1.6. Tożsamość bytu.
Przeciwieństwa w równowadze względnej, określają
treść bytu, czyli konstytuują go, ustanawiając jego względną TOŻSAMOŚĆ.
Tożsamość bytu, wynikająca z jego istoty (z elementów przeciwstawnych sił i
różnic ustanawiających równowagę) i egzystencji, jest TOŻSAMOŚCIĄ, względną,
ale konkretną i niepowtarzalną. Albowiem, jeśli stosunek elementów bytu ulega
zmianie naruszającej ich równowagę względną, to następuje, na skutek tej
zmiany, rozkład bytu, czyli zanik tej tożsamości lub powstaje inny byt i inna
tożsamość względna.
TOŻSAMOŚĆ
bezwzględna bytu, czyli jego identyczność samego ze sobą, byłaby nie do
pogodzenia z jego byciem (procesem, zdarzeniem), dlatego TNR przyjmuje, że byt
konkretny jest, ale tylko w sensie akcydentalnym, bo jest w procesie stawania i
rozkładania się.
Zdrowy rozsądek poprzez swoje narzędzia jakimi są
nauka i rozum, wymaga od nas szukania, tworzenia, chwytania się STAŁYCH
przedmiotów fizycznych, rzeczy, zjawisk i pojęć. Chcemy wiedzieć co jest co i
czego się „trzymać”. Po prostu szukamy bezpieczeństwa. Tymczasem
okazuje się, że nasz rozum często nie trzyma się rzeczywistości, stawia sobie
za cel Jednię Parmenidesa, byt całkowicie identyczny ze sobą, a tymczasem
wszystko dzieje się w czasie i przestrzeni, wszystko zmienia się w procesie
stawania się.
Rozum dąży do
identyfikacji, do tożsamości. Zasada determinizmu przyczynowego i prawa
logiki, są zasadami porządkowania, identyfikowania stosunków, zdarzeń, rzeczy,
przedmiotów, podmiotów, racji, czy pojęć, czyli są zasadami mającymi na celu
ustalanie bezwzględnej tożsamości. Próby racjonalizacji rzeczywistości to
poszukiwanie świata wiecznie niezmiennego. A tymczasem wszystko zmienia się w
procesie stawania się. A więc intelekt i wszystko co z niego wynika: nauka,
sztuka, rozum, idea, każda myśl indukcyjna i dedukcyjna, wszystko to przepojone
jest fałszywą ontologią i metafizyką opartą o teorię bytu Parmenidesa.
Nie znaczy to, że wszelka metafizyka jest fałszywa.
Pozytywistyczne i wszystkie późniejsze próby degradacji i oddzielania ontologii
i metafizyki od nauki i od innych wysiłków człowieka dążących do wyjaśniania
rzeczywistości są całkowicie nieuprawnione. Fakt, że rozum dąży do
porządkowania i tożsamości, i nie potrafi uporać się z czasem, przestrzenią i
zmianą, czyli byciem i życiem, nie znaczy, że metafizyka oddająca
sprawiedliwość byciu bytu jest niemożliwa.
W idei tożsamości, czyli całkowitej identyczności
bytu z samym sobą tkwi sprzeczność nie do pokonania, bo byt całkowicie tożsamy
ze sobą byłby bytem bez ruchu, bez bycia, co równałoby się idealnej równowadze
bytu i jego egzystencji, co sprowadzało by byt do niebytu. Jeśli więc mamy
oddać sprawiedliwość realnej egzystencji bytu to jego bycie nie
może być pojmowane jako statyczne. A więc tożsamość bytu, czyli jego
identyczność ze sobą, musi być uznana za nieosiągalną, idealną formę,
stanowiącą kres bycia bytu. Równowaga idealna to stan bytu, w którym istniejące
siły (przeciwieństwa) idealnie wzajemnie się znoszą, a więc nie powodują ruchu.
Równowaga doskonała to bezruch, czyli niebyt. Dlatego to zasada określająca
naturę bytu ma charakter relatywny, bo zależy od jego sposobu bycia. A
tożsamość bytu przybiera postać tezy: „każdy byt jest tym, czym jest”.
Każdy byt „żyje” błyskawicznymi
zdarzeniami, kwantami swej energii (siły), zmienia się ustawicznie, bo po
każdym interwale, czyli przerwie pomiędzy zdarzeniami, jest inny, czyli nie
jest tym samym bytem. Byt „wdziera” się w niebyt, każdy interwał
kwantu jest spotkaniem bytu z niebytem, jest „interwałem niebytu”.
Można powiedzieć, że świat ciągle „rodzi się na nowo”.
Metafizycznie sprawę ujmując i stosując transcendencję, AKT STWORZENIA TRWA.
BYT to
względnie zrównoważona całość danej realności, posiadająca treść
zdeterminowaną (przez dążenie do równowagi), nienumeryczną (względną) tożsamość
i swoje, względne, płynne GRANICE. Byt jest wewnętrznie nie-tożsamy, zależny od
układu przeciwieństw. Treść bytu „składa” się z relacji (stosunku i
różnicy przeciwstawnych sił), ale będąc zrównoważoną całością i treścią, nie
jest RELACJĄ – jest bytem i względną tożsamością.
Byt jest skończony. GRANICE konkretnego bytu i jego
pole, są względne, ale istnieją i dowodzą jego skończoności, są odgraniczeniem
od i ujawnianiem jakiegoś bycia innych, sąsiednich bytów i NIEBYTU. Mało tego,
TNR twierdzi, że niebyt umożliwia i implikuje byt i czyni go AUTENTYCZNYM
(prawdziwym, rzeczywistym, nie pozornym). Tylko dzięki niebytowi egzystuje
REALNY, obiektywny byt. Byt jest tylko wobec niebytu, gdyby nie było niebytu,
nie było by bytu.
Istnienie bytu jest istnieniem względnym i czasowym,
ale mimo faktu niezgodności jego treści z idealną formą, nie jest to istnienie pozorne. Byt
istnieje REALNIE, tak jak i niebyt. Zjawisko niezgodności treści bytu z
formą jest właśnie przyczyną jego istnienia, bo przyczyną umożliwiającą ciągłe,
ewolucyjne ZMIANY, bycie (rozwój złożoności i rozkład), a więc realność bytu. RUCH i ZMIANA urealnia byt, a tym samym i
niebyt. Gdyby treść bytu była idealna z formą, czyli gdyby równowaga
przeciwieństw istoty (tego stadium) bytu nie była względna, lecz idealna, nie
byłoby zmiany (ruchu), a więc nie byłoby bytu, a tylko bezruch, czyli niebyt.
Istnienie bytu określone jako równowaga względna w zbiorze wszystkich
przeciwieństw danego bytu jest WZGLĘDNE, jest procesem, nieustanną zmianą, ale
nie wynika z tego, że jest POZORNE. Stany równowagi względnej danego bytu i
niebytu nie są pozorne, odwrotnie, są jak najbardziej konkretne, realne i
tworzą rzeczywistość. Przyczyną zmienności i nietrwałości bytu jest względność
równowagi zmuszającej do zmiany. Niebyt wyznaczając granice bytowi, poza
którymi byt przestaje być bytem, jest przyczyną tego co trwałe w bycie, a więc
jest przyczyną istnienia realnego bytu.
Każdy byt
jest konkretny i unikalny, jednostkowy, różny od każdego innego, nie ma
bytów identycznych, każdy jest niepowtarzalnym egzemplarzem, każdorazowo i
zawsze jest tylko tym-oto bytem istniejącym tu i teraz. Esencja oraz czas i
przestrzeń determinują indywidualizację i niepowtarzalność bytu. Jeśli nawet
różnica między bytami nie wynika z różnicy w układach przeciwieństw, czyli z
dynamiki esencji i egzystencji tych bytów, to różnica miejsca i czasu (np.
atomów tych samych pierwiastków) z konieczności sprawiają, że takie same rzeczy
stają się odmienne. Związek bytu z czasem i przestrzenią jest absolutny,
prawdopodobnie stanowi sprzężenie tych czynników, powoduje jednak każdorazowo
unikalność bytu, czyni, że byt jest zawsze i z konieczności TYM-OTO bytem, a
nie innym.
Jeśli więc istotą bytu według TNR jest równowaga
względna przeciwieństw, która to równowaga jak i przeciwieństwa z natury rzeczy
są w ciągłej zmianie, to znaczy, że nasz byt nie zawiera niezmienniczej
substancji materialnej, a istotą rzeczy jest równowaga względna przeciwieństw
dążąca do idealnej formy. Materia, charakteryzowana jako przeciwstawne siły,
pozostaje na drugim planie, jest tworzywem podporządkowanym wymogowi zachowania
równowagi, czyli istotnych właściwości bytu w dążeniu do formy. Istota bytu,
treść, dąży do formy, lecz nigdy jej nie osiąga, gdyż przeciwieństwa, z których
się składa, nigdy nie są równe, dlatego, że nie są równe, są przeciwieństwami. FORMA jest idealną (doskonałą) FUNKCJĄ wirtualną wypływającą z
niebytu, coś w rodzaju platońskiej IDEI lub Locke’a procesu abstrakcji,
ale ponieważ jest to IDEA można powiedzieć przyciągająca, bo forma podąża za funkcją, jest dla TNR konkretna (a nie tylko
pomyślana, wyabstrahowana), tak samo jak
konkretny jest byt do niej zdążający.
Zgadzając się z Arystotelesem twierdzę, że ta
DOSKONAŁA forma jest wzorem i wyznacza akt bytu i również jego dalsze działanie
i cel. Ale idealna forma nigdy nie jest zgodna z NIEDOSKONAŁĄ, materialną
treścią. Niezmienniczym „substratem” (podstawą, podłożem własności:
bezruchu, wieczności, nieskończoności) naszej rzeczywistości nie jest materia,
lecz niebyt. Nie znaczy to jednak, że jest to proste odwrócenie twierdzenia
Parmenidesa: „byt jest, a niebytu nie ma” na „bytu nie ma,
jest niebyt”, gdyż moim zdaniem, istnieje zarówno byt jak i niebyt. Materia, której substratem jest energia
(siła), jest wtórna i zmienna, względna, ale JEST.
Każdy byt ma swoje granice (względne), a niektóre
byty, jak np. człowiek, mają elastyczne granice, a nawet, jak dowodzi
amerykański psycholog Kurt Lewin w swojej teorii pola,
mają więcej niż jedną granicę – gdy pierwsza granica zostaje pokonana
przez obcą siłę („atakujący układ”), rdzeń bytu, jaźń człowieka, ma
możliwości wycofania się za granicę drugą, a wg mnie, może i trzecią i którąś
tam z kolei.
Byt ma rdzeń
istotnych cech i wielość swoich właściwości, przypadłości, strukturę,
granicę, wewnętrzną organizację systemu, sposoby bycia i znajduje się w polu
powiązanych ze sobą systemów innych bytów i ich równowagi. Struktura bytu jest
zdeterminowana, podlega zależnościom przyczynowo-skutkowym, wywodzi się z
konieczności – interakcje, sprzężenia i sprzężenia zwrotne, przyciąganie
i odpychanie, to wszystko działa na strukturę i w samej strukturze bytu.
Elementy nieuporządkowania też odgrywają dużą rolę. Byt działa na inne byty i
środowisko (pole) wszystkich innych bytów, i odwrotnie, inne byty i ich
środowisko, pole działają na byt. Granica bytu jest mniej, lub bardziej
przenikalna i elastyczna, jej charakter uzależniony jest od sytuacji, ale
GRANICA JEST. Byt o równowadze wewnętrznej egzystuje w środowisku o równowadze
zewnętrznej we wzajemnej zależności względnej. Część bytów oprócz elastyczności
granic może mieć więcej niż jedną granicę – gdy jedna zostaje np.
przerwana, byt „kurczy się”, rdzeń (istota) bytu otacza się inną
granicą.
KAŻDY byt zmienia się ciągle – RUCH wewnątrz
bytu trwa – a więc nie tyle trwanie bytu, co trwanie samego ruchu,
EWOLUOWANIE, proces spontanicznego rozwijania się i eliminowania zbędnych czy
zbyt słabych możności, PROCES STAWANIA SIĘ jest egzystencjalną i istotową
właściwością bytu. I przemawia to za dynamiką egzystencji. Stawanie się jest
ciągłą zmianą bycia dziejącego się w esencji, pociągającą za sobą zmianę
egzystencji. Dowodziło by to, że egzystencja, tak jak i istota, jest również
dynamiczna, ale tak nie jest, istnienie jest bierne, jest albo nie jest, jest
warunkiem warunków, predykatem drugiego stopnia.
Równowaga przeciwstawnych sił w istocie bytu jest
względna, napięcie wywołuje napięcie, trwa RUCH. W rezultacie, tego procesu nie
jesteśmy w stanie zatrzymać, (również dlatego, że sami jesteśmy jego częścią),
zastopować, czyli podać jego charakterystykę. Wyodrębnianie fragmentu
rzeczywistości musi być zawsze ryzykowne i jest abstrakcyjne. Wszystko
„płynie”, a części tego co płynie usiłujemy zatrzymać i unieruchomić – w ten sposób
tworzymy prawdopodobnie karykaturę tej rzeczywistości.
Mówił to już Heraklit: „Oczy i uszy źle świadczą człowiekowi, którego
barbarzyńska dusza nie posiadła ich języka”.
ROZUM mówi co innego niż ZMYSŁY.
Moim zdaniem, Wszechświat, rzeczywistość, składa się
z niebytu absolutnego (próżni absolutnej), obrzeży (próżni kosmicznej, polaryzującej),
czyli niebytu wymieszanego z bytem i bytu, który jednak nie jest nigdy bytem
absolutnym, bo jego wbudowaną częścią jest zawsze niebyt. Czyli TNR jest
opisem świata całkowicie odmiennym od dotychczas istniejących, które twierdzą
odwrotnie, a mianowicie, że „nic nie powstaje z niczego”, świat
jest tylko i wyłącznie materią, bytem absolutnym, a niebytu absolutnego nie ma.
W świecie filozofii i „nauki” obowiązuje nadal twierdzenie
Kartezjusza, że „Próżnia nie istnieje i Wszechświat fizyczny jest
rodzajem ogromnego zegara, w którym wszystkie siły mają charakter
popchnięć.” Druga część tego twierdzenia jest zmodyfikowana teoriami
mechaniki kwantowej i pola, oraz teoriami rozkładu gęstości prawdopodobieństwa,
wolności i twórczości, a rzeczywistość traktuje się jako „sieć”
wzajemnych powiązań i całość (co wcale nie oznacza, że w tej sieci i w tej
całości uniwersalna zasada „każdej akcji towarzyszy reakcja”
przestała obowiązywać), ale pierwsza część tego twierdzenia Kartezjusza, że „próżnia
nie istnieje” w pełni obowiązuje nadal. TNR sprzeciwia się temu stanowi
rzeczy i proponuje filozofii i naukom szczegółowym np. fizyce, nowy twardy
rdzeń i paradygmat: NIEBYT, próżnia, nicość i równowaga bytu i niebytu, jako
wzorzec i nowy model myślowy. Za proponowanym przeze mnie nowym
paradygmatem nauki przemawia również teoria kwantu, ujawniająca nieciągłość
energii (materii) i jej porcjowanie, czyli ujawniająca również interwał
(przerwę pomiędzy porcjami) i stałą Plancka, porcję energii. Interwał jest moim
zdaniem naukowym dowodem istnienia niebytu, bo jak dowodził Parmenides, każda
nieciągłość bytu musi być niebytem.
