Rozdział X

PARADYGMAT NIEANTAGONISTYCZNEGO ROZWOJU.

Formułując swe tezy TNR przeciwstawia się wszelkiej filozoficznej ortodoksji i zmusza do podejmowania wysiłku myślenia o świecie w sposób najzupełniej odmienny od dotychczasowego. Stare wątki filozoficzne otrzymują tu nowe rozwiązania. W niniejszym rozdziale, zawierającym wiele powtórzeń podawanych w innym kontekście, chcę wskazać te miejsca w których TNR znajduje nowe sposoby wyjaśniania starych problemów oraz te, w których wprowadzając nowe sposoby myślenia o świecie porzuca przestarzałe paradygmaty.

NIEBYT MUSI BYĆ.

Jak dowodzi cała historia odkrywania i budowania wiedzy o świecie i określania pojęć „naukowych” i filozoficznych, najpierw pojawiało się przeczucie i nowe pojęcie w postaci niejasnej idei, a dopiero potem nabierało ono stopniowej precyzji wynikającej z czynionych eksperymentów myślowych, analogii, metafor i wreszcie szczegółowych doświadczeń empirycznych. To samo jest z TNR. Jak na razie nikt jej nie aprobuje i nikt się nią nie interesuje, ale jest nadzieja, że w dobie internetu przyjdą dla niej wkrótce lepsze czasy. TNR posiada spójny, zorganizowany, system wiedzy i co za tym idzie oferuje program badawczy. Jej celem jest realistyczne, empiryczne ujawnienie i zaaprobowanie NIEBYTU absolutnego tworzącego RÓWNOWAGĘ względną z bytem, rozumianym jako proces stawania się i uczestniczenia w nieantagonistycznej kreacji świata i życia.

TNR jest nie tylko nowym opisem filozoficznym i metafizycznym, ale jest też nowym programem dla nauki i wszelkiej działalności badawczej. Całkowicie zmienia strukturę pojęciową, poprzez którą oglądamy świat. Ustanawia nowy paradygmat, zamiast dotychczasowej bezkrytycznie przyjmowanej formuły: „byt jest, niebytu nie ma” ustanawia nowy wzorzec myślowy przyjmujący istnienie BYTU i NIEBYTU, w równowadze względnej. Funkcją TNR jest zmiana paradygmatu i świadomości, co zapowiada „rewolucję naukową”. Jeśli świat intelektualny pozostający według TNR w głębokim kryzysie, filozofia i nauka kultywująca do tej pory REGUŁĘ Parmenidesa „byt jest, a niebytu nie ma” i z tego powodu badająca tylko i wyłącznie „byt” i rozwiązująca jego łamigłówki, teraz dokona przeskoku i porzuci go na rzecz nowego „twardego rdzenia”: równowagi względnej bytu i niebytu (bezruchu, próżni, nicości w wiecznym teraz), nastąpi przewrót w świadomości społeczności intelektualnej porównywalny do zmiany orientacji religijnej. Nowy paradygmat zmusi do rozpatrywania świata w nowych kategoriach. Będzie to odkrycie innego niż dotychczas świata, co przyniesie ODRODZENIE myśli ludzkości i wyrwanie się z niemożności w jakiej tkwi w chwili obecnej. TNR odrzuca te wszystkie ontologie obecne w filozofii europejskiej, które oparte są na prymacie świadomości i wiary, (również wiary w naukę). Każdy byt ma swoją misję do spełnienia, a więc byty mają swoje racje, by być w taki sposób, w jaki one być potrzebują i swe możliwości wykorzystują. FUNKCJA wyprzedza formę. Byt nie jest „sam w sobie”, ani dla człowieka. Świat jako system przeciwieństw i powiązanej ze sobą materii, antymaterii, ZDARZENIA, ruchu i ściśle z materią związanych sił z tej materii się wyodrębniających (lub odwrotnie, bo  przecież w myśl wzoru Einsteina masa jest równoważna energii), oraz BEZRUCHU, pustki, próżni, nicości, czyli niebytu, nie pojawia się specjalnie dla człowieka i jego świadomości, lecz „żyje”, jest dla wszystkich innych bytów wzajemnie się przenikających i ten świat zapełniających, a więc i „dla siebie”. Człowiek jest tylko „puchem marnym”, bytem wątpliwej wartości moralnej w przeciwieństwie do wszystkich innych bytów materialnych, a przypisuje sobie wprost nadprzyrodzone przymioty i przywileje. Tak, tak, wszystkie byty, również zwykłe, materialne, w swej konkretnej postaci jak np. roślina, czy kamień, posiadają określone funkcje i spełniają powinności bytu, czyli posiadają wartości moralne i realizują je „lepiej” od człowieka (bo pozbawione są PYCHY). Powinności tkwią w bycie i wywodzą się z bytu, nie są nabyte, a to oznacza, że źródłem zasad moralnych człowieka nie jest ludzki rozum, świadomość i wola, lecz wrodzony instynkt, naturalna reakcja i powinności bytu,  czyli tego bytu przekroczenie, jego transcendencja.


10.1. Koncepcja Bytu

Zmienny, skończony, ograniczony czasowo i przestrzennie byt jest względny. Na gruncie TNR oznacza to, że byt stanowi chwilową równowagę względną zbioru przeciwieństw wchodzących w skład esencji danego bytu. Z kolei każdy element tego dwuelementowego zbioru, również jest chwilową równowagą względną przeciwieństw. Równowaga względna przeciwieństw w pogoni za równowagą idealną jest genezą ruchu. Stąd też TNR sposób istnienia bytu zgodnie z Heraklitem określa jako ZMIANĘ, stawanie się, lub zgodnie z Heideggerem jako bycie ku śmierci, ale z dodatkiem, że w zasadzie jest to bycie nieantagonistycznym sposobem. Istnienie bytu określone jako równowaga względna w zbiorze przeciwieństw, nie jest stanem, lecz procesem, nieustanną zmianą. TNR używa zamiennie pojęć bytu, siły i materii na oznaczenie stanów równowagi względnej zbioru przeciwieństw, pojęcie materii utożsamia z pojęciem bytu, a pojęcie siły definiuje jako wynik różnicy potencjału przeciwieństw, czyli ich asymetrii. Jako właściwą przyczynę bycia bytu TNR wskazuje zasadę komplementarności przeciwieństw, czyli konieczność zrównoważenia niebytu przez byt. O ile przeciwieństwa nie będące niebytem i wchodzące w skład struktury równowagi względnej są przyczyną zmienności i nietrwałości bytu, o tyle niebyt jest przyczyną tego, co trwałe w byciu bytu. To on nadaje bytowi względną trwałość wyznaczając mu granice, poza którymi przestaje być bytem. Ponieważ sam niebyt jest niezmienny i trwały, to od niego pochodzi wszelka niezmienność, siła i trwałość (choćby tylko względna) jaka przysługuje bytowi.


10.2. Koncepcja przeciwieństw nieantagonistycznych

Zdaniem TNR przeciwieństwa w stanie równowagi względnej, tworzące istotę bytu, cechuje nieantagonistyczny sposób bycia. TNR przyjmuje Arystotelesowski model hierarchii bytów poza jego antagonizmem przeciwieństw, oraz wprowadza doń elementy mające na celu wyeksponowanie stawania się, bycia i rozkładania się bytu. Czyni to postępując za tradycją ciągnącą się od Heraklita po Heideggera, realizując program myślenia bytu w jego byciu. Elementy wprowadzane przez TNR to:

twierdzenie o niezgodności formy z treścią, które powodują, że hierarchiczny model struktury bytu nigdy do końca nie odpowiada faktycznemu stanowi rzeczy.

twierdzenie o deformującej mocy racjonalizacji. W myśl tego twierdzenia to rozum ludzki identyfikując byt usiłuje nadać mu stałą formę, która nie jest zgodna z treścią.

Jednak twierdzenie o niezgodności formy z treścią dotyczy obiektywnego stanu rzeczy, a nie subiektywnego obrazu tworzonego przez rozum. Deformacja dokonywana przez rozum dotyczy stanu, w którym już uprzednio występuje dysproporcja formy i treści, gdyż esencją są przeciwstawne ale nieantagonistyczne przeciwieństwa.

Według TNR, ukształtowana przez funkcję forma jest idealnym wzorem i celem do którego dąży treść, ale którego nigdy nie osiąga, nie osiąga dlatego, że istota bytu jest materialna, a forma jest idealna. Dany konkretny byt (esencja, treść danego bytu), jest efektem chwilowej, względnej równowagi zbioru przeciwieństw wchodzących w skład danego bytu oraz niebytu. Równowaga ta możliwa jest, ponieważ przeciwieństwa nie są antagonistyczne. Gdyby były antagonistyczne, byt nie zaistniałby. TNR wyjaśnia akt istnienia bytu zgodnie z Arystotelesowską  zasadą wyjaśniania własności rzeczy odwołującą się do pojęcia przyczyny celowej. Byt istnieje, ponieważ taki jest cel równowagi przeciwieństw. Nowością, dokonaną przez TNR, jest wprowadzenie koncepcji NIEBYTU, obrzeża bytu i niebytu, oraz ich nieantagonistycznego sposobu bycia jako elementów składowych rzeczywistości. Niebyt pełni podobną funkcję, jak wszystkie inne byty wchodzące w skład równowagi względnej, wymusza równowagę, ale jest niebytem, przeciwieństwem bytu. Niebyt nie jest negacją bytu, ale jego AFIRMACJĄ. Niebyt afirmuje byt – wspiera go w jego istnieniu, daje mu siły umożliwiające bycie. Byt staje się bytem dzięki nieantagonistycznemu sposobowi bycia przeciwieństw, który tworzy równowagę, względną bo umożliwia jej poszukiwanie i dostosowywanie się przeciwieństw. Gdyby zasadą był antagonizm przeciwieństw do równowagi względnej nigdy by nie dochodziło i byty schodziły by błyskawicznie w niebyt. Byt przestaje być bytem dzięki załamaniu się w jakiejś fazie ruchu bycia równowagi względnej przeciwieństw tj. na skutek zniesienia, rozkładu, entropii (wzrastającego nie-uporządkowania) i powstania drastycznej nierównowagi na danym poziomie, ale umożliwia w ten sposób nieantagonistyczny sposób bycia wyższych poziomów bytu i całej rzeczywistości. Antagonizm jest negacją. Funkcją i celem antagonizmu jest zaprzeczenie i zniesienie przeciwieństwa. Nierównowaga i równowaga względna jest procesem dostosowywania się przeciwieństw i tworzenia ciągle nowych układów (procesem porządkowania). Nierównowaga powodująca zniesienie danego bytu powoduje przejście bytu w niebyt, lub tworzy nowy byt, lub nowe byty, a więc nowe przeciwieństwa w nich uczestniczące pozostają nadal nieantagonistyczne.


10.3. Koncepcja istnienia Niebytu

NIEBYT ISTNIEJE – tym stwierdzeniem TNR wyłamuje się z całej europejskiej tradycji filozoficznej. Dowód istnienia niebytu przeprowadza TNR analogicznie jak Arystoteles i św. Tomasz przeprowadzali dowody kosmologiczne na istnienie Boga: ograniczony przestrzennie i czasowo, wieloraki, zmienny byt, wskazuje na pozaczasowy i ponadprzestrzenny, jeden i niezmienny niebyt. Podobnie jak św. Tomasz przymioty Boga ustalał drogą negacji i eminencji (wyniesienia ponad) cech bytów skończonych, TNR własności i sposób istnienia niebytu wyprowadza drogą eminencji i przeciwstawienia sposobom istnienia i własności bytu. Wszystkie własności niebytu TNR wyprowadza z pomocą odwrócenia własności jego przeciwieństwa – bytu. Realne istnienie niebytu jako przeciwieństwa bytu i kategorię materialistyczną TNR wyprowadza z obowiązujących teorii empirycznych i logiki dwuwartościowej. Jednak relację pomiędzy bytem i niebytem określa nie przy pomocy relacji negacji i wzajemnego zniesienia się, lecz relacji afirmacji (potwierdzania). Istnienie niebytu łączy z istnieniem bytu relacja eminencji i wynikania: względne istnienie bytu rozpoczyna się dopiero od powstania jego istotnych właściwości, a w przypadku niebytu, ten istnieje wiecznie i jest siłą idealną. O ile istnienie bytu jest istnieniem względnym, chwilowym, bo procesem, ruchem, wynikającym z faktu, że forma nigdy nie zgadza się z treścią, o tyle istnienie niebytu, ponieważ jest istnieniem niezmiennym, niepodzielnym, pozaczasowym i ponad przestrzennym, jest istnieniem absolutnym – bo nie ma tu treści zmiennej, a więc zgodność i zrównoważenie sił jest absolutne.

