Rozdział I

BYT

1.1. Metodologia TNR.

TNR stara się korzystać ze wszystkich możliwych do dyspozycji dróg poznania rzeczywistości, stara się poznać sposoby istnienia bytów i niebytu, aby następnie dotrzeć do ich istoty. Metodologiczną zasadą badań jest zgodność trzech metod poznania: zmysłowego, rozumowego i intuicyjnego.

Zamierzeniem moim jest oczywiście wykroczenie poza subiektywizm poznawczy i docieranie do obiektywnego stanu rzeczy, a następnie dokonanie jego opisu za pomocą adekwatnego, ale jak najbardziej naturalnego i potocznego języka. Zakres moich badań odbiega znacznie od standardów współczesnych nauk empirycznych, które ograniczają swoje twierdzenia do sposobów istnienia rzeczy, czyli do zdarzeń (faktów), nie mówiąc nic o istocie rzeczy. Nauki te opierają się na „doświadczeniu”, które rzekomo nie uprawnia do orzekania o jakichkolwiek substancjach, podmiotach, przedmiotach, bytach, a jedynie o ich przejawach – sposobach istnienia.

Dla TNR proces, zdarzenie, stosunek, jest dowodem tak zmysłowym, jak i rozumowym, istnienia tego czegoś, co jest przedmiotem tego procesu czy zdarzenia i daje możliwości jego poznawania. Tak rozum jak i zmysły działając wspólnie, widząc, czując, używając i podziwiając istniejący świat, mają możność i muszą rozpoznawać nie tylko sposoby istnienia (zdarzenia), ale i przedmioty tych sposobów istnienia.

Wszystkie opisy TNR są tylko materiałem do tworzenia abstrakcyjnych modeli rzeczywistości (bytu, niebytu i ich obrzeży), które powinny służyć teoretycznemu wyjaśnianiu zaobserwowanych faktów i wyprowadzaniu wniosków. Zakres ontologii zajmującej się całością zjawisk mający na celu odkrywanie podstaw dynamicznego bytu i jego bycia musi być z natury rzeczy tak szeroki, że wysiłki jednego człowieka muszą okazać się niewystarczające nawet do zapoczątkowania takich badań. Trzeba tu mieć stale na uwadze transcendencję (przekraczanie) pełni, gdyż akty poznawcze i świadomość nigdy nie są w stanie objąć wszystkich własności i złożoności bytu i niebytu i ich różnych sposobów bycia. I nie chodzi tu tylko o sprowadzenie tego, co złożone do tego, co proste, lecz o zastępowanie złożoności niezrozumiałej dla ludzkiego rozumu, złożonością coraz bardziej zrozumiałą – doprowadzanie do zrozumienia złożoności formy i złożoności treści (jednocześnie mając na uwadze założenie TNR, że forma nigdy nie odpowiada swej treści, czy raczej odwrotnie, treść nigdy nie odpowiada formie).

Chodzi mi więc o badanie rzeczywistego obrazu świata, nie gardząc jednak abstrakcją, ani żadnym innym narzędziem poznania, danymi nauki, rozumem, intuicją, zmysłami, przeczuciem i czuciem, wyobraźnią, nastrojami i starając się korzystać ze wszystkich innych możliwych dróg dochodzenia do PRAWDY o rzeczywistości.

Wykorzystanie istniejących systemów klasyfikacji bytów jest dla TNR nie do przyjęcia, gdyż systematyzacja nie wynika z uwzględnienia cech przedmiotów klasyfikowanych i jest dowolnie przeprowadzonym pogrupowaniem dokonanym przez twórców systemów. Natomiast klasyfikacja TNR jest obiektywna i niezależna od twórcy systemu, a klasyfikowany obiekt pt. „przeciwieństwo” (pamiętajmy cały czas, że przeciwieństwo NIE jest bytem, jest elementem treści bytu) ma definicyjnie określoną cechę: przeciwieństwo jest siłą przeciwstawną do innej siły. Jest to bardzo prosta metoda, niezależna od jej twórcy i innych badaczy, czyli „obiektywna”: przeciwieństwo wskazuje, bo konstytuuje drugie przeciwieństwo. To, że ktoś ma trudności w wyróżnianiu i znajdywaniu tych obiektów materialnych i niematerialnych, tych sił sobie przeciwstawnych, to jest jego osobista sprawa. I oczywiście nasza wspólna, bo jeśli fizyka w swoich badaniach mikrocząsteczek doszła podobno do znalezienia cząsteczki „niematerialnej”, a charakteryzującej się tylko „napięciem” – to znaczy, że identyfikacja, a co za tym idzie, klasyfikacja, wyróżnianie sił i ich przeciwieństw NIE JEST zadaniem prostym i łatwym. Ciągle zdobywana nowa wiedza o mikrokosmosie zmusza do akceptacji istnienia nie tylko bytu i niebytu, ale i ich obrzeży, czyli materii niezrównoważonej. Metoda TNR jest prosta, ale wykonanie jej w szczegółach i praktyczne zastosowanie do klasyfikacji konkretnych obiektów to już inna sprawa.

Dla TNR ISTNIENIE może być ZROZUMIANE. Ponieważ prawa rządzące światem są „z tego świata” więc też są możliwe do poznania przy pomocy rozumu. Nie jest tu potrzebna żadna wiara i poza-racjonalny sposób poznania. Istnienie nie jest żadną „tajemnicą”, do rozpoznania której konieczna jest wiara. Idąc za przykładem Ockhama twierdzę, że co innego jest przedmiotem wiedzy opartej na wierze, co innego opartej na doświadczeniu i rozumie i nie powinniśmy tych przedmiotów mieszać ze sobą, bo mieszając je fałszujemy tak rozum, jak i wiarę. Ale ta podatność istnienia na zrozumienie nie oznacza przecież żadnej idealistycznej wtórności „istnienia” wobec myśli, jak jest to w teorii Parmenidesa i w wielu innych obecnych do dnia dzisiejszego teoriach, np. u ks. Prof. Józefa Tischnera. Zdaniem TNR istnienie jest całkowicie niezależne od próżności i pychy człowieka, tzn. od wszelkiego rodzaju prób uzależnienia świata od myśli i percepcji człowieka, i to ono, ISTNIENIE i „prawo istnienia”  narzuca przyrodzie wszystkie dalsze jej prawidłowości.

Ujawniając brak konieczności Aktu Stworzenia, TNR oddziela ostatecznie w świadomości człowieka obszar WIARY od obszaru rozumowania i doświadczania bytu i niebytu. Dedukcyjnie i indukcyjnie, korzystając oczywiście ze swoich przeżyć, intuicji i pomysłów dochodzę do całkowicie oryginalnych wizji rzeczywistości. Wiarę i niewiarę (czyli wiarę w różne inne substytuty) lokujemy w całkowicie innej sferze świadomości, a więc nie zgadzamy się z „kołem” Ricoeura: „Trzeba rozumieć, by wierzyć, ale też wierzyć, by rozumieć.” Moim zdaniem, nie trzeba rozumieć by wierzyć, ani wierzyć by rozumieć, bo, jak przypominał święty Tomasz z Aquinu, tak wiara, jak i rozum od Boga pochodzi.

Zdaniem TNR 2x2 jest 4 i do tej decyzji nie jest potrzebna taka czy inna wiara. Natomiast swej wiary w Boga nikt nie potrzebuje podpierać „dowodami” rozumu. Dążenie do oddzielania wiary od rozumu jest nie tylko uprawnione, ale nawet konieczne przy poszukiwaniu prawdy o świecie, a szukanie dowodów logicznych i naukowych istnienia Boga jest pozbawione sensu, albowiem Bóg udowodniony przestaje być Bogiem i zostaje jedną z „rzeczy”, podmiotem i przedmiotem.

Nieoddzielanie wiary i rozumu w refleksji filozoficznej i naukowej jest moim zdaniem fałszowaniem tak wiary jak i rozumu. Człowiek wierzący w Boga i Jego interwencje ma prawo wierzyć, że świat powstał i on sam żyje na skutek Aktu Stworzenia i interwencji Boga i, według mnie, nie kłóci się to wcale z jednocześnie rozumowo i doświadczalnie wywodzoną materialistyczną teorią bytu i niebytu.

Wiara oraz rozum i doświadczenie, to dwa obszary świadomości człowieka, absolutnie się nie wykluczające, ani sprzeczne ze sobą,

pod warunkiem, że są prawdziwe tzn. uczciwe. A nasza uczciwość nakazuje twierdzić, że przyczyną sprawczą siły nie jest Bóg, lecz jest nierównowaga układu sił, a „pierwszą przyczyną” była jakaś prozaiczna asymetria sił w niebycie, tak jak przyczyną każdej innej zmiany jest symetria naruszona. A dalej, z sił powstałych z tej asymetrii, samoczynnie i ewolucyjnie, poprzez swoje atrybuty nieantagonistycznego sposobu bycia, rozwinęło się wiele innych właściwości i prawidłowości emergencji (rozwoju) bytu i w konsekwencji „oddolnie”, ewolucyjnie, powstał cudownie wspaniały i niesłychanie skomplikowany, a więc piękny Wszechświat, którego jesteśmy współuczestnikami i współtwórcami, my, tak jak i każdy inny byt.


1.2. Krytyka klasycznych definicji bytu.

Definicja bytu w filozofii klasycznej brzmi: bytem jest to, co istnieje w jakikolwiek sposób. Według Platona byt jest tym, co stanowi jakąkolwiek całość. Według Arystotelesa byt stanowi to, co jest określoną treścią, a zdaniem św. Tomasza bytem jest to, co realnie istnieje[1].

Wg TNR, wszystkie wymienione definicje bytu nie rozstrzygając o istocie bytu nie są definicjami pełnymi i uprawnionymi, są niedookreślone. Definicja aby umożliwiać rozpoznanie swego przedmiotu powinna wyraźnie odróżniać jakiś przedmiot od innego przedmiotu. Przytoczone definicje tego nie czynią, szczególnie definicja klasyczna bezpośrednio zapożyczona z teorii bytu Parmenidesa: „to, co istnieje w jakikolwiek sposób”. Definicja ta jako różnicę gatunkową wskazuje „istnienie”, a przecież istnienie jest cechą wszystkiego co realne, a więc nie rozróżnia. Wszelkie rozróżnienie powinno być określone w esencji przedmiotu, a nie w jego egzystencji, a tymczasem esencja (istotna cecha), wyrażona słówkiem „to”, zostaje w tej definicji zniwelowana z egzystencją: „co istnieje w jakikolwiek sposób”. Mamy więc do czynienia z całkowitą nie-odróżnialnością esencji i egzystencji.

Wyżej wymienione definicje eliminują z obszaru istniejącej rzeczywistości nie tylko niebyt (wg TNR nicość, pustkę, próżnię, wieczne teraz, BEZRUCH), ale wszelkie stany bytowe „w drodze” do aktu (np. w TNR „materia niezrównoważona” – cząstka i antycząstka, a również „przeciwieństwo” jako człon relacji). Definicja klasyczna i definicja Arystotelesa jest sprzeczna, moim zdaniem, z arystotelesowską teorią „czystej możności” i „materii prima”, które są przecież „określoną treścią”, ale nie są jeszcze bytem, lecz są w drodze do aktu bytu. Definicja: „to, co istnieje w jakikolwiek sposób” zawiera jeszcze jedną sprzeczność: esencję („to”), czyli „sposób istnienia” przenosi w egzystencję (w istnienie). „To” co tworzy istotę bytu i akt bytu, czyli zdobywa istnienie, definicja ta przenosi do egzystencji, czyniąc obie te kategorie nieodróżnialnymi.

Według TNR najważniejszą wadą tej definicji bytu jest to, że definiując byt przez odwołanie się do pojęcia istnienia (czyli do „operatora”, do „kwantyfikatora egzystencjalnego”), czyni swój przedmiot niezrozumiałym bo nie odróżnialnym od swego przeciwieństwa. Definicja, moim zdaniem, powinna być sumą co najmniej dwóch elementów charakterystyki przedmiotu. Błędem jest oparcie definicji tylko na jednym elemencie – „istnieniu”.

„Przeciwieństwo” jest w TNR terminem pierwotnym, którego znaczenie jest oczywiste i powinno być bezsporne. A więc w zasadzie nie musi być dowodzone, bo dowodu nie wymaga. Definicja bytu w filozofii klasycznej: „to, co istnieje w jakikolwiek sposób” zrównując rzeczy różne i nie posiadające wspólnej treści, unieważnia pierwotność wyrazu „przeciwieństwo”, czyli jego oczywiste i bezsporne znaczenie. Na gruncie TNR ta rzekomo klasyczna definicja bytu jest więc oczywiście błędna, nie opiera się na analogiach (rzekoma analogia „istnienia” jest pozorna i niesprawdzalna), nie sprowadza terminu złożonego i niezrozumiałego do pojęcia prostszego i bardziej zrozumiałego i absolutnie nie wyjaśnia czym jest byt.

Definicja powinna być wyjaśnieniem, a wyjaśnienie polega bowiem na redukcji stwierdzenia bardziej szczegółowego z bardziej ogólnego. To co złożone i niezrozumiałe, definicja powinna, moim zdaniem, sprowadzać do tego co prostsze i bardziej zrozumiałe. Definicja bytu: „to, co istnieje w jakikolwiek sposób” nic nie wyjaśnia, a odwrotnie, zaciemnia zrozumienie czym jest byt. Sposoby istnienia, czyli właściwości, umożliwiają rozróżnienie definiowanych treści, a określenie istnienia (które jest przygodną właściwością, przypadłością niesamodzielną bytowo, a więc predykatem drugiego stopnia, a więc

tylko kwantyfikatorem egzystencjalnym i operatorem), jako jedyną cechą, czyni byt pojęciem nie zrozumiałym i nie odróżnialnym od cokolwiek innego, a przede wszystkim od swego przeciwieństwa. Przeciwieństwem bytu jest niebyt i chociaż istnieje realnie w rzeczywistości, nie jest bytem, bo jest przeciwieństwem bytu.

Aby klasyczna definicja bytu była możliwa, musi istnieć coś, od czego byt jest odróżniany, wskazywać wyższy poziom, rodzaj i różnicę gatunkową. Różnicą gatunkową może być tylko PRZECIWIEŃSTWO bytu, NIEBYT. Tymczasem niebyt uznaje się za nie istniejący. TNR proponuje definicję bytu, która określając jego istotne cechy odróżnia byt od tego co nim nie jest. Definicja ta opiera się na pojęciu bardziej ogólnym niż pojęcie bytu, tj. na pojęciu „rzeczywistości”.


1.3. Definicja bytu w TNR

Filozofia wprowadza wiele rozróżnień dotyczących samej kategorii bytu, np. „byt realny”, czy „jakikolwiek byt pomyślany” – TNR ujmuje sprawę uniwersalnie i rozumie byt w znaczeniu realnym i potocznym, budując ontologię materialistyczną i dualistyczną, odrzucając teorię Jedni Parmenidesa, koncepcję Idei Platona, kategorię JEDNOŚCI postulowaną przez wielu filozofów (między innymi Hegla i jego uczniów), koncepcję „jedności przeciwieństw” Marksizmu, nie sięgając Bytu ABSOLUTNEGO, ani koncepcji BOGA.

TNR używa zamiennie słów „byt” i „materia”, bo opisuje byt materialny, a więc definicja bytu jest dla mnie równoznaczna z definicją materii. Dla TNR byt i niebyt istnieją realnie i konkretnie. Posiadają obiektywny status, tzn. istnieją nie tylko o tyle o ile są spostrzegane – TNR nie zgadza się z Berkeley’em, że być to tyle, co być spostrzeganym. Według TNR istnienie bytu i niebytu nie jest konstytuowane przez zmysły i świadomość człowieka. Twierdzę, że świat jest ZAPEŁNIONY BYTAMI i polami ich oddziaływań, jest pełen niespostrzegalnych bytów, niezależnych całkowicie od zmysłów, rozumu i myśli człowieka i jest pełen niedostrzegalnego i niedostrzeganego niebytu, oraz materii niezrównoważonej.


Podstawowa definicja bytu TNR brzmi:


BYTEM jest „COŚ”, rzecz, określona treść, całość, która realnie istnieje, a jej układem cech konstytutywnych (istotą) jest równowaga względna przeciwieństw (sił o zmiennej złożoności), która to istota umożliwia akt tego bytu, czyli egzystencję.


Struktura równowagi względnej przeciwieństw zapewnia STABILNOŚĆ bytu (materii), ale jednocześnie powoduje, że byt istnieje tylko w sensie akcydentalnym, bo jest w ustawicznej zmianie i zależności, ponieważ jest przedmiotem procesu stawania i rozkładania się. Substratem (istotą) każdego bytu materialnego są przeciwieństwa czyli przeciwstawne, ale warunkujące się i uzupełniające siły. Są to opozycyjne treści (różnice rzeczowe) trwające w stanie równowagi względnej. Konkretny akt istnienia bytu jest jego egzystencją. Równowaga względna przeciwieństw jest treścią i realnością, cechuje istotę bytu, również jego bycie (ruch przeciwieństw). SUBSTRAT bytu, „siły” występują zawsze parami. Siła jest substancją bytu i przedmiotem ruchu, zmiany i procesu.[2]

Istota (substrat) i istnienie (egzystencja) są w TNR, cechami, właściwościami bytu, własnościami przygodnymi, bo możliwe jest ich zaistnienie lub nie-zaistnienie, zależnymi (superwentnymi) od siebie. „Istota” jest właściwie skrótem myślowym od „istotnej cechy”, a istnienie (egzystencja), jest symboliczną nazwą danego stadium rozwoju bytu, przygodną właściwością, przypadłością niesamodzielną bytowo, a więc predykatem drugiego stopnia, a więc tylko kwantyfikatorem egzystencjalnym i operatorem.

ISTOTNĄ własnością bytu (istotą) jest równowaga względna jej elementów, układem cech konstytutywnych, czyli istota (esencja) i egzystencja są elementami bytu i wyznaczają treść i strukturę, czyli NATURĘ rzeczy. W istocie, w ESENCJI (niezbadanej złożoności podłoża) bytu, czyli w przeciwstawnych siłach leży jego zdolność do egzystencji i RÓWNIEŻ jego zdolność do NIEBYTU – zdolność do bycia i zdolność do niebytu wzajemnie się umożliwiające i uzupełniające. Równowaga (względna) esencji bytu czyli zdolność do bycia i zdolność do niebytu (czyli niezdolność do bycia), jest cechą wewnętrznej natury bytu i wynika tylko z wewnętrznych przyczyn konstytuujących, lub unicestwiających byt. ISTOTA BYTU jest źródłem stawania się i aktu zaistnienia bytu.

Bytem nazywamy stan równowagi względnej przeciwieństw stanowiących jego istotne własności, urzeczywistniające się w konkretnym akcie istnienia czyli egzystencji. Asymetria równowagi względnej (poprzez proces, zdarzenie) tworzy „istotę” (układ istotnych cech”) bytu i zapewnia mu RUCH, a więc realną egzystencję. Byt stanowi materialną, aktywną siłę przeciwstawną do idealnej (ale również realnej), biernej siły niebytu.