Wszechświat jest nieskończony, ale nie tylko bytem
jest zapełniony, lecz również i przede wszystkim niebytem absolutnym. Gdyby
świat był tylko bytem nieskończonym, niebo powinno wyglądać jak jeden
błyszczący jasnością ekran. Tymczasem my widzimy miliardy gwiazd, ale jednak
widzimy poszczególne gwiazdy, a nie światło nieskończonej ilości gwiazd.
1.7. Powstanie bytu.
BYCIE bytu zależne jest od równowagi wewnętrznej i
zewnętrznej, czyli byt jest ZALEŻNY, ma przyczyny, otrzymał istnienie (otrzymał
istnienie od układu przeciwieństw, czyli od warunków i przyczyn pozwalających
na powstanie tego bytu – Arystoteles nazywał tę kategorię:
„postacią istotową”). Nie jest to byt ani „prosty”
Parmenidesa, ani „idealny” Platona, nie można mojego rozumienia
bytu utożsamiać z ich koncepcjami. Mój byt jest realny, zdeterminowany
koniecznością zachowania równowagi względnej, byt od którego wywodzą się wszystkie
inne jego idee.
BYT i jego BYCIE, czyli stawanie się, trwanie i
przemijanie, są PROCESEM ciągłym – dzieją się w czasie i przestrzeni bez
przerwy w jakimś jego POLU aktualnie doświadczanym. Byt i niebyt są
przeciwieństwami. Między tymi przeciwieństwami jest zawsze różnica potencjałów
i z tej różnicy sił powstaje napięcie i następnie jakieś nowe jestestwo (siła,
energia, cząstka elementarna, materia niezrównoważona na obrzeżu bytu i
niebytu).
Moim zdaniem byt powstaje następującym trybem:
NIEBYT
(NICOŚĆ) jest kategorią materialistyczną, jest realną, materialną bezsiłą.
Bierną siłę niebytu tworzy bezruch o temperaturze bezwzględnego zera, w
wiecznym teraz idealnie zrównoważony z ciśnieniem nieskończonej pustki. Siły
ciśnienia i temperatury są siłami materialnymi. Ponieważ niebyt jest
nieskończonością, to w tej nieskończoności możliwe są nieskończenie mało
prawdopodobne zdarzenia. W nieskończonym teraz i nieskończonej pustce,
LOKALNIE, zawsze przypadkowo i bez przyczyny może się zdarzyć, nieskończenie
mało prawdopodobne, minimalne odchylenie od tego idealnego zrównoważenia, czyli
ASYMETRIA tych sił i rozpoczyna się kreacja NOWYCH sił materialnych, mających
na celu wyrównanie tej asymetrii i w konsekwencji powstają cząstki elementarne,
a następnie złożoności, przeciwieństwa i byty.
Innymi słowy: gdy idealne zrównoważenie niebytu
(siły biernej, czyli BEZSIŁY) załamuje się i pomiędzy siłami powstaje różnica
potencjałów, asymetria układu kreuje nową siłę aktywną. NAPIĘCIE wywołane
informacją (o potrzebie), zmienia się w nową cząstkę elementarną i POTENCJĘ tej
cząstki (możliwość, sposobność), potencja przechodzi w MOŻNOŚĆ (cząstka cały
czas wspina się na drabinę złożoności), możność wzmaga się, aktualizuje,
kulminuje, przeciwieństwo ostatecznie formułuje drugie przeciwieństwo, i powstaje
istota i pełnoprawny AKT BYTU materialnego, całość, treść, realność, która
„żyje”, rozwija swoją złożoność, ISTNIEJE, trwa.
Niebyt jest idealnie doskonałym zrównoważeniem
materialnych przypadłości, zimna bezruchu i ciśnienia pustki. Ale przypadłości te
nawet w idealnym zrównoważeniu oddziałują na siebie, zimno działa na ciśnienie,
ciśnienie działa na zimno i w nieskończonej tej symetrii na zasadzie
komplementarności przeciwieństw powstają załamania się tego zrównoważenia, a co
za tym idzie powstaje ruch i zmiana i w
efekcie narodziny cząstek.
Taka moja wizja powstawania bytu z niebytu jest
tylko wizją. Faktem jest, że byt istnieje i musiał powstać z niczego. Prędzej
czy później człowiek wypracuje nie tylko filozoficzną wizję powstawania ruchu w
bezruchu, lecz konkretną jego naukową procedurę.
Przyczyną sprawczą, powodującą zaistnienie nowej
siły i w konsekwencji nowej rzeczy, ZASADĄ, od której byt realnie pochodzi,
jest komplementarność przeciwieństw i powstająca z niej ASYMETRIA KAŻDEGO
UKŁADU. Ta zasada asymetrii jako przyczyny powstawania nowych sił, nie wymaga
PIERWSZEJ PRZYCZYNY, ani NIERUCHOMEGO PORUSZYCIELA, bo sama jest ostatecznym
źródłem bytowych przemian.
Droga jaką powstaje byt z niebytu: losowe i lokalne
naruszenie symetrii niebytu, powoduje asymetrię układu, co skutkuje narodzeniem
się nowej siły, z której tworzy się nowa cząstka, a dalej informacja, napięcie,
potencja (możliwość, sposobność), możność, aktualizacja i FORMA (ukształtowana
przez funkcję), są to moim zdaniem, FAZY kreujące AKT bytu. Niebyt, nicość,
pustka, bezruch, jest siłą idealnie zrównoważoną, ale LOKALNIE i losowo (bez
jakiejkolwiek konkretnej przyczyny, ale na zasadzie „komplementarności
przeciwieństw”) zdarzyła się raz asymetria układu, a następnie wiele razy,
dopóki asymetria układu trwa, produkuje następne siły materialne. Każda siła
kreuje przeciwstawną siłę. Niebyt i byt są przeciwstawnymi siłami o różnym
potencjale. Z tej różnicy potencjałów rodzi się ewolucyjnie nowe, materialne
jestestwo, materia niezrównoważona (jakaś cząstka). Idealnie zrównoważone siły
niebytu, mają charakter wirtualny, czyli ujawniają się tylko skutkami,
materialnymi EFEKTAMI najpierw w postaci materii niezrównoważonej i następnie
po przebyciu wyżej opisanej drogi, w akcie bytu.
Ten opis tworzenia się bytu, pochodzi w dużym
stopniu jeszcze od Arystotelesa i, o ile wiem, od tamtego czasu generalnie nie
został zmieniony, dopiero teraz TNR próbuje go uzupełnić, uszczegółowić i
ujawnić przyczynę sprawczą. Potencjalność, możność, aktualizacja, akt i forma,
to określenia Arystotelesa. TNR dodaje tu tylko powiązanie z niebytem, materią
niezrównoważoną (obrzeżem), „informację” i „napięcie”
– co moim zdaniem zaliczać trzeba do arystotelejskiej „materii
prima”, „czystej możności”, czyli do niebytu, którego z kolei
Arystoteles za Parmenidesem i Platonem nie uznawał (czyli był niekonsekwentny).
Informacja wynikająca z rozkładu gęstości prawdopodobieństwa i powodująca
napięcie, potencjalność, możność, aktualizacja, FORMA, to przecież kategorie
niematerialne. Dopiero AKT tworzący się z materii niezrównoważonej
przebiegającej tą idealną drogę, inauguruje byt, dopiero wtedy byt staje się
bytem. Czyli jego formowanie się jest dokonywane, jak tu widzimy, poprzez SIŁY
NIEMATERIALNE, nie pozwalające się matematycznie czy fizycznie zidentyfikować.
Informacja, napięcie, potencjalność, możność, forma i akt, są fazami
„drogi” wyznaczanej przez siły idealne wyznaczane przez formę, za
funkcją, czyli misją.
Fakt powstawania nowych cząstek wprost z niebytu
jest uznawany przez współczesną fizykę:
„(…) W pewnym obszarze wiązki przecinają
się i zawarte w nich cząstki mogą ze sobą oddziaływać. W rezultacie cząstki
rozpraszają się: ulega zmianie stan ich ruchu i POWSTAJĄ NOWE CZĄSTKI, które następnie rejestrowane są
za pomocą detektorów; dokonuje się również pomiarów charakteryzujących je
wielkości fizycznych”.
„Podkreślamy, że tworzące się cząstki nie
wchodzą w skład cząstek początkowych, a
RODZĄ się bezpośrednio w
procesach ich zderzeń lub rozpadów.”
„(…) Obecnie jako podstawowe źródło
cząstek wykorzystywane są akceleratory, które wytwarzają intensywne wiązki
cząstek naładowanych o wysokich energiach. Przy oddziaływaniu pierwotnej wiązki
z tarczą uzyskiwane są wiązki wtórne, wiązki trzeciego rzędu i dalsze, które
zawierają nie występujące w przyrodzie cząstki elementarne i jądra
atomowe.”
„Z punktu widzenia generacji nowych cząstek
szczególnie wydajne są urządzenia z wiązkami przeciwbieżnymi (…)”
„Zastosowanie przeciwbieżnych (w języku TNR
powiedzielibyśmy: przeciwstawnych przeciwieństw) wiązek elektronowo –
pozytonowych stanowi jedną z najbardziej wydajnych metod generacji i badania
nowych cząstek.”
Steven Weinberg w swojej książki opisując procesy
mikro pisze:
„Do przesunięcia energii daje wkład nie tylko
proces emisji i reabsorpcji fotonów, ale również proces, w którym w próżni spontanicznie powstają pozytron, foton i drugi
elektron, a następnie foton jest absorbowany podczas anihilacji pozytronu z
oryginalnym elektronem”.
Wszechświat jako całość obejmująca wszystko co jest,
jest samoistny. Nie musiał mieć żadnej zewnętrznej przyczyny sprawczej, bo
powstał od wewnątrz, jest sumą niebytu, bytu i materii niezrównoważonej w
możności, z nieskończonym wachlarzem prawdopodobieństw, ale zawsze ograniczonym
ramami przeciwieństwa. Niebyt jest wieczny, więc nie wymaga przyczyny. Na
skutek jakiegoś lokalnego i losowego załamania się idealnej równowagi sił
niebytu powstał w konsekwencji byt. Jak powstała pierwsza ASYMETRIA sił w
niebycie, która spowodowała zaistnienie nowych sił i powstanie bytu? Jest to i
będzie oczywiście pytaniem otwartym, ale w TNR pytaniem materialistycznym, a
nie zależnym od wiary i rozumu, czyli dwóch obszarów świadomości człowieka.
Jest to problem PIERWSZEJ PRZYCZYNY. Ale nie był to Pierwszy Poruszyciel
Arystotelesa, Bóg też nie musiał nic stwarzać, albowiem jestem zdania, że NIE
jest to problem BOGA, diabła, ani żadnego innego Absolutu, a tylko problem
zwykłego zrozumienia KAŻDEJ PRZYCZYNY. Pierwsza przyczyna była taka sama, jakie
mamy na porządku dziennym każdej inne przyczyny (a mianowicie komplementarność
przeciwieństw). NIEBYT jako taki nie wymaga, moim zdaniem, Aktu Stworzenia, ani
Boga. Niebyt musiał istnieć zawsze i będzie istnieć zawsze. Wieczność. Wieczne
teraz. Bezruch i nieskończona pustka, przestrzeń, nie mająca żadnego
„tła”, bo przestrzeń jest nieskończona. „Akt
Stworzenia” mógłby dotyczyć BYTU jako takiego, ale nie niebytu, nicości.
A z nicości, zdaniem TNR, powstaje „coś”.
1.8. Rozwój bytu.
Wg TNR należy wyraźnie odróżniać powstawanie bytu z
niebytu, oraz ROZWÓJ już powstałego bytu, czyli rozbudowywanie się jego
złożoności. Rozwój złożoności postępuje analogicznie do procesu początkowego
powstawania bytu, ale dzieje się już „na bazie” materii już
utworzonej. Tymczasem powstawanie jestestw (materii) dzieje się na obrzeżach
bytu i niebytu, czyli w próżni polaryzującej, w próżni wymieszanej już w
jakimś, mniejszym lub większym stopniu z materią.
Byt ma swoje BYCIE, które jest „życiem”
i funkcjonowaniem. Pojawia się więc pytanie, czy zdołaliśmy go z tego
nieustannego procesu stawania się wyodrębnić? Rzeczywistość staje się, jest w
ciągłym RUCHU, tworzy byt i go rozkłada, czyli jeśli nawet słusznie i
skutecznie wyodrębniamy mniejszy, czy większy fragment tej rzeczywistości, to
jest to tylko fragment, zatrzymany, abstrakcyjnie wyrwany z ruchu i środowiska
i w gruncie rzeczy niewiele o swej istocie nam mówiący, a o ruchu, powstawaniu
i ginięciu, mówiący nam jeszcze mniej. Stąd potrzeba holistycznego
(całościowego) ujęcia. To po pierwsze. Po drugie, byt jest bytem w ruchu
– ma „życie” (oczywiście metaforycznie). „Życie”
natomiast zawiera w sobie nie tylko mechanizmy i cele, przyczyny i skutki, ale
i motywy i nowości oraz rozwój złożoności. Jest to PROCES. Uproszczone ujęcie
mechanistyczne i teleologiczne na pewno nie wyjaśnia, ani fragmentarycznego
bytu, ani procesu stawania się. Tym nie mniej założenia upraszczające są
konieczne, bo opis wszystkich szczegółów jest na pewno zbyt skomplikowany i
niewykrywalny. W każdym razie wynika z tego, że rzeczywistość jest ponad bytem
(tworzy i rozkłada), czyli jest jestestwem zawierającym byt w równowadze
względnej z niebytem.
RÓWNOWAGA
istotnych cech bytu jest zawsze względna (asymetryczna) – utrzymuje
się w jakimś stosunku do ŚRODKA, z jednej lub z drugiej strony „środka”,
w bliższym lub dalszym dystansie od środka, NIGDY nie zatrzymując się w „środku”, tak jak i nigdy
nie zatrzymując się w jakiejkolwiek innej pozycji, po prostu dlatego, że byt i
jego treści charakteryzują się stanem DYNAMICZNYM, są w ustawicznym RUCHU. Krzywa
równowagi układu przeciwieństw oscyluje w pobliżu środka, ale nie w środku.
„Środek” jest ewentualnie przekraczany to w jedną to w drugą
stronę, ale nigdy nie jest trwale osiągany. Z tego faktu dynamiki układu wynika
wniosek, że zawsze jest jakaś „trzecia
droga”, albo po jednej, albo po drugiej stronie, ale nigdy w środku. I
tych „trzecich dróg” może być bardzo wiele.