Dowodem naukowym niebytu absolutnego są dla TNR definicje fizyki teoretycznej:

1. próżni absolutnej

2. temperatury bezruchu zera bezwzględnego (-280°C)

3. teoria kwantu, czyli nieciągłość energii, interwał, przerwa między porcjami emitowanej przez oscylatory energii, jej drgania,

4. przerwa pomiędzy przyczyną i skutkiem.

Jest wiele innych dowodów pośrednich. Symbolami i dowodami matematycznym niebytu są ZERO i NIESKOŃCZONOŚĆ.


10.4. Koncepcja powstawania bytu z niebytu

Teza TNR o powstawaniu bytu z niebytu jest dana łącznie z aksjomatem o istnieniu niebytu i nabiera wobec tego zupełnie nowego znaczenia. Koncepcje tradycyjne akt powstawania bytu pojmowały jako pokonanie istotowej sprzeczności pomiędzy istnieniem bytu a nieistnieniem niebytu. Nawet Demokryt pojmował niebyt jako nieistniejący, chociaż w jego przypadku ów nieistniejący niebyt wchodził w skład bytu. Demokryt próżnię utożsamiał z niebytem, a jednocześnie pojmował go jako nieistniejący. W TNR nie ma mowy o sprzeczności pomiędzy bytem i niebytem, co wynika z komplementarności i korelacji przeciwieństw i nieantagonistycznego sposobu ich bycia. Akt powstawania nie zawiera w sobie sprzeczności, wręcz przeciwnie: jest oparty o ideę eminencji (wywyższania), aktywnej harmonii bytu i niebytu. Dla TNR ciągłe powstawanie bytu w niebycie i z niebytu jest koniecznością ontologiczną, uwarunkowaną faktem istnienia niebytu i potrzebą zachowania równowagi względnej bytu i niebytu. Gdy idzie o werbalne sformułowanie tezy o powstawaniu bytu z niebytu, nie jest ono nowością, ale na gruncie TNR tradycyjne pojęcia nabierają zupełnie nowego znaczenia.

TNR twierdzi, że już Arystoteles pisał o powstawaniu bytu z niebytu. A oto Jego słowa: „(…) przyroda zmierza zawsze do tego co jest lepsze, lepsze zaś jest być, niż nie być (…) ono zaś nie może przysługiwać wszystkim bytom z powodu tego, że są dalej odsunięte od początku, przeto Bóg wyposażył Wszechświat w sposób, jaki jeszcze pozostał, sprawiając powstawanie ustawiczne. W ten sposób bowiem owo być może najlepiej zachować ciągłość przez to, że ciągłe stawanie się i narodziny są najbardziej zbliżone do istnienia trwałego.”[99] (podkreślenia moje). Ale aby BYĆ, trzeba MIEĆ – trzeba mieć siłę aby się stawać, rodzić i BYĆ. Te siły początkowe bytu tworzą się z niebytu poprzez asymetrię. Do praprzyczyny siły i ruchu Arystoteles nigdzie w swoich dziełach nie dotarł. Jeśli chodzi o „siłę” jego wypowiedzi są ambiwalentne (sprzeczne), a ruch tłumaczył teorią popchnięć. Prawa autorskie do uprawnionej definicji „siły”, opartej na wykryciu jej przyczyny sprawczej, asymetrii układu, należą dopiero do TNR.

Idealna (doskonała) bezsiła niebytu absolutnego jest siłą nieskończoną. Ale KAŻDA SIŁA (również bezsiła), JEST SIŁĄ MATERIALNĄ, mimo, że jest pozbawiona materii, bo wywołuje materialne skutki. Również siła idealna, wywiera materialne efekty.

Pamiętajmy cały czas, że niebyt, tu, w tej chwili pusta, nieskończona przestrzeń w bezruchu, jest kategorią materialistyczną, bo idealne zrównoważenie sił jakie tu panują, jest zrównoważeniem przypadłości materialnych, a mianowicie temperatury i ciśnienia. Czy załamanie się tego pustego bezruchu i narodziny asymetrii w tej symetrii, będzie jakimś wielkim cudem? Wbrew jednemu z moich korespondentów, powstanie asymetrii z symetrii, nie tylko nie jest niemożliwe, lecz odwrotnie, jest normalną konsekwencją. Przeciwieństwo kreuje swoje przeciwieństwo. Przeciwieństwo musi tworzyć przeciwieństwo, by pozostawać przeciwieństwem.

Niebyt, nicość jako taka, nie wymaga stworzenia. Byt powstaje samoczynnie z niebytu. Dwoista struktura rzeczywistości to nieskończony proces realizujący różnice, wcale nie sprzecznych, a odwrotnie, konstytuujących się nieantagonistycznych przeciwieństw, spełnia się dzięki asymetrii układu. Przyczyną każdej przyczyny jest nierównowaga. Nierówność i komplementarność przeciwieństw, tkwi immanentnie w każdym przeciwieństwie, implikuje powstawanie przeciwieństwa. Przeciwieństwo, aby być przeciwieństwem, musi kreować przeciwieństwo.

Jeśli nasza wizja niebytu jest zbliżona do rzeczywistości, to i niniejsza wizja powstawania bytu (materii) z niebytu, jest naszym zdaniem, bardzo prawdopodobna


10.5. Koncepcja RUCHU i ZMIANY

Wyjaśnienie pojęć: RUCH, ZMIANA, PROCES, ciąg zdarzeń, stawanie się, moim zdaniem, jest w TNR dużym krokiem naprzód wobec tradycji Arystotelesowsko – tomistycznej, jak również ontologii marksistowskiej i wszystkich innych teorii naukowych i filozoficznych.

Rozróżniamy „ruch” jako zmianę miejsca, czyli relację bytu z przestrzenią, oraz „zmianę”, „proces” jako ciąg zdarzeń, akcji i reakcji przeciwieństw w czasie (relację bytu z czasem), powodujące zmiany ilościowe i jakościowe. TNR nie utożsamia zmiany miejsca i zmiany jakości lub ilości (procesu), ale traktuje te zmiany analogicznie i nazywa je „ruchem”. Ponieważ przestrzeń i czas mają w TNR wymiar absolutny niebytu i są zwrotne, analogiczne traktowanie tych sposobów bycia wydaje mi się usprawiedliwione i nie staram się nawet badać ewentualnych różnic między nimi, nazywam je RUCHEM.

RUCH jako taki (proszę cały czas pamiętać, że omawiam ruch jako taki, bezwzględny, tzn. w każdym znaczeniu) jest tylko wobec bezruchu. Aby był ruch musi być i bezruch. Ruch jest koniecznym atrybutem bytu materialnego i musi być ograniczany interwałem bezruchu (niebytu), by byt nie wyrastał w nieskończoność. Po A jest B, po B jest C, itd., ale po A jest B ponieważ pomiędzy A i B jest przerwa, jest interwał, który może być minimalny, ale musi być większy niż ZERO, bo gdyby był zerowy, czyli gdyby go nie było, po A byłoby od razu Z, a właściwie nie byłoby nawet przeskoku do Z, trwałoby ciągłe A. Pomiędzy przyczyną i skutkiem musi być przerwa, aby skutek zaistniał. Czyli ruchu, procesu i zmiany by nie było, gdyby nie było interwału bezruchu (niebytu). Żaden rozwój, ewolucja, rozszerzanie się obszru świata materialnego nie mogłyby następować.

Każdy ruch, żeby był ruchem musi być przeciwstawiony bezruchowi, czyli porcjowany, kwantowany, a więc stwierdzamy kwanty ruchu, tak jak fizyka kwantowa stwierdza kwanty energii. Zresztą „ruch” TNR utożsamia z „energią”, czyli jest porcjowany tak jak energia jest porcjowana. Ruch = siła = energia = materia.

Gołym okiem stwierdzamy wiele różnych jednoczesnych ruchów, np. byt nazywany człowiekiem podlega następującym różnym ruchom:

niezliczona ilość ruchów (zmian) wewnątrz bytu uformowanych w ostatecznym rachunku w dwa przeciwieństwa pozostające w równowadze względnej;

1. ruch ciała po powierzchni ziemi,

2. ruch ciała wraz z ruchem obrotowym ziemi (około 30 tys. km na dobę czyli poruszany w tym ruchu się z szybkością około 1300 km na godzinę),

4. ruch człowieka wraz z ruchem ziemi dookoła słońca,

5. ruch człowieka wraz z ruchem układu słonecznego wobec centrum drogi mlecznej,

6. ruch bytu wraz z niezbadanym, ale stwierdzonym (rzekome „rozszerzanie się Wszechświata”) ruchem całej galaktyki.

Każdy ruch jako przyczyna daje dwa skutki:

1. jakiś skutek wewnątrz bytu, czyli w równowadze względnej dwóch przeciwieństw,

2. działanie na zewnątrz bytu skutkujące w bycie bezpośrednio wyższego poziomu.

Ruch bytu nie przerywany interwałem nie byłby ruchem, byłby spoczynkiem i idealnym zrównoważeniem, byłby niebytem. Funkcja, działanie, skutek, ruch bez interwału byłby nie odróżnialny w czasie rozwoju. Dźwięk gdyby był ustawicznym dźwiękiem, bez interwałów, przestałby być dźwiękiem. Światło jest światłem tylko na tle i wobec ciemności. Ruch, (zmiana, proces), aby był ruchem musi być przeciwieństwem i mieć przeciwieństwo, bezruch. Jeśli stwierdzamy istnienie ruchu musimy jednocześnie stwierdzać istnienie BEZRUCHU. I odwrotnie, istnienie spoczynku wymaga istnienia ruchu. Jest to konsekwencja logicznego rozumowania.

Fakt, że ruch = energia = materia = byt nie jest ciągły, w zasadzie nie zmienia jego kontinuum, albowiem w bycie trwa jednocześnie bardzo wiele różnych ruchów i przerwy w tych ruchach nigdy nie występują jednocześnie. W jednym ruchu jest przerwa, ale w dziesięciu innych trwa akcja i byt kontynuuje swój byt. W bytach o dużej złożoności interwały w ich ruchach nie przerywają bytu. Rozkład gęstości prawdopodobieństw sprawia, że interwały w ruchach nie odgrywają żadnej negatywnej roli w continuum bytu. dopiero gdy nieuporządkowanie i rozkład zbiorów przeciwieństw doprowadza istotę bytu do dwóch prostych przeciwieństw, interwał przerywa continuum i byt kończy egzystencję, przechodzi w niebyt.

Inną zasadniczą funkcją oporu w ruchu jest ograniczanie bytu, obrona równowagi względnej przed załamaniem. Nieograniczony ruch bytu spowodował by zwyrodnienie, ekspansję „silniejszej” siły w kierunku nieskończoności, czyli znów załamanie równowagi względnej i rozpad bytu. Z rozumowania tego wynika konieczność nieciągłości bytu, czyli istnienie niebytu. Parmenides mylnie stwierdzał, że: „byt jest ciągły”, ale słusznie, że: „bo każda nieciągłość byłaby niebytem.” Interwał jest niebytem.

