A
więc jak widać z powyższych rozważań "rewolucja", czyli przewrót, ma
służyć zmianie (oczywiście na lepsze) stosunków produkcji poprzez zmianę
stosunków własności.
Trzeba
więc ustalić co to jest WŁASNOŚĆ i czy to przemienienie stosunków własności
sprzyja, czy też jest sprzeczne z rozwojem produkcji ? Bo przecież ostatecznym
celem rewolucji marksistowskiej jest nie zmiana właścicieli, lecz "każdemu
według potrzeb", czyli niezmierzona obfitość dóbr, czyli szybki rozwój
produkcji.
Stosunki
własności wynikają przede wszystkim z całokształtu uwarunkowań procesu
produkcyjnego i częściowo z praw o dziedziczeniu. Własność jest wynikiem
takiego, czy innego wkładu pracy w produkcję dóbr właściciela tej własności lub
jego przodków. Jeśli weźmie się pod uwagę, że olbrzymia większość bogactwa
narodów powstała w ciągu ostatniego stulecia, trzeba uznać, że podstawowym
źródłem bogactw jest nie tyle dziedziczenie co produkcja bieżąca. A więc własność
wynika z produkcji, produkcja jest "bazą" własności, własność jest
nadbudową produkcji, stosunki produkcji tworzą stosunki własności. Produkcja
jest pierwotnym czynnikiem tworzenia się własności. Rewolucja, przewrót, zmiana
warty na stanowiskach właścicieli środków produkcji jest zawsze tak w teorii
jak i w praktyce, załamaniem się stosunków produkcji, ingerencja pierwiastka
ideologicznego w materialistyczny proces produkcji, narzuceniem bazie nowej,
nienaturalnej, bo nie wynikającej z bazy, nadbudowy własności. A więc każdy
bunt w stosunkach własności, każda rewolucja mająca na celu zmianę własności,
jest produktem myśli, a nie materii, jest idealistyczna. Każda własność musi
mieć właściciela, jak przestaje mieć właściciela, przestaje być własnością, i
przestaje być wartością. Na tej logice polega naturalne prawo własności.
Stosunki produkcji ciągle rozwijając się w czasie i przestrzeni, ciągle
zaostrzają specjalizację i podział pracy. Każdy właściciel czegokolwiek, czy to
roweru, czy to domu, fabryki czy pliku akcji, gospodarstwa rolnego, warsztatu
rzemieślniczego, czy czegokolwiek innego, jest optymalnie najlepszym
specjalistą tej produkcji, tej własności, tego, wydzielonego procesu produkcji.
Jest on najlepszym specjalistą, bo jest naturalnym właścicielem, bo zasługuje
na to przynależnością, swej umiejętności kierowania tym procesem produkcji.
Jeśli nie jest naturalnym właścicielem, nie jest specjalistą. A jeśli nie jest
specjalistą, jego proces produkcji musi być gorszy od innych, konkurencyjnych procesów
i w końcu musi się w ogóle załamać, przestać produkować, czyli stracić
natychmiast jakąkolwiek wartość i własność przestaje być własnością, bo
przestaje być wartością. Własność tylko dla specjalisty jest prawdziwą
własnością, rozwijającą się własnością, dająca jej przyrost, lub zapewniającą
przynajmniej jej amortyzację. W rękach nie specjalisty własność musi swa
wartość prędzej czy później stracić. Człowiek, który odziedziczy, lub kupi
sobie dom i w ten sposób staje się naturalnym specjalistą od tego domu, a więc
naturalnym właścicielem tego procesu produkcyjnego jakim jest ten dom i
najefektywniejszym egzekutorem tej wartości. Ten sam dom w rękach bezimiennej
"masy spadkowej" pt. "społeczeństwo" posiadającej
jednocześnie miliony innych takich domów i miliony innych obowiązków, a więc w
rękach niespecjalistów, musi ulec ruinie. Dokładnie to samo trzeba powiedzieć o
wszystkich innych środkach produkcji. Aby środki produkcji pozostawały
efektywnymi środkami produkcji muszą być nie tylko zarządzane przez
specjalistów, lecz muszą być własnością
specjalistów. Bezpośrednia odpowiedzialność personalna właścicieli jest
konieczna do rozwoju.
