Formułując swe tezy TNR przeciwstawia się wszelkiej
filozoficznej ortodoksji i zmusza do podejmowania wysiłku myślenia o świecie w
sposób najzupełniej odmienny od dotychczasowego. Stare wątki filozoficzne
otrzymują tu nowe rozwiązania. W niniejszym rozdziale, zawierającym wiele
powtórzeń podawanych w innym kontekście, chcę wskazać te miejsca w których TNR
znajduje nowe sposoby wyjaśniania starych problemów oraz te, w których
wprowadzając nowe sposoby myślenia o świecie porzuca przestarzałe paradygmaty.
NIEBYT MUSI BYĆ.
Jak dowodzi cała historia odkrywania i budowania
wiedzy o świecie i określania pojęć „naukowych” i filozoficznych,
najpierw pojawiało się przeczucie i nowe pojęcie w postaci niejasnej idei, a
dopiero potem nabierało ono stopniowej precyzji wynikającej z czynionych eksperymentów
myślowych, analogii, metafor i wreszcie szczegółowych doświadczeń empirycznych.
To samo jest z TNR. Jak na razie nikt jej nie aprobuje i nikt się nią nie
interesuje, ale jest nadzieja, że w dobie internetu przyjdą dla niej wkrótce
lepsze czasy. TNR posiada spójny, zorganizowany, system wiedzy i co za tym
idzie oferuje program badawczy. Jej celem jest realistyczne, empiryczne
ujawnienie i zaaprobowanie NIEBYTU absolutnego tworzącego RÓWNOWAGĘ względną z
bytem, rozumianym jako proces stawania się i uczestniczenia w
nieantagonistycznej kreacji świata i życia.
TNR jest nie tylko nowym opisem filozoficznym i
metafizycznym, ale jest też nowym programem dla nauki i wszelkiej działalności
badawczej. Całkowicie zmienia strukturę pojęciową, poprzez którą oglądamy świat.
Ustanawia nowy paradygmat, zamiast dotychczasowej bezkrytycznie przyjmowanej
formuły: „byt jest, niebytu nie ma” ustanawia nowy wzorzec
myślowy przyjmujący istnienie BYTU i NIEBYTU, w równowadze względnej. Funkcją
TNR jest zmiana paradygmatu i świadomości, co zapowiada „rewolucję
naukową”. Jeśli świat intelektualny pozostający według TNR w głębokim
kryzysie, filozofia i nauka kultywująca do tej pory REGUŁĘ Parmenidesa „byt
jest, a niebytu nie ma” i z tego powodu badająca tylko i wyłącznie
„byt” i rozwiązująca jego łamigłówki, teraz dokona przeskoku i
porzuci go na rzecz nowego „twardego rdzenia”: równowagi względnej
bytu i niebytu (bezruchu, próżni, nicości w wiecznym teraz), nastąpi przewrót w
świadomości społeczności intelektualnej porównywalny do zmiany orientacji
religijnej. Nowy paradygmat zmusi do rozpatrywania świata w nowych kategoriach.
Będzie to odkrycie innego niż dotychczas świata, co przyniesie ODRODZENIE myśli
ludzkości i wyrwanie się z niemożności w jakiej tkwi w chwili obecnej. TNR
odrzuca te wszystkie ontologie obecne w filozofii europejskiej, które oparte są
na prymacie świadomości i wiary, (również wiary w naukę). Każdy byt ma swoją
misję do spełnienia, a więc byty mają swoje racje, by być w taki sposób, w jaki
one być potrzebują i swe możliwości wykorzystują. FUNKCJA wyprzedza formę. Byt
nie jest „sam w sobie”, ani dla człowieka. Świat jako system
przeciwieństw i powiązanej ze sobą materii, antymaterii, ZDARZENIA, ruchu i
ściśle z materią związanych sił z tej materii się wyodrębniających (lub
odwrotnie, bo przecież w myśl wzoru
Einsteina masa jest równoważna energii), oraz BEZRUCHU, pustki, próżni,
nicości, czyli niebytu, nie pojawia się specjalnie dla człowieka i jego
świadomości, lecz „żyje”, jest dla wszystkich innych bytów
wzajemnie się przenikających i ten świat zapełniających, a więc i „dla
siebie”. Człowiek jest tylko „puchem marnym”, bytem wątpliwej
wartości moralnej w przeciwieństwie do wszystkich innych bytów materialnych, a
przypisuje sobie wprost nadprzyrodzone przymioty i przywileje. Tak, tak,
wszystkie byty, również zwykłe, materialne, w swej konkretnej postaci jak np.
roślina, czy kamień, posiadają określone funkcje i spełniają powinności bytu,
czyli posiadają wartości moralne i realizują je „lepiej” od
człowieka (bo pozbawione są PYCHY). Powinności tkwią w bycie i wywodzą się z
bytu, nie są nabyte, a to oznacza, że źródłem zasad moralnych człowieka nie
jest ludzki rozum, świadomość i wola, lecz wrodzony instynkt, naturalna reakcja
i powinności bytu, czyli tego bytu
przekroczenie, jego transcendencja.
10.5. Koncepcja RUCHU i ZMIANY
Wyjaśnienie pojęć: RUCH, ZMIANA, PROCES, ciąg
zdarzeń, stawanie się, moim zdaniem, jest w TNR dużym krokiem naprzód wobec
tradycji Arystotelesowsko – tomistycznej, jak również ontologii
marksistowskiej i wszystkich innych teorii naukowych i filozoficznych.
Rozróżniamy „ruch” jako zmianę miejsca,
czyli relację bytu z przestrzenią, oraz „zmianę”, „proces”
jako ciąg zdarzeń, akcji i reakcji przeciwieństw w czasie (relację bytu z
czasem), powodujące zmiany ilościowe i jakościowe. TNR nie utożsamia zmiany
miejsca i zmiany jakości lub ilości (procesu), ale traktuje te zmiany
analogicznie i nazywa je „ruchem”. Ponieważ przestrzeń i czas mają
w TNR wymiar absolutny niebytu i są zwrotne, analogiczne traktowanie tych
sposobów bycia wydaje mi się usprawiedliwione i nie staram się nawet badać
ewentualnych różnic między nimi, nazywam je RUCHEM.
RUCH jako taki (proszę cały czas pamiętać, że
omawiam ruch jako taki, bezwzględny, tzn. w każdym znaczeniu) jest tylko
wobec bezruchu. Aby był ruch musi być i bezruch. Ruch jest koniecznym
atrybutem bytu materialnego i musi być ograniczany interwałem bezruchu
(niebytu), by byt nie wyrastał w nieskończoność. Po A jest B, po B jest C,
itd., ale po A jest B ponieważ pomiędzy A i B jest przerwa, jest interwał,
który może być minimalny, ale musi być większy niż ZERO, bo gdyby był zerowy,
czyli gdyby go nie było, po A byłoby od razu Z, a właściwie nie byłoby nawet
przeskoku do Z, trwałoby ciągłe A. Pomiędzy przyczyną i skutkiem musi być
przerwa, aby skutek zaistniał. Czyli ruchu, procesu i zmiany by nie było, gdyby
nie było interwału bezruchu (niebytu). Żaden rozwój, ewolucja, rozszerzanie się
obszru świata materialnego nie mogłyby następować.
Każdy ruch, żeby był ruchem musi być przeciwstawiony
bezruchowi, czyli porcjowany, kwantowany, a więc stwierdzamy kwanty ruchu, tak
jak fizyka kwantowa stwierdza kwanty energii. Zresztą „ruch” TNR
utożsamia z „energią”, czyli jest porcjowany tak jak energia jest
porcjowana. Ruch = siła = energia = materia.
Gołym okiem stwierdzamy wiele różnych jednoczesnych
ruchów, np. byt nazywany człowiekiem podlega następującym różnym ruchom:
niezliczona ilość ruchów (zmian) wewnątrz bytu
uformowanych w ostatecznym rachunku w dwa przeciwieństwa pozostające w
równowadze względnej;
1. ruch ciała po powierzchni ziemi,
2. ruch ciała wraz z ruchem obrotowym ziemi (około
30 tys. km na dobę czyli poruszany w tym ruchu się z szybkością około 1300 km na godzinę),
4. ruch człowieka wraz z ruchem ziemi dookoła
słońca,
5. ruch człowieka wraz z ruchem układu słonecznego
wobec centrum drogi mlecznej,
6. ruch bytu wraz z niezbadanym, ale stwierdzonym
(rzekome „rozszerzanie się Wszechświata”) ruchem całej galaktyki.
Każdy ruch jako przyczyna daje dwa skutki:
1. jakiś skutek wewnątrz bytu, czyli w równowadze
względnej dwóch przeciwieństw,
2. działanie na zewnątrz bytu skutkujące w bycie
bezpośrednio wyższego poziomu.
Ruch bytu nie przerywany interwałem nie byłby
ruchem, byłby spoczynkiem i idealnym zrównoważeniem, byłby niebytem. Funkcja,
działanie, skutek, ruch bez interwału byłby nie odróżnialny w czasie rozwoju.
Dźwięk gdyby był ustawicznym dźwiękiem, bez interwałów, przestałby być
dźwiękiem. Światło jest światłem tylko na tle i wobec ciemności. Ruch, (zmiana,
proces), aby był ruchem musi być przeciwieństwem i mieć przeciwieństwo,
bezruch. Jeśli stwierdzamy istnienie ruchu musimy jednocześnie stwierdzać
istnienie BEZRUCHU. I odwrotnie, istnienie spoczynku wymaga istnienia ruchu.
Jest to konsekwencja logicznego rozumowania.
Fakt, że ruch = energia = materia = byt nie jest
ciągły, w zasadzie nie zmienia jego kontinuum, albowiem w bycie trwa
jednocześnie bardzo wiele różnych ruchów i przerwy w tych ruchach nigdy nie
występują jednocześnie. W jednym ruchu jest przerwa, ale w dziesięciu innych
trwa akcja i byt kontynuuje swój byt. W bytach o dużej złożoności interwały w
ich ruchach nie przerywają bytu. Rozkład gęstości prawdopodobieństw sprawia, że
interwały w ruchach nie odgrywają żadnej negatywnej roli w continuum bytu.
dopiero gdy nieuporządkowanie i rozkład zbiorów przeciwieństw doprowadza istotę
bytu do dwóch prostych przeciwieństw, interwał przerywa continuum i byt kończy
egzystencję, przechodzi w niebyt.
Inną zasadniczą funkcją oporu w ruchu jest
ograniczanie bytu, obrona równowagi względnej przed załamaniem. Nieograniczony
ruch bytu spowodował by zwyrodnienie, ekspansję „silniejszej” siły
w kierunku nieskończoności, czyli znów załamanie równowagi względnej i rozpad
bytu. Z rozumowania tego wynika konieczność nieciągłości bytu, czyli istnienie
niebytu. Parmenides mylnie stwierdzał, że: „byt jest ciągły”, ale
słusznie, że: „bo każda nieciągłość byłaby niebytem.” Interwał jest
niebytem.