Osiągnięcie przez przeciwieństwa i trwanie w „środku” układu
przeciwieństw byłoby STANEM IDEALNEJ RÓWNOWAGI – zatrzymaniem ruchu
– osiągnięciem JEDNOŚCI przeciwieństw, osiągnięciem punktu idealnego,
czyli punktu „OMEGA” dla tego bytu. Skutkiem tego dany byt
przestałby być tym oto bytem, bo stałby się bytem idealnym, czyli bezruchem,
czyli niebytem. Wynik byłby ten sam, co przy antagonizmie przeciwieństw, czyli
przy NEGACJI, czyli przy przekroczeniu granicy równowagi względnej –
zniesieniu przeciwieństwa, co jest nielogiczne
A więc obowiązuje zasada wyłączonego środka, do
idealnej symetrii i zniesienia sił (przeciwieństw) w obszarze bytu nigdy nie
dochodzi, bo przeciwieństwa nigdy nie są równe.
Fakt, że świat nieożywiony również reaguje, jest
podstawą tezy TNR, że również ulega ewolucji i ciągłej kreacji. Naukowe
twierdzenia o przypadkowości powstania przyrody ożywionej i człowieka, są sprzeczne
z ontologią TNR, według której wszystko ma swoja rację, własną przyczynę, jest
z konieczności. „Wszystko co jest
musi być”. I twierdzenia te nie są wcale sprzeczne, moim zdaniem, z
kwantową teorią pola i prawdopodobieństwa, albowiem, gdy wszystkie możliwości i
prawdopodobieństwa są wykorzystane, „wszystko co jest, musi być”.
Ponieważ istotą bytu TNR jest stan wynikający z nierównowagi przeciwieństw,
czyli znoszenia i uzupełniania się przeciwstawnych sił, te oddziaływania
wzajemne mają charakter asymetryczny i dlatego generujący nowe siły. A więc
wszelkie byty i jestestwa podlegają zasadzie wewnętrznej aktywności w
interakcji z impulsami płynącymi z zewnątrz układu, czyli z bytu wyższego
poziomu. Zewnętrzne przyczyny sprawcze działają jako siły napędowe procesów
wewnętrznych, wyzwalają i umożliwiają wewnętrzną aktywność i w ten sposób
powstaje oddziaływanie wzajemne jestestwa ze środowiskiem, czyli samoczynny ruch przyrody.
Gdy z wiecznego niebytu powstaje byt i następują
wszelkie dalsze procesy, w których wyniku widzimy wspaniały, niesłychanie
różnorodny i skomplikowany Wszechświat, staje się dla nas jasne, że ewolucyjne
współdziałanie zewnętrznych i wewnętrznych przyczyn sprawczych jest
poszukiwaniem symetrii, powrotem do idealnego zrównoważenia.
Staje się również jasne, że idea
„determinowania zewnętrznego”, czyli arystotelesowska zasada, że
„cokolwiek porusza się,
poruszane jest przez coś innego” i twierdzenie tomistów, że
„podmiot zmiany nie zmienia się, lecz jest zmieniany” nie
odpowiadają obiektywnemu stanowi rzeczy, gdyż tzw. „przyczyna sprawcza zewnętrzna”
wobec jednego poziomu bytu jest zawsze przyczyną wewnętrzną i oddziaływaniem
wzajemnym w układzie bytu wyższego poziomu.
Z twierdzenia TNR mówiącego, iż równowaga względna
przeciwieństw jest istotą bytu wynikają idee samoczynnego ruchu materii i
samowystarczalności przyrody. Nieustanny proces przemian materialnego
Wszechświata (sumy bytu i niebytu) jest ewolucyjnym współdziałaniem impulsów i
warunków wewnętrznych takich czy innych jestestw na takich czy innych poziomach
układów ich złożoności. Jeśli przyczyny mają swoje przyczyny uwarunkowane
nieskończenie wieloma oddziaływaniami ze strony wewnętrznej aktywności innych
konkretnych obiektów, jeśli wszystko zależne jest od wszystkiego, pomimo obowiązujących,
ale elastycznych i uwarunkowanych granic, nieuchronną konsekwencją staje się,
przynajmniej częściowe, uniezależnienie od otoczenia, czyli indeterminizm,
samo-determinizm, spontaniczność, wolność, kwantowa teoria prawdopodobieństwa.
A więc w zasadzie w TNR, tak jak i w innych
deterministycznych systemach ontologicznych nie ma miejsca na jakieś
nadzwyczajne „nowości”, bo nowości są na każdym kroku,
„nowości” są czymś zwyczajnym, a każda nowa asymetria każdego
układu tworzy nową siłę, z której wobec obowiązywania zasady prawdopodobieństwa
wszystko może się pojawić. Wszystko co się tworzy jest nowością.
Determinizm czyli zasada przyczynowego uwarunkowania
wszelkich zjawisk przyrody i rozwoju bytu, jest strukturalnie związany ze swoim
przeciwieństwem, indeterminizmem. Determinizm i indeterminizm nie wykluczają
się, lecz przenikają i uzupełniają się wzajemnie, tak jak wszystkie inne
przeciwieństwa w TNR. Zdaniem TNR wszystko jest zdeterminowane koniecznością
szukania równowagi i dlatego świat „produkuje” same nowości, bo
równowaga jest wtedy najłatwiej osiągalna. W ten sposób zdarzenia wcześniejsze
nie wyznaczają ściśle zdarzeń późniejszych, czyli obowiązuje indeterminizm.
TNR przyjmuje i formułuje prawa determinujące rozwój bytu, ale nie wynika z tego
możliwość jednoznacznego przewidywania rodzaju skutków wywoływanych przez
konkretne przyczyny. Nie znaczy to również, że „nie ma żadnych ogólnych
praw, które określają kształt zdarzeń w naszym świecie.”
Determinizm jest terminem wieloznacznym, używanym w
różnych ujęciach, a przede wszystkim określającym bieg zdarzeń przyczynowo lub
celowościowo. Jest niby ograniczaniem i wyznaczaniem każdemu zdarzeniu
jednoznacznej i koniecznej przyczyny, ale jak się ma takie prawo w praktyce i
logice gdy, tak jak piszę: „tym nie-zmienniczym i wiecznym prawem
przyrody jest równowaga względna przeciwieństw bytu i niebytu, czyli
asymetria”? Co powiedzieć o takim determinizmie, który wyznacza
różnorodność, ciągłe tworzenie „nowości” i zdarzeń, które nie mają
przyczyn, lub mają je tak zagmatwane i tak wieloma warunkami wewnętrznymi i
zewnętrznymi ograniczone, że w rezultacie determinuje indeterminizm?
Indeterminizm nie jest „zaprzeczeniem powszechnych prawidłowości”,
a tylko poglądem, że „niektóre zdarzenia nie mają przyczyn” i
niektóre przyczyny nie pociągają za sobą skutków (co stwierdził już św.
Tomasz). Jeśli świat jest zapełniony tak zróżnicowanymi bytami, że nie istnieją
dwa jednakowe i jeśli powstają ciągle nowe i nowe byty i zdarzenia, no to
przecież nie ma miejsca na „nowości”, bo są same nowości.
Uwarunkowanie przyczynowe i jego zaprzeczenie, czyli
twierdzenie, że nie wszystkie zjawiska przyrody są uprzyczynowione warunkami,
są kwestionowane totalnie przez twierdzenia niektórych filozofów, że świat i
wszystko na tym świecie jest dziełem przypadku (czyli przez kazualizm).
TNR nie zgadza się jednak z przypadkowością świata,
z przypadkowością prawidłowości i „nowości”. Jeśli wszystko jest
przypadkiem i nowością, to nic nie jest przypadkiem ani nowością. Każdy,
nie wiem jak „metafizyczny” przypadek, a więc i wszystkie tak zwane
nowości, są zdaniem TNR wynikiem, być może nawet bardzo długich łańcuchów
uwarunkowanych przyczyn (akcji) i skutków (reakcji). Każda, nawet radykalna
zmiana, a więc i każde pojawienie się nowości, czyli nowej jakości, jest
kombinacją rozmaitych sposobów stawania się, oczywiście uzależnionych od
towarzyszących temu procesowi warunków. Zmiana, zdarzenie, proces, dają tylko
takie skutki, jakie są możliwe w takich, a nie innych, warunkach, ale te
warunki są za każdym razem inne. Przyczynę i skutek oddziela interwał czasowo
przestrzenny, czyli niebyt. A więc kultywowane po dziś dzień, a zapoczątkowane
przez Platona i Arystotelesa, utożsamianie przyczyny i skutku, ich równość,
interpretowanie tej rzekomej równości jako synonimu prawidłowości przyrody i na
tej podstawie formułowanie hipotezy, a właściwie w praktyce prawa naukowego o
zachowaniu energii (materii), NIE znajduje potwierdzenia w świetle podstawowych
faktów, a mianowicie, uzależnienia skutków od warunków, które są również w
ciągłej zmianie i innych niezależnych ciągów przyczynowych.
Każdej akcji towarzyszy reakcja (a nawet dwie
reakcje, wewnętrzna i zewnętrzna), a każda reakcja jest jednocześnie nową
akcją, ale nigdy nie są one jednoczesne ani równe, tak jakościowo, jak i
ilościowo, bo są uzależnione nie tylko od bezpośrednich przyczyn, ale i
zmiennych warunków procesu. A więc „świat Newtona”, a szczególnie
jego trzecia zasada siły reakcji, jak również wynikająca z niej zasada
zachowania, nie są prawdziwe. Dodatkowo, kwantowa teoria prawdopodobieństwa
obaliła już kilkadziesiąt lat temu te prawa, ale mimo to, są one nadal
powszechnie kultywowane.
Ogólnie obowiązujące standardy naukowe, wedle
których, nic nie powstało i nic nie powstaje ex nihilo, z niczego, która to
zasada, jako tożsama z prawem zachowania, ma być rzekomo istotą determinizmu,
zostaje zaprzeczona przez TNR.
Prawo przyczynowości obowiązuje, moim zdaniem,
równie dobrze w świecie rozumianym jako skutek Wielkiego Wybuchu i podlegającym
zasadzie zachowania, jak i w świecie TNR zaprzeczającym teorii Wielkiego
Wybuchu i zasadzie zachowania, czyli powstającym i rozwijającym się jakościowo
i ilościowo ewolucyjnie ex nihilo.
Wielki Wybuch rzekomo rozlał gorącą zupę kwarkową i
od tamtej pory świat stygnie, obniża swą ogólną ciepłotę tworząc najogólniejsze
sposoby zachodzenia zmian jakościowych, czyli powstawania tego co nowe w jakimś
sektorze rzeczywistości, jak też powstawania całych nowych poziomów bytu.
Teoria Wielkiego wybuchu tłumaczy rozwój świata, można powiedzieć, rewolucyjnie
i „odgórnie”. TNR tłumaczy powstanie i rozwój Wszechświata
ewolucyjnie i „oddolnie”. Dzięki asymetrii niebytu (bezruchu o
temperaturze około -280°C)
i bytu (w ruchu, a więc o wiele cieplejszego) powstaje ciągle nowa energia i
materia i w miarę tej produkcji zdaniem TNR ogólna temperatura świata
materialnego wzrasta i ten świat materii się rozszerza. Wzrost temperatury
powoduje „ewolucję”. Ale nie dotyczy to niebytu, świata bezruchu,
nieskończonej przestrzeni i wiecznego teraz, bo niebyt jest niewspółmierny i
nie kompatybilny z bytem. Korona gwiazdy o temperaturze milionów stopni ani o
włos nie rozgrzewa próżni znajdującej się dookoła tej gwiazdy. W obu opisach
temperatura jest zasadniczym uwarunkowaniem przyczynowym formowania i tworzenia
się nowych ilości i jakości materii. Zdaniem naukowych teorii
Wielkiego Wybuchu i wszelkich teorii pochodnych,
suma energii i materii jest przez miliardy lat zachowana, przemianie ulegają
tylko jakości. Zdaniem TNR świat materialny, ale nie Wszechświat, jest w
ciągłym stanie wzrostu, czyli emergencji, tak w ilościowym, jak i w jakościowym
sensie. Nauka i teoria wielkiego wybuchu nie tłumaczy jak doszło do
nieskończonego zagęszczenia materii i tej rzekomej osobliwości Wielkiego
Wybuchu i nie tłumaczy co było przed tym nieskończenie zagęszczonym punktem.
Czyli teoria Wielkiego Wybuchu nic nie tłumaczy i wszystkie te najważniejsze
fazy powstawania obecnego stanu rzeczy określa jako „osobliwości”,
w których załamały się wszelkie prawa fizyki i nauki. Czyli to teoria Wielkiego
Wybuchu, a nie TNR, pozbawiona jest cech naukowości, które to cechy wykluczają
przecież wszelkie magiczne i cudowne zdarzenia.
1.9. Cel i sens bytu.
Byt nie jest „sam w sobie”, ani tylko
„dla siebie”, jak twierdzą egzystencjaliści – każdy byt niewątpliwie ma swój cel w innych
bytach, nie jest przypadkowy, ale nie jest również ostateczny, współpracuje
(wchodzi w relacje) ze wszystkimi innymi bytami, czyli istnieje dla innych
bytów i dla NIEBYTU (absolutnego). Wszystkie byty, tak jak i byty ludzkie
pozostają ze sobą w ustawicznej relacji, dialogu i kontaktach, świat jest
wypełniony stykającymi się ze sobą najprzeróżniejszymi bytami i niebytem.
Byt nie jest prosty, jednolity, nieprzejrzysty,
niezróżnicowany, jak ustalali egzystencjaliści. Byt ma skomplikowaną strukturę
złożoną z układu istotnych cech substancji (sił), na którą składają się
przeciwieństwa, różnice, równowaga względna (symetria złamana), forma, akt,
stawanie się (interakcja z niebytem), bycie, oraz z egzystencji. W całej
strukturze bytu udział bierze też obecność i możliwość niebytu, bliskość
NIEBYTU absolutnego. Teoria Sartre’a o „bycie w sobie”,
„bycie dla siebie” i unicestwianiu bytu przez świadomość, jest
całkowicie nieuprawniona, jest karykaturą bytu i nicości.
Twierdzenie Sartre’a i egzystencjalistów o
wyprzedzaniu esencji (istoty) przez egzystencję jest niewątpliwie
nieuprawnione. Św. Tomasz przedstawia tę kwestię odwrotnie i to z nim w tym
wypadku TNR się zgadza. Coś aby być, najpierw musi zaistnieć, powstać,
zorganizować się w to coś, co ma być i zawsze musi być czymś i jakieś. Esencja
i AKT wyprzedza i nabywa egzystencję, tak jak funkcja (idea funkcji tej formy)
wyprzedza formę. Bycie bytu zaczyna się z chwilą aktu. Równowaga względna bytu
czyli esencja i jego akt, umożliwia dopiero jego egzystencję – istnienie.