Tworzenie
własności jest najprymitywniejszą twórczością człowieka. Pozbawienie człowieka
jego osobistej własności wynikłej z jego produkcji jest pozbawieniem go
możliwości kreacyjnych. Wszystko to co wyżej napisałem na temat własności jest
banałem całkowicie zgodnym z materialistyczną warstwą marksizmu, ale kłóci się
oczywiście z warstwą spekulatywną marksizmu, z idealistycznym produktem
"boskiego rozumu" jakim jest "rewolucja" i wszelkie jego
pochodne. Proszę jednak zauważyć, że "rewolucja" i "dyktatura
proletariatu" wywłaszczając wszystkich z posiadania "własności",
sama przywłaszcza sobie posiadanie
władzy, zagarnia całe szczęście dla siebie. Nie jest prawdą, że kapitał
tworzy masy biedoty i proletariatu, a co za tym idzie, rewolucji. Kapitał jest
narzędziem, tworzy pracę i produkuje, daje chleb tej części ludności, która
współtworzy daną, produkcję. Zlikwidowanie bogactwa, kapitału, produkcji, nie
likwiduje biedoty, lecz ją powiększa, wyrównuje w dół. To fizjologia produkuje
masy biedoty. Rewolucyjna zmiana warty właścicieli, zmiana specjalistów na
niespecjalistów, jest sprzeczna z rozwojem produkcji, musi jej szkodzić, musi
ją. niszczyć. Dlatego to zniszczenie własności prywatnej, czyli specjalizacji
wywodzącej się z posiadania, zniszczenie podziału pracy własności i zastąpienie
jej tzw. własnością społeczną powoduje rozkład gospodarczy tzw.
socjalistycznych systemów władzy.
Głównym
zawołaniem marksistów jest ich obietnica "każdemu wg jego potrzeb",
czyli niezmierzona obfitość dóbr, a więc drogą osiągnięcia komunizmu jest wg
nich rozwój produkcji, a rozwój "ducha", rozwój świadomości i
osobowości jest wtórny. Jeśli tak, to nie rewolucja jest droga do komunizmu,
nie niszczenie naturalnych stosunków produkcji i własności, nie niszczenie
podziału pracy i specjalizacji, nie bezpośrednie wywłaszczanie, lecz pośrednie
uspołecznianie środków produkcji przy pomocy systemów prawno-administracyjno-fiskalnych
i uwłaszczanie maksymalnej ilości indywidualnych podmiotów, popieranie
użyteczności i różnorodności wolnego rynku, czyli to co dzieje się dzisiaj w
tzw. państwach kapitalistycznych. Tzw. kapitaliści idą, prawidłową, materialistyczną,
pragmatyczną drogą do wymarzonego komunizmu. Nie forma przecież się liczy, lecz
treść. Tzw. kraje kapitalistyczne, poprzez swój pragmatyzm są bliżej pełnej
obfitości dóbr niż rewolucyjne systemy socjalistyczne. 70 lat systemu
kartkowego w państwach marksistowskich jest tego najlepszym dowodem. Mimo to,
zagorzali marksiści jeszcze teraz, po niezliczonej ilości klęsk gospodarczych,
ubolewają, że "każdemu według potrzeb" nie jest żadną utopia, a tylko
kapitalizm i imperializm stoi tej idei na przeszkodzie, że gdyby nie walka
klas, już dzisiaj zwycięstwo komunizmu można by prawie ogłosić, bo przecież
światowe możliwości produkcyjne są prawie już zdolne "każdemu wg
potrzeb" dostarczyć – niestety imperializm kapitalistów niweczy takie
możliwości. Bezczelne i śmieszne te
biadolenia pomijaj realne fakty, że to właśnie demokratyczne stosunki produkcji dostarczają te góry masła i
wszystko inne potrzebne do życia tzw. rewolucji. Jeszcze teraz śmią oni
twierdzić, że idea rewolucji jest słuszna i dobra, tylko wykonanie złe, tzn.
