWNĄ DO BYTU I NIE WIEM, CZY KTOŚ ZNAJĄCY SIĘ NA LOGICE POMYŚLI INACZEJ.
DRUGA SPRAWA, TO ŻE PAN WYSŁAŁ SWÓJ ARTYKUŁ DO ZAGRANICZNYCH PERIODYKÓW, TO NIE ZNACZY WCALE, ŻE TE PERIODYKI GO PANU OPUBLIKUJĄ.
TRZECIA SPRAWA, TO PAN PROSIŁ MNIE O RECENZJĘ. POŚWIĘCIŁEM PANA TEORII WIELE CZASU I TRUDU!!!!!!, PRÓBUJĄC PODPOWIEDZIEĆ PANU CO ZROBIĆ Z POJĘCIEM NIEBYTU. PAN NA TO NIE ZWRÓCIŁ NAWET UWAGI UPIERAJĄC SIĘ PRZY SWOJEJ TEZIE O REALNYM ISTNIENIU NIEBYTU. PANA SPRAWA.
Reasumując: (Streszczenie mojej opinii)
Wstęp jest zupełnie nie zrozumiały. Streszczenie (str. 12) jest jakimś dziwnym, choć sensownym, tekstem ale wyjątkowo nieuczciwym. Nieadekwatnym do całego tekstu. Co do przeciwieństw, to już pisałem, ma sens jedynie w przypadkach własności i relacji i to też nie do końca. Mówienie o przeciwieństwach rzeczy logicznego sensu nie ma. O istnieniu niebytu pisałem już nie jeden raz, nie ma więc potrzeby powtarzania się. Książka zawiera wiele "wyrwanych" z kontekstu osiągnięć nauki, które w żaden sposób nie potiwerdzają tezy istnienia niebytu. Całość jest wyjątkowo niespójna, pełna powtórzeń, wtrąceń, nic nie wyjaśniających polemik, w przeważającej części zupełnie nie zrozumiała dla czytelnika.
Szczególy w wysłanych wcześniej Panu tekstach. Moim zdaniem, Pana teoria nie stanowi żadnej sensownej filozofii, żadnej zrozumiałej odpowiedzi na stawiane od wieków pytanie.
Nie chciałem tego Panu pisać. Skro jednak Pań sobie tego życzy, to z chcę być uczciwy. UCZCIWY!!!!!
Z wyrazami szacunku Piotr Borowik
Pt 2008-12-05
Użytkownik Jerzy Kowalczyk napisał:
SZANOWNY PANIE PIOTRZE,
Na Pańskie całą odpowiedź a między innymi na twierdzenie: Niebyt NIE jest logiczną negacją bytu, WŁAŚNIE JEST!!!!! TAK OD ZARANIA DZIEJÓW UCZĄ LOGIKI. Odpowiem tak: NIEBYT NIE JEST LOGICZNĄ NEGACJĄ BYTU bo jest negacją ISTOTY
BYTU, a nie istnienia bytu i odwrotnie. Dalej dyskutować z Panem nie będę, jak Pan przyjechał do mnie, to Pan widział co Pan bierze "do zrobienia" -- Napisałem artykuł na temat niebytu i wysyłam go do najlepszych periodyków w Niemczech i USA -- i albo mi Pan zrobi natychmiast recenzje mego rozdziału NIEBYT, lub mego artykułu, albo proszę uprzejmie zwrócić mi pobrany zadatek
- z poważaniem Jerzy Kowalczyk
ZAŁĄCZNIKI:
ZAŁĄCZNIK 1
NIEBYT
Jerzy Kowalczyk
Dotychczasowa tradycja filozofii klasycznej w priorytetowej kwestii ontologicznej, od jakiej zależy między innymi współczesne postrzeganie świata, już od czasów Parmenidesa, stoi na stanowisku: NIEBYT NIE ISTNIEJE. „Byt jest, a niebytu nie ma”. Ta zasada, powodująca często traktowanie pojęcia niebytu jako „bez sensu”, jest – zdaniem mojej Teorii Nieantagonistycznego Rozwoju (TNR) – niezgodna z filozofią, bo niezgodna z logiką formalną, której z kolei podstawowym aksjomatem jest wartościowanie. To jest tym bardziej dziwne, bo wielu wielkich filozofów (G. Frege, B. A. Russel, A. N. Whitehead), matematykę i formalne wartościowanie, czyli liczby ujemne i dodatnie, oraz przeciwieństwa liczb, zero i nieskończoność, wywiodło z logiki, a więc z filozofii. TNR traktuje niebyt jako przeciwieństwo bytu, a „przeciwieństwo” jest terminem pierwotnym, oczywiście zrozumiałym, wyjaśniającym samo siebie – przeciwieństwo jest przeciwieństwem przeciwieństwa. Przeciwieństwo wynika z przeciwstawności ISTOTY BYTU, a nie z przeciwstawności jego egzystencji. Prawidłowe więc wnioskowanie filozofii klasycznej powinno brzmieć: Skoro istnieje byt, musi istnieć niebyt.
Zacznę od BYTU. W filozofii klasycznej BYT określa się jako „(…) to, co istnieje w jakikolwiek sposób”; „(…) to, co jest (wszystko, cokolwiek istnieje)” – w monizmie materialistycznym „tym czymś” jest materia; w tomizmie natomiast: „to, co realnie istnieje”. Platon określał byt jako „jakąkolwiek całość”, Arystoteles jako „określoną treść”. Określeniem „byt” oznacza się rzeczy różne, posiadające proporcjonalnie wspólną treść (gdy są podmiotem własnego istnienia). „Bytów” jako rzeczy i również jako pojęć filozoficznych jest całe mnóstwo, ale czy faktycznie posiadają one wszystkie „proporcjonalnie wspólną treść”, na przykład „byt konieczny”, „byt przypadłościowy” i „byt przypadkowy”. Czy posiadają proporcjonalnie wspólną treść? O który i o jaki byt chodzi? Czy Pegaz jest? Pegaz jest piękny, ale czy prawdziwy? Czy byt, nazywany Stefan Kowalczyk, mój Ojciec, istnieje? Nie, nie istnieje. Dlaczego ? Gdyż nastąpił rozkład esencji (istoty) Jego bytu, rozkład złożoności Jego organizmu, zanikła równowaga względna jego ciała i wymiaru duchowego. Istnienie tego bytu, jak każdego innego, wynikało z powstania esencji, rozkład tej esencji (istoty) był przyczyną przejścia w niebyt Stefana Kowalczyka. Czy bez uwyraźnienia treści bytu jako bytu, czyli bez dookreślenia, można traktować (definiować) go jako pojęcie uniwersalne i orzekać o jego istnieniu lub nieistnieniu ?
Z przeciwstawności ISTOTY bytu, (rzeczy, asymetrii), wynika NIEBYT (symetria), a nie z przeciwstawności egzystencji. Oczywiście nie piszę tu o Bycie absolutnym znanym z Objawienia, o BOGU.
W konsekwencji takich i podobnych ogólnikowych definicji dochodzi się najzwyczajniej do wniosku, iż bytem jest wszystko, co rzeczywiste, że całość rzeczywistości materialnej jest bytem, a byt jest rzeczywistością. Ja odróżniam „rzeczywistość” (wszechświat), od bytu, rzeczywistość ustanawiam niedefiniowalnym rodzajem „z najwyższej półki”, którego jakby gatunkami ustanawiam absolutny niebyt (symetrię swych elementów), wielką mnogość skończonych bytów (asymetrię esencji) i obrzeża bytu, czyli wszelkie stany przejściowe od niebytu (symetrii materialnej nicości) poprzez mnogość złożoności, ukonstytuowania się istoty, do aktu bytu, w którym to byt nabywa istnienie. Zatem na piedestale Wszechświata stawiam „rzeczywistość” ponad „bytem”, a filozofia klasyczna utożsamia te przedmioty. Moim zdaniem, definicja klasyczna bytu nie odróżnia w rezultacie (praktyce badania) przedmiotu i wobec tego nie jest definicją. Niestety taki „byt” stał się głównym przedmiotem ontologii i takowym pozostaje do dnia dzisiejszego, odsunąwszy kwestię NIEBYTU na bok, nawet uznając ją za niewartą uwagi i bez sensu, chociaż niby filozofia stawia pytanie od zarania swego rozwoju: Dlaczego raczej jest coś niż nic? Moją odpowiedzią na to pytanie, jest twierdzenie, że jest coś i jest NIC.
Wszelkie nieodgadnione kwestie dotyczące ontologii są warte uwagi i oczywiście nieodzowne w filozofii. Nie można ich pomijać tylko dlatego, że jakaś kwestia została rzekomo zdefiniowana do końca. Bo czy na pewno? Czy faktycznie do końca? Bardzo wielu filozofów, a nawet teologów (nawet Bóg ma swego diabła, dlaczego byt ma nie mieć niebytu?) miało zawsze i ma wątpliwości, co do tego.
Paul Tillich (znany i wielce ceniony, współczesny teolog), w swojej pięknej pracy „Męstwo Bycia” (REBIS Poznań 1994, str.39), pisze:
„Niebyt jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej dyskutowanych pojęć. Parmenides próbował wykluczyć niebyt jako pojęcie. By to uczynić, musiał jednak poświęcić pojęcie życia. Demokryt przywrócił pojęcie niebytu i utożsamił je z próżnią, aby uczynić pojmowalnym ruch. Platon posługiwał się pojęciem niebytu, gdyż bez niego nie da się zrozumieć kontrastu między istnieniem a czystą istotą. Arystoteles rozróżniając pomiędzy materią a formą musiał zakładać to pojęcie. Plotyn opisywał przy jego pomocy utratę „ja” ludzkiej duszy, Augustynowi zaś służyło w ontologicznej interpretacji grzechu ludzkiego. Dla Pseudo-Dionizego Areopagity niebyt stał się elementem jego mistycznej doktryny Boga. Jakub Boehme, protestancki mistyk i filozof życia, jest autorem klasycznego sformułowania, że wszystkie rzeczy zakorzenione są w „tak” i w „nie”. Pojęcie niebytu zawarte jest w Leibniza doktrynie skończoności i zła, jak również w kantowskiej analizie skończoności form kategorialnych. Dialektyka Heglowska czyni negację dynamiczną siłą w przyrodzie i w historii, a filozofowie życia od Schellinga i Schopenhauera posługują się pojęciem ‘woli” jako podstawową kategorią ontologiczną, gdyż posiada ona moc zaprzeczenia sobie bez utraty siebie. Pojęcia procesu i stawania się u filozofów takich jak Bergson i Whitehead zawierają w sobie zarówno pojęcie niebytu, jak i bytu. (…) W takiej sytuacji niewielkie znaczenie ma to, że niektórzy logicy negują pojęciowy charakter niebytu i próbują usunąć go ze sceny filozoficznej, zostawiając go jedynie w formie sądów przeczących”. (Podkreślenie moje).
Jak widać z tego co pisze Tillich, wielu największych filozofów zajmowało się kategorią niebytu, ale zawsze peryferyjnie, przy okazji omawiania i badania innych zasadniczych kwestii, nikt jak dotąd kategorii niebytu nie uczynił głównym przedmiotem swoich zainteresowań i badań.
Profesor Stefan Świeżawski, w wywiadzie udzielonym tuż przed śmiercią w maju 2004 i wydrukowanym w PLUS MINUS „Rzeczpospolitej”, na pytanie Pawła Paliwody: „Jak Pan ocenia stan filozofii i historiografii filozofii w dzisiejszej Polsce?”, odpowiada: „Zawsze byłem i jestem zwolennikiem gruntownych badań w zakresie historii filozofii. Filozofia musi powrócić do problematyki klasycznej. Obecnie mamy do czynienia ze zdradą klasycznej filozofii. Z niepokojem obserwuję lekceważenie dla wielkiej problematyki bytu, podejmowanej w okresie od Platona do końca średniowiecza. Kryzys filozofii bytu, czyli metafizyki, jest ogromny. Nie ma klimatu dla tego rodzaju badań, a jest to problematyka niezwykłej wagi, absolutnie podstawowa. Źródłowa”. A na zakończenie swego wywiadu powiedział: „Każdy filozofujący - i młody i stary - poszukuje tej samej prawdy, ale na swój własny sposób, nie dla sławy i samochodu, ale po to by wiedzieć.” Było to wołanie o badania metafizyki, czyli pojęć, w pierwszym rzędzie bytu i NIEBYTU.
Od Parmenidesa począwszy, aż po Heiddegera kończąc, pojęcie bytu jest najpierwszym z pojęć filozoficznych, lecz niestety, według moich wieloletnich przemyśleń i obliczeń, Parmenides popełnił błędy logiczne, stwierdzając słynne: „Byt jest, a niebytu nie ma”, a w następnych wiekach – aż do dzisiaj – tysiące filozofów, logików i naukowców te błędy powielało i powiela. A przecież wysnuwanie wniosków odnośnie tego, co istnieje, a co nie istnieje i co ma sens, a co nie ma sensu, nie jest kwestią słów, lecz prawidłowego rozpoznawania funkcji przedmiotu badań, cech, racji, właściwości i dowodów.
Wszystkie określenia tego wnioskowania: „Byt jest, a niebytu nie ma” nie odpowiadają logice formalnej. Pozwalam sobie kwestionować logikę znaczenia tak przedmiotów wnioskowania, jak i uzupełniających wyrażeń (operatorów) w zdaniu –
1° „byt” nigdy nie jest bytem koniecznym – za Leibnizem sądzę, że wszechświat, a więc i byt, i niebyt, składa się z ciągu rzeczy przypadkowych, powstających w celu wzajemnego ograniczania i urealniania się, co nie jest koniecznością;
2° „niebyt” nie jest bytem, lecz niebytem, czyli przeciwieństwem istoty bytu;
3° „jest” i „nie ma” nie są predykatami, lecz kwantyfikatorami egzystencjalnymi, czyli nie orzekają nic w sensie ani logicznym, ani ontologicznym, bo oparte są na przygodnej lub przypadkowej możliwości „istnienia”, właściwości, która może być, ale może i nie być.
Błąd czy nieporozumienie jest błędem niewłaściwej asercji tak przesłanki, jak i wniosku. Uznaje się je za prawdziwe, a one mogą być prawdziwe, ale mogą być też fałszywe. Są to też błędy akcydentalizacji – „a dicto secundum quid ad dictum simpliciter”, od twierdzenia zawężonego do niezawężonego (i odwrotnie), czyli opuszczania niezbędnego dookreślania (wniosek wynika z egzystencji bytu i określa nieistnienie niebytu, bez wykazania racji takiej dedukcji, nie opierającej się na uwzględnianiu ESENCJI tych przedmiotów). Jest to również formalny błąd logiczny. Rozumowanie -- rzekomo dedukcyjnie poprawne -- jest ułomne. Jest to również błąd materialny, gdyż przesłanki nie muszą być prawdziwe, rzeczywiste – byt w ujęciu filozofii klasycznej to rzeczywistość, a rzeczywistość jest taka, lub inna, (na przykład w TNR: w rzeczywistości znajduje się byt, ale istnieje też NIEBYT – istnieje też „obrzeże” i istnieje wielka mnogość różnych bytów).
