IX WŁASNOŚĆ

 

 

A więc jak widać z powyższych rozważań "rewolucja", czyli przewrót, ma służyć zmianie (oczywiście na lepsze) stosunków produkcji poprzez zmianę stosunków własności.

Trzeba więc ustalić co to jest WŁASNOŚĆ i czy to przemienienie stosunków własności sprzyja, czy też jest sprzeczne z rozwojem produkcji ? Bo przecież ostatecznym celem rewolucji marksistowskiej jest nie zmiana właścicieli, lecz "każdemu według potrzeb", czyli niezmierzona obfitość dóbr, czyli szybki rozwój produkcji.

Stosunki własności wynikają przede wszystkim z całokształtu uwarunkowań procesu produkcyjnego i częściowo z praw o dziedziczeniu. Własność jest wynikiem takiego, czy innego wkładu pracy w produkcję dóbr właściciela tej własności lub jego przodków. Jeśli weźmie się pod uwagę, że olbrzymia większość bogactwa narodów powstała w ciągu ostatniego stulecia, trzeba uznać, że podstawowym źródłem bogactw jest nie tyle dziedziczenie co produkcja bieżąca. A więc własność wynika z produkcji, produkcja jest "bazą" własności, własność jest nadbudową produkcji, stosunki produkcji tworzą stosunki własności. Produkcja jest pierwotnym czynnikiem tworzenia się własności. Rewolucja, przewrót, zmiana warty na stanowiskach właścicieli środków produkcji jest zawsze tak w teorii jak i w praktyce, załamaniem się stosunków produkcji, ingerencja pierwiastka ideologicznego w materialistyczny proces produkcji, narzuceniem bazie nowej, nienaturalnej, bo nie wynikającej z bazy, nadbudowy własności. A więc każdy bunt w stosunkach własności, każda rewolucja mająca na celu zmianę własności, jest produktem myśli, a nie materii, jest idealistyczna. Każda własność musi mieć właściciela, jak przestaje mieć właściciela, przestaje być własnością, i przestaje być wartością. Na tej logice polega naturalne prawo własności. Stosunki produkcji ciągle rozwijając się w czasie i przestrzeni, ciągle zaostrzają specjalizację i podział pracy. Każdy właściciel czegokolwiek, czy to roweru, czy to domu, fabryki czy pliku akcji, gospodarstwa rolnego, warsztatu rzemieślniczego, czy czegokolwiek innego, jest optymalnie najlepszym specjalistą tej produkcji, tej własności, tego, wydzielonego procesu produkcji. Jest on najlepszym specjalistą, bo jest naturalnym właścicielem, bo zasługuje na to przynależnością, swej umiejętności kierowania tym procesem produkcji. Jeśli nie jest naturalnym właścicielem, nie jest specjalistą. A jeśli nie jest specjalistą, jego proces produkcji musi być gorszy od innych, konkurencyjnych procesów i w końcu musi się w ogóle załamać, przestać produkować, czyli stracić natychmiast jakąkolwiek wartość i własność przestaje być własnością, bo przestaje być wartością. Własność tylko dla specjalisty jest prawdziwą własnością, rozwijającą się własnością, dająca jej przyrost, lub zapewniającą przynajmniej jej amortyzację. W rękach nie specjalisty własność musi swa wartość prędzej czy później stracić. Człowiek, który odziedziczy, lub kupi sobie dom i w ten sposób staje się naturalnym specjalistą od tego domu, a więc naturalnym właścicielem tego procesu produkcyjnego jakim jest ten dom i najefektywniejszym egzekutorem tej wartości. Ten sam dom w rękach bezimiennej "masy spadkowej" pt. "społeczeństwo" posiadającej jednocześnie miliony innych takich domów i miliony innych obowiązków, a więc w rękach niespecjalistów, musi ulec ruinie. Dokładnie to samo trzeba powiedzieć o wszystkich innych środkach produkcji. Aby środki produkcji pozostawały efektywnymi środkami produkcji muszą być nie tylko zarządzane przez specjalistów, lecz muszą być własnością  specjalistów. Bezpośrednia odpowiedzialność personalna właścicieli jest konieczna do rozwoju.