Zdawałoby się, że są to twierdzenia oczywiste,
wynikające z samego znaczenia terminów „ruch” i
„bezruch”, a jednak nie są akceptowane przez naukowców i są
kwalifikowane jako „nienaukowe”. Tak jest najłatwiej, wszystko to
co nam nie pasuje i jest sprzeczne z naszym rozumieniem znaczenia, totalnie
odrzucać i odmawiać ustosunkowania się pod pretekstem nienaukowości
rozumowania. Przewrót kopernikański, czyli ujawnianie niejawnego ruchu też był
„nienaukowy” i trwał kilkaset lat. Formalnie zakończył się procesem
rehabilitacyjnym Galileusza dopiero bardzo niedawno, ale różnego rodzaju
niuanse tego przewrotu nadal są przedmiotem sporów. Ludzie mają „zakute
łby” i trudno im się przyznawać do błędów nawet przed samym sobą, bo
często niesie to za sobą konieczność zmiany wyznawanych fundamentalnych
wartości. Jeśli ujawnianie i rozpracowywanie ruchu utajonego trwało, można
powiedzieć 400 lat, to ile zajmie ludzkości ujawnianie i rozpracowanie
bezruchu, mimo faktu niesłychanych możliwości postępu wiedzy?
Paradoksy Zenona z Elei przytaczane jako argumenty
przeciwko istnieniu ruchu, które powodowały wielkie zamieszanie, a nawet kryzys
w myśli greckiej (tak jak przewrót kopernikański był kryzysem myśli
nowożytnej), są dla TNR tylko dowodami ułomności rozumu ludzkiego. Np. weźmy
paradoks „strzały” Zenona opisywany przez Arystotelesa i
przytaczany często do dzisiaj przez filozofię i logikę jako nierozwiązywalny: „skoro wszystko albo zawsze
znajduje się w stanie spoczynku, albo w ruchu, i że jest w spoczynku, gdy
zajmuje równą sobie przestrzeń, a to co jest w ruchu, znajduje się zawsze w
jakimś „teraz” , wobec tego strzała wypuszczona z łuku, stoi w
miejscu.” – w
bardziej przystępnym, następującym sformułowaniu brzmi to tak: „strzała nie może poruszać się w
miejscu, w której jej nie ma, nie może także poruszać się w miejscu, w którym
jest. Jednakże lecąca strzała zawsze znajduje się w miejscu, w którym jest.
Znaczy to, że w dowolnej chwili pozostaje w spoczynku, a zatem w żadnej chwili
się nie porusza”.
Zanalizujmy ten rzekomy paradoks zgodnie z TNR:
Strzała, jak
każdy inny byt materialny nigdy, zdaniem TNR, nie jest w stanie spoczynku. Byt
jest zawsze w jakimś ruchu, wewnętrznym lub zewnętrznym, lub i w kilku takich i
takich. Spoczynek bytu jest niebytem. Bezruch nie jest częścią ruchu, jest jego
przeciwieństwem, przerywa ruch i go ogranicza przestrzennie lub czasowo, lub i
tak i tak. Interwał niebytu (bezruchu) odgranicza byt, porcjuje go, stawia mu
granicę, ale jakiś ruch wewnątrz bytu trwa nadal i ciągle. Ruch i bezruch
istnieją obok siebie. Byt (aktywny ruch) musi się wdzierać w niebyt (w bierny
bezruch). Byt nigdy nie jest w stanie spoczynku, bo jego układ istotnych cech,
czyli równowaga względna przeciwstawnych sił jest zawsze w ruchu, płynna i
nigdy nie zajmuje sobą równej przestrzeni, bo w związku ze swoją aktywnością
wewnętrzną, „pulsowaniem”, „drganiem” czyli
ustawicznymi zmianami tej równowagi, dane ciało jest rozciągłe i zajmowana
przez nie przestrzeń jest ciągle różna.
Interwał bezruchu, jest oporem dla bytu i ruchu, ale
nie jego całkowitym zanikiem, trwałym spoczynkiem – spoczynek byłby
przejściem tego bytu w niebyt. Interwał jest błyskawiczną przerwą danego ruchu,
dużo krótszą od stadium ruchu. Poza tym jakiś ruch tego bytu zawsze trwa,
dopóki ten byt egzystuje. Jeśli nawet jeden ruch jest przerwany, trwają w tym
bycie inne ruchy (zmiany). Interwał jest przerwą ekspansji tego ruchu sił
materii, ale ruch i bezruch istnieją obok siebie. Interwał jest momentem
spotkania ruchu i bezruchu, ich konfrontacji i powoduje, że po interwale
materia jest inna, czyli nowa, powstaje nowy byt w innym „teraz” i
zajmuje już inną przestrzeń. TNR zakłada, że wszystko co jest, jest różne od
wszystkiego innego, bo np., nawet takie same atomy np. wodoru, są różne, bo są
w innym „teraz” i zajmują inną przestrzeń.
Strzała oprócz równowagi względnej sił swego bytu
czyli oprócz RUCHU sił wewnętrznych dysponuje dodatkowo przyłożoną do niej siłą
zewnętrzną, którą jest siła napiętej i pchającej ją cięciwy. W tej chwili
strzała staje się elementem przeciwieństw bytu wyższego poziomu złożonego
również z łuku, cięciwy tego łuku, przestrzeni i celu, do którego zmierza. Ta
siła zewnętrzna (przyłożona) działa na siły wewnętrzne i zmienia i wymusza
równowagę względną układu wyższego poziomu, a więc równowagę względną strzały i
środowiska, przez które ona się przedziera;
Wszystkie te czynniki dowodzą niewspółmierności wewnętrznej
jak również zewnętrznej (z TNR i innymi teoriami ruchu i z empirią) założeń
tego paradoksu, czyli braku możliwości uporządkowania (wspólnej miary)
podawanych przez Zenona uwarunkowań ruchu strzały i dlatego paradoks jest
nierozwiązywalny, a jego konkluzja jest błędna. Moim zdaniem nie ma
„wspólnej miary” dla ruchu i bezruchu, a wobec tego niemożliwym
jest wyciąganie wniosków z podawanych założeń. Zenon zakłada, że wszystko i
zawsze znajduje się albo w stanie ruchu, albo w stanie spoczynku, a założenie
to jest nieuprawnione. Dwie „rzeczy” nieporównywalne (ruch i
bezruch), nie posiadające wspólnej miary, Zenon wstawia do swej teorii i
usiłuje je uporządkować miarami dotyczącymi wyłącznie materii. A to jest
niemożliwe. I to jest niewspółmierność wewnętrzna paradoksu.
Niewspółmierność zewnętrzna to różne definicje ruchu i bezruchu w jego teorii i
w TNR. Zenon zakłada z definicji, że byt nie porusza się w miejscu, w którym
jest, a TNR twierdzi, że byt musi poruszać się w miejscu, w którym jest, bo
dlatego jest bytem. Faktycznie strzała nie ma prędkości w danym miejscu lub
danym „teraz”, sztucznie wyrwanych z bytu wyższego poziomu, bo
prędkość przynależy do masy w danym środowisku, a nie do masy wyodrębnionej ze
środowiska. Prędkość jest miarą ruchu materii w czasie (od – do –
taki czas jest, moim zdaniem, przeciwieństwem wiecznego teraz) i odległości od
siebie punktów przestrzeni (a punkt jest moim zdaniem przeciwieństwem
przestrzeni jako takiej). Jeśli z tej miary, czas od do i odległość punktów
przestrzeni, wyłączymy (i w ten sposób zatrzymamy prędkość strzały w bezruchu),
miara przestaje być tą miarą. Ale ruch bytu jest faktem i rozumowanie nie
posiada żadnego uzasadnienia, albowiem zdaniem TNR, nie jest prawdą, że strzała nie może poruszać się w miejscu, w
którym jest, zdaniem TNR strzała musi poruszać się w miejscu, w którym jest.
Różne byty zajmują stale inną, różną (bo za każdym ruchem ten sam
byt jest różny) przestrzeń, różne byty (np. Achilles i żółw, czy ta sama
strzała, ale różna w różnym momencie i różnym miejscu) i ich ruchy są niewspółmierne do bezruchu i wobec tego
nie porównywalne, a Zenon obala rzekomo ruch poprzez porównanie miar masy do
„punktu” (miejsca) i „teraz”.
Zenon miesza porządek czasowy i przestrzenny, bo
każdy ruch i bezruch w przestrzeni, czy na miejscu, człowiek mierzy wymyśloną
jednostką czasu, niemierzalnego wiecznego teraz. On mówi że idea poruszającego się
ciała, które w każdym momencie ruchu nie porusza się jest sprzeczna. I nie ma
racji. Idea ta nie jest sprzeczna, lecz jest niewspółmierna (nie
„kompatybilna”), bo pomieszane są w niej niewspółmierne pojęcia
poruszającego się ciała, z ciałem w rzekomym bezruchu, które w każdym momencie
ruchu rzekomo nie porusza się. Moim zdaniem niewspółmierność jest
„czymś” gorszym od sprzeczności – „sprzeczność”
można wyrugować, można „pokonywać”, lub chociaż starać się pokonywać,
natomiast niewspółmierności pokonać się nie daje z natury rzeczy. Idea Zenona
nie jest uprawniona i nie odpowiada rzeczywistości, ale, moim zdaniem, nie jest
„sprzeczna”, a tylko zestawia, nie zdając sobie z tego sprawy,
niewspółmierne założenia, które z natury rzeczy nie mogą dać logicznych wniosków.