Opis i definicja klasyczna bytu: „To, co istnieje w jakikolwiek sposób”, sprawia, że -- jak już pisałem -- bytem jest wszystko, również „mój” NIEBYT, posiadający przecież sposób istnienia: idealna (w znaczeniu: doskonała) symetria, bezruch (około 1° Kalwina temperatury, a ciśnienie zerowe, bezwzględne, wobec braku jakiejkolwiek powierzchni) w nieskończonej pustej przestrzeni i wiecznym teraz (w czasie niewymiernym). Jest to więc również błąd formalny niewłaściwej asercji, gdyż wyrażenie definiowane „to, co” (byt) nie jest wyraźnie odróżnione wyrażeniem definiującym: „istnieje w jakikolwiek sposób” – „istnienie” nie jest odróżnieniem, jest wieloznaczne (może być przypadkowe i może istnieć lub może nie istnieć), „w jakikolwiek sposób” też nie odróżnia. To zdanie uznawane jest za prawdziwe, a jest niezrozumiałe, nic nie stwierdza, nic nie definiuje, nic nie opisuje.
We wniosku Parmenidesa i pochodnych rozumowaniach bardzo ważny człon tej definicji: „w jakikolwiek sposób” jest w jej wyjaśnianiu pomijany. Co ten dodatek mówi? Otóż tyle, że wszystko, co w jakikolwiek sposób „istnieje”, jest bytem – wszystko jest bytem. Ale jeśli wszystko jest bytem, jak mówi ta rzekoma definicja, to nie jest żadną definicją bytu, bo nie określa, czym jest „byt”, nie dostarcza odpowiednich informacji, NIE ODGRANICZA, nie wyróżnia określanego przedmiotu, a więc go nie opisuje. Wszystko można – według powyższego – nazwać bytem. „Przez byt rozumie się, więc każdą egzystencjalną realność, występującą pluralistycznie, każdą odrębną i realnie istniejącą całość danego tworzywa” – czytam w „Małym Słowniku Terminów i Pojęć Filozoficznych” (PAX, Warszawa 1983). Podobnie jest napisane w „Oksfordzkim Słowniku Filozoficznym” Simona Blackburna (Książka i Wiedza, Warszawa, 1997): „Bytem jest wszystko, co rzeczywiste, a nic, co nierzeczywiste, bytem nie jest”. Aby więc BYT był rzeczywisty, realny, rzeczywistym musi być również NIEBYT.
Rzecz również w tym, jak to jest z tą „rzeczywistością”? Zmienia się ona błyskawicznie, bo każdy ją widzi przecież inaczej w miarę posiadanej wiedzy i w miarę „zakresu gęstości prawdopodobieństwa”. Blackburn pisze już w następnym zdaniu, powyżej cytowanym: „Niewiele jednak da się powiedzieć niebanalnie o całej rzeczywistości, a już szczególnie z wnętrza badań filozoficznych (...)." Powstają więc zasadnicze pytania: Czym wobec tego jest „rzeczywistość”? Co to jest „egzystencjalna realność”? Jak to ustalać? Czy to jest tym, co istnieje obiektywnie, a jeśli tak, jakie kryteria należy przyjąć w celu zbliżania się do jej ustalania? Czy to jest tym, co nam się wydaje, że istnieje? Parmenides ustalił, że „ta sama rzecz jest i jest pomyślana”, a więc, że to, o czym myślimy, „jest” – czyli, że rzeczywistość jest taka, jaką ją dostrzegamy? Zatem ta idea jest kultywowana i realizowana niby do dzisiaj. Niby, bo na przykład w przypadku „mojego” NIEBYTU, a ja go przecież widzę i dokładnie określam, jaki jest i podaję wszelkie dane oraz dowody i właściwości dotyczące jego egzystencji, dowodzę nie tylko, że jest, ale i to, dlaczego jest, to jednak tak zwani „specjaliści”, „fachowcy” myślenia filozoficznego, a szczególnie „światli” ludzie nauki twierdzą stanowczo, że nic takiego nie egzystuje – podobno z definicji nie istnieje (tyle, że nie z mojej definicji).
NIEBYT JEST, wcale nie jest żadną sprzecznością, wcale nie jest bez sensu, odwrotnie, jest piękny i niezmiernie bogaty w energię. Trzeba go tylko powszechnie ujawnić, badać i oczywiście człowiek, rzekomy władca przyrody, będzie potrzebował go ujarzmić – znaleźć, wymyślić „Know How”: sposoby eksploatacji jego nieskończonej energii. Zgoda na tezę: „Niebytu nie ma” nie tylko nie jest konsekwencją zrozumienia bytu i bycia, ale przede wszystkim nie ma nic wspólnego z istotowymi cechami człowieczeństwa.
Niezdolność do doświadczania NIEBYTU to przecież niezdolność do doświadczania CIERPIENIA, a więc jest to zatracenie przez człowieka autentyczności, prawdziwości bytu. Cierpienie, śmierć – jako elementy istotne losu człowieka – nadają autentyczność (rzeczywistość), siłę i wartość BYCIU i, co za tym idzie, NIEBYCIU. Tymczasem niezdolność czy raczej oporność człowieka do doświadczania nawet bliskości niebytu i odmowa cierpienia prowadzi bezpośrednio do zaniku zdolności POZNAWANIA i myślenia, a co z kolei za tym idzie, następuje ZATRACENIE AUTENTYCZNOŚCI podmiotu i realności przedmiotu badania oraz możliwości ich rozpoznawania. Jeśli odmawiamy istnienia NIEBYTOWI, równocześnie przekreślamy możliwość istnienia ŚMIERCI, co jest absurdalne. Byt pod nazwą: Stefan Kowalczyk istniał, ale już nie istnieje, Jerzy Kowalczyk istnieje w czasie od ... do..., ale nikt nie wie, do kiedy. Ktoś może powiedzieć: Widzę byt, więc on jest, a niebytu nie widzę, to go nie ma. Tymczasem, gdy jesteśmy świadkami śmierci osoby bliskiej, kiedy przeżywamy egzystencjalną pustkę i niemoc, czy dostrzegamy faktycznie zjawisko śmierci takie, jakie ono jest w rzeczywistości? Przecież spostrzegamy umieranie tylko z boku, nie wiemy, czym jest śmierć, nie umierając osobiście. Podobnie sytuacja ma się z niebytem. Masz świadomość jego istnienia, możesz o nim cokolwiek powiedzieć, ale nie możesz kategorycznie jemu zaprzeczyć. Zaprzeczyć niebytowi to zaprzeczyć bytowi, którego jest nieodzowną częścią. Zaprzeczyć śmierci to zaprzeczyć życiu.
Dlaczego najwyższą formą cierpienia jest doświadczanie niebytu? Bo „(…) lepsze zaś jest być, niż nie być” (Arystoteles, cytat z pamięci). Przecież nawet materia martwa, atomy pierwiastków „bronią się” zaciekle przed „rozbiciem”, czyli przed przejściem bliżej w stan niebytu. Bo byt ma na celu bycie jak najdłuższe i jak najpełniejsze spełnienie swej misji, zaś niebyt jest zakończeniem „cudu” bycia tego bytu, jego misji zakończeniem. Dlatego strach przed nim i lęk każą nam instynktownie zaprzeczać jego istnieniu, wbrew rozumowi. Każdy byt, nie tylko ożywiony, ale – moim zdaniem – i nieożywiony, reaguje, jakoś odczuwa. W związku z tym byt musi odczuwać niebyt, jako swojego rodzaju zagrożenie, musi czuć lęk i trwogę, mówiąc językiem Heideggera.
Wielu ludzi na co dzień styka się z niebytem, na przykład ludzie umierający miesiącami w cierpieniach lub epileptycy, którzy tracą przytomność co jakiś czas lub na wiele godzin, a także ludzie, którzy wielokrotnie o włos ocierają się o śmierć w różnego rodzaju sytuacjach, choćby na wojnie, a również ci przeżywający śmierć kliniczną. Dla osób, które ze śmiercią żyją „za pan brat” (również lekarzy), jeśli sobie to uświadamiają, niebyt nie jest „poza wszelkimi określeniami” i nie jest niewyrażalny. Odwrotnie. Ten bezpośredni kontakt z prawdą (i z niebytem) jest dla takich osób źródłem wiedzy o rzeczywistości, którą oni uważają za bardziej realną, za rzeczywistość, która wiele wyjaśnia. Taki bezpośredni kontakt z niebytem zachodzi w świecie zewnętrznym, postrzeganym zmysłowo i pozostaje w ich psychice.
Niebytem więc określamy to, co nie jest bytem ani żadną materią niezrównoważoną. Stanowi on ograniczenie bytu i jego adekwatne przeciwieństwo. Da się o nim – wbrew powszechnemu błędnemu przekonaniu – wiele powiedzieć i trzeba stawiać pytania i szukać odpowiedzi na dalsze ich mnogości. Istotą niebytu jest materialna symetria, nieskończona we wszystkich wymiarach, pusta przestrzeń, bezruch, wieczne teraz, czyli wieczność bez początku i końca, prostota, jedność struktury, bo elementy niebytu są idealnie zrównoważone, z czego wynika ich zwrotność (wymienność, podobnie jak zwrotność czasu i przestrzeni w obowiązującej obecnie, nauce o „czasoprzestrzeni”). Niebyt jest idealną siłą wirtualną (władzą potencjalną, zaczątkiem), ujawniającą się tylko efektami. Ponieważ jednak każda siła, również doskonała (a więc bierna), ma materialną potencję (możność sprawczości), niebyt jest kategorią materialistyczną, również z tego względu.
Definicja bytu filozofii klasycznej NIE JEST DEFINICJĄ, bo nie odróżnia, "jest" czy "nie ma" nie jest orzekaniem, CO TO JEST i dlaczego jest, bo kwalifikuje wszystko, co jest, jako "byt". Ja definiuję "byt", jako gatunek rodzaju "rzeczywistości", której innym gatunkiem jest NIEBYT. Innymi gatunkami "rzeczywistości" są również nieskończona ilość innych bytów, co ostatnio jest uwidocznione w teoriach o nieskończonej ilości wszechświatów. Każdy byt jest inny, na przykład każdy człowiek jest innym bytem i skutkiem innego przypadku, czyli wielu przyczyn sprawczych nieuporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem. "Przypadkowość" to ontologiczna niekonieczność – byt występujący pod nazwą: Jerzy Kowalczyk, istnieje na skutek przypadkowych faktów, że ten, a nie inny (z milionów innych możliwych) plemnik zapłodnił jajo (jedno z możliwych kilku) w łonie Matki i że następnie NIE przeszedł w niebyt wcześniej w ciągu osiemdziesięciu dwu lat egzystencji, również na skutek wielu "szczęśliwych" przypadków – na skutek "korzystnych" układów gęstości prawdopodobieństwa.
BŁĄD logiczny akcydentalizacji („a dicto secundum quid ad dictum simpliciter” - od twierdzenia zawężonego do niezawężonego) definicji bytu filozofii klasycznej, to błąd polegający na opuszczaniu niezbędnego dookreślania. Jest to błąd formalny rozumowania, gdyż zachodzi niewłaściwa asercja i przesłanki, i wniosku, gdyż uznaje się zdanie: "Byt jest, a niebytu niema" za prawdziwe, a ono może być prawdziwe lub fałszywe.
Kwantyfikator egzystencjalny o istnieniu lub nieistnieniu nie orzeka o prawdziwości danego zdania, bo nie ustanawia "racji dostatecznej" (celowości i odpowiedniości) i również nie ustanawia "racji bytu". Prawda (bytu) obiektywna jest tylko jedna, ale nie ustanawia jej sam kwantyfikator bez koniecznych dookreśleń. Konieczność i inne dookreślenia, wynikające z racji bytu i racji dostatecznej, są funktorami logicznymi, a rzeczywistość, byt i niebyt, jest racjonalna, a więc wykazanie konieczności ISTNIENIA bytu (tak jak i niebytu) ma zasadnicze logiczne uzasadnienie. Sam kwantyfikator egzystencjalny, lokowany w zdaniu, nie daje żadnego pojęcia o rzeczy.
Niebyt (symetria) NIE jest logiczną negacją bytu (asymetrii), bez uzasadnienia (dookreślenia) tego twierdzenia. Moim zdaniem, niebyt jest funkcją (celem), przeciwstawieniem ESENCJI i uzupełnieniem bytu, Z KONIECZNOŚCI JEGO UREALNIENIA. Byt, aby był rzeczywisty, musi współistnieć z niebytem i widzimy to w doświadczaniu świata. Biały kolor na białym tle czy czerwony na czerwonym, nie ustalają koniecznego przeciwstawienia esencji. Istnienie niebytu jest konieczne dla istnienia bytu.
NIEBYT ISTNIEJE, bo istnieje treść, esencja, istota niebytu. Byt (asymetria) i niebyt (symetria) - jako przeciwieństwa - są dowodami swojej egzystencji. Teza Spinozy: „Każde określenie zawiera w sobie zaprzeczenie” (cytat z pamięci) oraz twierdzenie Hegla: „Jedno z najważniejszych poznań polega na tym, by dostrzec i utrwalić tę naturę rozważanych określeń, refleksji, że ich prawda polega tylko na ich wzajemnym do siebie odniesieniu, a więc na tym, iż każde z nich w samym swoim pojęciu zawiera inne; bez tego poznania niepodobna właściwie uczynić ani jednego kroku w filozofii” (Georg Hegel „Nauka Logiki”, Anmerkung 1-65/66), znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie i pełne potwierdzenie. Arystoteles też nie raz pisał w tym sensie, że: „Nie może bowiem istnieć ciało, które by było wolne od przeciwieństwa dostrzegalnego zmysłami, gdyż owo nieokreślone, które niektórzy nazywają zasadą, musi być albo lekkie, albo ciężkie, albo zimne, albo gorące” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, 1981, s.53). Tłumacz i komentator, Leopold Regner, pisze tamże: „Termin przeciwieństwo oznacza u Arystotelesa albo relację przeciwieństwa, albo własność, które jest członem relacji przeciwieństwa, a więc np. nie tylko relację: gorące-zimne, lecz również samą jakość: gorące (…)”. (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa, 1981, s 112).