Tak więc istota wyprzedza egzystencję. Byt jest zdeterminowany. Ma własny cel i
do jego osiągnięcia dąży.
Byt jest
względnie czasowy i tylko we względnej teraźniejszości egzystuje, nie ma przeszłości,
ani przyszłości. Realność bytu jest jego teraźniejszością. Tak, podlega
stawaniu się, trwaniu i ewolucji, ale bycie jest procesem jednoczącym
przeszłość (której już nie ma) z przyszłością (której jeszcze nie ma) w
teraźniejszość. Zawsze istnieje tylko względna teraźniejszość –
przeszłość już umarła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła. Byt jest, byt
egzystuje, byt staje się byciem, ale tylko względnie, bo tylko w sensie
akcydentalnym (w procesie). W obrębie rzeczywistości BYTU ABSOLUTNEGO NIE MA. Byt i jego bycie jest zawsze w
teraźniejszości – nieuchronny pochód dziejów Hegla i Marksizmu to błędna
konstrukcja myślowa.
TNR podkreśla wielką ważność elementów treści bytu
jakimi są przeciwstawne siły, czyli PRZECIWIEŃSTWA tworzące równowagę
(względną). Przeciwieństwa te są
NIEantagonistyczne.
W zależności od złożoności i zróżnicowania elementów
bytu, od różnic i wielkości przeciwstawnych sił, czyli od układu przeciwieństw
i napięcia między nimi, powstaje „intensywność” i
„wartość” tego bytu, a więc jego wewnętrzna „siła” i
odporność, emanowana w kierunku środowiska (pola), czyli wszystkich innych
bytów. Każdy byt „działa” na środowisko, tak jak środowisko działa
na niego, co tworzy coraz większą złożoność wewnętrzną i zewnętrzną (heglowski
wszechzwiązek zjawisk znajduje tu potwierdzenie).
Wszystko co jest, jest CUDEM! Dlaczego? Bo jest, a
mogłoby nic nie być, gdyby obowiązywał inny system, np. antagonizm
przeciwieństw. Weźmy na przykład człowieka. Prawdopodobieństwo życia
konkretnego człowieka, tej oto osoby, było tak minimalne, że jego obecność w
świecie trzeba nazwać cudem.
Patrzcie ile trudu musiał sobie zadać LOS, aby ten
właśnie człowiek ożył i powstał? Jego ojciec musiał spotkać w miłości jego
matkę i rodzice jego ojca i matki musieli poznać w miłości swoich rodziców, a i
ci rodzice musieli spotkać się w miłosnym uścisku i tak dalej i tak dalej. I
jest wreszcie miłosne, lub seksualne szczytowanie bezpośrednich rodziców tego
człowieka, by wreszcie jeden z milionów plemników, ten właśnie konkretny plemnik,
przodek tego właśnie konkretnego człowieka, zapłodnił jedno z kilku jaj matki,
to właśnie jajo, z którego może ten konkretny człowiek powstać.
Gdyby w historii powstania tego człowieka zdarzyło
się jakiekolwiek najmniejsze przesunięcie, ten oto konkretny człowiek by nie
zaistniał, a ewentualnie zaistniałby inny człowiek. Prawdopodobieństwo
istnienia każdego człowieka jest tak bardzo nikłe, że określić je można tylko
mianem cudu.
Cudowne uzdrowienia, płaczące obrazy Matki Boskiej i
wszystkie inne głośne cuda, nie dorównują w swej cudowności cudowi powstania
każdego bytu, bo wszystkie inne byty, aby powstać muszą „przejść”
tę samą tak mało prawdopodobną drogę jak powołanie do życia tej oto konkretnej
osoby. Wszystko co istnieje jest tak mało prawdopodobne, że jest cudem.
Wszystkie inne byty te cuda w swym byciu szanują, tylko człowiek jest
mądrzejszy od losu, żadnych cudów nie widzi – materialistycznych cudów
– niesłychanie znikomego prawdopodobieństwa powstania bytu, które jest
tak małe, że musi być mianem cudu określane. Rzekomo świadomy człowiek tego nie
pojmuje, nie docenia, nie szanuje i dlatego wygłasza twierdzenia, że istnienie
nie ma sensu, że świat jest nierozumny, nie sprawiedliwy, że wszystko, to jeden
wielki ABSURD.
ŚWIAT jest cudem nie tylko dlatego, że jest tak mało
prawdopodobny, ale również dlatego, że ma SENS. Wszystko co jest, ma swoją
MISJĘ do spełnienia. W mojej teorii tą misją jest osiągnięcie i utrzymywanie
równowagi względnej przeciwieństw umożliwiające istnienie i rozwój. Czyli
misją każdego bytu jest spełnianie „powinności bytu”. Oczywiście
ten sens i misję trzeba umieć i chcieć dostrzegać. Jeden z moich korespondentów
stwierdził, że nie wierzy w moralność roślin i kamieni. Z tego wynika, że nie
widzi sensu w egzystencji świata. TNR wywodzi sens i moralność z powinności
bytu. Moim zdaniem, moralność (czyli wierność swej misji) człowieka stoi pod
większym znakiem zapytania, od moralności roślin i kamieni.
TNR z tytułu własnych założeń racji logicznych
odrzuca te wszystkie ontologie obecne w filozofii europejskiej, które oparte są
na prymacie świadomości i wiary, (również wiary w naukę). Każdy byt ma swoją
misję do spełnienia, a więc byty mają swoje racje, by być w taki sposób, w jaki
one być potrzebują i swe możliwości wykorzystują. FUNKCJA wyprzedza formę. Byt
nie jest „sam w sobie”, ani dla człowieka. Świat jako system
powiązanej ze sobą materii, antymaterii, ZDARZENIA, ruchu i ściśle z materią
związanych sił z tej materii się wyodrębniających (lub odwrotnie, bo przecież w
myśl wzoru Einsteina masa jest równoważna energii), oraz BEZRUCHU, pustki,
próżni, nicości, czyli niebytu, nie pojawia się specjalnie dla człowieka i jego
świadomości, lecz „żyje”, jest dla wszystkich innych bytów
wzajemnie się przenikających i ten świat zapełniających, a więc i „dla
siebie”. Człowiek jest tylko „puchem marnym”, bytem wątpliwej
wartości moralnej w przeciwieństwie do wszystkich innych bytów materialnych, a
przypisuje sobie wprost nadprzyrodzone przymioty i przywileje. Tak, tak, wszystkie
byty, również zwykłe, materialne, w swej konkretnej postaci jak np. roślina,
czy kamień, posiadają określone funkcje i spełniają powinności bytu, czyli
posiadają wartości moralne i realizują je „lepiej” od człowieka (bo
pozbawione są PYCHY). Powinności tkwią w bycie i wywodzą się z bytu, nie są
nabyte, a to oznacza, że źródłem zasad moralnych człowieka nie jest ludzki
rozum, świadomość i wola, lecz wrodzony instynkt, naturalna reakcja i powinności
bytu, czyli tego bytu przekroczenie, jego transcendencja.
Ale oprócz cudu, z wyżej przedstawionego rozumowania
trzeba wyciągnąć inny ważny wniosek, a mianowicie, że wszystko co jest, jest
jednostkowe, niepowtarzalne, niewymienne, niezastępowalne przez inne byty,
różne od każdego innego. Jest „TYM OTO BYTEM” w określonym czasie i
określonym miejscu. Czas i miejsce determinuje JEDNOSTKOWOŚĆ bytu. Tylko jak
się później przekonamy, ani konkretny czas, ani miejsce, nie istnieją w sensie
absolutnym.
Jest BYT – byt konkretny, np. ŚWIAT, który ma
naturę dwoistą: „składa” się z przeciwstawnych sił i
„RÓŻNICY” między nimi, z ODMIENNOŚCI co najmniej dwóch (lub wielu)
elementów, i z bardzo wielkiej ilości elementów (sił, opozycji), które w
ostateczności sprowadzają się do dwóch przeciwstawnych sił tworzących RÓWNOWAGĘ
(względną), i rozkładających się na dwa opozycyjne zbiory PRZECIWIEŃSTW. Aby
BYĆ, czyli być w ruchu, byt konkretny musi dążyć do równowagi, być w równowadze
względnej. Bez równowagi względnej dany byt musi przestać być, musi ulec
rozkładowi – a więc są TO przeciwieństwa utrzymujące byt w równowadze i
tym samym w istnieniu. Są one konieczne i jako stanowiące istotę bytu ulegają
rozpadowi tylko wraz z rozkładem tego bytu. Przeciwieństwa muszą być
nieantagonistyczne, bo zniesienie jednego z przeciwieństw niszczy cały układ i
dany byt przestaje istnieć!
Powszechne dążenie do CELU, będące niezaspokojoną w
pełni potrzebą, stanowi pośredni dowód istnienia tegoż celu. Ostatecznym
interesem (celem) bytu materialnego jest niebyt.
Częściowo samoświadomy człowiek jest bytem i
cząsteczką bytu ogólnego. Byt ma charakter dynamiczny a całość jego procesu
rozwoju przerasta możliwości poznawcze człowieka. Człowiek jest też bytem i wykroczenie człowieka poza byt jest
nieosiągalne – a to jest podstawowym warunkiem pełnego poznania natury
bytu. Ale byt-człowiek znajdujący się w równowadze względnej z niebytem ma
wrodzony ROZUM, instynkt i wypływającą z niego wiarę i intuicję. Człowiek MUSI
wierzyć i zawsze w coś wierzy, jeśli nie w DRZEWO, to w świętą KROWĘ, w
„dobry samochód”, „złotego cielca”, zdrowy rozsądek,
lub w swój rozum, w „naukę”, lub w BOGA. Człowiek wierzy w rozum,
czyli nie tylko jest homo sapiens, człowiekiem myślącym, ale i homo credens. Cała
jego wiedza i poznanie, opiera się na JEGO
rozumie, pomieszanym z taką lub inną wiarą. Dlatego
postulat TNR oddzielania rozumu od wiary jest jak najbardziej tak dla wiary,
jak i rozumu, korzystny, możliwy i wykonalny, bo można wierzyć jednocześnie i w
rozum i w Boga.
1.10. Samoistność Bytu.
Cechą bytu jest samoistność. Samoistność bytu
w TNR oznacza:
podmiotowość, substancjalność – dany
byt jest ostatecznym podmiotem swego istnienia, posiada ze swej natury (z
istoty, siły, substancji) istnienie samodzielne, ograniczony jest niebytem
tylko o tyle, że jego istnienie jest skończone, ale odrębne,
1. wewnętrzną (immanentną) określoność bytu,
2. autonomię bytową.
Dwa podstawowe jestestwa Wszechświata (niebyt i byt)
są bytowo samoistne i posiadają w/w cechy. Współistnienie bytu i niebytu i
wzajemne uzależnienie korelacją przeciwieństw, nie przeczy ich samoistności.
Byt (coś) i niebyt (nicość) nie mogą nie istnieć,
byt musi istnieć i niebyt musi istnieć. Komplementarność przeciwieństw sprawia,
że oba te jestestwa muszą być i afirmują się wzajemnie. Fakt wtórnej zależności
bytu, zależności po powstaniu od wielu różnych czynników, NIE przeczy
samoistności jego powstawania, jego podmiotowości, wewnętrznej określoności i
autonomii, a więc samoistności.
Autonomia bytu wyraża się w fakcie, iż, jest on
zawsze jednostkowym „tym oto” tu i teraz nośnikiem własności, nie podlega
on żadnym normom otrzymanym z zewnątrz, jest własnym prawodawcą i dostosowuje
się do bycia innych bytów według własnych zasad, jest jestestwem równorzędnym z
niebytem, nie otrzymuje swego istnienia od niebytu, ani od żadnej innej
„wyższej instancji”, posiada sam w sobie fundament swego istnienia
(asymetrię > siłę > energię > masę) i wobec tego jest od wewnątrz
(immanentnie) określony.
Bycie bytu czyli jego proces (zdarzenie) jest
zależne od wielu innych bytów, ale byt-jako-taki, jego substancja (czyli to, ze
względu na co przedmiot jest tym, czym jest) i jego powstanie są niezależne.
Tak jak powstanie, tak i zejście bytu, fakt rozkładu bytu, nie są zależne od
niebytu, lecz od wewnętrznej określoności bytu. Rozkład bytu, jego zejście
(śmierć), jest jego granicą, bo jest przejściem do niebytu, ale nie niebyt to
zejście wyznacza, lecz wewnętrzna określoność bytu. „Granice bytu”
to są granice bytu istniejącego. Bycie bytu jest „skończone”, byt
wraca do niebytu, ale nie na skutek działania i interwału niebytu. Interwał
niebytu jest bierny i potrzebny tylko dla „życia” bytu. To nie
interwał niebytu, lecz przeciwstawne siły w równowadze względnej bytu albo
rozwijają jego złożoność, albo się rozkładają i od określoności wewnętrznej i
warunków bezpośrednio zewnętrznych, czyli od bytów bezpośrednio wyższych i
niższych poziomów, zależy jego rozwój, albo rozkład.
Byt-jako-taki (siła, substancja) powstaje z
samoistnego niebytu, powstaje z niczego, z nicości, a więc jego powstawanie w
swej podmiotowości, wewnętrznej określoności i autonomii bytowej jest
samoistne. Byt nabywa samodzielne, odrębne istnienie, jest podmiotem samego
siebie, czyli podmiotem swego istnienia, jest swoją własną istotą i substancją.
TNR musi zwrócić tu uwagę, że nie akceptuje interpretacji Arystotelesa o
jedności materii i formy w przedmiocie, a odwrotnie, stwierdza, że treść nigdy
nie równa się formie, a formę wyprzedza funkcja. Byt jest samoistny gdyż po
powstaniu z niebytu i zdobyciu swej autonomii bytowej jest sam w sobie
wewnętrznie określony i dopiero dalej w swoim rozwoju i postępującej złożoności
staje się określany również warunkami zewnętrznymi i nabywa własności.
Każdy byt, który JEST, jest prawdziwy, zgodny z
rzeczywistością, jest autentyczny i dlatego też samoistny. Ontologiczny status
bytu niesamoistnego, to byty intencjonalne i byty nie teraźniejsze, takie nie
są samoistne, bo nie istnieją.
Należy odróżnić zewnętrzną określoność bytu od jego
wewnętrznej określoności.
Określoność wewnętrzna bytu, oznacza że jego
bycie wynika z jego własnej natury, z jego własnej asymetrii, z jego korelacji
przeciwieństw.
Określoność zewnętrzna oznacza, że bycie
bytu (proces) zawsze zależy od bycia innych jestestw. Każdy byt pozostaje w
interakcji z otaczającym go Wszechświatem (poprzez byty niższych i wyższych
poziomów) i zewnętrzna określoność bytu jest przejawem takiej interakcji. Fakt,
że każdy byt pozostaje w sieci powiązań tworzących byt w ogóle i Wszechświat,
nie zakłóca bytowej autonomii bytu. Ażeby podlegać oddziaływaniom i działać na
zewnątrz, trzeba wpierw być czymś. A więc wewnętrzna określoność wyprzedza
zewnętrzną określoność. To wewnętrzna określoność stanowi o istocie bytu.
