Rozdział XII

TNR A FIZYKA WSPÓŁCZESNA.

Zacznę od tego, że będąc autorem całego tekstu, jestem świadom jego niedopracowania i jedynie szkicowego charakteru. Nie może być jednak inaczej w przypadku tak odważnego zadania. Proszę więc odczytywać ten opis jako przede wszystkim inspirację dla myśli o budowie i rozwoju rzeczywistości i wezwanie do ponownego przemyślenia kwestii zasadniczych, nazbyt łatwo i powierzchownie rozstrzygniętych przez filozofię i naukę tradycyjną.

TEORIA NIEANTAGONISTYCZNEGO ROZWOJU (TNR) jest opisem „rozwoju” rzeczywistości (Wszechświata) i wobec tego musi opierać się w dużym stopniu na aktualnej wiedzy nauk szczegółowych, czyli na FIZYCE, kosmologii, kosmogonii itp. i na filozofii tych nauk. Ja, jak już pisałem jestem amatorem i samoukiem, moja wiedza na te tematy, jest bardzo niepełna.


12.1. Empiria i język matematyki.

Wszystkie wyżej wymienione nauki i publikacje naukowe i popularno naukowe, są oparte i powołują się na MATEMATYKĘ. Powtórzmy więc krótko co o niej wiemy. Matematyka otoczona jest mitem „królowej” i pierwszej z nauk, a tymczasem jest tylko narzędziem operującym cyframi, liczbami, zbiorami liczb i znaków, czyli SYMBOLAMI, czyli właściwie nie jest nauką (jeśli naukę rozumieć jako konkretną wiedzę o rzeczywistości w której żyjemy, tzn. naukę empiryczną). Matematyka jest instrumentem odkrywania ciągle nowej wiedzy i zagadnień, jest formalną pomocą dla nauk. I tak właśnie jest traktowana (tak jak i logika) na niektórych obszarach np. w Anglii. Matematyka ma powszechne zastosowanie w tworzeniu teorii dotyczących świata i przyczynia się do sukcesów nauk przyrodniczych, co mylnie ma świadczyć na rzecz rzekomej prawdziwości wywodzonych przy jej pomocy teorii np. fizycznych.

A faktycznie słuszność tych teorii nie zależy od rachunku równań i szeregów, lecz od wyborów naukowców przyporządkowujących symbole i liczby do zjawisk empirycznych, od idei i kierunków badań danego rachunku. 2x2=4 jest formalnością, a sedno rzeczy leży w tym, co się kryje pod tymi dwójkami i dlaczego stosujemy mnożenie, a nie np. dodawanie. Matematyka ma charakter formalny, a więc operacje na symbolach są neutralne i nie mówią nic o świecie zewnętrznym. Formuły matematyczne są tautologiami, są „puste”, pozbawione treści faktualnej. Dopiero przyporządkowanie formuły do wycinka przyrody ukazuje taki czy inny obraz rzeczywistości, ale ten fakt nie jest zależny od matematyki, lecz od wyboru i subiektywnej decyzji człowieka, rachmistrza. A więc w rezultacie nie matematyka jest izomorficzna do przyrody (jak chciałoby tego wielu uczonych, np. prof. Michał Heller), lecz przyrodę usiłujemy odwzorować, metodą prób i błędów, do matematyki.

Matematyka jest nie tyle nauką, co uniwersalnym językiem symbolicznym, gwałtownie się rozwijającym. Z tej sytuacji wynikają podziały na różne „obozy”, filozofie, czyli w rezultacie  IDEOLOGIE matematyki.  Wyróżniane są: realizm, platonizm, konstruktywizm, formalizm i konwencjonalizm[129]. Każdy nowy „kierunek” powodował kryzys rozwoju, ale rozwiązywany był nie przez eliminację starej teorii, lecz wchłonięcie nowej. A więc jak z tego wynika NARZĘDZIE, jak to narzędzie, jest tylko instrumentem w „rękach” człowieka i zależne jest całkowicie od jego decyzji. Oczywiście matematykę, tak jak każde inne narzędzie można stale usprawniać, ale usprawnianie nie jest „nauką”. Status matematyki jako najpierwszej i czystej nauki-jako-takiej, jest wobec podziałów i instrumentalizmu, wątpliwy, a to znaczy, że również ogólne teorie fizyki i kosmologii muszą liczyć się z możliwością błędnego wykorzystywania matematyki.

Matematyka to w dużej mierze WIARA w matematykę. Stanisław Krajewski w w swej znakomitej pracy wspomina:„Przyjęcie, że wszystkie bazy są już dane, podobnie jak wszystkie proste w wypadku geometrii, wymaga pewnego aktu wiary. Stąd „teologia”. Ta wiara jest obecnie powszechna wśród matematyków, wpajana od początku studentom, a nawet uczniom w szkołach. Głównym prorokiem tej wiary był Georg Cantor. To on najgłębiej przemyślał pojęcie zbioru i stworzył teorię, która okazała się idealną ramą dla rozwoju matematyki w kierunku coraz większej ogólności i abstrakcji.”[130] Wiara w matematyce to dla TNR poważny problem, bo może być różnie wykorzystywana. Poza tym udowodnione twierdzenie Goedla (patrz rozdz. 11.4.) o niezupełności albo niedowodliwości teorii matematycznych, wbrew wszystkim zastrzeżeniom, też podważają zaufanie do matematyki.

Mimo tych wszystkich mankamentów praktyczne zastosowania matematyki przez wszystkie nauki są jednak olbrzymie i korzyści dla wiedzy z niej wypływające, chyba poza filozofią i metafizyką, są nie do przecenienia.


12.2. Rozwój Wszechświata.

Wyjdę teraz od pytania: czym jest rozwój? Jest wiele teorii, poczynając od Parmenidesa, twierdzących, że żadnego rozwoju i postępu nie ma, że obserwowany przez nas ciągły proces jest tylko wiecznym powrotem do tego samego, że w istnieniu świata i człowieka, nie zachodzi żadna zasadnicza i wartościująco oceniana przemiana, czyli żaden postęp. TNR sprzeciwia się tym teoriom. Powolny i ciągły rozwój Wszechświata jest dla nas faktem niezbitym i oczywistym. Człowieka jednak, mimo ciągle powiększającej się jego wiedzy o Wszechświecie, nie umieszczamy w CENTRUM obrazu, a nawet degradujemy tylko do obserwatora równowagi względnej bytu i niebytu.

A więc przedmiotem poniższych rozważań będzie refleksja filozoficzna i metafizyczna nad ideami fizyki współczesnej, nad powstawaniem, rozwojem i ginięciem bytu i współuczestniczącym w tym procesie niebytem, traktowanym jako przeciwieństwo bytu, ale przez naukę nie akceptowanym.

Rozwój to zmiany zachodzące w jakimś układzie, zgodne z określonymi prawami, w szczególności prowadzące do zróżnicowania i zwiększenia złożoności tego układu lub nawet wynik takich zmian. Rozwój to termin wartościujący (postęp lub regres). TNR ujawnia i stara się udokumentować nowe możliwości spojrzenia na rozwój rzeczywistości, zadaje pytania i usiłuje rozszerzyć wiedzę o nim.

Czym jest byt i bycie? Czym jest niebyt i niebycie (czyli bycie niebytu)? Ciągle zadaję sobie to pytanie. Trudno nam to zaobserwować, doświadczyć bezpośrednio. Musimy więc zdawać się na analogie, intuicje, instynkt, na wnioski z bezpośrednich doświadczeń tego, co jesteśmy w stanie doświadczać, na uczucia i przeczucia, czy nawet na nastroje, jak proponuje to Heiddeger. Nawet byty wykreowane bezpośrednio przez człowieka, nawet dzieła człowieka, zaczynają żyć własnym życiem i nie dopuszczają nas następnie do poznania swojej istoty.

Czym jest byt i niebyt? Według moich definicji wyrażanych w sposób najprostszy, bytem jest Słońce i bytem jest Układ Słoneczny, bytem jest atom i bytem jest elektron, proton, neutron albo każda inna „cząstka elementarna” (subatomowa), z 200 już odkrytych takich cząstek. Jeśli bytem jest elektron czy kwark, to czym jest istota elektronu i kwarku? Fizycy jak do tej pory wcale nie są pewni czy dotarli już do „najmniejszych”, najprostszych „cegiełek materii”. Obecnie uważa się, że „cząstki elementarne” są podstawowymi składnikami materii we Wszechświecie.

Tak określone cele TNR o tyle są godne uwagi, że ostatnimi czasy, w świecie nauki wszem i wobec mówi się iż, ogólnie rzecz biorąc, w kwestiach zasadniczych i niebanalnych, NIC PEWNEGO NIE WIEMY. Wg diagnozy Denisa Sciamy postawionej na sympozjum w 1972 r. w Trieście, ciągle aktualnej, jak dotychczas możemy tylko stwierdzić, że Wszechświat:

1. istnieje,

2. podlega ewolucji,

3. spełnia pewne symetrie,

4. w jego historii istniał stan osobliwy.[131].

TNR akceptuje trzy pierwsze punkty tej diagnozy: istnieje, podlega ewolucji, spełnia pewne symetrie, bo jest względnie zrównoważony, ale TNR nie akceptuje żadnych stanów osobliwych (sprzecznych z prawami fizyki) w materialnej egzystencji świata, chyba, że fizyka i kosmologia chce wybiegać przed tą egzystencję i „naukowo” dowodzić Aktu STWORZENIA świata. Stworzenie świata nie jest oczywiste, bo świat mógł i według TNR rozwinął się samoistnie z niebytu, który nie wymaga stworzenia. Pytaniem bez odpowiedzi, jest co było i jak jest dalej? Czyli faktycznie niewiele wiemy.

Jednak z punktu drugiego i punktu trzeciego tej diagnozy Denisa Sciamy możemy, moim zdaniem, bardzo wiele wydedukować, a mianowicie: jeśli świat podlega ewolucji, czyli materia się zmienia, rusza, ŻYJE, i jeśli nawet ta zmiana jest pozorna i nie jest zmianą, a tylko przemianą, to tak czy owak aby wykonywać te funkcje materia potrzebuje MIEJSCA i ENERGII. Wobec tego MATERIA JEST nie tylko rozciągła, ale i NIECIĄGŁA.

Ewolucja, ruch, zmiana, proces musi odbywać się w swoim uporządkowaniu. Po A musi następować B i C, a nie od razu M, czy od razu Z. Muszą być zachowane pewne symetrie, asymetrie i stopnie. A więc musi być przestrzeń i musi być ona nieskończona we wszelkich wymiarach, bo nie mogą być dwie przestrzenie (wg ostatnich doniesień tzw. „tło” „odzywa się”). Musi być BEZRUCH, by ruch i zmiana mogły nastąpić. Ruch może nastąpić tylko w stosunku do bezruchu. Nie może być ruchu bez przerwy w ruchu, a każda przerwa w ruchu jest bezruchem. Ruch, bez przerwy w ruchu, byłby nieodróżnialny od bezruchu, byłby bezruchem. Świat nie spełniałby wtedy „pewnych symetrii”, jak to określił Sciama, lecz stawałby się symetrią idealną. Aby trwała ewolucja, świat musi produkować energię. Olbrzymie ilości (w ludzkim rozumieniu) ENERGII. Bezruch jej nie produkuje, martwa, nieskończona przestrzeń też jej nie produkuje, wieczne teraz też jej nie produkuje, a więc MATERIA (energia) musi energię produkować na własne potrzeby. I jeśli nawet zaakceptujemy pogląd, że substancji, czyli materii żadnej nie ma, a są tylko jej pola, atrybuty, cechy, własności (jak to może być lansowane: atrybuty bez podmiotu, tego nie rozumiemy, ale przypuśćmy, że tak jest i przyjmijmy taki stan rzeczy) to bez energii się nie obejdziemy. Materia produkuje siłę, która pozwala jej istnieć i ewoluować. W jaki sposób ją produkuje? A no tak, jak to już wielokrotnie opisaliśmy. „Pewne symetrie” Sciamy, a według TNR asymetria jest przyczyną sprawczą powstawania siły, z siły powstaje cząstka, z cząstek powstaje złożoność i PRZECIWIEŃSTWA, z przeciwieństw powstają istoty bytów „dorosłych”, które reprodukują w niebycie i z niebytu, następne siły potrzebne światu do istnienia i ewolucji, które ujawniają się, realizują się, w przerwach ruchu, czyli pomiędzy przyczyną i skutkiem, w interwałach kwantów.