Tworzenie własności jest najprymitywniejszą twórczością człowieka. Pozbawienie człowieka jego osobistej własności wynikłej z jego produkcji jest pozbawieniem go możliwości kreacyjnych. Wszystko to co wyżej napisałem na temat własności jest banałem całkowicie zgodnym z materialistyczną warstwą marksizmu, ale kłóci się oczywiście z warstwą spekulatywną marksizmu, z idealistycznym produktem "boskiego rozumu" jakim jest "rewolucja" i wszelkie jego pochodne. Proszę jednak zauważyć, że "rewolucja" i "dyktatura proletariatu" wywłaszczając wszystkich z posiadania "własności", sama przywłaszcza sobie posiadanie  władzy, zagarnia całe szczęście dla siebie. Nie jest prawdą, że kapitał tworzy masy biedoty i proletariatu, a co za tym idzie, rewolucji. Kapitał jest narzędziem, tworzy pracę i produkuje, daje chleb tej części ludności, która współtworzy daną, produkcję. Zlikwidowanie bogactwa, kapitału, produkcji, nie likwiduje biedoty, lecz ją powiększa, wyrównuje w dół. To fizjologia produkuje masy biedoty. Rewolucyjna zmiana warty właścicieli, zmiana specjalistów na niespecjalistów, jest sprzeczna z rozwojem produkcji, musi jej szkodzić, musi ją. niszczyć. Dlatego to zniszczenie własności prywatnej, czyli specjalizacji wywodzącej się z posiadania, zniszczenie podziału pracy własności i zastąpienie jej tzw. własnością społeczną powoduje rozkład gospodarczy tzw. socjalistycznych systemów władzy.

Głównym zawołaniem marksistów jest ich obietnica "każdemu wg jego potrzeb", czyli niezmierzona obfitość dóbr, a więc drogą osiągnięcia komunizmu jest wg nich rozwój produkcji, a rozwój "ducha", rozwój świadomości i osobowości jest wtórny. Jeśli tak, to nie rewolucja jest droga do komunizmu, nie niszczenie naturalnych stosunków produkcji i własności, nie niszczenie podziału pracy i specjalizacji, nie bezpośrednie wywłaszczanie, lecz pośrednie uspołecznianie środków produkcji przy pomocy systemów prawno-administracyjno-fiskalnych i uwłaszczanie maksymalnej ilości indywidualnych podmiotów, popieranie użyteczności i różnorodności wolnego rynku, czyli to co dzieje się dzisiaj w tzw. państwach kapitalistycznych. Tzw. kapitaliści idą, prawidłową, materialistyczną, pragmatyczną drogą do wymarzonego komunizmu. Nie forma przecież się liczy, lecz treść. Tzw. kraje kapitalistyczne, poprzez swój pragmatyzm są bliżej pełnej obfitości dóbr niż rewolucyjne systemy socjalistyczne. 70 lat systemu kartkowego w państwach marksistowskich jest tego najlepszym dowodem. Mimo to, zagorzali marksiści jeszcze teraz, po niezliczonej ilości klęsk gospodarczych, ubolewają, że "każdemu według potrzeb" nie jest żadną utopia, a tylko kapitalizm i imperializm stoi tej idei na przeszkodzie, że gdyby nie walka klas, już dzisiaj zwycięstwo komunizmu można by prawie ogłosić, bo przecież światowe możliwości produkcyjne są prawie już zdolne "każdemu wg potrzeb" dostarczyć – niestety imperializm kapitalistów niweczy takie możliwości. Bezczelne  i śmieszne te biadolenia pomijaj realne fakty, że to właśnie   demokratyczne stosunki produkcji dostarczają te góry masła i wszystko inne potrzebne do życia tzw. rewolucji. Jeszcze teraz śmią oni twierdzić, że idea rewolucji jest słuszna i dobra, tylko wykonanie złe, tzn. kapitalistom trzeba zabrać ich resztę bogactw i to na całym świecie, a wtedy planowy podział "każdemu wg potrzeb" od razu byłby możliwy. To nie Marks ani jego metoda są odpowiedzialne za wypaczenia i wiele błędów w budownictwie socjalistycznym, lecz nieprzestrzeganie dyrektyw tej metody i obiektywne trudności, połowiczne zwycięstwo, czyli istnienie otoczenia kapitalistycznego i przenikanie wpływów tego otoczenia. Nie genialna rewolucja marksowska jest odpowiedzialna za niepowodzenia, lecz wszyscy inni są winni, Reagan i Mao, Stalin i Tito, Trocki i doradcy radzieccy, imperializm amerykański i zachodnio-niemiecki, Hegel również jest winien, i Minc, Gomułka, Gierek, Chruszczow i Breżniew, konserwatyści, rewizjoniści, dogmatycy i sto innych jest winnych, tylko nie my, nie marksiści, nie Marks, Engels, Lenin, i nie my jesteśmy winni. Bóg jest również winien, a w ogóle to Boga nie ma, bo gdyby był, nie zsyłałby na ludzi  stale tyle nieszczęść.