Zdawałoby się, że są to twierdzenia oczywiste, wynikające z samego znaczenia terminów „ruch” i „bezruch”, a jednak nie są akceptowane przez naukowców i są kwalifikowane jako „nienaukowe”. Tak jest najłatwiej, wszystko to co nam nie pasuje i jest sprzeczne z naszym rozumieniem znaczenia, totalnie odrzucać i odmawiać ustosunkowania się pod pretekstem nienaukowości rozumowania. Przewrót kopernikański, czyli ujawnianie niejawnego ruchu też był „nienaukowy” i trwał kilkaset lat. Formalnie zakończył się procesem rehabilitacyjnym Galileusza dopiero bardzo niedawno, ale różnego rodzaju niuanse tego przewrotu nadal są przedmiotem sporów. Ludzie mają „zakute łby” i trudno im się przyznawać do błędów nawet przed samym sobą, bo często niesie to za sobą konieczność zmiany wyznawanych fundamentalnych wartości. Jeśli ujawnianie i rozpracowywanie ruchu utajonego trwało, można powiedzieć 400 lat, to ile zajmie ludzkości ujawnianie i rozpracowanie bezruchu, mimo faktu niesłychanych możliwości postępu wiedzy?

Paradoksy Zenona z Elei przytaczane jako argumenty przeciwko istnieniu ruchu, które powodowały wielkie zamieszanie, a nawet kryzys w myśli greckiej (tak jak przewrót kopernikański był kryzysem myśli nowożytnej), są dla TNR tylko dowodami ułomności rozumu ludzkiego. Np. weźmy paradoks „strzały” Zenona opisywany przez Arystotelesa i przytaczany często do dzisiaj przez filozofię i logikę jako nierozwiązywalny: „skoro wszystko albo zawsze znajduje się w stanie spoczynku, albo w ruchu, i że jest w spoczynku, gdy zajmuje równą sobie przestrzeń, a to co jest w ruchu, znajduje się zawsze w jakimś „teraz” , wobec tego strzała wypuszczona z łuku, stoi w miejscu.”[100] – w bardziej przystępnym, następującym sformułowaniu brzmi to tak: „strzała nie może poruszać się w miejscu, w której jej nie ma, nie może także poruszać się w miejscu, w którym jest. Jednakże lecąca strzała zawsze znajduje się w miejscu, w którym jest. Znaczy to, że w dowolnej chwili pozostaje w spoczynku, a zatem w żadnej chwili się nie porusza”.[101]

Zanalizujmy ten rzekomy paradoks zgodnie z TNR:

 Strzała, jak każdy inny byt materialny nigdy, zdaniem TNR, nie jest w stanie spoczynku. Byt jest zawsze w jakimś ruchu, wewnętrznym lub zewnętrznym, lub i w kilku takich i takich. Spoczynek bytu jest niebytem. Bezruch nie jest częścią ruchu, jest jego przeciwieństwem, przerywa ruch i go ogranicza przestrzennie lub czasowo, lub i tak i tak. Interwał niebytu (bezruchu) odgranicza byt, porcjuje go, stawia mu granicę, ale jakiś ruch wewnątrz bytu trwa nadal i ciągle. Ruch i bezruch istnieją obok siebie. Byt (aktywny ruch) musi się wdzierać w niebyt (w bierny bezruch). Byt nigdy nie jest w stanie spoczynku, bo jego układ istotnych cech, czyli równowaga względna przeciwstawnych sił jest zawsze w ruchu, płynna i nigdy nie zajmuje sobą równej przestrzeni, bo w związku ze swoją aktywnością wewnętrzną, „pulsowaniem”, „drganiem” czyli ustawicznymi zmianami tej równowagi, dane ciało jest rozciągłe i zajmowana przez nie przestrzeń jest ciągle różna.

Interwał bezruchu, jest oporem dla bytu i ruchu, ale nie jego całkowitym zanikiem, trwałym spoczynkiem – spoczynek byłby przejściem tego bytu w niebyt. Interwał jest błyskawiczną przerwą danego ruchu, dużo krótszą od stadium ruchu. Poza tym jakiś ruch tego bytu zawsze trwa, dopóki ten byt egzystuje. Jeśli nawet jeden ruch jest przerwany, trwają w tym bycie inne ruchy (zmiany). Interwał jest przerwą ekspansji tego ruchu sił materii, ale ruch i bezruch istnieją obok siebie. Interwał jest momentem spotkania ruchu i bezruchu, ich konfrontacji i powoduje, że po interwale materia jest inna, czyli nowa, powstaje nowy byt w innym „teraz” i zajmuje już inną przestrzeń. TNR zakłada, że wszystko co jest, jest różne od wszystkiego innego, bo np., nawet takie same atomy np. wodoru, są różne, bo są w innym „teraz” i zajmują inną przestrzeń.

Strzała oprócz równowagi względnej sił swego bytu czyli oprócz RUCHU sił wewnętrznych dysponuje dodatkowo przyłożoną do niej siłą zewnętrzną, którą jest siła napiętej i pchającej ją cięciwy. W tej chwili strzała staje się elementem przeciwieństw bytu wyższego poziomu złożonego również z łuku, cięciwy tego łuku, przestrzeni i celu, do którego zmierza. Ta siła zewnętrzna (przyłożona) działa na siły wewnętrzne i zmienia i wymusza równowagę względną układu wyższego poziomu, a więc równowagę względną strzały i środowiska, przez które ona się przedziera;

Wszystkie te czynniki dowodzą niewspółmierności wewnętrznej jak również zewnętrznej (z TNR i innymi teoriami ruchu i z empirią) założeń tego paradoksu, czyli braku możliwości uporządkowania (wspólnej miary) podawanych przez Zenona uwarunkowań ruchu strzały i dlatego paradoks jest nierozwiązywalny, a jego konkluzja jest błędna. Moim zdaniem nie ma „wspólnej miary” dla ruchu i bezruchu, a wobec tego niemożliwym jest wyciąganie wniosków z podawanych założeń. Zenon zakłada, że wszystko i zawsze znajduje się albo w stanie ruchu, albo w stanie spoczynku, a założenie to jest nieuprawnione. Dwie „rzeczy” nieporównywalne (ruch i bezruch), nie posiadające wspólnej miary, Zenon wstawia do swej teorii i usiłuje je uporządkować miarami dotyczącymi wyłącznie materii. A to jest niemożliwe. I to jest niewspółmierność wewnętrzna paradoksu. Niewspółmierność zewnętrzna to różne definicje ruchu i bezruchu w jego teorii i w TNR. Zenon zakłada z definicji, że byt nie porusza się w miejscu, w którym jest, a TNR twierdzi, że byt musi poruszać się w miejscu, w którym jest, bo dlatego jest bytem. Faktycznie strzała nie ma prędkości w danym miejscu lub danym „teraz”, sztucznie wyrwanych z bytu wyższego poziomu, bo prędkość przynależy do masy w danym środowisku, a nie do masy wyodrębnionej ze środowiska. Prędkość jest miarą ruchu materii w czasie (od – do – taki czas jest, moim zdaniem, przeciwieństwem wiecznego teraz) i odległości od siebie punktów przestrzeni (a punkt jest moim zdaniem przeciwieństwem przestrzeni jako takiej). Jeśli z tej miary, czas od do i odległość punktów przestrzeni, wyłączymy (i w ten sposób zatrzymamy prędkość strzały w bezruchu), miara przestaje być tą miarą. Ale ruch bytu jest faktem i rozumowanie nie posiada żadnego uzasadnienia, albowiem zdaniem TNR, nie jest prawdą, że strzała nie może poruszać się w miejscu, w którym jest, zdaniem TNR strzała musi poruszać się w miejscu, w którym jest. Różne byty zajmują stale inną, różną (bo za każdym ruchem ten sam byt jest różny) przestrzeń, różne byty (np. Achilles i żółw, czy ta sama strzała, ale różna w różnym momencie i różnym miejscu) i ich ruchy są niewspółmierne do bezruchu i wobec tego nie porównywalne, a Zenon obala rzekomo ruch poprzez porównanie miar masy do „punktu” (miejsca) i „teraz”.

Zenon miesza porządek czasowy i przestrzenny, bo każdy ruch i bezruch w przestrzeni, czy na miejscu, człowiek mierzy wymyśloną jednostką czasu, niemierzalnego wiecznego teraz. On mówi że idea poruszającego się ciała, które w każdym momencie ruchu nie porusza się jest sprzeczna. I nie ma racji. Idea ta nie jest sprzeczna, lecz jest niewspółmierna (nie „kompatybilna”), bo pomieszane są w niej niewspółmierne pojęcia poruszającego się ciała, z ciałem w rzekomym bezruchu, które w każdym momencie ruchu rzekomo nie porusza się. Moim zdaniem niewspółmierność jest „czymś” gorszym od sprzeczności – „sprzeczność” można wyrugować, można „pokonywać”, lub chociaż starać się pokonywać, natomiast niewspółmierności pokonać się nie daje z natury rzeczy. Idea Zenona nie jest uprawniona i nie odpowiada rzeczywistości, ale, moim zdaniem, nie jest „sprzeczna”, a tylko zestawia, nie zdając sobie z tego sprawy, niewspółmierne założenia, które z natury rzeczy nie mogą dać logicznych wniosków. W myśli Zenona, jak i w TNR mamy do czynienia z współobecnością niewspółmiernych elementów, ale tego, że są one „niekompatybilne”, Zenon, w przeciwieństwie do TNR, nie uwzględnia. Ciało albo się porusza albo się nie porusza. Jeśli się porusza, to musi się poruszać w każdym momencie swego ruchu. I rzeczywiście tak jest, bo każde ciało podlega wielu różnym ruchom jednocześnie i jeśli nawet jeden ruch ulega przerwie, to nie znaczy, że ciało się nie porusza innymi ruchami. Gdy pociąg stoi na przystanku, to nie znaczy, że nie porusza się innymi ruchami, czy nie ulega innym zmianom. A Zenon przyjmuje, że strzała podlega tylko jednej wersji ruchu i również dlatego się myli. Zenon przyjmuje, że ruch jest sumą momentów bezruchu i domaga się wytłumaczenia jak to jest możliwe? A tak wcale nie jest, gdyż ruch jest wynikiem dążenia asymetrycznego układu do układu symetrycznego przeciwstawnych sił. Ruch jest OBOK bezruchu, ruch przeplata się z bezruchem, ruch dzieje się w bezruchu. Ale ponieważ ruch i bezruch nie mają współmiernej miary, idea porównująca (zestawiająca) ruch i bezruch nie jest sprzeczna wewnętrznie, lecz jest niewspółmierna wewnętrznie. Zenon mówi o idei ciała poruszającego się, które się nie porusza w żadnym z momentów ruchu. Ruch podzielony jest tutaj na momenty bezruchu, a przecież ruch jest przeciwieństwem bezruchu i nie dzieli się na momenty bezruchu. Idea współobecności jest spójna, ale współobecność nie umożliwia podziału jednego z elementów, a pozostawiania drugiego elementu niepodzielnym – oba elementy (ruch i bezruch) są niepodzielne. A jeśli Zenon dzieli ruch na momenty bezruchu, to niech też podzieli bezruch (spoczynek), jeśli zdoła. Stosowanie do elementów niewspółmiernych wspólnej miary nie jest, moim zdaniem, „sprzecznością” lecz niewspółmiernością, a niewspółmierność jest niekompatybilna. Błąd polega tutaj na nieuprawnionym opisie relacji pomiędzy dwoma niekompatybilnymi obszarami myśli, przy użyciu relacji lub pojęć właściwych tylko wewnątrz któregoś z obszarów.

Moim zdaniem, na tym właśnie polegają trudności matematyki z wprowadzaniem do równań i szeregów zera i nieskończoności. Równie niewspółmierna jest idea materii z ideą niebytu będącego wiecznym teraz i nieskończoną przestrzenią. Przykładem błędu niewspółmierności jest w tym przypadku koncepcja „czasoprzestrzeni zrelatywizowanej”. Również Zenon i jego naśladowcy próbują porównywać ruch i bezruch w jednym porządku. Żaden byt nie znajduje się nigdy całkowicie w stanie spoczynku, ale zawsze w stanie jakiegoś ruchu. Ruch jest ograniczany interwałem bezruchu, ruch wdziera się w bezruch, a bezruch jest biernym tłem dla ruchu. Byt jest ruchem, niebyt bezruchem, są współobecne, przeplatają się one wzajemnie, ale zachowują swoją odrębność i tożsamość.