W myśli Zenona, jak i w TNR mamy do czynienia z współobecnością
niewspółmiernych elementów, ale tego, że są one „niekompatybilne”,
Zenon, w przeciwieństwie do TNR, nie uwzględnia. Ciało albo się porusza albo
się nie porusza. Jeśli się porusza, to musi się poruszać w każdym momencie
swego ruchu. I rzeczywiście tak jest, bo każde ciało podlega wielu różnym
ruchom jednocześnie i jeśli nawet jeden ruch ulega przerwie, to nie znaczy, że
ciało się nie porusza innymi ruchami. Gdy pociąg stoi na przystanku, to nie
znaczy, że nie porusza się innymi ruchami, czy nie ulega innym zmianom. A Zenon
przyjmuje, że strzała podlega tylko jednej wersji ruchu i również dlatego się
myli. Zenon przyjmuje, że ruch jest sumą momentów bezruchu i domaga się
wytłumaczenia jak to jest możliwe? A tak wcale nie jest, gdyż ruch jest
wynikiem dążenia asymetrycznego układu do układu symetrycznego przeciwstawnych
sił. Ruch jest OBOK bezruchu, ruch przeplata się z bezruchem, ruch dzieje się w
bezruchu. Ale ponieważ ruch i bezruch nie mają współmiernej miary, idea
porównująca (zestawiająca) ruch i bezruch nie jest sprzeczna wewnętrznie, lecz
jest niewspółmierna wewnętrznie. Zenon mówi o idei ciała poruszającego się,
które się nie porusza w żadnym z momentów ruchu. Ruch podzielony jest tutaj na
momenty bezruchu, a przecież ruch jest przeciwieństwem bezruchu i nie dzieli
się na momenty bezruchu. Idea współobecności jest spójna, ale współobecność nie
umożliwia podziału jednego z elementów, a pozostawiania drugiego elementu
niepodzielnym – oba elementy (ruch i bezruch) są niepodzielne. A jeśli
Zenon dzieli ruch na momenty bezruchu, to niech też podzieli bezruch
(spoczynek), jeśli zdoła. Stosowanie do elementów niewspółmiernych wspólnej
miary nie jest, moim zdaniem, „sprzecznością” lecz niewspółmiernością,
a niewspółmierność jest niekompatybilna. Błąd polega tutaj na nieuprawnionym
opisie relacji pomiędzy dwoma niekompatybilnymi obszarami myśli, przy użyciu
relacji lub pojęć właściwych tylko wewnątrz któregoś z obszarów.
Moim zdaniem, na tym właśnie polegają trudności
matematyki z wprowadzaniem do równań i szeregów zera i nieskończoności. Równie
niewspółmierna jest idea materii z ideą niebytu będącego wiecznym teraz i
nieskończoną przestrzenią. Przykładem błędu niewspółmierności jest w tym przypadku
koncepcja „czasoprzestrzeni zrelatywizowanej”. Również Zenon i jego
naśladowcy próbują porównywać ruch i bezruch w jednym porządku. Żaden byt nie
znajduje się nigdy całkowicie w stanie spoczynku, ale zawsze w stanie jakiegoś
ruchu. Ruch jest ograniczany interwałem bezruchu, ruch wdziera się w bezruch, a
bezruch jest biernym tłem dla ruchu. Byt jest ruchem, niebyt bezruchem, są
współobecne, przeplatają się one wzajemnie, ale zachowują swoją odrębność i
tożsamość.
Paradoksy Zenona są dla TNR dowodami, że już w myśli
greckiej była obecna idea interwału w ruchu, czyli bezruchu (spoczynku). Myśli
i wzmianki o interwale w ruchu pojawiały się w ciągu całej historii filozofii,
ale nie przywiązywano do niej żadnej uwagi i nie wyciągano konsekwencji.
Paradoksy Zenona miały być argumentami przeciw ruchowi w ogólności, przeciw
ruchowi jako-takiemu (miały być potwierdzeniem bytu Parmenidesa), a tymczasem
jest jednocześnie wiele różnych ruchów i zmian, którym podlegają byty i każdy
ruch jest szczególnym atrybutem innego, poszczególnego bytu. Ten fakt nie
przeszkadza, że dany „ruch” jest określeniem szczególnym jakiegoś
stanu bytu i może być określeniem ogólnym „ruchu jako takiego”,
„ruchu w ogóle”. Byt może podlegać jednocześnie różnym ruchom w
przestrzeni, czasie i zmianom równowagi względnej i wszystkie te ruchy nazywamy
„ruchem w ogóle”, ruchem bezwzględnym.
Druga wersja tego rzekomego paradoksu zacytowana za
Bluckburnem jest jeszcze łatwiejsza przez nas do obalenia: twierdzenie, że
strzała „nie może także poruszać
się w miejscu, w którym jest” jest dla TNR nie do przyjęcia, zdaniem
TNR każdy byt materialny porusza się zawsze w miejscu i w momencie, w którym
jest, wbrew zasadzie bezwładności Newtona i prawu zerowej bezwładności ciała
izolowanego Macha. A z ruchu bytu w miejscu, w którym jest, wynika zmiana
miejsca i zmiana momentu nowo powstałego po interwale bytu. Ruch jest istotą
bytu, jest bytem. Byt = ruch.
Nasza analiza paradoksów Zenona dowodzi, że genezą
praw ruchu Newtona są idee pochodzące jeszcze ze starożytności i przyczynia się
do wyjaśnienia koncepcji „ruchu” w TNR.
Wszystko co wyżej jest opisane o ruchu odnosi się
również do procesu i zmiany, które to pojęcia są równoważne z pojęciem ruchu.
Pojęcia ruchu, procesu, zmiany narzucają pytanie o
PRZEDMIOT tego ruchu, procesu czy zmiany, czyli o substancję, czy substrat
bytu. Arystoteles przyjmował jedność materii i formy za substancję, czyli
konkretnie istniejący byt. Oba te składniki uważał za niezbędne, ale formę miał
za ważniejszą i z niej czynił istotę rzeczy. W. Tatarkiewicz: „Zatem
forma, jako składnik pojęciowy rzeczy, jest ich składnikiem istotnym, jest
najważniejszą częścią substancji, jest istotą rzeczy.”
Forma była u Stagiryty pierwiastkiem czynnym, siłą działającą celowo i
wytwarzającą skutki, ale jednocześnie chyba niekonsekwentnie, materia była tym
co trwa i pozostaje nawet po zniszczeniu (np. rozbiciu posągu) formy. TNR mówi
odwrotnie: istotą rzeczy jest materia, siła wynikająca z ruchu asymetrii
przeciwieństw, która dąży do niedościgłej doskonałości formy. W TNR forma jest
wzorem, do którego istota bytu, ciągle niedoskonała, dąży. Istota rzeczy w TNR
to konkretna siła zawarta w materii powstającej w, czy przy, czy z równowagi
względnej (asymetrii) dwóch przeciwieństw. Każdy ruch i zmiana jest przejawem
intencji zachowania równowagi względnej istoty bytu, czyli podporządkowania się
prawu istnienia. Arystoteles, jak i do dzisiaj trwająca tradycja filozoficzna,
ani pomyślał o wywiedzeniu RUCHU z istoty bytu, TNR pierwsza to czyni.
Współczesna filozofia w zasadzie nie odpowiada na to
pytanie o przedmiot ruchu i zadawala się różnego rodzaju unikami i odrzucaniem
pojęcia substancji zastępując je pojęciami rzekomo bardziej naukowo
podstawowymi „pola” lub „procesu”. Niektórzy j. np.
Leszek Nowak (Byt i Myśl) odrzucają całkowicie substancjalizm koncentrując się
wyłącznie na „atrybutach” bytu. TNR twierdzi, że nie jest to żadne
rozwiązanie problemu, gdyż pole i proces, wszelkie atrybuty (w fizyce
kwantowej, rozkłady gęstości prawdopodobieństwa poszczególnych stanów) również
wymagają przedmiotu. Zdaniem TNR, „siła” jest treścią
(substratem, istotą) wszelkiego bytu, a więc, przedmiotem wszelkiego ruchu,
zmiany, procesu, jak i atrybutów czy cech.
Z faktu symetrii złamanej istoty bytu i interwału
pomiędzy przyczyną i skutkiem wynika, że skutek nigdy nie równa się przyczynie
i dlatego jest ruch i zmiana.
Koncepcja TNR dotycząca ruchu ujmuje szerzej sam problem niż wszystkie inne
dotychczasowe koncepcje, a pod pewnymi względami go upraszcza. Upraszcza, bo
sprowadza ruch do różnicy jaka zachodzi między treścią bytu, a jego formą,
czyli do dążenia przeciwieństw do idealnej równowagi, ale rozszerza bo stawia
pytanie co do konstytucji siły i jej przyczyny.
Ruch, proces, zmiana bytu (wewnętrzna określoność)
utrzymuje się jednocześnie w kilku „kierunkach”, w kilku obszarach
„stanu rzeczy”, a mianowicie jednocześnie trwa zmiana miejsca,
czasu, zmiana ilościowa i zmiana jakościowa, a być może trwają jeszcze inne
zmiany. W każdym aspekcie zmiany ruch jest przerywany bezruchem, ale interwał
(niebytu) nie przerywa ruchu jednocześnie we wszystkich aspektach zmiany i np.
gdy ruch zmiany ilościowej napotyka interwał, trwają w tym momencie ruchy
innych zmian np. jakościowych tego bytu. Tak więc mimo interwałów w ruchu bytu,
byt jest w ciągłym ruchu. Oczywiście do czasu. Byt jest skończony i istnieje
tylko do czasu załamania się równowagi względnej składających się na niego
przeciwieństw.
Wg Arystotelesa i tomistów ruch jest aktualizacją
tego, co jest w możności, tak długo, jak długo możność jest jeszcze obecna i
nie jest całkowicie zrealizowana, a obecna i całkowicie niezrealizowana jest
przecież zawsze. Zdaniem TNR jest to logiczny wniosek. Ruch jest zmianą w
postaci ciągu częściowych realizacji, jest ściśle powiązany z możnościami i
może przejawiać się w kategoriach ilości, jakości i miejsca, czyli mamy w
tradycji ruch ilościowy (przyrost lub ubytek), jakościowy (przemiana
substancji) i lokalny (zmiana miejsca), oraz w innym aspekcie przejawia się
jako ruch przechodni (którego źródło znajduje się poza ciałem podlegającym
zmianie) i ruch wsobny (działanie immanentne), czyli ruch pochodzący od
podmiotu i w nim pozostający. Wychodząc z tych założeń działanie i doznawanie
dokonujące się poprzez ruch Arystoteles sprowadza do przyczyny sprawczej i
formułuje zasadę, że „Wszystko co jest w ruchu, jest poruszane przez coś
innego” – ale nie wskazuje tej konkretnej przyczyny, oraz nie
wyjaśnia dlaczego: „Szereg czynników poruszających i poruszanych nie może
się ciągnąć w nieskończoność.” W ten sposób dochodzi do pojęcia
„Pierwszego Poruszyciela”, czyli wykracza poza obszar
rzeczywistości materialnej.
Koncepcja marksistowska ustala ruch jako immanentny
i konieczny atrybut materii, dzięki któremu dokonuje się rozwój jej struktury i
układów i wyróżnia pięć rodzajów zmian: mechaniczny, fizyczny, chemiczny,
biologiczny i społeczny. Obie te ontologie, tak Arystotelesowsko –
tomistyczna, jak i marksistowska (ani żadna inna), nie ustalają ostatecznego
źródła ruchu ciał materialnych, nie ujawniają przyczyny sprawczej zmiany.