Formy bytów ulegają ustawicznej zmianie, akt ledwo się stanie ulega przetworzeniu w inny akt, równowaga względna przeciwieństw układu nadająca esencję, a co za tym idzie, egzystencję „substancji” ulega przemianie, a więc tożsamość bytu jest zakwestionowana. Jednak tezy Parmenidesa: „byt jest, a niebytu nie ma” TNR nie odwraca, nie twierdzi, że: „bytu nie ma, a niebyt jest”. TNR twierdzi, że jest coś i jest nic, ale TNR znajduje byt w ustawicznym procesie, czyli odmawia mu absolutności. Również filozofię Arystotelesa (względnie jego komentatorów) z jego nieredukowalną i ciągłą substancją, i pominięciem idealnych, ale konkretnych, materialnych sił niebytu: czystej, biernej możności, „materii pierwszej” i doskonałej formy, w procesie tworzenia tej substancji, TNR uważa za co najmniej niewystarczającą.

Pytaniem więc jest, gdzie i jak formuje się substancja, czyli jak powstaje, czy jak powstała i co to jest MATERIA?


12.3. Materia

Dla lepszego zrozumienia sprawy pozwalam sobie podać co znalazłem w słownikach.

W słownikach fizyki hasła „materia” nie znalazłem w ogóle. Natomiast ze słowników filozoficznych mogę przepisać następujące cytaty:

Materia (ang. Matter).To co zajmuje przestrzeń, ma rozmiar i kształt, masę, zdolność ruchu, i spoistość (nieprzenikliwość). Zagadnienie natury materii jest, historycznie biorąc, jednym z największych problemów filozoficznych. Platon i Arystoteles upowszechnili czteroelementowy podział materii (na ziemię, powietrze, wodę i ogień), a zarazem pogląd (którego Arystoteles być może nie podtrzymywał), że każdy taki podział wyodrębnia formy, jakie przyjmuje jedna pierwotna i niezróżnicowana materia, czyli hyle (materia prima). Arystoteles wyróżniał jeszcze piąty rodzaj materii (piąty żywioł), którą umiejscawiał w sferze niebios; uważał, że zbudowane z niej przedmioty nie podlegają żadnym zmianom. Począwszy od XVII w. taka fizyka materii jest wypierana, zastępuje ją klasyczne ujęcie cząsteczkowe (korpuskularyzm), który z kolei przechodzi w klasyczny nowożytny atomizm. W fizyce nowoczesnej ów prosty obraz atomistyczny, operujący z jednej strony pojęciem bezwładnych, masywnych atomów, z drugiej zaś pojęciem sił międzyatomowych, okazał się zupełnie nie do utrzymania. Takie ujęcie cząstek elementarnych, jakie występuje w mechanice kwantowej, zaciera różnicę między materią  a energią oraz między cząstkami a siłami opisującymi ich oddziaływania. Filozoficznie rzecz biorąc, mechanika kwantowa to teoria, która sama w sobie jest dość problematyczna.Hyle – z gr. materia. Tworzywo rzeczy materialnych, które według Arystotelesa potrzebuje formy, aby utworzyć przedmiot.(…) Materia prima (z łac. – materia pierwsza albo pierwotna). Materia pierwotna to nieokreślona, wspólna natura, która potrzebuje specyficznej zasady czy formy określającej jakąkolwiek substancję, która rzeczywiście istnieje. Materia pierwotna tak się ma do specyficznej formy, jak to, co potencjalne, do tego co rzeczywiste. Materia bez formy jest nieopisywalna, ponieważ to forma i tylko ona, wnosi specyficzne różnice, dzięki którym możemy mówić o tej czy innej substancji”.[132]

 Dla jeszcze lepszego zrozumienia sprawy, podam cytat z „Małego Słownika Terminów i Pojęć Filozoficznych” Antoniego Podsiada i Zbigniewa Więckowskiego:

„Materia (łc. Materia od mater + matka). 1. metaf. W tradycji arystotelesowskiej: w przeciwstawieniu do formy – możnościowy element konkretnego bytu, stanowiący podłoże zmian. a) czysta potencjalność; gdy występuje łącznie z formą – podłoże zmian substancjonalnych. b) Materia druga – podłoże zmian przypadłościowych. Materia jest racją wielości, podzielności, potencjalnej poznawalności, rzeczy, zasadą ograniczenia i jednostkowienia. 2. W przeciwstawieniu do ducha: rzecz cielesna, ciało, lub ogół ciał. Materia jako cielesność jest pojęciem o rodowodzie platońskim, w odróżnieniu od arystotelesowskiego rozumienia materii jako racji i podłoża zmian. 3. U I.Kanta: dana doświadczenia zmysłowego, rozpatrywana niezależnie od form apriorycznych narzucanych jej w poznaniu zmysłowym. 4. W ontologii marksistowskiej: kategoria służąca do oznaczania obiektywnej rzeczywistości danej człowiekowi we wrażeniach zmysłowych i odzwierciedlanej, poznawanej dzięki nim (W.I.Lenin).Cechy obiektów materialnych wynikające z relacji poznawczej między nimi a poznającym człowiekiem: obiektywność, niezależność od podmiotu, zdolność wywoływania wrażeń, poznawalność. Ontologiczne składniki materii (pojętej zarówno dystrybutywnie, jak i holistycznie): ruch, przestrzenno-czasowość, dynamizm, prawidłowość (zdeterminowanie). Atrybuty materii: a) niezniszczalność – przy różnych formach pozostaje taka sama jej ilość; b) samoistność – niezależność istnienia od jakichkolwiek innych bytów; c) ruch, d) przestrzenność, czasowość. Materializm dialektyczno – historyczny zakłada, że szczegółowe definicje materii, uwzględniające jej strukturę, podają nauki przyrodnicze. 5. U R Ingardena: najszerzej pojęte jakościowe uposażenie bytu wraz z określeniami ilościowymi. 6. W fizyce: materia korpuskularna (cząstki) i materia polowa (promieniowanie); termin materia w astronomii oraz w fizyce bywa współcześnie rozumiany jako nazwa wspólna dla materii w znaczeniu klasycznym (koinomateria) oraz dla antymaterii.”[133]

Po tych cytatach ze słowników pomimo, że wiemy wiele więcej, musimy dojść do wniosku, że NADAL NIE WIEMY, co to jest materia, skąd się wzięła, czy skąd się bierze, czy i jak się rozwija, powstaje, czy nie powstaje, ginie, czy nie ginie, żyje, czy nie żyje? (Pytanie ostatnie, pytanie o „życie materii” może wydawać się dziwaczne, ale nie jest bezzasadne. W początkach myśli naukowej i filozoficznej istniała koncepcja materii żywej – hilozoizm, twierdząca, że każda materia jest obdarzona życiem). Ostatnie zdanie z hasła „materia” słownika Blackburna („Filozoficznie rzecz biorąc, mechanika kwantowa to teoria, która sama w sobie jest dość problematyczna), oraz sprzeczności w haśle „w ontologii marksistowskiej”, jak również ostatnie zdanie tego hasła (Materializm dialektyczno – historyczny zakłada, że szczegółowe definicje materii, uwzględniające jej strukturę, podają nauki przyrodnicze), utwierdzają w nas niedosyt wiedzy na temat materii. TNR próbuje po swojemu na to pytanie odpowiedzieć całą treścią TNR, gdyż „materię” utożsamiamy z „bytem”.


12.4. Wielki Wybuch.

Fizycy mówią, że najpierw był nieskończonej gęstości punkt i jego „Wielki Wybuch”, po wybuchu była „zupa kwarkowa” i następnie z tej zupy zaczął tworzyć się powoli świat atomów, materia jądrowa i po upływie milionów lat rozszerzania się i stygnięcia tworzyły się proste cząstki elementarne i atomy, powstały złożone molekuły, wreszcie żywe organizmy jednokomórkowe, następnie wielokomórkowe, rośliny, zwierzęta, w końcu homo sapiens, świat myśli, świadomości i samoświadomości – niepełnej samoświadomości, ale zawsze. Na dodatek fizycy twierdzą, że „W żadnym sensie nie można powiedzieć, że cząstki elementarne są >bardziej rzeczywiste< niż, powiedzmy, komórka bakterii, osoba ludzka, czy nawet fakty społeczne”[134] Polkinghorne dodaje, że „jeśli nie są bardziej „rzeczywiste”, to nie są również bardziej podstawowe”. Jeśli tak, jeśli bytami równorzędnymi, bo nie bardziej lub mniej „rzeczywistymi” i „podstawowymi”, są komórka bakterii, osoba ludzka i cząstka elementarna, to TNR musi spytać czym są ich esencje? I trzeba dodać wobec tego, że żaden z tych bytów: bakteria, materia, substancja, człowiek, nie jest zidentyfikowany, a twierdzenia te nie są twierdzeniami fizyków, lecz metafizyków.

Wśród cząstek elementarnych są cząstki mniej lub bardziej podstawowe. Około dwustu takich cząstek jest już wykrytych, ale fizycy spodziewają się, że może ich być tysiące. „Żyją” one krócej lub dłużej, niektóre istnieją niesłychanie krótko (malutkie ułamki sekundy) i zanikają, czyli panuje hierarchia i cząstki mieszają się z próżnią, czyli byt „miesza” się z niebytem. Bo jeśli CZĄSTKI ELEMENTARNE (coś najbardziej pierwotnego) powstają, „żyją” i giną, to muszą powstawać z niebytu i w niebyt się obracać. Żyjące cząstki elementarne łączą się między sobą w coraz „silniejsze”, bardziej złożone układy i systemy, by wreszcie wyłaniać z siebie RZEKOMO NIEZNISZCZALNĄ MATERIĘ. A więc materia „żyje” krócej lub dłużej, ale przeważnie niesłychanie krótko, ale uczeni i filozofowie pomimo tego przypisują jej atrybut niezniszczalności. Wynika z tego wniosek o istnieniu materii zniszczalnej i niezniszczalnej. Jak fizycy godzą te różne teorie, których jest bardzo wiele i często sprzecznych ze sobą, tego nie wiadomo. Z tego co wiemy, olbrzymia większość, prawie wszyscy zgadzają się ciągle, że byt nie może powstać z niebytu, niebytu (próżni absolutnej) nie ma, a materia jest niezniszczalna, czyli obowiązuje prawo zachowania materii lub energii lub ładunku. Dlaczego w to najbardziej zasadnicze prawo fizyczne wierzą i jak je uzasadniają, tego na razie nie znaleźliśmy w posiadanych materiałach, a jest to kwestia ciekawa, bo przecież jednocześnie mówią o powstawaniu i ginięciu materii, chociażby w teorii anihilacji. Niektórzy, jak np. Fred Gold, twórca teorii Wszechświata Stanu Stacjonarnego śmiał się wręcz: „Jeżeli wierzy się, że materia powstała z niczego raz jeden w przeszłości, dlaczego nie można wierzyć, że pojawia się ona nieustannie, stopniowo. Czy łatwiej jest przyjąć jeden wielki cud czy dużo małych cudów ?[135]

Zjawia się cząstka najbardziej elementarna. Skąd się zjawia, nie wiadomo, ale się zjawia, a więc przybyło materii. Powstają nawet całe nowe galaktyki. Świat materialny się rozszerza. Fizycy nie wyjaśniają tych sprzeczności i kultywują twardo prawo zachowania „energii”, a jednocześnie nie wiedzą co to jest ta energia (siła).