Paradoksy Zenona są dla TNR dowodami, że już w myśli greckiej była obecna idea interwału w ruchu, czyli bezruchu (spoczynku). Myśli i wzmianki o interwale w ruchu pojawiały się w ciągu całej historii filozofii, ale nie przywiązywano do niej żadnej uwagi i nie wyciągano konsekwencji. Paradoksy Zenona miały być argumentami przeciw ruchowi w ogólności, przeciw ruchowi jako-takiemu (miały być potwierdzeniem bytu Parmenidesa), a tymczasem jest jednocześnie wiele różnych ruchów i zmian, którym podlegają byty i każdy ruch jest szczególnym atrybutem innego, poszczególnego bytu. Ten fakt nie przeszkadza, że dany „ruch” jest określeniem szczególnym jakiegoś stanu bytu i może być określeniem ogólnym „ruchu jako takiego”, „ruchu w ogóle”. Byt może podlegać jednocześnie różnym ruchom w przestrzeni, czasie i zmianom równowagi względnej i wszystkie te ruchy nazywamy „ruchem w ogóle”, ruchem bezwzględnym.

Druga wersja tego rzekomego paradoksu zacytowana za Bluckburnem jest jeszcze łatwiejsza przez nas do obalenia: twierdzenie, że strzała „nie może także poruszać się w miejscu, w którym jest” jest dla TNR nie do przyjęcia, zdaniem TNR każdy byt materialny porusza się zawsze w miejscu i w momencie, w którym jest, wbrew zasadzie bezwładności Newtona i prawu zerowej bezwładności ciała izolowanego Macha. A z ruchu bytu w miejscu, w którym jest, wynika zmiana miejsca i zmiana momentu nowo powstałego po interwale bytu. Ruch jest istotą bytu, jest bytem. Byt = ruch.

Nasza analiza paradoksów Zenona dowodzi, że genezą praw ruchu Newtona są idee pochodzące jeszcze ze starożytności i przyczynia się do wyjaśnienia koncepcji „ruchu” w TNR.

Wszystko co wyżej jest opisane o ruchu odnosi się również do procesu i zmiany, które to pojęcia są równoważne z pojęciem ruchu.

Pojęcia ruchu, procesu, zmiany narzucają pytanie o PRZEDMIOT tego ruchu, procesu czy zmiany, czyli o substancję, czy substrat bytu. Arystoteles przyjmował jedność materii i formy za substancję, czyli konkretnie istniejący byt. Oba te składniki uważał za niezbędne, ale formę miał za ważniejszą i z niej czynił istotę rzeczy. W. Tatarkiewicz: „Zatem forma, jako składnik pojęciowy rzeczy, jest ich składnikiem istotnym, jest najważniejszą częścią substancji, jest istotą rzeczy.”[102] Forma była u Stagiryty pierwiastkiem czynnym, siłą działającą celowo i wytwarzającą skutki, ale jednocześnie chyba niekonsekwentnie, materia była tym co trwa i pozostaje nawet po zniszczeniu (np. rozbiciu posągu) formy. TNR mówi odwrotnie: istotą rzeczy jest materia, siła wynikająca z ruchu asymetrii przeciwieństw, która dąży do niedościgłej doskonałości formy. W TNR forma jest wzorem, do którego istota bytu, ciągle niedoskonała, dąży. Istota rzeczy w TNR to konkretna siła zawarta w materii powstającej w, czy przy, czy z równowagi względnej (asymetrii) dwóch przeciwieństw. Każdy ruch i zmiana jest przejawem intencji zachowania równowagi względnej istoty bytu, czyli podporządkowania się prawu istnienia. Arystoteles, jak i do dzisiaj trwająca tradycja filozoficzna, ani pomyślał o wywiedzeniu RUCHU z istoty bytu, TNR pierwsza to czyni.

Współczesna filozofia w zasadzie nie odpowiada na to pytanie o przedmiot ruchu i zadawala się różnego rodzaju unikami i odrzucaniem pojęcia substancji zastępując je pojęciami rzekomo bardziej naukowo podstawowymi „pola” lub „procesu”. Niektórzy j. np. Leszek Nowak (Byt i Myśl) odrzucają całkowicie substancjalizm koncentrując się wyłącznie na „atrybutach” bytu. TNR twierdzi, że nie jest to żadne rozwiązanie problemu, gdyż pole i proces, wszelkie atrybuty (w fizyce kwantowej, rozkłady gęstości prawdopodobieństwa poszczególnych stanów) również wymagają przedmiotu. Zdaniem TNR, „siła” jest treścią (substratem, istotą) wszelkiego bytu, a więc, przedmiotem wszelkiego ruchu, zmiany, procesu, jak i atrybutów czy cech.

Z faktu symetrii złamanej istoty bytu i interwału pomiędzy przyczyną i skutkiem wynika, że skutek nigdy nie równa się przyczynie i dlatego jest ruch i zmiana.

Koncepcja TNR dotycząca ruchu  ujmuje szerzej sam problem niż wszystkie inne dotychczasowe koncepcje, a pod pewnymi względami go upraszcza. Upraszcza, bo sprowadza ruch do różnicy jaka zachodzi między treścią bytu, a jego formą, czyli do dążenia przeciwieństw do idealnej równowagi, ale rozszerza bo stawia pytanie co do konstytucji siły i jej przyczyny.

Ruch, proces, zmiana bytu (wewnętrzna określoność) utrzymuje się jednocześnie w kilku „kierunkach”, w kilku obszarach „stanu rzeczy”, a mianowicie jednocześnie trwa zmiana miejsca, czasu, zmiana ilościowa i zmiana jakościowa, a być może trwają jeszcze inne zmiany. W każdym aspekcie zmiany ruch jest przerywany bezruchem, ale interwał (niebytu) nie przerywa ruchu jednocześnie we wszystkich aspektach zmiany i np. gdy ruch zmiany ilościowej napotyka interwał, trwają w tym momencie ruchy innych zmian np. jakościowych tego bytu. Tak więc mimo interwałów w ruchu bytu, byt jest w ciągłym ruchu. Oczywiście do czasu. Byt jest skończony i istnieje tylko do czasu załamania się równowagi względnej składających się na niego przeciwieństw.

Wg Arystotelesa i tomistów ruch jest aktualizacją tego, co jest w możności, tak długo, jak długo możność jest jeszcze obecna i nie jest całkowicie zrealizowana, a obecna i całkowicie niezrealizowana jest przecież zawsze. Zdaniem TNR jest to logiczny wniosek. Ruch jest zmianą w postaci ciągu częściowych realizacji, jest ściśle powiązany z możnościami i może przejawiać się w kategoriach ilości, jakości i miejsca, czyli mamy w tradycji ruch ilościowy (przyrost lub ubytek), jakościowy (przemiana substancji) i lokalny (zmiana miejsca), oraz w innym aspekcie przejawia się jako ruch przechodni (którego źródło znajduje się poza ciałem podlegającym zmianie) i ruch wsobny (działanie immanentne), czyli ruch pochodzący od podmiotu i w nim pozostający. Wychodząc z tych założeń działanie i doznawanie dokonujące się poprzez ruch Arystoteles sprowadza do przyczyny sprawczej i formułuje zasadę, że „Wszystko co jest w ruchu, jest poruszane przez coś innego” – ale nie wskazuje tej konkretnej przyczyny, oraz nie wyjaśnia dlaczego: „Szereg czynników poruszających i poruszanych nie może się ciągnąć w nieskończoność.” W ten sposób dochodzi do pojęcia „Pierwszego Poruszyciela”, czyli wykracza poza obszar rzeczywistości materialnej.

Koncepcja marksistowska ustala ruch jako immanentny i konieczny atrybut materii, dzięki któremu dokonuje się rozwój jej struktury i układów i wyróżnia pięć rodzajów zmian: mechaniczny, fizyczny, chemiczny, biologiczny i społeczny. Obie te ontologie, tak Arystotelesowsko – tomistyczna, jak i marksistowska (ani żadna inna), nie ustalają ostatecznego źródła ruchu ciał materialnych, nie ujawniają przyczyny sprawczej zmiany. Nie dają moim zdaniem konkretnej definicji materii, ani siły, tę materię poruszającej. Definicje materii w rodzaju: „w przeciwstawieniu do formy możnościowy element konkretnego bytu”, „element konkretnego bytu”, „podłoże zmian”, „czysta potencjalność”, „materia jest racją wielości, podzielności, potencjalnej poznawalności rzeczy i zasadą ograniczenia i jednostkowienia”, „jest ciałem”, czy wg marksizmu „kategorią służącą do oznaczania obiektywnej rzeczywistości”, wg. Kanta „dana doświadczenia zmysłowego” – wszystkie te definicje mówią o materii już bardzo wiele, ale nie mówią nadal nic o istocie, o esencji rzeczy, ani o jej RUCHACH, nie mówią czym jest materia i jaka jest jej struktura. Co jest źródłem i przyczyną, że wszystko jest w ruchu i jest poruszane (wg. poglądu Arystotelesa i Newtona, akceptowanego jak najbardziej przez Kanta) przez coś innego? TNR, moim zdaniem, daje te wyjaśnienia: różnica poziomów bytów i różnica potencjałów przeciwieństw w równowadze względnej esencji bytu, jest materią, JEST SIŁĄ (energią), źródłem i przyczyną sprawczą wszelkiego RUCHU (również prostoliniowego ruchu jednostajnego czyli dynamicznej własności ciał, zwaną bezwładnością) i ZMIANY. TNR odkrywa w ten sposób, nie znane jeszcze nauce podstawowe prawo ruchu wewnętrznego materii, którego przyczyną sprawczą nie są siły zewnętrzne, lecz układ istotnych cech wewnętrznych bytu. Asymetria układu generuje aktywną siłę, czyli SIŁA TWORZY SIŁĘ. Przyczyną sprawczą siły jest jej ASYMETRIA (układu).

Zawsze i tylko jeśli zachodzi symetria naruszona, złamana (asymetria) przeciwstawnych sił, zachodzi ruch, zmiana i generowanie nowej siły, wywołane przez tę asymetrię. Gdy układ znajduje się w idealnej równowadze, gdy panuje symetria, siły znoszą się wzajemnie i zanikają. Powstaje idealne zrównoważenie i idealna bierna siła, niebyt absolutny.

Istotą ruchu jest dążenie do równowagi, czyli ruch postępuje jednocześnie w obu kierunkach: od niebytu poprzez materię niezrównoważoną w kierunku postępującej złożoności bytu i w kierunku odwrotnym poprzez rozkład bytu z powrotem do niebytu.

Na zakończenie tej relacji zróbmy krótkie porównanie trzech koncepcji ruchu: Arystotelesa, Newtona i TNR.

Zdaniem Arystotelesa każde ciało porusza się zgodnie ze swoją naturą i zawsze zgodnie ze swoim rodzajem ma swoje „miejsce”, do którego dąży. Centrum Wszechświata stanowi środek Ziemi, ruchy na Ziemi są zawsze niedoskonałe, prostoliniowe i wymuszone. Gwiazdy i całe niebo poruszają się doskonałym ruchem kołowym wokół środka Ziemi, ale całkowicie od niego niezależnie. Zdolność ciała do ruchu wynika z natury ciała i naturalnego dlań miejsca, czyli każdy ruch jest wymuszony, albo siłą przyłożoną, albo „miejscem” ciała. „Zgodnie z ujęciem Arystotelesa przy ruchu naturalnym jego podstawa tkwi w naturze samego ciała, w jego istocie, tzn. w jego najbardziej własnym byciu. Odpowiednio do tego brzmi również twierdzenie nadchodzącej scholastyki: operari (agere) sequitur esse, „rodzaj ruchu występuje zgodnie z rodzajem bycia”.[103] Jest to ujęcie jak najbardziej zgodne z TNR, ale sprzeczne wewnętrznie, bo niezgodne z twierdzeniem o pochodzeniu siły, jako „przyłożonej”. Jest to jaskrawa niekonsekwencja Arystotelesa i następnie jego interpretatorów.