Byt jako przeciwieństwo, przestaje być bytem, staje się członem relacji.

Myślę, że takie jak wyżej określenie bytu TNR jest zgodne z ontologią Arystotelesa i św. Tomasza. Zasadnicza niezgodność ujawni się w dalszych badaniach dotyczących natury przeciwieństw, które u klasyków filozofii są ANTAGONISTYCZNE tzn. negujące drugie przeciwieństwo (zaprzeczające mu i powodujące jego zniesienie), a w ontologii TNR są NIEANTAGONISTYCZNE, a więc nie negujące i nie zagrażające drugiemu przeciwieństwu, a odwrotnie, uzupełniające i współpracujące. Nieantagonistyczne przeciwieństwa uzupełniają się, tworząc zrównoważoną CAŁOŚĆ, dzięki czemu konstytuują istotne cechy i następnie akt bytu. Niezgodności ujawnią się również w sposobie pojmowania struktur i właściwości bytu i przede wszystkim w negowaniu przez europejską myśl i całą tradycję filozoficzną koncepcji istnienia niebytu absolutnego, co spotyka się z zaciętym sprzeciwem TNR.


1.4. Klasyczna definicja bytu wg TNR.

Klasyczna definicja to definicja podająca rodzaj do którego należy definiowany gatunek oraz różnicę gatunkową, która jest cechą szczególną danego gatunku.

Aby klasyczna definicja bytu była możliwa, musi istnieć coś, co stanowi rodzaj dla bytu, oraz coś od czego byt jest odróżniany różnicą gatunkową. Pojęciem rodzajowym dla pojęcia bytu jest w TNR pojęcie „rzeczywistości”. Różnicą gatunkową oddzielającą byt od jego rodzaju i przeciwieństwa jest w TNR pojęcie „równowagi względnej”.

Klasyczna definicja bytu wg TNR brzmi zatem:

Bytem jest układ (zbioru przeciwieństw – rzeczywistości) w stanie równowagi względnej.

TNR proponuje zatem definicję bytu, która określając jego istotne cechy odróżnia byt od tego co nim nie jest. Tym czymś, czym nie jest byt, jest w pierwszym rzędzie jego przeciwieństwo, niebyt. Dotychczas przywykło się przyjmować, że niebyt nie istnieje. Tymczasem istnienie niebytu jest warunkiem możliwości sformułowania klasycznej definicji bytu.

Klasyczna definicja niebytu zdaniem TNR brzmi:

Niebytem jest układ (przeciwieństw – rzeczywistości) w stanie równowagi idealnej.[3]

Sama rzeczywistość to wszystko co istnieje i wszystko CO NIE ISTNIEJE, ale ma jakiekolwiek znaczenie (np. przeszłość, przyszłość, przedmioty abstrakcyjne, wartości, sposoby bycia itp. ). Rzeczywistość jest wg TNR najwyższym (rodzajem) poziomem jestestw i wobec tego nie poddaje się definicji klasycznej. Takie określenie rzeczywistości nie koliduje z definicjami klasycznymi bytu i niebytu. Rzeczywistość jest CAŁOŚCIĄ wszelkich jestestw i ich stanów. Jest Wszechświatem, zawierającym:

byt-w-ogóle (sumę wszystkich istniejących bytów, skończonym zbiorem wszystkich zbiorów, przy czym „zbiór, to każda wielość, mogąca być pomyślana jako jedność” – wg. Cantora), oraz

nieskończony, idealny (w znaczeniu „doskonały”, a nie „abstrakcyjny”), fizycznie istniejący de facto, obiektywny niebyt (a więc nie tak, jak u Platona) i

materię niezrównoważoną i wszystkie inne możliwe, niezidentyfikowane, ale realnie istniejące jestestwa, oraz ich wartości, czyli sposoby bycia, integralnie z jestestwami związane.

Zbiór bytów jest w zasadzie zbiorem przeciwieństw, gdyż każdy byt jest przeciwieństwem w zbiorze, w bycie wyższego poziomu.

„Rzeczywistość” jest CAŁOŚCIĄ i SUMĄ wszystkiego, ale może być również jakąś wydzieloną z tej całości częścią, np. rzeczywistość mego pokoju, twojej kasy, rzeczywistość wojny w Iraku, czy rzeczywistość slumsów nowojorskich.

Istota i egzystencja rzeczywistości „składa” się z niebytu, bytu i ich obrzeży, czyli materii niezrównoważonej pozostającej „w drodze” do bytu lub niebytu, a więc do rzeczywistości zaliczamy również różne rozkłady gęstości prawdopodobieństwa i możliwości, które obowiązują nie tylko w mikro, ale i w makro świecie. Tradycyjna definicja bytu: „to, co istnieje w jakikolwiek sposób”, moim zdaniem, jest rozumiana jako zbiór nieskończony i pretenduje do definicji „rzeczywistości”, ale eliminuje z obszaru istniejącej rzeczywistości nie tylko rzekomo nieistniejący niebyt (wg TNR nicość, pustkę, próżnię, wieczne teraz, BEZRUCH), ale wszelkie stany bytowe „w drodze” do aktu (np. w TNR „materia niezrównoważona” – cząstka i antycząstka, a również „przeciwieństwo” jako człon relacji).

Niebyt jest absolutnym ideałem, przeciwieństwem bytu, naturą jego jest nieskończoność we wszelkich wymiarach, pustka, próżnia, bezruch, wieczne teraz, prostota, struktura jedności wynikająca z idealnie zrównoważonych elementów, czyli jej elementy są wymienne, zwrotne, mają taką samą zdolność zastępstwa, jak czas i przestrzeń w obowiązujących teoriach „czasoprzestrzeni”.

Istotną własnością bytu natomiast jest równowaga względna przeciwieństw, czyli przeciwstawnych sił nigdy sobie nie równych i dlatego wzajemnie zmuszających się do ruchu, do zmiany. Siły te w fazie rozwoju są z zasady nieantagonistyczne. Sposobem istnienia niebytu jest bezruch. Sposobem istnienia bytu jest ciągły proces (zmiana) zachodzący w istocie bytu na skutek równowagi względnej przeciwieństw, czyli na skutek nierównowagi poszukującej równowagi. Sposoby istnienia zarówno niebytu, jak i bytu wynikają z POWINNOŚCI tych jestestw i są KONIECZNOŚCIĄ każdego, danego obiektu, są integralnie ze swymi przedmiotami związane i wobec tego NIE ISTNIEJĄ jako samoistne byty.

Istnieje JEDEN niebyt i wielość bytów, każdy określony na swój sposób, który jest integralnie związany z koniecznymi powinnościami tego jestestwa i tylko jego. Sposób bycia konkretnego bytu jest jego atrybutem, absolutną koniecznością, nieodłączną cechą każdego z istniejących realnie bytów, a więc NIE istnieje samoistnie. Atrybutywny charakter sposobu bycia wynika z samej natury jestestwa. Proces, zdarzenie, relacje przeciwieństw dzieją się tylko w ramach jestestwa danego bytu, czyli nie jest możliwy jakikolwiek sposób bycia bez tego co istnieje, bez bytu, lub materii niezrównoważonej będącej w drodze do aktu bytu. Nie istnieje stawanie się bez tego co się staje. Nie istnieje proces bez przedmiotu, który temu procesowi ulega. Sposób bycia jest dowodem istnienia bytu, niebytu, lub materii niezrównoważonej.

Materia niezrównoważona, to materia dopiero na skraju bytu i do niego dążąca, na OBRZEŻU bytu i niebytu. Takim przykładem materii niezrównoważonej jest np. cząstka w polaryzującej próżni narażona na spotkanie antycząstki i anihilację. Takim przykładem jest również jedno z przeciwieństw, jeszcze lub już istniejące, ale nie znajdujące się w równowadze z drugim przeciwieństwem i jeszcze nie tworzące istoty bytu.


1.5. Nieantagonizm bytu.

Powiedziałem, że esencją bytu jest para przeciwieństw, dwie przeciwstawne, ale nieantagonistyczne, uzupełniające i warunkujące się siły, ustanawiające między sobą właśnie tę istotę bytu, czyli równowagę względną. Wewnątrz tych przeciwieństw w czasie rozwoju i pomiędzy tymi zbiorami, obowiązuje Z ZASADY nieantagonistyczny sposób bycia, czyli relacja. Stosunek ten nie zagraża negacją i zniszczeniem drugiemu przeciwieństwu. W fazie rozwoju bytu obowiązuje nieantagonistyczny sposób bycia, ale faza rozkładu i nieuporządkowania charakteryzuje się negacją czyli antagonistycznym sposobem bycia. A więc zasadą generalną bycia przeciwieństw i bytu w okresie rozwoju jest NIEANTAGONIZM i ewolucyjne przystosowywanie się bytu do środowiska i ROZWÓJ jego złożoności. Natomiast po osiągnięciu punktu kulminacyjnego rozwoju rozpoczyna się nieuporządkowanie (entropia) i rozkład złożoności zbiorów przeciwieństw i bytów, czyli postępująca negacja ich elementów i w ostatecznym rezultacie ich ginięcie, czyli powrót do niebytu.

Relacja nieantagonizmu i antagonizmu, czyli stosunek koniecznego sposobu bycia integralnie związanego z danym jestestwem dotyczy bezpośrednio bytów-jako-takich. Nieantagonizm i antagonizm są integralnymi właściwościami sposobu bycia bytów. Byt i niebyt nie wchodzą w relacje z własnymi sposobami, czyli z powinnościami swego bycia. Nieantagonizm i antagonizm są biegunami sposobu bycia przeciwieństw istotnych cech bytu, są skrajnymi przejawami tych stosunków i nie ma ich tam, gdzie nie ma bycia. Antagonizm i nieantagonizm nie są siłami, są sposobami zachowania się sił przeciwieństw i różnią się jakością i wielkością zmiany spowodowanej działaniem tych sił – nieantagonizm powoduje mniejszą lub większą zmianę utrzymującą jednak równowagę względną, a co za tym idzie istotę bytu przy byciu. Antagonizm jest zatratą siły, czyli negacją, powoduje rozkład przeciwieństwa i bytu. Istnieje więc między nimi, bezwzględna granica. Dlatego nie jest możliwa jakaś relacja-hybryda, w rodzaju „nieantagonistycznego antagonizmu” (ewolucyjnej rewolucji), czy odwrotnie.

Zasadą w czasie rozwoju bytu i PRZYCZYNĄ ROZWOJU bytu jest nieantagonizm. Dzieje się tak, gdyż różnica potencjałów sił musi w typowych sytuacjach pozostawać niewielka. Naturą siły jest konieczność obecności oporu (wzrostu drugiej siły) i korelacji, jeśli więc istnienie układu przeciwieństw wynika ze sposobu wzajemnego powiązania sił (siła tworzy drugą siłę), to zbyt duża różnica potencjałów powodowałaby rozpad układu. Dopóki układ istnieje, wzrost potencjałów jednej z sił powoduje reakcję drugiej siły i zmniejszenie różnicy ich potencjałów. Dopóki układ istnieje, istnieje, gdyż dynamika akcji i reakcji niweluje różnicę potencjałów. Gdy zmiana następuje nieantagonistycznie (ewolucyjnie) byt i środowisko dostosowują się wzajemnie do siebie, gdy zmiana jest antagonistyczna, środowisko dostosowuje się do zaistniałej negacji bytu.

Wszelkie jestestwo, (materia niezrównoważona, przeciwieństwo, byt, materia = siła, energia) powstaje w sposób ewolucyjny z różnicy potencjałów materialnego bytu, przy biernym udziale idealnego niebytu. Z siły tej różnicy powstaje ewolucyjnie nowa cząstka i rozpoczyna się continuum rozwoju jestestwa. Z materii niezrównoważonej jaką są przeciwieństwa bez przeciwieństwa, po znalezieniu lub utworzeniu przeciwieństwa, powstaje układ dwóch przeciwieństw, powstaje istota bytu (równowaga względna) i akt bytu, a następnie rozwój jego złożoności. Gdy równowaga względna załamuje się, byt rozkłada się i entropia w ostatecznej fazie jest powrotem bytu materialnego i cząstki do niebytu. Początkiem i krańcem continuum jest niebyt. Początek (powstawanie) i rozwój jest zawsze efektem nieantagonizmu, a zejście jestestwa z powrotem w niebyt jest efektem nie-uporządkowania, rozkładu bytu, czyli negacji, antagonizmu. Ale jeśli założymy, że:

Wszechświat (rzeczywistość) jest względnie zrównoważoną całością,

antagonizm lokalną nierównowagą załamującą równowagę względną,

lokalna nierównowaga ma znaczenie dla zachowania równowagi całości,

obiektywnym obrazem rzeczy jest obraz całości Wszechświata,

to wynika z tego, że lokalna nierównowaga jest fragmentem totalnej równowagi, czyli że, obiektywnie antagonizm nie jest istotnym czynnikiem i ma pozytywne znaczenie w obrębie całości.


1.6. Tożsamość bytu.

Przeciwieństwa w równowadze względnej, określają treść bytu, czyli konstytuują go, ustanawiając jego względną TOŻSAMOŚĆ. Tożsamość bytu, wynikająca z jego istoty (z elementów przeciwstawnych sił i różnic ustanawiających równowagę) i egzystencji, jest TOŻSAMOŚCIĄ, względną, ale konkretną i niepowtarzalną. Albowiem, jeśli stosunek elementów bytu ulega zmianie naruszającej ich równowagę względną, to następuje, na skutek tej zmiany, rozkład bytu, czyli zanik tej tożsamości lub powstaje inny byt i inna tożsamość względna.

TOŻSAMOŚĆ bezwzględna bytu, czyli jego identyczność samego ze sobą, byłaby nie do pogodzenia z jego byciem (procesem, zdarzeniem), dlatego TNR przyjmuje, że byt konkretny jest, ale tylko w sensie akcydentalnym, bo jest w procesie stawania i rozkładania się.

Zdrowy rozsądek poprzez swoje narzędzia jakimi są nauka i rozum, wymaga od nas szukania, tworzenia, chwytania się STAŁYCH przedmiotów fizycznych, rzeczy, zjawisk i pojęć. Chcemy wiedzieć co jest co i czego się „trzymać”. Po prostu szukamy bezpieczeństwa. Tymczasem okazuje się, że nasz rozum często nie trzyma się rzeczywistości, stawia sobie za cel Jednię Parmenidesa, byt całkowicie identyczny ze sobą, a tymczasem wszystko dzieje się w czasie i przestrzeni, wszystko zmienia się w procesie stawania się.

Rozum dąży do identyfikacji, do tożsamości. Zasada determinizmu przyczynowego i prawa logiki, są zasadami porządkowania, identyfikowania stosunków, zdarzeń, rzeczy, przedmiotów, podmiotów, racji, czy pojęć, czyli są zasadami mającymi na celu ustalanie bezwzględnej tożsamości. Próby racjonalizacji rzeczywistości to poszukiwanie świata wiecznie niezmiennego. A tymczasem wszystko zmienia się w procesie stawania się. A więc intelekt i wszystko co z niego wynika: nauka, sztuka, rozum, idea, każda myśl indukcyjna i dedukcyjna, wszystko to przepojone jest fałszywą ontologią i metafizyką opartą o teorię bytu Parmenidesa.

Nie znaczy to, że wszelka metafizyka jest fałszywa. Pozytywistyczne i wszystkie późniejsze próby degradacji i oddzielania ontologii i metafizyki od nauki i od innych wysiłków człowieka dążących do wyjaśniania rzeczywistości są całkowicie nieuprawnione. Fakt, że rozum dąży do porządkowania i tożsamości, i nie potrafi uporać się z czasem, przestrzenią i zmianą, czyli byciem i życiem, nie znaczy, że metafizyka oddająca sprawiedliwość byciu bytu jest niemożliwa[4].

W idei tożsamości, czyli całkowitej identyczności bytu z samym sobą tkwi sprzeczność nie do pokonania, bo byt całkowicie tożsamy ze sobą byłby bytem bez ruchu, bez bycia, co równałoby się idealnej równowadze bytu i jego egzystencji, co sprowadzało by byt do niebytu. Jeśli więc mamy oddać sprawiedliwość realnej egzystencji bytu to jego bycie nie może być pojmowane jako statyczne. A więc tożsamość bytu, czyli jego identyczność ze sobą, musi być uznana za nieosiągalną, idealną formę, stanowiącą kres bycia bytu. Równowaga idealna to stan bytu, w którym istniejące siły (przeciwieństwa) idealnie wzajemnie się znoszą, a więc nie powodują ruchu. Równowaga doskonała to bezruch, czyli niebyt. Dlatego to zasada określająca naturę bytu ma charakter relatywny, bo zależy od jego sposobu bycia. A tożsamość bytu przybiera postać tezy: „każdy byt jest tym, czym jest”.

Każdy byt „żyje” błyskawicznymi zdarzeniami, kwantami swej energii (siły), zmienia się ustawicznie, bo po każdym interwale, czyli przerwie pomiędzy zdarzeniami, jest inny, czyli nie jest tym samym bytem. Byt „wdziera” się w niebyt, każdy interwał kwantu jest spotkaniem bytu z niebytem, jest „interwałem niebytu”. Można powiedzieć, że świat ciągle „rodzi się na nowo”. Metafizycznie sprawę ujmując i stosując transcendencję, AKT STWORZENIA TRWA[5].

BYT to względnie zrównoważona całość danej realności, posiadająca treść zdeterminowaną (przez dążenie do równowagi), nienumeryczną (względną) tożsamość i swoje, względne, płynne GRANICE. Byt jest wewnętrznie nie-tożsamy, zależny od układu przeciwieństw. Treść bytu „składa” się z relacji (stosunku i różnicy przeciwstawnych sił), ale będąc zrównoważoną całością i treścią, nie jest RELACJĄ – jest bytem i względną tożsamością.

Byt jest skończony. GRANICE konkretnego bytu i jego pole, są względne, ale istnieją i dowodzą jego skończoności, są odgraniczeniem od i ujawnianiem jakiegoś bycia innych, sąsiednich bytów i NIEBYTU. Mało tego, TNR twierdzi, że niebyt umożliwia i implikuje byt i czyni go AUTENTYCZNYM (prawdziwym, rzeczywistym, nie pozornym). Tylko dzięki niebytowi egzystuje REALNY, obiektywny byt. Byt jest tylko wobec niebytu, gdyby nie było niebytu, nie było by bytu.