Nie dzisiaj, tylko wczoraj i przedwczoraj były błędy. Dzisiaj, dzisiaj, ha, co jest dzisiaj nikt nie wie. Błędów w  każdym razie dzisiaj nigdy nie ma. Są reformy, które nic nie reformują, są błagania o pomoc, wezwania o nowe teorie, marksistowskie oczywiście, rewolucyjne, bo bez teorii nic u nich, materialistów, dziać się nie może. Ale nowej teorii nie widać, więc nic się nie dzieje i rewolucja w postaci tzw. "rewolucji kontrolowanej", czyli rewolucji mającej służyć rewolucji, rewolucji, której celem jest oszukanie wszystkich, wydobycie na powierzchnię wszelkich ukrytych wrogów, aby później łatwiej ich można było zniszczyć, rewolucja trwa dalej. Po to aby wszystko zostało po staremu, tzn. zgodnie nie z życiem, lecz z rewolucyjną świadomością proletariatu. Ta rewolucja kontrolowana jest oczywiście też wynikiem spekulacji ich boskiego rozumu. Ziemia osuwa im się z pod nóg, toną, więc brzytwy się chwytają. Tak, tak, brzytwy, bo te rewolucje kontrolowane muszą eskalować się coraz więcej i co z tego będzie, Bóg tylko jeden może wiedzieć. Bo oni jednocześnie grożą. Nic absolutnie nie robią, aby naprawiać tragiczną sytuację ludzkości, tzn. ani na krok nie ustępują, ubezwłasnowolnionemu rodzajowi ludzkiemu, ale z tyłu, zza głasnosti, pierestrojki, amnestii, demokratyzacji, zza rzekomych reform gospodarczych mających się udać, ale tylko pod warunkiem otrzymania olbrzymich nowych kredytów, z za kamuflażu tej całej rewolucji kontrolowanej, słychać ciche, ale twarde tony gróźb śmiertelnie rannego tyrana. Chory idealista do wszystkiego jest zdolny, ba, nawet może mieć przyjemność w zniszczeniu świata korzystając z pretekstu wyższej konieczności wyniszczenia bezsensownego wg nich ludzkiego instynktu posiadania, czyli pod pretekstem konieczności zniszczenia własności. Świat radykalnie zniszczony będzie od własności radykalnie uwolniony. Raz na zawsze.