Zdaniem Newtona każde pozostawione sobie samemu ciało porusza się prostoliniowo i jednostajnie. A więc wszystkie ciała są w istocie jednorodne. Upada podział na ciała niebieskie i ziemskie oraz prymat ruchów doskonałych, kołowych, nad ziemskimi, niedoskonałymi, prostoliniowymi. W ten sposób znika również wyróżnienie „miejsca” ciała jako istotnego elementu ruchu (jego przyczyny celowej) w koncepcji Arystotelesa. Miejsce nie przynależy ciału zgodnie z jego naturą i nie ma wpływu na ruch, lecz jest położeniem, w którym ciało się znajduje. Newton nie zadaje sobie trudu wyjaśnienia swego aksjomatu, dlaczego ciało pozostawione sobie samemu porusza się prostoliniowo i jednostajnie, dlaczego w ogóle się porusza, a ponieważ ciał pozostawionych sobie samemu nie ma i nie jest możliwy żaden eksperyment mający na celu otrzymanie lub znalezienie takiego ciała, to twierdzenie pozostaje gołosłowne. Pochodzenie „siły” zdaniem tego genialnego naukowca jest nadprzyrodzone. Każdy ruch Newton identyfikuje z „siłą” przyłożoną powodującą odchylenie od ruchu jednostajnego i prostoliniowego. Ruchów ciała Newton nie określa stosownie do natury (miejsca, zdolności, siły) ciała, lecz odwrotnie, istotę i wielkość siły ustala na podstawie ustalonego przez siebie prawa ruchu: „każde pozostawione sobie ciało porusza się ruchem jednostajnie prostoliniowym”. Określenie siły na podstawie ruchu staje się wymierne (długością, ciężarem), ruch określa się wielkością ruchu, a masę ustala się ciężarem. Na skutek tego znika różnica ruchu naturalnego i wymuszonego. Siła ruchu wymuszonego jest mierzona tak jak ruchu naturalnego i jest miarą zmiany ruchu na skutek przyłożonej siły. Błędny aksjomat Newtona (wywodzący się od Galileusza), przyjęty i zatwierdzony niesłusznie przez naukę zmienił pojmowanie natury, która nie jest już wewnętrznym pryncypium, z którego wynika ruch ciała.

Zdaniem TNR, każdy ruch jest wynikiem dążenia równowagi względnej przeciwieństw istoty bytu do równowagi doskonałej. Również ruch jestestw niezrównoważonych, czyli przeciwieństw szukających swych przeciwstawnych sił do utworzenia bytu jest wynikiem dążenia do równowagi idealnej. Siła wynika z różnicy (asymetrii) przeciwieństw dążących do równowagi. Ruch jest skutkiem i emanacją siły. Aktywna siła jest symetrią złamaną (przeciwstawnych sił), czyli źródłem „siły” jest asymetria (różnica) sił działających zawsze parami. Jest to twierdzenie zasadniczo sprzeczne z trzecią zasadą dynamiki Newtona, która twierdzi, że dwa ciała działają na siebie taką samą siłą lecz przeciwnie skierowaną. Zdaniem TNR nie ma w naturze sił równych co do wielkości i to jest przyczyną ruchu i zmiany. TNR zaprzecza również bezwładności materii, co jest treścią pierwszej zasady dynamiki Newtona, bo twierdzi, że żadne ciało nie pozostaje w stanie spoczynku lub ruchu jednostajnym po linii prostej, gdyż zawsze działa w nim siła wewnętrzna wynikająca z układu przeciwieństw.

Twierdzenia Arystotelesa, że każde ciało porusza się zgodnie ze swoją naturą i zawsze zgodnie ze swoim rodzajem, bo ma swoje „miejsce”, do którego dąży (w TNR dąży do równowagi w układzie odniesienia, czyli ma swoje „miejsce”), oraz że przy ruchu naturalnym (w TNR przy każdym ruchu) jego podstawa tkwi w naturze samego ciała, w jego istocie, tzn. w jego najbardziej własnym byciu, są, moim zdaniem, jak najbardziej prawdziwe. Natomiast w twierdzeniach Newtona prawdą jest, że wszystkie ciała są w istocie jednorodne i że nie ma różnicy pomiędzy ruchem naturalnym i wymuszonym. Zdaniem tak Arystotelesa jak i Newtona przyczyna jest równa skutkowi, czemu zaprzecza TNR. Moim zdaniem proces jest porcjowaniem energii i każda reakcja jest różna od akcji i dlatego jest reakcja i dlatego jest ruch.

TNR dokonuje wglądu w istotę ruchu i w sposób jego przynależności do rzeczy, a nie tylko opiera się o potoczne doświadczenia ruchu, zmiany, powstawania i przemijania. TNR odkrywa źródło „siły” i sposób jej generowania przez określoność wewnętrzną bytu. Tego ani Arystoteles, ani Newton nie dokonali.


10.6. Unieważnienie prawa zachowania materii.

Zdaniem TNR siła reakcji nigdy nie jest równa co do wielkości sile akcji i dlatego jest reakcja. Gdyby siły reakcji były równe co do wielkości siłom akcji, siły te znosiłyby się wzajemnie i nie byłoby reakcji. Z definicji trzeciej zasady Newtona wynika, że wszystkie siły są siłami reakcji i TNR jak najbardziej potwierdza ten stan rzeczy, ale kontestuje twierdzenie tej definicji o równości tych sił. Siły aby istniały muszą być dwie i muszą być nierówne. Z tych założeń wynika wniosek o nieracjonalności „prawa zachowania”, czyli twierdzenia, że ogólna ilość substancji (energii, materii) nie ulega zmianie.

Zasada zachowania nie jest prawem naukowym, gdyż nie jest sprawdzalna, a tymczasem cała nauka jest podporządkowana tej zasadzie i egzekwowana we wszystkich innych prawach naukowych, zasadach i równaniach np. fizycznych. Zasada zachowania nie jest sprawdzalna, gdyż nie ma na świecie układu idealnie „zamkniętego” i wobec tego nie można jej „sprawdzić”. Dopiero Wszechświat jest układem idealnie zamkniętym. Niesprawdzalność zasady zachowania wynika również z zasady nieoznaczoności Heisenberga. Fizyka i inne dyscypliny nie wyciągają jednak z tych faktów żadnych konsekwencji, a są one przecież niesłychanie wielkie. Zupełnie inaczej będą wyglądały równania fizyczne nie uwzględniające zasady zachowania, a odwrotnie, dopuszczające możliwość „dorabiania energii”.

Werner Heisenberg komunikuje, że „Prawo zachowania materii nie spełnia się w dziedzinie cząstek elementarnych.[104] – i w świetle tak arystotelesowskiej teorii „czystej możności” i „materii prima”, jak i zgodnie z TNR, w mikro-świecie, czyli na obrzeżu bytu i niebytu, czyli w obszarze materii niezrównoważonej, jest to oczywiste. Jest to obszar potencjalności i możności, gdzie wszystko jest tylko prawdopodobne, byt może powstawać i może ginąć w trybie błyskawicznym i również w trybie hierarchii złożoności, w zależności od warunków i zapotrzebowania, czyli o żadnej „zasadzie zachowania” nie może być mowy.

Ale, moim zdaniem, ten obszar prawdopodobieństwa przenika głęboko do makro-świata i nie tyle dzieli świat materialny przestrzennie, co funkcjonalnie. Przecież już „pełnoprawne” byty mogą w zależności od warunków i funkcji stawać się przeciwieństwami i odwrotnie, przeciwieństwa jako człony relacji mogą stawać się bytami. A jeśli sytuacje i warunki decydują o prawdopodobieństwie powstawania i ginięcia nawet najmniejszych obiektów materialnych, to zasada zachowania nie spełnia się również w całym świecie.

Zasada zachowania wynika z trzeciego prawa mechaniki Newtona, które mówi, że siła akcji jest równa co do wielkości sile reakcji i wobec tego suma energii i materii we wszechświecie jest stała. Ale TNR kwestionuje słuszność tej zasady, co znaczy jednocześnie, że kwestionuje prawo zachowania jako takie .

W każdej akcji zawarta jest bardzo różna potencjalność, a istotną cechą każdej potencjalności (możności) jest zdolność do szerokiej gamy różnorodnych aktualizacji. Potencjalność odgrywa wielką rolę nie tylko w trakcie tworzenia się bytu, ale i po jego utworzeniu w tworzeniu jego złożoności. Potencjalność, czyli zdolność do osiągania odmiennych stanów rzeczy wypełnia nie tylko odcinek drogi do bytu, ale i każdy stan bytu zawiera w sobie różne możności dalszego rozwoju. Tak jak w mechanice kwantowej kompletny opis jakiejś cząstki elementarnej jest opisem zespołu potencjalności o różnym prawdopodobieństwie aktualizacji i dopiero w chwili pomiarów ujawnia się rzeczywista cząstka, tak samo byt na swojej drodze rozwoju ma potencjalnie bardzo różne prawdopodobieństwa, a wynik ujawnia się post faktum. Te same możności przyczyny mogą aktualizować bardzo rozmaite (sposoby, właściwości, ilości, jakości) reakcje, skutki. A więc utożsamianie przyczyny i skutku przez tradycję filozoficzną i twierdzenie Newtona o równości sił akcji i reakcji, które to aksjomaty są równoznaczne z zasadą zachowania, są sprzeczne ze stanem faktycznym, nie korespondują ani z teorią, ani z faktami. Zasada zachowania jest nieuprawnioną fikcją, a nie prawem naukowym.

Każdej akcji towarzyszy reakcja i jest to zasada prawie na pewno uniwersalna, z tym, że reakcja musi być różna i może być pozytywna lub negatywna, tzn. w zależności od warunków i możliwości, może tworzyć mniejszy lub większy lub niesłychanie, bardzo wielki przyrost, lub może powodować ubytek energii. Moim zdaniem, ten fakt jest dowodem, że zasada zachowania jest fałszem. Jakim cudem może działać zasada zachowania, jeśli ta sama akcja może wywoływać tak różne reakcje, a nawet nie dać żadnego skutku? Jakaś akcja, np. agregatu prądotwórczego, albo elektrowni atomowej, może tworzyć i emitować olbrzymie wielkości energii i może pracując na tych samych „obrotach” dawać zero czy ubytek energii, na skutek np. wyłączenia z sieci pracy jednego z przeciwieństw tzn. biegunów układu, plusu lub minusu. Sieć energii elektrycznej musi pracować w obu kierunkach, musi mieć podłączony tak plus, jak i minus. Czyli układ elektryczny musi mieć dwa przeciwieństwa. Tylko wtedy wytwarza energię. Agregat czy elektrownia może pracować pełną parą, czyli być w pełni aktywna i nie wytwarzać żadnej mocy, gdy jeden z biegunów (plus czy minus) jest wyłączony. I tak, zdaniem TNR dzieje się w całym obszarze powstawania i ginięcia bytu (energii, siły, materii). Silnik spalinowy samochodu może produkować wielką energię powodującą pokonywanie przestrzeni z wielką szybkością, ale może też pracować z taką samą energią na jałowym biegu.

Już Św. Tomasz pisał: „Nie jest prawdą, że jeśli wystąpi przyczyna, skutek musi wystąpić z koniecznością. Niektóre przyczyny pozostają w takim stosunku do swych skutków, że nie wywołują ich z koniecznością, a tylko w większości przypadków, w pozostałych zaś razach ich nie wywołują. To, że przyczyny te w pewnej niewielkiej ilości nie wywołują swych skutków, tłumaczy się działaniem, przyczyny zakłócającej”.[105] To, jak najbardziej słuszne, twierdzenie Św. Tomasza obala każdą postać doktryny fatalizmu, a zasada zachowania jest jedną z takich postaci. Przyczynowość nie pociąga za sobą nieuchronności, przeciwnie pozostawia miejsce na procesy i wszelkie możliwości, czyli protoplastą kwantowych teorii prawdopodobieństwa jest Św. Tomasz.