Esencja RZECZYWISTOŚCI „składa się” z bytu i NIEBYTU, między którymi zachodzi stan równowagi względnej. Niebyt nie jest negacją bytu, jak twierdził Parmenides i inni Grecy, a za nimi tysiące filozofów, bo nie jest antagonistyczny, nie znosi bytu, lecz dokonuje jego eminencji (wyniesienia), ale i go ogranicza. Niebyt jest tak samo konieczny dla bytu, jak koniecznym jest byt dla niebytu. To niebyt konstytuuje i wyznacza granice, porządkuje i dyscyplinuje byt. Czyli jest AFIRMACJĄ bytu. Niebyt nie może nie być.
Istotą niebytu jest symetria, nieskończona we wszystkich wymiarach pusta przestrzeń, bezruch, wieczne teraz, czyli czas bez miary, początku i końca, prostota, jedność struktury, bo elementy niebytu są idealnie zrównoważone, z czego wynika ich zwrotność (wymienność, podobnie jak zwrotność czasu i przestrzeni w obowiązującej obecnie nauce „czasoprzestrzeni”). Niebyt jest idealną siłą wirtualną (w możności zaczątku), ujawniającą się tylko efektami. Ale ponieważ każda siła, również doskonała (a więc bierna), ma materialną potencję, więc niebyt jest kategorią materialistyczną. Niebyt jest niewymierny, a byt jest wymierny, jako tako, zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, ale wymierny, byt jest skończony i rozciągły, a niebyt, jako nieskończony (bezkresny, bezgraniczny) jest nierozciągły – nie potrzebuje być rozciągły i nie jest.
Moim zdaniem, Wszechświat, rzeczywistość, składa się z niebytu absolutnego (próżni absolutnej), obrzeży (próżni kosmicznej, polaryzującej, czyli niebytu wymieszanego z cząstkami w różnym stopniu złożoności) i bytu skończonego, którego wbudowaną częścią jest zawsze niebyt. Wobec tego TNR jest opisem świata całkowicie odmiennym od dotychczas istniejących, które twierdzą odmiennie, że „byt jest, a niebytu nie ma.”
NIEBYT jest przedmiotem niematerialnym, to znaczy niezawierającym materii, ale kategorią materialną i realną. Jest nicością, nicością rzeczywistą, pustą próżnią w bezruchu, istnieje i przejawia się w pierwszym rzędzie pod postacią nieskończonej przestrzeni i idealnej bezsiły. Stan nic niezawierający, pusty, pozaczasowy, BEZRUCH, który jakoś egzystuje, FUNKCJONUJE (spełnia swoją rolę, konkretne zadania), a jeśli funkcjonuje, to istnieje, jest, chociaż nie jest bytem – przejawia się w przeciwstawny sposób niż wszelkie byty materialne.
Niebyt konstytuuje i współtworzy byt, a jak to się dzieje, opowiadam dokładniej w TNR. Teraz spróbuję zdefiniować NIEBYT, odwołując się do systemu Arystotelesa.
Pierwszą cechą „naukowego” poznania Arystotelesa jest KONIECZNOŚĆ. Konieczność badał Arystoteles, posługując się poczwórnym sposobem orzekania przyczynowego: formalnym, materialnym, bytowym i celowościowym:
1° Pierwsze orzekanie to orzekanie formalne – z definicji. Jeśli najkrócej zdefiniujemy niebyt jako symetrię, to formalnym określeniem bytu będzie asymetria; jeśli zdefiniujemy niebyt jako przeciwstawienie i ograniczenie bytu, formalnym określeniem niebytu będzie: >niebyt jest przeciwieństwem bytu<.
2° Drugim orzekaniem (orzekaniem materialnym) będzie: >niebyt jest bezsiłą materialną, siłą bierną, bo idealnie zrównoważoną i egzystuje w przeciwstawny sposób niż wszelkie aktywne byty (siły) materialne, co nie znaczy, że niebyt jest „duchem”, tak zwanym „bytem niematerialnym”, znanym z teologii. Niebyt istnieje realnie, rzeczywiście, materialnie, bo daje materialne efekty (między innymi puste przestrzenie kosmosu są efektami niebytu, również entropia i śmierć). Egzystencja niebytu jako wieczności, nieskończoności i bezruchu jest absolutnym sposobem bycia i siłą doskonałą (a każda siła daje materialne skutki), przysługującą tylko i jedynie niebytowi. Orzekaniem materialnym, moim zdaniem, jest cały szereg innych efektów niebytu:
1/ nieciągłość materii udowodniona przez Plancka, Heisenberga i fizykę kwantową, wspominana również przez współczesnych fizyków: Penrose”a i Smolin’a, tak zwana „dyskretyzacja” kwantów energii, pulsowanie, (o tym, moim zdaniem, dowodzie naukowym, trochę obszerniej napiszę poniżej) - a ponieważ ja utożsamiam energię z materią, moim zdaniem jest to naukowy dowód interwału w bycie, dowód niebytu;
2/ bezwzględna temperatura bezruchu, zero (Kalwina) i bezwzględne ciśnienie;
3/ stała kosmiczna, obliczona przez Einsteina (szybkość przemieszczania się fotonów przez miliardy lat świetlnych, czyli materialny dowód pustki i braku oporu;
4/ interwał czasowo-przestrzenny – konieczny jest w zasadzie następstwa Arystotelesa: po A jest B, po B jest C, D i tak dalej, zasada następstwa jest, w moim przekonaniu, zasadą zdarzenia, zasadą reakcji i procesu (ewolucji), bo gdyby nie było interwału pomiędzy przyczyną i skutkiem, nie byłoby postępu od przeszłości do przyszłości, nie byłoby ani A, ani B, ani przyczyny, ani skutku;
5/ ŚMIERĆ, entropia i wiele innych efektów działania niebytu.
6/ matematycznymi symbolami niebytu jest „0” (zero) i „∞” nieskończoność;
7/ funkcja ograniczania bytu jest konieczna i spełnia ją niebyt – byt jest skończony i musi być skończony, przyznaje to filozofia klasyczna, jakikolwiek byt nie posiadający ograniczenia rozrastał by się w nieskończoność i zniszczył by wszystkie inne istniejące byty – NIEBYT spełnia tą funkcję, a filozofia i nauka współczesna zadawala się twierdzeniami zastępczymi, kiedyś „murem Keplera”, a obecnie „tłem” nie wyjaśniając, co to takiego.
3° Trzecim orzekaniem (orzekaniem bytowym) dla niebytu byłoby stwierdzenie: Niebyt funkcjonuje, jest nieskończony i ogranicza skończony byt, struktura bytu jest złożona, struktura niebytu jest prosta i czysta, bo idealnie zrównoważona, czyli niebyt nie ma struktury, jest jednością, symetrią, a jego elementy są wymienialne, zwrotne;
4° czwartym orzekaniem celowościowym, określającym przyczyny sprawcze zewnętrzne, będzie stwierdzenie: Niebyt i byt są komplementarnymi przeciwieństwami, jeżeli jest byt musi być niebyt, czyli niebyt jest przyczyną sprawczą i celową bytu i odwrotnie.
Mojemu twierdzeniu o istnieniu niebytu stawiane są następujące zarzuty, na które od razu odpowiadam:
Zarzut 1.: „Jeżeli niebytem określamy to, co nie jest bytem, a cechą bytu jest istnienie, to istnienie nie przynależy do niebytu.”
Odpowiedź: Moim zdaniem, istnienie jest taką cechą, która przynależy zarówno do bytu, jak i do niebytu. Niebyt funkcjonuje, więc istnieje – ma swoją pierwotność, czyli istotne cechy, swoją naturę (nicość, pustkę, bezruch, wieczne teraz) i wobec tego przynależy mu istnienie. Poza tym istnienie jest właściwością przygodną dla bytu, jest przypadłością przemijającą i niesamodzielną bytowo, ale nie dla wiecznego niebytu. Cechami są różnego rodzaju właściwości bytu i niebytu, ale egzystencja, istnienie, jest, moim zdaniem, cechą przysługującą wszystkiemu, co ujawnia, choćby wirtualnie, jakiekolwiek materialne skutki (efekty) i ma znaczenie. Do „rzeczywistości” w ramach „obrzeża” bytu i niebytu, zaliczam również istnienie sposobów bycia, wartości, przedmioty abstrakcyjne nawet nieistniejące: przeszłość i przyszłość. Istnienie jest podstawowym „składnikiem” i warunkiem tak bytu, jak i niebytu. Egzystencja realizuje akt bytu po „nabyciu” (złożeniu) esencji i stanowi również o akcie niebytu. Przypisuję bytowi kategorię istnienia, jako stwierdzenie obecności ESENCJI (własności istotnych, niezbywalnych) bytu, której treścią jest ruch, zmiana, równowaga względna i przemijanie. Istnienie może „bardziej” przynależy do ESENCJI niebytu (bo niebyt jest, według mnie, absolutnym elementem rzeczywistości), niż do bytu, który jest skończony i w ustawicznej zmianie. Poza tym, TNR jest holistycznym ujęciem problemu, zgodnie z którym znaczenie kategorii istnienia wyznaczane jest (zdeterminowane jest) przez całość teorii. Pojęcia: „jest” i „nie jest” spełniają funkcję operatorów wskazujących na obecność szczególnych własności – istnienie jest predykatem (warunkiem) drugiego stopnia, jest własnością własności. A mój opis jest teorią bytu i niebytu w korelacji (relacji) i do jego zrozumienia „niebyt” jest konieczny.
Zarzut 2.: „Jeżeli niebyt jest „przedmiotem” (?) niematerialnym, to jest, jaki (duchowy?)?”
Odpowiedź: Niebyt nie zawiera materii, ale nie jest przedmiotem duchowym, jest czymś realnym, rzeczywistym, ale pustym, idealnym i absolutnym. Jest jestestwem niematerialnym w znaczeniu braku aktywnej siły, ale jest siłą bierną -- jak każda siła daje efekty materialne, a więc, w moim przekonaniu, jest kategorią materialistyczną. Niebyt jest nicością i określanie go przedmiotem jest znów symbolicznym potwierdzeniem jego rzeczywistości. Niebyt jest „przedmiotem” w sensie filozoficznym, czyli tym, co jest poznawane i co może zostać poznane. Moim zdaniem, aby starać się dotrzeć do niematerialnie istniejącej duszy (duchowego wymiaru) świata, trzeba „pokonać” (rozpoznać, uświadomić sobie) nie tylko byt, ale i niebyt. Aby faktycznie rozeznać rzeczywistość materialną, do której przynależy z natury rzeczy („omnis determinatio negatio” Spinozy) niezawierająca materii pustka, stanowiąca jej podłoże, trzeba rozpoznawać doskonałą (idealną) bezsiłę niebytu. Natomiast niematerialne „byty duchowe”, dusza, niematerialne „ja”, są przedmiotami abstrakcyjnymi i efektami myślenia idealistycznego oraz religijnego, ale ponieważ mają „znaczenie”, również przynależą do rzeczywistości i CAŁOŚCI.
Zarzut 3.: „Jeżeli niebyt bytuje, to jest bytem, a kategoria niebytu staje się w tym momencie niepotrzebna.”
Odpowiedź: Niebyt nie tyle „bytuje”, co jest obecny (lub funkcjonuje, bo dopełnia i ogranicza byt), ale nie musi wynikać z tego, że jest bytem. Jest niebytem, bo jest przeciwieństwem ISTOTY bytu, jest prosty, posiada strukturę idealnej jedności, jest pusty i to jest jego esencją. Jego bycie jest całkowicie różne od bycia bytu, jego „bytowanie” jest całkowicie odmienne od bytowania bytu, a więc niebyt nie bytuje i dlatego kategoria ta jest konieczna dla wyrażania i badania struktury rzeczywistości.
Zarzut 4.: „Zgodnie z „brzytwą Ockhama, nie należy wprowadzać pojęć (niebyt) niepotrzebnych dla wyrażenia rzeczywistości.”
Odpowiedź: Rzeczywistość bez kategorii niebytu, zawierająca sam byt, jest niepełna. Rzeczywistość składa się z bytu i niebytu, i wobec tego wprowadzanie i wyjaśnianie tego pojęcia jest konieczne (nie jest niepotrzebne). Moje tezy są właściwie teorią „niebytu’ i wobec tego omawianie przez nie istnienia niebytu jest warunkiem koniecznym prawdziwości ich twierdzeń. Bez kategorii niebytu nie można by w ogóle mówić o nieantagonizmie przeciwieństw ani o przeciwieństwach i ich równowadze względnej. Miejsce, jakie niebyt zajmuje w moim opisie rzeczywistości uniemożliwia zastosowanie „brzytwy Okchama” wobec niebytu.
Zarzut 5.: „Jeżeli w ogóle niebyt jest, to jest prawdopodobnie poza wszelkimi określeniami, jest niewyrażalny. Na Wschodzie mistycy doświadczają pustki, ale to doświadczenie wykracza poza ludzki język. Mistyk milczy.”
Odpowiedź: Faktem jest, że niebytu trudno doświadczyć i z tym uświadomionym doświadczeniem żyć dalej, ale nie jest to niemożliwe, co wspominałem na piątej stronie. Moim zdaniem, można i trzeba go wyrażać, i wszechstronnie badać.
Podstawowym dowodem istnienia niebytu jest tożsamość bytu. Pojęcie „byt” zawiera w sobie pojęcie „niebyt” i odwrotnie. Istnienie niebytu wynika z treści istoty niebytu i istnienia istoty bytu, a również z faktu umiejscowienia w rzeczywistości. Aby rzeczywistość istniała realnie, muszą istnieć w niej byt i niebyt – nierealne byłoby istnienie tylko bytu, czy tylko niebytu. Istnieć to tyle, co być realnym, aktualnym lub potencjalnym przedmiotem doświadczenia zmysłowego.
Istnienie nie jest żadną „tajemnicą”, której do rozpoznania konieczna jest wiara. Idąc za przykładem Ockhama, twierdzę, że co innego jest przedmiotem wiedzy opartej na objawieniu i wierze, a co innego opartej na doświadczeniu i rozumie, i nie powinniśmy tych stanów świadomości (przedmiotów) mieszać ze sobą (wbrew teorii Paula Ricoeur, tak zwanego „koła Ricoera: „trzeba wierzyć, aby rozumieć, trzeba rozumieć, aby wierzyć”), bo mieszając je, fałszujemy tak rozum, jak i wiarę. Moje ustalenia o istnieniu niebytu absolutnie nie przeczą żadnej wierze religijnej.