Wewnętrzna określoność bytu ustala jego granice
tzn jego zewnętrzną określoność – z tego względu twierdzenie Newtona o
prawie bezwładności jest przez TNR obalany. Ruch bytu, zmiana czegoś w coś,
wynika z wewnętrznej określoności, trwa ciągle i TNR zaprzecza pierwszej
zasadzie dynamiki Newtona.
Niebyt nie wyznacza granic bytowi, niebyt afirmuje
byt, a swoje granice wyznacza byt i jego siła – byt „wdziera”
(wpasowuje) się w niebyt, a nie niebyt ogranicza byt. Byt nie konstytuuje się
przeciwko niebytowi – byt i niebyt afirmują się wzajemnie. Fakty, że byt
zmierza ku niebytowi i ku idealnej formie nie zmieniają w niczym faktu
samoistności bytu. Byt jest samoistny, gdyż to zdobywanie samodzielnego,
odrębnego istnienia odbywa się ustawicznie i w trybie ciągłym jest odnawiane w
momencie interwału zdarzenia (każde zdarzenie jest odgraniczone interwałem
niebytu). Byt jest samoistny, każdy byt jest samoistny, gdyż nawet pozostając w
postępującej złożoności, czyli wchodząc w skład zbioru (wielości konstytuującej
się jako jedność), zachowuje swoją odrębną podmiotowość (tak jak każdy inny byt
tego zbioru) i ustawicznie się odnawia (rozwija, lub rozkłada) i przedłuża swe
istnienie zmieniając się bez przerwy z czegoś w coś. Każdy ruch jest zmianą, a
każda zmiana jest zmianą czegoś w coś. Każdy ruch kreuje nowy, inny, jedyny w
swoim rodzaju byt. I to jest również dowodem samoistności bytu. Każdy byt, a
więc również „byt nieożywiony”, „żyje”, „karmi
się”, „oddycha”, przedłuża swoje istnienie, a umożliwia mu to
interwał niebytu (przerwa w zdarzeniu, która jest interwałem niebytu). Gdy w niebycie
jakimś cudem czy przypadkiem załamało się idealne zrównoważenie i powstała
asymetria (ciśnienia i temperatury), a więc powstała równowaga względna i siła
z tej nierównowagi wynikająca, powstało jakieś jestestwo, jednostkowo
istniejący konkret. To każdorazowe „to oto” zajmuje jakieś miejsce
w jakimś teraz, czyli jest ściśle związane z przestrzenią i czasem. Ponieważ
jakieś miejsce w jakimś teraz nie może być jednocześnie „zajęte”
przez więcej niż jeden byt (jestestwo), dochodzimy do wniosku (za Leibnizem),
że nie może być dwóch takich samych bytów. Czyli każdy byt jest inną, oddzielną
autonomią, w której trwa bycie bytu (równowaga względna dwóch przeciwieństw).
Ta równowaga względna dwóch przeciwieństw ciągle się sprawdza, w błyskawicznym
tempie ustala od nowa, odnawia się rytmem zdarzenia i interwału tego zdarzenia.
Jeśli byt ciągle na nowo się staje, jest stale w
zmianie, a każdy ruch powoduje jakąś ewolucję, to znaczy, że byt jest
samoistny, bo sam zdobywa istnienie i sam utrzymuje się w istnieniu (do czasu).
Ruch, proces, zmiana bytu (wewnętrzna określoność)
utrzymuje się jednocześnie w kilku „kierunkach”, w kilku obszarach
„stanu rzeczy”, a mianowicie jednocześnie trwa zmiana miejsca,
czasu, zmiana ilościowa i zmiana jakościowa, a być może trwają jeszcze inne
zmiany. W każdym aspekcie zmiany ruch jest przerywany bezruchem, ale interwał
(niebytu) nie przerywa ruchu jednocześnie we wszystkich wielorakich aspektach
zmiany i np. gdy ruch zmiany ilościowej napotyka interwał, trwają w tym
momencie ruchy innych zmian np. jakościowych, lub zmiany miejsca tego bytu. Tak
więc mimo interwałów w ruchu bytu, byt jest w ciągłym ruchu i continum trwa.
Oczywiście do czasu. Byt jest skończony i istnieje tylko do czasu załamania się
równowagi względnej składających się na niego przeciwieństw.
Jeśli byt jest samoistny, to i Wszechświat jest
samoistny, bo Wszechświat jest sumą bytu i niebytu, w równowadze względnej z
również samoistnym niebytem, zimną i ciemną, nieskończoną przestrzenią w
bezruchu.
Na tym polega samoistność bytu-jako-takiego. NIEBYT
JEST SAMOISTNY I BYT JEST SAMOISTNY I DLATEGO WSZECHŚWIAT JEST SAMOISTNY. Bo
gdyby z dwóch zasadniczych elementów rzeczywistości jeden był samoistny, a
drugi niesamoistny, to ich suma, rzeczywistość, musiała by być niesamoistna.
1.11. Krytyka koncepcji bytu Newtona
Izaak Newton wprawdzie nie sformułował żadnej
kompletnej teorii bytu i nie był metafizykiem lecz fizykiem, jednak jego idee
wywarły tak wielki wpływ na nowożytny sposób myślenia o świecie, że pytanie o
teorię bytu zakładaną przez fizykę Newtona musi być postawione.
Tradycyjnie przyjmowano, że „byt
konkretny” to pojęcie określające egzystencjalną realność, odrębną
całość, treść, materię, ciało. Jeśli jednak, wedle pierwszej zasady dynamiki
Newtona „każde ciało trwa w stanie spoczynku lub porusza się ruchem
jednostajnym i prostoliniowym dopóki nie zostanie zmuszone przez przyłożone do
niego siły do zmiany tego stanu”, to TNR pyta: dlaczego ten przedmiot zachowuje swoją odrębność,
całość, treść, dlaczego trwa i nie rozprasza się na najmniejsze poszczególne
cząstki? Co sprawia, że galaktyka jest galaktyką, Słońce Słońcem, a Układ
Słoneczny, układem słonecznym? Co sprawia, że człowiek jest człowiekiem, a
kamień, kamieniem? Dlaczego ten kamień „trwa” i nie rozsypuje się
natychmiast np. na poszczególne atomy, a atom na jeszcze mniejsze cząstki ? I
skąd bierze się ruch jednostajny i prostoliniowy? Czyli dlaczego „ciało
trwa w stanie spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym i
prostoliniowym”?
TNR nie pyta dlaczego Newton dla swojej teorii
przyjął takie a nie inne aksjomaty. TNR zwraca jednak uwagę, że aksjomaty
Newtona nie są ani oczywiste same przez się, ani nie stanowią żadnego kresu
możliwości stawiania pytań. One właśnie są nieoczywiste i wręcz sprzeczne ze
zdrowym rozsądkiem. Fizyka po Newtonie przyjęła owe założenia za dobrą monetę
ze względu na praktyczne zastosowania samej teorii. Ponieważ jednak TNR nie
jest teorią fizyczną ale metafizyczną ma prawo zadawać pytania wykraczające
poza założenia systemu Newtona i wskazywać arbitralność i nie-oczywistość owych
założeń. Prawdziwość aksjomatów powinna być raczej oczywista, twierdzenia
powinny być raczej zgodne z obserwacjami, powiązanie dedukcyjne aksjomatów z
twierdzeniami koniecznie zgodnymi z prawami logiki, a zdaniem TNR system
Newtona nie odpowiada tym wymaganiom.
Prawo Newtona głosi, że ruch jednostajny i prostoliniowy jest ruchem inercjalnym
(biernym, „prawo bezwładności”) i że jedynie zmiana tego ruchu
wymaga wyjaśnienia. W konsekwencji tego twierdzenia Mach ustalił „zasadę bezwładności” materii i jej oddziaływanie z resztą
Wszechświata, oraz twierdzenie, że ciało izolowane miałoby bezwładność zerową.
Twierdzenia Newtona i Macha wykorzystane zostały z kolei przez Alberta
Einsteina w jego ogólnej „teorii względności”. Teorie te są tylko
rozwinięciem naturalnego porządku i ruchu Arystotelesa, który jednak rozsądniej
zakładał, że nie tylko zmiana ruchu, ale sam ruch wymaga wyjaśnienia.
TNR odrzuca
wszystkie te twierdzenia. Wg TNR Newton pomija problem struktury bytu
przyjmując absurdalne założenie „ciała izolowanego” i przyłożonej
doń, ale niezależnej, siły. Wg TNR „ciało izolowane” jest fikcją bo
Wszechświat jest wszechzwiązkiem bytów. Jeśli byt konkretny występuje w ramach
Wszechświata to znajduje się w sieci oddziaływań, a jeśli jest izolowany od
wszelkich oddziaływań, to znaczy, że znajduje się „na zewnątrz”
Wszechświata. A to jest absurd podwójny. Po pierwsze nie można konsekwentnie
pomyśleć bytu konkretnego „na zewnątrz” bytu w ogóle. Po drugie,
gdyby nawet można było coś takiego pomyśleć, to niedopuszczalne wydaje się
przyjmowanie takiego „pozaświatowego” bytu za podstawę opisu
relacji pomiędzy bytami z tego świata.
Przyjmując fikcję „ciała izolowanego”
Newton automatycznie pomija problem oddziaływania bytu konkretnego z resztą
Wszechświata. Ponieważ nie można konsekwentnie pomyśleć bytu, który nie byłby
bytem w świecie. Problem bytu jest nieodłączny od problemu oddziaływań pomiędzy
bytami. Jeśli wg Newtona pierwotną postacią bytu miałoby być ciało izolowane o
bezwładności (sile) zerowej, to skąd brałyby się oddziaływania bytów wewnątrz
Wszechświata ? Źródło oddziaływań pomiędzy bytami musiałoby być niezależne od
owych bytów.
Nie odpowiadając na pytanie o naturę źródła
oddziaływań pomiędzy bytami Newton nie odpowiada na wiele innych pytań.
Dlaczego świat trzyma się „kupy”? Jak jest możliwe, że w ogóle jest
światem, jeśli składa się z ciał o bezwładności zerowej? Skąd pochodzi siła
powodująca, że ciała nie są „izolowane”? Jeśli wszystkie ciała mają
własność bezwładności o sile zerowej, to co sprawia, że pozostają w stanie
spoczynku albo poruszają się ruchem jednostajnym i prostoliniowym, czyli
pozostają w „inercjalnym układzie odniesienia”? I skąd się biorą
„przyłożone do niego siły” zmuszające do zmiany tego stanu rzeczy ?
Jeśli wykluczymy działanie sił nadprzyrodzonych
(czego, o ile wiem, żaden z tych myślicieli nie brał pod uwagę, a nawet
odwrotnie, Newton np. nie wykluczał, lecz przypisywał naturze działanie sił
„wyższych”, ponad naturalnych) musimy zgodzić się, że „przyłożona” do danego bytu siła musi pochodzić od innego ciała „dysponującego”
siłą większą od siły bezwładności ciała poruszanego. To oznacza, że oprócz ciał
do których z zewnątrz zostaje przyłożona siła istnieją jakieś ciała, które są
źródłem owej siły. Ażeby uniknąć regresu w nieskończoność, albo hipotezy Pierwszego Poruszyciela
koniecznym staje się przyjęcie istnienia bytów, które nie tylko są przedmiotami
oddziaływań, ale i podmiotami oddziaływań, a więc ciał, które nie tylko biernie
poddają się działaniom sił, lecz są też aktywnymi źródłami oddziaływań.
Ponieważ jednak taki dualizm ontologiczny byłby nieuzasadnionym i niepotrzebnym
komplikowaniem problemu, należy przyjąć, że każde ciało posiada
jakąś siłę wewnętrzną większą od zerowej, oddziałującą na zewnątrz. Tym samym
„zasada bezwładności” Galileusza (bo to on pierwszy ją
sformułował), Newtona i Macha jawi się nam jako oczywiście NIEUPRAWNIONA.
W ontologii materialistycznej, wykluczającej siły
nadprzyrodzone, „siła przyłożona” może być tylko siłą pochodzącą od
innego ciała, czyli siłą emanowaną z wnętrza innego ciała. Aby działać na
zewnątrz ciało musi mieć aktywną siłę wewnętrzną. Z tych wniosków musimy dojść
do twierdzenia, że każde ciało posiada jakąś siłę wewnętrzną działającą na
zewnątrz, czyli każde ciało jest „siłą przyłożoną” i nigdy nie „pozostaje
w stanie spoczynku, ani w ruchu jednostajnym”. Aby egzystować trzeba mieć siłę. Aby być trzeba mieć. Substratem bytu konkretnego jest aktywna
siła, a tego, że energia (siła) = masa (ciało) dowiódł Einstein.
W rozumowaniu określającym istotę ruchu ciała jako
skutek zewnętrznej „siły przyłożonej” tkwi błąd logiczny, bo czymże
może być i skąd pochodzić ta „siła przyłożona” ? W ontologii
materialistycznej „siła przyłożona” może pochodzić tylko od innego
ciała. A z tego wynika wniosek, że każde ciało posiada wewnętrzną siłę aktywnie
działająca na inne ciała. Czyli zasada bezwładności nie jest zasadą
bezwładności, lecz zasadą aktywności.
Każdy byt posiada wewnętrzną energię i emanuje ją na zewnątrz.
Tradycyjnie przyjmowano, że siła przyłożona pochodzi
od innego ciała, które tą siłę przyłożoną posiada od jeszcze innego ciała i tak
w nieskończoność. A więc istnienie sił wewnętrznych nie było konieczne.
Istnienie takiej siły byłoby niezbędne tylko wtedy, gdyby nieskończoność ciał
poruszających się wzajemnie nie byłaby możliwa. Trzeba by więc wykazać, że
Wszechświat nie jest nieskończony. I tu właśnie tkwi błąd logiczny współczesnej
nauki, która z jednej strony poprzez teorię „czasoprzestrzeni”
ograniczonej „tłem” (stary mur Kepplera), zasadę zachowania materii
Wielkiego Wybuchu i teorię promieniowania reliktowego jako „echa”
potwierdza skończoność Wszechświata, a z drugiej strony akceptuje nieskończone
pochodzenie „sił przyłożonych”. Wg TNR Wszechświat wprawdzie jest
nieskończony, ale według TNR ilość materii we Wszechświecie jest skończona. Tym
samym na gruncie TNR pojawia się konieczność istnienia ciała które posiada siłę
wewnętrzną, albo siły, która nie pochodzi od ciała materialnego lecz oddziałuje
na ciało materialne. Taką siłą oczywiście jest idealna siła niebytu. Czyli
wystarczyłaby sama idealna siła niebytu, żeby dać pierwszy impuls energetyczny,
który potem bezwładne ciała przekazują sobie. Tyle tylko, że wg TNR siła
niebytu jest siłą bierną, jest bezsiłą, tymczasem ciała działają na siebie
siłami aktywnymi. A więc pierwsza siła aktywna musiałaby pochodzić od siły
biernej, co jest niemożliwością. Na tej podstawie TNR przyjmuje, że pierwsza
siła aktywna musiała pochodzić od ciała materialnego. Ponieważ jednak nie ma
żadnego powodu, dla którego to pierwsze ciało materialne miałoby się w istotny
sposób różnić od pozostałych, więc należy przyjąć, że nie tylko pierwsze ciało
materialne posiadało aktywną siłę wewnętrzną, lecz wszystkie ciała posiadają
takie siły.