Zasadzie zachowania, a co za tym idzie i teorii Wielkiego Wybuchu przeczą odkrycia i teorie „czarnych dziur” i „kwazarów”. Jeśli odkrycia i teorie, mówiące o istnieniu w kosmosie wielkiej ilości czarnych dziur i superolbrzymich kwazarów, o masach miliardy razy większych od masy słońca, wchłanjących wielkie ilości znajdującej się w pobliżu materii, i przechwytujących  materię z sąsiednich pobliskich gwiazd, a następnie ta przechwycona materia w tych czarnych dziurach czy kwazarach jest unicestwiana, są prawdziwe, to przecież jest to sprzeczne z teoriami względności Einsteina i teorią Wielkiego Wybuchu. Twierdzenie, że Wszechświat powstał w Wielkim Wybuchu i ilość materii od tej chwili się nie zmienia, jest wobec odkrycia czarnych dziur, nieuprawniona. Jeśli w czarnych dziurach i kwazarach materia ulega gwałtownemu unicestwieniu, to ogólna ilość materii ulega zmniejszeniu i jest to dowodem braku słuszności zasady zachowania. Natomiast istnienie takich czarnych dziur i kwazarów jest zgodna z TNR, która zakłada rozkład (unicestwianie) materii (bytu). Teoria czarnych dziur potwierdza powstawanie materii z nicości i jej powrót do niebytu, czyli potwierdza tezy TNR.

John G Kemeny po podaniu szeregu przykładów szczegółowych pisze tak: „Pojawiło się wiele innych czynników, z których każdy wskazywał, że i tak zdefiniowana energia nie podlega prawu zachowania. Za każdym razem zamiast odrzucić prawo zachowania, fizyk zmieniał pojęcie energii.” I dalej: „Ten ostatni przykład wyraźnie uwydatnia różnicę między postacią prawa a jego treścią empiryczną. W historii praw zachowania energii ich treść empiryczna ulegała stopniowo zmianie. Forma jednak pozostawała niezmienna. Jeszcze bardziej zaciemnia obraz to, że nie tylko forma pozostawała identyczna, ale i samo prawo nazywało się ciągle prawem zachowania energii. Z tego względu wielu ludzi sądziło błędnie, że prawo pozostawało to samo. W rzeczywistości sprawa wygląda tak. W historii prawa zachowania energii utrzymuje się to samo równanie, ale zmieniają się interpretacje pojęcia energii. Jest to chyba jedyny wyraźny przykład zmiany empirycznej treści prawa nie przez zmianę równania wyrażającego prawo, lecz przez zmianę interpretacji pojęć objętych tym prawem”. „Jeszcze raz dochodzimy do wniosku, że istnienie prawa zachowania nie jest uwarunkowane jakimiś szczególnymi właściwościami przyrody, lecz właściwościami ludzi, tym mianowicie, że ludzie lubią prawa zachowania.”[106] Dlaczego rzekomo „ludzie lubią prawa zachowania”? Twierdzę, że to nie „ludzie lubią” lecz pewni ludzie fałszują naukę, by za każdą cenę utrzymywać w mocy „ogólną teorię względności” Einsteina i „teorię Wielkiego Wybuchu”, bo za dużo byłoby roboty, by się z tego wycofywać. Bo gdy upada prawo zachowania, COŚ MOŻE POWSTAWAĆ Z NICZEGO I W NICOŚC SIĘ OBRACAĆ. Gdy prawo zachowania obowiązuje nic takiego „NIENAUKOWEGO” zdarzać się nie może.

Wynika z tego wszystkiego, że niesprawdzalne przecież, czyli pozorne prawo naukowe „ZASADA ZACHOWANIA” nie może być uprawniona.


10.7. Prawidłowości przyrody.

Prawidłowości przyrody, czyli prawa, reguły, zasady, to stale powtarzające się ilościowe lub jakościowe  zależności rzeczy, cech i zdarzeń występujących w rzeczywistości.

Warto przy tej okazji podkreślić, że w TNR zakres pojęcia „przyrody” pokrywa się znaczeniowo z zakresem pojęcia „rzeczywistości”. Dzieje się tak, gdyż wg TNR, wszystko, co realne jest materialne. Prawa przyrody to prawa rzeczywistości. Są to prawa, którym podlega wszystko, co istnieje, a więc zarówno byt jak i niebyt. Prawa bytu są więc szczególnym przypadkiem praw przyrody.

Prawa przyrody są prawami przyrody, a nie jakimiś nakazami jakiegoś prawodawcy. To przyroda sama w sobie trybem naturalnych procesów wytwarza swe prawa i zasady i następnie im podlega. Świat wygląda faktycznie na genialne i przepiękne dzieło sztuki, lub na idealny zegar, ale zarówno jego projekt, jak i wykonanie wynikają z konieczności bytowych przedmiotu. A więc przyroda sama się tworzy i sama tworzy prawa dla siebie. TNR, jak i inne filozofie przyrody, usiłuje odkryć prawa natury, regularności występujące w przyrodzie, wykorzystując znane sobie dane empiryczne i wyciągając z nich logiczne wnioski

Naturalne ustalanie przez przyrodę obowiązującego porządku lub nieporządku, czyli praw przyrody, PODPORZĄDKOWANE jest zasadzie racji ontycznej bytu i niebytu, czyli PRAWU ISTNIENIA. Prawo istnienia to wszelkie, najbardziej ogólne i powszechnie obowiązujące uwarunkowanie rzeczywistości, „być albo nie być” każdego jestestwa, jego „racje”, uzasadnienie, motyw, przyczyna i cel, wszystko to, co umożliwia jego ZROZUMIENIE.

Pierwszym i zasadniczym PRAWEM PRZYRODY, z którego wynikają wszystkie dalsze, jest PRAWO ISTNIENIA. Przyroda je tworzy i egzekwuje. Co nie podporządkuje się temu prawu (nie mieści się w równowadze względnej przeciwieństw), traci rację bytu i ulega zniesieniu do nieistnienia w swojej treści i kształcie i do niebytu. Prawo istnienia jest proste i jasne, jest oczywistością zrozumiałą dla każdego. Prawo istnienia jest jednoznaczne z regułą komplementarności przeciwieństw. Są to prawa obejmujące swym zasięgiem całą przyrodę. Ich konsekwencją jest zasada, że „każdej akcji towarzyszy reakcja”. Rządzi ona wszelkim istnieniem, zarówno istnieniem praw jak i istnieniem przyrody. A więc prawa ontologii same podlegają zasadzie komplementarności przeciwieństw. Oznacza to, że dane prawo istnieje tylko wraz ze swoim przeciwieństwem. Prawo komplementarności przeciwieństw i wynikająca z niego zasada „każdej akcji towarzyszy reakcja” tworzą fundamenty architektury przyrody. Przeczą one tak wyznawcom kreacjonizmu, jak i tzw. naukowcom, twierdzącym że nie można otrzymać czegoś z niczego, oraz że nie można uzyskać pięknej harmonii, czyli uporządkowanych struktur z naturalnego chaosu. W.w. prawa przyrody oczywiście wyjaśniają przekształcanie się prostoty w złożoność i odwrotnie.

Wśród praw natury obowiązuje również zasada nieantagonizmu przeciwieństw i przeciwstawne prawa nie negują się wzajemnie lecz korelują i uzupełniają.

Każde prawo posiada prawo doń przeciwstawne. Przeciwieństwem prawa istnienia jest prawo nieistnienia, przeciwieństwem prawa przyczynowości jest prawo przypadku i dowolności, przeciwieństwem prawa determinizmu jest prawo indeterminizmu, prawu korelacji przeciwieństw przeciwstawia się prawo ich samoistności i wzajemnej negacji. Harmonia i porządek egzystują na tle chaosu i nieuporządkowania. TNR dokonuje tylko jakby „połączenia” tych przeciwstawnych praw w jedno ostateczne i konieczne „prawo komplementarności I KORELACJI przeciwieństw”, które właściwie jest prawem istnienia. Aby prawo było prawem, czyli aby było realne, musi wyznaczać bezprawie, czyli naruszanie prawa. Każda prawidłowość wyznacza nieprawidłowość i te przeciwstawne prawa nie wykluczają się wzajemnie, lecz dopełniają się i obowiązują jednocześnie.

Dotychczas sądzono, że przeciwstawne prawa wykluczają się. A więc, np. że obowiązywanie prawa istnienia wyklucza obowiązywanie prawa nieistnienia. TNR zwraca jednak uwagę iż takie postawienie sprawy w gruncie rzeczy oznacza, iż prawo istnienia nie mogłoby obowiązywać, gdyby nie nieobowiązywanie prawa nieistnienia. Co to jednak znaczy, kiedy mówimy, że prawo nieistnienia nie obowiązuje? Przecież nie to, że prawo nieistnienia nie istnieje (bo jeśli nie istnieje, to o czym byśmy mówili?). A przecież obowiązywanie to sposób istnienia prawa. Prawo istnieje obowiązując. Jeśli nieobowiązywanie prawa nieistnienia jest warunkiem obowiązywania prawa istnienia, to musiałoby to oznaczać, że nieistniejące prawo jest warunkiem możliwości prawa istniejącego. To byłby oczywisty absurd. Owego absurdu można uniknąć tylko gdy się przyjmie, że prawo nieistnienia obowiązuje (każde załamanie się równowagi względnej i zejście tego bytu w niebyt jest dowodem obowiązywania tego prawa), obowiązuje jednocześnie z prawem istnienia. Tak więc wg TNR absurdalną ideę wykluczania się praw przeciwstawnych należy zastąpić ideą komplementarnego współistnienia praw przeciwstawnych. Oznacza to, że prawo nieistnienia wspiera prawo istnienia, afirmuje, je, umożliwia jego obowiązywanie.

Racją każdej prawidłowości przyrody jest jej FUNKCJA i każda forma zawsze podąża za nią. Natura ma jakiś potencjalny „stan doskonały”, naturalną doskonałą istotę rzeczy, do której dąży. Prawa natury są narzędziami formy i funkcji, które wyznaczają kierunek zmian przyrody i poszczególnego bytu. Ale tak jak forma bytu nigdy nie równa się z  jego treścią, tak też nie ma w dziedzinie bytu materialnego idealnych praw przyrody. Nigdy nie są one samowystarczalne, nie są uniwersalne, lecz związane są relacją nieantagonizmu z przeciwstawnymi sobie zasadami i prawami. Dlatego jak najbardziej realne są obszary bezprawia, nieuporządkowania i dowolności. Dlatego prawo istnienia i wszelkie z niego wynikające zasady i reguły w obszarze przyrody martwej i ożywionej nie są uniwersalne, lecz muszą być uzupełniane prawidłowościami przeciwstawnymi umożliwiającymi dostosowywanie się, ewolucję i rozwój. Tylko w obszarze realności niebytu istnienie jest jednością idealnej funkcji i idealnej formy jednorodnych swych elementów. Jedynie w niebycie prawa obowiązują uniwersalnie, panuje tam porządek idealny i nie ma żadnych obszarów bezprawia. Jest tam tylko jedna forma, nie ma tam przeciwstawnych praw i przeciwieństwem tej formy jest dopiero byt i materia.

Głównym prawem rzeczywistości jest PRAWO ISTNIENIA (zasada zachowania równowagi względnej i komplementarności przeciwieństw). Prawo to wymaga by przeciwieństwo było dopełniane przez przeciwieństwo. Ponieważ prawo to odnosi się również do samego siebie, to obowiązywanie jednego z przeciwstawnych praw jest przeciwstawione obowiązywaniu innego. Zasada niesprzeczności jest jak najbardziej zachowana, gdyż przeciwstawne sobie prawa są po prostu wyrazem innej, przeciwnej funkcji i dotyczą innych przedmiotów.

Zdaniem TNR każde prawo wyznacza bezprawie, każda prawidłowość wyznacza nieprawidłowość i te przeciwstawne prawa nie wykluczają się wzajemnie lecz obowiązują jednocześnie (choć nie w tym samym zakresie). Każde prawo musi posiadać ograniczenie i obowiązuje tylko wobec bezprawia.

Logika jest wszechogarniająca. Rzeczywistość jest zgodna z zasadą niesprzeczności, chociaż w jej obrębie jednocześnie obowiązują „prawa przeciwstawne”, gdyż nie negują się one lecz korelują, uzupełniają i współpracują, nie wykluczają się, ani nie są sprzeczne wzajemnie. Są tylko przeciwstawnymi możliwościami. Są rozkładem gęstości prawdopodobieństwa. Prawdopodobieństwo bardziej sprzyjające funkcji danego jestestwa, bardziej przydatne powinnościom w końcu zawsze zwycięża.