kapitalistom trzeba zabrać ich resztę bogactw i to na całym świecie, a wtedy
planowy podział "każdemu wg potrzeb" od razu byłby możliwy. To nie
Marks ani jego metoda są odpowiedzialne za wypaczenia i wiele błędów w
budownictwie socjalistycznym, lecz nieprzestrzeganie dyrektyw tej metody i
obiektywne trudności, połowiczne zwycięstwo, czyli istnienie otoczenia
kapitalistycznego i przenikanie wpływów tego otoczenia. Nie genialna rewolucja
marksowska jest odpowiedzialna za niepowodzenia, lecz wszyscy inni są winni,
Reagan i Mao, Stalin i Tito, Trocki i doradcy radzieccy, imperializm
amerykański i zachodnio-niemiecki, Hegel również jest winien, i Minc, Gomułka,
Gierek, Chruszczow i Breżniew, konserwatyści, rewizjoniści, dogmatycy i sto
innych jest winnych, tylko nie my, nie marksiści, nie Marks, Engels, Lenin, i
nie my jesteśmy winni. Bóg jest również winien, a w ogóle to Boga nie ma, bo
gdyby był, nie zsyłałby na ludzi stale
tyle nieszczęść.
Nie
dzisiaj, tylko wczoraj i przedwczoraj były błędy. Dzisiaj, dzisiaj, ha, co jest
dzisiaj nikt nie wie. Błędów w każdym
razie dzisiaj nigdy nie ma. Są reformy, które nic nie reformują, są błagania o
pomoc, wezwania o nowe teorie, marksistowskie oczywiście, rewolucyjne, bo bez
teorii nic u nich, materialistów, dziać się nie może. Ale nowej teorii nie
widać, więc nic się nie dzieje i rewolucja w postaci tzw. "rewolucji
kontrolowanej", czyli rewolucji mającej służyć rewolucji, rewolucji,
której celem jest oszukanie wszystkich, wydobycie na powierzchnię wszelkich
ukrytych wrogów, aby później łatwiej ich można było zniszczyć, rewolucja trwa
dalej. Po to aby wszystko zostało po staremu, tzn. zgodnie nie z życiem, lecz z
rewolucyjną świadomością proletariatu. Ta rewolucja kontrolowana jest
oczywiście też wynikiem spekulacji ich boskiego rozumu. Ziemia osuwa im się z
pod nóg, toną, więc brzytwy się chwytają. Tak, tak, brzytwy, bo te rewolucje
kontrolowane muszą eskalować się coraz więcej i co z tego będzie, Bóg tylko
jeden może wiedzieć. Bo oni jednocześnie grożą. Nic absolutnie nie robią, aby
naprawiać tragiczną sytuację ludzkości, tzn. ani na krok nie ustępują,
ubezwłasnowolnionemu rodzajowi ludzkiemu, ale z tyłu, zza głasnosti,
pierestrojki, amnestii, demokratyzacji, zza rzekomych reform gospodarczych
mających się udać, ale tylko pod warunkiem otrzymania olbrzymich nowych
kredytów, z za kamuflażu tej całej rewolucji kontrolowanej, słychać ciche, ale
twarde tony gróźb śmiertelnie rannego tyrana. Chory idealista do wszystkiego
jest zdolny, ba, nawet może mieć przyjemność w zniszczeniu świata korzystając z
pretekstu wyższej konieczności wyniszczenia bezsensownego wg nich ludzkiego
instynktu posiadania, czyli pod pretekstem konieczności zniszczenia własności.
Świat radykalnie zniszczony będzie od własności radykalnie uwolniony. Raz na
zawsze.