Prawo grawitacji ustalone przez Newtona stwierdza,
że istnieje siła pomiędzy masami, proporcjonalna do mas i odwrotnie
proporcjonalna do kwadratu odległości między nimi. Wynika z tego, że masy są
przyczyną, a skutkiem są siły, nazywane siłami „ciążenia”,
„grawitacji”, przyciągania i odpychania. Wg. TNR przyczyną siły
grawitacji nie jest jakaś dodatkowa substancja pośrednicząca pomiędzy masami,
przyczyną są masy, ich ilości i wielkości, czyli ich siła wewnętrzna, emanująca
na zewnątrz. Ale siły tych mas (są to te same siły, które utrzymują te masy w granicach
tych bytów, a więc jest to równowaga względna istoty bytu) nie są jakimiś
oddzielnymi, samodzielnymi bytami, nie są oddzielnymi substancjami np.
„grawitonami”. Siła grawitacji jest RELACJĄ sił poszczególnych mas
w ramach równowagi względnej bytu wyższego poziomu. Siła grawitacji masy jest
bardzo niewielka w stosunku do innych oddziaływań materii, ale skumulowana w
złożoności np. trylionów trylionów atomów w postaci gwiazd czy planet czy
księżyców, daje łącznie potężne konsekwencje uporządkowania Układu Słonecznego
czy innych galaktyk.
We Wszechświecie Newtona i na ogół wg. innych
ówczesnych i współczesnych uczonych przestrzeń jest rozciągła, ale siła
(grawitacja) utrzymująca ten świat w jakimś uporządkowaniu miała charakter
niematerialny, a więc nadprzyrodzony. Einstein zmienił przestrzeń na dynamiczną
i elastyczną, wprowadził pojęcie „zakrzywienia” przestrzeni (a inni
poszli jeszcze dalej i „zwijają”, a nawet kwantują, czyli
„porcjują” przestrzeń), tym samym podporządkował ją pod każdym
względem materii i w ten sposób usiłował rozwiązać zagadkę grawitacji, czyli
odpowiedzieć na pytanie „jak materia może bez pośrednictwa czegoś
innego, niematerialnego, działać i wywierać wpływ na inną materię bez
wzajemnego kontaktu ?” Mimo zmiany statusu przestrzeni Einstein nie
zdołał w swoich teoriach odpowiedzieć na to pytanie i przyznając się do porażki
napisał:
„Grawitacja powinna być więc cechą właściwą
materii: jedno ciało oddziaływałoby na drugie na odległość, poprzez próżnię,
bez pośrednictwa czegoś, co przenosiłoby jego działanie i siłę z jednego
miejsca do drugiego. Jest to dla mnie tak absurdalne, że jestem przekonany, iż
żaden człowiek biegły w filozofii i umiejący właściwie rozumować nie mógłby
sądzić, że tak się dzieje. Grawitacja musi być wywoływana przez czynnik
działający nieustannie, zgodnie z pewnymi prawami, lecz to, czy czynnik ten
jest materialny czy niematerialny, pozostawiam pod rozwagę moim
czytelnikom”.
Kwestia grawitacji jest nie rozwiązana do dzisiaj
ani przez nauki szczegółowe, ani przez filozofię, metafizykę czy ontologię.
Tymczasem TNR rozwiązuje zagadkę i
odpowiada na pytania dotyczące grawitacji wskazując, iż wszelki byt i cała
rzeczywistość podporządkowane są koniecznemu prawu ZACHOWANIA RÓWNOWAGI
względnej. „Grawitacja” to
po prostu równowaga względna przeciwstawnych sił bytu w nieantagonistycznym
sposobie bycia.
„Równowaga” to stan ciała, w którym
działające na nie siły wzajemnie się znoszą, a więc nie powodują ruchu. Ale,
moim zdaniem, nie ma takiego ciała materialnego, by pozostawało w stanie
RÓWNOWAGI JAKO TAKIEJ. Tylko niebyt jest w stanie równowagi jako takiej. Każde
ciało materialne znajduje się według fizyki w równowadze
„stałej”
(„trwałej”), przy której ciało po wychyleniu wraca do
pierwotnego położenia, lub „niestałej” (nietrwałej) gdy wychylenie
powoduje przemieszczenie ciała do nowego położenia. Zdaniem TNR, tak
wychylenie, które wraca do pierwotnego położenia, jak i wychylenie powodujące
przemieszczenie ciała do nowego położenia, czyli wszelkie ruchy i zmiany ciała
są rezultatem równowagi względnej, czyli wypadkową wszystkich sił działających
wewnątrz tego układu. Grawitacja to wypadkowa wszystkich sił działających
wewnątrz tego układu (bytu), czyli równowaga względna. Prawo istnienia wymusza
równowagę względną, równowaga względna wymusza grawitację, wypadkową (relację)
sił. Grawitacja nie jest żadną jakąś nową i nie znaną siłą, wymagającą
„eteru” czy „grawitonu” do oddziaływania, lecz jest
relacją sił równowagi względnej, istoty bytu. Równowaga jest wymuszana na
odległość i błyskawicznie, a więc szybciej od szybkości światła, a to dlatego,
że „odległość”, czyli przestrzeń, próżnia, niebyt, jest bezsiłą,
nie stawia żadnego oporu. Równowaga względna bytu o nazwie
„Ziemia”, wypadkowa jej wewnętrznych sił, wchodzi w relację równowagi
względnej bytu zwanego „Księżyc” i powstaje układ:”Ziemia
– Księżyc”, układ, byt, „Ziemia – Księżyc”.
Istotą bytu „Ziemia – Księżyc” jest równowaga względna dwóch
przeciwieństw: Ziemi i Księżyca. A więc rzekoma „siła grawitacji”
pomiędzy Ziemią i Księżycem, rzekoma siła niezależna od Ziemi i Księżyca, to po
prostu „równowaga względna przeciwieństw” w istocie bytu (układu)
„Ziemia – Księżyc”. Księżyc jest bytem i Ziemia jest bytem,
ale wspólnie tworzą byt wyższego poziomu pt. „ZIEMIA –
KSIĘŻYC”, w którym Ziemia i Księżyc są przeciwieństwami. Relacja tych
przeciwieństw, tych przeciwstawnych sił tego bytu, nazywana jest grawitacją.
Nie jest to jednak jakaś niezależna siła, wymagająca jeszcze na dodatek jakiejś
cząstki pośredniczącej pomiędzy przeciwieństwami.
RÓWNOWAGA (względna) jest więc „cechą właściwą
materii, że jedno ciało oddziałuje na drugie na odległość, poprzez próżnię, bez
pośrednictwa czegoś, co przenosi jej działanie i siłę z jednego miejsca do
drugiego.” Równowaga jest czynnikiem działającym nieustannie, zgodnie ze
swymi prawami równowagi i czynnik ten jest bardzo prozaiczny, materialny i
powszechnie znany. Nie ma tu żadnego absurdu, a tylko zdrowy rozsądek i
akceptacja „niebytu” jako jestestwa niewspółmiernego,
niekompatybilnego i nieantagonistycznego z bytem. Ale nic dziwnego, że nawet
genialny Einstein nie mógł się z tym pogodzić, bo „najciemniej jest
zawsze pod latarnią.” Einstein traktował byt i niebyt zgodnie z tradycją
ciągnącą się od Parmenidesa, jako sprzeczność antagonistyczną, czyli niebytu i
próżni nie akceptował, a przestrzeń i czas podporządkował materii. Wymagając
„pośrednictwa czegoś” „poprzez próżnię” zaprzeczał tej
próżni (tak jak Kartezjusz). W tej sytuacji grawitacja jawiła się i jawi do tej
pory naukowcom jako tajemnicza, nieznana i samodzielna siła występująca
pomiędzy obiektami.
DODATEK
Do rozdziału I
DIALOG Z MARIUSZEM
Wątpliwość
Mariusza: Jeśli grawitacja to równowaga względna przeciwieństw, to znaczy,
że grawitacja nie obowiązuje wszędzie, a tylko gdzieniegdzie. Przecież
równowaga względna to stan chwilowy, który ma swój kres. Równowaga względna
(czyli nieantagonizm) zmienia się w antagonizm wraz z kresem bytu. Grawitacja
nie może być tym samym, co równowaga względna, bo grawitacja występuje wszędzie
a równowaga względna jest przemieszana z antagonizmem.
Odpowiedź:
RÓWNOWAGA WZGLĘDNA PRZECIWIEŃSTW OBOWIĄZUJE WSZĘDZIE, A NIE TYLKO GDZIE NIE
GDZIE. Fakt, że równowaga względna to stan tylko „chwilowy”, który
ma swój kres, nie zmienia istoty rzeczy, każdy byt, motyl fruwający w Tokio,
Układ Słoneczny, atom czy galaktyka ma swój kres. A określenie
„chwilowy” to określenie bardzo względne. „Równowaga
względna” to nie jest to samo co „nieantagonizm”, który jest
tylko cechą równowagi względnej.
Wątpliwość
Mariusza: Czy tam gdzie występuje antagonizm przeciwieństw również
obowiązuje równowaga względna? Według mnie nie. Albo antagonizm albo
nieantagonizm.
Odpowiedź:
Oczywiście, że tam gdzie występuje antagonizm, tam załamuje się równowaga
względna i dany byt przestaje istnieć, ale powstaje nowa równowaga względna
nowego bytu, lub powrót do niebytu i równowaga względna bytu i niebytu. Dążenie
do równowagi i konieczność jej zachowania to conditio sine qua non każdego
bytu. Byt to pudełka w pudełkach, „zbiory” czyli kolekcje pewnych
obiektów, składających się z „elementów”, składających się znów z
podzbiorów, których jest jeszcze wiele więcej niż elementów. A we wszystkich
bytach obowiązuje równowaga względna przeciwieństw ustanawiająca siłę
wewnętrzną emanującą na zewnątrz, która liczy się znów w równowadze względnej
istoty bytu wyższego poziomu. Czyli siły „przyłożone” egzystują
wszędzie w rzeczywistości w ramach równowagi względnej tak wewnętrznej, jak i
zewnętrznej, czyli równowagi względnej bytu wyższego i niższego poziomu. Układ
Słoneczny jest bytem, w ramach równowagi względnej którego, egzystuje wszystko
co ten układ zawiera, a więc planety, ich księżyce i wszystko co składa się na
te byty, podukłady, coraz niższego poziomu. A równowaga względna jest ich
prawem naczelnym, każdy byt, który utraci swą równowagę względną kończy swą
egzystencję. Jeśli nasz Księżyc zatraci swą siłę wewnętrzną emanowaną na
zewnątrz, czyli jeśli zatraci równowagę względną przeciwstawnych sił swej
istoty, Księżyc przestanie istnieć, co zmieni całkowicie istotę Ziemi i również
całego Układu Słonecznego, ale powstaje natychmiast NOWA RÓWNOWAGA WZGLĘDNA I
NOWY BYT. Grawitacja jest wywoływana
nieustannie i działa na odległość bez pośrednictwa czegokolwiek bo jest po
prostu potrzebą zachowania równowagi i stosunkiem, relacją bytów. Żaden
ETER, ani ostatnio intensywnie poszukiwany GRAWITON, czy inna cząstka
subatomowa do istnienia i działania grawitacji nie jest potrzebna.
„Czynnikiem” przenoszącym „siłę grawitacji” przez
próżnię w przestrzeni jest PRAWIDŁOWOŚĆ PRZYRODY konieczności zachowania
równowagi.
Wątpliwość
Mariusza: Jak to jest możliwe, że czynnikiem przenoszącym grawitację jest
konieczność zachowania równowagi? Jeśli mówi Pan o „czynniku
przenoszącym” to powinien Pan wskazać jaką cząstkę fizyczną. Przecież
grawitacja to po prostu siła z jaką jedno ciało oddziałuje na drugie. A w TNR
wszelkie oddziaływanie sił jest procesem materialnym. Czyli siły materialne
oddziałują na siebie. Ponieważ każda siła materialna jest w TNR jednocześnie
bytem materialnym, więc oddziaływanie sił to, to samo, co oddziaływanie bytów.
Wynika stąd, że sile grawitacji musi odpowiadać jakiś byt, czyli cząstka. Jeśli
Pan twierdzi, że siła grawitacji nie posiada swego odpowiednika w postaci
cząstki, to znaczy, że łamie Pan prawo TNR mówiące, że byt=siła.
Odpowiedź
autora: Nie, nie jestem tego zdania. Byt = siła aktywna składająca się z
dwóch przeciwstawnych sił i emanująca swą jakąś siłę w kierunku układu, w
którym się znajduje, a ten z kolei układ to układ w układzie znów wyższego
poziomu, a na wszystkich szczeblach tych układów panuje naczelne i konieczne
prawo równowagi względnej dążącej do równowagi idealnej. Prawo równowagi nie
wymaga żadnej siły do przenoszenia, ani żadnej cząstki, bo jest to właśnie
„siła” – potrzeba zachowania równowagi względnej, potrzeba,
której spełnienie jest konieczne do istnienia. „Równowaga względna”
to relacja, stosunek tych elementów, tych sił przeciwstawnych, lub tych bytów,
a więc nie jest samodzielną siłą aktywną złożoną z dwóch przeciwstawnych sił, a
więc „relacja’ nie jest żadnym bytem. Żeby zaistniał byt nie
wystarczy sama relacja. Muszą przecież istnieć przeciwieństwa, które tworzą
stan równowagi względnej, czyli pozostają w relacji. Te przeciwieństwa są
siłami a ich wypadkowa w oczywisty sposób też jest siłą. Ale ta siła wypadkowa
nie jest bytem-relacją, lecz relacją bytów, sił.
Owszem, skoro siły pozostają w relacji może się
wydawać, że coś między nimi „pośredniczy”. Ale to tylko złudzenie,
niepotrzebne mnożenie bytów tam gdzie ich nie ma. Tam gdzie siła działa na
drugą siłę niepotrzebna jest żadna trzecia siła, która przenosiłaby to
oddziaływanie. Tymczasem grawitację uważa się za taką „trzecią
siłę” i poszukuje jej daremnie tam gdzie można stwierdzić co najwyżej
dwie siły.
Wątpliwość
Mariusza: Jeśli równowaga względna nie jest siłą aktywną, to i grawitacja
nie może być siłą aktywną. A przecież pisze Pan że grawitacja jest realną siłą
wiążącą elementy struktury przeciwieństw. Czyli grawitacja jest siłą aktywną.