Nie dają moim zdaniem konkretnej definicji materii, ani siły, tę materię
poruszającej. Definicje materii w rodzaju: „w przeciwstawieniu do
formy możnościowy element konkretnego bytu”, „element
konkretnego bytu”, „podłoże zmian”, „czysta
potencjalność”, „materia jest racją wielości, podzielności,
potencjalnej poznawalności rzeczy i zasadą ograniczenia i
jednostkowienia”, „jest ciałem”, czy wg marksizmu
„kategorią służącą do oznaczania obiektywnej rzeczywistości”, wg.
Kanta „dana doświadczenia zmysłowego” – wszystkie te
definicje mówią o materii już bardzo wiele, ale nie mówią nadal nic o istocie,
o esencji rzeczy, ani o jej RUCHACH, nie mówią czym jest materia i jaka jest
jej struktura. Co jest źródłem i przyczyną, że wszystko jest w ruchu i jest
poruszane (wg. poglądu Arystotelesa i Newtona, akceptowanego jak najbardziej
przez Kanta) przez coś innego? TNR, moim zdaniem, daje te wyjaśnienia: różnica
poziomów bytów i różnica potencjałów przeciwieństw w równowadze względnej
esencji bytu, jest materią, JEST SIŁĄ (energią), źródłem i przyczyną sprawczą
wszelkiego RUCHU (również prostoliniowego ruchu jednostajnego czyli
dynamicznej własności ciał, zwaną bezwładnością) i ZMIANY. TNR odkrywa w ten
sposób, nie znane jeszcze nauce podstawowe prawo ruchu wewnętrznego
materii, którego przyczyną sprawczą nie są siły zewnętrzne, lecz układ
istotnych cech wewnętrznych bytu. Asymetria układu generuje aktywną
siłę, czyli SIŁA TWORZY SIŁĘ. Przyczyną sprawczą siły jest jej ASYMETRIA
(układu).
Zawsze i tylko jeśli zachodzi symetria naruszona,
złamana (asymetria) przeciwstawnych sił, zachodzi ruch, zmiana i generowanie
nowej siły, wywołane przez tę asymetrię. Gdy układ znajduje się w idealnej
równowadze, gdy panuje symetria, siły znoszą się wzajemnie i zanikają. Powstaje
idealne zrównoważenie i idealna bierna siła, niebyt absolutny.
Istotą ruchu jest dążenie do równowagi, czyli ruch
postępuje jednocześnie w obu kierunkach: od niebytu poprzez materię
niezrównoważoną w kierunku postępującej złożoności bytu i w kierunku odwrotnym
poprzez rozkład bytu z powrotem do niebytu.
Na zakończenie tej relacji zróbmy krótkie porównanie
trzech koncepcji ruchu: Arystotelesa, Newtona i TNR.
Zdaniem Arystotelesa każde ciało porusza się zgodnie
ze swoją naturą i zawsze zgodnie ze swoim rodzajem ma swoje
„miejsce”, do którego dąży. Centrum Wszechświata stanowi środek
Ziemi, ruchy na Ziemi są zawsze niedoskonałe, prostoliniowe i wymuszone.
Gwiazdy i całe niebo poruszają się doskonałym ruchem kołowym wokół środka Ziemi,
ale całkowicie od niego niezależnie. Zdolność ciała do ruchu wynika z natury
ciała i naturalnego dlań miejsca, czyli każdy ruch jest wymuszony, albo siłą
przyłożoną, albo „miejscem” ciała. „Zgodnie z ujęciem
Arystotelesa przy ruchu naturalnym jego podstawa tkwi w naturze samego ciała, w
jego istocie, tzn. w jego najbardziej własnym byciu. Odpowiednio do tego brzmi
również twierdzenie nadchodzącej scholastyki: operari (agere) sequitur esse,
„rodzaj ruchu występuje zgodnie z rodzajem bycia”.
Jest to ujęcie jak najbardziej zgodne z TNR, ale sprzeczne wewnętrznie, bo
niezgodne z twierdzeniem o pochodzeniu siły, jako „przyłożonej”.
Jest to jaskrawa niekonsekwencja Arystotelesa i następnie jego interpretatorów.
Zdaniem Newtona każde pozostawione sobie samemu
ciało porusza się prostoliniowo i jednostajnie. A więc wszystkie ciała są w
istocie jednorodne. Upada podział na ciała niebieskie i ziemskie oraz prymat
ruchów doskonałych, kołowych, nad ziemskimi, niedoskonałymi, prostoliniowymi. W
ten sposób znika również wyróżnienie „miejsca” ciała jako istotnego
elementu ruchu (jego przyczyny celowej) w koncepcji Arystotelesa. Miejsce nie
przynależy ciału zgodnie z jego naturą i nie ma wpływu na ruch, lecz jest
położeniem, w którym ciało się znajduje. Newton nie zadaje sobie trudu wyjaśnienia
swego aksjomatu, dlaczego ciało pozostawione sobie samemu porusza się
prostoliniowo i jednostajnie, dlaczego w ogóle się porusza, a ponieważ ciał
pozostawionych sobie samemu nie ma i nie jest możliwy żaden eksperyment mający
na celu otrzymanie lub znalezienie takiego ciała, to twierdzenie pozostaje
gołosłowne. Pochodzenie „siły” zdaniem tego genialnego naukowca
jest nadprzyrodzone. Każdy ruch Newton identyfikuje z „siłą”
przyłożoną powodującą odchylenie od ruchu jednostajnego i prostoliniowego. Ruchów
ciała Newton nie określa stosownie do natury (miejsca, zdolności, siły) ciała,
lecz odwrotnie, istotę i wielkość siły ustala na podstawie ustalonego przez
siebie prawa ruchu: „każde pozostawione sobie ciało porusza się ruchem
jednostajnie prostoliniowym”. Określenie siły na podstawie ruchu staje
się wymierne (długością, ciężarem), ruch określa się wielkością ruchu, a masę
ustala się ciężarem. Na skutek tego znika różnica ruchu naturalnego i
wymuszonego. Siła ruchu wymuszonego jest mierzona tak jak ruchu naturalnego i
jest miarą zmiany ruchu na skutek przyłożonej siły. Błędny aksjomat Newtona
(wywodzący się od Galileusza), przyjęty i zatwierdzony niesłusznie przez naukę
zmienił pojmowanie natury, która nie jest już wewnętrznym pryncypium, z którego
wynika ruch ciała.
Zdaniem TNR, każdy ruch jest wynikiem dążenia
równowagi względnej przeciwieństw istoty bytu do równowagi doskonałej. Również
ruch jestestw niezrównoważonych, czyli przeciwieństw szukających swych
przeciwstawnych sił do utworzenia bytu jest wynikiem dążenia do równowagi
idealnej. Siła wynika z różnicy (asymetrii) przeciwieństw dążących do
równowagi. Ruch jest skutkiem i emanacją siły. Aktywna siła jest symetrią
złamaną (przeciwstawnych sił), czyli źródłem „siły” jest asymetria
(różnica) sił działających zawsze parami. Jest to twierdzenie zasadniczo
sprzeczne z trzecią zasadą dynamiki Newtona, która twierdzi, że dwa ciała
działają na siebie taką samą siłą lecz przeciwnie skierowaną. Zdaniem TNR nie
ma w naturze sił równych co do wielkości i to jest przyczyną ruchu i zmiany.
TNR zaprzecza również bezwładności materii, co jest treścią pierwszej zasady
dynamiki Newtona, bo twierdzi, że żadne ciało nie pozostaje w stanie spoczynku
lub ruchu jednostajnym po linii prostej, gdyż zawsze działa w nim siła
wewnętrzna wynikająca z układu przeciwieństw.
Twierdzenia Arystotelesa, że każde ciało porusza się
zgodnie ze swoją naturą i zawsze zgodnie ze swoim rodzajem, bo ma swoje
„miejsce”, do którego dąży (w TNR dąży do równowagi w układzie
odniesienia, czyli ma swoje „miejsce”), oraz że przy ruchu
naturalnym (w TNR przy każdym ruchu) jego podstawa tkwi w naturze samego ciała,
w jego istocie, tzn. w jego najbardziej własnym byciu, są, moim zdaniem, jak
najbardziej prawdziwe. Natomiast w twierdzeniach Newtona prawdą jest, że
wszystkie ciała są w istocie jednorodne i że nie ma różnicy pomiędzy ruchem
naturalnym i wymuszonym. Zdaniem tak Arystotelesa jak i Newtona przyczyna jest
równa skutkowi, czemu zaprzecza TNR. Moim zdaniem proces jest porcjowaniem
energii i każda reakcja jest różna od akcji i dlatego jest reakcja i dlatego
jest ruch.
TNR dokonuje wglądu w istotę ruchu i w sposób jego
przynależności do rzeczy, a nie tylko opiera się o potoczne doświadczenia
ruchu, zmiany, powstawania i przemijania. TNR odkrywa źródło „siły”
i sposób jej generowania przez określoność wewnętrzną bytu. Tego ani
Arystoteles, ani Newton nie dokonali.
10.6. Unieważnienie prawa zachowania materii.
Zdaniem TNR siła reakcji nigdy nie jest równa co do
wielkości sile akcji i dlatego jest reakcja. Gdyby siły reakcji były równe co
do wielkości siłom akcji, siły te znosiłyby się wzajemnie i nie byłoby reakcji.
Z definicji trzeciej zasady Newtona wynika, że wszystkie siły są siłami reakcji
i TNR jak najbardziej potwierdza ten stan rzeczy, ale kontestuje twierdzenie
tej definicji o równości tych sił. Siły aby istniały muszą być dwie i muszą być
nierówne. Z tych założeń wynika wniosek o nieracjonalności „prawa
zachowania”, czyli twierdzenia, że ogólna ilość substancji (energii, materii)
nie ulega zmianie.
Zasada zachowania nie jest prawem naukowym, gdyż nie
jest sprawdzalna, a tymczasem cała nauka jest podporządkowana tej zasadzie
i egzekwowana we wszystkich innych prawach naukowych, zasadach i równaniach np.
fizycznych. Zasada zachowania nie jest sprawdzalna, gdyż nie ma na świecie
układu idealnie „zamkniętego” i wobec tego nie można jej
„sprawdzić”. Dopiero Wszechświat jest układem idealnie zamkniętym.
Niesprawdzalność zasady zachowania wynika również z zasady nieoznaczoności
Heisenberga. Fizyka i inne dyscypliny nie wyciągają jednak z tych faktów
żadnych konsekwencji, a są one przecież niesłychanie wielkie. Zupełnie inaczej
będą wyglądały równania fizyczne nie uwzględniające zasady zachowania, a
odwrotnie, dopuszczające możliwość „dorabiania energii”.