Przeciwnicy TNR pytają: „Gdzie obowiązuje prawo 2+2¹4?” Otóż jest chyba oczywiste, że prawo 2+2¹4 obowiązuje poza prawem mówiącym, że 2+2=4! Ono obowiązuje po naruszeniu tego prawa. Jak widać związek praw przeciwstawnych jest relacją dynamiczną. Obszary rządzone prawem zmagają się z obszarami bezprawia. Jednak nie są to żadne zmagania antagonistów. Wprost przeciwnie. Tak jak prawo wyznacza granicę bezprawiu, tak bezprawie wyznacza granice prawu. A to oznacza, że przeciwieństwa wspierają się wzajemnie we własnym istnieniu. Przeciwnicy TNR naiwnie sądzą, że 2+2=4 i nie ma innej możliwości (To znaczy, że nie ma możliwości by 2+2¹4). TNR pyta jednak: czy to, że prawo 2+2=4 obowiązuje, nie jest możliwe tylko dlatego, że jest inna możliwość? Trywialną uwagą będzie gdy stwierdzę, że zwrot „nie ma innej możliwości” oznacza, że inna możliwość „nie istnieje” i tylko dlatego, że inna możliwość „nie istnieje” może istnieć ta możliwość (A więc, że prawo 2+2=4 obowiązuje tylko dlatego, że prawo 2+2¹4 nie obowiązuje). Nietrywialnym odkryciem będzie jednak gdy TNR wskaże tutaj na fakt, że owo lekceważone i pomijane tzw. „nieistnienie” przeciwstawnej możliwości, jest właśnie pozytywnym, afirmującym warunkiem możliwości tejże możliwości. A jeśli jest warunkiem możliwości, to znaczy, że jest ! To zaś oznacza, że to, co nazywamy nieistnieniem 2+2¹4 jest tak naprawdę istnieniem 2+2¹4. I to istnieniem afirmującym 2+2=4! Gdyby istnienie 2+2¹4 było negacją 2+2=4, nie byłoby ani 2+2=4, ani 2+2¹4.

Nie rozumielibyśmy co to jest prawo istnienia, gdybyśmy nie wiedzieli, co to jest prawo nieistnienia. Nie wiedzielibyśmy co znaczy 2+2=4 gdybyśmy nie wiedzieli co znaczy 2+2¹4. Ten mentalny związek praw przeciwstawnych, wg TNR, jest związkiem rzeczywistym.

Wynika stąd, że przeciwieństwo danego prawa musi obowiązywać na sąsiednim obszarze danej funkcji, aby dane prawo mogło obowiązywać na swoim obszarze swojej funkcji (nie rozchodzi się tutaj o „obszar” w znaczeniu przestrzennym, lecz w znaczeniu funkcjonalnym – funkcja i dysfunkcja wzajemnie się ograniczają i kontrolują). Wynika stąd również, że w obszarze materialnej rzeczywistości (a innej nie ma) jednocześnie obowiązują prawa przeciwstawne, ale mimo to (albo raczej właśnie dlatego) ta rzeczywistość jest zgodna z zasadą sprzeczności.

Światem rządzą prawa, czyli istnieją jakieś proste wzory opisujące te prawidłowości przyrody. Dotychczas obowiązujące opisy są niekompletne i wobec tego częściowo lub całkowicie błędne. Kuhn dowodził, że zmiany paradygmatów na których oparta jest wiedza są nieuniknione, potrzebne i konieczne, dopóki królujące teorie są niezupełne. A niezupełne są przecież zawsze. Feynman pisze wręcz: „W fizyce teoretycznej trzeba to uznać za regułę: niezależnie od tego, co facet wymyśli, prawie zawsze jest to nieprawdą. Dlatego w historii fizyki było 5 czy 10 teorii, które okazały się prawdziwe. Tych właśnie poszukujemy. Nie oznacza to, że wszystko jest fałszywe. Mamy jedynie każdą rzecz sprawdzać.”

Jak widać, fałszywe prawa są we współczesnej nauce jedynym sposobem dotarcia do praw obowiązujących. Prawa i zasady to naturalne prawidłowości rządzące światem, ODKRYWANE przez człowieka, a twierdzenia to PRODUKT człowieka: założenia i hipotezy. Rozpoznanie fałszu jest krokiem w kierunku prawdy. Fałsz prowadzi do prawdy. Oznacza to, że przeciwieństwo prawdy afirmuje prawdę. Nie jest tak, że sfalsyfikowane twierdzenia fizyków są nic nie wartymi śmieciami, o których należy zapomnieć. Jeśli fizyk chce dotrzeć do prawdy musi znać błędy swych poprzedników. A więc wiedza fałszywa jest koniecznym warunkiem możliwości wiedzy prawdziwej. Mało tego, fizycy właśnie o tyle więcej wiedzą od swych poprzedników, o ile więcej wiedzą o wiedzy fałszywej. A więc wiemy czym jest świat dlatego, że wiemy czym nie jest. Nie jest więc przypadkiem, że nieodzowną składową wykształcenia współczesnego naukowca jest wiedza o obalonych teoriach. Nie jest przypadkiem, że przyrost prawdziwej wiedzy o świecie jest związany wprost proporcjonalnie z przyrostem wiedzy fałszywej. To nie jest przypadek ale skutek obowiązywania prawa komplementarności przeciwieństw!

Wywód powyższy jest jednocześnie kardynalnym argumentem przeciw bzdurnemu i arbitralnemu podziałowi wiedzy na „naukową” i nie odpowiadającą „standardom naukowym”, podziałowi stosowanemu nadal przez „możnych” świata nauki, mimo wielu smutnych doświadczeń. Idee takiego czy innego tekstu niekoniecznie muszą być przecież poprawne z „naukowego” punktu widzenia, aby czyniły zadość potrzebie szukania „prawdy”, np. zadając dziecinnie naiwne pytania (na które „nauka” nie zna odpowiedzi).

Richard P. Feynman wspomina: „Jeśli w jakimkolwiek stopniu pojmujecie złożoność przyrody i ewolucji życia na Ziemi, to możecie zdać sobie sprawę z niezmiernej rozmaitości form, jakie życie potrafi przybierać”[107]. Czy niesłychana złożoność przyrody i niezmierna rozmaitość form rzeczywistości byłaby możliwa bez konieczności prawidłowości korelacji przeciwieństw? Nie, bez istnienia przeciwieństw i przeciwstawnych praw, złożoność i ewolucja przyrody, czyli jej rozwój nie byłby możliwy. Tylko fakt, że światem rządzą symetria powiązana z nieskończenie urozmaiconą asymetrią, umożliwia tą „niezmierną rozmaitość form”.

Świat istnieje i widzimy to gołym okiem. Gołym okiem widzimy też i doświadczamy na każdym kroku przeciwieństwo istnienia, nieistnienie: śmierć człowieka, psa czy miasta, wybuch czy wypalenie się i zapadanie gwiazdy, czyli wchłonięcie bytu przez niebyt. NIEISTNIENIE ISTNIEJE, bo przynależy do rzeczywistości (vide moja definicja rzeczywistości – 1.4. „klasyczna definicja bytu wg TNR”), dotyczy i jest doświadczane przez uwarunkowane, czyli aktywne byty, natomiast nie dotyczy ABSOLUTNEGO, niczym nie uwarunkowanego niebytu. Niebyt nie ma innej alternatywy (być albo nie-być), poza byciem BYTU aktywnego.

ISTNIENIE, niezależne całkowicie od próżności i pychy człowieka tzn. od wszelkiego rodzaju prób uzależnienia go od myśli i percepcji człowieka, narzuca przyrodzie wszystkie prawidłowości, bo warunkuje swoje dwie formy: bierną i czynną, ogólną i indywidualną, konkretną aktywną siłę, od jej zaniku w SYMETRII (doskonałym zrównoważeniu), czyli bezruchu i bierności. Z PRAWA ISTNIENIA wypływają wszystkie inne zasady i prawidłowości, poprzez warunkowanie i rozróżnianie, dzielenie wszystkich jestestw (na bierne i aktywne).

Równowaga idealna (doskonała) – równowaga względna wypływająca z korelacji przeciwieństw – prawo istnienia i komplementarność przeciwieństw – nieantagonistyczny sposób bycia przeciwieństw – oto prosty i przybliżony do zupełności wzór prawidłowości przyrody. Z tego wzoru wypływają wszystkie następne tysiące czy miliony praw, zasad, reguł, zgodnie z którymi istnieje i rozwija się rzeczywistość. Ten prosty schemat praw jest oczywiście uzupełniony schematem przeciwstawnym, który zresztą wynika ze wzoru bazowego, a więc zasady, że każdemu prawu towarzyszy i ogranicza go prawo przeciwstawne. Obowiązuje tu również równowaga względna przeciwieństw, a więc możliwość, że „prawo” może stracić swą moc na rzecz bezprawia, czy też na rzecz „prawa przeciwstawnego”.

Co to jest prawo natury? Jakim cudem „działa”? Przecież nie jest to władztwo jakiegoś „prawodawcy”, bo prawodawcą jest natura. Nie jest to również jakaś specyficzna materialna „siła” fizyczna, nie są to żadne cząstki elementarne przenoszące rozkazy poszczególnej materii. Czym zatem są „prawidłowości przyrody”, biologiczne, genetyczne, rozwojowe, mechaniczne itp. i dlaczego są prawidłami, regułami, zasadami? Co zmusza przyrodę, tak ożywioną, jak i nieożywioną, do podporządkowania się swoim prawidłowościom? Otóż prawa natury rządzą światem gdyż dysponują SANKCJAMI. A sankcje te, to po prostu przeciwstawne, (nie koniecznie błędne) zasady, powodujące (nie koniecznie gorsze lub słabsze) inne funkcjonowanie przedmiotu czy układu, (nie koniecznie jakieś jego dewiacje, mutacje czy degeneracje), a w ostateczności (wcale niekoniecznie) rozkład i ZEJŚCIE obiektu w niebyt. A więc jednak PRAWA NATURY są „siłą fizyczną”. Co to za siła? Skąd ona pochodzi? Prawa natury są emanacją sił fizycznych egzystujących w przyrodzie. Przyroda dąży do rozwoju, wszystko, co istnieje chce być lepsze, prawidłowości wyznaczają „drogę” do idealnej formy spełniającej idealną funkcję, a co wyradza się lub degeneruje, co z tej drogi schodzi, schodzi ze sceny konkretnego i aktywnego bytu. Prawa natury są logicznymi ustaleniami porządku, stale powtarzającymi się zależnościami cech i zdarzeń, ilościowo i jakościowo zmierzających ku lepszemu. A więc prawa przyrody tworzone przez przyrodę i dla przyrody są jak najbardziej logiczne i konieczne. A więc są szczytem hierarchii sił fizycznych zmuszającą do takiego a nie innego uporządkowania innych sił fizycznych.

Bipolarne prawa natury są siłami fizycznymi. Co to są za siły? Skąd te siły mogą pochodzić? Przecież nie są to żadne siły „przyłożone”, ani nie są to żadne siły „nie z tego świata”. Czyli po prostu są to siły wynikające z wewnętrznej struktury istoty bytu, czyli siły wynikające z różnicy równowagi względnej aktywnych sił bytu. Wewnętrzne siły fizyczne bytu ustanawiają zewnętrzne prawa natury i ich sankcje.