Czy aby jednak na pewno? Czy jest to możliwe? Czy instynkt posiadania można z człowieka wyeliminować nawet poprzez najstraszniejsze metody i środki? Instynkt posiadania jest instynktem życia, zaczyna się od życia od posiadania życia. Własność wywodzi się z fizjologii. Życie jest jedną wielką własnością, a własność jest życiem. Najprymitywniejsze żywe organizmy i cała biologia szukają i zajmują tzw. "nisze" i gromadzą zapasy, czyli tworzą własności. Posiadanie zaczyna się od początku biologii, od urodzenia, od inicjacji życia. Każdy żywy organizm zaczynając życie zaczyna posiadać życie, zajmuje dla siebie miejsce - niszę biologiczną i ekologiczną, a w wypadku człowieka również niszę socjo-ekonomiczną. Każdy organizm mniej czy więcej rozwinięty, w zależności od tego swojego rozwinięcia, żyjąc posiada ściśle przez biologię, ekologię, a w wypadku człowieka i przez kulturę, określone granice i bariery swego rozwoju i posiadania. Te granice są zakreślone z obu stron, tzn. maksymalne i minimalne. Rozwój i ewolucja jest poszerzaniem tych granic posiadania. Rozwój i posiadanie jest ze sobą ściśle sprzężone i komplementarne. Każde sztuczne ograniczenie posiadania jest ograniczeniem rozwoju, a w tym wypadku, zniesienie posiadania środków produkcji jest sztucznym, fatalnym ograniczeniem możliwości rozwoju ludzi predestynowanych do produkcji i w ogóle wszystkich ludzi, których ostateczne wyniki pracy kulminowały się w takim czy innymi posiadaniu. Zniszczenie przez tzw. socjalizm setek tysięcy drobnych zakładów rzemieślniczych i przemysłowych w Polsce, które do dzisiaj, tzn. przez ostatnie 40 lat, rozwinęłyby się w głąb i wszerz, ugruntowałyby i umocniły się ekonomicznie i technologicznie i dzisiaj stanowiły by, można powiedzieć, potęgę gospodarczą, - to była głupota polityczna wyjątkowej miary. Wynikła oczywiście z idealistycznej myśli marksistowskiej - zniszczyć bazę, która tworzy inną niż nasza nadbudowę.

Posiadanie czegokolwiek daje człowiekowi jakąś satysfakcję, w jakiś sposób go uszczęśliwia, pozbawiając człowieka możliwości posiadania ogranicza się możliwości jego usatysfakcjonowania.

Dla zwykłego człowieka własność, stopień posiadania, jest stopniem jego wyzwolenia i jego panowania. Czym człowiek jest bogatszy, tym bardziej zabezpieczony, tym pewniejszy siebie, tym bardziej wyzwolony. Gromadzenie własności jest materialistyczną, fizyczną, a nie idealistyczną, intelektualną drogą do wolności, drogą do świadomości stoickiej, czyli do prawdziwej rewolucji duchowej Hegla. Zamiast wznosić się ponad siebie poprzez ćwiczenia boskiego rozumu, poprzez zmagania intelektu, bezczelny dorobkiewicz, głupi chłopek roztropek, opasły burżuj, czy wredny kamienicznik, włażą, na górę wyzwolenia poprzez gromadzenie własności, poprzez przyziemną specjalizację produkcji. Również wszyscy robotnicy poprzez pracę swoich rąk wytwarzają, i gromadzą swoją wolność, swoje panowanie, swoją własność. Tylko niesłychanie wąska grupa intelektualnych "proletariuszy" wyzwala się poprzez "wyzwalanie" innych. Ale to jest mrzonka. Bzdura. Wyzwolić się, osiągnąć wyższy stopień wtajemniczenia, obojętne czy drogą duchową, czy drogą fizyczną, czy poprzez twórczość intelektualną, czy twórczość mięśni, wyzwolić się można tylko samemu i tylko siebie samego. Zdobycie wyższej świadomości, czyli posługując się modnym słowem, świadomości rewolucyjnej, zdobycie wyzwolenia nie jest kwestią społeczną, lecz osobniczą. Życie jest twórczością. Każdy żywy osobnik coś tworzy. Twórczość jest własnością przynależną do każdego poszczególnego osobnika. Tę twórczość, tę własność, można i trzeba wszechstronnie, ale tak aby jej nie ograniczać, opodatkować na rzecz całego kosmosu, własność można i potrzeba permanentnie eksploatować. Ale niszczyć ją jest kompletnym bezsensem. Wywłaszczyć właścicieli można bardzo ławo, ale tylko raz i później wywłaszczonych trzeba utrzymywać, albo umrą z głodu, tak jak kułacy wielkoruscy i ukraińscy. A przedmiot wywłaszczenia ulegnie szybko dewastacji. Rosja i Ukraina płynąca kiedyś mlekiem i miodem, najobfitsze zagłębie zbożowe świata, od 50 Iat przymiera głodem, a winnych nie ma. Idea jest dobra, tylko wykonanie nieumiejętne, tak twierdzą twórcy ideologii. Wykonawcy nic nie twierdzą. Robią co muszą i po cichu śmieją się zapewne.