Michał Tempczyk pisze:„Przede wszystkim cząstki elementarne nie są dobrze zlokalizowane. Obraz mikroobiektów proponowany przez kwantową teorię pola różni się bardzo od klasycznego pojęcia ciała fizycznego, które było modelem ontologii widzącej substancję w bytach indywidualnych. Cząstka to właściwie rozmyty proces, złożony z pewnego jądra, otoczonego chmurą cząstek wirtualnych, nieustannie pojawiających się i znikających. Jądra tego nie można uznać za właściwy obiekt, ponieważ nie istnieje ono nigdy samo i nie może być obserwowane bez wirtualnego otoczenia. Również kwarki trudno uznać za substancje. Wygłaszając to twierdzenie musimy pamiętać, że poszukujemy samodzielnych i absolutnych elementów istnienia fizycznego. (…) Kwarki otoczone są przez chmury wirtualnych cząstek i par cząstka- antycząstka. Chmury te zmieniają własności kwarków walencyjnych i powodują ich rozmycie. Nie ma istotnej jakościowej różnicy pomiędzy taką chmurą a otaczającym ją pustym obszarem. Ginie w ten sposób atomistyczne przeciwstawienie atomów i próżni. Próżnia była uznawana za niebyt i włączenie jej do atomistycznego obrazu świata jako istotnego elementu spowodowało protesty filozofów.” (Podkreślenia M.Tempczyka). [136]

W/w cytaty ilustrują znakomicie tezę TNR o względności tożsamości bytu i zasadniczej roli próżni w kreacji materii. Wspomniane „Protesty filozofów” są niepoważne jeśli uświadomimy sobie fakt, że atom „składa” się w 99,99 % z próżni.

Tymczasem nadal trwa rozwój złożoności i różnorodności materii, nazywany często „emergencją”, aż z cząstek elementarnych powstają tak złożone byty, jak gwiazdy i galaktyki i człowiek.

Czy ta emergencja, ten jak na dłoni widoczny rozwój, ROZWÓJ ZŁOŻONOŚCI bytów nie idzie równocześnie w drugim kierunku, tzn. od galaktyki i świadomości homo sapiens z powrotem do elektronu, kwarku i cząstek elementarnych nie zawierających masy jak np. grawitonów i fotonów, leptonów i hadronów? Oczywiście, że tak, byt rodzi się i byt zamiera, byty coraz bardziej skomplikowane i coraz bardziej złożone „składają się” i „rozkładają się” na coraz bardziej elementarne „części” i wreszcie giną.

A co było przed „zupą kwarkową”, jaki układ przeciwieństw kształtuje się w istocie kwarku, elektronu, gluonu, protonu, neutronu itd. czyli cząstek subatomowych i ich sposobów zachowania się, czyli fal i strun? Czytam, że fizycy odkrywają cząstki nie zawierające jakiejkolwiek masy (materii) ale zawierające i przesyłające NAPIĘCIE. A czym jest napięcie? Jeszcze nie jest przecież bytem, a już jest jakąś siłą, a każda siła, również doskonała, idealna, jest siłą materialną. I każda siła zawiera materialne NAPIĘCIE!

Obowiązująca klasyczna teoria powstania Wszechświata to teoria WIELKIEGO WYBUCHU oparta na ogólnej teorii względności Einsteina. Jest to teoria naukowa, fizyczna, ale przecież teoria o cudzie, bo o „osobliwości”, którą był punkt nieskończonej gęstości materii i „nieskończona krzywizna czasoprzestrzeni”, w których „załamały się wszystkie prawa fizyki”. Punkt ten o „patologicznych” własnościach eksplodował w wielkim wybuchu. Był to CUD, nazywany przez fizyków „osobliwością”. Czyli, według mnie, słynni fizycy opowiadają o cudzie i snują wiele opowieści o WIELKIM WYBUCHU i o tym co było dalej. Snują również wiele innych teorii o powstaniu świata, ciągle obiecując wypracować jednolitą ostateczną teorię Wszechświata czyli TEORIĘ WSZYSTKIEGO i twierdzą, że niewiele im do zbudowania takiej teorii brakuje. Już od kilkudziesięciu lat ustalają i  zapowiadają terminy jej ogłoszenia (miała być ogłoszona już 50 lat temu, potem 30, 10 lat temu, a ostatnio przed końcem wieku). Jednocześnie przyznają, że teoria taka nigdy nie osiągnie pełni mocy wyjaśniającej, nigdy nie będzie w stanie przewidzieć dalszych zdarzeń i sensu świata, i nigdy nie będzie dokładna, bo dokładność ograniczona jest przez zasadę nieoznaczoności Heisenberga. Słynny kosmolog, odkrywca „czarnych dziur”, Stefan Hawking w swojej „Krótkiej historii czasu” (osławiony bestseler) pisze o teorii „wielkiego wybuchu” :

„mamy niemal pewność, że nasz obraz rozwoju Wszechświata jest poprawny”,[137]

ale w innym miejscu pisze też:

„(...)dziś niemal wszyscy przyjmują, że Wszechświat rozpoczął się od wielkiego wybuchu. Być może na ironię zakrawa fakt, że ja z kolei zmieniłem zdanie i próbuję przekonać moich kolegów, iż w rzeczywistości nie było żadnej osobliwości w chwili powstawania Wszechświata – jak zobaczymy później, osobliwość znika, jeśli uwzględnia się efekty kwantowe.”[138]

Bardzo sprzecznie pisze czołowy kosmolog.


12.5. Siła życia.

Aby zbadać równowagę rzeczywistości (bytu i niebytu) starałem się dotrzeć do niebytu i przyjęliśmy, że musi to być jakaś doskonała, idealna siła. Jednakże w tym momencie uświadomiłem sobie, że przecież różne idealne siły pojawiają się czy nawet stale egzystują w obszarze bytu i wobec tego na pewno przyczyniają się do zachowania jego równowagi. Np. ŚWIADOMOŚĆ, INTELIGENCJA, MIŁOŚĆ, INSTYNKT, namiętność, nienawiść, złość. Przecież to są NAPIĘCIA MATERII (ciała), siły fizycznie niemożliwe do zidentyfikowania, zaś matematycznie niemożliwe do obliczenia. A jednak są to siły towarzyszące materii i działające na materię.

W życiu codziennym co chwila spotykamy się z różnymi „siłami” np. siłą życiową, siłą optymizmu, nadziei, perswazji, siłą dobra i zła. Dalaj Lama napisał nawet piękną książkę pt. „Moc wdzięczności”. Pisał o tych problemach już Arysytoteles („O duszy” i „O powstawaniu i niszczeniu”). W XIX wieku bardzo popularna była doktryna stwierdzająca istnienie w naturze organicznej dodatkowej specjalnej cechy lub „rzeczy” np. duszy, poza cechami fizycznymi i chemicznymi. Obecnie filozofowie i biolodzy zgadzają się podobno, że do wyjaśniania fenomenu życia i siły życiowej, nie potrzebują żadnych terminów i zasad witalistycznych. Zgodnie z tymi nowoczesnymi kierunkami np. własności biologiczne pochodzą (są superwentne) z własności chemicznych, własności psychiczne wynikają z fizycznych, a dyspozycje i możliwości są superwentne względem własności „kategorycznych”. Czyli np. człowiek nie jest dobry, dlatego że jest po prostu dobry, ale jest dobry i musi być dobry, lub zły, z mocy innych własności np. odwagi, czy uczynności. Czyli są własności „wyższego rzędu” i własności niższego (lub innego) poziomu. Tylko, że ostatecznie nadal zawsze pozostaje „coś” niewyjaśnionego, np. względem czego superwentne są własności kategoryczne, lub z jakich mocy, czyli sił, człowiek jest odważny, czy uczynny? Czyli inaczej mówiąc, moim zdaniem, musimy powtórzyć pytanie: CO TO JEST SIŁA, jak powstaje i jak się dzieli?

Myśl i psychika, to ewolucyjnie najwyższy poziom reagowania materii, REAKCJA wyraźnie widoczna w rozwoju złożoności istot żyjących. Ale są również niższe poziomy – materia martwa również reaguje i „żyje”. Czym jest owa reakcja? Na czym polega zachowanie materii, czyli stopień reakcji martwej natury na takie czy inne działanie innej materii martwej? Matematyka, mechanika, fizyka i inne nauki szczegółowe badają i obliczają reakcje takie czy inne, takiej czy innej materii, ale, o ile wiemy, nie zajmują się wcale istotą sprawy i nie odpowiadają na pytanie CZYM JEST TA REAKCJA ? I dlaczego jest? Dlaczego każdej akcji towarzyszy reakcja?

A wg TNR jest to OBRONA BYTU, obrona „stanu posiadania” i egzystencji bytu. Napięcie jest efektem reakcji (wobec informacji), a reakcja jest szukaniem równowagi, dążeniem do doskonałości, czyli obroną bytu przed niebytem. To napięcie i ta obrona zmusza do „szukania sojuszników” czyli do kształtowania coraz większej złożoności układu, a tym samym do coraz większego ROZWOJU, aby następnie po osiągnięciu pełni swoich możliwości rozpocząć drogę powrotną, drogę rozkładu i zaniku swego NAPIĘCIA.

TNR jest teorią panpsychiczną, widzi w zachowaniu każdej materii, tak martwej jak i ożywionej, zachowania psychiczne. Materia „żyje” nie tylko na poziomie cząstek elementarnych, ale na wszystkich osiągniętych przez nią poziomach.


12.6. Przedmiot procesu rozwojowego.

Przedmiotem mojgo opisu nieantagonistycznego rozwoju jest proces powstawania bytu i jego przemiany w coraz bardziej złożone i skomplikowane struktury, proces pojawiania się nowych cech, własności i funkcji, zawsze w równowadze względnej nieantagonistycznych przeciwieństw. Modnym słowem, ostatnio określającym organizowanie się obiektu wyższego rzędu zgodnie z taką linia rozwoju, jest EMERGENCJA. Tak emergencja, jak i entropia (rozkład) są po prostu reakcją łańcuchową, perpetum mobile, produkt jednego kroku reakcji, wywołuje krok następny.

Emergencja jest procesem przebiegającym od elementarnych cząstek subatomowych „w górę” ku złożoności,  zaś entropia jest procesem „w dół”. Oba te procesy tworzą warstwy bytów w zależności od złożoności, które są po części autonomiczne lecz jednak w jakimś stopniu oddziałują na siebie i współdziałają. Wynika z tego, że proste i deterministyczne działanie może załamywać się na skutek interwencji takich czy innych przypadkowych ciągów zdarzeń i cały proces staje się nieprzewidywalny i prawie całkowicie losowy. W ten sposób powstaje słynny tzw. „efekt motyla” symbolizujący fakt, że trzepotanie motyla w Tokio może mieć wpływ na powstawanie tornada na Florydzie. Znaczyłoby to, że w każdym nieporządku jest jakiś porządek, ale również że z takiego krzyżowania się różnych sił bytu i niebytu, (np. z prostej definicji), wynikają nieograniczone złożoności tzn. proste równania prowadzą do nieprzewidywalnych konsekwencji, bo każdy porządek narażony jest na nieporządek. Ruch i ciągły proces jest tego przyczyną.