Werner Heisenberg komunikuje, że „Prawo zachowania
materii nie spełnia się w dziedzinie cząstek elementarnych.”
– i w świetle tak arystotelesowskiej teorii „czystej
możności” i „materii prima”, jak i zgodnie z TNR, w
mikro-świecie, czyli na obrzeżu bytu i niebytu, czyli w obszarze materii
niezrównoważonej, jest to oczywiste. Jest to obszar potencjalności i możności,
gdzie wszystko jest tylko prawdopodobne, byt może powstawać i może ginąć w
trybie błyskawicznym i również w trybie hierarchii złożoności, w zależności od
warunków i zapotrzebowania, czyli o żadnej „zasadzie zachowania”
nie może być mowy.
Ale, moim
zdaniem, ten obszar prawdopodobieństwa przenika głęboko do makro-świata
i nie tyle dzieli świat materialny przestrzennie, co funkcjonalnie. Przecież
już „pełnoprawne” byty mogą w zależności od warunków i funkcji
stawać się przeciwieństwami i odwrotnie, przeciwieństwa jako człony relacji
mogą stawać się bytami. A jeśli sytuacje i warunki decydują o
prawdopodobieństwie powstawania i ginięcia nawet najmniejszych obiektów
materialnych, to zasada zachowania nie spełnia się również w całym świecie.
Zasada zachowania wynika z trzeciego prawa mechaniki
Newtona, które mówi, że siła akcji jest równa co do wielkości sile reakcji i
wobec tego suma energii i materii we wszechświecie jest stała. Ale TNR
kwestionuje słuszność tej zasady, co znaczy jednocześnie, że kwestionuje prawo
zachowania jako takie .
W każdej akcji zawarta jest bardzo różna potencjalność, a
istotną cechą każdej potencjalności (możności) jest zdolność do szerokiej gamy
różnorodnych aktualizacji. Potencjalność odgrywa wielką rolę nie tylko w
trakcie tworzenia się bytu, ale i po jego utworzeniu w tworzeniu jego
złożoności. Potencjalność, czyli zdolność do osiągania odmiennych stanów rzeczy
wypełnia nie tylko odcinek drogi do bytu, ale i każdy stan bytu zawiera w sobie
różne możności dalszego rozwoju. Tak jak w mechanice kwantowej kompletny opis
jakiejś cząstki elementarnej jest opisem zespołu potencjalności o różnym
prawdopodobieństwie aktualizacji i dopiero w chwili pomiarów ujawnia się
rzeczywista cząstka, tak samo byt na swojej drodze rozwoju ma potencjalnie
bardzo różne prawdopodobieństwa, a wynik ujawnia się post faktum. Te same
możności przyczyny mogą aktualizować bardzo rozmaite (sposoby, właściwości,
ilości, jakości) reakcje, skutki. A więc utożsamianie przyczyny i skutku przez
tradycję filozoficzną i twierdzenie Newtona o równości sił akcji i reakcji,
które to aksjomaty są równoznaczne z zasadą zachowania, są sprzeczne ze stanem
faktycznym, nie korespondują ani z teorią, ani z faktami. Zasada zachowania
jest nieuprawnioną fikcją, a nie prawem naukowym.
Każdej akcji towarzyszy reakcja i jest to zasada prawie na
pewno uniwersalna, z tym, że reakcja musi być różna i może być pozytywna lub
negatywna, tzn. w zależności od warunków i możliwości, może tworzyć
mniejszy lub większy lub niesłychanie, bardzo wielki przyrost, lub może
powodować ubytek energii. Moim zdaniem, ten fakt jest dowodem, że zasada
zachowania jest fałszem. Jakim cudem może działać zasada zachowania, jeśli ta
sama akcja może wywoływać tak różne reakcje, a nawet nie dać żadnego skutku?
Jakaś akcja, np. agregatu prądotwórczego, albo elektrowni atomowej, może
tworzyć i emitować olbrzymie wielkości energii i może pracując na tych samych
„obrotach” dawać zero czy ubytek energii, na skutek np. wyłączenia
z sieci pracy jednego z przeciwieństw tzn. biegunów układu, plusu lub minusu.
Sieć energii elektrycznej musi pracować w obu kierunkach, musi mieć podłączony
tak plus, jak i minus. Czyli układ elektryczny musi mieć dwa przeciwieństwa.
Tylko wtedy wytwarza energię. Agregat czy elektrownia może pracować pełną parą,
czyli być w pełni aktywna i nie wytwarzać żadnej mocy, gdy jeden z biegunów
(plus czy minus) jest wyłączony. I tak, zdaniem TNR dzieje się w całym obszarze
powstawania i ginięcia bytu (energii, siły, materii). Silnik spalinowy
samochodu może produkować wielką energię powodującą pokonywanie przestrzeni z
wielką szybkością, ale może też pracować z taką samą energią na jałowym biegu.
Już Św. Tomasz pisał: „Nie jest prawdą, że jeśli
wystąpi przyczyna, skutek musi wystąpić z koniecznością. Niektóre przyczyny
pozostają w takim stosunku do swych skutków, że nie wywołują ich z
koniecznością, a tylko w większości przypadków, w pozostałych zaś razach ich
nie wywołują. To, że przyczyny te w pewnej niewielkiej ilości nie wywołują
swych skutków, tłumaczy się działaniem, przyczyny zakłócającej”.
To, jak najbardziej słuszne, twierdzenie Św. Tomasza obala każdą postać
doktryny fatalizmu, a zasada zachowania jest jedną z takich postaci.
Przyczynowość nie pociąga za sobą nieuchronności, przeciwnie pozostawia miejsce
na procesy i wszelkie możliwości, czyli protoplastą kwantowych teorii
prawdopodobieństwa jest Św. Tomasz.
Zasadzie zachowania, a co za tym idzie i teorii Wielkiego
Wybuchu przeczą odkrycia i teorie „czarnych dziur” i
„kwazarów”. Jeśli odkrycia i teorie, mówiące o istnieniu w kosmosie
wielkiej ilości czarnych dziur i superolbrzymich kwazarów, o masach miliardy
razy większych od masy słońca, wchłanjących wielkie ilości znajdującej się w
pobliżu materii, i przechwytujących
materię z sąsiednich pobliskich gwiazd, a następnie ta przechwycona
materia w tych czarnych dziurach czy kwazarach jest unicestwiana, są prawdziwe,
to przecież jest to sprzeczne z teoriami względności Einsteina i teorią
Wielkiego Wybuchu. Twierdzenie, że Wszechświat powstał w Wielkim Wybuchu i
ilość materii od tej chwili się nie zmienia, jest wobec odkrycia czarnych
dziur, nieuprawniona. Jeśli w czarnych dziurach i kwazarach materia ulega
gwałtownemu unicestwieniu, to ogólna ilość materii ulega zmniejszeniu i jest to
dowodem braku słuszności zasady zachowania. Natomiast istnienie takich czarnych
dziur i kwazarów jest zgodna z TNR, która zakłada rozkład (unicestwianie) materii
(bytu). Teoria czarnych dziur potwierdza powstawanie materii z nicości i jej
powrót do niebytu, czyli potwierdza tezy TNR.
John G Kemeny po podaniu szeregu przykładów
szczegółowych pisze tak: „Pojawiło się wiele innych czynników, z których
każdy wskazywał, że i tak zdefiniowana energia nie podlega prawu zachowania. Za
każdym razem zamiast odrzucić prawo zachowania, fizyk zmieniał pojęcie
energii.” I dalej: „Ten ostatni przykład wyraźnie uwydatnia różnicę
między postacią prawa a jego treścią empiryczną. W historii praw zachowania
energii ich treść empiryczna ulegała stopniowo zmianie. Forma jednak
pozostawała niezmienna. Jeszcze bardziej zaciemnia obraz to, że nie tylko forma
pozostawała identyczna, ale i samo prawo nazywało się ciągle prawem zachowania
energii. Z tego względu wielu ludzi sądziło błędnie, że prawo pozostawało to
samo. W rzeczywistości sprawa wygląda tak. W historii prawa zachowania energii
utrzymuje się to samo równanie, ale zmieniają się interpretacje pojęcia
energii. Jest to chyba jedyny wyraźny przykład zmiany empirycznej treści prawa
nie przez zmianę równania wyrażającego prawo, lecz przez zmianę interpretacji
pojęć objętych tym prawem”. „Jeszcze raz dochodzimy do wniosku, że
istnienie prawa zachowania nie jest uwarunkowane jakimiś szczególnymi
właściwościami przyrody, lecz właściwościami ludzi, tym mianowicie, że ludzie
lubią prawa zachowania.”
Dlaczego rzekomo „ludzie lubią prawa zachowania”? Twierdzę, że to
nie „ludzie lubią” lecz pewni ludzie fałszują naukę, by za każdą
cenę utrzymywać w mocy „ogólną teorię względności” Einsteina i
„teorię Wielkiego Wybuchu”, bo za dużo byłoby roboty, by się z tego
wycofywać. Bo gdy upada prawo zachowania, COŚ MOŻE POWSTAWAĆ Z NICZEGO I W
NICOŚC SIĘ OBRACAĆ. Gdy prawo zachowania obowiązuje nic takiego
„NIENAUKOWEGO” zdarzać się nie może.
Wynika z tego wszystkiego, że niesprawdzalne
przecież, czyli pozorne prawo naukowe „ZASADA ZACHOWANIA” nie może
być uprawniona.
10.7. Prawidłowości przyrody.
Prawidłowości przyrody, czyli prawa, reguły, zasady,
to stale powtarzające się ilościowe lub jakościowe zależności rzeczy, cech i zdarzeń
występujących w rzeczywistości.
Warto przy tej okazji podkreślić, że w TNR zakres
pojęcia „przyrody” pokrywa się znaczeniowo z zakresem pojęcia
„rzeczywistości”. Dzieje się tak, gdyż wg TNR, wszystko, co realne
jest materialne. Prawa przyrody to prawa rzeczywistości. Są to prawa, którym
podlega wszystko, co istnieje, a więc zarówno byt jak i niebyt. Prawa bytu są
więc szczególnym przypadkiem praw przyrody.
Prawa przyrody są prawami przyrody, a nie jakimiś
nakazami jakiegoś prawodawcy. To przyroda sama w sobie trybem naturalnych
procesów wytwarza swe prawa i zasady i następnie im podlega. Świat wygląda
faktycznie na genialne i przepiękne dzieło sztuki, lub na idealny zegar, ale
zarówno jego projekt, jak i wykonanie wynikają z konieczności bytowych
przedmiotu. A więc przyroda sama się tworzy i sama tworzy prawa dla siebie.