Istnienie bytu jest istnieniem względnym i czasowym, ale mimo faktu niezgodności jego treści z idealną formą, nie jest to istnienie pozorne. Byt istnieje REALNIE, tak jak i niebyt. Zjawisko niezgodności treści bytu z formą jest właśnie przyczyną jego istnienia, bo przyczyną umożliwiającą ciągłe, ewolucyjne ZMIANY, bycie (rozwój złożoności i rozkład), a więc realność bytu. RUCH i ZMIANA urealnia byt, a tym samym i niebyt. Gdyby treść bytu była idealna z formą, czyli gdyby równowaga przeciwieństw istoty (tego stadium) bytu nie była względna, lecz idealna, nie byłoby zmiany (ruchu), a więc nie byłoby bytu, a tylko bezruch, czyli niebyt. Istnienie bytu określone jako równowaga względna w zbiorze wszystkich przeciwieństw danego bytu jest WZGLĘDNE, jest procesem, nieustanną zmianą, ale nie wynika z tego, że jest POZORNE. Stany równowagi względnej danego bytu i niebytu nie są pozorne, odwrotnie, są jak najbardziej konkretne, realne i tworzą rzeczywistość. Przyczyną zmienności i nietrwałości bytu jest względność równowagi zmuszającej do zmiany. Niebyt wyznaczając granice bytowi, poza którymi byt przestaje być bytem, jest przyczyną tego co trwałe w bycie, a więc jest przyczyną istnienia realnego bytu.

Każdy byt jest konkretny i unikalny, jednostkowy, różny od każdego innego, nie ma bytów identycznych, każdy jest niepowtarzalnym egzemplarzem, każdorazowo i zawsze jest tylko tym-oto bytem istniejącym tu i teraz. Esencja oraz czas i przestrzeń determinują indywidualizację i niepowtarzalność bytu. Jeśli nawet różnica między bytami nie wynika z różnicy w układach przeciwieństw, czyli z dynamiki esencji i egzystencji tych bytów, to różnica miejsca i czasu (np. atomów tych samych pierwiastków) z konieczności sprawiają, że takie same rzeczy stają się odmienne. Związek bytu z czasem i przestrzenią jest absolutny, prawdopodobnie stanowi sprzężenie tych czynników, powoduje jednak każdorazowo unikalność bytu, czyni, że byt jest zawsze i z konieczności TYM-OTO bytem, a nie innym.

Jeśli więc istotą bytu według TNR jest równowaga względna przeciwieństw, która to równowaga jak i przeciwieństwa z natury rzeczy są w ciągłej zmianie, to znaczy, że nasz byt nie zawiera niezmienniczej substancji materialnej, a istotą rzeczy jest równowaga względna przeciwieństw dążąca do idealnej formy. Materia, charakteryzowana jako przeciwstawne siły, pozostaje na drugim planie, jest tworzywem podporządkowanym wymogowi zachowania równowagi, czyli istotnych właściwości bytu w dążeniu do formy. Istota bytu, treść, dąży do formy, lecz nigdy jej nie osiąga, gdyż przeciwieństwa, z których się składa, nigdy nie są równe, dlatego, że nie są równe, są przeciwieństwami. FORMA jest idealną (doskonałą) FUNKCJĄ wirtualną wypływającą z niebytu, coś w rodzaju platońskiej IDEI lub Locke’a procesu abstrakcji, ale ponieważ jest to IDEA można powiedzieć przyciągająca, bo forma podąża za funkcją, jest dla TNR konkretna (a nie tylko pomyślana, wyabstrahowana), tak samo jak konkretny jest byt do niej zdążający.

Zgadzając się z Arystotelesem twierdzę, że ta DOSKONAŁA forma jest wzorem i wyznacza akt bytu i również jego dalsze działanie i cel. Ale idealna forma nigdy nie jest zgodna z NIEDOSKONAŁĄ, materialną treścią. Niezmienniczym „substratem” (podstawą, podłożem własności: bezruchu, wieczności, nieskończoności) naszej rzeczywistości nie jest materia, lecz niebyt. Nie znaczy to jednak, że jest to proste odwrócenie twierdzenia Parmenidesa: „byt jest, a niebytu nie ma” na „bytu nie ma, jest niebyt”, gdyż moim zdaniem, istnieje zarówno byt jak i niebyt. Materia, której substratem jest energia (siła), jest wtórna i zmienna, względna, ale JEST. Każdy byt ma swoje granice (względne), a niektóre byty, jak np. człowiek, mają elastyczne granice, a nawet, jak dowodzi amerykański psycholog Kurt Lewin w swojej teorii pola[6], mają więcej niż jedną granicę – gdy pierwsza granica zostaje pokonana przez obcą siłę („atakujący układ”), rdzeń bytu, jaźń człowieka, ma możliwości wycofania się za granicę drugą, a wg mnie, może i trzecią i którąś tam z kolei.

Byt ma rdzeń istotnych cech i wielość swoich właściwości, przypadłości, strukturę, granicę, wewnętrzną organizację systemu, sposoby bycia i znajduje się w polu powiązanych ze sobą systemów innych bytów i ich równowagi. Struktura bytu jest zdeterminowana, podlega zależnościom przyczynowo-skutkowym, wywodzi się z konieczności – interakcje, sprzężenia i sprzężenia zwrotne, przyciąganie i odpychanie, to wszystko działa na strukturę i w samej strukturze bytu. Elementy nieuporządkowania też odgrywają dużą rolę. Byt działa na inne byty i środowisko (pole) wszystkich innych bytów, i odwrotnie, inne byty i ich środowisko, pole działają na byt. Granica bytu jest mniej, lub bardziej przenikalna i elastyczna, jej charakter uzależniony jest od sytuacji, ale GRANICA JEST. Byt o równowadze wewnętrznej egzystuje w środowisku o równowadze zewnętrznej we wzajemnej zależności względnej. Część bytów oprócz elastyczności granic może mieć więcej niż jedną granicę – gdy jedna zostaje np. przerwana, byt „kurczy się”, rdzeń (istota) bytu otacza się inną granicą.[7]

KAŻDY byt zmienia się ciągle – RUCH wewnątrz bytu trwa – a więc nie tyle trwanie bytu, co trwanie samego ruchu, EWOLUOWANIE, proces spontanicznego rozwijania się i eliminowania zbędnych czy zbyt słabych możności, PROCES STAWANIA SIĘ jest egzystencjalną i istotową właściwością bytu. I przemawia to za dynamiką egzystencji. Stawanie się jest ciągłą zmianą bycia dziejącego się w esencji, pociągającą za sobą zmianę egzystencji. Dowodziło by to, że egzystencja, tak jak i istota, jest również dynamiczna, ale tak nie jest, istnienie jest bierne, jest albo nie jest, jest warunkiem warunków, predykatem drugiego stopnia.

Równowaga przeciwstawnych sił w istocie bytu jest względna, napięcie wywołuje napięcie, trwa RUCH. W rezultacie, tego procesu nie jesteśmy w stanie zatrzymać, (również dlatego, że sami jesteśmy jego częścią), zastopować, czyli podać jego charakterystykę. Wyodrębnianie fragmentu rzeczywistości musi być zawsze ryzykowne i jest abstrakcyjne. Wszystko „płynie”, a części tego co płynie usiłujemy  zatrzymać i unieruchomić – w ten sposób tworzymy prawdopodobnie karykaturę tej rzeczywistości.[8] Mówił to już Heraklit: „Oczy i uszy źle świadczą człowiekowi, którego barbarzyńska dusza nie posiadła ich języka”[9]. ROZUM mówi co innego niż ZMYSŁY.

Moim zdaniem, Wszechświat, rzeczywistość, składa się z niebytu absolutnego (próżni absolutnej), obrzeży (próżni kosmicznej, polaryzującej), czyli niebytu wymieszanego z bytem i bytu, który jednak nie jest nigdy bytem absolutnym, bo jego wbudowaną częścią jest zawsze niebyt. Czyli TNR jest opisem świata całkowicie odmiennym od dotychczas istniejących, które twierdzą odwrotnie, a mianowicie, że „nic nie powstaje z niczego”, świat jest tylko i wyłącznie materią, bytem absolutnym, a niebytu absolutnego nie ma. W świecie filozofii i „nauki” obowiązuje nadal twierdzenie Kartezjusza, że „Próżnia nie istnieje i Wszechświat fizyczny jest rodzajem ogromnego zegara, w którym wszystkie siły mają charakter popchnięć.” Druga część tego twierdzenia jest zmodyfikowana teoriami mechaniki kwantowej i pola, oraz teoriami rozkładu gęstości prawdopodobieństwa, wolności i twórczości, a rzeczywistość traktuje się jako „sieć” wzajemnych powiązań i całość (co wcale nie oznacza, że w tej sieci i w tej całości uniwersalna zasada „każdej akcji towarzyszy reakcja” przestała obowiązywać), ale pierwsza część tego twierdzenia Kartezjusza, że „próżnia nie istnieje” w pełni obowiązuje nadal. TNR sprzeciwia się temu stanowi rzeczy i proponuje filozofii i naukom szczegółowym np. fizyce, nowy twardy rdzeń i paradygmat: NIEBYT, próżnia, nicość i równowaga bytu i niebytu, jako wzorzec i nowy model myślowy. Za proponowanym przeze mnie nowym paradygmatem nauki przemawia również teoria kwantu, ujawniająca nieciągłość energii (materii) i jej porcjowanie, czyli ujawniająca również interwał (przerwę pomiędzy porcjami) i stałą Plancka, porcję energii. Interwał jest moim zdaniem naukowym dowodem istnienia niebytu, bo jak dowodził Parmenides, każda nieciągłość bytu musi być niebytem.

Wszechświat jest nieskończony, ale nie tylko bytem jest zapełniony, lecz również i przede wszystkim niebytem absolutnym. Gdyby świat był tylko bytem nieskończonym, niebo powinno wyglądać jak jeden błyszczący jasnością ekran. Tymczasem my widzimy miliardy gwiazd, ale jednak widzimy poszczególne gwiazdy, a nie światło nieskończonej ilości gwiazd.


1.7. Powstanie bytu.

BYCIE bytu zależne jest od równowagi wewnętrznej i zewnętrznej, czyli byt jest ZALEŻNY, ma przyczyny, otrzymał istnienie (otrzymał istnienie od układu przeciwieństw, czyli od warunków i przyczyn pozwalających na powstanie tego bytu – Arystoteles nazywał tę kategorię: „postacią istotową”). Nie jest to byt ani „prosty” Parmenidesa, ani „idealny” Platona, nie można mojego rozumienia bytu utożsamiać z ich koncepcjami. Mój byt jest realny, zdeterminowany koniecznością zachowania równowagi względnej, byt od którego wywodzą się wszystkie inne jego idee.

BYT i jego BYCIE, czyli stawanie się, trwanie i przemijanie, są PROCESEM ciągłym – dzieją się w czasie i przestrzeni bez przerwy w jakimś jego POLU aktualnie doświadczanym. Byt i niebyt są przeciwieństwami. Między tymi przeciwieństwami jest zawsze różnica potencjałów i z tej różnicy sił powstaje napięcie i następnie jakieś nowe jestestwo (siła, energia, cząstka elementarna, materia niezrównoważona na obrzeżu bytu i niebytu).

Moim zdaniem byt powstaje następującym trybem:

NIEBYT (NICOŚĆ) jest kategorią materialistyczną, jest realną, materialną bezsiłą. Bierną siłę niebytu tworzy bezruch o temperaturze bezwzględnego zera, w wiecznym teraz idealnie zrównoważony z ciśnieniem nieskończonej pustki. Siły ciśnienia i temperatury są siłami materialnymi. Ponieważ niebyt jest nieskończonością, to w tej nieskończoności możliwe są nieskończenie mało prawdopodobne zdarzenia. W nieskończonym teraz i nieskończonej pustce, LOKALNIE, zawsze przypadkowo i bez przyczyny może się zdarzyć, nieskończenie mało prawdopodobne, minimalne odchylenie od tego idealnego zrównoważenia, czyli ASYMETRIA tych sił i rozpoczyna się kreacja NOWYCH sił materialnych, mających na celu wyrównanie tej asymetrii i w konsekwencji powstają cząstki elementarne, a następnie złożoności, przeciwieństwa i byty.

Innymi słowy: gdy idealne zrównoważenie niebytu (siły biernej, czyli BEZSIŁY) załamuje się i pomiędzy siłami powstaje różnica potencjałów, asymetria układu kreuje nową siłę aktywną. NAPIĘCIE wywołane informacją (o potrzebie), zmienia się w nową cząstkę elementarną i POTENCJĘ tej cząstki (możliwość, sposobność), potencja przechodzi w MOŻNOŚĆ (cząstka cały czas wspina się na drabinę złożoności), możność wzmaga się, aktualizuje, kulminuje, przeciwieństwo ostatecznie formułuje drugie przeciwieństwo, i powstaje istota i pełnoprawny AKT BYTU materialnego, całość, treść, realność, która „żyje”, rozwija swoją złożoność, ISTNIEJE, trwa.

Niebyt jest idealnie doskonałym zrównoważeniem materialnych przypadłości, zimna bezruchu i ciśnienia pustki. Ale przypadłości te nawet w idealnym zrównoważeniu oddziałują na siebie, zimno działa na ciśnienie, ciśnienie działa na zimno i w nieskończonej tej symetrii na zasadzie komplementarności przeciwieństw powstają załamania się tego zrównoważenia, a co za tym idzie powstaje ruch i  zmiana i w efekcie narodziny cząstek.

Taka moja wizja powstawania bytu z niebytu jest tylko wizją. Faktem jest, że byt istnieje i musiał powstać z niczego. Prędzej czy później człowiek wypracuje nie tylko filozoficzną wizję powstawania ruchu w bezruchu, lecz konkretną jego naukową procedurę.

Przyczyną sprawczą, powodującą zaistnienie nowej siły i w konsekwencji nowej rzeczy, ZASADĄ, od której byt realnie pochodzi, jest komplementarność przeciwieństw i powstająca z niej ASYMETRIA KAŻDEGO UKŁADU. Ta zasada asymetrii jako przyczyny powstawania nowych sił, nie wymaga PIERWSZEJ PRZYCZYNY, ani NIERUCHOMEGO PORUSZYCIELA, bo sama jest ostatecznym źródłem bytowych przemian.

Droga jaką powstaje byt z niebytu: losowe i lokalne naruszenie symetrii niebytu, powoduje asymetrię układu, co skutkuje narodzeniem się nowej siły, z której tworzy się nowa cząstka, a dalej informacja, napięcie, potencja (możliwość, sposobność), możność, aktualizacja i FORMA (ukształtowana przez funkcję), są to moim zdaniem, FAZY kreujące AKT bytu. Niebyt, nicość, pustka, bezruch, jest siłą idealnie zrównoważoną, ale LOKALNIE i losowo (bez jakiejkolwiek konkretnej przyczyny, ale na zasadzie „komplementarności przeciwieństw”) zdarzyła się raz asymetria układu, a następnie wiele razy, dopóki asymetria układu trwa, produkuje następne siły materialne. Każda siła kreuje przeciwstawną siłę. Niebyt i byt są przeciwstawnymi siłami o różnym potencjale. Z tej różnicy potencjałów rodzi się ewolucyjnie nowe, materialne jestestwo, materia niezrównoważona (jakaś cząstka). Idealnie zrównoważone siły niebytu, mają charakter wirtualny, czyli ujawniają się tylko skutkami, materialnymi EFEKTAMI najpierw w postaci materii niezrównoważonej i następnie po przebyciu wyżej opisanej drogi, w akcie bytu.

Ten opis tworzenia się bytu, pochodzi w dużym stopniu jeszcze od Arystotelesa i, o ile wiem, od tamtego czasu generalnie nie został zmieniony, dopiero teraz TNR próbuje go uzupełnić, uszczegółowić i ujawnić przyczynę sprawczą. Potencjalność, możność, aktualizacja, akt i forma, to określenia Arystotelesa. TNR dodaje tu tylko powiązanie z niebytem, materią niezrównoważoną (obrzeżem), „informację” i „napięcie” – co moim zdaniem zaliczać trzeba do arystotelejskiej „materii prima”, „czystej możności”, czyli do niebytu, którego z kolei Arystoteles za Parmenidesem i Platonem nie uznawał (czyli był niekonsekwentny). Informacja wynikająca z rozkładu gęstości prawdopodobieństwa i powodująca napięcie, potencjalność, możność, aktualizacja, FORMA, to przecież kategorie niematerialne. Dopiero AKT tworzący się z materii niezrównoważonej przebiegającej tą idealną drogę, inauguruje byt, dopiero wtedy byt staje się bytem. Czyli jego formowanie się jest dokonywane, jak tu widzimy, poprzez SIŁY NIEMATERIALNE, nie pozwalające się matematycznie czy fizycznie zidentyfikować. Informacja, napięcie, potencjalność, możność, forma i akt, są fazami „drogi” wyznaczanej przez siły idealne wyznaczane przez formę, za funkcją, czyli misją.

Fakt powstawania nowych cząstek wprost z niebytu jest uznawany przez współczesną fizykę:

„(…) W pewnym obszarze wiązki przecinają się i zawarte w nich cząstki mogą ze sobą oddziaływać. W rezultacie cząstki rozpraszają się: ulega zmianie stan ich ruchu i POWSTAJĄ  NOWE CZĄSTKI, które następnie rejestrowane są za pomocą detektorów; dokonuje się również pomiarów charakteryzujących je wielkości fizycznych”.

„Podkreślamy, że tworzące się cząstki nie wchodzą w skład cząstek początkowych, a  RODZĄ  się bezpośrednio w procesach ich zderzeń lub rozpadów.”

„(…) Obecnie jako podstawowe źródło cząstek wykorzystywane są akceleratory, które wytwarzają intensywne wiązki cząstek naładowanych o wysokich energiach. Przy oddziaływaniu pierwotnej wiązki z tarczą uzyskiwane są wiązki wtórne, wiązki trzeciego rzędu i dalsze, które zawierają nie występujące w przyrodzie cząstki elementarne i jądra atomowe.”

„Z punktu widzenia generacji nowych cząstek szczególnie wydajne są urządzenia z wiązkami przeciwbieżnymi (…)”

„Zastosowanie przeciwbieżnych (w języku TNR powiedzielibyśmy: przeciwstawnych przeciwieństw) wiązek elektronowo – pozytonowych stanowi jedną z najbardziej wydajnych metod generacji i badania nowych cząstek.”[10]

Steven Weinberg w swojej książki opisując procesy mikro pisze:

„Do przesunięcia energii daje wkład nie tylko proces emisji i reabsorpcji fotonów, ale również proces, w którym w próżni spontanicznie powstają pozytron, foton i drugi elektron, a następnie foton jest absorbowany podczas anihilacji pozytronu z oryginalnym elektronem”.[11]

Wszechświat jako całość obejmująca wszystko co jest, jest samoistny. Nie musiał mieć żadnej zewnętrznej przyczyny sprawczej, bo powstał od wewnątrz, jest sumą niebytu, bytu i materii niezrównoważonej w możności, z nieskończonym wachlarzem prawdopodobieństw, ale zawsze ograniczonym ramami przeciwieństwa. Niebyt jest wieczny, więc nie wymaga przyczyny. Na skutek jakiegoś lokalnego i losowego załamania się idealnej równowagi sił niebytu powstał w konsekwencji byt. Jak powstała pierwsza ASYMETRIA sił w niebycie, która spowodowała zaistnienie nowych sił i powstanie bytu? Jest to i będzie oczywiście pytaniem otwartym, ale w TNR pytaniem materialistycznym, a nie zależnym od wiary i rozumu, czyli dwóch obszarów świadomości człowieka. Jest to problem PIERWSZEJ PRZYCZYNY. Ale nie był to Pierwszy Poruszyciel Arystotelesa, Bóg też nie musiał nic stwarzać, albowiem jestem zdania, że NIE jest to problem BOGA, diabła, ani żadnego innego Absolutu, a tylko problem zwykłego zrozumienia KAŻDEJ PRZYCZYNY. Pierwsza przyczyna była taka sama, jakie mamy na porządku dziennym każdej inne przyczyny (a mianowicie komplementarność przeciwieństw). NIEBYT jako taki nie wymaga, moim zdaniem, Aktu Stworzenia, ani Boga. Niebyt musiał istnieć zawsze i będzie istnieć zawsze. Wieczność. Wieczne teraz. Bezruch i nieskończona pustka, przestrzeń, nie mająca żadnego „tła”, bo przestrzeń jest nieskończona. „Akt Stworzenia” mógłby dotyczyć BYTU jako takiego, ale nie niebytu, nicości. A z nicości, zdaniem TNR, powstaje „coś”.