WODA w strumieniach, rzekach i wszędzie i (prawie) zawsze płynie w dół. Niewątpliwie wynika to z prawa natury, czyli ze struktury istoty wody i jej środowiska, czyli ze struktury bytu bezpośrednio wyższego poziomu. Ale woda płynie z góry, a więc musiała się na górze znaleźć i wobec tego musimy tu zauważyć, że bywają naturalne lub sztucznie tworzone przypadki, że woda zanim płynie w dół, najpierw musiała zostać wepchnięta w górę. Skąd woda tryska ze źródeł wysoko w górach? Bo struktura wewnętrzna wody i bytu bezpośrednio wyższego poziomu tę wodę w górę wepchnęły. Działa tu moim zdaniem prawo natury i siła fizyczna (prawo ciążenia, grawitacja, równowaga względna przeciwieństw), że woda płynie w dół, ale i działa przeciwstawne prawo natury, że w takich i takich warunkach woda płynie (i np. paruje) w górę

Twierdzenie, często spotykane, iż „prawo przyrody” to pojęcie „puste”, zaprzeczanie mu lub wyznaczanie prawodawcy z innego poziomu rzeczywistości bo z poziomu transcendencji, jest błędem sztuki myślenia, lub nieuprawnionym ułatwianiem sobie życia, uchylaniem się od naiwnych, ale fundamentalnych pytań i akceptowaniem NIE ROZUMIENIA świata. „Prawa natury” to niewątpliwie ważna sprawa i proszę mi wybaczyć, że pozwolę sobie na przytoczenie dosyć długiego cytatu na ten temat z „Oksfordzkiego słownika filozoficznego” Simon Blackburn’a. Pod hasłem „prawa przyrody” czytamy: „(ang. laws of nature) Jedno z najsilniej kwestionowanych pojęć w filozofii nauki. Sugeruje bowiem, że mamy do czynienia z jakimś nakazem albo zarządzeniem prawodawcy; faktycznie dla większości myślicieli – przynajmniej do końca XVIII w. – odkrycie praw przyrody oznaczało odkrycie tego, jaki rozwój zdarzeń zarządził Bóg. Bez takiego wsparcia pojęcie „praw przyrody” wydawać się może puste, a koncepcja przyrody, która wówczas pozostaje, daje się bez reszty opisać w terminach następowania po sobie różnych zdarzeń, tylko przypadkiem tworzących pewne wzory czy regularności. Sekwencje, w które zdarzenia się układają, są niczym kule w korytku pod bębnem maszyny losującej w toto-lotku. My sami tymczasem przyglądając się regularnościom, wybieramy niektóre z nich, bo uważamy, że możemy na nich polegać i traktujemy je jako ustalone już przesłanki naszego przewidywania i działania. Oto czym są prawa przyrody ! Właśnie w tym tkwiła siła podejścia Hume’a. Toteż powstał program polegający na wskazaniu, które regularności są „prawdopodobne” czy które nadają się do pełnienia roli praw. Sugerowano różne rzeczy, np. że mają być uniwersalne, że mają być proste, że powinny być takie by ich opisy zawierały właściwy rodzaj słownictwa,, że powinny pasować do innych naszych przekonań w ten lub inny sposób. Realista w kwestii praw natury będzie się jednak upierał, że żadne z wyżej wymienionych podejść nie powinno nas satysfakcjonować. Potrzeba nam – powie – solidniejszej, silniejszej koncepcji praw przyrody, jako czegoś, co rzeczywiście przynależy światu. Chodzi więc o rodzaj lepiszcza lub kaftana bezpieczeństwa, zapewniającego, że obserwowany przez nas bieg zdarzeń w przyrodzie nie tylko wygląda tak, jak go widzimy, ale że musi tak wyglądać. Problem realisty polega na określeniu, co to znaczy, że musi. Wydaje się, że wykracza to poza doświadczenie, metody nauk przyrodniczych nadają się bowiem tylko do tego, żeby pokazywać, jakimi rzeczy czy zdarzenia są, nie zaś do tego, żeby pokazywać, jakimi być muszą, ani też dlaczego muszą być takie, jaki je widzimy.[108]

Cytat ten pokazuje wyraźnie stan wiedzy naukowej na temat „praw przyrody” i problemy z nim związane. Pokazuje też wyraźnie bezsens twierdzenia naukowców o braku zachowania standardów naukowych przez TNR i w ten sposób prób usiłowania dyskredytowania TNR. Z tego cytatu z Blackburna (Oxford University Press 1994, a więc bardzo „świeży”, ostatni stan wiedzy) wynika, że tzw. „nauka” nie posiada żadnej rozsądnej koncepcji „prawa natury”, ale gdy go otrzymuje od myśliciela z poza „towarzystwa”, opis zaspakajający wszystkie wysuwane wymogi (jest prosty, zawiera właściwy rodzaj słownictwa, jest kompletny), to go etykietuje (cenzuruje) jako „nienaukowy” i odrzuca bez dyskusji i pardonu (a w ten sposób, uniemożliwia lub mocno utrudnia opublikowanie TNR).

Obowiązkiem człowieka, a szczególnie człowieka dążącego do zdobycia wiedzy i uprawiającego filozofię jest ODKRYWANIE ŚWIATA czyli prawidłowości nim rządzących. Wittgenstein i kierunek pozytywizmu logicznego, który skierował filozofię w kierunku badania języka i jego związków z logiką i matematyką, a odmawiał znaczenia odkrywaniu praw przyrody, moim zdaniem, wykoślawił filozofię. Zadaniem filozofii jest oczywiście odkrywanie świata a nie tylko wykrywanie błędów jego opisu. Ostateczna teza głównego dzieła Wittgensteina „Tractatus”, by zawarte w tym dziele wszystkie zdania uznawać za bezsensowne, mówi sama za siebie. To chyba powtórzenie paradoksu głoszonego przez mędrca kreteńskiego: „wszystko co mówią kretyńczycy to kłamstwo”, a więc, gdy jego twierdzenie jest kłamstwem, to wszystko co mówią kretenczycy (mieszkańcy Krety) jest prawdą. A więc, nawet poważni ludzie bawią się w gry językowe, a przecież w rzeczywistości idzie o ciągłe zdobywanie wiedzy osiąganej przez filozofowanie lub ODKRYWANIE świata prowadzące do jego zrozumienia. I jeśli pojęcie praw przyrody uznamy za „puste” a ich istotę za dającą się opisać w kategoriach tylko „następstwa zdarzeń”, czyli w kategoriach przyczynowości przypadkowo tworzących jakieś regularności, to bystry obserwator natychmiast zauważy sprzeczność w takim traktowaniu problemu, bo dziwna by to była przyczynowość zależna od przypadkowo tworzących się prawidłowości. Zresztą w kwestii praw przyrody nie rozchodzi się tylko o determinizm przyczyny i skutku, ale również o inne modele prawidłowości określonych zmian funkcjonalnych czy strukturalnych, dotychczas nie odkrytych, a do zrozumienia których idee TNR znacznie się przybliżają.

Naturą aktywnej siły jest występowanie tylko parami. Sile aby była aktywną siłą musi towarzyszyć druga siła, przeciwieństwo (siła przeciwstawna). Materialna, a więc aktywna siła bez oporu nie istnieje. W miarę zaniku oporu, przestaje być aktywną siłą, zanika, traci swą aktywność by wreszcie – jako zero – zostać idealnie zrównoważona i wrócić do niebytu. Wartość aktywnej siły zależna jest od wartości siły przeciwstawnej. Siła wzrasta tylko w miarę wzrostu siły przeciwstawnej.

A więc tożsamość i układ istotnych cech (istota) bytu wyznaczane są przez dwie przeciwstawne (ale nieantagonistyczne) siły, dwa przeciwieństwa. Przeciwstawne siły nie mogą być jednak idealnie równe ze sobą, bo w takim wypadku, byłyby jedną idealnie zrównoważoną, czyli abstrakcyjną idealną i wobec tego bierną siłą. Siła idealna, idealnie zrównoważona: 1-1=0, jest NIEBYTEM. Byt, ciało, zachowuje swą strukturę dzięki nie-zrównoważeniu. Równowaga względna, asymetria układu, tworzy aktywną siłę, dzięki której ciało trwa i porusza (zmienia) się, ale nigdy ani nie „jest albo w stanie spoczynku albo porusza się ruchem jednostajnym i prostoliniowym” – (nie rozumiem jak Newton i Mach mogli ustalić te aksjomaty i twierdzenia, a następnie wyciągali te błędne wnioski, łatwe chyba do obalenia chociażby sposobem „reductio ad absurdum”). BYCIE, ruch i zmiana zależna jest od wewnętrznej równowagi względnej przeciwieństw i dopiero potem również od warunków zewnętrznych tego bytu, czyli od równowagi względnej bytu wyższego poziomu. Ruch i zmiana jest nie tylko relacją w stosunku do innych ciał, czyli skutkiem „siły przyłożonej”, ale jest wewnętrzną własnością każdego ciała.

Jeśli więc prawdą jest, że bycie każdego ciała, jego struktura ruch i zmiana jest wynikiem działania przeciwstawnych sił w równowadze względnej, to prawdą jest, że wszystko co jest ma swoje przeciwieństwo. Jeśli prawdą jest, że siła wewnętrzna wynikająca z równowagi względnej przeciwieństw oddziałuje na zewnątrz, to prawdą jest, że to samo dzieje się we wszelkich bytach zewnętrznych, czyli że wszędzie działa równowaga względna przeciwstawnych sił, czyli wszystko co jest ma swoje przeciwieństwo.

Przeciwieństwa są wzajemnym ograniczeniem. Jakiekolwiek „coś” nie posiadające przeciwieństwa, czyli ograniczenia, przeradzałoby się w nieskończoność i uniemożliwiałoby indywiduację i zróżnicowanie. Byt bez ograniczenia przestałby być bytem zgodnym z definicją, zatraciłby granice i przestałby być całością, treścią, materią i ciałem. Coś może istnieć tylko wobec innego czegoś. Gdyby owo coś stało  się nieograniczone, a więc nieskończone, przestałoby być realnym bytem, i stało się idealnym niebytem.


Przeciwieństwa są wzajemnym ograniczeniem. Jakiekolwiek „coś” nie posiadające przeciwieństwa, czyli ograniczenia, przeradzałoby się w nieskończoność i uniemożliwiałoby indywiduację i zróżnicowanie. Byt bez ograniczenia przestałby być bytem zgodnym z definicją, zatraciłby granice i przestałby być całością, treścią, materią i ciałem. Coś może istnieć tylko wobec innego czegoś. Gdyby owo coś stało się nieograniczone, a więc nieskończone, przestałoby być realnym bytem, i stało się idealnym niebytem.

Na zakończenie powtórzę głęboką prawdę Brechta wypowiedzianą gdzieś w jego dramatach, nie przeczuwając nawet chyba, dlaczego tak jest: „PORZĄDEK JEST TYLKO TAM, GDZIE NIC NIE MA”. I faktycznie, świat wygląda na jeden wielki CHAOS. Świat nauki i filozofii silnie kwestionując pojęcie praw przyrody skłania się do teorii chaosu, lub szuka „demiurga”, który ten chaos nakazami prawodawcy zmienia w KOSMOS, w harmonijnie uporządkowany Wszechświat. Chaos i kosmos to przeciwieństwa badane już przez starożytnych filozofów greckich i do dzisiaj nie zbadane i nie pogodzone ze sobą. Dopiero TNR wprowadzając swoją tezę o podległości bytu i niebytu, a również praw rządzących przyrodą, przeciwieństwom, naszym zdaniem, wskazuje drogi jakimi przebiegają zdarzenia w przyrodzie. Świat jest dwoisty i obowiązują zawsze i jednocześnie dwa przeciwstawne prawa i to sprawia wrażenie chaosu, zdarzenia są niby zdeterminowane, ale zawsze nieprzewidywalne. A w ostatecznym rezultacie powstaje „efekt motyla”, wszędzie się zdarzający, a nie tylko w atmosferze ziemskiej.

Takie są, zdaniem TNR, konkluzje prawidłowości przyrody.



[99]Arystoteles (1981) O powstawaniu i ginięciu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.78

[100] Arystoteles (1990) Fizyka, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.148.

[101] Blackburn, Simon (1998) Oksfordzki Słownik Filozoficzny, Książka i Wiedza, Warszawa

[102] Tatarkiewicz, Władysław (1988) Historia filozofii, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, tII, s.112

[103] Heidegger, Martin (2001) Pytanie o rzecz, Wydawnictwo KR, Warszawa, s. 82.

[104] Heisenberg, Werner (1965) Fizyka a filozofia, Książka i Wiedza, Warszawa, s.78

[105] Tomasz Święty z Akwinu (1998) Traktat o człowieku – Summa Teologii 1, 75-89, Biblioteka Europejska ANTYK, Kęty.

[106]Kemeny, John G. (1967) Nauka w oczach Filozofa, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.66

[107] Feynman, Richard P. (1999) Sens tego wszystkiego, Prószyński i S-ka, Warszawa, s.63

[108]Blackburn, Simon (1998) Oksfordzki Słownik Filozoficzny, Książka i Wiedza, Warszawa.