TNR jest opisem PROCESU, wielokrotnie o tym pisaliśmy. Ale jaki jest ten proces i co jest jego przedmiotem? TNR jest opisem procesu dochodzenia do równowagi Bytu i Niebytu. Michał Tempczyk swoją książkę pt. „FIZYKA A ŚWIAT REALNY – elementy filozofii fizyki” opisującą współczesny stan nauki szczegółowej jaką jest fizyka i wiele najnowszych teorii fizycznych, kończy propozycją ich interpretacji jako „filozofii procesu”, w przeciwstawieniu do koncepcji „tomizmu”. Pisze on: „Tak oto osiągnęliśmy najważniejszy punkt naszej konstrukcji filozoficznej. Doszliśmy do wniosku, iż najbardziej przydatna dla współczesnej fizyki jest filozofia opisująca świat jako dynamiczny proces, w którym nie ma żadnych fundamentalnych cegiełek. Tylko procesowi jako całości można przypisać bezwzględne istnienie, wszystko inne jest względnie wyodrębnioną częścią i w odpowiednich warunkach może ulec przemianie lub rozbiciu. W procesie tym nie ma żadnych stałych barier, niezniszczalnych elementów, dobrze wyodrębnionych podukładów. Nawet kosmiczna pustka pełna jest wirtualnych procesów i może wpływać na własności obiektów poruszających się w niej.”[139]

A więc żadnej „materii” nie ma, a jak jej nie ma, to nie jest niezniszczalna. Pisze dalej: „Nasuwa się pewna uwaga metodologiczna, dotycząca wyboru systemu pojęć przydatnych przy fizycznym opisie materii. Opis ten w miarę rozwoju nauki, staje się coraz bogatszy. Odkrywa się różne często trudno porównywalne zjawiska. Na obecnym etapie daleko jeszcze do jednolitego obrazu wszystkich procesów opisywanych przez fizykę. W tej sytuacji pojawia się pytanie, które ogólne własności materii uznać za podstawowe, by na ich bazie rekonstruować i opisywać inne. Pytanie to uściślimy jako zagadnienie wyboru pomiędzy potraktowaniem zjawisk fizycznych jako procesów odbywających się na bazie pewnego uniwersalnego zbioru podstawowych elementów, a spojrzeniem na materię jako na proces, w którym pewne elementy są stosunkowo stabilne. Byłby to więc wybór pomiędzy ontologią atomizmu a filozofią procesu. [140]

Otóż, zdaniem TNR, nie ma konieczności dokonywania takiego wyboru. PROCES jest znany i uznawany od Heraklita, a szczególnie w fizyce. Fizyka od starożytności zajmuje się procesem. Pytanie jest inne, a mianowicie, CO faktycznie JEST PRZEDMIOTEM TEGO PROCESU? Co powinno być „twardym rdzeniem” tak filozofii, jak i fizyki? Jaki powinien być paradygmat badań? Co jest elementem absolutnym (a nie tylko „stosunkowo stabilnym”) Wszechświata jako takiego, a nie tylko Wszechświata „wyspowego”, materialnego?

Parmenides twierdził, że byt jest absolutny, a niebytu nie ma wcale. Tempczyk twierdzi, że nie ma nic absolutnego, jest tylko proces. TNR stara się dowieść odwrotnie, że byt nie jest absolutny, podobnie jak jego wszelkie atrybuty, również momenty czasowe i miejsca. Tylko NIEBYT (wieczne teraz, bezruch, nieskończona przestrzeń) i prawo komplementarności przeciwieństw ujawniają się nam jako elementy absolutne a równowaga względna jako najbardziej stabilny, podstawowy wymóg rzeczywistości. Tempczyk (za Whiteheadem) chciałby się obyć bez przedmiotu, bez czegoś co jest KONKRETNE i ciąg zdarzeń uznać za podstawowe „tworzywo” świata. Czy jest to możliwe? Czy DZIAŁANIE, stawanie się, może być przedmiotem? Sam nazywa to „taktyką”, a nie „strategią”, a przecież zadaniem filozofii i metafizyki jest ZROZUMIENIE. Czy można rozumieć proces bez ustalenia jego przedmiotu? Rozwijanie się procesów to oczywisty fakt makro i mikroskopowy, ale musi być przecież jakieś jakościowe podłoże (substrat) tego stawania się. PROCES jest zawsze procesem przemiany jakichś SUBSTANCJI, rzeczywistych przedmiotów uwikłanych w operacje rzeczywistości.

Podobny problem występuje u Leszka Nowaka w jego pracy „Byt i Myśl”. Atrybuty są, można powiedzieć, przedmiotem pracy, natomiast brak jest PODMIOTU tych atrybutów.

„Filozofia procesu” to ilościowe ujęcie tematu nie adekwatne do rzeczywistości i jej natury, bo nie uwzględniające podstawowych jakości tego procesu, np. podłoża (przedmiotu), czy świadomości człowieka, a nawet ewentualnej „świadomości” materii i Wszechświata, oraz motywów i celów procesu. Ciąg zdarzeń, proces, reakcja łańcuchowa, to sieć wzajemnych związków, ciąg zmieniających się stanów układu,  a w ujęciu matematycznym to po prostu szereg liczb nie uwzględniających sensu zmiany, czyli znaczenia. Proces to zmiana czegoś w coś innego, ale nie sposób nie zapytać tak o przedmiot jak i o przyczyny i skutki, o motyw i cel. „Filozofia procesu” Tempczyka jest luźną „propozycją” i nie odpowiada na te podstawowe pytania, nic nie mówi o całości.

Whitehead podpierał się Bogiem, Bóg wyznaczał według niego ogólne uporządkowanie. Tempczyk nie zauważa problemu, że proces nie może być tworzywem, bo jest celowym i motywowanym byciem tworzywa, przez to tworzywo i jego środowisko narzucającym uporządkowanie. Tym podstawowym tworzywem nie jest atom i nie jest byt, ale wg TNR jest realny, rzeczywisty niebyt, kategoria materialistyczna. A więc czy nie czas przyznać rację Demokrytowi, że PRÓŻNIA (niebyt) istnieje i zaprzeczyć dogmatowi Parmenidesa i twierdzeniu Kartezjusza, że próżnia (niebyt) nie istnieje? Tzw. czasoprzestrzeń jest sceną obejmującą nie tylko ZDARZENIA, bo proces bytu (materii) w pustce się odbywa, przy udziale bezruchu (bo przerw w ruchu). W zdarzeniu udział bierze byt i niebyt, a ponieważ są to jestestwa niewspółmierne, tzw. czasoprzestrzeń i wszystkie inne kategorie naukowe na ten temat są niewiarygodne.

TNR jest natomiast nie tylko filozofią procesu, lecz również teorią bytu. Jest to systemowa myśl obejmująca całość rzeczywistości. TNR dowodzi, że przedmiotem procesu-rozwoju jest byt i RÓWNOWAGA (względna) między bytem (ruchem, aktywną siłą) i biernym niebytem, osiągana dzięki nieantagonistycznym przeciwieństwom.

Fizyka, która opisuje procesy powstawania, rozwijania złożoności i procesy rozkładu bytu jest wobec tego fenomenu zmiany i ruchu bezradna. Fizyka opowiadająca o „osobliwościach”, jest więcej metafizyką, a nawet religią (wiarą), niż fizyką, co zaraz wykażemy.


12.7. Język fizyki.

Różne metafory używane w fizyce jak np. „pętla czasu”, „powab cząstki”, „geometryczna konfiguracja czasu i przestrzeni”, „OSOBLIWOŚĆ”, „czarna dziura”, „komplementarność” (np. fali lub cząstki, gdy jednocześnie podobno udowodniono, że fale i cząstki są zupełnie różnymi rodzajami bytu), „efekt motyla” itp. dowodzą, że to fizykę i jej narzędzie, matematykę (czyli cyfry, liczby, zbiory liczb i znaki, czyli same SYMBOLE), a nie tylko filozofię, należało by poddać procedurze analizy języka zaproponowanej przez Wittgensteina. Dla filozofii metafory to prawie reguła, natomiast w „naukach szczegółowych” to przecież niedopuszczalne grzechy główne, podważające ich wiarygodność. Sam Hawking i właściwie wszyscy inni naukowcy twierdzą, że teorii naukowej nie można udowodnić, trzeba ją przyjmować „na wiarę”. W słowniku fizyki i publikacjach nauk jej pokrewnych np. kosmologii spotyka się na każdej stronie, sformułowania pozostawiające wątpliwości w rodzaju: „przyjmuje się”, „można wyobrazić sobie”, „powinna”, „w zasadzie” – należałoby określić co fizycy rozumieją przez te określenia? W słowniku FIZYKI nie znalazłem podstawowego, moim zdaniem, hasła „materia”, natomiast znalazłem hasło „materia dziwna”:

Materia dziwna: „Materia składająca się z kwarków górnych, dolnych i dziwnych (a nie tylko z kwarków górnych i dolnych, z których zbudowane są normalne nukleony). Według niektórych hipotez materia dziwna powstała na początku istnienia Wszechświata i mogą jeszcze ciągle istnieć jej kawałki (zwane kroplami S).”[141]

Pozwalam sobie podać ten przykład jako wyraz wątpliwości, czy fizycy oprócz umiejętności skonstruowania radaru czy rakiety, komputera, telefonu komórkowego i co najgorsze bomby atomowej, są kompetentni w tłumaczeniu natury Wszechświata?

Metafory „naukowe” (np. „materia dziwna”, „efekt motyla”) to też zabieg estetyczny prowadzący nas w obszary myśli, do których inaczej nie potrafili byśmy trafić. Estetyzm naukowca polega często na stylu wysławiania się o przedmiocie. Mówią o jednych rzeczach za pomocą słów kojarzących się z innymi rzeczami. Najbardziej intensywnym rodzajem metafor są symbole. Różne symbole egzystują również w fizyce.


12.8. Pytania metafizyczne.

Moje wątpliwości wobec statusu fizyki współczesnej sformułowaliśmy pod postacią pytań. A oto te, moim zdaniem metafizyczne pytania:


12.8.1. Osobliwość.


Pierwsze z pytań TNR dotyczy „OSOBLIWOŚCI” – dlaczego fizyka, po matematyce chyba najpoważniejsza  „nauka szczegółowa”, może pozwalać sobie na coś takiego jak twierdzenia o „osobliwościach”, w których załamują się wszelkie prawa fizyki? Obecna teoria powstania i rozwoju Wszechświata opiera się na ogólnej teorii względności Einsteina, z której wywodzi się koncepcja tzw. WIELKIEGO WYBUCHU materii o nieskończonej gęstości równej zeru. Punkt materii, w którym nieskończona gęstość równa się zeru? Czy nieskończoność może równać się zeru? Chyba albo jedno, albo drugie? Czy gęstość może być nieskończona? Jeśli jest zerowa to po prostu jej nie ma! Jeśli jest zero gęstości, jest próżnia, jest NIEBYT. A jeśli to ma być gęstość nieskończenie wielka, gęstość, która sugeruje, że jest tam tej materii nieskończenie wiele, to powinna ją określać liczba nieskończenie wielka, a nie nieskończenie mała. Liczba nieskończenie mała wskazywała by raczej na nieskończone rozrzedzenie tej gęstości.

Termin „nieskończoność” i jego odmiany, są niewątpliwie używane w tym opisie „wielkiego wybuchu” jako symbole patologii danej sytuacji. Określenie „nieskończoność” jest używane w wielu innych sytuacjach wbrew swojej definicji, a więc jako symbol. Z definicji „nieskończoność” to wartość o wielkości większej od jakiejkolwiek osiągalnej. A więc nic materialnego nie może być nieskończone. BEZKRES, nieskończoność, jest nieosiągalna przez jakąkolwiek materię, czy jej oddziaływanie. Jedynie NIEBYT, pustka, może być nieskończona, bo jest pusta, bo jest niczym.