1.8. Rozwój bytu.

Wg TNR należy wyraźnie odróżniać powstawanie bytu z niebytu, oraz ROZWÓJ już powstałego bytu, czyli rozbudowywanie się jego złożoności. Rozwój złożoności postępuje analogicznie do procesu początkowego powstawania bytu, ale dzieje się już „na bazie” materii już utworzonej. Tymczasem powstawanie jestestw (materii) dzieje się na obrzeżach bytu i niebytu, czyli w próżni polaryzującej, w próżni wymieszanej już w jakimś, mniejszym lub większym stopniu z materią.

Byt ma swoje BYCIE, które jest „życiem” i funkcjonowaniem. Pojawia się więc pytanie, czy zdołaliśmy go z tego nieustannego procesu stawania się wyodrębnić? Rzeczywistość staje się, jest w ciągłym RUCHU, tworzy byt i go rozkłada, czyli jeśli nawet słusznie i skutecznie wyodrębniamy mniejszy, czy większy fragment tej rzeczywistości, to jest to tylko fragment, zatrzymany, abstrakcyjnie wyrwany z ruchu i środowiska i w gruncie rzeczy niewiele o swej istocie nam mówiący, a o ruchu, powstawaniu i ginięciu, mówiący nam jeszcze mniej. Stąd potrzeba holistycznego (całościowego) ujęcia. To po pierwsze. Po drugie, byt jest bytem w ruchu – ma „życie” (oczywiście metaforycznie). „Życie” natomiast zawiera w sobie nie tylko mechanizmy i cele, przyczyny i skutki, ale i motywy i nowości oraz rozwój złożoności. Jest to PROCES. Uproszczone ujęcie mechanistyczne i teleologiczne na pewno nie wyjaśnia, ani fragmentarycznego bytu, ani procesu stawania się. Tym nie mniej założenia upraszczające są konieczne, bo opis wszystkich szczegółów jest na pewno zbyt skomplikowany i niewykrywalny. W każdym razie wynika z tego, że rzeczywistość jest ponad bytem (tworzy i rozkłada), czyli jest jestestwem zawierającym byt w równowadze względnej z niebytem.

RÓWNOWAGA istotnych cech bytu jest zawsze względna (asymetryczna) – utrzymuje się w jakimś stosunku do ŚRODKA, z jednej lub z drugiej strony „środka”, w bliższym lub dalszym dystansie od środka, NIGDY nie zatrzymując się w „środku”, tak jak i nigdy nie zatrzymując się w jakiejkolwiek innej pozycji, po prostu dlatego, że byt i jego treści charakteryzują się stanem DYNAMICZNYM, są w ustawicznym RUCHU. Krzywa równowagi układu przeciwieństw oscyluje w pobliżu środka, ale nie w środku. „Środek” jest ewentualnie przekraczany to w jedną to w drugą stronę, ale nigdy nie jest trwale osiągany. Z tego faktu dynamiki układu wynika wniosek, że zawsze jest jakaś „trzecia droga”, albo po jednej, albo po drugiej stronie, ale nigdy w środku. I tych „trzecich dróg” może być bardzo wiele.[12] Osiągnięcie przez przeciwieństwa i trwanie w „środku” układu przeciwieństw byłoby STANEM IDEALNEJ RÓWNOWAGI – zatrzymaniem ruchu – osiągnięciem JEDNOŚCI przeciwieństw, osiągnięciem punktu idealnego, czyli punktu „OMEGA” dla tego bytu. Skutkiem tego dany byt przestałby być tym oto bytem, bo stałby się bytem idealnym, czyli bezruchem, czyli niebytem. Wynik byłby ten sam, co przy antagonizmie przeciwieństw, czyli przy NEGACJI, czyli przy przekroczeniu granicy równowagi względnej – zniesieniu przeciwieństwa, co jest nielogiczne[13]

A więc obowiązuje zasada wyłączonego środka, do idealnej symetrii i zniesienia sił (przeciwieństw) w obszarze bytu nigdy nie dochodzi, bo przeciwieństwa nigdy nie są równe.

Fakt, że świat nieożywiony również reaguje, jest podstawą tezy TNR, że również ulega ewolucji i ciągłej kreacji. Naukowe twierdzenia o przypadkowości powstania przyrody ożywionej i człowieka, są sprzeczne z ontologią TNR, według której wszystko ma swoja rację, własną przyczynę, jest z konieczności.  „Wszystko co jest musi być”. I twierdzenia te nie są wcale sprzeczne, moim zdaniem, z kwantową teorią pola i prawdopodobieństwa, albowiem, gdy wszystkie możliwości i prawdopodobieństwa są wykorzystane, „wszystko co jest, musi być”. Ponieważ istotą bytu TNR jest stan wynikający z nierównowagi przeciwieństw, czyli znoszenia i uzupełniania się przeciwstawnych sił, te oddziaływania wzajemne mają charakter asymetryczny i dlatego generujący nowe siły. A więc wszelkie byty i jestestwa podlegają zasadzie wewnętrznej aktywności w interakcji z impulsami płynącymi z zewnątrz układu, czyli z bytu wyższego poziomu. Zewnętrzne przyczyny sprawcze działają jako siły napędowe procesów wewnętrznych, wyzwalają i umożliwiają wewnętrzną aktywność i w ten sposób powstaje oddziaływanie wzajemne jestestwa ze środowiskiem, czyli samoczynny ruch przyrody.

Gdy z wiecznego niebytu powstaje byt i następują wszelkie dalsze procesy, w których wyniku widzimy wspaniały, niesłychanie różnorodny i skomplikowany Wszechświat, staje się dla nas jasne, że ewolucyjne współdziałanie zewnętrznych i wewnętrznych przyczyn sprawczych jest poszukiwaniem symetrii, powrotem do idealnego zrównoważenia.

Staje się również jasne, że idea „determinowania zewnętrznego”, czyli arystotelesowska zasada, że „cokolwiek porusza się, poruszane jest przez coś innego” i twierdzenie tomistów, że „podmiot zmiany nie zmienia się, lecz jest zmieniany” nie odpowiadają obiektywnemu stanowi rzeczy, gdyż tzw. „przyczyna sprawcza zewnętrzna” wobec jednego poziomu bytu jest zawsze przyczyną wewnętrzną i oddziaływaniem wzajemnym w układzie bytu wyższego poziomu.

Z twierdzenia TNR mówiącego, iż równowaga względna przeciwieństw jest istotą bytu wynikają idee samoczynnego ruchu materii i samowystarczalności przyrody. Nieustanny proces przemian materialnego Wszechświata (sumy bytu i niebytu) jest ewolucyjnym współdziałaniem impulsów i warunków wewnętrznych takich czy innych jestestw na takich czy innych poziomach układów ich złożoności. Jeśli przyczyny mają swoje przyczyny uwarunkowane nieskończenie wieloma oddziaływaniami ze strony wewnętrznej aktywności innych konkretnych obiektów, jeśli wszystko zależne jest od wszystkiego, pomimo obowiązujących, ale elastycznych i uwarunkowanych granic, nieuchronną konsekwencją staje się, przynajmniej częściowe, uniezależnienie od otoczenia, czyli indeterminizm, samo-determinizm, spontaniczność, wolność, kwantowa teoria prawdopodobieństwa.

A więc w zasadzie w TNR, tak jak i w innych deterministycznych systemach ontologicznych nie ma miejsca na jakieś nadzwyczajne „nowości”, bo nowości są na każdym kroku, „nowości” są czymś zwyczajnym, a każda nowa asymetria każdego układu tworzy nową siłę, z której wobec obowiązywania zasady prawdopodobieństwa wszystko może się pojawić. Wszystko co się tworzy jest nowością.

Determinizm czyli zasada przyczynowego uwarunkowania wszelkich zjawisk przyrody i rozwoju bytu, jest strukturalnie związany ze swoim przeciwieństwem, indeterminizmem. Determinizm i indeterminizm nie wykluczają się, lecz przenikają i uzupełniają się wzajemnie, tak jak wszystkie inne przeciwieństwa w TNR. Zdaniem TNR wszystko jest zdeterminowane koniecznością szukania równowagi i dlatego świat „produkuje” same nowości, bo równowaga jest wtedy najłatwiej osiągalna. W ten sposób zdarzenia wcześniejsze nie wyznaczają ściśle zdarzeń późniejszych, czyli obowiązuje indeterminizm. TNR przyjmuje i formułuje prawa determinujące rozwój bytu, ale nie wynika z tego możliwość jednoznacznego przewidywania rodzaju skutków wywoływanych przez konkretne przyczyny. Nie znaczy to również, że „nie ma żadnych ogólnych praw, które określają kształt zdarzeń w naszym świecie.”

Determinizm jest terminem wieloznacznym, używanym w różnych ujęciach, a przede wszystkim określającym bieg zdarzeń przyczynowo lub celowościowo. Jest niby ograniczaniem i wyznaczaniem każdemu zdarzeniu jednoznacznej i koniecznej przyczyny, ale jak się ma takie prawo w praktyce i logice gdy, tak jak piszę: „tym nie-zmienniczym i wiecznym prawem przyrody jest równowaga względna przeciwieństw bytu i niebytu, czyli asymetria”? Co powiedzieć o takim determinizmie, który wyznacza różnorodność, ciągłe tworzenie „nowości” i zdarzeń, które nie mają przyczyn, lub mają je tak zagmatwane i tak wieloma warunkami wewnętrznymi i zewnętrznymi ograniczone, że w rezultacie determinuje indeterminizm? Indeterminizm nie jest „zaprzeczeniem powszechnych prawidłowości”, a tylko poglądem, że „niektóre zdarzenia nie mają przyczyn” i niektóre przyczyny nie pociągają za sobą skutków (co stwierdził już św. Tomasz). Jeśli świat jest zapełniony tak zróżnicowanymi bytami, że nie istnieją dwa jednakowe i jeśli powstają ciągle nowe i nowe byty i zdarzenia, no to przecież nie ma miejsca na „nowości”, bo są same nowości.

Uwarunkowanie przyczynowe i jego zaprzeczenie, czyli twierdzenie, że nie wszystkie zjawiska przyrody są uprzyczynowione warunkami, są kwestionowane totalnie przez twierdzenia niektórych filozofów, że świat i wszystko na tym świecie jest dziełem przypadku (czyli przez kazualizm).

TNR nie zgadza się jednak z przypadkowością świata, z przypadkowością prawidłowości i „nowości”. Jeśli wszystko jest przypadkiem i nowością, to nic nie jest przypadkiem ani nowością. Każdy, nie wiem jak „metafizyczny” przypadek, a więc i wszystkie tak zwane nowości, są zdaniem TNR wynikiem, być może nawet bardzo długich łańcuchów uwarunkowanych przyczyn (akcji) i skutków (reakcji). Każda, nawet radykalna zmiana, a więc i każde pojawienie się nowości, czyli nowej jakości, jest kombinacją rozmaitych sposobów stawania się, oczywiście uzależnionych od towarzyszących temu procesowi warunków. Zmiana, zdarzenie, proces, dają tylko takie skutki, jakie są możliwe w takich, a nie innych, warunkach, ale te warunki są za każdym razem inne. Przyczynę i skutek oddziela interwał czasowo przestrzenny, czyli niebyt. A więc kultywowane po dziś dzień, a zapoczątkowane przez Platona i Arystotelesa, utożsamianie przyczyny i skutku, ich równość, interpretowanie tej rzekomej równości jako synonimu prawidłowości przyrody i na tej podstawie formułowanie hipotezy, a właściwie w praktyce prawa naukowego o zachowaniu energii (materii), NIE znajduje potwierdzenia w świetle podstawowych faktów, a mianowicie, uzależnienia skutków od warunków, które są również w ciągłej zmianie i innych niezależnych ciągów przyczynowych.

Każdej akcji towarzyszy reakcja (a nawet dwie reakcje, wewnętrzna i zewnętrzna), a każda reakcja jest jednocześnie nową akcją, ale nigdy nie są one jednoczesne ani równe, tak jakościowo, jak i ilościowo, bo są uzależnione nie tylko od bezpośrednich przyczyn, ale i zmiennych warunków procesu. A więc „świat Newtona”, a szczególnie jego trzecia zasada siły reakcji, jak również wynikająca z niej zasada zachowania, nie są prawdziwe. Dodatkowo, kwantowa teoria prawdopodobieństwa obaliła już kilkadziesiąt lat temu te prawa, ale mimo to, są one nadal powszechnie kultywowane.

Ogólnie obowiązujące standardy naukowe, wedle których, nic nie powstało i nic nie powstaje ex nihilo, z niczego, która to zasada, jako tożsama z prawem zachowania, ma być rzekomo istotą determinizmu, zostaje zaprzeczona przez TNR.

Prawo przyczynowości obowiązuje, moim zdaniem, równie dobrze w świecie rozumianym jako skutek Wielkiego Wybuchu i podlegającym zasadzie zachowania, jak i w świecie TNR zaprzeczającym teorii Wielkiego Wybuchu i zasadzie zachowania, czyli powstającym i rozwijającym się jakościowo i ilościowo ewolucyjnie ex nihilo.

Wielki Wybuch rzekomo rozlał gorącą zupę kwarkową i od tamtej pory świat stygnie, obniża swą ogólną ciepłotę tworząc najogólniejsze sposoby zachodzenia zmian jakościowych, czyli powstawania tego co nowe w jakimś sektorze rzeczywistości, jak też powstawania całych nowych poziomów bytu. Teoria Wielkiego wybuchu tłumaczy rozwój świata, można powiedzieć, rewolucyjnie i „odgórnie”. TNR tłumaczy powstanie i rozwój Wszechświata ewolucyjnie i „oddolnie”. Dzięki asymetrii niebytu (bezruchu o temperaturze około -280°C) i bytu (w ruchu, a więc o wiele cieplejszego) powstaje ciągle nowa energia i materia i w miarę tej produkcji zdaniem TNR ogólna temperatura świata materialnego wzrasta i ten świat materii się rozszerza. Wzrost temperatury powoduje „ewolucję”. Ale nie dotyczy to niebytu, świata bezruchu, nieskończonej przestrzeni i wiecznego teraz, bo niebyt jest niewspółmierny i nie kompatybilny z bytem. Korona gwiazdy o temperaturze milionów stopni ani o włos nie rozgrzewa próżni znajdującej się dookoła tej gwiazdy. W obu opisach temperatura jest zasadniczym uwarunkowaniem przyczynowym formowania i tworzenia się nowych ilości i jakości materii. Zdaniem naukowych teorii

Wielkiego Wybuchu i wszelkich teorii pochodnych, suma energii i materii jest przez miliardy lat zachowana, przemianie ulegają tylko jakości. Zdaniem TNR świat materialny, ale nie Wszechświat, jest w ciągłym stanie wzrostu, czyli emergencji, tak w ilościowym, jak i w jakościowym sensie. Nauka i teoria wielkiego wybuchu nie tłumaczy jak doszło do nieskończonego zagęszczenia materii i tej rzekomej osobliwości Wielkiego Wybuchu i nie tłumaczy co było przed tym nieskończenie zagęszczonym punktem. Czyli teoria Wielkiego Wybuchu nic nie tłumaczy i wszystkie te najważniejsze fazy powstawania obecnego stanu rzeczy określa jako „osobliwości”, w których załamały się wszelkie prawa fizyki i nauki. Czyli to teoria Wielkiego Wybuchu, a nie TNR, pozbawiona jest cech naukowości, które to cechy wykluczają przecież wszelkie magiczne i cudowne zdarzenia[14].


1.9. Cel i sens bytu.

Byt nie jest „sam w sobie”, ani tylko „dla siebie”, jak twierdzą egzystencjaliści – każdy byt niewątpliwie ma swój cel w innych bytach, nie jest przypadkowy, ale nie jest również ostateczny, współpracuje (wchodzi w relacje) ze wszystkimi innymi bytami, czyli istnieje dla innych bytów i dla NIEBYTU (absolutnego). Wszystkie byty, tak jak i byty ludzkie pozostają ze sobą w ustawicznej relacji, dialogu i kontaktach, świat jest wypełniony stykającymi się ze sobą najprzeróżniejszymi bytami i niebytem.

Byt nie jest prosty, jednolity, nieprzejrzysty, niezróżnicowany, jak ustalali egzystencjaliści. Byt ma skomplikowaną strukturę złożoną z układu istotnych cech substancji (sił), na którą składają się przeciwieństwa, różnice, równowaga względna (symetria złamana), forma, akt, stawanie się (interakcja z niebytem), bycie, oraz z egzystencji. W całej strukturze bytu udział bierze też obecność i możliwość niebytu, bliskość NIEBYTU absolutnego. Teoria Sartre’a o „bycie w sobie”, „bycie dla siebie” i unicestwianiu bytu przez świadomość, jest całkowicie nieuprawniona, jest karykaturą bytu i nicości.

Twierdzenie Sartre’a i egzystencjalistów o wyprzedzaniu esencji (istoty) przez egzystencję jest niewątpliwie nieuprawnione. Św. Tomasz przedstawia tę kwestię odwrotnie i to z nim w tym wypadku TNR się zgadza. Coś aby być, najpierw musi zaistnieć, powstać, zorganizować się w to coś, co ma być i zawsze musi być czymś i jakieś. Esencja i AKT wyprzedza i nabywa egzystencję, tak jak funkcja (idea funkcji tej formy) wyprzedza formę. Bycie bytu zaczyna się z chwilą aktu. Równowaga względna bytu czyli esencja i jego akt, umożliwia dopiero jego egzystencję – istnienie. Tak więc istota wyprzedza egzystencję. Byt jest zdeterminowany. Ma własny cel i do jego osiągnięcia dąży.