Ale ta podatność istnienia na zrozumienie nie oznacza przecież żadnej idealistycznej wtórności „istnienia” wobec myśli, jak jest to w teorii Parmenidesa i w wielu innych obecnych do dnia dzisiejszego teoriach. Istnienie jest całkowicie niezależne od próżności i pychy człowieka, to znaczy od wszelkiego rodzaju prób uzależnienia świata od myśli i percepcji człowieka, i to ono, ISTNIENIE i „prawo istnienia”, narzucają przyrodzie wszystkie dalsze jej prawidłowości.
NIEBYT, posiadający jedyne w swoim rodzaju własności, a mianowicie: symetrię, wieczne teraz, nieskończoną pustkę i bezruch, jest wyrażeniem typu „deskrypcji określonej” Russella, czyli potwierdzeniem jego istnienia, określeniem, że istnieje tylko jeden i jedyny niebyt.
Deskrypcja określona Russella to wyrażenie kwalifikujące coś jako jedynego posiadacza pewnej własności, w świetle czego, po należytym rozbiorze zdania typu „jedyne F jest G”, winniśmy rozumieć, że istnieje pewne F, że nie ma dwu F i że F jest G. A więc w naszym przypadku, gdy niebyt zakwalifikujemy jako F, czyli jako jedynego posiadacza własności G (bezruchu, nieskończonej pustki, wieczności), poprawna definicja niebytu jako jedynego posiadacza tych własności wymaga istnienia jednego i tylko jednego niebytu (F). Twierdzenie natomiast, że F (niebyt) nie istnieje, nie znaczy wtedy, że nie istnieje coś, czego nie ma (byłby to wtedy paradoks), lecz, że albo nie istnieje coś (F), co ma własności G albo, że więcej niż jedna rzecz ma własności G (jest więcej niż jeden F). Ale dla mnie jest jasne, że istnieje coś, czego materialnymi własnościami są G (ciśnienie pustki, temperatura bezruchu, czas, wieczność, nieskończona przestrzeń, są też materialnymi własnościami, bo tworzą scenę, na której odbywa się bycie bytu, „świata wyspowego”) i wiemy, że może to być tylko jedne F, czyli tylko niebyt.
Formalnie teoria deskrypcji określonej Russella sprowadza się do dwóch definicji: „jedyne F jest G” i „jedyne F (niebyt) istnieje”, bo jest G (wieczne, puste, bez ruchu). Russell przypisywał tej teorii ogromną doniosłość, gdyż wskazuje ona, jak rozumieć sądy formułowane z zastosowaniem terminów pustych (takich, jak: „Bóg”), czyli odnoszących się do niczego bądź opisujących wszystko, bez postulowania tajemniczych czy zastępczych rzeczy jako ich odniesień.
Twierdzenie, że niebyt nie istnieje, nie znaczyłoby, iż nie istnieje coś, czego nie ma, lecz że nic nie jest niebytem, bo nie ma takiej rzeczy o takich własnościach albo że jest więcej niż jeden niebyt, że jest więcej jestestw o takich własnościach. Twierdzę, że jest i może być tylko jedno jestestwo o takich własnościach i jest nim NIEBYT i znamy go, gdyż doświadczamy go bezpośrednio (choćby doświadczając śmierci na porządku dziennym tak w obszarze natury żywej, jak i martwej) i opisujemy jedynymi w swoim rodzaju (monadycznymi) predykatami, podając jego materialne własności: idealnie zrównoważona, pusta, nieskończona przestrzeń w bezruchu i w wiecznym teraz.
Teoria „deskrypcji określonej” Russella jest logiczną i semantyczną przesłanką uzasadniającą twierdzenie o istnieniu niebytu. Wedle teorii Russella, znamy jakąś rzecz, gdy doświadczamy jej bezpośrednio, a każdą inną rzecz poznajemy poprzez opis, gdy potrafimy podać takie a takie jej własności. Ja znam niebyt bezpośrednio (poprzez śmierć, bezruch, wieczność, nieskończoną przestrzeń), jak również poprzez opis jego własności. Dlatego deskrypcja Russella jest, moim zdaniem, jeszcze jednym argumentem za istnieniem niebytu. Zauważmy przy tym, że nie tylko niebyt (F) jest w tym rozumowaniu „jedynym posiadaczem” tych własności, ale również te własności są jedyne w swoim rodzaju i określane są monadycznymi predykatami, czyli predykatami wymagającymi tylko jednego terminu do utworzenia zdania (na przykład: „Jest wieczny”). Ma to, moim zdaniem, również związek z terminami (wyrazami) pierwotnymi, czyli wyrażeniami oczywiście zrozumiałymi, których prawdziwość narzuca się sama przez się intelektowi.
Termin pierwotny i oczywistość w rozumowaniu dedukcyjnym wyraża się w aksjomatach, czyli pewnikach, twierdzeniach niewymagających uzasadnienia, o ile rozumie się wyrażające je terminy. Na podstawie aksjomatów, które są formułowane na podstawie terminów (wyrazów) pierwotnych i które przyjmowane są w naukach dedukcyjnych bez dowodu, a ich gwarancje prawdziwości upatruje się w ich oczywistości (właściwości przysługującej pierwszym zasadom bytu i myślenia: niesprzeczności, przyczynowości, racji dostatecznej i tożsamości) lub wykazanej niesprzeczności, uzasadnia się wszystkie inne twierdzenia. A więc, moim zdaniem, „deskrypcja określona” Russella, przynajmniej w odniesieniu do mojego przykładu „niebytu”, łączy w sobie wszystkie wymienione wyżej jakości języka:
1. monadyczność predykatów,
2. terminy (wyrazy pierwotne),
3. oczywistości, z których tworzymy aksjomaty,
4. aksjomaty, którymi uzasadniamy twierdzenia pochodne.
Jest i może być tylko jeden niebyt o jedynych w swoim rodzaju właściwościach wieczności, bezruchu i nieskończoności. Wszystkie te terminy (niebyt, bezruch, wieczność, pusta nieskończoność) są, moim zdaniem, wyrazami jedynymi w swoim rodzaju i oczywiście zrozumiałymi i możemy na ich podstawie tworzyć aksjomaty i pochodne, niesprzeczne twierdzenia. Cały czas właśnie to robimy, tworząc opis rzeczywistości niebytu.
„Deskrypcja określona” Russella jest, moim zdaniem, kontynuacją i potwierdzeniem słuszności twierdzenia Kartezjusza, że „według praw prawdziwej logiki, o żadnej rzeczy nie należy najpierw zapytywać, czy jest, o ile wcześniej nie zrozumie się, czym jest.” (Za: Starzyński Wojciech (2004) „O teologii Boskich atrybutów w Medytacjach Rene Descartesa” w: Kwartalnik Filozoficzny, tom XXXII).
„Mój” niebyt jest dokładnie określony deskrypcją Russella i zgodny z „prawdziwą logiką” Kartezjusza. Rozumiem i opisuję, czym niebyt jest, dlaczego jest (funkcję, celowość) i dlatego pozwalam sobie twierdzić, że NIEBYT JEST.
Aby łatwiej można było zrozumieć moją teorię NIEBYTU, pozwolę sobie dodać jeszcze kilka słów o rozumieniu przeciwieństwa. Przeciwieństwo wynika z przeciwstawności ISTOTY BYTU, a nie z przeciwstawności jego egzystencji. Proste zdanie oparte na słowie, którego prawdziwość jest oczywista ze względu na samo znaczenie tego słowa, któremu nie można zaprzeczyć, bez naruszenia reguł określających w danym języku znaczenia użytego słowa, jest zdaniem analitycznym. Według moich założeń, takim zdaniem jest: „Przeciwieństwo jest przeciwieństwem przeciwieństwa”. Przeciwieństwo musi mieć przeciwieństwo, gdyż w przeciwnym wypadku nie jest przeciwieństwem. Przeciwieństwo musi istnieć ze względu na samo znaczenie tego słowa, musi istnieć z natury rzeczy. A więc jako pojęcie pierwotne, pojęcie „przeciwieństwo” wskazuje na obiektywne swoje istnienie.
Dodatkowo potwierdzam obiektywność tej kategorii wartością logiczną i doświadczeniami empirycznymi, oraz syntetycznie. Prawdziwość i wartość logiczna zdania: „Przeciwieństwa istnieją obiektywnie”, wynika nie tylko z oczywistości znaczenia określenia słowa „przeciwieństwo”, ale też dwuwartościowej logiki formalnej: „Przeciwieństwo musi istnieć wobec przeciwieństwa” (tak jak w matematyce muszą istnieć liczby dodatnie i ujemne, zero i nieskończoność.) Zdaniem sprzecznym z logiką i fałszywym byłoby zdanie: „Przeciwieństwo może istnieć bez przeciwieństwa”. A więc „przeciwieństwo” nie jest bytem tylko pomyślanym i wymyślonym, lecz obiektywnym z metajęzyka. Prawdziwość jest oczywista, narzuca się intelektowi.
Analityczne twierdzenie „a priori”, czyli twierdzenie wydedukowane czystym rozumem, a również potwierdzone doświadczeniem, „a posteriori”, o obiektywnym istnieniu przeciwieństw, jest jednocześnie dowodem na OBIEKTYWNE ISTNIENIE GRANIC między nimi, albowiem gdyby nie było granicy między przeciwieństwami, nie byłoby przeciwieństw. Przeciwieństwa nigdy nie mogą być równe, bo gdyby były równe, nie byłoby granicy, byłaby symetria, zrównoważenie i zniesienie przedmiotu (siły). Gdyby dialektyczna teoria Hegla o trójfazowym rozwoju myśli i rzeczywistości etapami tezy, antytezy i syntezy oraz teoria marksistowska o jedności przeciwieństw, były słuszne, nie byłoby przeciwieństw, byłaby jedność, byłby tylko bezruch i niebyt.
Przeciwieństwa są wzajemnym ograniczeniem.
Jak widać, aby znaczenie terminu „przeciwieństwo” było pełne, należy je rozumieć w taki sposób, że przeciwieństwa nie tylko nie wykluczają (znoszą) się wzajemnie, ale nawzajem się wynoszą i konstytuują, na przykład pojęcie „przyjaciel” konstytuuje pojęcie „nieprzyjaciel”.
Reguła ta dotyczy nie tylko samego znaczenia pojęcia „przeciwieństwo”. Uważam, że stosuje się ona również do całości rzeczywistości. Wszystko, co jest, jest zakorzenione w przeciwieństwach, wszystko, co jest, musi mieć przeciwieństwo, jest to również oczywistością i wynika również z dwuwartościowej logiki formalnej i doświadczeń empirycznych. To, co jest, jest prawdziwe i oczywiste tylko wobec przeciwieństwa. A więc zdanie: „Wszystko, co należy do rzeczywistości, ma swoje przeciwieństwo” jest prawdziwe – dowiedzione analitycznie (syntetycznie) i empirycznie. Symbolami przeciwieństwa są: w matematyce liczby plus i minus, zero i nieskończoność, (w semantyce) „tak” i „nie”.
Wbrew wszelkim opozycjom, twierdzę, że NIEBYT można określać, opisywać, wyobrażać sobie, organizować, ustanawiać, myśleć! W takim razie można go w sposób racjonalny wyrazić. Twierdzenia, degradujące niebyt do totalnej metafizycznej bzdury i sprzeczności niemożliwej nawet do spokojnej analizy, wynikają chyba z psychiki badaczy, czyli po prostu z ich LĘKU i strachu („trwoga” Heideggera) przed nicością absolutną. Tymczasem już Arystoteles dowodził, chyba nie zdając sobie z tego sprawy, że byt pochodzi z niebytu i że niebyt uczestniczy powszechnie w „życiu” każdego bytu, że niebyt jest wszędzie razem z bytem, a więc i w życiu każdego z nas.
Nie negująca funkcja znoszenia wynika z niebytu, lecz funkcja twórcza, bo dopingująca. Aby akt stał się aktem, muszą, zgodnie z zasadą: „każdej akcji towarzyszy reakcja”, zadziałać przeciwieństwa tak, by możność nabrała realnych kształtów i – poprzez aktualizację, czyli pozyskanie równowagi względnej przeciwieństw, a więc esencji (upodabniającej się ze wzorem formy i wyprzedzającej formę, w celu spełnienia swej misji, FUNKCJI,) – by stał się akt i uzyskał istnienie byt. Jeśli niematerialne (nie zawierające materii) siły, zawarte w informacji, napięciu, potencjalności, nie „zmuszą” możności do ostatecznego formowania (aktualizacji) i aktu, ziści się, zamiast bytu, niebyt.
Niebyt jest pozytywnym i twórczym elementem rzeczywistości, bo jest przeciwieństwem bytu, ale przeciwieństwem nieantagonistycznym, nie znoszącym się wzajemnie – odgraniczonym od bytu jego atrybutami: ruchu, granicy i immanentnej zasady, orzekającej, że każdej akcji towarzyszy reakcja! Zasada: „Każdej akcji towarzyszy reakcja” zmusza niebyt do „działania” na rzecz bytu, bo zmusza do jego wyniesienia. Gdy możność zanika i niebyt ją „zawłaszcza”, „wchłania”, pojawia się reakcja wzmagająca potencję w kierunku „działania” do celu, jakim jest akt. W ten sposób byt, materia, jest w ruchu, który odbywa się na wielu różnych poziomach, wszystko zmierza do równowagi i porządku, do aktu – do bytu – ale w dalszym procesie, bo wszystko jest procesem – do rozkładu i NIEBYTU. Tak więc, niebyt jest siłą porządkującą byt w obu kierunkach, tak w kierunku powstawania materii i jej rozwoju (emergencji), jak i w kierunku odwrotnym: rozkładu, czyli entropii.
W tym miejscu pozwolę sobie wrócić do Arystotelesa, który pisał, czarno na białym, o niebycie i powstawaniu bytu z niebytu, a nie tylko zakładał jego istnienie rozróżniając pomiędzy materią a formą – jak to ujął, cytowany wyżej, Tillich.
Arystoteles odróżniał powstawanie w znaczeniu właściwym, czyli zupełnym, od powstawania czy raczej stawania się częściowego, czyli stawania się pod pewnym względem i przeciwstawiał sobie te dwie fazy rozwoju bytu.
Arystoteles, według mnie, stwierdza, że rzeczywistość jest zbiorem określonych substancji. Substancja jest samoistnym niebytem lub bytem, czymś jednym i oddzielnym, konkretnym. Czyli rzeczywistość jest zapełniona niebytem i bytami, określonymi istotowo swoimi własnościami ogólnymi wynikającymi z definicji i własnościami jednostkowymi, czyli przypadłościami. Byt powstaje z materii, nazywanej przez niego „materią pierwszą” i formy. Podmiotem, podłożem materii pierwszej jest „czysta możność”, która, uzyskując postać istotową i następnie formę, konstytuuje akt bytu. Poprzez połączenie istoty z formą powstaje akt istnienia bytu. Wcześniej, przed przyjęciem postaci istotowej, „materia pierwsza” była tylko MOŻNOŚCIĄ (bierną), z której rozwinąć się mogły nawet wszystkie postacie istotowe, czyli wszystkie akty bytu, wszystkie substancje, ale i mogło nic nie powstać, pozostać lub wrócić do niebytu.