Odpowiedź: Myślę,
że zachodzi tu między nami nieporozumienie wynikające z nieścisłości naszych
określeń. Wydaje mi się, że Pan myli i utożsamia „równowagę
względną” z „równowagą względną przeciwieństw”, a to są dwa
różne terminy. „Równowaga względna jako taka” nie jest żadnym bytem
i nie jest żadną siłą, jest relacją, stosunkiem, a dopiero „równowaga
względna dwóch przeciwieństw”, tworzy byt, tworzy siłę (wynikającą z
różnicy pomiędzy tymi przeciwieństwami). Różnica sił tworzy siłę dwóch
przeciwieństw.
Równowaga względna (grawitacja) nie jest siłą, lecz
relacją sił. Dopiero z tej relacji aktualizuje się byt = siła. Ten byt, ta siła
automatycznie wchodzi w relację (równowagę względną, grawitację) z bytem, lub
bytami sąsiednimi i tworzy się byt wyższego poziomu. Chyba nigdzie nie napisałem,
że „grawitacja jest realną siłą wiążącą elementy struktury
przeciwieństw”, a jeśli tak gdzieś napisałem, to błędnie tak napisałem.
Słowa „siła grawitacji” biorę w cudzysłów, moim zdaniem wynikającym
z TNR, tak „równowaga względna” jak i „grawitacja”, bo jedno
równa się drugiemu, nie są żadnymi siłami, są koniecznymi relacjami sił, czyli
PRAWEM ISTNIENIA. Równowaga względna jest prawidłowością natury. Stosunek sił
nie jest siłą, dopiero rezultat tego stosunku tworzy siłę. Ziemia i Księżyc są
dwoma bytami i dwoma siłami, ale równowaga względna między nimi, czyli
grawitacja między nimi, stosunek między nimi, nie jest siłą, dopiero układ jaki
się z tej relacji tworzy (Ziemia – Księżyc) stanowi oddzielny byt i
stanowi oddzielną siłę, która z kolei jest w stosunku i równowadze względnej
Układu Słonecznego.
Jest Księżyc, który jest bytem i ma swoją tożsamość
i siłę wewnętrzną emanującą na zewnątrz, która nie pozwala ZIEMI pozbawić jego
jestestwa i np. rozbić go czy wchłonąć, no i jest ZIEMIA, której siła wewnętrzna
emanowana na zewnątrz nie pozwala temu Księżycowi uciec, bo jest on istotnym
elementem równowagi względnej układu: „Księżyc – Ziemia” i w
ten sposób Księżyc krąży dookoła Ziemi bez żadnego uczestnictwa i pośrednictwa
jakichś innych bytów i tajemniczych sił. Rzekoma tajemnicza „siła
grawitacji” to po prostu relacja (Ziemi i Księżyca) w równowadze
względnej Ziemi i następnie Układu Słonecznego.
Wątpliwość
Mariusza: Jeśli mówi Pan o Ziemi i Księżycu, to przecież Księżyc nie jest
przeciwieństwem wchodzącym w skład istoty Ziemi?
Odpowiedź:
Dlaczego nie? Oczywiście, że tak, Księżyc jest elementem istoty Ziemi
wchodzącym w skład jej równowagi względnej przeciwieństw. Ziemia bez Księżyca
to zupełnie inny byt.
PRZYRODA TO (niewidoczna)
NATURALNA „WAGA”. Prawidłowością przyrody i prawem jej istnienia
jest dążenie do równowagi. Ale tylko dążenie, bo idealna równowaga jest
niebytem.
A więc nie potrzebny jest do zachowania tej
równowagi żaden eter, czy grawiton, żaden byt pośredniczący. Czy gdy kładziemy
ciężarek na jedną szalkę wagi i następnie wymuszamy równowagę kładąc podobny
ciężarek na drugą szalkę wagi, między tymi ciężarkami działają jakieś grawitony
czy etery potrzebne, aby ta równowaga powstała? Nie, te dwa ciężarki położone
na dwie szalki z dwóch stron i oddzielone od siebie przestrzenią i wagą, tworzą
równowagę samoczynnie – i tworzą w ten sposób jakiś nowy byt, nowy układ
tych dwóch ciężarków. W przyrodzie takie „ważenie” bytów (sił)
odbywa się automatycznie i natychmiast, w trybie ciągłym, bez udziału jakiejkolwiek
sztucznej wagi i innego pośrednictwa w postaci np. grawitonów, bo PRZYRODA JEST
NATURALNĄ WAGĄ.
Wątpliwość
Mariusza: Tu Pan chyba coś pomieszał. Waga przecież nie rozdziela
ciężarków, ale je łączy. Czyli jest
odwrotnie niż Pan pisze. Gdyby nie było wagi która właśnie pośredniczy pomiędzy ciężarkami nie mogłyby one utworzyć stanu
równowagi. Stan równowagi jest możliwy nie dlatego, że istnieją dwa ciężarki,
ale dlatego, że te dwa ciężarki są połączone
przez wagę. Ciężarki nie tworzą równowagi samoczynnie! Bez wagi, czyli elementu
pośredniczącego równowaga nie byłaby możliwa. Ciężarki oddziałują na siebie za
pośrednictwem wagi. To tylko dzięki wadze jeden z ciężarków może spowodować
zmianę położenia drugiego. Gdyby nie waga nie byłoby tego oddziaływania, a więc
nie byłoby ani stanu równowagi ani nierównowagi.
Odpowiedź: Dobrze.
Waga, nie tylko ciężarki oddziela, ale i łączy i pośredniczy między nimi. Ja
podałem tutaj ten prosty przykład z „wagą”, aby jaskrawo uwidocznić
prawo konieczności dążenia do równowagi. Ale nie zgadzam się, z twierdzeniem,
że „ciężarki nie tworzą równowagi samoczynnie”. Oczywiście, że
tworzą. Natura jest wagą. Te same ciężarki, bez wagi, stojące obok siebie,
tworzą samoczynnie jakąś równowagę względną. I różne co do swej siły ciężarki
też samoczynnie wytwarzają między sobą jakąś równowagę względną, ale od różnicy
ich sił zależy czy mogą powodować zmianę położenia drugiego. Równowaga względna
(grawitacja) pomiędzy małymi ciężarkami, czy atomami czy cząsteczkami
subatomowymi jest oczywiście zupełnie inna niż pomiędzy takimi
„ciężarkami” jak Ziemia, Księżyc, czy Słońce, które oddziałują na
siebie i uzależniają swoje ruchy. Zresztą ruch i zmiana nie zależy właściwie od
wielkości czy wartości bytów, lecz od złożoności ogólnego układu równowagi
względnej wewnętrznej i układu wyższego poziomu. Elektrony w laboratorium w
opisywanym tu gdzieś doświadczeniu, „wiedziały” wzajemnie jak się
zachowują. Skąd uczeni przeprowadzający to doświadczenie doszli do takiego
„straszliwego” wniosku? Bo widocznie widzieli reakcje tych
elektronów na swoje ruchy. Elektrony samoczynnie reagowały szukając równowagi
względnej w układzie tego doświadczenia. Również nasze ciężarki bez tej wagi,
jak postoją obok siebie, czy w oddali od siebie, ale jak postoją sto czy milion
lat, zaczną rdzewieć i się zmieniać i zmieniać swoje położenie, oddziałując na
siebie, bo będąc przedmiotem i podmiotem zmiany.
Wątpliwość
Mariusza: Poza tym konieczność zachowania równowagi to jest po prostu prawo
TNR. Żadne prawo nie może być czynnikiem przenoszącym oddziaływanie. Owszem
byty są podporządkowane prawom, ale jeśli są prawa to muszą być byty, które im
podlegają. Tymczasem Pan twierdzi, że nie ma bytu przenoszącego oddziaływanie
grawitacji, czyli, że nie ma bytu, który podlega prawu zachowania równowagi.
Przecież wszystkie byty podlegają prawu grawitacji, ale nie wszystkie przenoszą
oddziaływanie siły grawitacji, a więc muszą istnieć takie byty elementarne,
które przenoszą oddziaływanie siły grawitacji.
Odpowiedź:
Nie muszą istnieć i nie istnieją żadne byty elementarne, które rzekomo
przenoszą siły grawitacji. Nie ma żadnej „siły grawitacji”. To jest
umowna nazwa tradycyjnej i ortodoksyjnej teorii bytu, którą TNR obala. Zdaniem
TNR, grawitacja to stosunek sił w równowadze względnej bytu. Mariusz przyznaje,
że są prawa, którym podporządkowane są byty. Ale tym prawom chciałby nie tylko
nadać statut „bytów”, ale jeszcze dodatkowo tworzyć „byty
pośredniczące” i przenoszące działanie prawa przyrody. Ale zdaniem TNR prawidłowości
przyrody nie są „bytami”, są „prawami” i nie potrzebują
pośredników do podporządkowywania ciał swoim nakazom, gdyż nie podporządkowanie
się bytu = siły = ciała, prawu przyrody grozi utratą równowagi względnej i
egzystencji. Prawidłowości przyrody są opisane w innym miejscu tej pracy.
Mariusz stosuje tutaj jakąś nadinterpretację, bo twierdzi jakoby z mojej
dedukcji wynikało, że „nie ma bytu, który podlega prawu zachowania
równowagi”, a tymczasem TNR twierdzi, że wszystkie byty podlegają prawu
zachowania równowagi.
Wątpliwość
Mariusza: Grawitacja to nie jest żadna teoria bytu. Poza tym nie może Pan
pisać, że nie ma grawitacji, skoro przyznaje Pan, że byty działają na siebie
siłami przyciągania. Grawitacja to nazwa siły którą jeden byt działa na drugi
byt i której wynikiem jest przyciąganie się tych bytów. Czyżby Pan twierdził,
że byty nie przyciągają się wzajemnie? Jeśli dobrze Pana zrozumiałem, to chce
Pan powiedzieć, że siła którą dotychczas przyjęło się określać jako grawitację
istnieje, ale posiada zupełnie inną istotę niż dotychczas sądzono. Ale ta siła
istnieje, a więc nie można pisać, że grawitacji nie ma.
Odpowiedź: Słusznie,
grawitacja nie jest żadną teorią bytu, ale moim zdaniem, grawitacja jest
elementem obowiązującej teorii bytu. „Grawitacja” to termin z
innych teorii bytu, a nie z TNR. W TNR określam to samo zjawisko
„równowagą względną przeciwieństw”, a w osiąganiu tej równowagi i
jej utrzymywaniu nie pośredniczą żadne inne elementarne byty czy cząstki, ta
równowaga powstaje automatycznie pomiędzy bytami danego układu. Moim zdaniem,
grawitacja nie jest siłą, a więc nie jest konkretnym samodzielnym bytem, bo
jest relacją sił. A więc siła grawitacji nie istnieje. Emanowanie bytów na inne
byty, ich wzajemne przyciąganie i odpychanie, nie jest konkretną samodzielną siłą,
lecz jest siłą tych bytów, które się przyciągają i odpychają w poszukiwaniu
równowagi między nimi. Byty są siłą, ale ich emanacja, ich stosunek do siebie,
nie jest oddzielną siłą, lecz nieantagonistycznym sposobem bycia bytu, czyli
szukaniem równowagi względnej bytu wyższego poziomu, lub w warunkach entropii,
rozkładu bytu, szukanie równowagi względnej niższego poziomu. Lub wreszcie
znalezienie równowagi idealnej, czyli powrót do niebytu.
Wątpliwość
Mariusza: Równowaga względna to stan rzeczy a nie siła. A grawitacja to
siła. Gdyby grawitacja nie była siłą, nie mogłaby utrzymać w kupie bytów
tworzących układy planetarne. A jeśli jest siłą to nie jest stanem rzeczy.
Chyba, że w TNR stan rzeczy jest siłą.
Odpowiedź: Grawitacja nie jest siłą, jest stosunkiem
sił dążących do równowagi względnej, jest stanem równowagi względnej, z której
realizuje się byt = siła. To nie jakaś nierozpoznana siła,
„grawitacja”, nie samodzielny i oddzielny od bytów tworzących
układy planetarne, byt, utrzymuje je „w kupie”. To siła tych bytów
wzajemnie utrzymuje je „w kupie”.
Ale tradycyjne teorie naukowe opierające się na filozofii Parmenidesa,
Arystotelesa i Newtona twierdzą, że egzystuje tylko „siła
przyłożona” i nie dociekają jej przyczyny sprawczej. Newton twierdzi, że
ciało trwa w stanie spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym i
prostoliniowym”, czyli nie przyznaje ciału żadnej siły wewnętrznej
działającej wokół tego ciała we wszystkich kierunkach. Ciało Newtona i
współczesnej tradycyjnej nauki jest bezwładne i jeśli nie jest w spoczynku
przeciwstawia się zmianom swego jednostajnego i prostoliniowego ruchu, chyba że
zadziała na nią zewnętrzna siła przyłożona. Ponieważ jednak stwierdzone jest przyciąganie i odpychanie Newton znalazł tą
siłę przyłożoną w „grawitacji”, w jakiejś sile zewnętrznej,
występującej pomiędzy masami. I tu popadł w konflikt sam ze sobą, co ja
opisałem już powyżej, w ostatnim rozdziale. Obliczył słusznie, że istnieje
siła pomiędzy masami, proporcjonalna do mas i odwrotnie proporcjonalna do
kwadratu odległości między nimi, ale nie przyporządkował tych sił do mas. Nie
wyciągnął z tego wniosku, że „dawcami” tej siły są te masy, ale
nadal podtrzymał mit siły „przyłożonej”, jakiejś siły nieznanego
pochodzenia, „grawitacji”, występującej oddzielnie od mas, samodzielnie.
A TNR wyciąga z jego obliczenia prosty wniosek. Ponieważ siły te są
proporcjonalne do mas, to znaczy, że te masy są przyczyną sprawczą tych sił i
nie ma żadnych „pośredników” między tymi masami.
Przyroda to po prostu „waga” czuwająca
nad wyrównywaniem się przeciwieństw. Wszystkie byty podlegają „prawu
grawitacji” i wszystkie przenoszą oddziaływania „grawitacji”,
bo „grawitacja” to po prostu relacja przeciwstawnych sił w
równowadze względnej bytu wyższego poziomu. Bytem jest Słońce i bytem wyższego
poziomu jest „Układ Słoneczny”. Równowaga względna Układu
Słonecznego to relacja Słońca i wszystkiego co się dookoła Słońca kręci, czyli
wszystkiego co się poza Słońcem w tym Układzie znajduje. Ale do utrzymywania
się tej relacji pomiędzy Słońcem i np. planetami, nie potrzebne są żadne
pośredniczące byty czy ogniwa. To jest układ w równowadze względnej.