Byt jest względnie czasowy i tylko we względnej teraźniejszości egzystuje, nie ma przeszłości, ani przyszłości. Realność bytu jest jego teraźniejszością. Tak, podlega stawaniu się, trwaniu i ewolucji, ale bycie jest procesem jednoczącym przeszłość (której już nie ma) z przyszłością (której jeszcze nie ma) w teraźniejszość. Zawsze istnieje tylko względna teraźniejszość – przeszłość już umarła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła. Byt jest, byt egzystuje, byt staje się byciem, ale tylko względnie, bo tylko w sensie akcydentalnym (w procesie). W obrębie rzeczywistości BYTU ABSOLUTNEGO NIE MA. Byt i jego bycie jest zawsze w teraźniejszości – nieuchronny pochód dziejów Hegla i Marksizmu to błędna konstrukcja myślowa.

TNR podkreśla wielką ważność elementów treści bytu jakimi są przeciwstawne siły, czyli PRZECIWIEŃSTWA tworzące równowagę (względną). Przeciwieństwa te są NIEantagonistyczne.

W zależności od złożoności i zróżnicowania elementów bytu, od różnic i wielkości przeciwstawnych sił, czyli od układu przeciwieństw i napięcia między nimi, powstaje „intensywność” i „wartość” tego bytu, a więc jego wewnętrzna „siła” i odporność, emanowana w kierunku środowiska (pola), czyli wszystkich innych bytów. Każdy byt „działa” na środowisko, tak jak środowisko działa na niego, co tworzy coraz większą złożoność wewnętrzną i zewnętrzną (heglowski wszechzwiązek zjawisk znajduje tu potwierdzenie).

Wszystko co jest, jest CUDEM! Dlaczego? Bo jest, a mogłoby nic nie być, gdyby obowiązywał inny system, np. antagonizm przeciwieństw. Weźmy na przykład człowieka. Prawdopodobieństwo życia konkretnego człowieka, tej oto osoby, było tak minimalne, że jego obecność w świecie trzeba nazwać cudem.

Patrzcie ile trudu musiał sobie zadać LOS, aby ten właśnie człowiek ożył i powstał? Jego ojciec musiał spotkać w miłości jego matkę i rodzice jego ojca i matki musieli poznać w miłości swoich rodziców, a i ci rodzice musieli spotkać się w miłosnym uścisku i tak dalej i tak dalej. I jest wreszcie miłosne, lub seksualne szczytowanie bezpośrednich rodziców tego człowieka, by wreszcie jeden z milionów plemników, ten właśnie konkretny plemnik, przodek tego właśnie konkretnego człowieka, zapłodnił jedno z kilku jaj matki, to właśnie jajo, z którego może ten konkretny człowiek powstać.

Gdyby w historii powstania tego człowieka zdarzyło się jakiekolwiek najmniejsze przesunięcie, ten oto konkretny człowiek by nie zaistniał, a ewentualnie zaistniałby inny człowiek. Prawdopodobieństwo istnienia każdego człowieka jest tak bardzo nikłe, że określić je można tylko mianem cudu.

Cudowne uzdrowienia, płaczące obrazy Matki Boskiej i wszystkie inne głośne cuda, nie dorównują w swej cudowności cudowi powstania każdego bytu, bo wszystkie inne byty, aby powstać muszą „przejść” tę samą tak mało prawdopodobną drogę jak powołanie do życia tej oto konkretnej osoby. Wszystko co istnieje jest tak mało prawdopodobne, że jest cudem. Wszystkie inne byty te cuda w swym byciu szanują, tylko człowiek jest mądrzejszy od losu, żadnych cudów nie widzi – materialistycznych cudów – niesłychanie znikomego prawdopodobieństwa powstania bytu, które jest tak małe, że musi być mianem cudu określane. Rzekomo świadomy człowiek tego nie pojmuje, nie docenia, nie szanuje i dlatego wygłasza twierdzenia, że istnienie nie ma sensu, że świat jest nierozumny, nie sprawiedliwy, że wszystko, to jeden wielki ABSURD.

ŚWIAT jest cudem nie tylko dlatego, że jest tak mało prawdopodobny, ale również dlatego, że ma SENS. Wszystko co jest, ma swoją MISJĘ do spełnienia. W mojej teorii tą misją jest osiągnięcie i utrzymywanie równowagi względnej przeciwieństw umożliwiające istnienie i rozwój. Czyli misją każdego bytu jest spełnianie „powinności bytu”. Oczywiście ten sens i misję trzeba umieć i chcieć dostrzegać. Jeden z moich korespondentów stwierdził, że nie wierzy w moralność roślin i kamieni. Z tego wynika, że nie widzi sensu w egzystencji świata. TNR wywodzi sens i moralność z powinności bytu. Moim zdaniem, moralność (czyli wierność swej misji) człowieka stoi pod większym znakiem zapytania, od moralności roślin i kamieni.

TNR z tytułu własnych założeń racji logicznych odrzuca te wszystkie ontologie obecne w filozofii europejskiej, które oparte są na prymacie świadomości i wiary, (również wiary w naukę). Każdy byt ma swoją misję do spełnienia, a więc byty mają swoje racje, by być w taki sposób, w jaki one być potrzebują i swe możliwości wykorzystują. FUNKCJA wyprzedza formę. Byt nie jest „sam w sobie”, ani dla człowieka. Świat jako system powiązanej ze sobą materii, antymaterii, ZDARZENIA, ruchu i ściśle z materią związanych sił z tej materii się wyodrębniających (lub odwrotnie, bo przecież w myśl wzoru Einsteina masa jest równoważna energii), oraz BEZRUCHU, pustki, próżni, nicości, czyli niebytu, nie pojawia się specjalnie dla człowieka i jego świadomości, lecz „żyje”, jest dla wszystkich innych bytów wzajemnie się przenikających i ten świat zapełniających, a więc i „dla siebie”. Człowiek jest tylko „puchem marnym”, bytem wątpliwej wartości moralnej w przeciwieństwie do wszystkich innych bytów materialnych, a przypisuje sobie wprost nadprzyrodzone przymioty i przywileje. Tak, tak, wszystkie byty, również zwykłe, materialne, w swej konkretnej postaci jak np. roślina, czy kamień, posiadają określone funkcje i spełniają powinności bytu, czyli posiadają wartości moralne i realizują je „lepiej” od człowieka (bo pozbawione są PYCHY). Powinności tkwią w bycie i wywodzą się z bytu, nie są nabyte, a to oznacza, że źródłem zasad moralnych człowieka nie jest ludzki rozum, świadomość i wola, lecz wrodzony instynkt, naturalna reakcja i powinności bytu, czyli tego bytu przekroczenie, jego transcendencja.

Ale oprócz cudu, z wyżej przedstawionego rozumowania trzeba wyciągnąć inny ważny wniosek, a mianowicie, że wszystko co jest, jest jednostkowe, niepowtarzalne, niewymienne, niezastępowalne przez inne byty, różne od każdego innego. Jest „TYM OTO BYTEM” w określonym czasie i określonym miejscu. Czas i miejsce determinuje JEDNOSTKOWOŚĆ bytu. Tylko jak się później przekonamy, ani konkretny czas, ani miejsce, nie istnieją w sensie absolutnym.

Jest BYT – byt konkretny, np. ŚWIAT, który ma naturę dwoistą: „składa” się z przeciwstawnych sił i „RÓŻNICY” między nimi, z ODMIENNOŚCI co najmniej dwóch (lub wielu) elementów, i z bardzo wielkiej ilości elementów (sił, opozycji), które w ostateczności sprowadzają się do dwóch przeciwstawnych sił tworzących RÓWNOWAGĘ (względną), i rozkładających się na dwa opozycyjne zbiory PRZECIWIEŃSTW. Aby BYĆ, czyli być w ruchu, byt konkretny musi dążyć do równowagi, być w równowadze względnej. Bez równowagi względnej dany byt musi przestać być, musi ulec rozkładowi – a więc są TO przeciwieństwa utrzymujące byt w równowadze i tym samym w istnieniu. Są one konieczne i jako stanowiące istotę bytu ulegają rozpadowi tylko wraz z rozkładem tego bytu. Przeciwieństwa muszą być nieantagonistyczne, bo zniesienie jednego z przeciwieństw niszczy cały układ i dany byt przestaje istnieć!

Powszechne dążenie do CELU, będące niezaspokojoną w pełni potrzebą, stanowi pośredni dowód istnienia tegoż celu. Ostatecznym interesem (celem) bytu materialnego jest niebyt.

Częściowo samoświadomy człowiek jest bytem i cząsteczką bytu ogólnego. Byt ma charakter dynamiczny a całość jego procesu rozwoju przerasta możliwości poznawcze człowieka. Człowiek jest też  bytem i wykroczenie człowieka poza byt jest nieosiągalne – a to jest podstawowym warunkiem pełnego poznania natury bytu. Ale byt-człowiek znajdujący się w równowadze względnej z niebytem ma wrodzony ROZUM, instynkt i wypływającą z niego wiarę i intuicję. Człowiek MUSI wierzyć i zawsze w coś wierzy, jeśli nie w DRZEWO, to w świętą KROWĘ, w „dobry samochód”, „złotego cielca”, zdrowy rozsądek, lub w swój rozum, w „naukę”, lub w BOGA. Człowiek wierzy w rozum, czyli nie tylko jest homo sapiens, człowiekiem myślącym, ale i homo credens. Cała jego wiedza i poznanie, opiera się na JEGO

rozumie, pomieszanym z taką lub inną wiarą. Dlatego postulat TNR oddzielania rozumu od wiary jest jak najbardziej tak dla wiary, jak i rozumu, korzystny, możliwy i wykonalny, bo można wierzyć jednocześnie i w rozum i w Boga.


1.10. Samoistność Bytu.

Cechą bytu jest samoistność. Samoistność bytu w TNR oznacza:

podmiotowość, substancjalność – dany byt jest ostatecznym podmiotem swego istnienia, posiada ze swej natury (z istoty, siły, substancji) istnienie samodzielne, ograniczony jest niebytem tylko o tyle, że jego istnienie jest skończone, ale odrębne,

1. wewnętrzną (immanentną) określoność bytu,

2. autonomię bytową.

Dwa podstawowe jestestwa Wszechświata (niebyt i byt) są bytowo samoistne i posiadają w/w cechy. Współistnienie bytu i niebytu i wzajemne uzależnienie korelacją przeciwieństw, nie przeczy ich samoistności.

Byt (coś) i niebyt (nicość) nie mogą nie istnieć, byt musi istnieć i niebyt musi istnieć. Komplementarność przeciwieństw sprawia, że oba te jestestwa muszą być i afirmują się wzajemnie. Fakt wtórnej zależności bytu, zależności po powstaniu od wielu różnych czynników, NIE przeczy samoistności jego powstawania, jego podmiotowości, wewnętrznej określoności i autonomii, a więc samoistności.

Autonomia bytu wyraża się w fakcie, iż, jest on zawsze jednostkowym „tym oto” tu i teraz nośnikiem własności, nie podlega on żadnym normom otrzymanym z zewnątrz, jest własnym prawodawcą i dostosowuje się do bycia innych bytów według własnych zasad, jest jestestwem równorzędnym z niebytem, nie otrzymuje swego istnienia od niebytu, ani od żadnej innej „wyższej instancji”, posiada sam w sobie fundament swego istnienia (asymetrię > siłę > energię > masę) i wobec tego jest od wewnątrz (immanentnie) określony.

Bycie bytu czyli jego proces (zdarzenie) jest zależne od wielu innych bytów, ale byt-jako-taki, jego substancja (czyli to, ze względu na co przedmiot jest tym, czym jest) i jego powstanie są niezależne. Tak jak powstanie, tak i zejście bytu, fakt rozkładu bytu, nie są zależne od niebytu, lecz od wewnętrznej określoności bytu. Rozkład bytu, jego zejście (śmierć), jest jego granicą, bo jest przejściem do niebytu, ale nie niebyt to zejście wyznacza, lecz wewnętrzna określoność bytu. „Granice bytu” to są granice bytu istniejącego. Bycie bytu jest „skończone”, byt wraca do niebytu, ale nie na skutek działania i interwału niebytu. Interwał niebytu jest bierny i potrzebny tylko dla „życia” bytu. To nie interwał niebytu, lecz przeciwstawne siły w równowadze względnej bytu albo rozwijają jego złożoność, albo się rozkładają i od określoności wewnętrznej i warunków bezpośrednio zewnętrznych, czyli od bytów bezpośrednio wyższych i niższych poziomów, zależy jego rozwój, albo rozkład.

Byt-jako-taki (siła, substancja) powstaje z samoistnego niebytu, powstaje z niczego, z nicości, a więc jego powstawanie w swej podmiotowości, wewnętrznej określoności i autonomii bytowej jest samoistne. Byt nabywa samodzielne, odrębne istnienie, jest podmiotem samego siebie, czyli podmiotem swego istnienia, jest swoją własną istotą i substancją. TNR musi zwrócić tu uwagę, że nie akceptuje interpretacji Arystotelesa o jedności materii i formy w przedmiocie, a odwrotnie, stwierdza, że treść nigdy nie równa się formie, a formę wyprzedza funkcja. Byt jest samoistny gdyż po powstaniu z niebytu i zdobyciu swej autonomii bytowej jest sam w sobie wewnętrznie określony i dopiero dalej w swoim rozwoju i postępującej złożoności staje się określany również warunkami zewnętrznymi i nabywa własności.

Każdy byt, który JEST, jest prawdziwy, zgodny z rzeczywistością, jest autentyczny i dlatego też samoistny. Ontologiczny status bytu niesamoistnego, to byty intencjonalne i byty nie teraźniejsze, takie nie są samoistne, bo nie istnieją.

Należy odróżnić zewnętrzną określoność bytu od jego wewnętrznej określoności.

Określoność wewnętrzna bytu, oznacza że jego bycie wynika z jego własnej natury, z jego własnej asymetrii, z jego korelacji przeciwieństw.

Określoność zewnętrzna oznacza, że bycie bytu (proces) zawsze zależy od bycia innych jestestw. Każdy byt pozostaje w interakcji z otaczającym go Wszechświatem (poprzez byty niższych i wyższych poziomów) i zewnętrzna określoność bytu jest przejawem takiej interakcji. Fakt, że każdy byt pozostaje w sieci powiązań tworzących byt w ogóle i Wszechświat, nie zakłóca bytowej autonomii bytu. Ażeby podlegać oddziaływaniom i działać na zewnątrz, trzeba wpierw być czymś. A więc wewnętrzna określoność wyprzedza zewnętrzną określoność. To wewnętrzna określoność stanowi o istocie bytu.

Wewnętrzna określoność bytu ustala jego granice tzn jego zewnętrzną określoność – z tego względu twierdzenie Newtona o prawie bezwładności jest przez TNR obalany. Ruch bytu, zmiana czegoś w coś, wynika z wewnętrznej określoności, trwa ciągle i TNR zaprzecza pierwszej zasadzie dynamiki Newtona.

Niebyt nie wyznacza granic bytowi, niebyt afirmuje byt, a swoje granice wyznacza byt i jego siła – byt „wdziera” (wpasowuje) się w niebyt, a nie niebyt ogranicza byt. Byt nie konstytuuje się przeciwko niebytowi – byt i niebyt afirmują się wzajemnie. Fakty, że byt zmierza ku niebytowi i ku idealnej formie nie zmieniają w niczym faktu samoistności bytu. Byt jest samoistny, gdyż to zdobywanie samodzielnego, odrębnego istnienia odbywa się ustawicznie i w trybie ciągłym jest odnawiane w momencie interwału zdarzenia (każde zdarzenie jest odgraniczone interwałem niebytu). Byt jest samoistny, każdy byt jest samoistny, gdyż nawet pozostając w postępującej złożoności, czyli wchodząc w skład zbioru (wielości konstytuującej się jako jedność), zachowuje swoją odrębną podmiotowość (tak jak każdy inny byt tego zbioru) i ustawicznie się odnawia (rozwija, lub rozkłada) i przedłuża swe istnienie zmieniając się bez przerwy z czegoś w coś. Każdy ruch jest zmianą, a każda zmiana jest zmianą czegoś w coś. Każdy ruch kreuje nowy, inny, jedyny w swoim rodzaju byt. I to jest również dowodem samoistności bytu. Każdy byt, a więc również „byt nieożywiony”, „żyje”, „karmi się”, „oddycha”, przedłuża swoje istnienie, a umożliwia mu to interwał niebytu (przerwa w zdarzeniu, która jest interwałem niebytu). Gdy w niebycie jakimś cudem czy przypadkiem załamało się idealne zrównoważenie i powstała asymetria (ciśnienia i temperatury), a więc powstała równowaga względna i siła z tej nierównowagi wynikająca, powstało jakieś jestestwo, jednostkowo istniejący konkret. To każdorazowe „to oto” zajmuje jakieś miejsce w jakimś teraz, czyli jest ściśle związane z przestrzenią i czasem. Ponieważ jakieś miejsce w jakimś teraz nie może być jednocześnie „zajęte” przez więcej niż jeden byt (jestestwo), dochodzimy do wniosku (za Leibnizem), że nie może być dwóch takich samych bytów. Czyli każdy byt jest inną, oddzielną autonomią, w której trwa bycie bytu (równowaga względna dwóch przeciwieństw). Ta równowaga względna dwóch przeciwieństw ciągle się sprawdza, w błyskawicznym tempie ustala od nowa, odnawia się rytmem zdarzenia i interwału tego zdarzenia.

Jeśli byt ciągle na nowo się staje, jest stale w zmianie, a każdy ruch powoduje jakąś ewolucję, to znaczy, że byt jest samoistny, bo sam zdobywa istnienie i sam utrzymuje się w istnieniu (do czasu).

Ruch, proces, zmiana bytu (wewnętrzna określoność) utrzymuje się jednocześnie w kilku „kierunkach”, w kilku obszarach „stanu rzeczy”, a mianowicie jednocześnie trwa zmiana miejsca, czasu, zmiana ilościowa i zmiana jakościowa, a być może trwają jeszcze inne zmiany. W każdym aspekcie zmiany ruch jest przerywany bezruchem, ale interwał (niebytu) nie przerywa ruchu jednocześnie we wszystkich wielorakich aspektach zmiany i np. gdy ruch zmiany ilościowej napotyka interwał, trwają w tym momencie ruchy innych zmian np. jakościowych, lub zmiany miejsca tego bytu. Tak więc mimo interwałów w ruchu bytu, byt jest w ciągłym ruchu i continum trwa. Oczywiście do czasu. Byt jest skończony i istnieje tylko do czasu załamania się równowagi względnej składających się na niego przeciwieństw.

Jeśli byt jest samoistny, to i Wszechświat jest samoistny, bo Wszechświat jest sumą bytu i niebytu, w równowadze względnej z również samoistnym niebytem, zimną i ciemną, nieskończoną przestrzenią w bezruchu.

Na tym polega samoistność bytu-jako-takiego. NIEBYT JEST SAMOISTNY I BYT JEST SAMOISTNY I DLATEGO WSZECHŚWIAT JEST SAMOISTNY. Bo gdyby z dwóch zasadniczych elementów rzeczywistości jeden był samoistny, a drugi niesamoistny, to ich suma, rzeczywistość, musiała by być niesamoistna.