Poza tym teoria Wielkiego Wybuchu, wbrew temu co twierdzi, nie tłumaczy powstania świata, bo nie tłumaczy skąd się wziął ten punkt materii o nieskończonej gęstości ?

Ale to ma być ta „osobliwość”, w której załamały się wszelkie prawa fizyki, więc wszystko wolno. W fizyce i kosmologii, nie w filozofii.


12.8.2. Wybuch.


Drugie pytanie dotyczy „WYBUCHU” tej nieskończonej gęstości. Dlaczego wybucha? Czym jest ten wybuch? Pod jakim wpływem następuje? Nic nie wiadomo, więc to jest też „osobliwość”.


12.8.3. Szybkość rozlewania się zupy kwarkowej.


Po tym wybuchu rozlewa się Wszechświat składający się z zupy kwarkowej. W tym trzecim pytaniu chodzi nam o szybkość rozlewania się tej zupy. Jedni piszą, że rozlała się w ciągu sekundy, inni, że były to jakieś trzy minuty, jeszcze inni, że rozlewanie to trwało godziny. Szybkość jest ważna, bo to było już po „osobliwości” wielkiego wybuchu, a z fizyki teoretycznej wiemy, że nic normalnie nie może poruszać się szybciej od światła. A tymczasem ta zupa kwarkowa rozlała się na przestrzeń miliardów lat świetlnych, tzn. że szybkość rozlewania się tej zupy była tak wielka, że też była „osobliwością”.


12.8.4. Niebyt, nicość, próżnia.


Czwarte pytanie dotyczy przestrzeni i czasu, czyli tzw. „czasoprzestrzeni”. Był wybuch, zupa kwarkowa się rozlała i rozpoczął się CZAS, ale nic się nie mówi o tym, że rozpoczęła się również przestrzeń i w „czym” ta przestrzeń się rozpoczęła dziać i nadal się dzieje, czyli nic się nie mówi o NIEBYCIE, o nicości, o pustce i próżni. Przecież świat bez względu na to jak się zaczął i jak się dzieje, dzieje się w czymś, w jakimś „obszarze”. Z „zupy kwarkowej”, po milionie lat powstał materiał atomowy, a po dziesięciu czy dwudziestu miliardach lat rozwinął się dzisiejszy WSZECHŚWIAT. Kosmos dzieje się i rzekomo ROZSZERZA. Ale wszystko dzieje się w jakiejś pustej przestrzeni, prawda?

Byt, według TNR, trwa w niebycie i w równowadze z niebytem, a fizyka przemilcza ten temat jakby problem nie istniał, i nawet „osobliwością” tego nie nazywa. A jest to do dzisiaj „wielka osobliwość”. Czym jest to coś, w czym świat trwa i się rozszerza? Duża część fizyków w zależności od potrzeb mówi, że materialny Wszechświat jest „nieskończony”, ale jeśli tak, to jak może się rozszerzać? Przytoczę przy tej okazji, e słowniku FIZYKI, czym jest nieskończoność: „Oznaczenie ¥. Wielkość o wartości większej niż jakakolwiek osiągalna wartość”, [142]

W Słowniku Filozoficznym Blackburna: „Bezkres; to, co sięga poza dowolnie wytyczoną granicę. (…)” i następnie cała szpalta rozważań historyczno filozoficznych tego pojęcia – uwaga nasza[143].

Z tych definicji wynika, że materialny świat nie może być nieskończony, bo nieskończoność jest większa od wszelkich sił (osiągnięć) materii i jej oddziaływania. A więc wynika z tego, że materialny świat i wszelkie jego oddziaływania rozszerzają się w otulającej go wartości większej niż jakakolwiek materialna wartość, czyli w nieskończonym niebycie (nieskończonej przestrzeni, bezruchu, wiecznym teraz). Prof. Michał Tempczyk, fizyk i filozof fizyki, w swojej pracy pt. „Fizyka a świat realny” opisuje wielkie bogactwo współczesnej nauki, jej wielokierunkowy rozwój i różnorodność tematyki, wiele różnych sprzeczności, niedomówień i niewiedzy. Jeden z rozdziałów tytułuje:„Czy próżnia jest pusta?” i twierdzi, że nie, że „próżnia” nie jest pusta. Wspomina o możliwości rozłożenia materii „w całej przestrzeni z malejącą gęstością”, lub że materia może „znajdować się tylko w jednym skończonym obszarze (Wszechświat wyspowy).” I nie zauważa wcale, że automatycznie mówi o pustej przestrzeni, próżni, która znajduje się naokoło i dalej, dalej, za obszarami pozostającymi „we władaniu” materii, za Wszechświatem „wyspowym” i każdym innym zawierającym materialne.

Fizyka współczesna kultywuje nadal twierdzenie Kartezjusza, że próżni nie ma, ale, co jeszcze ciekawsze, Kartezjusz zapełniał próżnię wymyślonym ETEREM, zaś współcześni fizycy i filozofowie odrzucając eter nie widzą żadnego problemu, nie odczuwają potrzeby wyjaśnienia tego, że jest i czym jest próżnia i dotarcia do niej i poddania jej wnikliwym badaniom. Zadawalają się niejasnymi przemilczeniami.

Tempczyk pisze: „Również próżnia przestała być synonimem obszarów pustych, pozbawionych jakichkolwiek procesów i neutralnych względem nich. Można obrazowo powiedzieć, że w próżni możliwe jest pojawienie się każdej cząstki, byle tylko istniała ona w odpowiedniej parze i wystarczająco szybko zniknęła. Nie ma zatem podstawowej różnicy filozoficznej pomiędzy próżnią a materią korposkularną. Podstawowe składniki materii istnieją również w próżni, są one w niej nietrwałe i nie mogą być obserwowalne. Na poparcie naszego stanowiska zacytujemy fizyków, którzy w następujący sposób charakteryzują model materii proponowany przez kwantową teorię pola, wywodzącą się z równania Diraca i koncepcji antycząstek”[144]

Dalej cytuję opisy, o tym, że: „Jest w koncepcji Diraca idea nieprzemijająca, która czeka na swoje pełne rozwinięcie, a mianowicie idea, że próżnia nie jest pusta, a przeciwnie, jest niezwykle skomplikowanym stanem przestrzeni o bogatych własnościach fizycznych”. „Oglądana pod mikroskopem próżnia żyje burzliwym życiem, tym burzliwszym, im większe powiększenie”. „Polaryzacja próżni musi występować, albowiem pole elektryczne i magnetyczne, podobnie jak położenie i pęd cząstki, podlegają zasadzie nieoznaczoności. W rezultacie, nawet w próżni, pole elektryczne i magnetyczne, nie mogą być jednocześnie równe zeru.” „Fluktuację tych pól wywołują ciągłą lokalną kreację i anihilację par.” „W ten sposób próżnia staje się mikrokosmosem”(…)”[145]

W jaki sposób i na jakiej podstawie Tempczyk wyciąga z tych opisów taki zasadniczy i podstawowy wniosek, że  „nie ma zatem podstawowej różnicy filozoficznej pomiędzy próżnią a materią korposkularną” – tego absolutnie nie rozumiem. Tempczyk tego nie tłumaczy, tylko stwierdza. Próżnia polaryzuje, dzieją się w niej niezwykle skomplikowane procesy, POWSTAJĄ i GINĄ cząstki, ale gdzie tu jest jakaś podstawa do wyciągania wniosku, że pomiędzy próżnią (przestrzenią) a materią nie ma różnicy? Przecież Tempczyk wie, że próżnia utożsamiana jest z niebytem, a materia z bytem, a tutaj on utożsamia próżnię z materią, czyli byt z niebytem? I nie podaje uzasadnienia swego stanowiska, nie mówi jak on to robi i dlaczego? Próżnia jest terenem, obszarem, tłem, przestrzenią, sceną, na której odbywają się te procesy, a materia podlega tym procesom, jak można więc mówić, że między materią, a przestrzenią nie ma podstawowej różnicy? Poza tym jest zasadnicza sprawa o kwalifikacji, jakości tej próżni. Tempczyk, Dirac i inni cytowani fizycy mówią o próżni „doświadczalnej”, o próżni obserwowalnej, bliskiej materii i człowiekowi, czyli o próżni-polu, o próżni będącej pod wpływem oddziaływania materii. Taka próżnia nie jest rzeczywistą próżnią w sensie filozoficznym, ani nawet w sensie fizyki teoretycznej, a Tempczyk tak ją traktuje. W sensie filozoficznym próżnia jest nicością, niebytem, a w sensie fizyki „teoretycznej” (dziwny jest akurat w tym miejscu ten podział fizyki na teoretyczną i doświadczalną – na ten temat w innym miejscu), to obszar, w którym nie ma żadnej materii, ani żadnego oddziaływania materii, żadnych pól. A więc próżnia może być różnej „jakości” w zależności od odległości od materii. Tymczasem fizycy popularnie używają tego słowa nie zważając na ten fakt. Pole, jak sama nazwa mówi, ma swoje granice, nie można więc twierdzić, jak wyżej jest to zacytowane, że „nawet w próżni, pole elektryczne i magnetyczne, nie mogą jednocześnie być równe zeru.” Nie mogą być JEDNOCZEŚNIE równe, ale nie jednocześnie, mogą być równe zeru. Czyli nie można tak twierdzić, bo materia i jej oddziaływanie ma granice, a próżnia, pustka, nie ma granic, jest nieskończona, a nieskończoność sięga dalej niż jakakolwiek osiągalna wielkość.

Jeśli Tempczyk stwierdzając, że: „nie ma zatem podstawowej różnicy filozoficznej pomiędzy próżnią a materią korposkularną” chciałby w ten sposób uhonorować marksisotwską tezę o „jedności przeciwieństw” (synteza), czyli o jedności bytu i niebytu (za Heglem), to powinien ten „wypadek” szczegółowo uzasadnić. Niestety to co przy tej okazji pisze i cytuje nie jest żadnym uzasadnieniem. Mimo tego, że teza taka jest w ostatecznym rezultacie potwierdzeniem tezy TNR o powstawaniu bytu z niebytu, TNR nie może się z nią zgodzić, gdyż absolutne przeciwieństwa TNR nigdy do jedności nie dochodzą, odwrotnie, ich nierówność jest przyczyną reakcji łańcuchowej i reprodukcji siły, zmiany, ewolucji, a jedność przeciwieństw byłaby ich zanikiem. Jeśli Tempczyk chce znieść RÓŻNICĘ pomiędzy bytem i niebytem po prostu poprzez kasację niebytu, to przecież powinien przedstawić nową antytezę. Jaka jest filozoficzna antyteza bytu według Tempczyka?

Teza TNR o powstawaniu bytu z niebytu nie uznaje tezy o jedności przeciwieństw, natomiast nie wyklucza wymiany elementów przeciwieństw i kreowania w ten sposób nowych kombinacji równowagi (względnej) przeciwstawnych sił i ewolucyjnego produkowania w ten sposób materii. Klasycznym przykładem jest atom, w którym esencją jest równowaga względna pomiędzy materią (jądrem i elektronami) i próżnią (przestrzenią w której elektrony krążą).


12.8.5. Czasoprzestrzeń bez brzegów.


Stephen W. Hawking, w „Krótkiej historii czasu” drwi sobie z filozofii, że tak nisko upadła, że jedyne swoje zadanie upatruje w analizie języka. A w jaki sposób sam posługuje się językiem? I w czym dopatruje się funkcji nauk szczegółowych?