„(…) wszystko było w możności, nie zaś w akcie (…). Może się nasunąć pytanie, z jakiego to niebytu jest powstawanie. Albowiem niebyt rozumie się trojako. (…) Są zatem trzy przyczyny i trzy zasady: dwie stanowią przeciwieństwa i są to: rozumienie i forma, oraz brak, a trzecią jest materia. Z kolei trzeba zauważyć, że ani materia, ani forma, rozumiane jako najbliższe, nie powstają. Zmienia się, bowiem zawsze coś, pod wpływem czegoś i w coś. To, pod wpływem czego, się zmienia, jest najbliższym czynnikiem poruszającym; to co się zmienia, jest materią, a to w co się zmienia, jest formą. (…) I to oto >b< jest zasadą tej określonej zasady >ba<, gdyż >b< jest w ogóle zasadą dla >ba<.” (Arystoteles „Metafizyka”, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1998, Księga XII, s. 211). Zacytuję następnie przypis z „Wprowadzenia do Metafizyki Arystotelesa” M. Krąpca: „Jakaś określona jednostka zanim się stała określoną jednostką >b<, przedtem już możnościowo, potencjalnie, istniała w poprzednim byciu >a<.” (Arystoteles „Metafizyka”, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1998, „Wprowadzenie” Mieczysława Krąpca).
Proszę zauważyć główne myśli tych i poniższych cytatów: mówi się o niebyciu, a nawet o powstawaniu z niebytu. Mówi się i udowadnia pierwotność możności, czyli niebytu, nicości, symetrii, a jednocześnie twierdzi, że materia i forma „nie powstają”, bo w tym miejscu jest mowa o przemianie już istniejącego bytu w inny byt, o zmianie. A wcześniej wielokrotnie tak Arystoteles, jak i cała jego tradycja, NIEBYT uważają za niebyły, za nieuprawniony, bo sprzeczny z zasadą niesprzeczności wymysł intelektu, chyba Heraklita. Mówi tu się o zmianie niesprzecznej i nieantagonistycznej, o możności zmiany NIE-AKTU w akt-byt – czyli niebytu w byt i funduje się pierwotność możności i istocie. Powyższa koncepcja zawiera szereg sprzeczności, które wskazuję jeszcze w omówieniu jego całej teorii bytu.
A oto, co pisze komentator „O powstawaniu i ginięciu” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa, 1981, s. VII – VIII): „Arystoteles przyznaje, że istnienia „materii pierwszej” nie można udowodnić ani przez bezpośrednie doświadczenie, ani przez wnioskowanie, które by wychodziło z przesłanek empirycznych, gdyż „materia pierwsza” jako taka, czyli jako czysta możność, ani nie może być przedmiotem doświadczenia zmysłowego, ani nawet nie może istnieć”. Czyli „materia pierwsza” nie jest żadną materią, jest nazwana „materią pierwszą”, ale nie jest żadną materią, jest czystą możnością (według mnie, siłą bierną, idealnie zrównoważoną, niebytem), czego komentatorzy nie zauważają lub nie chcą zauważyć. Do pojęcia „materii pierwszej” dochodzi się przez analogię: jak bowiem drewno jest tworzywem, które, przyjmując na przykład kształt łóżka, staje się łóżkiem, tak „materia pierwsza”, przyjmując postać istotową (formę), staje się substancją (bytem), ta zaś z kolei jest podłożem, czyli podmiotem własności dodatkowych, czyli przypadłości. A więc podmiotem, z którego powstaje substancja-byt, jest „coś”, co może istnieć i może nie istnieć, czyli coś, co nie zawiera materii. „Materia pierwsza” nie jest tworzywem materialnym, tworzywo dopiero z niej powstaje.
Rzeczywista materia powstaje z „materii pierwszej”, która nie jest materią, nie jest ciałem, nie jest rzeczą ani bytem, jest „czystą możnością”. Co to może być? Tylko niebyt. NICOŚĆ. Ale komentatorzy nie chcą tego zauważyć. Arystoteles mówi (tamże str. 74 i 123), że „(…) materia pierwsza jest możnością, czyli tym, co może i być i nie być czymkolwiek”. Być tym, co może nie być czymkolwiek.
„Materia pierwsza” nie jest tworzywem złożonym z materii i formy, jest czystą możnością, jest czymś, co materialnie nie istnieje. „Powstawanie” nie jest „właściwe” bytom, które są złożone z materii i formy, bo to są już byty, które już powstały i dalszy ich rozwój, jest tylko ZMIANĄ (ruchem), jest rozwojem złożoności, a nie „powstawaniem”. Powstaniem to jest właśnie ten bezpośredni skok w stan BYTU ze stanu NIEBYTU i ten skok tworzy dopiero złożoność „materii pierwszej (możności) i formy”. Widzieliśmy, jak wedle opinii Arystotelesa powstaje substancja: „czysta możność” („materia pierwsza”) nabywa istotę i to jest ten skok, to jest powstanie bytu. „(…) przy powstawaniu i niszczeniu nie ma przechodzenia przez stopnie pośrednie między nie być i być, w wypadku powstawania lub między być i nie być, w wypadku niszczenia”. (tamże str. 8,9) Gdy byt złożony już jest z materii i formy, przeistaczanie się go jest przechodzeniem przez stopnie pośrednie, bo jest po prostu nabywaniem NOWEJ FORMY i funkcji. „Materia pierwsza” jest niepodzielna i nie ma żadnych części ani postaci istotowej” – ten fragment interpretacji nie może się odnosić do „substancji” (bytu) już istniejącego, ale do materii ( tamże s. IX) pierwszej i opisuje nie „powstawanie” bytu, lecz jego przeistaczanie, przeformowanie. „Dzieje się przeto, tak, jak gdyby postać istotowa jednego bytu ustępowała miejsca postaci istotowej drugiego” -- „(…) w materii pierwszej są wszystkie postacie istotowe w MOŻNOŚCI. Inaczej mówiąc, materia pierwsza jest możnością, lecz jedynie MOŻNOŚCIĄ BIERNĄ. Oprócz możności biernej jest również możność czynna, która przysługuje nie tworzywu, lecz przyczynie, która zdolna jest urzeczywistnić w tworzywie odpowiedni akt.” (tamże, str. VIII - IX) Możność jest czystą możnością, co znaczy, że nie ma nic wspólnego z „postacią istotową”, dopiero ją „nabywa” i czytaliśmy, że jest „jedynie możnością bierną” (możność czynna przysługuje tylko przyczynie), a więc postacie istotowe muszą pochodzić z zewnątrz i wracać na zewnątrz, czyli przychodzą i odchodzą w nicość – bo przecież „materia pierwsza” jako taka jest czystą możnością, „(…) ani nawet nie może istnieć”, czyli jest nicością.
Formalnie i ogólnie, Arystoteles trzymał się powszechnie wtedy, tak jak i dzisiejsi myśliciele, obowiązujących dogmatów, że „byt jest, a niebytu nie ma” i że „z niebytu nie może powstać byt” i pisał nawet w ten sposób, ale jednocześnie w szczegółach wyłamywał się z tej konwencji. Trzeba tylko CHCIEĆ to zauważyć, na dowód pozwolę sobie przytoczyć jeszcze następujące cytaty z jego dzieła „O powstawaniu i ginięciu”:
„A teraz zaś trzeba krótko powiedzieć, że w pewnym znaczeniu (rzeczy) powstają z prostego niebytu, w innym natomiast znaczeniu z czegoś, co istnieje zawsze.” (tamże str. 14)
„(…) a ponadto, czego się ciągle obawiali pierwsi filozofowie – powstawanie (musiałoby polegać na wyłanianiu się) z uprzedniego niebytu.” (tamże str. 15)
„Arystoteles nie wymienia imion tych filozofów. Wszyscy oni wyraźnie lub domyślnie przyjmowali zasadę, że byt nie powstaje z niebytu, gdyż bez takiego założenia filozofia nie mogłaby się zacząć. (A niby dlaczego? Moje retoryczne pytanie do tłumacza i komentatora) Empedokles tak wyraził tę zasadę: „Nie może bowiem coś powstawać z czegoś, czego zupełnie nie ma – i jest niemożliwe i niesłychane by to, co jest, zginęło” (Parmenides z Elei „O prawdzie i mniemaniu” w: Wit Jaworski „W kręgu przedsokratyków”, Wydawnictwo. Miniatura, Kraków 1992, s.56).
„Wypada przeto zająć się w miarę możności tymi sprawami, a mianowicie, co sprawia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie, i to powstawanie w znaczeniu właściwym jak też powstawanie pod pewnym względem.” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa, 1981, str. 15).
Z tych słów Arystotelesa wynika, że był on prekursorem również mojego twierdzenia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie i to powstawanie w znaczeniu właściwym, czyli że ustawicznie powstaje byt z niebytu. Co sprawia, że tak się dzieje? Niestety Arystoteles nic więcej na ten temat nie napisał, czyli nie zajął się „tymi sprawami” (albo ja nic nie wiem na ten temat, przecież nie znam całości i dokładnie jego dzieła) i dopiero TNR się tym zajmuje i odkrywa, że tą przyczyną, „co sprawia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie”, jest ASYMETRIA ISTOTY BYTU i NIEBYTU, czyli równowaga względna przeciwieństw.
„Powstawaniu w znaczeniu właściwym, czyli zupełnemu, Arystoteles przeciwstawia powstawanie czy raczej stawanie się częściowe, czyli stawanie się pod pewnym względem.” (tamże, przypis str. 93)
Tutaj komentator zauważył i rozróżnił wreszcie podstawową myśl filozofa, ale nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji: „(…) co jest przyczyną tego, że powstawanie jest czymś ciągłym, skoro, to co niszczeje odchodzi w niebyt, niebyt zaś jest nicością? Niebyt bowiem nie jest ani czymś, ani jakimś, ani tak a tak dużym, ani gdzieś. Skoro więc zawsze coś z bytów niszczeje, to dlaczego właściwie wszechbyt nie uległ dawno zagładzie i nie zniknął, jeżeli właśnie to, z czego każde z powstających powstaje, było ograniczone? Nie dlatego więc, że to z czego powstaje, jest nieograniczone, wszechbyt nie ulega wyczerpaniu. To bowiem jest niedorzeczne. Nic bowiem nie jest nieskończone w dokonaniu, jest natomiast nieskończone w możności (…)” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa 1981, s.16 – 17) oraz inny cytat:
„(…) powstawanie jest drogą od nieistnienia do istnienia. I ten byt powstaje po prostu, który otrzymuje takie istnienie, które nie jest uzależnione od innego istnienia. To bowiem co istnieje, nie staje się. Dlatego to, co już jest, nie może powstawać po prostu. Te przeto byty, których istnienie jest uzależnione od innego istnienia, nie powstają po prostu, lecz jedynie pod pewnym względem.” (tamże, s.93).
Wszystkie wyżej podane cytaty z Arystotelesa „O powstawaniu i ginięciu” dowodzą, że Arystoteles wiedział, co pisze, a pisał o istnieniu niebytu i powstawaniu bytu z niebytu, ale poddawał się obowiązującemu dogmatowi Parmenidesa o nieistnieniu niebytu, a komentatorzy nie chcą tego widzieć, zasłaniając się skomplikowaną materią badawczą.
Fakty i sposób istnienia świata kwestionują dogmaty „niebytu nie ma” i „z niebytu nie może powstać byt”. Trudność polega na teoretycznym i praktycznym wyjaśnieniu procesu wyłaniania się bytu z niebytu. Pokazać czy tylko pomyśleć, jak to się dzieje, oto jest sztuka. Jak wynika to z cytatów z jego dzieła, Stagiryta tego dokonał, co wydaje mi się przemilczane w literaturze tematu. Ja, moim zdaniem, nie znając wyżej wymienionych wypowiedzi Arystotelesa, staram się opisywać, na pewno z wieloma błędami, też te rzekomo, niesłychane i niemożliwe fakty, posługując się rozumowaniem i intuicją. Ale „sztuki” te są przecież dobrze znane, chociażby dzisiaj trzy powszechnie obowiązujące:
BÓG i AKT STWORZENIA, zgodnie z wiedzą religijną, przez ostatnie lata, jak to widać wyraźnie z wykładów ks. Prof Michała Hellera, poprzez ewolucję, zbliżającą się do ustawicznego stwarzania ciągłego;
„Pierwsza Przyczyna” - Nieruchomy Poruszyciel Arystotelesa;
„Wielki Wybuch”, w którym załamują się wszelkie zasady i teorie fizyki, hipoteza filozofii i nauki, dziś powszechnie obowiązujące.
Przecież wszystkie te opisy mówią o powstaniu bytu z niebytu. Tylko żadnej z nich nie można zaliczyć do realizmu krytycznego, są to opowiadania o cudach, opartych na wiedzy objawionej. A wiedza religijna jest, moim zdaniem, nie konsekwentna i nadal ewolucję i proces ciągłego stwarzania „zatrzymuje” na „prochu” i „glinie”, czyli na przestarzałej zasadzie stałości Fechnera (wszelkie procesy życiowe zaczynają się i kończą na stabilności świata nieorganicznego), lub na punkcie nieskończenie małym, który raptem „wybuchł” i (stworzył), zalał jakąś przestrzeń „zupą kwarkową”.
A dlaczego by nie przekroczyć tej zaklętej granicy i nie uznać, że świat nieorganiczny wcale nie jest taki stabilny i też podlega ciągłej ewolucji, dzięki której „coś (proch)” powstaje ewolucyjnie z niczego, a proces ciągłego stwarzania rozpoczyna się łamaniem symetrii niebytu ?
Pierwszą ZASADĄ BYTU i PRZYCZYNĄ miała być w metafizyce Arystotelesa relacja bytów (poprzez materię i formę) z SUBSTANCJĄ i substancja jako taka, ale tworząc wiele kategorii bytu i wiele hierarchii substancji oraz, zakładając „sprzeczność” bytu i niebytu, Arystoteles pogubił, według mnie i zasadę, i przyczynę. W ten sposób ontologia Arystotelesa staje się, moim zdaniem, ambiwalentna czy nawet nieczytelna.