TNR, jak i inne filozofie przyrody, usiłuje odkryć prawa natury, regularności
występujące w przyrodzie, wykorzystując znane sobie dane empiryczne i
wyciągając z nich logiczne wnioski
Naturalne ustalanie przez przyrodę obowiązującego
porządku lub nieporządku, czyli praw przyrody, PODPORZĄDKOWANE jest zasadzie
racji ontycznej bytu i niebytu, czyli PRAWU ISTNIENIA. Prawo istnienia to
wszelkie, najbardziej ogólne i powszechnie obowiązujące uwarunkowanie
rzeczywistości, „być albo nie być” każdego jestestwa, jego
„racje”, uzasadnienie, motyw, przyczyna i cel, wszystko to, co
umożliwia jego ZROZUMIENIE.
Pierwszym i zasadniczym PRAWEM PRZYRODY, z którego
wynikają wszystkie dalsze, jest PRAWO ISTNIENIA. Przyroda je tworzy i
egzekwuje. Co nie podporządkuje się temu prawu (nie mieści się w równowadze
względnej przeciwieństw), traci rację bytu i ulega zniesieniu do nieistnienia w
swojej treści i kształcie i do niebytu. Prawo istnienia jest proste i jasne,
jest oczywistością zrozumiałą dla każdego. Prawo istnienia jest jednoznaczne z
regułą komplementarności przeciwieństw. Są to prawa obejmujące swym zasięgiem
całą przyrodę. Ich konsekwencją jest zasada, że „każdej akcji towarzyszy
reakcja”. Rządzi ona wszelkim istnieniem, zarówno istnieniem praw jak i
istnieniem przyrody. A więc prawa ontologii same podlegają zasadzie
komplementarności przeciwieństw. Oznacza to, że dane prawo istnieje tylko wraz
ze swoim przeciwieństwem. Prawo komplementarności przeciwieństw i wynikająca z
niego zasada „każdej akcji towarzyszy reakcja” tworzą fundamenty
architektury przyrody. Przeczą one tak wyznawcom kreacjonizmu, jak i tzw.
naukowcom, twierdzącym że nie można otrzymać czegoś z niczego, oraz że nie
można uzyskać pięknej harmonii, czyli uporządkowanych struktur z naturalnego
chaosu. W.w. prawa przyrody oczywiście wyjaśniają przekształcanie się prostoty
w złożoność i odwrotnie.
Wśród praw natury obowiązuje również zasada
nieantagonizmu przeciwieństw i przeciwstawne prawa nie negują się wzajemnie
lecz korelują i uzupełniają.
Każde prawo posiada prawo doń przeciwstawne.
Przeciwieństwem prawa istnienia jest prawo nieistnienia, przeciwieństwem prawa
przyczynowości jest prawo przypadku i dowolności, przeciwieństwem prawa
determinizmu jest prawo indeterminizmu, prawu korelacji przeciwieństw
przeciwstawia się prawo ich samoistności i wzajemnej negacji. Harmonia i
porządek egzystują na tle chaosu i nieuporządkowania. TNR dokonuje tylko jakby
„połączenia” tych przeciwstawnych praw w jedno ostateczne i
konieczne „prawo komplementarności I KORELACJI przeciwieństw”,
które właściwie jest prawem istnienia. Aby prawo było prawem, czyli aby było
realne, musi wyznaczać bezprawie, czyli naruszanie prawa. Każda prawidłowość
wyznacza nieprawidłowość i te przeciwstawne prawa nie wykluczają się wzajemnie,
lecz dopełniają się i obowiązują jednocześnie.
Dotychczas sądzono, że przeciwstawne prawa
wykluczają się. A więc, np. że obowiązywanie prawa istnienia wyklucza
obowiązywanie prawa nieistnienia. TNR zwraca jednak uwagę iż takie postawienie
sprawy w gruncie rzeczy oznacza, iż prawo istnienia nie mogłoby obowiązywać,
gdyby nie nieobowiązywanie prawa nieistnienia. Co to jednak znaczy, kiedy
mówimy, że prawo nieistnienia nie obowiązuje? Przecież nie to, że prawo
nieistnienia nie istnieje (bo jeśli nie istnieje, to o czym byśmy mówili?). A
przecież obowiązywanie to sposób istnienia prawa. Prawo istnieje obowiązując. Jeśli
nieobowiązywanie prawa nieistnienia jest warunkiem obowiązywania prawa
istnienia, to musiałoby to oznaczać, że nieistniejące prawo jest warunkiem
możliwości prawa istniejącego. To byłby oczywisty absurd. Owego absurdu można
uniknąć tylko gdy się przyjmie, że prawo nieistnienia obowiązuje (każde
załamanie się równowagi względnej i zejście tego bytu w niebyt jest dowodem
obowiązywania tego prawa), obowiązuje jednocześnie z prawem istnienia. Tak więc
wg TNR absurdalną ideę wykluczania się praw przeciwstawnych należy zastąpić
ideą komplementarnego współistnienia praw przeciwstawnych. Oznacza to, że prawo
nieistnienia wspiera prawo istnienia, afirmuje, je, umożliwia jego
obowiązywanie.
Racją każdej prawidłowości przyrody jest jej FUNKCJA
i każda forma zawsze podąża za nią. Natura ma jakiś potencjalny „stan
doskonały”, naturalną doskonałą istotę rzeczy, do której dąży. Prawa
natury są narzędziami formy i funkcji, które wyznaczają kierunek zmian przyrody
i poszczególnego bytu. Ale tak jak forma bytu nigdy nie równa się z jego treścią, tak też nie ma w dziedzinie
bytu materialnego idealnych praw przyrody. Nigdy nie są one samowystarczalne,
nie są uniwersalne, lecz związane są relacją nieantagonizmu z przeciwstawnymi
sobie zasadami i prawami. Dlatego jak najbardziej realne są obszary bezprawia,
nieuporządkowania i dowolności. Dlatego prawo istnienia i wszelkie z niego
wynikające zasady i reguły w obszarze przyrody martwej i ożywionej nie są
uniwersalne, lecz muszą być uzupełniane prawidłowościami przeciwstawnymi umożliwiającymi
dostosowywanie się, ewolucję i rozwój. Tylko w obszarze realności niebytu
istnienie jest jednością idealnej funkcji i idealnej formy jednorodnych swych
elementów. Jedynie w niebycie prawa obowiązują uniwersalnie, panuje tam
porządek idealny i nie ma żadnych obszarów bezprawia. Jest tam tylko jedna
forma, nie ma tam przeciwstawnych praw i przeciwieństwem tej formy jest dopiero
byt i materia.
Głównym prawem rzeczywistości jest PRAWO ISTNIENIA
(zasada zachowania równowagi względnej i komplementarności przeciwieństw).
Prawo to wymaga by przeciwieństwo było dopełniane przez przeciwieństwo.
Ponieważ prawo to odnosi się również do samego siebie, to obowiązywanie jednego
z przeciwstawnych praw jest przeciwstawione obowiązywaniu innego. Zasada niesprzeczności
jest jak najbardziej zachowana, gdyż przeciwstawne sobie prawa są po prostu
wyrazem innej, przeciwnej funkcji i dotyczą innych przedmiotów.
Zdaniem TNR każde prawo wyznacza bezprawie, każda
prawidłowość wyznacza nieprawidłowość i te przeciwstawne prawa nie wykluczają
się wzajemnie lecz obowiązują jednocześnie (choć nie w tym samym zakresie).
Każde prawo musi posiadać ograniczenie i obowiązuje tylko wobec bezprawia.
Logika jest wszechogarniająca. Rzeczywistość jest
zgodna z zasadą niesprzeczności, chociaż w jej obrębie jednocześnie obowiązują
„prawa przeciwstawne”, gdyż nie negują się one lecz korelują,
uzupełniają i współpracują, nie wykluczają się, ani nie są sprzeczne wzajemnie.
Są tylko przeciwstawnymi możliwościami. Są rozkładem gęstości prawdopodobieństwa.
Prawdopodobieństwo bardziej sprzyjające funkcji danego jestestwa, bardziej
przydatne powinnościom w końcu zawsze zwycięża.
Przeciwnicy TNR pytają: „Gdzie obowiązuje
prawo 2+2¹4?”
Otóż jest chyba oczywiste, że prawo 2+2¹4 obowiązuje poza prawem mówiącym, że 2+2=4! Ono
obowiązuje po naruszeniu tego prawa. Jak widać związek praw przeciwstawnych
jest relacją dynamiczną. Obszary rządzone prawem zmagają się z obszarami
bezprawia. Jednak nie są to żadne zmagania antagonistów. Wprost przeciwnie. Tak
jak prawo wyznacza granicę bezprawiu, tak bezprawie wyznacza granice prawu. A
to oznacza, że przeciwieństwa wspierają się wzajemnie we własnym istnieniu.
Przeciwnicy TNR naiwnie sądzą, że 2+2=4 i nie ma innej możliwości (To znaczy,
że nie ma możliwości by 2+2¹4).
TNR pyta jednak: czy to, że prawo 2+2=4 obowiązuje, nie jest możliwe tylko
dlatego, że jest inna możliwość?
Trywialną uwagą będzie gdy stwierdzę, że zwrot „nie ma innej
możliwości” oznacza, że inna możliwość „nie istnieje” i tylko
dlatego, że inna możliwość „nie istnieje” może istnieć ta możliwość
(A więc, że prawo 2+2=4 obowiązuje tylko dlatego, że prawo 2+2¹4
nie obowiązuje). Nietrywialnym odkryciem będzie jednak gdy TNR wskaże tutaj na
fakt, że owo lekceważone i pomijane tzw. „nieistnienie” przeciwstawnej
możliwości, jest właśnie pozytywnym, afirmującym warunkiem możliwości tejże
możliwości. A jeśli jest warunkiem
możliwości, to znaczy, że jest ! To zaś oznacza, że to, co nazywamy
nieistnieniem 2+2¹4
jest tak naprawdę istnieniem 2+2¹4.
I to istnieniem afirmującym 2+2=4! Gdyby istnienie 2+2¹4 było negacją 2+2=4, nie
byłoby ani 2+2=4, ani 2+2¹4.
Nie rozumielibyśmy co to jest prawo istnienia,
gdybyśmy nie wiedzieli, co to jest prawo nieistnienia. Nie wiedzielibyśmy co
znaczy 2+2=4 gdybyśmy nie wiedzieli co znaczy 2+2¹4. Ten mentalny związek praw przeciwstawnych, wg
TNR, jest związkiem rzeczywistym.
Wynika stąd, że przeciwieństwo danego prawa musi
obowiązywać na sąsiednim obszarze danej funkcji, aby dane prawo mogło
obowiązywać na swoim obszarze swojej funkcji (nie rozchodzi się tutaj o
„obszar” w znaczeniu przestrzennym, lecz w znaczeniu funkcjonalnym
– funkcja i dysfunkcja wzajemnie się ograniczają i kontrolują). Wynika
stąd również, że w obszarze materialnej rzeczywistości (a innej nie ma)
jednocześnie obowiązują prawa przeciwstawne, ale mimo to (albo raczej właśnie
dlatego) ta rzeczywistość jest zgodna z zasadą sprzeczności.