Ponieważ własność tworzy właścicieli, to w warunkach różnego rodzaju dewiacji, gdy normalnych, naturalnych, prawem usankcjonowanych właścicieli stosunki produkcji utworzyć nie mogą, tworzą się nieformalne stosunki własności. Nieformalni, ale faktyczni właściciele zawłaszczają efekty produkcji.

W krajach tzw. socjalistycznych i również w każdych innych, bardzo często spotyka się nieformalnych panów na uspołecznionych majątkach, dyrektorów i kierowników gospodarujących i zachowujących się jak na swoich folwarkach, sklepikarzy w państwowych sklepach handlujących państwowym towarem "spod lady", czyli na własny, mafijny rachunek. Nieformalne stosunki własności i panowania powstają na wszystkich szczeblach wytwarzania i obrotu, tak na szczeblach bardzo niskich, jak i na najwyższych. Udzielnych książąt można też spotkać w systemach rządzących się rewolucją. Mafia i czarny rynek kwitnie. Mimo braku podstaw prawnych nisze ekonomiczne stają się własnością specjalistów umiejących poradzić sobie w każdej sytuacji i czerpać z nich korzyści. Wiele różnych stanowisk pracy dają szczególne możliwości zarobkowania i tam gdzie to jest normalne i dozwolone, bywa tak, że właściciel produkcji zarabia na niej dużo mniej, niż sprzedawca, czy przedstawiciel, natomiast tam, gdzie oficjalne zarobkowanie dużych pieniędzy jest niedozwolone, tworzy się zawsze mafia i nieformalne stosunki własności. Przeróżne formy korupcji pomiędzy przedsiębiorstwami państwowymi są na to dowodami.

Stosunki własności są pochodną, nie tylko stosunków produkcji, ale również stosunków prawno politycznych i jeśli te ostatnie uniemożliwiają legalne posiadanie własności, wytwarzają się nieformalne stosunki własności wynikające z produkcji i obrotu, sprzeczne z nadbudową prawno polityczną, uniemożliwiające intensywny rozwój produkcji, uniemożliwiające korzystne dla społeczeństwa i obywatela inwestowanie posiadanych środków, ale jako tako zaspakajające potrzeby. Jak szacowano oficjalnie w Zw.Radz. w roku 1987 gdy wprowadzano w życie uchwaloną, właśnie ustawę o indywidualnej działalności zarobkowej, funkcjonowało tam wtedy 16 milionów "cichych" wytwórców i usługowców (Jerzy Redlich - Wybuch Kontrolowany KAW, str. 94) nie licząc oczywiście niezliczonej masy producentów bimbru, który pędzony jest tam podobno powszechnie.

Z faktu powstawania nieformalnych stosunków własności wynikałoby, że zniesienie własności prywatnej środków produkcji, a więc wg marksistów źródeł konfliktów społecznych, jest w rzeczywistości niemożliwe, czyli również zniesienie "klas uprzywilejowanych posiadaniem" jest nierealne.