1.11. Krytyka koncepcji bytu Newtona

Izaak Newton wprawdzie nie sformułował żadnej kompletnej teorii bytu i nie był metafizykiem lecz fizykiem, jednak jego idee wywarły tak wielki wpływ na nowożytny sposób myślenia o świecie, że pytanie o teorię bytu zakładaną przez fizykę Newtona musi być postawione.

Tradycyjnie przyjmowano, że „byt konkretny” to pojęcie określające egzystencjalną realność, odrębną całość, treść, materię, ciało. Jeśli jednak, wedle pierwszej zasady dynamiki Newtona „każde ciało trwa w stanie spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym i prostoliniowym dopóki nie zostanie zmuszone przez przyłożone do niego siły do zmiany tego stanu”, to TNR pyta: dlaczego ten przedmiot zachowuje swoją odrębność, całość, treść, dlaczego trwa i nie rozprasza się na najmniejsze poszczególne cząstki? Co sprawia, że galaktyka jest galaktyką, Słońce Słońcem, a Układ Słoneczny, układem słonecznym? Co sprawia, że człowiek jest człowiekiem, a kamień, kamieniem? Dlaczego ten kamień „trwa” i nie rozsypuje się natychmiast np. na poszczególne atomy, a atom na jeszcze mniejsze cząstki ? I skąd bierze się ruch jednostajny i prostoliniowy? Czyli dlaczego „ciało trwa w stanie spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym i prostoliniowym”?

TNR nie pyta dlaczego Newton dla swojej teorii przyjął takie a nie inne aksjomaty. TNR zwraca jednak uwagę, że aksjomaty Newtona nie są ani oczywiste same przez się, ani nie stanowią żadnego kresu możliwości stawiania pytań. One właśnie są nieoczywiste i wręcz sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Fizyka po Newtonie przyjęła owe założenia za dobrą monetę ze względu na praktyczne zastosowania samej teorii. Ponieważ jednak TNR nie jest teorią fizyczną ale metafizyczną ma prawo zadawać pytania wykraczające poza założenia systemu Newtona i wskazywać arbitralność i nie-oczywistość owych założeń. Prawdziwość aksjomatów powinna być raczej oczywista, twierdzenia powinny być raczej zgodne z obserwacjami, powiązanie dedukcyjne aksjomatów z twierdzeniami koniecznie zgodnymi z prawami logiki, a zdaniem TNR system Newtona nie odpowiada tym wymaganiom.

Prawo Newtona głosi, że ruch jednostajny i prostoliniowy jest ruchem inercjalnym (biernym, „prawo bezwładności”) i że jedynie zmiana tego ruchu wymaga wyjaśnienia. W konsekwencji tego twierdzenia Mach ustalił „zasadę bezwładności” materii i jej oddziaływanie z resztą Wszechświata, oraz twierdzenie, że ciało izolowane miałoby bezwładność zerową. Twierdzenia Newtona i Macha wykorzystane zostały z kolei przez Alberta Einsteina w jego ogólnej „teorii względności”. Teorie te są tylko rozwinięciem naturalnego porządku i ruchu Arystotelesa, który jednak rozsądniej zakładał, że nie tylko zmiana ruchu, ale sam ruch wymaga wyjaśnienia.

TNR odrzuca wszystkie te twierdzenia. Wg TNR Newton pomija problem struktury bytu przyjmując absurdalne założenie „ciała izolowanego” i przyłożonej doń, ale niezależnej, siły. Wg TNR „ciało izolowane” jest fikcją bo Wszechświat jest wszechzwiązkiem bytów. Jeśli byt konkretny występuje w ramach Wszechświata to znajduje się w sieci oddziaływań, a jeśli jest izolowany od wszelkich oddziaływań, to znaczy, że znajduje się „na zewnątrz” Wszechświata. A to jest absurd podwójny. Po pierwsze nie można konsekwentnie pomyśleć bytu konkretnego „na zewnątrz” bytu w ogóle. Po drugie, gdyby nawet można było coś takiego pomyśleć, to niedopuszczalne wydaje się przyjmowanie takiego „pozaświatowego” bytu za podstawę opisu relacji pomiędzy bytami z tego świata.

Przyjmując fikcję „ciała izolowanego” Newton automatycznie pomija problem oddziaływania bytu konkretnego z resztą Wszechświata. Ponieważ nie można konsekwentnie pomyśleć bytu, który nie byłby bytem w świecie. Problem bytu jest nieodłączny od problemu oddziaływań pomiędzy bytami. Jeśli wg Newtona pierwotną postacią bytu miałoby być ciało izolowane o bezwładności (sile) zerowej, to skąd brałyby się oddziaływania bytów wewnątrz Wszechświata ? Źródło oddziaływań pomiędzy bytami musiałoby być niezależne od owych bytów.

Nie odpowiadając na pytanie o naturę źródła oddziaływań pomiędzy bytami Newton nie odpowiada na wiele innych pytań. Dlaczego świat trzyma się „kupy”? Jak jest możliwe, że w ogóle jest światem, jeśli składa się z ciał o bezwładności zerowej? Skąd pochodzi siła powodująca, że ciała nie są „izolowane”? Jeśli wszystkie ciała mają własność bezwładności o sile zerowej, to co sprawia, że pozostają w stanie spoczynku albo poruszają się ruchem jednostajnym i prostoliniowym, czyli pozostają w „inercjalnym układzie odniesienia”? I skąd się biorą „przyłożone do niego siły” zmuszające do zmiany tego stanu rzeczy ?

Jeśli wykluczymy działanie sił nadprzyrodzonych (czego, o ile wiem, żaden z tych myślicieli nie brał pod uwagę, a nawet odwrotnie, Newton np. nie wykluczał, lecz przypisywał naturze działanie sił „wyższych”, ponad naturalnych) musimy zgodzić się, że „przyłożona” do danego bytu siła musi pochodzić od innego ciała „dysponującego” siłą większą od siły bezwładności ciała poruszanego. To oznacza, że oprócz ciał do których z zewnątrz zostaje przyłożona siła istnieją jakieś ciała, które są źródłem owej siły. Ażeby uniknąć regresu w nieskończoność, albo hipotezy Pierwszego Poruszyciela koniecznym staje się przyjęcie istnienia bytów, które nie tylko są przedmiotami oddziaływań, ale i podmiotami oddziaływań, a więc ciał, które nie tylko biernie poddają się działaniom sił, lecz są też aktywnymi źródłami oddziaływań. Ponieważ jednak taki dualizm ontologiczny byłby nieuzasadnionym i niepotrzebnym komplikowaniem problemu, należy przyjąć, że każde ciało posiada jakąś siłę wewnętrzną większą od zerowej, oddziałującą na zewnątrz. Tym samym „zasada bezwładności Galileusza (bo to on pierwszy ją sformułował), Newtona i Macha jawi się nam jako oczywiście NIEUPRAWNIONA.

W ontologii materialistycznej, wykluczającej siły nadprzyrodzone, „siła przyłożona” może być tylko siłą pochodzącą od innego ciała, czyli siłą emanowaną z wnętrza innego ciała. Aby działać na zewnątrz ciało musi mieć aktywną siłę wewnętrzną. Z tych wniosków musimy dojść do twierdzenia, że każde ciało posiada jakąś siłę wewnętrzną działającą na zewnątrz, czyli każde ciało jest „siłą przyłożoną” i nigdy nie „pozostaje w stanie spoczynku, ani w ruchu jednostajnym”. Aby egzystować trzeba mieć siłę. Aby być trzeba mieć. Substratem bytu konkretnego jest aktywna siła, a tego, że energia (siła) = masa (ciało) dowiódł Einstein. [15]

W rozumowaniu określającym istotę ruchu ciała jako skutek zewnętrznej „siły przyłożonej” tkwi błąd logiczny, bo czymże może być i skąd pochodzić ta „siła przyłożona” ? W ontologii materialistycznej „siła przyłożona” może pochodzić tylko od innego ciała. A z tego wynika wniosek, że każde ciało posiada wewnętrzną siłę aktywnie działająca na inne ciała. Czyli zasada bezwładności nie jest zasadą bezwładności, lecz zasadą aktywności. Każdy byt posiada wewnętrzną energię i emanuje ją na zewnątrz.

Tradycyjnie przyjmowano, że siła przyłożona pochodzi od innego ciała, które tą siłę przyłożoną posiada od jeszcze innego ciała i tak w nieskończoność. A więc istnienie sił wewnętrznych nie było konieczne. Istnienie takiej siły byłoby niezbędne tylko wtedy, gdyby nieskończoność ciał poruszających się wzajemnie nie byłaby możliwa. Trzeba by więc wykazać, że Wszechświat nie jest nieskończony. I tu właśnie tkwi błąd logiczny współczesnej nauki, która z jednej strony poprzez teorię „czasoprzestrzeni” ograniczonej „tłem” (stary mur Kepplera), zasadę zachowania materii Wielkiego Wybuchu i teorię promieniowania reliktowego jako „echa” potwierdza skończoność Wszechświata, a z drugiej strony akceptuje nieskończone pochodzenie „sił przyłożonych”. Wg TNR Wszechświat wprawdzie jest nieskończony, ale według TNR ilość materii we Wszechświecie jest skończona. Tym samym na gruncie TNR pojawia się konieczność istnienia ciała które posiada siłę wewnętrzną, albo siły, która nie pochodzi od ciała materialnego lecz oddziałuje na ciało materialne. Taką siłą oczywiście jest idealna siła niebytu. Czyli wystarczyłaby sama idealna siła niebytu, żeby dać pierwszy impuls energetyczny, który potem bezwładne ciała przekazują sobie. Tyle tylko, że wg TNR siła niebytu jest siłą bierną, jest bezsiłą, tymczasem ciała działają na siebie siłami aktywnymi. A więc pierwsza siła aktywna musiałaby pochodzić od siły biernej, co jest niemożliwością. Na tej podstawie TNR przyjmuje, że pierwsza siła aktywna musiała pochodzić od ciała materialnego. Ponieważ jednak nie ma żadnego powodu, dla którego to pierwsze ciało materialne miałoby się w istotny sposób różnić od pozostałych, więc należy przyjąć, że nie tylko pierwsze ciało materialne posiadało aktywną siłę wewnętrzną, lecz wszystkie ciała posiadają takie siły.

Prawo grawitacji ustalone przez Newtona stwierdza, że istnieje siła pomiędzy masami, proporcjonalna do mas i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między nimi. Wynika z tego, że masy są przyczyną, a skutkiem są siły, nazywane siłami „ciążenia”, „grawitacji”, przyciągania i odpychania. Wg. TNR przyczyną siły grawitacji nie jest jakaś dodatkowa substancja pośrednicząca pomiędzy masami, przyczyną są masy, ich ilości i wielkości, czyli ich siła wewnętrzna, emanująca na zewnątrz. Ale siły tych mas (są to te same siły, które utrzymują te masy w granicach tych bytów, a więc jest to równowaga względna istoty bytu) nie są jakimiś oddzielnymi, samodzielnymi bytami, nie są oddzielnymi substancjami np. „grawitonami”. Siła grawitacji jest RELACJĄ sił poszczególnych mas w ramach równowagi względnej bytu wyższego poziomu. Siła grawitacji masy jest bardzo niewielka w stosunku do innych oddziaływań materii, ale skumulowana w złożoności np. trylionów trylionów atomów w postaci gwiazd czy planet czy księżyców, daje łącznie potężne konsekwencje uporządkowania Układu Słonecznego czy innych galaktyk.

We Wszechświecie Newtona i na ogół wg. innych ówczesnych i współczesnych uczonych przestrzeń jest rozciągła, ale siła (grawitacja) utrzymująca ten świat w jakimś uporządkowaniu miała charakter niematerialny, a więc nadprzyrodzony. Einstein zmienił przestrzeń na dynamiczną i elastyczną, wprowadził pojęcie „zakrzywienia” przestrzeni (a inni poszli jeszcze dalej i „zwijają”, a nawet kwantują, czyli „porcjują” przestrzeń), tym samym podporządkował ją pod każdym względem materii i w ten sposób usiłował rozwiązać zagadkę grawitacji, czyli odpowiedzieć na pytanie „jak materia może bez pośrednictwa czegoś innego, niematerialnego, działać i wywierać wpływ na inną materię bez wzajemnego kontaktu ?” Mimo zmiany statusu przestrzeni Einstein nie zdołał w swoich teoriach odpowiedzieć na to pytanie i przyznając się do porażki napisał:

„Grawitacja powinna być więc cechą właściwą materii: jedno ciało oddziaływałoby na drugie na odległość, poprzez próżnię, bez pośrednictwa czegoś, co przenosiłoby jego działanie i siłę z jednego miejsca do drugiego. Jest to dla mnie tak absurdalne, że jestem przekonany, iż żaden człowiek biegły w filozofii i umiejący właściwie rozumować nie mógłby sądzić, że tak się dzieje. Grawitacja musi być wywoływana przez czynnik działający nieustannie, zgodnie z pewnymi prawami, lecz to, czy czynnik ten jest materialny czy niematerialny, pozostawiam pod rozwagę moim czytelnikom”.[16]

Kwestia grawitacji jest nie rozwiązana do dzisiaj ani przez nauki szczegółowe, ani przez filozofię, metafizykę czy ontologię. Tymczasem TNR rozwiązuje zagadkę i odpowiada na pytania dotyczące grawitacji wskazując, iż wszelki byt i cała rzeczywistość podporządkowane są koniecznemu prawu ZACHOWANIA RÓWNOWAGI względnej. „Grawitacja” to po prostu równowaga względna przeciwstawnych sił bytu w nieantagonistycznym sposobie bycia.

„Równowaga” to stan ciała, w którym działające na nie siły wzajemnie się znoszą, a więc nie powodują ruchu. Ale, moim zdaniem, nie ma takiego ciała materialnego, by pozostawało w stanie RÓWNOWAGI JAKO TAKIEJ. Tylko niebyt jest w stanie równowagi jako takiej. Każde ciało materialne znajduje się według fizyki w równowadze „stałej”  („trwałej”), przy której ciało po wychyleniu wraca do pierwotnego położenia, lub „niestałej” (nietrwałej) gdy wychylenie powoduje przemieszczenie ciała do nowego położenia. Zdaniem TNR, tak wychylenie, które wraca do pierwotnego położenia, jak i wychylenie powodujące przemieszczenie ciała do nowego położenia, czyli wszelkie ruchy i zmiany ciała są rezultatem równowagi względnej, czyli wypadkową wszystkich sił działających wewnątrz tego układu. Grawitacja to wypadkowa wszystkich sił działających wewnątrz tego układu (bytu), czyli równowaga względna. Prawo istnienia wymusza równowagę względną, równowaga względna wymusza grawitację, wypadkową (relację) sił. Grawitacja nie jest żadną jakąś nową i nie znaną siłą, wymagającą „eteru” czy „grawitonu” do oddziaływania, lecz jest relacją sił równowagi względnej, istoty bytu. Równowaga jest wymuszana na odległość i błyskawicznie, a więc szybciej od szybkości światła, a to dlatego, że „odległość”, czyli przestrzeń, próżnia, niebyt, jest bezsiłą, nie stawia żadnego oporu. Równowaga względna bytu o nazwie „Ziemia”, wypadkowa jej wewnętrznych sił, wchodzi w relację równowagi względnej bytu zwanego „Księżyc” i powstaje układ:”Ziemia – Księżyc”, układ, byt, „Ziemia – Księżyc”. Istotą bytu „Ziemia – Księżyc” jest równowaga względna dwóch przeciwieństw: Ziemi i Księżyca. A więc rzekoma „siła grawitacji” pomiędzy Ziemią i Księżycem, rzekoma siła niezależna od Ziemi i Księżyca, to po prostu „równowaga względna przeciwieństw” w istocie bytu (układu) „Ziemia – Księżyc”. Księżyc jest bytem i Ziemia jest bytem, ale wspólnie tworzą byt wyższego poziomu pt. „ZIEMIA – KSIĘŻYC”, w którym Ziemia i Księżyc są przeciwieństwami. Relacja tych przeciwieństw, tych przeciwstawnych sił tego bytu, nazywana jest grawitacją. Nie jest to jednak jakaś niezależna siła, wymagająca jeszcze na dodatek jakiejś cząstki pośredniczącej pomiędzy przeciwieństwami.

RÓWNOWAGA (względna) jest więc „cechą właściwą materii, że jedno ciało oddziałuje na drugie na odległość, poprzez próżnię, bez pośrednictwa czegoś, co przenosi jej działanie i siłę z jednego miejsca do drugiego.” Równowaga jest czynnikiem działającym nieustannie, zgodnie ze swymi prawami równowagi i czynnik ten jest bardzo prozaiczny, materialny i powszechnie znany. Nie ma tu żadnego absurdu, a tylko zdrowy rozsądek i akceptacja „niebytu” jako jestestwa niewspółmiernego, niekompatybilnego i nieantagonistycznego z bytem. Ale nic dziwnego, że nawet genialny Einstein nie mógł się z tym pogodzić, bo „najciemniej jest zawsze pod latarnią.” Einstein traktował byt i niebyt zgodnie z tradycją ciągnącą się od Parmenidesa, jako sprzeczność antagonistyczną, czyli niebytu i próżni nie akceptował, a przestrzeń i czas podporządkował materii. Wymagając „pośrednictwa czegoś” „poprzez próżnię” zaprzeczał tej próżni (tak jak Kartezjusz). W tej sytuacji grawitacja jawiła się i jawi do tej pory naukowcom jako tajemnicza, nieznana i samodzielna siła występująca pomiędzy obiektami.


DODATEK

Do rozdziału I

DIALOG Z MARIUSZEM


Wątpliwość Mariusza: Jeśli grawitacja to równowaga względna przeciwieństw, to znaczy, że grawitacja nie obowiązuje wszędzie, a tylko gdzieniegdzie. Przecież równowaga względna to stan chwilowy, który ma swój kres. Równowaga względna (czyli nieantagonizm) zmienia się w antagonizm wraz z kresem bytu. Grawitacja nie może być tym samym, co równowaga względna, bo grawitacja występuje wszędzie a równowaga względna jest przemieszana z antagonizmem.

Odpowiedź: RÓWNOWAGA WZGLĘDNA PRZECIWIEŃSTW OBOWIĄZUJE WSZĘDZIE, A NIE TYLKO GDZIE NIE GDZIE. Fakt, że równowaga względna to stan tylko „chwilowy”, który ma swój kres, nie zmienia istoty rzeczy, każdy byt, motyl fruwający w Tokio, Układ Słoneczny, atom czy galaktyka ma swój kres. A określenie „chwilowy” to określenie bardzo względne. „Równowaga względna” to nie jest to samo co „nieantagonizm”, który jest tylko cechą równowagi względnej. 

Wątpliwość Mariusza: Czy tam gdzie występuje antagonizm przeciwieństw również obowiązuje równowaga względna? Według mnie nie. Albo antagonizm albo nieantagonizm.