Światem rządzą prawa, czyli istnieją jakieś proste
wzory opisujące te prawidłowości przyrody. Dotychczas obowiązujące opisy są niekompletne
i wobec tego częściowo lub całkowicie błędne. Kuhn dowodził, że zmiany
paradygmatów na których oparta jest wiedza są nieuniknione, potrzebne i
konieczne, dopóki królujące teorie są niezupełne. A niezupełne są przecież
zawsze. Feynman pisze wręcz: „W fizyce teoretycznej trzeba to uznać
za regułę: niezależnie od tego, co facet wymyśli, prawie zawsze jest to
nieprawdą. Dlatego w historii fizyki było 5 czy 10 teorii, które okazały się
prawdziwe. Tych właśnie poszukujemy. Nie oznacza to, że wszystko jest fałszywe.
Mamy jedynie każdą rzecz sprawdzać.”
Jak widać, fałszywe prawa są we współczesnej nauce
jedynym sposobem dotarcia do praw obowiązujących. Prawa i zasady to naturalne
prawidłowości rządzące światem, ODKRYWANE przez człowieka, a twierdzenia to
PRODUKT człowieka: założenia i hipotezy. Rozpoznanie fałszu jest krokiem w
kierunku prawdy. Fałsz prowadzi do prawdy. Oznacza to, że przeciwieństwo
prawdy afirmuje prawdę. Nie jest tak, że sfalsyfikowane twierdzenia fizyków są
nic nie wartymi śmieciami, o których należy zapomnieć. Jeśli fizyk chce dotrzeć
do prawdy musi znać błędy swych poprzedników. A więc wiedza fałszywa jest
koniecznym warunkiem możliwości wiedzy prawdziwej. Mało tego, fizycy właśnie o
tyle więcej wiedzą od swych poprzedników, o ile więcej wiedzą o wiedzy
fałszywej. A więc wiemy czym jest świat dlatego, że wiemy czym nie jest. Nie
jest więc przypadkiem, że nieodzowną składową wykształcenia współczesnego
naukowca jest wiedza o obalonych teoriach. Nie jest przypadkiem, że przyrost
prawdziwej wiedzy o świecie jest związany wprost proporcjonalnie z przyrostem
wiedzy fałszywej. To nie jest przypadek ale skutek obowiązywania prawa
komplementarności przeciwieństw!
Wywód powyższy jest jednocześnie kardynalnym
argumentem przeciw bzdurnemu i arbitralnemu podziałowi wiedzy na
„naukową” i nie odpowiadającą „standardom naukowym”,
podziałowi stosowanemu nadal przez „możnych” świata nauki, mimo
wielu smutnych doświadczeń. Idee takiego czy innego tekstu niekoniecznie muszą
być przecież poprawne z „naukowego” punktu widzenia, aby czyniły
zadość potrzebie szukania „prawdy”, np. zadając dziecinnie naiwne
pytania (na które „nauka” nie zna odpowiedzi).
Richard P. Feynman wspomina: „Jeśli w
jakimkolwiek stopniu pojmujecie złożoność przyrody i ewolucji życia na Ziemi,
to możecie zdać sobie sprawę z niezmiernej rozmaitości form, jakie życie
potrafi przybierać”. Czy
niesłychana złożoność przyrody i niezmierna rozmaitość form rzeczywistości
byłaby możliwa bez konieczności prawidłowości korelacji przeciwieństw? Nie, bez
istnienia przeciwieństw i przeciwstawnych praw, złożoność i ewolucja przyrody,
czyli jej rozwój nie byłby możliwy. Tylko fakt, że światem rządzą symetria
powiązana z nieskończenie urozmaiconą asymetrią, umożliwia tą „niezmierną
rozmaitość form”.
Świat istnieje i widzimy to gołym okiem. Gołym okiem
widzimy też i doświadczamy na każdym kroku przeciwieństwo istnienia,
nieistnienie: śmierć człowieka, psa czy miasta, wybuch czy wypalenie się i
zapadanie gwiazdy, czyli wchłonięcie bytu przez niebyt. NIEISTNIENIE
ISTNIEJE, bo przynależy do rzeczywistości (vide moja definicja
rzeczywistości – 1.4. „klasyczna definicja bytu wg TNR”),
dotyczy i jest doświadczane przez uwarunkowane, czyli aktywne byty, natomiast
nie dotyczy ABSOLUTNEGO, niczym nie uwarunkowanego niebytu. Niebyt nie ma innej
alternatywy (być albo nie-być), poza byciem BYTU aktywnego.
ISTNIENIE, niezależne całkowicie od próżności i
pychy człowieka tzn. od wszelkiego rodzaju prób uzależnienia go od myśli i
percepcji człowieka, narzuca przyrodzie wszystkie prawidłowości, bo warunkuje
swoje dwie formy: bierną i czynną, ogólną i indywidualną, konkretną aktywną
siłę, od jej zaniku w SYMETRII (doskonałym zrównoważeniu), czyli bezruchu i
bierności. Z PRAWA ISTNIENIA wypływają wszystkie inne zasady i prawidłowości,
poprzez warunkowanie i rozróżnianie, dzielenie wszystkich jestestw (na bierne i
aktywne).
Równowaga idealna (doskonała) – równowaga
względna wypływająca z korelacji przeciwieństw – prawo istnienia i
komplementarność przeciwieństw – nieantagonistyczny sposób bycia
przeciwieństw – oto prosty i przybliżony do zupełności wzór prawidłowości
przyrody. Z tego wzoru wypływają wszystkie następne tysiące czy miliony praw,
zasad, reguł, zgodnie z którymi istnieje i rozwija się rzeczywistość. Ten prosty
schemat praw jest oczywiście uzupełniony schematem przeciwstawnym, który
zresztą wynika ze wzoru bazowego, a więc zasady, że każdemu prawu towarzyszy i
ogranicza go prawo przeciwstawne. Obowiązuje tu również równowaga względna
przeciwieństw, a więc możliwość, że „prawo” może stracić swą moc na
rzecz bezprawia, czy też na rzecz „prawa przeciwstawnego”.
Co to jest prawo natury? Jakim cudem
„działa”? Przecież nie jest to władztwo jakiegoś
„prawodawcy”, bo prawodawcą jest natura. Nie jest to również jakaś
specyficzna materialna „siła” fizyczna, nie są to żadne cząstki
elementarne przenoszące rozkazy poszczególnej materii. Czym zatem są
„prawidłowości przyrody”, biologiczne, genetyczne, rozwojowe,
mechaniczne itp. i dlaczego są prawidłami, regułami, zasadami? Co zmusza
przyrodę, tak ożywioną, jak i nieożywioną, do podporządkowania się swoim
prawidłowościom? Otóż prawa natury rządzą światem gdyż dysponują SANKCJAMI. A
sankcje te, to po prostu przeciwstawne, (nie koniecznie błędne) zasady,
powodujące (nie koniecznie gorsze lub słabsze) inne funkcjonowanie przedmiotu
czy układu, (nie koniecznie jakieś jego dewiacje, mutacje czy degeneracje), a w
ostateczności (wcale niekoniecznie) rozkład i ZEJŚCIE obiektu w niebyt. A więc
jednak PRAWA NATURY są „siłą fizyczną”. Co to za siła? Skąd ona
pochodzi? Prawa natury są emanacją sił fizycznych egzystujących w przyrodzie.
Przyroda dąży do rozwoju, wszystko, co istnieje chce być lepsze, prawidłowości
wyznaczają „drogę” do idealnej formy spełniającej idealną funkcję,
a co wyradza się lub degeneruje, co z tej drogi schodzi, schodzi ze sceny
konkretnego i aktywnego bytu. Prawa natury są logicznymi ustaleniami porządku,
stale powtarzającymi się zależnościami cech i zdarzeń, ilościowo i jakościowo
zmierzających ku lepszemu. A więc prawa przyrody tworzone przez przyrodę i dla
przyrody są jak najbardziej logiczne i konieczne. A więc są szczytem hierarchii
sił fizycznych zmuszającą do takiego a nie innego uporządkowania innych sił
fizycznych.
Bipolarne prawa natury są siłami fizycznymi. Co to są
za siły? Skąd te siły mogą pochodzić? Przecież nie są to żadne siły
„przyłożone”, ani nie są to żadne siły „nie z tego
świata”. Czyli po prostu są to siły wynikające z wewnętrznej struktury
istoty bytu, czyli siły wynikające z różnicy równowagi względnej aktywnych sił
bytu. Wewnętrzne siły fizyczne bytu ustanawiają zewnętrzne prawa natury i ich
sankcje.
WODA w strumieniach, rzekach i wszędzie i (prawie)
zawsze płynie w dół. Niewątpliwie wynika to z prawa natury, czyli ze struktury
istoty wody i jej środowiska, czyli ze struktury bytu bezpośrednio wyższego
poziomu. Ale woda płynie z góry, a więc musiała się na górze znaleźć i wobec
tego musimy tu zauważyć, że bywają naturalne lub sztucznie tworzone przypadki,
że woda zanim płynie w dół, najpierw musiała zostać wepchnięta w górę. Skąd
woda tryska ze źródeł wysoko w górach? Bo struktura wewnętrzna wody i bytu
bezpośrednio wyższego poziomu tę wodę w górę wepchnęły. Działa tu moim zdaniem
prawo natury i siła fizyczna (prawo ciążenia, grawitacja, równowaga względna
przeciwieństw), że woda płynie w dół, ale i działa przeciwstawne prawo natury,
że w takich i takich warunkach woda płynie (i np. paruje) w górę
Twierdzenie, często spotykane, iż „prawo
przyrody” to pojęcie „puste”, zaprzeczanie mu lub wyznaczanie
prawodawcy z innego poziomu rzeczywistości bo z poziomu transcendencji, jest
błędem sztuki myślenia, lub nieuprawnionym ułatwianiem sobie życia, uchylaniem
się od naiwnych, ale fundamentalnych pytań i akceptowaniem NIE ROZUMIENIA
świata. „Prawa natury” to niewątpliwie ważna sprawa i proszę mi
wybaczyć, że pozwolę sobie na przytoczenie dosyć długiego cytatu na ten temat z
„Oksfordzkiego słownika filozoficznego” Simon Blackburn’a.