Hawking odkrywa, akceptuje i uzasadnia „osobliwości”, czyli rzekome patologie praw fizycznych. Dziesiątki lat nad tym pracuje, odkrywa „CZARNE DZIURY”, a następnie jak gdyby nigdy nic, „proponuje” i propaguje nowy model Wszechświata „bez brzegów” i bez żadnych osobliwości. Miałby to być Wszechświat w kształcie kuli (model przejęty od Parmenidesa), bez „osobliwości”, bez brzegów i bez granic, z którego nie sposób byłoby spaść – tak jak on „nie spadł jadąc po ziemi dookoła niej” (to nie moje określenie, to on tak opisuje). Wszechświat w swym kształcie podobny do Ziemi. Na rysunku w miejscu Bieguna Północnego Hawking umieszcza Wielki Wybuch, który dziwnie działa tylko w jednym południowym kierunku. Czyli osobliwość wielkiego wybuchu  miałaby dodatkową osobliwość, bo działanie tylko na południe, a przecież miało nie być żadnych osobliwości. Hawking pisze: „Z drugiej strony, w kwantowej teorii otwiera się nowa możliwość: czasoprzestrzeń może nie mieć żadnych brzegów, a więc nie ma potrzeby, by określać zachowanie Wszechświata na brzegu. Nie ma żadnych osobliwości, w których załamują się prawa nauki, ani żadnych brzegów czasoprzestrzeni, wymagających odwołania się do pomocy Boga lub do jakiegoś zbioru nowych praw wyznaczających warunki brzegowe dla czasoprzestrzeni. Można powiedzieć: „warunkiem brzegowym dla Wszechświata jest brak brzegów”. Taki Wszechświat byłby całkowicie samowystarczalny i nic z zewnątrz nie mogłoby nań wpływać. Nie mógłby być ani stworzony, ani zniszczony. Mógłby tylko BYĆ”.  

Pisze jeszcze: „byłby to obiekt o skończonej rozciągłości, lecz pozbawiony granic i brzegów”. Dziwna jest ta propozycja Hawkinga, do której przekonuje on swoich kolegów, matematyków, fizyków, kosmologów, profesorów, doktorów habilitowanych i nie habilitowanych i do których przekonuje czytelnika. Pisze o brzegach, ale nie pisze czym są owe „brzegi” i czego dotyczą ? Czym jest to „zewnątrz”? „Czasoprzestrzeń może nie mieć żadnych brzegów” – ale przecież to nie o czasoprzestrzeń, nie o scenę się rozchodzi, lecz o „osobliwości” materii w tej czasoprzestrzeni. Pisze, że jego nowy świat obywa się bez osobliwości. Ale na rysunkowym modelu umieszcza zasadniczą osobliwość wielkiego wybuchu. Pisze o kuli bez brzegów i granic, a przecież kula ma też granice, tkwi w okrążającym ją jakimś obszarze. Jego model miałby tylko trzy i pół wymiaru, bo dwa geometryczne, czas i pół wymiaru w głąb kuli (chociaż właściwie nie wiadomo, czy ten jego model sięga w głąb kuli?), a co z drugą połową wymiaru ponad kulą? U niego ta druga połowa już nie istnieje, a przecież właśnie ta druga połowa wymiaru w górę ponad kulę byłaby brzegiem i granicą. Czyli Hawking tworzy model Wszechświata trzy i pół  wymiarowy (lub tylko trzy wymiarowy – to nie jest jasne), gdy w normalnej dzisiejszej „czasoprzestrzeni”, o której on bez przerwy pisze, obowiązują cztery wymiary (trzy geometryczne i czas) i sam nawet wspomina w/w pracy, że w teoriach strun fizycy mówią nawet o dziesięciu do dwudziestu sześciu wymiarach. Kula, balon się rozszerza, ale w czym ta kula jest zanurzona, czym otoczona, w czym się rozszerza? Znaków zapytania jest mnóstwo, a Hawking pisze, że mógłby obyć się bez „osobliwości”? Ale jak to robi tego nie opisuje. Nie jest to spójne stanowisko. Hawking sam zadaje pytanie „jakie cząstki są naprawdę elementarne? Czym są podstawowe cegiełki tworzące materię?”[146] Czyli nie wie CZYM JEST MATERIA i stawia warunek „braku brzegów” materii, jako fundament teorii Wszechświata bez brzegów! Przecież te podstawowe cegiełki to chyba właśnie brzegi?

Jak można mówić, że „warunkiem brzegowym dla Wszechświata jest brak brzegów” skoro świat ma odkryte przez Hawkinga „czarne dziury” i świat się rozszerza? Skoro są czarne dziury, to muszą być brzegi! Skoro świat się rozszerza (lub kurczy, w zależności od stadium) to muszą być granice i brzegi. Granice i brzegi nie przestrzeni, bo ta oczywiście jest absolutna tzn bez brzegów, nieskończona i wieczna, ale granice i brzegi procesu świata materialnego odbywającego się na scenie czasoprzestrzeni (przestrzeni objętej zdarzeniem). Skoro jest kosmos i są mikrocząstki, to są brzegi i granice, bez względu na to czy „świat Hawkinga” powstał w chwili „wielkiego wybuchu”, czy jest bez początku i końca, przy pomocy czy bez udziału Boga. Model świata TNR jest bez brzegów i granic, bez początku i końca i obywa się bez jakiejkolwiek pomocy Absolutu i Boga, bo jest nieskończonością we wszelkich wymiarach, wiecznym teraz, jest samoistny, bo zaczyna się z niebytu i kończy się w niebycie.

Hawking pisze w wyżej podanym cytacie: „w kwantowej teorii otwiera się nowa możliwość: czasoprzestrzeń może nie mieć żadnych brzegów, a więc nie ma żadnej potrzeby by określać zachowanie Wszechświata na brzegu”. Nie podaje jednak na czym owa nowa możliwość polega? Jak jest możliwy świat materialny bez brzegów? Tylko wtedy gdy we wszelkich wymiarach jest nieskończony, ale wtedy nie może się rozszerzać i wtedy nie może być obiektem o „skończonej rozciągłości”.[147] Wszechświat to przecież „nieskończona całość”, więc nie może mieć „brzegów”, bo wtedy nie będzie całością.

Ponadto Hawking i wielu innych fizyków powątpiewają, a nawet stanowczo stwierdzają, że elementarna cegiełka podstawowa – zasadnicza mikrocząstka nie została jeszcze wykryta. Ale jeśli nawet została i jest nią np. elektron czy kwark – to zachodzi pytanie czy ta podstawowa cegiełka nie jest właśnie jednym z brzegów i granic Wszechświata materialnego? Drugim brzegiem i granicą byłyby wtedy brzegi i granice kosmosu. Zauważmy przy tym, że cały czas mówimy za Hawkingiem o Wszechświecie materialnym zrelatywizowanym, a nie o Wszechświecie „w ogóle”, bo pomijamy całkowicie problem próżni. Hawking i inni tworzą świat bez brzegów, czyli bez granic, bo chcą twierdzić, że próżnia, pustka, nicość, bezruch, wieczne teraz, czyli NIEBYT, nie istnieje. I wcale ani słowem nie opowiadają skąd ich świat czerpie energię potrzebną do tego istnienia, lub jak ją tworzy?


12.8.6. Czas.


Na wstępie wyjaśnię rozumienie „czasu” przez TNR: czas jest wiecznym teraz, kontinuum bez początku i końca, a jego przeciwieństwem jest czas o ziarnistej strukturze „od – do”, czyli różne czasy (przeszłość, teraźniejszość, przyszłość), których „ziarnami” są zdarzenia (ale „zdarzenia” nie w rozumieniu nauk współczesnych jako „punkty czasoprzestrzeni”, lecz w rozumieniu TNR jako ruch, proces materii wynikający z komplementarności i korelacji przeciwieństw.

Szóste pytanie dotyczy sposobu rozumienia CZASU. Snując swoją propozycję „Wszechświata bez brzegów” Hawking opiera się w dużej mierze na tzw. „czasie urojonym” i stwierdza, że czas rzeczywisty zawiera w sobie wszystkie te osobliwości, granice i brzegi, które znikają gdy zastosujemy ów „czas urojony”, zamiast czasu rzeczywistego. Hawking pisze: „Jeśli jednak powrócimy do rzeczywistego czasu, w jakim żyjemy, osobliwości pojawią się znowu. Nieszczęsny astronauta wpadłszy do czarnej dziury, nie może więc uniknąć fatalnego końca, mógłby uniknąć osobliwości tylko wówczas, gdyby żył w czasie urojonym. Sugerowałoby to, że tak zwany czas urojony jest naprawdę rzeczywisty, a to, co dziś uważamy za czas rzeczywisty, stanowi jedynie wytwór naszej wyobraźni. W rzeczywistym czasie Wszechświat zaczyna się i kończy osobliwościami będącymi brzegami czasoprzestrzeni, w których załamują się wszelkie prawa fizyki. Natomiast w urojonym czasie nie ma żadnych osobliwości ani brzegów. Być może czas urojony jest bardziej podstawowy, a to, co nazywamy czasem rzeczywistym, jest tylko koncepcją myślową do opisu Wszechświata. Zgodnie z podejściem opisanym w rozdziale pierwszym, teoria naukowa to tylko matematyczny model służący do opisu naszych obserwacji i istniejący wyłącznie w naszych umysłach. Nie ma zatem sensu pytać, co jest rzeczywiste, „rzeczywisty” czy „urojony” czas ? Problem sprowadza się tylko do tego, który z nich jest wygodniejszy do opisu zjawisk.”[148]

Czyli Hawkingsowi nie rozchodzi się o dochodzenie do jakiejś obiektywnej prawdy naukowej, lecz o wygodę w myśleniu i obliczaniu swoich hipotez, o wygodę w dowolnym stawianiu swych znaków matematycznych, plusów i minusów, zgodnie ze swymi ideologicznymi decyzjami. Jemu, słynnemu kosmologowi i fizykowi jest obojętne czy zajmuje się rzeczywistością (czasem rzeczywistym), czy urojeniami (czasem urojonym, wymyślonym). Jest to jaskrawy dowód, że uczony już na samym początku badania i cały czas podczas badania, ma nieograniczone możliwości dowolnego przyporządkowywania symboli i równań matematycznych do badanych zjawisk.

„Prawa fizyki nie rozróżniają przeszłości i przyszłości”[149] – pisze słusznie Hawking. To co się działo już się nie dzieje, to co się będzie działo jeszcze się nie dzieje. Ale Hawking cały czas jednocześnie” posługuje się kategoriami przeszłości, przyszłości i teraźniejszości w ich fizykalistycznym rozumieniu. Wprowadza model o trzech strzałkach czasu:

1. termodynamicznej,

2. psychologicznej,

3. kosmologicznej.

Czas termodynamiczny utożsamia następnie z psychologicznym czyli ostatecznie ustanawia dwie koncepcje czasu: psychologiczny i kosmologiczny. Hawking pisze. „Subiektywne poczucie upływu czasu (czyli kierunek psychologicznej strzałki czasu) jest wyznaczone w naszym mózgu przez strzałkę termodynamiczną. Podobnie jak komputer, pamiętamy rzeczy w kierunku, w jakim wzrasta entropia. To sprawia, że druga zasada termodynamiki staje się niemal trywialna. Nieporządek wzrasta z czasem, bo upływ czasu mierzymy w kierunku wzrostu nieporządku. Trudno o bezpieczniejsze twierdzenie.”[150]

Moim zdaniem, trudno o bardziej ryzykowne  twierdzenie, a to dlatego że w jednoczesnym upływie czasu, czyli ciągu różnych zdarzeń, trwa nie tylko entropia, ale też budowa bytu i wzrost porządku. Czas biegnie również w kierunku aktu (porządku), a dopiero po osiągnięciu aktu i najwyższej w hierarchii, złożoności bytu, zaczyna działać entropia, czyli zaczyna wzrastać nieporządek. Aby stawał się nieporządek musi najpierw zaistnieć PORZĄDEK. Porządek wyprzedza nieporządek lub może dzieją się jednocześnie. Akt bytu się tworzy i wzmacnia wzrostem złożoności i dopiero następnie entropia go rozkłada. Ponadto przecież sam pisze, „Prawa fizyki nie rozróżniają przeszłości i przyszłości”,  czyli że czasu konkretnego w ogóle nie ma, jest wieczne TERAZ. Nawet w najmniejszym przedziale czasowym wszystko co jest materialne, jest inne, wszystko jest w ruchu, jest w zmianie, „A” nigdy nie jest „A” bo jest zmienione, bo jest inne. Zmiana jest pierwotna, a czas tylko pochodny zmiany, jest miarą jej tempa „od do”. Trwa ciąg zmieniających się stanów bytu, generowanie. Trwa reakcja łańcuchowa, PROCES (oddziaływania wzajemne i więzi organiczne). Ale oczywiście proces czegoś. CZEGO, TEGO FIZYKA  NIE MÓWI. Jak fizyka radzi sobie z faktem nieustannej zmiany? Jak fizyka radzi sobie z faktem, że czas konkretny nie istnieje? W życiu codziennym dajemy sobie z tym radę po prostu na ten fakt nie zwracając żadnej uwagi, nie zauważając tego. „Teraz” jest wieczne, czas stoi, a ruch, ZMIANA, proces trwa. Ale spójrzmy obecnie, jak FIZYKA współczesna, rozwiązuje ten problem opierając się na koncepcji tzw. czasoprzestrzeni.