Odpowiedź: Oczywiście, że tam gdzie występuje antagonizm, tam załamuje się równowaga względna i dany byt przestaje istnieć, ale powstaje nowa równowaga względna nowego bytu, lub powrót do niebytu i równowaga względna bytu i niebytu. Dążenie do równowagi i konieczność jej zachowania to conditio sine qua non każdego bytu. Byt to pudełka w pudełkach, „zbiory” czyli kolekcje pewnych obiektów, składających się z „elementów”, składających się znów z podzbiorów, których jest jeszcze wiele więcej niż elementów. A we wszystkich bytach obowiązuje równowaga względna przeciwieństw ustanawiająca siłę wewnętrzną emanującą na zewnątrz, która liczy się znów w równowadze względnej istoty bytu wyższego poziomu. Czyli siły „przyłożone” egzystują wszędzie w rzeczywistości w ramach równowagi względnej tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej, czyli równowagi względnej bytu wyższego i niższego poziomu. Układ Słoneczny jest bytem, w ramach równowagi względnej którego, egzystuje wszystko co ten układ zawiera, a więc planety, ich księżyce i wszystko co składa się na te byty, podukłady, coraz niższego poziomu. A równowaga względna jest ich prawem naczelnym, każdy byt, który utraci swą równowagę względną kończy swą egzystencję. Jeśli nasz Księżyc zatraci swą siłę wewnętrzną emanowaną na zewnątrz, czyli jeśli zatraci równowagę względną przeciwstawnych sił swej istoty, Księżyc przestanie istnieć, co zmieni całkowicie istotę Ziemi i również całego Układu Słonecznego, ale powstaje natychmiast NOWA RÓWNOWAGA WZGLĘDNA I NOWY BYT. Grawitacja jest wywoływana nieustannie i działa na odległość bez pośrednictwa czegokolwiek bo jest po prostu potrzebą zachowania równowagi i stosunkiem, relacją bytów. Żaden ETER, ani ostatnio intensywnie poszukiwany GRAWITON, czy inna cząstka subatomowa do istnienia i działania grawitacji nie jest potrzebna. „Czynnikiem” przenoszącym „siłę grawitacji” przez próżnię w przestrzeni jest PRAWIDŁOWOŚĆ PRZYRODY konieczności zachowania równowagi.

Wątpliwość Mariusza: Jak to jest możliwe, że czynnikiem przenoszącym grawitację jest konieczność zachowania równowagi? Jeśli mówi Pan o „czynniku przenoszącym” to powinien Pan wskazać jaką cząstkę fizyczną. Przecież grawitacja to po prostu siła z jaką jedno ciało oddziałuje na drugie. A w TNR wszelkie oddziaływanie sił jest procesem materialnym. Czyli siły materialne oddziałują na siebie. Ponieważ każda siła materialna jest w TNR jednocześnie bytem materialnym, więc oddziaływanie sił to, to samo, co oddziaływanie bytów. Wynika stąd, że sile grawitacji musi odpowiadać jakiś byt, czyli cząstka. Jeśli Pan twierdzi, że siła grawitacji nie posiada swego odpowiednika w postaci cząstki, to znaczy, że łamie Pan prawo TNR mówiące, że byt=siła.

Odpowiedź autora: Nie, nie jestem tego zdania. Byt = siła aktywna składająca się z dwóch przeciwstawnych sił i emanująca swą jakąś siłę w kierunku układu, w którym się znajduje, a ten z kolei układ to układ w układzie znów wyższego poziomu, a na wszystkich szczeblach tych układów panuje naczelne i konieczne prawo równowagi względnej dążącej do równowagi idealnej. Prawo równowagi nie wymaga żadnej siły do przenoszenia, ani żadnej cząstki, bo jest to właśnie „siła” – potrzeba zachowania równowagi względnej, potrzeba, której spełnienie jest konieczne do istnienia. „Równowaga względna” to relacja, stosunek tych elementów, tych sił przeciwstawnych, lub tych bytów, a więc nie jest samodzielną siłą aktywną złożoną z dwóch przeciwstawnych sił, a więc „relacja’ nie jest żadnym bytem. Żeby zaistniał byt nie wystarczy sama relacja. Muszą przecież istnieć przeciwieństwa, które tworzą stan równowagi względnej, czyli pozostają w relacji. Te przeciwieństwa są siłami a ich wypadkowa w oczywisty sposób też jest siłą. Ale ta siła wypadkowa nie jest bytem-relacją, lecz relacją bytów, sił.

Owszem, skoro siły pozostają w relacji może się wydawać, że coś między nimi „pośredniczy”. Ale to tylko złudzenie, niepotrzebne mnożenie bytów tam gdzie ich nie ma. Tam gdzie siła działa na drugą siłę niepotrzebna jest żadna trzecia siła, która przenosiłaby to oddziaływanie. Tymczasem grawitację uważa się za taką „trzecią siłę” i poszukuje jej daremnie tam gdzie można stwierdzić co najwyżej dwie siły.

Wątpliwość Mariusza: Jeśli równowaga względna nie jest siłą aktywną, to i grawitacja nie może być siłą aktywną. A przecież pisze Pan że grawitacja jest realną siłą wiążącą elementy struktury przeciwieństw. Czyli grawitacja jest siłą aktywną.

Odpowiedź: Myślę, że zachodzi tu między nami nieporozumienie wynikające z nieścisłości naszych określeń. Wydaje mi się, że Pan myli i utożsamia „równowagę względną” z „równowagą względną przeciwieństw”, a to są dwa różne terminy. „Równowaga względna jako taka” nie jest żadnym bytem i nie jest żadną siłą, jest relacją, stosunkiem, a dopiero „równowaga względna dwóch przeciwieństw”, tworzy byt, tworzy siłę (wynikającą z różnicy pomiędzy tymi przeciwieństwami). Różnica sił tworzy siłę dwóch przeciwieństw.

Równowaga względna (grawitacja) nie jest siłą, lecz relacją sił. Dopiero z tej relacji aktualizuje się byt = siła. Ten byt, ta siła automatycznie wchodzi w relację (równowagę względną, grawitację) z bytem, lub bytami sąsiednimi i tworzy się byt wyższego poziomu. Chyba nigdzie nie napisałem, że „grawitacja jest realną siłą wiążącą elementy struktury przeciwieństw”, a jeśli tak gdzieś napisałem, to błędnie tak napisałem. Słowa „siła grawitacji” biorę w cudzysłów, moim zdaniem wynikającym z TNR, tak „równowaga względna” jak i „grawitacja”, bo jedno równa się drugiemu, nie są żadnymi siłami, są koniecznymi relacjami sił, czyli PRAWEM ISTNIENIA. Równowaga względna jest prawidłowością natury. Stosunek sił nie jest siłą, dopiero rezultat tego stosunku tworzy siłę. Ziemia i Księżyc są dwoma bytami i dwoma siłami, ale równowaga względna między nimi, czyli grawitacja między nimi, stosunek między nimi, nie jest siłą, dopiero układ jaki się z tej relacji tworzy (Ziemia – Księżyc) stanowi oddzielny byt i stanowi oddzielną siłę, która z kolei jest w stosunku i równowadze względnej Układu Słonecznego.

Jest Księżyc, który jest bytem i ma swoją tożsamość i siłę wewnętrzną emanującą na zewnątrz, która nie pozwala ZIEMI pozbawić jego jestestwa i np. rozbić go czy wchłonąć, no i jest ZIEMIA, której siła wewnętrzna emanowana na zewnątrz nie pozwala temu Księżycowi uciec, bo jest on istotnym elementem równowagi względnej układu: „Księżyc – Ziemia” i w ten sposób Księżyc krąży dookoła Ziemi bez żadnego uczestnictwa i pośrednictwa jakichś innych bytów i tajemniczych sił. Rzekoma tajemnicza „siła grawitacji” to po prostu relacja (Ziemi i Księżyca) w równowadze względnej Ziemi i następnie Układu Słonecznego.

Wątpliwość Mariusza: Jeśli mówi Pan o Ziemi i Księżycu, to przecież Księżyc nie jest przeciwieństwem wchodzącym w skład istoty Ziemi?

Odpowiedź: Dlaczego nie? Oczywiście, że tak, Księżyc jest elementem istoty Ziemi wchodzącym w skład jej równowagi względnej przeciwieństw. Ziemia bez Księżyca to zupełnie inny byt.

PRZYRODA TO (niewidoczna) NATURALNA „WAGA”. Prawidłowością przyrody i prawem jej istnienia jest dążenie do równowagi. Ale tylko dążenie, bo idealna równowaga jest niebytem.

A więc nie potrzebny jest do zachowania tej równowagi żaden eter, czy grawiton, żaden byt pośredniczący. Czy gdy kładziemy ciężarek na jedną szalkę wagi i następnie wymuszamy równowagę kładąc podobny ciężarek na drugą szalkę wagi, między tymi ciężarkami działają jakieś grawitony czy etery potrzebne, aby ta równowaga powstała? Nie, te dwa ciężarki położone na dwie szalki z dwóch stron i oddzielone od siebie przestrzenią i wagą, tworzą równowagę samoczynnie – i tworzą w ten sposób jakiś nowy byt, nowy układ tych dwóch ciężarków. W przyrodzie takie „ważenie” bytów (sił) odbywa się automatycznie i natychmiast, w trybie ciągłym, bez udziału jakiejkolwiek sztucznej wagi i innego pośrednictwa w postaci np. grawitonów, bo PRZYRODA JEST NATURALNĄ WAGĄ.

Wątpliwość Mariusza: Tu Pan chyba coś pomieszał. Waga przecież nie rozdziela ciężarków, ale je łączy. Czyli jest odwrotnie niż Pan pisze. Gdyby nie było wagi która właśnie pośredniczy pomiędzy ciężarkami nie mogłyby one utworzyć stanu równowagi. Stan równowagi jest możliwy nie dlatego, że istnieją dwa ciężarki, ale dlatego, że te dwa ciężarki są połączone przez wagę. Ciężarki nie tworzą równowagi samoczynnie! Bez wagi, czyli elementu pośredniczącego równowaga nie byłaby możliwa. Ciężarki oddziałują na siebie za pośrednictwem wagi. To tylko dzięki wadze jeden z ciężarków może spowodować zmianę położenia drugiego. Gdyby nie waga nie byłoby tego oddziaływania, a więc nie byłoby ani stanu równowagi ani nierównowagi.

Odpowiedź: Dobrze. Waga, nie tylko ciężarki oddziela, ale i łączy i pośredniczy między nimi. Ja podałem tutaj ten prosty przykład z „wagą”, aby jaskrawo uwidocznić prawo konieczności dążenia do równowagi. Ale nie zgadzam się, z twierdzeniem, że „ciężarki nie tworzą równowagi samoczynnie”. Oczywiście, że tworzą. Natura jest wagą. Te same ciężarki, bez wagi, stojące obok siebie, tworzą samoczynnie jakąś równowagę względną. I różne co do swej siły ciężarki też samoczynnie wytwarzają między sobą jakąś równowagę względną, ale od różnicy ich sił zależy czy mogą powodować zmianę położenia drugiego. Równowaga względna (grawitacja) pomiędzy małymi ciężarkami, czy atomami czy cząsteczkami subatomowymi jest oczywiście zupełnie inna niż pomiędzy takimi „ciężarkami” jak Ziemia, Księżyc, czy Słońce, które oddziałują na siebie i uzależniają swoje ruchy. Zresztą ruch i zmiana nie zależy właściwie od wielkości czy wartości bytów, lecz od złożoności ogólnego układu równowagi względnej wewnętrznej i układu wyższego poziomu. Elektrony w laboratorium w opisywanym tu gdzieś doświadczeniu, „wiedziały” wzajemnie jak się zachowują. Skąd uczeni przeprowadzający to doświadczenie doszli do takiego „straszliwego” wniosku? Bo widocznie widzieli reakcje tych elektronów na swoje ruchy. Elektrony samoczynnie reagowały szukając równowagi względnej w układzie tego doświadczenia. Również nasze ciężarki bez tej wagi, jak postoją obok siebie, czy w oddali od siebie, ale jak postoją sto czy milion lat, zaczną rdzewieć i się zmieniać i zmieniać swoje położenie, oddziałując na siebie, bo będąc przedmiotem i podmiotem zmiany.

Wątpliwość Mariusza: Poza tym konieczność zachowania równowagi to jest po prostu prawo TNR. Żadne prawo nie może być czynnikiem przenoszącym oddziaływanie. Owszem byty są podporządkowane prawom, ale jeśli są prawa to muszą być byty, które im podlegają. Tymczasem Pan twierdzi, że nie ma bytu przenoszącego oddziaływanie grawitacji, czyli, że nie ma bytu, który podlega prawu zachowania równowagi. Przecież wszystkie byty podlegają prawu grawitacji, ale nie wszystkie przenoszą oddziaływanie siły grawitacji, a więc muszą istnieć takie byty elementarne, które przenoszą oddziaływanie siły grawitacji.

Odpowiedź: Nie muszą istnieć i nie istnieją żadne byty elementarne, które rzekomo przenoszą siły grawitacji. Nie ma żadnej „siły grawitacji”. To jest umowna nazwa tradycyjnej i ortodoksyjnej teorii bytu, którą TNR obala. Zdaniem TNR, grawitacja to stosunek sił w równowadze względnej bytu. Mariusz przyznaje, że są prawa, którym podporządkowane są byty. Ale tym prawom chciałby nie tylko nadać statut „bytów”, ale jeszcze dodatkowo tworzyć „byty pośredniczące” i przenoszące działanie prawa przyrody. Ale zdaniem TNR prawidłowości przyrody nie są „bytami”, są „prawami” i nie potrzebują pośredników do podporządkowywania ciał swoim nakazom, gdyż nie podporządkowanie się bytu = siły = ciała, prawu przyrody grozi utratą równowagi względnej i egzystencji. Prawidłowości przyrody są opisane w innym miejscu tej pracy. Mariusz stosuje tutaj jakąś nadinterpretację, bo twierdzi jakoby z mojej dedukcji wynikało, że „nie ma bytu, który podlega prawu zachowania równowagi”, a tymczasem TNR twierdzi, że wszystkie byty podlegają prawu zachowania równowagi.

Wątpliwość Mariusza: Grawitacja to nie jest żadna teoria bytu. Poza tym nie może Pan pisać, że nie ma grawitacji, skoro przyznaje Pan, że byty działają na siebie siłami przyciągania. Grawitacja to nazwa siły którą jeden byt działa na drugi byt i której wynikiem jest przyciąganie się tych bytów. Czyżby Pan twierdził, że byty nie przyciągają się wzajemnie? Jeśli dobrze Pana zrozumiałem, to chce Pan powiedzieć, że siła którą dotychczas przyjęło się określać jako grawitację istnieje, ale posiada zupełnie inną istotę niż dotychczas sądzono. Ale ta siła istnieje, a więc nie można pisać, że grawitacji nie ma.

Odpowiedź: Słusznie, grawitacja nie jest żadną teorią bytu, ale moim zdaniem, grawitacja jest elementem obowiązującej teorii bytu. „Grawitacja” to termin z innych teorii bytu, a nie z TNR. W TNR określam to samo zjawisko „równowagą względną przeciwieństw”, a w osiąganiu tej równowagi i jej utrzymywaniu nie pośredniczą żadne inne elementarne byty czy cząstki, ta równowaga powstaje automatycznie pomiędzy bytami danego układu. Moim zdaniem, grawitacja nie jest siłą, a więc nie jest konkretnym samodzielnym bytem, bo jest relacją sił. A więc siła grawitacji nie istnieje. Emanowanie bytów na inne byty, ich wzajemne przyciąganie i odpychanie, nie jest konkretną samodzielną siłą, lecz jest siłą tych bytów, które się przyciągają i odpychają w poszukiwaniu równowagi między nimi. Byty są siłą, ale ich emanacja, ich stosunek do siebie, nie jest oddzielną siłą, lecz nieantagonistycznym sposobem bycia bytu, czyli szukaniem równowagi względnej bytu wyższego poziomu, lub w warunkach entropii, rozkładu bytu, szukanie równowagi względnej niższego poziomu. Lub wreszcie znalezienie równowagi idealnej, czyli powrót do niebytu.

Wątpliwość Mariusza: Równowaga względna to stan rzeczy a nie siła. A grawitacja to siła. Gdyby grawitacja nie była siłą, nie mogłaby utrzymać w kupie bytów tworzących układy planetarne. A jeśli jest siłą to nie jest stanem rzeczy. Chyba, że w TNR stan rzeczy jest siłą.

Odpowiedź: Grawitacja nie jest siłą, jest stosunkiem sił dążących do równowagi względnej, jest stanem równowagi względnej, z której realizuje się byt = siła. To nie jakaś nierozpoznana siła, „grawitacja”, nie samodzielny i oddzielny od bytów tworzących układy planetarne, byt, utrzymuje je „w kupie”. To siła tych bytów wzajemnie utrzymuje je „w kupie”.  Ale tradycyjne teorie naukowe opierające się na filozofii Parmenidesa, Arystotelesa i Newtona twierdzą, że egzystuje tylko „siła przyłożona” i nie dociekają jej przyczyny sprawczej. Newton twierdzi, że ciało trwa w stanie spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym i prostoliniowym”, czyli nie przyznaje ciału żadnej siły wewnętrznej działającej wokół tego ciała we wszystkich kierunkach. Ciało Newtona i współczesnej tradycyjnej nauki jest bezwładne i jeśli nie jest w spoczynku przeciwstawia się zmianom swego jednostajnego i prostoliniowego ruchu, chyba że zadziała na nią zewnętrzna siła przyłożona. Ponieważ jednak stwierdzone jest przyciąganie i odpychanie Newton znalazł tą siłę przyłożoną w „grawitacji”, w jakiejś sile zewnętrznej, występującej pomiędzy masami. I tu popadł w konflikt sam ze sobą, co ja opisałem już powyżej, w ostatnim rozdziale. Obliczył słusznie, że istnieje siła pomiędzy masami, proporcjonalna do mas i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między nimi, ale nie przyporządkował tych sił do mas. Nie wyciągnął z tego wniosku, że „dawcami” tej siły są te masy, ale nadal podtrzymał mit siły „przyłożonej”, jakiejś siły nieznanego pochodzenia, „grawitacji”, występującej oddzielnie od mas, samodzielnie. A TNR wyciąga z jego obliczenia prosty wniosek. Ponieważ siły te są proporcjonalne do mas, to znaczy, że te masy są przyczyną sprawczą tych sił i nie ma żadnych „pośredników” między tymi masami.

Przyroda to po prostu „waga” czuwająca nad wyrównywaniem się przeciwieństw. Wszystkie byty podlegają „prawu grawitacji” i wszystkie przenoszą oddziaływania „grawitacji”, bo „grawitacja” to po prostu relacja przeciwstawnych sił w równowadze względnej bytu wyższego poziomu. Bytem jest Słońce i bytem wyższego poziomu jest „Układ Słoneczny”. Równowaga względna Układu Słonecznego to relacja Słońca i wszystkiego co się dookoła Słońca kręci, czyli wszystkiego co się poza Słońcem w tym Układzie znajduje. Ale do utrzymywania się tej relacji pomiędzy Słońcem i np. planetami, nie potrzebne są żadne pośredniczące byty czy ogniwa. To jest układ w równowadze względnej.