Wiele elementów ontologii Arystotelesa można by pogodzić z teorią bytu TNR, na przykład gdyby podstawić pod „substancję” nasze pojęcie asymetrii istoty bytu, czyli „RÓWNOWAGĘ względną esencji” i uczynić ją jedyną zasadą, i przyczyną powstawania bytu w niebycie. Bardzo wiele z jego teorii bytu pasowałoby jak ulał do TNR, no, ale trzeba by uhonorować „byciem” NIEBYT (nieskończoną pustkę, wieczność, bezruch), a BYT uszczęśliwić nieantagonistyczną ewolucją.
„Nauki” Arystotelesa, ulepszane w szczegółach, ale niezmienione w zasadniczych jego stwierdzeniach przetrwały do dzisiaj, szczególnie w tomizmie, heglizmie i następnie w marksizmie, który z kolei przenika wieloma kanałami do liberalizmu i postmodernizmu. Jeden z profesorów filozofii napisał mi, że nie można „obalić” Parmenidesa (ani marksizmu), bo w filozofii i nauce egzystują nawet kompletni idioci – moim jednak zdaniem, można udowodnić, że 2x2=4 i można wyrażać przekonanie, że kicz jest kiczem, a dzieło sztuki jest DZIEŁEM SZTUKI. W każdym razie trzeba próbować oddzielać ziarno od plew i nie tylko „trzeba”, ale należy to do naszych obowiązków.
Stwierdzał to już Arystoteles i M. A. Krąpiec we „Wprowadzeniu do Metafizyki Arystotelesa”, pisał: „Zatem, gdyby nie było substancji jako pierwszych i naczelnych bytów, teraz już nie byłoby niczego, a to jest sprzeczne z prostym faktem poznania.” (Arystoteles „Metafizyka”, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin, 1998, „Wprowadzenie” Mieczysława Krąpca, s. LXXXVI).
To samo stwierdzenie, oczywiście inaczej sformułowane, jest jednym z naczelnych stwierdzeń TNR: „Gdyby przeciwieństwa były antagonistyczne (znosiły się wzajemnie), nie byłoby COŚ, a to jest sprzeczne z prostym faktem poznania”. TNR proponuje podobny eksperyment myślowy do tego, który przeprowadził Arystoteles i Krąpiec. Jeśli w myślowym eksperymencie założymy znoszenie się przeciwieństw, to okaże się, że nic nie powinno istnieć, a to jest sprzeczne z potocznym doświadczeniem. Coś jednak istnieje, w ciągłej zmianie, w procesie, ale istnieje. Dlatego założenie o znoszeniu się przeciwieństw i negacji bytu przez niebyt jest błędne. Istnieje tak zwany Wszechświat „wyspowy”, w nieskończonym oceanie przestrzeni kosmicznej NIEBYTU istnieją drobniutkie wyspy zmian i procesów bytu.
Przedstawiana tu cytatami w dużym skrócie ontologia Arystotelesa pokazuje, że nie tylko „zakładał on to pojęcie”, jak uważa Paul Tillich, ale zakładał istnienie niebytu i powstawanie bytu z niebytu oraz powrót bytu do niebytu.
Teraz wyjaśnię dokładniej moje twierdzenie z „orzekania materialnego” według Arystotelesa (str. 7 tego artykułu), że teoria kwantu i interwał z niej wynikający oraz definicja fizyki teoretycznej o próżni bezwzględnej są dowodami istnienia niebytu. Zakwestionował to moje twierdzenie pewien znajomy doktor fizyki kwantowej, ale na moją ripostę nie odpowiedział. Radził mi przyjaźnie i osobiście w moim domu, 6 lat temu, czyli w moim wieku 76 lat, bym zdecydował się na „przejście akademickiego czyśćca” i napisanie pracy magisterskiej. Zacytuję jego krytykę w zakresie „esencji i istnienia niebytu” i moją odpowiedź, co, mam nadzieję, będzie znacznym rozjaśnieniem tematu, lub pobudzi tym bardziej gorącą dyskusję. A oto nasza wymiana wątpliwości i argumentów (wypowiedzi mego oponenta podkreślone):
Trudno powiedzieć czy tradycyjne rozumienie próżni nie powinno być zmodyfikowane wobec odkryć kwantowej teorii pola, w której tak zwany stan próżni (w przestrzeni Focka), ma w pewnym sensie, charakter aktywny (por. formalizm operatorów kreacji i anihilacji).
Kwestionuje Pan próżnię absolutną i jej stany ściśle statyczne. O ile dobrze wiem już od Kartezjusza, „próżnia” jest przez naukę w ogóle zaprzeczana (nie rozumiem, dlaczego?), zapełniana tym czy owym, ale zawsze czymś wymyślonym, nie udowodnionym (na przykład eter czy poszukiwany od kilkudziesięciu lat, hipotetyczny grawiton). Pan powołuje się na kwantową teorię pola, kreację i anihilację, w przestrzeni Focka (której nie znam), rozumiem, że pisze Pan o próżni polaryzującej, pozostającej w jakimś pobliżu materii i pod jej wpływem, czyli Pan pisze o próżni, według mnie, niedoskonałej, zanieczyszczonej materią. Moim zdaniem, w miarę oddalania się od materii, próżnia staje się coraz bardziej doskonała, aż przechodzi w próżnię absolutną. Dodatkowo zastrzega Pan krytykę formułami wyrażającymi niepewność: „...trudno powiedzieć...”, „...w pewnym sensie...” --- konkludując, zachodzi chyba nieporozumienie. Ja mówię o innej próżni, Pan o innej. Trzeba zadać pytanie: Czy istnieje próżnia absolutna i czy istnieje bezruch, stan pustki ściśle statyczny, czy nie istnieje? I jakie mamy argumenty przemawiające za tymi założeniami? Mój argument podstawowy jest bardzo prosty, jest przestrzeń w znikomych obszarach zapełniona materią w ruchu (tak zwany świat wyspowy), istnieje stan pośredni (przestrzeń polaryzacji), wobec tego musi być też przestrzeń pusta i w bezruchu. Człowiek mierzy ciśnienie, wypracował skalę tej miary, to, na jakiej podstawie może twierdzić, że ciśnienia zerowego (czyli bezwzględnego) nigdzie nie ma? To samo jest z temperaturą. Jeśli bywają temperatury: 37° lub 100° czy 1.000.000° C, i bywają minus 100° C, w miejscach gdzie jest ruch i zmiana, to, dlaczego ktoś może twierdzić, że temperatury minus 300 stopni (0° Kalwina, temperatura bezruchu i pustki) być nie może? Światło gwiazd (foton) biegnie z szybkością 300 tys. km na sekundę przez przestrzeń miliony i miliardy lat świetlnych. Czy byłoby to możliwe, gdyby ta przestrzeń nie była pusta i w bezruchu? Gdyby tamta Pana próżnia była aktywna, czy ta aktywność nie absorbowałaby światła gwiazd? Istnieje kreacja i anihilacja w próżni (polaryzującej), czyli powstawanie i ginięcie mikrocząstek. W akceleratorach powstają całkiem nowe mikrocząstki. Czy to nie jest dowód, że istnieje byt i NIEBYT? Czy to nie są dowody naukowe, że istnieje próżnia absolutna?
Nieciągłość w mechanice kwantowej nie może być rozumiana absolutnie: najczęściej rozkłady gęstości prawdopodobieństwa poszczególnych stanów kwantowych pokrywają się mniej lub bardziej, a więc na przykład w atomie nie ma sytuacji typu ,,tutaj elektron na pewno jest, a zaraz dalej na pewno go nie ma". Dyskretyzacja, czyli nieciągłość, stosuje się tu więc do „zbioru dostępnych stanów", a nie obszarów przestrzeni. Istnieje ponadto continuum tak zwanych stanów swobodnych elektronu, gdzie intuicje o tradycyjnej nieciągłości są nie do utrzymania.
Nieciągłość w mechanice kwantowej nie może być rozumiana absolutnie - co to znaczy „rozumiana absolutnie”? I dlaczego nie może być rozumiana „absolutnie”? Ja rozumuję „tak, tak, nie, nie”. Nieciągłość jest nieciągłością i dla mnie jest jednoznaczna: albo jest, albo jej nie ma. I, według mnie, dotyczy każdego bytu i każdego zdarzenia, ruchu i zmiany. Bo nieciągłość jest interwałem, przerwą, granicą czegoś. Omawiałem ten problem powyżej przy okazji zasady następstwa A, B, C…, przyczyny i skutku, zdarzenia, ruchu. A jeśli chodzi o mechanikę kwantową, to tu ta kwestia nic się nie różni w rozumowaniu od poprzednich. Ale w związku z powyższą wątpliwością oraz w związku z tym, że fizyka kwantowa faktycznie stwierdza porcjowanie energii i wysuwa takie zastrzeżenie, mimo wyraźnych stwierdzeń o nieciągłości energii przez twórców (Plancka, Heisenberga, Penrose’a, Smolin’a), jednocześnie wysuwa takie wątpliwości. Poza tym fizyka bada kwant energii, a z tego, co wiem, pomija całkowicie interwał między kwantami i zmienia nazwę nieciągłości energii na „dyskretyzację”, ja stawiam zasadnicze pytania: Czy teoria Plancka o kwantowej strukturze energii, o jej porcjowaniu, a więc o interwale między kwantami, czyli o nieciągłości energii, nadal obowiązuje i jest wiarygodna? Jest czy nie jest? Jest kwant energii czy nie jest? A jeśli jest kwant, to czy jest również interwał pomiędzy kwantami? Bo jeśli ten interwał nie jest bezruchem, „odstępem czasowo-przestrzennym”, lecz jakąś inną odmianą materii, to tam nie ma żadnego interwału. A więc co to jest ten interwał? Czy „stany kwantowe” (ja je rozumiem, jako „wielość, jako jedność”) można utożsamiać z kwantem? Bo w powyższym pytaniu następuje utożsamienie kwantu ze stanem kwantowym. A moim zdaniem to jest już, zupełnie co innego. Niewątpliwie, faktycznie takie stany i ich prawdopodobieństwa mogą i pokrywają się na pewno ze sobą, ale to nie ma nic do rzeczy, na pewno nie znaczy, że znikają interwały między kwantami. Według mojego uznania, „dyskretyzacja”, czyli nieciągłość, stosuje się tak do kwantu, jak i do wszystkich zbiorów dostępnych stanów. Ale z mojej teorii absolutnie nie wynika, że stosuje się do przestrzeni czy czasu, (chociaż podobno powstały ostatnio nieznane mi teorie kwantów przestrzeni i czasu, ale na pewno się z nimi nie zgodzę), bo interwał bytu jest NIEBYTEM (pustą przestrzenią w bezruchu i wiecznym teraz). A więc czy siła, energia, materia, charakteryzuje się nieciągłością, czy nie? Wszyscy wielcy fizycy zwracali uwagę i stwierdzali nieciągłość energii, materii. Dlaczego więc dzisiejsza fizyka usiłuje wykręcić kota ogonem i twierdzić, że nie można jej rozumieć „absolutnie”? Dlaczego? Bo wpadli w pułapkę i zrozumieli, że nieciągłość jest dowodem bycia czegoś, na co od Parmenidesa człowiek nie chce się zgodzić, a naukowcy i fizycy szczególnie, na istnienie NIEBYTU, czegoś dla nich niezrozumiałego, bo nieobliczalnego, czegoś bez miary, niewspółmiernego, czegoś, nad czym człowiek nigdy nie zapanuje, (bo się go boi), niebytu. A może, gdy zgodzi się jednak z jego istnieniem i chociaż teoretycznie rozpocznie badania, oswoi się z nim, może dojdzie do bardzo praktycznych i korzystnych rezultatów? Już Parmenides stwierdził: „Byt jest ciągły, bo każda nieciągłość byłaby niebytem, a niebytu nie ma.” Dobre, co? A tu się okazuje, że wielkie odkrycie kwantu jest odkryciem jego granicy, czyli interwału, czyli przerwy w energii, jest odkryciem niebytu. A niebytu przecież, zdaniem nauki, nie ma. A więc, mówi się o kwancie, bada się kwanty i jego konsekwencje, a o interwałach (granicach), się nie wspomina, nieciągłość przezywa się, „dyskretyzacją”, której się nie bada. I wszystko pozostaje po staremu, a szczególnie teoria względności, wielkiego wybuchu, zasada zachowania, czyli „byt jest, a niebytu nie ma” (nieskończoność podwija się nadal pod dywan, według noblisty Feynmana, ale przy okazji nie tylko nieskończoność, również inne, trudne tematy: bezruch, niewspółmierność). Pisze Pan: „...najczęściej rozkłady gęstości prawdopodobieństwa poszczególnych stanów kwantowych pokrywają się mniej lub bardziej”, ale moja analiza paradoksu „strzały” Zenona z Elei oraz opis ruchu bytu i zmiany (TNR, 10.5. Koncepcja ruchu i zmiany), moim zdaniem rozwiązuje te wątpliwości. Stany kwantowe są, moim zdaniem, jakimiś zbiorami bytów, czy bytami jednocześnie podlegającymi wielu różnym ruchom (w przestrzeni i czasie) i zmianom (ilościowym i jakościowym). We wszystkich tych ruchach i zmianach pojawiają się interwały, których funkcją jest ich ograniczanie. Każdy ruch i każda zmiana jest przerywana interwałem nieciągłości. Ale interwały są niewspółmierne do tego, co przerywają i pojawiają się w innym czasie, tak, aby continuum całości danego stanu egzystowało nadal. Ja opisuję ileś tam ruchów i zmian w bycie, co można przyrównać do Pańskiego „rozkładu gęstości prawdopodobieństwa”, które pokrywają się mniej lub bardziej i trwa kontynuacja istnienia bytu, ale każdy z tych ruchów i zmian jest przerywany nieciągłością, interwałem. Fakt, że istnieje continuum (stanów swobodnych, czy innych „wielości, jako jedności”), nie przeczy wcale nieciągłości poszczególnych elementów tych stanów. Nie znam szczegółowo teorii continuum, ale wydaje mi się, że na pewno continuum tak zwanych stanów swobodnych nie jest jednoznaczne z continuum poszczególnego stanu, a tym bardziej jakiegoś elementu tego stanu. Wobec tego „intuicje o tradycyjnej nieciągłości” wcale nie są pozbawione racji bytu.
KONKLUZJA.