Czy
aby jednak na pewno? Czy jest to możliwe? Czy instynkt posiadania można z
człowieka wyeliminować nawet poprzez najstraszniejsze metody i środki? Instynkt
posiadania jest instynktem życia, zaczyna się od życia od posiadania życia. Własność
wywodzi się z fizjologii. Życie jest jedną wielką własnością, a własność jest
życiem. Najprymitywniejsze żywe organizmy i cała biologia szukają i zajmują
tzw. "nisze" i gromadzą zapasy, czyli tworzą własności. Posiadanie
zaczyna się od początku biologii, od urodzenia, od inicjacji życia. Każdy żywy
organizm zaczynając życie zaczyna posiadać życie, zajmuje dla siebie miejsce -
niszę biologiczną i ekologiczną, a w wypadku człowieka również niszę
socjo-ekonomiczną. Każdy organizm mniej czy więcej rozwinięty, w zależności od
tego swojego rozwinięcia, żyjąc posiada ściśle przez biologię, ekologię, a w
wypadku człowieka i przez kulturę, określone granice i bariery swego rozwoju i
posiadania. Te granice są zakreślone z obu stron, tzn. maksymalne i minimalne.
Rozwój i ewolucja jest poszerzaniem tych granic posiadania. Rozwój i posiadanie
jest ze sobą ściśle sprzężone i komplementarne. Każde sztuczne ograniczenie
posiadania jest ograniczeniem rozwoju, a w tym wypadku, zniesienie posiadania
środków produkcji jest sztucznym, fatalnym ograniczeniem możliwości rozwoju
ludzi predestynowanych do produkcji i w ogóle wszystkich ludzi, których
ostateczne wyniki pracy kulminowały się w takim czy innymi posiadaniu.
Zniszczenie przez tzw. socjalizm setek tysięcy drobnych zakładów
rzemieślniczych i przemysłowych w Polsce, które do dzisiaj, tzn. przez ostatnie
40 lat, rozwinęłyby się w głąb i wszerz, ugruntowałyby i umocniły się
ekonomicznie i technologicznie i dzisiaj stanowiły by, można powiedzieć, potęgę
gospodarczą, - to była głupota polityczna wyjątkowej miary. Wynikła oczywiście
z idealistycznej myśli marksistowskiej - zniszczyć bazę, która tworzy inną niż
nasza nadbudowę.
Posiadanie
czegokolwiek daje człowiekowi jakąś satysfakcję, w jakiś sposób go
uszczęśliwia, pozbawiając człowieka możliwości posiadania ogranicza się
możliwości jego usatysfakcjonowania.
Dla
zwykłego człowieka własność, stopień posiadania, jest stopniem jego wyzwolenia
i jego panowania. Czym człowiek jest bogatszy, tym bardziej zabezpieczony, tym
pewniejszy siebie, tym bardziej wyzwolony. Gromadzenie własności jest
materialistyczną, fizyczną, a nie idealistyczną, intelektualną drogą do
wolności, drogą do świadomości stoickiej, czyli do prawdziwej rewolucji
duchowej Hegla. Zamiast wznosić się ponad siebie poprzez ćwiczenia boskiego
rozumu, poprzez zmagania intelektu, bezczelny dorobkiewicz, głupi chłopek
roztropek, opasły burżuj, czy wredny kamienicznik, włażą, na górę wyzwolenia
poprzez gromadzenie własności, poprzez przyziemną specjalizację produkcji. Również
wszyscy robotnicy poprzez pracę swoich rąk wytwarzają, i gromadzą swoją
wolność, swoje panowanie, swoją własność. Tylko niesłychanie wąska grupa
intelektualnych "proletariuszy" wyzwala się poprzez
"wyzwalanie" innych. Ale to jest mrzonka. Bzdura. Wyzwolić się,
osiągnąć wyższy stopień wtajemniczenia, obojętne czy drogą duchową, czy drogą
fizyczną, czy poprzez twórczość intelektualną, czy twórczość mięśni, wyzwolić
się można tylko samemu i tylko siebie samego. Zdobycie wyższej świadomości,
czyli posługując się modnym słowem, świadomości rewolucyjnej, zdobycie
wyzwolenia nie jest kwestią społeczną, lecz osobniczą. Życie jest twórczością.