Wyobraźmy sobie teraz, że w Układ Słoneczny wbija się jakaś KOMETA z innego Układu czy nawet innej galaktyki i ta kometa rozbija jakąś naszą planetę. No i co się dzieje dalej? Natychmiast, jeszcze przed rozbiciem a po wtargnięciu komety, powstają reakcję na taką akcję i tworzy się coraz to nowa równowaga względna Układu Słonecznego. A po rozbiciu jakiejś planety w zależności od skutków tworzy się natychmiast znów nowa równowaga względna Układu Słonecznego. To byłby drastyczny przykład zakłócenia równowagi względnej Układu Słonecznego, ale minimalne zakłócenia trwają cały czas i to bez ingerencji ciał spoza Układu. Czyli układ i jego równowaga względna pracuje i zmienia się bez przerwy. I tak jest wszędzie w całym Wszechświecie i na wszystkich poziomach jego bytu materialnego. Ale ten przykład jest dowodem, że nie ma jakiejś oddzielnej „siły grawitacji” eksponowanej przez tradycję, lecz jest „siła równowagi” wynikająca z wnętrza bytów i w razie takiej awarii kosmicznej jak wyżej opisałem tworzy się natychmiast całkowicie nowy układ tego bytu. Jakim cudem zewnętrzna „siła grawitacji” raptem całkowicie zmieniłaby układ? Gdy następuje taka awaria „siła grawitacji” zmienia się całkowicie, niby dlaczego, jeśli jest to samodzielna jakaś siła? Po prostu, nie ma takiej siły. Nowa MASA atakuje i zmienia cały układ.

Byty niższego poziomu ustanawiają „grawitację” (relację) wyższego poziomu, a następnie odwrotnie.

Wątpliwość Mariusza: Chyba byty wyższego rzędu składają się z bytów niższego rzędu? I te byty wyższego rzędu są coraz bardziej złożonymi całościami oddziaływań różnorakich sił. Np. w człowieku działa niezliczona mnogość najprzeróżniejszych sił, bo składają się nań niezliczone i najprzeróżniejsze cząsteczki elementarne przenoszące oddziaływania przeróżnych sił. Ale na poziomie elementarnym każdemu bytowi elementarnemu odpowiada tylko jedna siła czyli tylko jeden rodzaj oddziaływania. Byty złożone mogą oddziaływać na wiele różnych sposobów bo są złożone z wielu innych bytów niższego rzędu, za pośrednictwem których oddziałują. Tymczasem byty elementarne mogą oddziaływać tylko w jeden sposób. Jeśli więc istnieje siła grawitacji, to musi istnieć jakiś byt elementarny który odpowiada tej sile, czyli przenosi jej oddziaływanie. Ten byt elementarny, wchodząc w skład bytów wyższego rzędu powoduje, że i one podlegają prawu grawitacji.

Odpowiedź: Nie istnieje siła grawitacji. Nie, nie musi istnieć żaden byt elementarny przenoszący oddziaływanie. W systemie TNR oddziaływanie przeciwieństw tworzy byt posiadający aktywną siłę i działający bez żadnego pośrednictwa na inny byt, czy na inne byty, tworząc byt wyższego poziomu. Stosunek, relacja równowagi względnej tych bytów jest nazywana „GRAWITACJĄ”. W człowieku, tak jak piszesz „działa niezliczona mnogość najprzeróżniejszych sił”, ale nie ma tam żadnych cząsteczek przenoszących „oddziaływania przeróżnych sił” – oddziaływania są bezpośrednie sił na siły, czyli bytów na byty, zgodnie z ich funkcjami i jakieś cząsteczki pośredniczące są po prostu niepotrzebne, zbędne dal funkcji.

W ten sposób oddolnie, poczynając od mikro-świata powstaje hierarchia sił i bytów, w tym również rzekomych „sił grawitacji” W ten sposób z cząstek elementarnych powstają ich obłoki, a następnie tworzą się układy gwiezdne i galaktyki.

Wątpliwość Mariusza: Ano właśnie. Oddolnie, to znaczy poczynając od cząstek elementarnych, a nie tak jak Pan pisze wcześniej, że najpierw oddolnie, a potem odgórnie. Byty wyższego rzędu nie oddziałują na byty niższego rzędu żadnymi siłami grawitacji lecz siłami, które są ich odpowiednikami. Każdy byt ma swoją własną specyficzną siłę.

Odpowiedź autora: Oddolnie, oczywiście, że oddolnie i ja to piszę powyżej, ale hierarchia idzie w górę i na każdym szczeblu powstaje nowa równowaga, która wiąże również oczywiście dół, równowaga działa w obu kierunkach. Byty wyższego rzędu oczywiście oddziałują na byty niższego rzędu np. Słonce na planety, planety na księżyce itd.

„W czasie doświadczeń w laboratorium okazało się, że dwa elektrony przelatujące przez różne otwory w jakiś sposób „wiedzą”, co przydarzyło się temu drugiemu. Einstein i jego koledzy w swym eksperymencie myślowym wydłużyli odległość do roku świetlnego (taki zabieg matematyczny jest często stosowany w fizyce, by pewne rzeczy stały się bardziej widoczne). Okazało się, że dwa elektrony oddalone o rok świetlny od siebie muszą w niewyjaśniony sposób natychmiast porozumieć się ze sobą za pomocą jakiegoś rodzaju sygnału poruszającego się szybciej od światła – co jest zupełnie niemożliwe w obrębie teorii względności. „Błyskawiczne oddziaływanie na odległość” – stwierdził niezadowolony Einstein.” [17]

Rozważając pojęcie „grawitacji” musimy brać pod uwagę konsystencję „niebytu” i kwestię odległości, czyli przestrzeni, a mianowicie, że „niebyt” jest niczym i nie stanowi żadnej siły, a przestrzeń i odległość jest pustym bezruchem nie stanowiącym żadnego oporu. A więc odległość dwóch przeciwieństw, ziemi i księżyca, w układzie „Ziemia –Księżyc” nie stanowi żadnej różnicy, przeszkody, na naturalnej „wadze” jaką jest przyroda. To dlatego w doświadczeniach fizyków mogą oni dowolnie „wydłużać” odległości w swych eksperymentach, by „pewne rzeczy stały się bardziej widoczne”, jak to czytaliśmy powyżej. „Błyskawiczne oddziaływanie na odległość” , jest błyskawiczne, bo odległość nie stanowi oporu, bo przestrzeń niebytu jest pustym bezruchem. A tego Einstein nie brał pod uwagę i dlatego musiał być niezadowolony.

Z tego rozumowania wynika, że obliczenia prawa powszechnego ciążenia (grawitacji) według wzoru Newtona, do dzisiaj obowiązujące, a biorące pod uwagę „odległości” pomiędzy masami, są błędne. Jego twierdzenie, że tzw. „stała grawitacyjna” jest odwrotnie proporcjonalna do „odległości” pomiędzy masami, zdaniem TNR, nie ma racji bytu, jest niesłuszne, odległość nie odgrywa roli a odwrotnie wynika z  siły przyciągania (odpychania) masy.

To co stwierdzane jest przez fizykę kwantową, a zupełnie niemożliwe jest w obrębie teorii względności Einsteina, wynika z reakcji układu na zakłócenie równowagi i dążenie do jej powrotu. Z TNR wynika, że tym niezrozumiałym „sygnałem” i tą dziwną „wiedzą” elektronów, tym oddziaływaniem i porozumiewaniem się „za pomocą sygnału” poruszającego się szybciej od światła jest natychmiastowa REAKCJA układu na zakłócenie równowagi i dążenie do jej powrotu. Każda akcja jest zakłóceniem istniejącej równowagi względnej i towarzyszy jej reakcja mająca na celu przywrócenie równowagi, a całość tej operacji zakłócenia i dążenia do równowagi nazywana jest „GRAWITACJĄ”. Ale nie w TNR, w TNR jest to „równowaga względna przeciwieństw”. Relacja równowagi (względnej) ustanawia i jest „siłą grawitacji”. Relacja ta ustanawia GRANICE bytu. Wiedza układu o akcji i odpowiedź na nią, czyli dostosowanie, reakcja, jest natychmiastowa czyli szybsza od światła. Natychmiastowa i szybsza od światła, to nie znaczy jednoczesna. Wg TNR pomiędzy akcją a reakcją występuje interwał niebytu, który wyklucza możliwość ich jednoczesności.

Ale aby zaistniała wiedza o akcji, najpierw akcja musi nastąpić i po zmianie układu sił w istocie danego bytu następuje nie tylko zmiana równowagi wewnętrznej, ale również ewentualnie reakcja i zmiana równowagi sił bytu wyższego poziomu.

Z tego wynika, że Teoria Nieantagonistycznego Rozwoju jest poszukiwaną „TEORIĄ WSZYSTKIEGO” opartą o prawo KONIECZNOŚCI DĄŻENIA do RÓWNOWAGI (prawo istnienia) i prosto i łatwo tłumaczy nierozwiązywalne zagadki i „osobliwości” nauki.

Byt ma granice i dlatego jest odrębną całością i daną treścią, bo ma do tego potrzebną energię. Granice, a więc odrębna całość i treść zależna jest od wielkości i jakości tej energii danego bytu i to ona, ta siła wewnętrzna każdego ciała, ustanawia poprzez konieczność zachowania równowagi te granice i umożliwia oddziaływanie każdego ciała z resztą Wszechświata. A więc nie zasada bezwładności, lecz odwrotnie zasada aktywności ciała obowiązuje świat materialny.

Wątpliwość Mariusza: Proszę zwrócić uwagę na fakt, że dążenie do zachowania równowagi to nie jest po prostu to samo co siła grawitacji. Każdy byt dąży do zachowania równowagi na swój własny sposób działając na siebie i na otoczenie swoją własną specyficzną siłą. I ta siła powstaje w drodze integracji sił niższego rzędu, które dany byt podporządkowuje sobie samemu. Siła grawitacji jest tylko jedną z takich sił. Oprócz oddziaływań grawitacyjnych istnieją rozmaite inne typy oddziaływań, za pomocą których byt wyższego rzędu może oddziaływać na otoczenie w celu zachowania równowagi, (np. oddziaływania elektromagnetyczne). Skoro nie można powiedzieć, że tylko oddziaływania grawitacyjne są sposobem zachowania równowagi wewnętrznej  i zewnętrznej bytu, to nie można powiedzieć, że grawitacja jest tym samym, co dążenie bytu do zachowania równowagi. Grawitacja jest tylko jednym ze sposobów w jaki byt dąży do zachowania równowagi.

Odpowiedź: Być może, ale to nie zmienia stanu rzeczy, że TNR odkrywa czym jest tzw. „grawitacja”. Ortodoksja nazywa grawitacją (czwarte) oddziaływanie jakiejś siły (być może nawet nadnaturalnej) i szuka cząstki subatomowej, kiedyś eteru, teraz grawitonu, która miałaby tę tajemniczą siłę przenosić. A dla TNR jest to po prostu relacja równowagi względnej bytów i nie ma tu żadnego znaczenia, że tak jak każdy byt jest inny, różny od wszystkich innych, tak samo jego aktywna siła i jego równowaga względna czyli tzw. „grawitacja” jest indywidualna. A jeśli chodzi o pozostałe oddziaływania materii w tym elektromagnetyczne, to ja skłaniam się do opinii, że też nie są to konkretne samodzielne byty, lecz ich relacje i prawidłowości przyrody wymuszające poszukiwanie równowagi względnej i dążenie do równowagi idealnej, czyli do niebytu. Natomiast w odpowiednich układach z tych relacji sił tworzą się konkretne siły = byty i tak np. foton czy energia elektryczna, to nie jest już dla mnie oddziaływanie bytu, lecz konkretny, samodzielny byt.



[1] Podsiad, Antoni, Zbigniew Więckowski (red.) (1983) Mały Słownik Terminów i Pojęć Filozoficznych, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa.

[2] Kategorią „siły”, jej definicją i przyczyną sprawczą, zajmuję się dokładniej w następnym rozdziale.

[3] Dokładniej zajmę się problematyką niebytu w rozdziale III.

[4] TNR próbuje przybliżyć się do racjonalizacji zmienności przyrody, czy to się mi udaje czytelnik oceni po przeczytaniu tej książki.

[5] Oczywiście w TNR owo „stworzenie” jest naturalną, materialną autokreacją bez żadnego nadnaturalnego Stworzyciela.

[6] Calvin, S. Hall, Lindzey Gardner (1998) Teorie osobowości, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.

[7] W więzieniu na Mokotowie znany był więzień, który zanim zmarł, w ciągu kilku lat zadał sam sobie kilkadziesiąt samookaleczeń – odcinał sobie palce u nóg i rąk, po kawałku uszy, w ostatniej fazie chodził z rozprutym brzuchem i ręką podtrzymywał sobie wnętrzności. Czyli sam zmieniał swoje fizyczne, a co za tym idzie i psychiczne granice, ale do śmierci był tą samą osobą. To jest jaskrawy przykład, ale weźmy inny przykład jakim jest „państwo”. Państwo bez przerwy, niezauważalnie i na różne sposoby zmienia swoje różne granice. Np. państwem jest system przeważającego PRAWA nad BEZPRAWIEM, kryzysem państwa, ZMIANĄ JEGO GRANIC jest przewaga BEZPRAWIA, preferowanie bezprawia w systemie władzy. Wszystkie władze państwowe nierządem wtedy stoją i zamiast dążyć do realizacji dobrze rozumianego INTERESU poprzez realizację zasad Sprawiedliwości, PRAWDY, Dobra i Piękna, dążą do BEZPRAWIA, czyli realizują wartości negatywne powodujące rozkład tego bytu. „Permanentna rewolucja kontrolowana” instytucjonalnie prowadzona środkami kryminologii radykalnej tzw. „młodego Marksa” prowadzona obecnie w Polsce, bardzo dotkliwie zmienia granice państwa. Państwo, tak jak i każdy człowiek, jest zawsze WYZNANIOWE, zawsze kieruje się jakimś systemem wartości, sposobem bycia. System ten zmienia się, a co za tym idzie zmieniają się granice państwa. Przyczyny zmienności granic zewnętrznych i wewnętrznych każdego państwa wykraczają poza sferę poczynań politycznych. Granice zmieniają się też pod wpływem procesów nie uświadamianych.

[8] Pisałem na stronie 78 pierwszego wydania książki TNR w wydaniu niemieckim: „Ale wszystko się zmienia, a więc A nigdy nie jest A , bo w każdej chwili A jest inne, a więc jest nie A. Czyli tego co się zmienia nie ma. To co jest, jest poza czasem. Jeśli nie ma niczego poza czasem, to nic nie istnieje. Oczywiście nie piszę tu o abstrakcyjnym, matematycznym A, lecz o wszelkich „rzeczach w sobie” pod to A postawionych (…).” Jeśli to jest prawidłowe rozumowanie, a chyba tak, to byt jest tak samo mało, czy NIEcharakteryzowalny, jak niebyt.

[9] Heraklit z Efezu, (1992) ‘Zdania’,w: Wit Jaworski (red.) W Kręgu przedsokratyków, Wydawnictwo. Miniatura, Kraków, s.21

[10] Jaworski, Borys Michajlovic, Andrej Antonovic Dietlef (1999) Fizyka, poradnik encyklopedyczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa. s. 607 – 610.

[11] Weinberg Steven (1994) Sen o teorii ostatecznej, ALKAZAR, Warszawa, s. 144

[12] Warto wspomnieć przy tej okazji o ostatnio zadeklarowanej we Florencji przez Tona Blaira i Gerharda Schroedera idei NOWEJ TRZECIEJ DROGI, koncepcji bardzo krytykowanej i nie posiadającej naukowego uzasadnienia ani filozoficznego odniesienia. Tymczasem moja poprzednia praca („Nieantagonistyczna Teoria Rozwoju – Ideologia Ofiar”, Frankfurt/Menem, 1989) wykazuje – na pewno nie jest jedyną stawiającą taką tezę – że nie ma (i nie może być) żadnego „kapitalizmu” ani żadnego „socjalizmu”, nie ma żadnego „wolnego rynku”, bo nigdy realna treść nie jest zgodna z idealną formą, czyli że ZAWSZE JEST TRZECIA DROGA, że istnieje tysiące „trzecich” dróg do wyboru, ale nie ma żadnego „środka”, czyli absolutnej równowagi.

[13] Nielogiczność antagonizmu jako negacji przeciwieństw wykazujemy w dalszej części tekstu

[14] Nauka w tym wypadku bezprawnie uzurpuje sobie wiarygodność, bo z jednej strony stwierdza niezmienność praw wynikających z warunkowania przyczynowego i równości przyczyny i skutku i rzekomo likwiduje wiarę w cuda (kontestuje powstawanie ex nihilo i opcję panteizmu), z drugiej strony, można powiedzieć, w magiczny sposób ustanawia osobliwości nieskończonej gęstości materii, jej wybuch, załamanie się wszelkich praw fizyki, czyli ustanawia cuda. Nauka przeczy sama sobie i co gorsze tępi, zupełnie jak w średniowieczu, wszelkie przejawy myśli niezależnej, kwalifikując je po prostu jako „nienaukowe”. „Nauka” usiłuje nieformalnie przejmować „władzę naukową” i nie ustalając żadnych reguł gry, chce decydować co jest prawdziwe, a co nie, poprzez przemilczanie i dyskryminowanie tego, co jest nie wygodne i wstydliwe. Nauka z jednej strony twierdzi, że ustanawia tylko hipotezy, ale w praktyce ustanawia rzekome reguły naukowości, czyli ustala święte prawa i dogmaty. I wtedy, kto silniejszy, ten lepszy. Kto zapłaci za promocję i wylansowanie, ten istnieje w nauce ! To jest straszne ! Nic dziwnego, że ten obszar stosunków społecznych znajduje się w takim ślepym zaułku i to chyba na całym świecie.

Przymus i siła rządzi w nauce, instrumentalność i użyteczność, czyli polityka degeneruje wiedzę, faktyczna równowaga rozwoju społecznego jest ciągle bardziej zachwiana tworząc niebezpieczeństwo jej całkowitego załamania. Zapowiada się koniec twórczej i pięknej strony bytu człowieka. Coraz dalej postępuje wynaturzanie się racjonalności, równanie 2x2=5 staje się użytecznym, silniejszym i wbrew wszelkim racjom taki wynik tego równania jest głoszony i propagowany.

[15] TNR akceptuje to twierdzenie.

[16] Malone, John (2002) Nierozwiązane Zagadki Nauki, AMBER, Warszawa, s. 120.

[17] Malone, John (2002) Nierozwiązane Zagadki Nauki, AMBER, Warszawa, s.140