Pierwszym i podstawowym zagadnieniem pojęcia metafizycznego i pochodzącym z metajęzyka, „NIEBYTU”, jest wyartykułowanie racji jego ESENCJI i istnienia, jego sensu i szczególnego statutu, jako czegoś absolutnego (nieskończonego), jak i zasadniczej funkcji ograniczania bytu, jaką spełnia od zawsze. W miarę moich możliwości, posiadanej wiedzy, rozumu, doświadczenia i intuicji, starałem się wykonać to zadanie jak najlepiej. Niewątpliwie moje możliwości są wobec potrzeb wiele niedostateczne, ale moim celem jest również zainicjowanie szerszej dyskusji i wymiany opinii na ten niezmiernie ważny temat, dyskusji bardzo potrzebnej tak filozofii, jak i nauce. Materialnym jądrem omawianego pojęcia jest, w moim przekonaniu, kosmos. Czytałem ostatnio różne prace, również największych specjalistów w dziedzinie światowej wiedzy o kosmosie i nie zauważyłem, żadnych nowych trendów w próbach jego wyjaśniania, czyli jasnego opisu, CZYM JEST kosmos i czym jest wszechświat. Myślę, że taka dyskusja na temat ISTOTY NIEBYTU bardzo pomogłaby nie tylko kosmologii i fizyce, ale przede wszystkim nauce, jako takiej. Nie zapominajmy, że wszyscy żyjemy w Kosmosie, a jak dotąd nikt z myślicieli nic nowego istotnego jeszcze o nim nie powiedział, mimo, że budżety wydają na badania kosmosu wielkie pieniądze. Zaznaczam, że moim zdaniem, w moim opisie nie ma żadnej sprzeczności z wyznaniami religijnymi, na przykład, o BOGU i Stworzeniu ŚWIATA, a jądrem nieporozumienia (błędu) LOGIKÓW stwierdzających nieistnienie niebytu jest fakt, że nie chcą oni dostrzegać istoty (esencji) bytu, ani ESENCJI niebytu, a mianowicie, że aby zaistnieć, byt, czy niebyt, muszą wpierw osiągnąć ESENCJĘ. Niebyt musi stanowić SYMETRIĘ, a byt asymetrię, swych elementów. Byt i niebyt są przeciwieństwami, ale przeciwieństwa wynikają z przeciwstawności ESENCJI, a nie egzystencji. A logicy zaprzeczają istnieniu niebytu, bo opierają się wyłącznie na rzekomej przeciwstawności egzystencji.
Summary
The first and perhaps the principal concern of a metaphysical notion, and the one originating from the meta-language of “NON-BEING”, is to articulate the reasons for its ESSENCE and existence; its sense, the special status it enjoys as something absolute (infinite), and the fundamentally restrictive role that it has always played in relation to being. I have attempted to deal with this task to the best of my abilities, given the mind, knowledge, experience and intuition that I have at my disposal. All these are, doubtlessly, insufficient for the requirements of such complex subject matter, but it is also my aim to initiate here a broader discussion and exchange of ideas on a subject which, I think, is quite necessary, both for philosophy and science. I believe that the cosmos is the material nucleus of the notion I have discussed here. I have recently read various works, including those written by some of the world’s most distinguished cosmologists, and if there are indeed any new trends in explaining the cosmos or, to put it in other words, articulating clearly WHAT THE COSMOS IS and what the universe is, I have failed to find them. I think that such discussion on the ESSENCE OF NON-BEING would significantly contribute not only to cosmology and physics but, above all and in more general terms, to science per se. Let us remember that we all live in the cosmos and, until now, none of our thinkers has said anything essentially new about it, in spite of the fact that huge budgets are designated for the its research. Besides, I think that my considerations do not in any way contradict any religious beliefs: e.g. in GOD or in the creation of the WORLD, and at the heart of the misunderstanding or an error made by LOGICIANS, claiming the non-existence of non-being, is the fact that they do not want to acknowledge the essence of being or non-being, namely that in order to exist being or non-being must first of all achieve their ESSENCE. Non-being must comprise SYMMETRY and being the asymmetry of its elements. Being and non-being are the opposites but these opposites result from the opposition of their ESSENCE and not of their existence. Logicians deny the existence of non-being because they rely exclusively on the alleged opposition of their existence.
ZAŁĄCZNIK 2

ZAŁĄCZNIK 3
Języki etniczne, indoeuropejskie, zwane językami potocznymi lub niesłusznie językami naturalnymi, w tym język Polski w szczególności, są niesłychanie niejednoznaczne i kontekstowe. Język nauki, bez względu na to, co jest przedmiotem tej nauki, nie może mieć tych wad. Przystosowanie języka potocznego do nauki jest podstawowym zabiegiem w rozpoczęciu działalności naukowej, a w filozoficznej w szczególności. Język nauki i filozofii musi być bezwzględnie logiczny. Logika, oprócz gwarancji poprawności wszelkich wnioskowań, wycina z języka etnicznego pewien jego fragment i ujednoznacznia go. Logiczność języka wynika z jego odniesienia do otaczającej nas rzeczywistości.
Z logicznego punktu widzenia, świat, ten który postrzegamy (odbijamy w sobie) wszystkimi naszymi zmysłami, składa się z rzeczy, które z kolei mają różnorodne własności i które wchodzą (lub nie) w różnego rodzaju relacje (związki, stosunki itp.) co najmniej dwuargumentowe. I nic już więcej nie ma! Istnieją zatem dwie sfery: sferę rzeczywistości i sferę języka. Skoro świat składa się z rzeczy, więc każda rzecz (indywiduum) może i powinna być nazwana. Mamy zatem nazwy rzeczy (indywiduum). Skoro rzeczy mają własności (cechy) więc one też powinny być nazwane. W języku nazwy relacji – z logicznego punktu widzenia są to predykaty jednoargumentowe. Podobnie zachodzące między rzeczami relacje też powinno się nazwać, zatem mamy w języku nazwy relacji. W logice są to predykaty co najmniej dwuargumentowe. Schematycznie:

stół,
książka, drzewa, dom – nazwy książka
leży na stole, świerk jest bliżej domu niż wierzba – relacje
(bliżej jest nazwą relacji trójargumentowej)
Oczywiście język jest nieco bogatszy niż otaczająca nas rzeczywistość. Oprócz nazw rzeczy, nazw własności i nazw relacji zawiera jeszcze funktory, kwantyfikatory itp.
Po co ten przydługi wstęp? Jedynie po to, by wskazać, że jedną z nazw dla wszystkiego, co jest i co może być jest byt. Zgodnie z powyższym, bytami są więc: rzeczy, również ich cechy, jak też relacje zachodzące między rzeczami. Należy jednak odróżniać rzeczy, własności i relacje od ich nazw. Wracając do nazwy „byt”, oznacza ona obiekt, w którym filozofowie wyróżniają dwa aspekty: pierwszy to czym on jest – a więc jego istotę, jego uposażenie treściowe(o treści nazwy będzie później), jego esencję oraz drugi aspekt (moment), który polega na tym, że on istnieje – jego istnienie, jego egzystencja.
Jeśli dany byt posiada określone własności czy ewentualnie wchodzi w jakieś relacje z innymi bytami, to wtedy stwierdzamy pewien określony stan rzeczy, tj. że dany byt ma takie lub inne własności lub że wchodzi z innymi bytami w takie a takie relacje. Otaczającą nas rzeczywistość można sensownie postrzegać (czy też w nas odzwierciedlać) jako bardzo skomplikowany układ stanów rzeczy. Uwzględnienie dynamiki zmienności układów w czasie komplikuje nieco obraz otaczającego nas świata. Bo że mamy do czynienia jedynie z obrazami otaczającej nas rzeczywistości, a ściślej, jedynie z danymi zmysłowymi, jakich ona nam dostarcza, to tu nie można mieć wątpliwości.
Opisany powyżej sposób naukowego i filozoficznego pojmowania świata aprobowali historycznie filozofowie: Platon, Arystoteles, Plotyn, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, Spinoza, Leibnitz, Kant, Hegel, Husserl, Russell, Whitehead, bez względu na to, jak próbowali zrozumieć świat sam w sobie.
Wróćmy na chwilę do nazw. Każda nazwa ma swój zakres, znaczenie i treść. Zakresem danej nazwy jest zbiór jej wszystkich desygnatów, gdzie desygnat jest przedmiotem (rzeczą, cechą, relacją), który daną nazwę otacza. Przez treść nazwy rozumie się zespół cech charakterystycznych jej desygnatu. Znaczeniem nazwy jest sposób jej zrozumienia w danym języku.
Rozumienie nazwy w danym języku, tj. jej znaczenie nazywa się pojęciem. W praktyce nie mówi się na ogół o nazwach i ich znaczeniach, lecz po prostu o pojęciach. Często bywa, że nazwa ma wiele znaczeń. Weźmy dla przykładu jedno z podstawowych pojęć w książce: pojęcie przeciwieństwa. Jest to nie tylko pojęcie niejednoznaczne, ale również niejasne. Pojęcia przeciwieństwa używa się w różnych kontekstach i znaczeniach. W języku potocznym przez przeciwieństwo rozumie się, zgodnie ze Słownikiem języka polskiego, osobę, rzecz lub zjawisko różniące się całkowicie od innej osoby, rzeczy czy zjawiska. Do tego dochodzi wzmocnienie przez dodanie cechy „skrajny”, a więc mamy pojęcie „skrajnego przeciwieństwa”. Przeciwieństwo jest więc relacją dwuargumentową i należy rozumieć jako przeciwieństwo czegoś lub kogoś. W drugim znaczeniu przez przeciwieństwo rozumie się przeszkodę, trudności, niepowodzenia i w pewnym sensie predykat jednoargumentowy – przeciwieństwo – czegoś, np. przeciwieństwo losu, przeciwieństwo dobra. Pojawia się problem, czy dana rzecz, cecha, relacja ma jedno czy wiele przeciwieństw. Zobaczmy jak to wygląda w logice, a tym samym w filozofii analitycznej, jako że logika stanowi jej jedną z dziedzin. W logice mówi się o relacji przeciwieństwa, zachodzącej między zakresami nazw i takie przeciwieństwo zachodzi, gdy zakresy te są zbiorami rozłącznymi, ale nie żąda się, by w sumie nie wyczerpywały całego uniwersum rzeczy, własności, relacji. W tym sensie, odnosząc to do rzeczywistości, dany obiekt rzeczywisty ma wiele przeciwieństw. Weźmy nazwę nieletni. Jest to nazwa trochę nieostra, ale tu wkracza prawo, a więc rodzaj pewnej umowy i nazwę wyostrza. Przeciwieństwem nieletniego jest zatem każdy dorosły. Ale równie dobrze jego przeciwieństwem jest każdy starzec i formalnie każda inna rzecz nie będąca nieletnim.
Innym przykładem jest relacja mniejszości. Realizuje się ona nie tylko w matematyce, ale nagminnie w codziennej rzeczywistości. Coś jest mniejsze od czegoś ze względu na jakąś mierzalną cechę (mamy tu na myśli tę cechę). Oczywistym przeciwieństwem tej relacji jest relacja większości. Gdybyśmy wzięli relację mniejszości, to między zakresami relacji mniejszości i niemniejszości zachodzi stosunek sprzeczności. Można powiedzieć, że te dwie nazwy są sprzeczne, a odnosząc to do rzeczywistości, że te relacje są sprzeczne. Jednakże mniejszość i większość są relacjami jedynie przeciwnymi i są to jedyne sensowne wzajemne przeciwieństwa. Te uwagi dotyczą przeciwieństwa wśród nazw. Ponieważ nazwy odnoszą się do rzeczy, to własność przeciwieństwa można odnieść też do desygnatów tych nazw, a więc do rzeczy.
W logice mówi się też, co również uważa się za istotne, o przeciwieństwach zdań, a więc sądów. W języku zdania wyrażają, że zachodzi (lub nie) pewien (taki czy inny) stan, tj. że jakiś przedmiot ma pewną własność lub że przedmiot ten pozostaje w relacji z innym przedmiotem lub kilkoma innymi. Zatem, wszelkim tego rodzaju wypowiedziom – zdaniom (sądom) przysługuje własność bycia wyrażeniem prawdziwym lub fałszywym. Pominę tu filozoficzne kłopoty z pojęciem prawdy i przyjmuję jej definicję klasyczną. A zatem zdania mogą być prawdziwe lub fałszywe, a przynajmniej tak jest w klasycznej logice dwuwartościowej. Możemy teraz powiedzieć o przeciwieństwie zdań. Dwa zdania uważamy za przeciwne, jeżeli co najwyżej tylko jedno z nich może być prawdziwe. Mogą natomiast być obydwa fałszywe. Jako przykład zdań przeciwnych można podać zdania:
(a) Pan Zabrodzki zbliża się do czterdziestki.
(b) Pan Zabrodzki zbliża się do sześćdziesiątki.
Między tymi zdaniami zachodzi relacja przeciwieństwa zdań. Mogą być one oba fałszywe, jeśli Pan Zabrodzki ma 27 lat. Ale z nich dwóch tylko jedno może być prawdziwe.
To byłoby tyle na temat przeciwieństw z punktu widzenia logiki. Użyte w książce pojęcie przeciwieństwa jest dla mnie kłopotliwe do odgadnięcia i zrozumienia. Bazując na słowniczku, podaje Pan, że jest to pojęcie pierwotne. Myślę, że nie ma potrzeby go w ten sposób traktować, ponieważ ono jest definiowalne, co powyższy tekst ilustruje. Jak mi się wydaje, nie jest to też przeciwieństwo takie, jak je rozumiał Hegel, a potem marksiści. Definiując przeciwieństwo używa Pan pojęcia „jestestwo”. Co ono znaczy. Pojęcie to nie należy raczej do języka potocznego, ani, o ile mi wiadomo, do języka filozoficznego. Nie wiadomo też i nie jest to zagadnienie łatwe, czy można mówić o korelacji między przeciwieństwami. Można się zgodzić, że wszystko, co istnieje ma swoje przeciwieństwo. Tylko jak je rozumieć? Również ma Pan rację, że przeciwieństwa nie mogą być równe (równe w sensie identyczne), to oczywiste, jakkolwiek przeciwieństwo rozumieć. Nie jest dla mnie jasne co Hegel, a następnie marksiści rozumieli pod pojęciem jedności przeciwieństw. Podejrzewam, że oni sami nie wiedzieli, co to w końcu takiego jest. Samo pojęcie „jedność” nie jest ani ostre, ani jasne. Wyczuwa się, że nie jest ono wystarczająco wyraźne.