Każdy żywy osobnik coś tworzy. Twórczość jest własnością przynależną do każdego
poszczególnego osobnika. Tę twórczość, tę własność, można i trzeba
wszechstronnie, ale tak aby jej nie ograniczać, opodatkować na rzecz całego
kosmosu, własność można i potrzeba permanentnie eksploatować. Ale niszczyć ją
jest kompletnym bezsensem. Wywłaszczyć właścicieli można bardzo ławo, ale tylko
raz i później wywłaszczonych trzeba utrzymywać, albo umrą z głodu, tak jak
kułacy wielkoruscy i ukraińscy. A przedmiot wywłaszczenia ulegnie szybko
dewastacji. Rosja i Ukraina płynąca kiedyś mlekiem i miodem, najobfitsze
zagłębie zbożowe świata, od 50 Iat przymiera głodem, a winnych nie ma. Idea
jest dobra, tylko wykonanie nieumiejętne, tak twierdzą twórcy ideologii.
Wykonawcy nic nie twierdzą. Robią co muszą i po cichu śmieją się zapewne.
Ponieważ
własność tworzy właścicieli, to w warunkach różnego rodzaju dewiacji, gdy
normalnych, naturalnych, prawem usankcjonowanych właścicieli stosunki produkcji
utworzyć nie mogą, tworzą się nieformalne stosunki własności. Nieformalni, ale
faktyczni właściciele zawłaszczają efekty produkcji.
W krajach tzw. socjalistycznych i
również w każdych innych, bardzo często spotyka się nieformalnych panów na
uspołecznionych majątkach, dyrektorów i kierowników gospodarujących i
zachowujących się jak na swoich folwarkach, sklepikarzy w państwowych sklepach
handlujących państwowym towarem "spod lady", czyli na własny, mafijny
rachunek. Nieformalne stosunki własności i panowania powstają na wszystkich
szczeblach wytwarzania i obrotu, tak na szczeblach bardzo niskich, jak i na
najwyższych. Udzielnych książąt można też spotkać w systemach rządzących się
rewolucją. Mafia i czarny rynek kwitnie. Mimo braku podstaw prawnych nisze
ekonomiczne stają się własnością specjalistów umiejących poradzić sobie w
każdej sytuacji i czerpać z nich korzyści. Wiele różnych stanowisk pracy dają
szczególne możliwości zarobkowania i tam gdzie to jest normalne i dozwolone,
bywa tak, że właściciel produkcji zarabia na niej dużo mniej, niż sprzedawca,
czy przedstawiciel, natomiast tam, gdzie oficjalne zarobkowanie dużych
pieniędzy jest niedozwolone, tworzy się zawsze mafia i nieformalne stosunki
własności. Przeróżne formy korupcji pomiędzy przedsiębiorstwami państwowymi są
na to dowodami.
Stosunki
własności są pochodną, nie tylko stosunków produkcji, ale również stosunków
prawno politycznych i jeśli te ostatnie uniemożliwiają legalne posiadanie
własności, wytwarzają się nieformalne stosunki własności wynikające z produkcji
i obrotu, sprzeczne z nadbudową prawno polityczną, uniemożliwiające intensywny
rozwój produkcji, uniemożliwiające korzystne dla społeczeństwa i obywatela
inwestowanie posiadanych środków, ale jako tako zaspakajające potrzeby. Jak
szacowano oficjalnie w Zw.Radz. w roku 1987 gdy wprowadzano w życie uchwaloną,
właśnie ustawę o indywidualnej działalności zarobkowej, funkcjonowało tam wtedy
16 milionów "cichych" wytwórców i usługowców (Jerzy Redlich - Wybuch
Kontrolowany KAW, str. 94) nie licząc oczywiście niezliczonej masy producentów
bimbru, który pędzony jest tam podobno powszechnie.
Z
faktu powstawania nieformalnych stosunków własności wynikałoby, że zniesienie
własności prywatnej środków produkcji, a więc wg marksistów źródeł konfliktów
społecznych, jest w rzeczywistości niemożliwe, czyli również zniesienie
"klas uprzywilejowanych posiadaniem" jest nierealne.