Od kilkudziesięciu lat, od czasu wejścia na drogę wyścigu
zbrojeń atomowych i budowy rakiet międzykontynentalnych ludzkość stanęła w
obliczu zagrożenia, jakiego nigdy nie stworzyła i nie znała - totalnej zagłady
i samozniszczenia. Ostatnio jednak zagrożenie to wrosło w świadomość ludzi, tak
zwyczajnych obywateli jak i decydentów politycznych. O ile przedtem wyścig
zbrojeń jądrowych miał na celu uzyskanie przewagi militarnej jednego z państw i
w związku z tym oparty był na optymizmie, że właśnie to państwo zwycięży i
zapanuje nad światem, to teraz optymizm ten stał się w pełni nieuzasadniony,
nielogiczny. Uznano wreszcie za oczywistość, że w globalnym konflikcie zbrojnym
nikt nie może zwyciężyć, bowiem każda z walczących stron dążąc do pokonania
drugiej - swojego przeciwnika - może w obliczu nieuchronnej przegranej
zniszczyć się sama, a tym samym i przeciwnika i resztę ludzkości. Nareszcie
stało się oczywistym, że pomimo przeciwstawnych interesów, celów, form i
sposobów istnienia różnych systemów i ustrojów społecznych, należy realizować
jeden wspólny interes i cel nadrzędny stojący ponad tym, co dzieli i różnicuje
ludzi oraz systemy społeczne. Jest nim po prostu zabezpieczenie swej
egzystencji, przetrwanie gatunku. Jest to zgodne z podstawową potrzebą
człowieka: potrzebą bezpieczeństwa. Przetrwanie i bezpieczeństwo,
zabezpieczenie swego bytu, możliwe jest tylko na gruncie współistnienia i
współpracy Jednakże wpierw należy zrozumieć się, aby porozumieć się i
współtworzyć, współkształtować swój własny byt i los, warunki istnienia. Trzeba
żyć samemu i pozwolić żyć innym. A zatem, potrzebna jest tolerancja.
W
dotychczasowej historii doktryn politycznych, teorii-strategii, występowała
tendencja do podziału, do tworzenia nieraz sztucznie sprzeczności i do
zaostrzania ich, antagonizacji. Trzeba było maksymalnie skłócić i
przeciwstawić, aby wywołać konflikt czy rewolucję i ewentualnie liczyć na
zwycięstwo. Kiedy chciało się podbić jakieś państwo i zapanować nad nim,
ustanowić panowanie jednej grupy społecznej czy klasy nad innymi, każdy
pretekst był dobry do wywołania wojny czy rewolucji. Dziś można powiedzieć, że
był to okres prehistorii doktryn politycznych i strategicznych, a prawdziwa ich
historia zaczyna się od uświadomienia sobie konieczności współistnienia,
tolerancji, równowagi i pokoju. W związku z tym zadaniem nauk politycznych jest
opracowanie teorii, które wskazywałyby, jak żyć w warunkach równowagi,
tolerancji, zrozumienia i pokoju. Opracowanie takich teorii wymaga niewątpliwie
więcej wysiłku intelektualnego oraz przezwyciężenia starych paradygmatów,
wywodzących się z tradycji, religii, ideologii itp.
Książka Pana Jerzego Kowalczyka
wychodzi niejako naprzeciw tym właśnie wymogom chwili. "TEORIA
NIEANTAGONISTYCZNEGO ROZWOJU" - to właśnie idea, która - w moim
przekonaniu - powinna w najbliższej przyszłości opanować umysły ludzi, tych
zwyczajnych, "prostych" i luminarzy nauki i kultury, podwładnych i
przełożonych, przeciętnych obywateli i elity władzy, polityków, socjologów,
ekonomistów i filozofów. Książka pisana jest z pozycji zwykłego obywatela,
nie-specjalisty, dlatego komunikatywnie i ekspresyjnie, z pewnością stronniczo,
przez człowieka będącego absolutnie przekonanym o potrzebie i słuszności swej
idei. Te idee ROZWOJU NIEANTAGONISTYCZNEGO wywodzi on z samej istoty bytu,
niejako z praw natury. To nie on, człowiek wymyślił sobie i narzuca idee
rozwoju bez sprzeczności światu, przyrodzie, społeczeństwu, ale czerpie je z
obserwacji świata i zadumy nad jego istotą. "Życie to uczucia"
stwierdza i z żarliwością serca wywodzi zdroworozsądkowe argumentacje, nie
zawsze odpowiadające wymogom metodologii naukowej, ale też nie jest to dzieło
naukowe, lecz ideologiczne i filozoficzne.
Autor odrzuca w zasadzie wszelkie
konwencje filozoficzne, jak również paradygmaty. Próbuje wznieść się ponad
tradycyjne podziały na materialistów i idealistów. Nie uznaje w ogóle tego
podziału, gdyż nie widzi możliwości osiągnięcia ideałów przez człowieka.
Materializm traktuje jako ideał, jako coś nieosiągalnego, bo na dnie każdego
światopoglądu czy stanowiska filozoficznego - także materialistycznego, leży
WIARA. Do tak rozumianego materializmu można jedynie
przybliżać się, tak samo jak do prawdy absolutnej, w miarę
tego jak przybliżamy się do życia. Staje się to możliwe wówczas tylko, gdy
spełni się zarazem trzy człony jakby heglowskiej triady: INTERES, ETYKĘ i
LOGIKĘ, które tworzą jedność i muszą być uwzględniane łącznie, bo inaczej nie
są sobą.
Koncepcja rozwoju
nieantagonistycznego, która wg autora już obecnie i zawsze istnieje w
rzeczywistości, wznosi się również ponad przeciwstawne ideologie i religie,
ponad ustroje społeczne ("nie ma w rzeczywistości kapitalizmu ani
socjalizmu"), oraz ponad wszelkie podziały klasowe. Jest JEDNA LUDZKOŚĆ I
JEDNA IDEA, której na imię LOGIKA, lub RÓWNOWAGA, to jest idea przetrwania
oparta na prawach natury.
Występują tu oczywiście
przejaskrawienia, nazbyt zaangażowana i ostra krytyka antagonistycznych teorii
rozwoju, przede wszystkim marksistowskiej, z pozycji subiektywno-osobistych
przekonań i ocen, nierzadko obiegowych, z którymi często naukowiec nie może się
zgodzić. Cenna jednak jest inicjatywa Autora realizującego potrzebę opracowania
NIEANTAGONISTYCZNEJ TEORII ROZWOJU SPOŁECZNEGO oraz konieczność WYSIŁKU PRACY
na rzecz znoszenia podziałów społecznych i zapewnienia rozwoju w warunkach
równowagi.
Rewolucja jako sposób zniesienia
sprzeczności, w klasycznym jej rozumieniu, chyba już przeżyła się.
Czytelnik sam osądzi, czy i w jakim
zakresie Autor ma rację, czy udało mu się wznieść ponad wymienione podziały i
urzeczywistnić swój zamysł w postaci przedstawienia pewnej logicznie spójnej
koncepcji rozwoju nieantagonistycznego oraz uzasadnienia konieczności jego
istnienia.
Wiesław
Sztumski