W pana definicji przeciwieństwa nie rozumiem zdania: „Zaprzeczenie triady Hegla, połączenie tezy i antytezy w syntezę jest niemożliwe z natury rzeczy”. Co jest niemożliwe: czy triada Hegla, czy jej zaprzeczenie? To jest przecież niesłychanie istotne. Hegel bardzo specyficznie pojmował przeciwieństwo i antytezę, usiłując stworzyć w miarę spójny system filozoficzny. Jeśli chodzi o mnie, to ja nie jestem w stanie uwierzyć w doktryny Hegla. Uwierzyć, bo trudno Hegla zrozumieć, co miał na myśli wprowadzając swoje rozumienie pojęć i w systemie tym trudno doszukać się sensownej argumentacji na poparcie swoich doktryn. Jako egzemplifikację niektórych swoich doktryn Hegel podaje ówczesne mu państwo pruskie. Z całym szacunkiem do Hegla, ja dziękuję za taki przykład.
Powróćmy teraz do podstawowego pojęcia w filozofii, którym jest pojęcie bytu. Jest ono niesłychanie ogólne, jeśli nie najogólniejsze, i nie można próbować określić go za pomocą definicji równościowej. Można spróbować opisać trochę znaczenie pojęcia „byt”. Moim zdaniem, najlepiej, przez byt należy rozumieć dowolny obiekt (rzecz, zjawisko), który wyposażony jest w co najmniej dwa atrybuty.
Pierwszym jest jego treść – czym on jest, drugim jest jego istnienie. Przypadek drugi jest tutaj istotniejszy. Stwierdzenie, czy nawet założenie istnienia jest czynnikiem podstawowym. Oczywiście bytowi w otaczającej nas rzeczywistości odpowiada nazwa. Nazwa ta ma swój zakres i swoją treść. Treść ta jest wyjątkowo uboga. Zakres natomiast obejmuje wszystko, co tylko zawiera otaczający nas wszechświat (można się ograniczyć tylko do naszego świata), wszystko, czego istnienie daje się w jakikolwiek sposób obiektywnie stwierdzić. Całe uniwersum. Nazwą przeciwną i równocześnie sprzeczną z nawą „byt” jest nazwa niebyt. Zbiór desygnatów tej nazwy, tj. jej zakres jest, z logicznego punktu widzenia, zbiorem pustym. Trudno próbować wyobrazić sobie desygnat, z którym logicznie i sensownie można połączyć predykat drugiego rzędu istnienie. No bo, jeśli coś istnieje, to jest bytem. Niebyt okazałby się jakimś bytem..
W języku potocznym (etnicznym), w polskim w szczególności, używa się pojęcia niebytu np. niebyt polityczny. Jest to swego rodzaju metafora językowa oznaczająca unicestwienie określonych bytów. Dana osoba, np. popada w niebyt polityczny, znaczy tyle, że ta osoba przestaje istnieć jako polityk.
Można zapytać, teoretycznie przynajmniej, co by było, gdyby żaden byt (rzeczywisty), nie istniał. Takie myślenie jest dopuszczalne, gdybyśmy przyjęli założenie, że otaczająca nas rzeczywistość, otaczający nas wszechświat miał kiedyś swój początek.
Problem ten wymaga dokładniejszego omówienia i odłożę go na później. Chodzi mi tu o jakąkolwiek sensowną i niesprzeczną egzemplifikację niebytu. Na gruncie klasycznej logiki dwuwartościowej nie jest to możliwe. Nie wiem, jak to mogłoby wyglądać na bazie jakiejś logiki modalnej.
Tu w tym miejscu chciałbym dodać kilka uwag na temat reguły komplementarności przeciwieństw. Pisze Pan, że jest to prawo istnienia, ... etc. Dla mnie czymś innym jest reguła, czymś innym prawo. Podobnie używa Pan pojęcia symetrii w innym znaczeniu niż używa się go w języku potocznym lub w geometrii. Podaje Pan, że byt = materia = energia, aktywna siła = ruch, zmiana. Dla Pana tu trzy znaki identyczności czy tożsamości. Również pierwsza zawęża znaczenie pojęcia bytu. Równość druga:
(*) materia = energia, aktywna siła.
Einstein utożsamiał masę i energię. Zgoda, o ile jego teoretyczne porównanie potwierdzi się w praktyce. Drugie pytanie, czy siła może być nieaktywna? I co oznacza przecinek po prawej stronie równości (*). Alternatywę czy koniunkcję. Przyjęta umowa notacyjna w logice czy matematyce mówi, że przecinek oznacza koniunkcję. A zatem, materia jest tym samym co energia i aktywna siła. Samo pojęcie energii jest niesłychanie niejasne i jej egzemplifikacje (tj. przytaczanie przykładów), niewiele wyjaśniają . Do tych zagadnień wrócę później.
Na zakończenie dodam kilka uwag o zaprezentowanym w Pana książce twierdzeniu Gödla (str. 288 i nast.) oraz problemie ciemności (czerni) nieba i nieskończoności wszechświata.
Po pierwsze, Gödel udowodnił twierdzenie, że każda teoria aksjomatyczna zawierająca arytmetykę pierwszego rzędu lub inną teorię aksjomatyczną pierwszego rzędu jest niezupełna i że niesprzeczność systemu nie jest dowodliwa w nim samym. No i pięknie. Nic na to nie poradzimy. Można jednak niesprzeczność danej teorii udowodnić w pewnym systemie od niej obszerniejszym (bogatszym). Np. geometria Euklidesa ma model arytmetyczny. Zatem, jeśli arytmetyka jest niesprzeczna, niesprzeczna jest też geometria Euklidesa. Następnie w geometrii Euklidesa mają swoje modele geometrie Łobaczewskiego – Bolyaja, Riemanna, czy Minkowskiego, którą to geometrią posłużył się Einstein przy tworzeniu swoich teorii względności. Pytanie czy arytmetyka jako aksjomatyczna teoria pierwszego rzędu jest niesprzeczna? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, ale kto wątpi w jej niesprzeczność? Ja nie wątpię. A ponadto, żadna z dziedzin nie jest tak stosowana na co dzień w życiu jak właśnie arytmetyka, a ogólniej matematyki. Twierdzenia Gödla mają istotne znaczenie filozoficzne na temat poznawalności świata. Należy zauważyć, że teorie zupełne istnieją. Jako jeden z przykładów podaję klasyczną zdaniową logikę dwuwartościową. Jest to teoria zupełna.
Teraz wróćmy do czarnego nieba i do paradoksu Olbersa. Po pierwsze, wątpię w czarny mur Keplera, po drugie, jeśli niebo nie jest „jednym świetlistym” ekranem, to między innymi dlatego, że w paśmie znanego obecnie promieniowania od fal długości rzędu milionowych części nanometra do fal długości powyżej tysiąca kilometrów, udaje się nam, ludziom, widzieć tylko fale, których długość zawiera się w przedziale od ok. 380 do 720 nanometrów. A więc mikroskopijny odcinek! To że energia ewentualnego promieniowania jest przesunięta ku czerwieni, to nic nie znaczy. To tylko wątpliwa hipoteza ku temu, że świat się rozszerza z prędkością światła. I jeszcze jedno – jeśli coś nie świeci, to wcale to nie znaczy, że tego czegoś nie ma.
Wracając do podstawowego w książce pojęcia przeciwieństwa, pojęcia niesłychanie trudnego, mającego w filozofii swoje miejsce, należałoby w miarę dokładnie przedstawić jego historię w filozofii aż do czasów współczesnych. Zapewne wyniknie to z dalszego ciągu lektury książki.
Co do pojęcia bytu, to ja opowiadam się za podaną wcześniej definicją, że byt jest tym wszystkim, co może być uposażone w dwa atrybuty (aspekty): pierwszy, istotny, to stwierdzenie w jakikolwiek obiektywny sposób jego istnienia i drugi, że posiada jakieś uposażenie treściowe. Jego esencję i egzystencję. Uwaga, że definicja bytu wg Parmenidesa jest sprzeczna, nie wydaje mi się właściwa. Zdanie: „ To, co istnieje w jakikolwiek sposób” nie zawiera logicznej sprzeczności. Jak wcześniej zaznaczyłem, niebyt jest nazwą pustą. Nie istnieje żaden jego desygnat. Egzemplifikacje typu „nicość”, „pustka”, „próżnia”, „wieczne teraz”, „bezruch” – nie oznaczają, poza językiem, istnienia. „Nicość”, będąca swego rodzaju abstrakcją braku czegoś oznacza, że tego czegoś nie ma, więc nie istnieje, nie jest bytem. Pustka jest synonimem nicości i wyraża, czasem metaforycznie, brak czegoś, nieistnienie. Wieczne teraz jest wyrażeniem sprzecznym, zbiór jego desygnatów jest pusty. Zatem również nie istnieje. Bezruch oznaczać może jedynie brak ruchu. Ruch jest czymś względnym, a jak wiadomo, fizyka i nie tylko, twierdzi, że bezruch nie istnieje, podobnie jak pustka, jak ewentualne luki w czymś, co miałoby być nieciągłe. Choć fizycy posługują się pojęciem próżni, ale rozumieją to w sposób względny. Najczęściej jako brak cząstek materialnych czy ewentualnego „pola”. Nie akceptują całkowitej próżni.
Na str. 20 jest mowa o przeciwieństwie bytu, że TNR proponuje definicję pojęcia bardziej ogólnego niż pojęcie „bytu”. Sądzę, że nie ma pojęcia bardziej ogólnego niż pojęcie bytu. Pewne zróżnicowanie bytów może wyniknąć ze sposobu ich istnienia. Problem, czy „byty pomyślane” są bytami. Czy „Pegaz” jest bytem? Czy liczby są bytami? Co do idei platońskich, to nikt z filozofów nie zaprzecza ich istnieniu. Pytania i spory toczą się tylko na temat sposobu ich istnienia. Dla mnie ideami platońskimi są np. liczby. Nie jest możliwe wskazanie ich materialnych desygnatów, a jednak liczby są w naszej rzeczywistości, używamy ich codziennie i na każdym kroku.
W rozdziale I 1.3. utożsamiane jest pojęcie bytu i materii. Tu należałoby dopracować samo pojęcie materii. Fizycy np. uważają, że pole grawitacyjne jest materią i wszechświat jest przepełniony materią i energią, którą równoważy się z materią. Nie ma więc miejsca na jakąkolwiek, bliżej nieokreśloną pustkę. Na jakąkolwiek całkowitą próżnię w otaczającej nas trójwymiarowej przestrzeni fizycznej współczesna fizyka nie wyraża zgody. Zbyt wiele doświadczeń ciągle tę ich tezę potwierdza i całość twierdzeń współczesnej fizyki jest na dziś spójna. Jeżeli zatem byt w TNR jest tożsamy z materią i jego definicja jest równoważna z definicją materii (str. 20), to nie ma miejsca na pojęcie takie, jak niebyt. Nie do przyjęcia jest stwierdzenie w książce (str. 20), że „byt i niebyt istnieją realnie i konkretnie”. Co to znaczy istnieć realnie? Co znaczy istnieć konkretnie?
Odwołując się do Słownika języka polskiego: realny to tyle, co istniejący rzeczywiście, prawdziwy, konkretny (synonim), rzeczywisty. A co znaczy konkretny? Konkretny to tyle, co istniejący materialnie, realny (synonim), rzeczowy. Jeżeli więc niebyt istnieje realnie i konkretnie, to jest po prostu bytem, pewnym bytem. Jest to logiczna sprzeczność. Jest to utożsamienie czegoś i jego zaprzeczenia. Jest to nie do przyjęcia przez nie tylko sensowną filozofię, ale też przez naukę. Przecież niebyt to jest to coś, co bytem nie jest. Czy może to być utożsamiane? Chyba że niebyt byłby jakimś specyficznym bytem. Wtedy należałoby przedefiniować materię. Usunąć z niej np. pole grawitacyjne, energię czy pewne fale elektromagnetyczne. Wtedy niebyt miałby sens i można by się pokusić myśleć o jego konkretnym istnieniu. Wtedy, być może, fizyczna próżnia nie zawierająca materialnych cząsteczek byłaby niebytem.
Najwięcej problemów stwarza zrozumienie pojęcia „równowaga względna przeciwieństw”. Jak wcześniej zaznaczyłem, pojęcie przeciwieństwa jest niesłychanie niejasne. Twierdzenie Heraklita, że „niczego nie można sobie wyobrazić bez przeciwieństwa”, wraz z przytoczeniem przez niego przykładów: „życie i śmierć”, „jawa i sen”, „dzień i noc”, oznacza, że „wszelkie zdarzenia wynikają z napięcia powstającego między przeciwieństwami”. Nie jest zrozumiałe, dlaczego „przeciwieństwem dnia jest noc” lub „jawa jest przeciwieństwem snu”. Czy w języku potocznym w taki sposób rozumie się przeciwieństwa. I jakie napięcia mogą występować między nocą a dniem? Czymże byłoby takie napięcie. A już najmniej wątpliwości budzi stwierdzenie, że „niczego nie można pomyśleć bez jego przeciwieństwa”. Patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, to prawie o wszystkich rzeczach można pomyśleć nie wyobrażając sobie ich przeciwieństw!
Co do „równowagi względnej przeciwieństw” – jest to dla mnie trudne do zrozumienia. Podobnie jest ze „substratem (istotą)” każdego bytu materialnego. Istotą są więc przeciwieństwa, czyli przeciwstawne, ale warunkujące się i uzupełniające siły. Kłopot w tym, że siłę możemy sobie wyobrazić w postaci wektora w przestrzeni fizycznej trójwymiarowej o wartości (długości) wektora wyrażonej wzorem
F = m · a,
gdzie a oznacza przyspieszenie, jakie siła F nadaje ciału fizycznemu o masie równej m.
Jak rozumieć siły uzupełniające się. Jeżeli siły się równoważą, to ich suma wektorowa wynosi zero. Czym jest więc równowaga względna? Siła może jeszcze dokonywać odkształceń, wykonać pracę mechaniczną. W drugim przypadku siła wykonuje pracę działając na określonym odcinku krzywej w przestrzeni trójwymiarowej. Ogólnie jest całką z funkcji siły F(s), gdzie s jest zmienną drogą. A więc praca W jest całką z F(s)ds. Tutaj dodać należy łatwą definicję energii jako pracy zmagazynowanej w ciele. W otaczającej nas rzeczywistości mamy do czynienia z siłami grawitacji. Wyraża się ją wzorem:
F = G · m1 · m2/r2.
(iloczyn stałej grawitacji przez masy ciał podzielony przez kwadrat ich odległości).
Czy przeciwieństwa są siłami? Przeciwstawnymi? A więc zapewne (tak się domyślam) o tym samym kierunku i przeciwnym zwrocie, i takiej samej wartości, a skoro ich równowaga jest względna, to te wartości mogłyby się nieznacznie różnić. Co więc oznacza pojęcie równowagi względnej?
Nie jest zrozumiały akapit (str. 2111). W szczególności pojęcie „niezbadanej złożoności podłoża”.
ZAŁĄCZNIK 4