Wyobraźmy sobie teraz, że w Układ Słoneczny wbija
się jakaś KOMETA z innego Układu czy nawet innej galaktyki i ta kometa rozbija
jakąś naszą planetę. No i co się dzieje dalej? Natychmiast, jeszcze przed
rozbiciem a po wtargnięciu komety, powstają reakcję na taką akcję i tworzy się
coraz to nowa równowaga względna Układu Słonecznego. A po rozbiciu jakiejś
planety w zależności od skutków tworzy się natychmiast znów nowa równowaga
względna Układu Słonecznego. To byłby drastyczny przykład zakłócenia równowagi
względnej Układu Słonecznego, ale minimalne zakłócenia trwają cały czas i to
bez ingerencji ciał spoza Układu. Czyli układ i jego równowaga względna pracuje
i zmienia się bez przerwy. I tak jest wszędzie w całym Wszechświecie i na
wszystkich poziomach jego bytu materialnego. Ale ten przykład jest dowodem, że
nie ma jakiejś oddzielnej „siły grawitacji” eksponowanej przez
tradycję, lecz jest „siła równowagi” wynikająca z wnętrza bytów i w
razie takiej awarii kosmicznej jak wyżej opisałem tworzy się natychmiast
całkowicie nowy układ tego bytu. Jakim cudem zewnętrzna „siła
grawitacji” raptem całkowicie zmieniłaby układ? Gdy następuje taka awaria
„siła grawitacji” zmienia się całkowicie, niby dlaczego, jeśli jest
to samodzielna jakaś siła? Po prostu, nie ma takiej siły. Nowa MASA atakuje i
zmienia cały układ.
Byty niższego poziomu ustanawiają
„grawitację” (relację) wyższego poziomu, a następnie odwrotnie.
Wątpliwość
Mariusza: Chyba byty wyższego rzędu składają się z bytów niższego rzędu? I
te byty wyższego rzędu są coraz bardziej złożonymi całościami oddziaływań
różnorakich sił. Np. w człowieku działa niezliczona mnogość najprzeróżniejszych
sił, bo składają się nań niezliczone i najprzeróżniejsze cząsteczki elementarne
przenoszące oddziaływania przeróżnych sił. Ale na poziomie elementarnym każdemu
bytowi elementarnemu odpowiada tylko jedna siła czyli tylko jeden rodzaj
oddziaływania. Byty złożone mogą oddziaływać na wiele różnych sposobów bo są
złożone z wielu innych bytów niższego rzędu, za pośrednictwem których
oddziałują. Tymczasem byty elementarne mogą oddziaływać tylko w jeden sposób.
Jeśli więc istnieje siła grawitacji, to musi istnieć jakiś byt elementarny
który odpowiada tej sile, czyli przenosi jej oddziaływanie. Ten byt
elementarny, wchodząc w skład bytów wyższego rzędu powoduje, że i one podlegają
prawu grawitacji.
Odpowiedź:
Nie istnieje siła grawitacji. Nie, nie musi istnieć żaden byt elementarny
przenoszący oddziaływanie. W systemie TNR oddziaływanie przeciwieństw tworzy
byt posiadający aktywną siłę i działający bez żadnego pośrednictwa na inny byt,
czy na inne byty, tworząc byt wyższego poziomu. Stosunek, relacja równowagi
względnej tych bytów jest nazywana „GRAWITACJĄ”. W człowieku, tak
jak piszesz „działa niezliczona mnogość najprzeróżniejszych sił”,
ale nie ma tam żadnych cząsteczek przenoszących „oddziaływania
przeróżnych sił” – oddziaływania są bezpośrednie sił na siły, czyli
bytów na byty, zgodnie z ich funkcjami i jakieś cząsteczki pośredniczące są po
prostu niepotrzebne, zbędne dal funkcji.
W ten sposób oddolnie, poczynając od mikro-świata
powstaje hierarchia sił i bytów, w tym również rzekomych „sił
grawitacji” W ten sposób z cząstek elementarnych powstają ich obłoki, a
następnie tworzą się układy gwiezdne i galaktyki.
Wątpliwość
Mariusza: Ano właśnie. Oddolnie, to znaczy poczynając od cząstek
elementarnych, a nie tak jak Pan pisze wcześniej, że najpierw oddolnie, a potem
odgórnie. Byty wyższego rzędu nie oddziałują na byty niższego rzędu żadnymi
siłami grawitacji lecz siłami, które są ich odpowiednikami. Każdy byt ma swoją
własną specyficzną siłę.
Odpowiedź
autora: Oddolnie, oczywiście, że oddolnie i ja to piszę powyżej, ale
hierarchia idzie w górę i na każdym szczeblu powstaje nowa równowaga, która
wiąże również oczywiście dół, równowaga działa w obu kierunkach. Byty wyższego
rzędu oczywiście oddziałują na byty niższego rzędu np. Słonce na planety,
planety na księżyce itd.
„W czasie doświadczeń w laboratorium okazało
się, że dwa elektrony przelatujące przez różne otwory w jakiś sposób
„wiedzą”, co przydarzyło się temu drugiemu. Einstein i jego koledzy
w swym eksperymencie myślowym wydłużyli odległość do roku świetlnego (taki zabieg
matematyczny jest często stosowany w fizyce, by pewne rzeczy stały się bardziej
widoczne). Okazało się, że dwa elektrony oddalone o rok świetlny od siebie
muszą w niewyjaśniony sposób natychmiast porozumieć się ze sobą za pomocą
jakiegoś rodzaju sygnału poruszającego się szybciej od światła – co jest
zupełnie niemożliwe w obrębie teorii względności. „Błyskawiczne
oddziaływanie na odległość” – stwierdził niezadowolony
Einstein.”
Rozważając pojęcie „grawitacji” musimy
brać pod uwagę konsystencję „niebytu” i kwestię odległości, czyli
przestrzeni, a mianowicie, że „niebyt” jest niczym i nie stanowi
żadnej siły, a przestrzeń i odległość jest pustym bezruchem nie stanowiącym
żadnego oporu. A więc odległość dwóch przeciwieństw, ziemi i księżyca, w
układzie „Ziemia –Księżyc” nie stanowi żadnej różnicy,
przeszkody, na naturalnej „wadze” jaką jest przyroda. To dlatego w
doświadczeniach fizyków mogą oni dowolnie „wydłużać” odległości w
swych eksperymentach, by „pewne rzeczy stały się bardziej widoczne”,
jak to czytaliśmy powyżej. „Błyskawiczne oddziaływanie na
odległość” , jest błyskawiczne, bo odległość nie stanowi oporu, bo
przestrzeń niebytu jest pustym bezruchem. A tego Einstein nie brał pod uwagę i
dlatego musiał być niezadowolony.
Z tego rozumowania wynika, że obliczenia prawa
powszechnego ciążenia (grawitacji) według wzoru Newtona, do dzisiaj
obowiązujące, a biorące pod uwagę „odległości” pomiędzy masami, są
błędne. Jego twierdzenie, że tzw. „stała grawitacyjna” jest
odwrotnie proporcjonalna do „odległości” pomiędzy masami, zdaniem
TNR, nie ma racji bytu, jest niesłuszne, odległość nie odgrywa roli a odwrotnie
wynika z siły przyciągania (odpychania)
masy.
To co stwierdzane jest przez fizykę kwantową, a
zupełnie niemożliwe jest w obrębie teorii względności Einsteina, wynika z
reakcji układu na zakłócenie równowagi i dążenie do jej powrotu. Z TNR wynika,
że tym niezrozumiałym „sygnałem” i tą dziwną „wiedzą”
elektronów, tym oddziaływaniem i porozumiewaniem się „za pomocą
sygnału” poruszającego się szybciej od światła jest natychmiastowa
REAKCJA układu na zakłócenie równowagi i dążenie do jej powrotu. Każda akcja jest zakłóceniem istniejącej
równowagi względnej i towarzyszy jej reakcja mająca na celu przywrócenie
równowagi, a całość tej operacji zakłócenia i dążenia do równowagi nazywana
jest „GRAWITACJĄ”. Ale nie w TNR, w TNR jest to
„równowaga względna przeciwieństw”. Relacja równowagi (względnej)
ustanawia i jest „siłą grawitacji”. Relacja ta ustanawia GRANICE
bytu. Wiedza układu o akcji i odpowiedź na nią, czyli dostosowanie, reakcja, jest natychmiastowa czyli szybsza
od światła. Natychmiastowa i szybsza od światła, to nie znaczy jednoczesna.
Wg TNR pomiędzy akcją a reakcją występuje interwał niebytu, który wyklucza
możliwość ich jednoczesności.
Ale aby zaistniała wiedza o akcji, najpierw akcja
musi nastąpić i po zmianie układu sił w istocie danego bytu następuje nie tylko
zmiana równowagi wewnętrznej, ale również ewentualnie reakcja i zmiana
równowagi sił bytu wyższego poziomu.
Z tego wynika, że Teoria Nieantagonistycznego Rozwoju
jest poszukiwaną „TEORIĄ WSZYSTKIEGO” opartą o prawo KONIECZNOŚCI
DĄŻENIA do RÓWNOWAGI (prawo istnienia) i prosto i łatwo tłumaczy
nierozwiązywalne zagadki i „osobliwości” nauki.
Byt ma granice i dlatego jest odrębną całością i
daną treścią, bo ma do tego potrzebną energię. Granice, a więc odrębna całość i
treść zależna jest od wielkości i jakości tej energii danego bytu i to ona, ta
siła wewnętrzna każdego ciała, ustanawia poprzez konieczność zachowania
równowagi te granice i umożliwia oddziaływanie każdego ciała z resztą
Wszechświata. A więc nie zasada bezwładności, lecz odwrotnie zasada aktywności
ciała obowiązuje świat materialny.
Wątpliwość
Mariusza: Proszę zwrócić uwagę na fakt, że dążenie do zachowania równowagi
to nie jest po prostu to samo co siła grawitacji. Każdy byt dąży do zachowania równowagi na swój własny sposób
działając na siebie i na otoczenie swoją własną specyficzną siłą. I ta siła
powstaje w drodze integracji sił niższego rzędu, które dany byt podporządkowuje
sobie samemu. Siła grawitacji jest tylko jedną z takich sił. Oprócz oddziaływań
grawitacyjnych istnieją rozmaite inne typy oddziaływań, za pomocą których byt
wyższego rzędu może oddziaływać na otoczenie w celu zachowania równowagi, (np.
oddziaływania elektromagnetyczne). Skoro nie można powiedzieć, że tylko
oddziaływania grawitacyjne są sposobem zachowania równowagi wewnętrznej i zewnętrznej bytu, to nie można powiedzieć,
że grawitacja jest tym samym, co dążenie bytu do zachowania równowagi.
Grawitacja jest tylko jednym ze sposobów w jaki byt dąży do zachowania
równowagi.
Odpowiedź: Być
może, ale to nie zmienia stanu rzeczy, że TNR odkrywa czym jest tzw.
„grawitacja”. Ortodoksja
nazywa grawitacją (czwarte) oddziaływanie jakiejś siły (być może nawet
nadnaturalnej) i szuka cząstki subatomowej, kiedyś eteru, teraz grawitonu,
która miałaby tę tajemniczą siłę przenosić. A dla TNR jest to po prostu relacja
równowagi względnej bytów i nie ma tu żadnego znaczenia, że tak jak każdy byt
jest inny, różny od wszystkich innych, tak samo jego aktywna siła i jego
równowaga względna czyli tzw. „grawitacja” jest indywidualna. A
jeśli chodzi o pozostałe oddziaływania materii w tym elektromagnetyczne, to ja
skłaniam się do opinii, że też nie są to konkretne samodzielne byty, lecz ich
relacje i prawidłowości przyrody wymuszające poszukiwanie równowagi względnej i
dążenie do równowagi idealnej, czyli do niebytu. Natomiast w odpowiednich
układach z tych relacji sił tworzą się konkretne siły = byty i tak np. foton
czy energia elektryczna, to nie jest już dla mnie oddziaływanie bytu, lecz
konkretny, samodzielny byt.
Kategorią „siły”, jej definicją i
przyczyną sprawczą, zajmuję się dokładniej w następnym rozdziale.
TNR próbuje przybliżyć się do racjonalizacji
zmienności przyrody, czy to się mi udaje czytelnik oceni po przeczytaniu tej
książki.
Warto wspomnieć przy tej okazji o ostatnio
zadeklarowanej we Florencji przez Tona Blaira i Gerharda
Schroedera idei NOWEJ TRZECIEJ DROGI, koncepcji bardzo krytykowanej i nie
posiadającej naukowego uzasadnienia ani filozoficznego odniesienia. Tymczasem
moja poprzednia praca („Nieantagonistyczna Teoria Rozwoju –
Ideologia Ofiar”, Frankfurt/Menem, 1989) wykazuje – na pewno nie
jest jedyną stawiającą taką tezę – że nie ma (i nie może być) żadnego
„kapitalizmu” ani żadnego „socjalizmu”, nie ma żadnego
„wolnego rynku”, bo nigdy realna treść nie jest zgodna z idealną
formą, czyli że ZAWSZE JEST TRZECIA DROGA, że istnieje tysiące
„trzecich” dróg do wyboru, ale nie ma żadnego „środka”,
czyli absolutnej równowagi.
Nauka w tym wypadku bezprawnie uzurpuje sobie
wiarygodność, bo z jednej strony stwierdza niezmienność praw wynikających z
warunkowania przyczynowego i równości przyczyny i skutku i rzekomo likwiduje
wiarę w cuda (kontestuje powstawanie ex nihilo i opcję panteizmu), z drugiej
strony, można powiedzieć, w magiczny sposób ustanawia osobliwości nieskończonej
gęstości materii, jej wybuch, załamanie się wszelkich praw fizyki, czyli
ustanawia cuda. Nauka przeczy sama sobie i co gorsze tępi, zupełnie jak w
średniowieczu, wszelkie przejawy myśli niezależnej, kwalifikując je po prostu
jako „nienaukowe”. „Nauka” usiłuje nieformalnie
przejmować „władzę naukową” i nie ustalając żadnych reguł gry, chce
decydować co jest prawdziwe, a co nie, poprzez przemilczanie i dyskryminowanie
tego, co jest nie wygodne i wstydliwe. Nauka z jednej strony twierdzi, że
ustanawia tylko hipotezy, ale w praktyce ustanawia rzekome reguły naukowości,
czyli ustala święte prawa i dogmaty. I wtedy, kto silniejszy, ten lepszy. Kto zapłaci za promocję i wylansowanie,
ten istnieje w nauce ! To jest straszne ! Nic dziwnego, że ten obszar stosunków
społecznych znajduje się w takim ślepym zaułku i to chyba na całym świecie.
Przymus i siła rządzi w nauce, instrumentalność i
użyteczność, czyli polityka degeneruje wiedzę, faktyczna równowaga rozwoju
społecznego jest ciągle bardziej zachwiana tworząc niebezpieczeństwo jej
całkowitego załamania. Zapowiada się koniec twórczej i pięknej strony bytu
człowieka. Coraz dalej postępuje wynaturzanie się racjonalności, równanie 2x2=5
staje się użytecznym, silniejszym i wbrew wszelkim racjom taki wynik tego
równania jest głoszony i propagowany.
TNR akceptuje to twierdzenie.