Pod hasłem „prawa
przyrody” czytamy: „(ang. laws of nature) Jedno z
najsilniej kwestionowanych pojęć w filozofii nauki. Sugeruje bowiem, że mamy do
czynienia z jakimś nakazem albo zarządzeniem prawodawcy; faktycznie dla
większości myślicieli – przynajmniej do końca XVIII w. – odkrycie
praw przyrody oznaczało odkrycie tego, jaki rozwój zdarzeń zarządził Bóg. Bez
takiego wsparcia pojęcie „praw przyrody” wydawać się może puste, a
koncepcja przyrody, która wówczas pozostaje, daje się bez reszty opisać w
terminach następowania po sobie różnych zdarzeń, tylko przypadkiem tworzących
pewne wzory czy regularności. Sekwencje, w które zdarzenia się układają, są
niczym kule w korytku pod bębnem maszyny losującej w toto-lotku. My sami
tymczasem przyglądając się regularnościom, wybieramy niektóre z nich, bo
uważamy, że możemy na nich polegać i traktujemy je jako ustalone już przesłanki
naszego przewidywania i działania. Oto czym są prawa przyrody ! Właśnie w tym
tkwiła siła podejścia Hume’a. Toteż powstał program polegający na
wskazaniu, które regularności są „prawdopodobne” czy które nadają
się do pełnienia roli praw. Sugerowano różne rzeczy, np. że mają być
uniwersalne, że mają być proste, że powinny być takie by ich opisy zawierały
właściwy rodzaj słownictwa,, że powinny pasować do innych naszych przekonań w
ten lub inny sposób. Realista w kwestii praw natury będzie się jednak upierał,
że żadne z wyżej wymienionych podejść nie powinno nas satysfakcjonować.
Potrzeba nam – powie – solidniejszej, silniejszej koncepcji praw
przyrody, jako czegoś, co rzeczywiście przynależy światu. Chodzi więc o rodzaj
lepiszcza lub kaftana bezpieczeństwa, zapewniającego, że obserwowany przez nas
bieg zdarzeń w przyrodzie nie tylko wygląda tak, jak go widzimy, ale że musi
tak wyglądać. Problem realisty polega na określeniu, co to znaczy, że musi.
Wydaje się, że wykracza to poza doświadczenie, metody nauk przyrodniczych
nadają się bowiem tylko do tego, żeby pokazywać, jakimi rzeczy czy zdarzenia
są, nie zaś do tego, żeby pokazywać, jakimi być muszą, ani też dlaczego muszą
być takie, jaki je widzimy.”
Cytat ten pokazuje wyraźnie stan wiedzy naukowej na
temat „praw przyrody” i problemy z nim związane. Pokazuje też
wyraźnie bezsens twierdzenia naukowców o braku zachowania standardów naukowych
przez TNR i w ten sposób prób usiłowania dyskredytowania TNR. Z tego cytatu z
Blackburna (Oxford University Press 1994, a więc bardzo „świeży”,
ostatni stan wiedzy) wynika, że tzw. „nauka” nie posiada żadnej
rozsądnej koncepcji „prawa natury”, ale gdy go otrzymuje od
myśliciela z poza „towarzystwa”, opis zaspakajający wszystkie
wysuwane wymogi (jest prosty, zawiera właściwy rodzaj słownictwa, jest
kompletny), to go etykietuje (cenzuruje) jako „nienaukowy” i
odrzuca bez dyskusji i pardonu (a w ten sposób, uniemożliwia lub mocno utrudnia
opublikowanie TNR).
Obowiązkiem człowieka, a szczególnie człowieka
dążącego do zdobycia wiedzy i uprawiającego filozofię jest ODKRYWANIE ŚWIATA
czyli prawidłowości nim rządzących. Wittgenstein i kierunek pozytywizmu
logicznego, który skierował filozofię w kierunku badania języka i jego związków
z logiką i matematyką, a odmawiał znaczenia odkrywaniu praw przyrody, moim
zdaniem, wykoślawił filozofię. Zadaniem filozofii jest oczywiście odkrywanie
świata a nie tylko wykrywanie błędów jego opisu. Ostateczna teza głównego
dzieła Wittgensteina „Tractatus”, by zawarte w tym dziele wszystkie
zdania uznawać za bezsensowne, mówi sama za siebie. To chyba powtórzenie
paradoksu głoszonego przez mędrca kreteńskiego: „wszystko co mówią kretyńczycy to kłamstwo”, a więc,
gdy jego twierdzenie jest kłamstwem, to wszystko co mówią kretenczycy
(mieszkańcy Krety) jest prawdą. A więc, nawet poważni ludzie bawią się w gry
językowe, a przecież w rzeczywistości idzie o ciągłe zdobywanie wiedzy
osiąganej przez filozofowanie lub ODKRYWANIE świata prowadzące do jego
zrozumienia. I jeśli pojęcie praw przyrody uznamy za „puste” a ich
istotę za dającą się opisać w kategoriach tylko „następstwa
zdarzeń”, czyli w kategoriach przyczynowości przypadkowo tworzących
jakieś regularności, to bystry obserwator natychmiast zauważy sprzeczność w
takim traktowaniu problemu, bo dziwna by to była przyczynowość zależna od
przypadkowo tworzących się prawidłowości. Zresztą w kwestii praw przyrody nie
rozchodzi się tylko o determinizm przyczyny i skutku, ale również o inne modele
prawidłowości określonych zmian funkcjonalnych czy strukturalnych, dotychczas
nie odkrytych, a do zrozumienia których idee TNR znacznie się przybliżają.
Naturą aktywnej siły jest występowanie tylko parami.
Sile aby była aktywną siłą musi towarzyszyć druga siła, przeciwieństwo (siła
przeciwstawna). Materialna, a więc aktywna siła bez oporu nie istnieje. W miarę
zaniku oporu, przestaje być aktywną siłą, zanika, traci swą aktywność by
wreszcie – jako zero – zostać idealnie zrównoważona i wrócić do
niebytu. Wartość aktywnej siły zależna jest od wartości siły przeciwstawnej.
Siła wzrasta tylko w miarę wzrostu
siły przeciwstawnej.
A więc tożsamość i układ istotnych cech (istota)
bytu wyznaczane są przez dwie przeciwstawne (ale nieantagonistyczne) siły, dwa
przeciwieństwa. Przeciwstawne siły nie mogą być jednak idealnie równe ze sobą,
bo w takim wypadku, byłyby jedną idealnie zrównoważoną, czyli abstrakcyjną
idealną i wobec tego bierną siłą. Siła idealna, idealnie zrównoważona: 1-1=0,
jest NIEBYTEM. Byt, ciało, zachowuje swą strukturę dzięki nie-zrównoważeniu.
Równowaga względna, asymetria układu, tworzy aktywną siłę, dzięki której ciało
trwa i porusza (zmienia) się, ale nigdy ani nie „jest albo w stanie
spoczynku albo porusza się ruchem jednostajnym i prostoliniowym” –
(nie rozumiem jak Newton i Mach mogli ustalić te aksjomaty i twierdzenia, a
następnie wyciągali te błędne wnioski, łatwe chyba do obalenia chociażby
sposobem „reductio ad absurdum”). BYCIE, ruch i zmiana zależna jest
od wewnętrznej równowagi względnej przeciwieństw i dopiero potem również od
warunków zewnętrznych tego bytu, czyli od równowagi względnej bytu wyższego
poziomu. Ruch i zmiana jest nie tylko relacją w stosunku do innych ciał, czyli
skutkiem „siły przyłożonej”, ale jest wewnętrzną własnością każdego
ciała.
Jeśli więc prawdą jest, że bycie każdego ciała, jego
struktura ruch i zmiana jest wynikiem działania przeciwstawnych sił w
równowadze względnej, to prawdą jest, że wszystko
co jest ma swoje przeciwieństwo. Jeśli prawdą jest, że siła wewnętrzna
wynikająca z równowagi względnej przeciwieństw oddziałuje na zewnątrz, to
prawdą jest, że to samo dzieje się we wszelkich bytach zewnętrznych, czyli że
wszędzie działa równowaga względna przeciwstawnych sił, czyli wszystko co jest
ma swoje przeciwieństwo.
Przeciwieństwa
są wzajemnym ograniczeniem. Jakiekolwiek „coś” nie posiadające
przeciwieństwa, czyli ograniczenia, przeradzałoby się w nieskończoność i
uniemożliwiałoby indywiduację i zróżnicowanie. Byt bez ograniczenia przestałby
być bytem zgodnym z definicją, zatraciłby granice i przestałby być całością,
treścią, materią i ciałem. Coś może istnieć tylko wobec innego czegoś. Gdyby
owo coś stało się nieograniczone, a więc
nieskończone, przestałoby być realnym bytem, i stało się idealnym niebytem.
Przeciwieństwa są wzajemnym ograniczeniem. Jakiekolwiek
„coś” nie posiadające przeciwieństwa, czyli ograniczenia,
przeradzałoby się w nieskończoność i uniemożliwiałoby indywiduację i
zróżnicowanie. Byt bez ograniczenia przestałby być bytem zgodnym z definicją,
zatraciłby granice i przestałby być całością, treścią, materią i ciałem. Coś
może istnieć tylko wobec innego czegoś. Gdyby owo coś stało się nieograniczone,
a więc nieskończone, przestałoby być realnym bytem, i stało się idealnym
niebytem.
Na zakończenie powtórzę głęboką prawdę Brechta wypowiedzianą
gdzieś w jego dramatach, nie przeczuwając nawet chyba, dlaczego tak jest: „PORZĄDEK
JEST TYLKO TAM, GDZIE NIC NIE MA”. I faktycznie, świat wygląda na
jeden wielki CHAOS. Świat nauki i filozofii silnie kwestionując pojęcie praw
przyrody skłania się do teorii chaosu, lub szuka „demiurga”, który
ten chaos nakazami prawodawcy zmienia w KOSMOS, w harmonijnie uporządkowany
Wszechświat. Chaos i kosmos to przeciwieństwa badane już przez starożytnych
filozofów greckich i do dzisiaj nie zbadane i nie pogodzone ze sobą. Dopiero
TNR wprowadzając swoją tezę o podległości bytu i niebytu, a również praw
rządzących przyrodą, przeciwieństwom, naszym zdaniem, wskazuje drogi jakimi
przebiegają zdarzenia w przyrodzie. Świat jest dwoisty i obowiązują zawsze i
jednocześnie dwa przeciwstawne prawa i to sprawia wrażenie chaosu, zdarzenia są
niby zdeterminowane, ale zawsze nieprzewidywalne. A w ostatecznym rezultacie
powstaje „efekt motyla”, wszędzie się zdarzający, a nie tylko w
atmosferze ziemskiej.
Takie są, zdaniem TNR, konkluzje prawidłowości
przyrody.
Kemeny, John
G. (1967) Nauka w oczach Filozofa, Państwowe Wydawnictwo Naukowe,
Warszawa, s.66