„Czasoprzestrzeń” definiowana przez współczesną naukę (fizykę, kosmologię, kosmogenię) jest strukturą zapełnioną zdarzeniami, czyli czynnikiem niezmiennym czasoprzestrzeni jest zawsze odstęp w czasie i przestrzeni. A CO TO JEST TEN „ODSTĘP” i jak działa, fizyka znów nic nie mówi? Liczy się odległość łączna w czterech wymiarach: w trzech geometrycznych i czwartym czasowym. A więc współczesna nauka mówi, że nie istnieje czas i nie istnieje przestrzeń, gdy nie istnieje zdarzenie. A więc nauka współczesna, której podstawową kategorią jest czasoprzestrzeń, nie bierze pod uwagę i nie uwzględnia możliwości pustej przestrzeni, czyli przestrzeni nie zapełnionej zdarzeniami, nie bierze w ogóle pod uwagę próżni idealnej, ani wiecznego teraz. Obszary i czas na zewnątrz zdarzeń są wg tych nauk „gdzieś indziej”. Jest to zadziwiające „chowanie głowy w piasek” tych nauk i tych naukowców, którzy posługują się i to na porządku dziennym, taką kategorią. Niezależnie  od wielu innych empirycznych dowodów na istnienie pustych obszarów, samo przyznawanie tych nauk, że jest jakieś „zewnątrz zdarzeń” i „gdzie indziej” stawia samą definicję „czasoprzestrzeni” pod wielkim znakiem zapytania, a co za tym idzie, wiarygodność tej kategorii i wszystkich teorii na niej opartych, a więc całej współczesnej nauki.

TNR kontestuje taką definicję czasoprzestrzeni i wszystkie teorie na tej definicji oparte. Tym bardziej, że np. teoria względności zakłada wymienialność czasu i przestrzeni, podobnie jak wymienność masy i energii. Taka koncepcja „czasoprzestrzeni” jest moim zdaniem sprzeczna z jednoczesnym twierdzeniem, że „prawa fizyki nie rozróżniają przeszłości i przyszłości” i definicją próżni idealnej. Poza tym takie, „naukowe” ujęcie czasoprzestrzeni nie uwzględniają innych, „naukowych” teorii przestrzeni absolutnej, ani różnych wątpliwości co do natury czasu. Jeśli chodzi o czas, przeszłość i przyszłość, to Hawkings chyba coś tu poplątał, bo fizyka traktuje czas jako miarę „od – do” zdarzenia.

Hawking wprowadza trzy strzałki czasu, tymczasem czas NIE ISTNIEJE, bo w najmniejszej przedziałce trwania, tego co trwało już nie ma, bo już jest przeszłością, a przeszłości nie ma. Przyszłości jeszcze nie ma. Moment czasowy już minął i jest przeszłością, a przyszłości jeszcze nie ma – czasu nie ma. Hawking to przyznaje i jednocześnie wyznacza „trzy strzałki czasu”, a swoją książkę tytułuje: „Krótka historia czasu”, chociaż w zasadzie pisze krótką historię swoich ambiwalentnych teorii fizycznych. Jak wykażę to Państwu za chwilę, miejsce również obiektywnie nie istnieje. Nic więc dziwnego, że Heisenberg dotarł do powszechnie uznawanej dziś zasady nieoznaczoności, czyli braku możliwości jednoczesnego mierzenia i przewidywania prędkości i położenia cząstek, bo czasu przecież nie ma, a z miejscem jest to samo, bo w przestrzeni nie ma punktu odniesienia, czyli wszystko może być punktem odniesienia. My tworzymy punkty odniesienia.

NIE MA MIEJSCA absolutnego, a to zdaniem Hawkinga odkrył już Newton, który jednak sam swego odkrycia nie zaakceptował ze względów religijnych. Nie ma miejsca, czyli nie ma wymiaru, bo w pociągu czy w samochodzie, czy w samolocie rusza się człowiek i jego miejsce wobec pociągu, samolotu, czy samochodu jest inne, niż wobec peronu, drogi czy chmur. Poza tym jego ciało rusza się w jego ubraniu, a w jego ciele krąży jego krew.  Poza tym,  ziemia się kręci dookoła swej osi i kręci się dookoła słońca, układ słoneczny się kręci w naszej galaktyce i cała galaktyka zmienia swe miejsce na drodze mlecznej – czyli nie ma miejsca absolutnego, w absolutnej, nieskończonej przestrzeni, bo nie ma ABSOLUTNEGO PUNKTU ODNIESIENIA. Czyli nie ma WYMIARU, ani żadnych wymiarów w relatywnej czasoprzestrzeni. NIE MA GEOMETRII  PRZESTRZENI, żadnej ani Euklidesa, ani Riemanna, ani żadnej innej. Jest geometria materii, brył. Nie ma czasoprzestrzeni jako-takiej, są to tylko symbole i metafory, a Hawking, wielki fizyk, kosmolog, matematyk, członek Królewskiego Towarzystwa Naukowego, twórca i uczestnik nauk szczegółowych, operuje słowem „czasoprzestrzeń” nieustannie na każdej stronie swej książki, jak również operuje wieloma innymi symbolami i metaforami. Szydzi z filozofii, że „upadła tak nisko”, że zajmuje się tylko analizą języka, a sam jak z tego widać powinien przede wszystkim zająć się analizą języka swego i innych fizyków.


12.8.7. Próżnia.


Atom, podstawowa konstrukcja materii, zbudowany jest następująco: jest jądro składające się z protonów i neutronów, które składają się każdy z trzech kwarków – wokół tego jądra krążą elektrony – ta konstrukcja jest udowodniona, ustalona i tysiącznymi doświadczeniami i obliczeniami  poświadczona. Ale ja mam pytanie dodatkowe do fizyków: czym jest przestrzeń wokół jądra, w atomie, w której krążą po orbitach elektrony? Nie słyszałem aby fizyka coś na ten temat mówiła, a moim zdaniem jest to ważne pytanie. Nic nie znajduję na ten temat w „słowniku FIZYKI” pod hasłami „atom” i „teoria atomu Bohra”. Niewątpliwie przestrzeń ta jest „próżnią” – chyba że teoria ETERU Kartezjusza, wprawdzie wielokrotnie odrzucona, jest nadal aktualna. Próżnia ta jest pod wpływem wszystkich czterech wykrytych oddziaływań materii, ale jest próżnią, chociaż zaanektowaną. Dlaczego fizycy tak wstydliwie przemilczają, że w materii w niesłychanie wielkiej mierze obecna jest próżnia? Dlaczego w teoriach pola, kwantowej i innych, nic się nie mówi, że podłożem każdego „pola” jest próżnia? Michał Tempczyk w książce „Fizyka a świat realny – elementy filozofii fizyki” pisze: „Materia jest w przestrzeni kosmicznej zjawiskiem niezmiernie rzadkim. O tym, jak mała część przestrzeni zajęta jest przez materię ważką, mówi się w teoriach atomistycznych bardzo mało. (…)Jedynie poglądowo omawiając budowę atomu wodoru zwraca się uwagę, na to, że rozmiary jego składników (jądra i elektronu) są bardzo małe w porównaniu z całością (rzędu 10-8). Efektem jest kontrast pomiędzy pozorną ciągłością substancji obserwowanych makroskopowo a ich prawdziwą mikroskopową budową, pełną pustych obszarów. Pustka jako dominujący element świata pojawia się również w skali dużych obszarów opisywanych przez astronomię i kosmologię. „Ponieważ większość materii skupiona jest w gwiazdach, wniosek ten dotyczy całej materii. Może ona być rozłożona w całej przestrzeni z malejącą gęstością lub znajdować się tylko w jednym skończonym obszarze (Wszechświat wyspowy). W obu przypadkach materia byłaby w przestrzeni czymś bardzo rzadko spotykanym”[151]

Odległości między gwiazdami liczy się w latach świetlnych, a między galaktykami nawet w milionach i miliardach lat świetlnych. Słońce np. skupia ponad 99% masy całego Układu Słonecznego, a reszta przestrzeni tego układu to próżnia, próżnia kosmiczna, ale próżnia. Ale masa Słońca znów składa się z atomów, które w 99,99% zawierają próżnię. Te informacje dają nam pojęcie jak niesłychanie mało jest materii we Wszechświecie określanym jako byt materialny. Olbrzymia większość tego obszaru zajęta jest przez PUSTKĘ, czyli próżnię. W pobliżu materii jest to próżnia kosmiczna, próżnia wypełniona różnymi stopniami różnych oddziaływań materii, czyli jest to próżnia w pewnym sensie „NIE doskonała”. Ale jeśli ta próżnia może być mniej lub więcej doskonała, mniej lub więcej poddana oddziaływaniom materii, to w miarę oddalania się od materii pustka ta  MUSI  być coraz bardziej pusta, aż wreszcie MUSI stawać się pustką całkowitą, próżnią doskonałą, idealną, absolutną. Tymczasem FIZYKA nie uznaje realności próżni absolutnej i powszechnie pokutuje w niej pogląd Kartezjusza, że PRÓŻNI NIE MA, próżnia nie istnieje. Ale Kartezjusz, w miejsce naszej próżni, przyjmował istnienie subtelnej, niewykrywalnej substancji, ETERU. Współcześni fizycy odrzucają teorie istnienia eteru, ale również nie chcą zaakceptować próżni. Dlaczego? W słowniku FIZYKI pod hasłem „próżnia” znaleźć można następujące wyjaśnienie: „próżnia 1. (w fizyce teoretycznej) Obszar, w którym nie ma żadnej materii, ani pola elektromagnetycznego ani grawitacyjnego. Temperatura w tym obszarze jest równa zeru bezwzględnemu, współczynnik załamania jest równy jedności, a prędkość światła ma wartość maksymalną. Stała elektryczna (patrz przenikalność elektryczna) i stała magnetyczna (patrz przenikalność magnetyczna) są zdefiniowane dla próżni. 2. (w fizyce doświadczalnej) Przestrzeń, w której ciśnienie gazu jest niskie, tzn. znajduje się w niej stosunkowo niewiele atomów lub cząsteczek gazu. Próżnia doskonała nie zawierałaby atomów ani cząsteczek, ale jest ona nieosiągalna, jako że wszystkie materiały jakie otaczałyby taką przestrzeń, mają skończoną wartość ciśnienia pary. W niskiej próżni ciśnienie jest zmniejszone do około 10-2 Paskala, natomiast w wysokiej próżni panuje ciśnienie 10-2 – 10-7 Pascala. Poniżej 10-7 Pascala mówimy o ultra wysokiej próżni.

Co z tych wszystkich informacji wynika? Co tu jest powiedziane? W fizyce doświadczalnej, czyli w fizyce stosowanej przez człowieka, próżnia doskonała (idealna, absolutna) jest oczywiście nie osiągalna, bo jest zbyt blisko materii i jej oddziaływań. Natomiast w fizyce jako takiej, czyli w fizyce teoretycznej, próżnia jest dokładnie określona i zdefiniowana. Mało tego, różne inne doświadczalne wartości fizyczne j.np. prędkość światła ustala się w stosunku do próżni doskonałej. Czyli próżnia idealna, absolutna, JEST. Jest ustalona nawet miara siły czyli ciśnienia tej próżni – czym doskonalsza próżnia tym niższe ciśnienie. Teorie pola elektromagnetycznego i grawitacyjnego są niewątpliwie oparte na prawie indukcji elektromagnetycznej Michaela Faradaya i prawie natężenia oddziaływania tych sił na pola Andre Marie Ampere’a (jeszcze z początków XIX wieku), które opisują zależności pola od siły i odległości od źródła. A więc pola oddziaływania materialnego w miarę oddalania się od niego ZANIKAJĄ i przestrzeń musi zgodnie z tymi prawami przechodzić w jakiejś odległości od materii w próżnię idealną.

Próżnię idealną można sobie łatwo wyobrazić: w świecie jest znikoma ilość materii „ważkiej” (np. gwiazd), (która również jest przeniknięta próżnią, bo atomy w 99.9% zawierają próżnię). Ta materia okrążona jest wielkimi „polami” swego oddziaływania, w miarę oddalania się od materii, pustkami coraz bardziej doskonałymi, obszarami polaryzującej próżni kosmicznej i wreszcie nieskończonością próżni absolutnej. Jeśli jest próżnia różnej „jakości”, niska, wysoka, kosmiczna, polaryzująca, czyli mniej lub bardziej doskonała, to musi być i próżnia idealnie doskonała. Oczywiście próżni doskonałej nigdy nie będzie w fizyce doświadczalnej, bo taka jest zawsze w polu oddziaływania materii. Ale materia i oddziaływanie materii gdzieś się kończy, ma swoje granice i zaczyna się nieskończona idealna pustka, bo nieskończoność to: „wielkość o wartości większej niż jakakolwiek osiągalna wartość”. No i teraz najważniejsze pytanie: Dlaczego więc jednocześnie z definicjami fizyki teoretycznej i ustaleniami różnych wartości w stosunku do próżni doskonałej toleruje się w fizyce i nadal akceptuje twierdzenie Kartezjusza, że PRÓŻNI NIE MA???

Ale są wyjątki. W książce prof. Michała Hellera pt. „Ewolucja kosmosu i kosmologii”, w której dosłownie nic nie mówi się o pustce, o próżni, o nicości, jak gdyby fizyka i kosmologia nie znała takich kategorii, znalazłem wyjątek. Heller cytuje kosmologicznego oponenta ogólnej teorii względności E.A. Milne’a, który między innymi napisał: „(…)Fizycy matematyczni, przypisując strukturę przestrzeni, przywracając strukturę temu, co jest bez struktury, w rzeczywistości z powrotem wprowadzili eter!” Heller dodaje: „Jego zdaniem przestrzeń nie ma żadnej struktury, a zatem nie może się ani rozszerzać, ani kurczyć. Jest „nicością”, w której umieszczona jest materia”[152]. A więc Milne pisał już 50 lat temu to co my teraz piszemy na ten temat, chociaż wcale go nie znaliśmy i nie znamy (jak podaje Heller Milne napisał wiele tomów dzieł o kosmologii).

Ilustracją, moim zdaniem, ciągłej dyskryminacji pojęcia „próżni” przez fizykę, sprzyjającej twierdzeniom: „próżni nie ma”, jest w.w. hasło o próżni w posiadanym przeze mnie słowniku FIZYKI. W słowniku tym jest tysiące haseł fizyki teoretycznej, ale tylko w tym jednym przypadku zaznaczona jest odmienność interpretacji „w fizyce teoretycznej” i „w fizyce doświadczalnej”. Czy to nie dziwne? I tak, w fizyce teoretycznej ustala się definicję próżni doskonałej i wymienia się jednak doświadczalne wartości dla takiej próżni (temperaturę, stałą elektryczną, stałą magnetyczną), a z kolei w fizyce doświadczalnej zaznacza się, że próżnia doskonała jest nieosiągalna. Jednak skąd próżnia doskonała może być osiągalna w „fizyce doświadczalnej”, jeśli ta jako taka dzieje się zawsze w obszarze znajdującym się mocno pod wpływem oddziaływań materii? W słowniku jest bardzo wiele haseł fizyki teoretycznej, ale w żadnym z nich nie jest zaznaczone na samym wstępie, że jest to tylko teoria. Np. pod hasłem: „cząstki elementarne” podaje się m.in. długi opis teorii kwarków i prawie na zakończenie pisze się tak: „Cała zawiła teoria kwarków znalazła obecnie potwierdzenie w dowodach pośrednich, choć ani istnienie kwarków, ani gluonów nie zostało dotychczas bezpośrednio potwierdzone doświadczalnie.” – czyli jest to tylko hipoteza, (wg. słownika „teoria bardzo zawiła”) i to sprzeczna z innymi teoriami, a jednak słownik tego nie zaznacza. Tylko przy omawianiu pojęcia „próżni” zostało to podkreślone. Dlaczego? Bo panuje nieuprawnione przekonanie, że próżni idealnej nie ma.


12.8.8. Antymateria.


Fizyka ujawnia materię i antymaterię, ustala cząstki i antycząstki. Ustala w ten sposób skończoność materii, jej powstawanie i ginięcie, czyli tzw. anihilację cząstek poprzez łączenie z antycząstkami. Dla TNR to znaczy, że fizyka przyjmuje obecność NIEBYTU (pustki, próżni), ale go NIE AKCEPTUJE. Próżnia jest niematerialną (nie zawierającą materii) siłą, zawiera energię, ciśnienie (różnicę potencjałów). Z tej siły powstaje cząstka i gdy spotka antycząstkę, następuje anihilacja i powrót jej do niebytu, bo anihilacja jest unicestwieniem cząstki w nicość. Ale co się dzieje z cząstkami, które powstały i nie spotkały antycząstki? Zdaniem TNR znalazły lub utworzyły swoje przeciwieństwo i łącząc się w ciągle większą złożoność utworzyły byt – teoria anihilacji jest potwierdzeniem powstawania bytu z niebytu TNR. Wydzielana przy anihilacji energia ginie z powrotem w próżni i wszystko niby się zgadza z zasadą zachowania energii postulowaną przez fizykę. Należałoby jednak stwierdzić przemieszczanie się siły ze sfery niebytu (próżni) do sfery bytu (materii). Natomiast zachodzi tu chyba sprzeczność z zasadą niezniszczalności materii i inne niekonsekwencje?


12.8.9. Teoria stanu stacjonarnego.


Ostatni zaznaczony tu problem dotyczy teoretycznych konsekwencji wynikających z odrzucenia teorii stanu stacjonarnego. Hawking wspomina o teorii stanu stacjonarnego zbudowanej w 1948 r przez dwóch Austriaków Hermana Bondiego i Thomasa Golda oraz Brytyjczyka Freda Hoyle’a, której „punktem wyjścia było założenie, iż w miarę jak galaktyki oddalają się od siebie, w pustych obszarach stale powstają nowe, zbudowane z nowej, ciągle tworzonej materii. (…)Teoria stanu stacjonarnego wymagała odpowiedniej zmiany teorii względności, by możliwe stało się ciągłe tworzenie materii”.[153] 

Teoria stanu stacjonarnego wymagała chyba nie zmiany lecz odrzucenia teorii Einsteina. Nie odrzucono jej jednak i nie zmieniono, a natomiast odrzucono teorię stanu stacjonarnego, mimo że określano ją jako „dobrą” i użyteczną. Nas interesuje ona przede wszystkim z tego względu, że jest to dowód na to, iż również bardzo poważni fizycy tworzyli fizyczne teorie „dorabiania materii”, czyli pokazali możliwość powstawania całych galaktyk z „niczego” w pustych rejonach kosmosu. Teorię odrzucono, ale czy poradzono sobie z faktem powstawania całych nowych galaktyk, co jest podobno faktem stwierdzonym? Fakt ten jest przecież sprzeczny z zasadą ZACHOWANIA materii, energii.

Heller też opisuje teorię stanu stacjonarnego, ale też nie wspomina co było merytoryczną przyczyną jej „odrzucenia”.

Metafizycznych pytań do NAUKI można by zadawać tysiące. Pytania dotyczą bytu i niebytu, a więc ontologii i metafizyki. My ograniczmy nasze pytania i problemy do powyższych, moim zdaniem dla naszej koncepcji widzenia rzeczywistości, kluczowych i z przykrością musimy stwierdzić, że TNR kontestuje wiele teorii fizyki, kosmologii i kosmogonii wypowiadających się o naturze rzeczywistości, a nie dostrzegających niebytu i nie opisujących powstawania siły, energii przez świat zużywanej.



[129] Informacje te pochodzą z haseł „matematyka” w słownikach filozoficznych.

[130] Krajewski, Stanisław (2003) Twierdzenie Goedla i jego interpretacje filozoficzne, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii Państwowej Akademii Nauk, Warszawa, s.21

[131] Heller, Michał (1985) Ewolucja kosmosu i kosmologii, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.str. 198

[132] Blackburn, Simon (1998) Oksfordzki Słownik Filozoficzny, Książka i Wiedza, Warszawa

[133] Podsiad, Antoni, Zbigniew Więckowski (red.) (1983) Mały Słownik Terminów i Pojęć Filozoficznych, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa.

[134]Peacocke 1986, za Polkinghorne, Johna (1995) Rozum i rzeczywistość, ZNAK, Kraków, s. 53-54

[135] Heller, Michał (1985) Ewolucja kosmosu i kosmologii, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.129.

[136]Tempczyk, Michał (1986) Fizyka a świat realny – elementy filozofii fizyki, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.158-159

[137] Hawking, Stephen W. (1996) Krótka historia czasu – od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, Wydawnictwo Zysk i Ska, Poznań, s.116.

[138] tamże, s. 58.

[139] Tempczyk, Michał (1986) Fizyka a świat realny – elementy filozofii fizyki, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s. 162

[140] Tamże, s. 230 - 231

[141] Isaacs Alan (red.) (2000) Słownik Fizyki, Prószyński i S-ka, Warszawa

[142] Isaacs Alan (red.) (2000) Słownik Fizyki, Prószyński i S-ka, Warszawa

[143] Blackburn, Simon (1998) Oksfordzki Słownik Filozoficzny, Książka i Wiedza, Warszawa.

[144] Tempczyk, Michał (1986) Fizyka a świat realny – elementy filozofii fizyki, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.s. 112, 113.

[145] Białynicki Birula i Śledzewska Błocka: „Postępy fizyki”

[146]Hawking, Stephen W. (1996) Krótka historia czasu – od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, Wydawnictwo Zysk i Ska, Poznań, s.70

[147] Tamże s. 131

[148] Tamże s. 134.

[149]Tamże, s. 136

[150] tamże, s. 140

[151] Tempczyk, Michał (1986) Fizyka a świat realny – elementy filozofii fizyki, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.66,67,68

[152] Heller, Michał (1985) Ewolucja kosmosu i kosmologii, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, s.96

[153] Hawkinga, Stephena W. (1996) Krótka historia czasu – od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, Wydawnictwo Zysk i Ska, Poznań, s.55