Rozdział III

NIEBYT

3.1. Istnienie niebytu

W rozdziale I przedstawiłem koncepcję bytu TNR. W rozdziale II wprowadziłem pierwotne pojęcie „przeciwieństwa”. Konsekwencją myśli przedstawionych w poprzednich rozdziałach stać się musi teza brzmiąca na pozór paradoksalnie i stojąca w sprzeczności z całą dotychczasową tradycją filozoficzną. Teza ta brzmi:

N I E B Y T   J E S T !

Twierdzenie o istnieniu niebytu jest ważnym i oryginalnym dorobkiem TNR. Sprzeciw i wręcz negacja TNR względem tradycji jest w tym względzie zdecydowany i bezkompromisowy. Parmenidejska teza „niebytu nie ma” zostaje tutaj wskazana jako oczywisty i fatalny w skutkach błąd.

Zgoda na tezę, „niebytu nie ma” nie tylko nie jest konsekwencją zrozumienia bytu i bycia ale przede wszystkim nie ma nic wspólnego z istotowymi cechami człowieczeństwa. Niezdolność do doświadczania NIEBYTU to przecież niezdolność do doświadczania CIERPIENIA, a więc zatracenie przez człowieka AUTENTYCZNOŚCI, prawdziwości bytu. Cierpienie, jako element istotnych cech losu człowieka nadaje autentyczność (rzeczywistość), siłę i wartość BYCIU i, co za tym idzie, NIEBYCIU. Tymczasem niezdolność człowieka do doświadczania bliskości niebytu i odmowa cierpienia prowadzi bezpośrednio do zaniku zdolności POZNAWANIA i myślenia, a co z kolei za tym idzie, następuje ZATRACENIE AUTENTYCZNOŚCI podmiotu i realności przedmiotu badania oraz możliwości ich rozpoznawania.

Dlaczego najwyższą formą cierpienia jest doświadczanie niebytu? Bo „(…) lepsze zaś jest być, niż nie być” (Arystoteles). Bo byt ma na celu bycie jak najdłuższe i jak najpełniejsze oraz spełnienie swej funkcji czyli misji, zaś niebyt jest zakończeniem „CUDU” bycia tego bytu. Każdy byt, nie tylko ożywiony, ale moim zdaniem i nieożywiony, reaguje, czyli odczuwa. W związku z tym byt musi odczuwać niebyt jako swoje zagrożenie, musi czuć lęk i trwogę, mówiąc językiem Heideggera.

Przetwarzanie symboli w myśleniu technicznym jest tylko pozornie analogiczne do interpretowania symboli w filozofii i jej działach: ontologii i etyce. Techniczne DIAGNOZY w rodzaju tzw. „naukowych” twierdzeń:

„jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka”; „państwo to specjalna organizacja siły i przemocy, w celu uciskania jakiejś klasy”; „To zupełnie naturalne, że władza robotnicza i chłopska zabija wrogów jak wszy”; „Dla osiągnięcia celu politycznego można poświęcić w ofierze połowę”;[29] – to dowody utraty zdolności poznawania, myślenia, cierpienia, czyli utraty człowieczeństwa przez człowieka. Moim zdaniem, łączy się to bezpośrednio z odmową doświadczania niebytu przez Parmenidesa, wyrażoną w twierdzeniu: „byt jest - niebytu nie ma”! 


3.2. Definicja niebytu

Przytoczone w rozdziale I klasyczne definicje bytu nie uwzględniają w ogóle realnej obecności, ani nawet możliwości przeciwieństwa bytu, czyli niebytu. TNR jednak twierdzi, że niebyt istnieje, byt i niebyt jako przeciwieństwa są dowodami swojej egzystencji. Niebyt jest wyodrębniony, również stanowi jakąś całość, również posiada treść, chociaż pustą i nieskończoną, idealnie zrównoważoną, ale realną, bo opartą na materialistycznych przypadłościach (ciśnienie, temperatura, odległość). Nie jest bytem, lecz jest jego przeciwieństwem, niebytem.

Esencja RZECZYWISTOŚCI „składa się” z bytu i NIEBYTU, między którymi zachodzi stan równowagi względnej. Niebyt nie jest negacją bytu jak twierdził Parmenides, Heraklit i inni Grecy, a za nimi tysiące filozofów, bo nie jest antagonistyczny, nie niszczy bytu, lecz sprawia jego eminencję (wyniesienie), ale i ogranicza. Niebyt jest tak samo konieczny, jak koniecznym jest byt. To on konstytuuje i wyznacza granice, porządkuje i dyscyplinuje byt. Czyli jest AFIRMACJĄ bytu. Niebyt nie może nie być.

Niebytem określamy to, co nie jest bytem, ani żadną materią niezrównoważoną. Stanowi on ograniczenie bytu i jego przeciwieństwo. Istotą niebytu jest nieskończona we wszystkich wymiarach pusta przestrzeń, bezruch, wieczne teraz, czyli wieczność bez początku i końca, prostota, jedność struktury, bo elementy niebytu są idealnie zrównoważone, z czego wynika ich zwrotność (wymienność, podobnie jak zwrotność czasu i przestrzeni w obowiązującej obecnie w nauce „czasoprzestrzeni”). Niebyt jest idealną siłą wirtualną, ujawniającą się tylko efektami. Ale ponieważ każda siła, również doskonała (a więc bierna), ma materialną potencję, więc niebyt jest kategorią materialistyczną.

Moim zdaniem, Wszechświat, rzeczywistość, składa się z niebytu absolutnego (próżni absolutnej), obrzeży (próżni kosmicznej, polaryzującej), czyli niebytu wymieszanego z bytem i bytu, który jednak nie jest nigdy bytem absolutnym, bo jego wbudowaną częścią jest zawsze niebyt. Czyli TNR jest opisem świata całkowicie odmiennym od dotychczas istniejących, które twierdzą odwrotnie, a mianowicie, że „nic nie powstaje z niczego”, świat jest tylko i wyłącznie materią, a niebytu absolutnego nie ma.

W świecie filozofii i „nauki” obowiązuje nadal twierdzenie Kartezjusza, że „Próżnia nie istnieje i Wszechświat fizyczny jest rodzajem ogromnego zegara, w którym wszystkie siły mają charakter popchnięć.” Druga część tego twierdzenia jest zmodyfikowana teoriami mechaniki kwantowej i pola, oraz teoriami prawdopodobieństwa, wolności i twórczości, a rzeczywistość traktuje się jako „sieć” wzajemnych powiązań i całość (co wcale nie oznacza, że w tej sieci i w tej całości uniwersalna zasada „każdej akcji towarzyszy reakcja” przestała obowiązywać) – ale pierwsza część tego twierdzenia Kartezjusza, że „próżnia nie istnieje” w pełni obowiązuje nadal. TNR sprzeciwia się temu stanowi rzeczy i proponuje filozofii i naukom szczegółowym np. fizyce, nowy twardy rdzeń i paradygmat: NIEBYT, próżnia, nicość i równowaga bytu i niebytu, jako wzorzec i nowy model myślowy. Za proponowanym przeze mnie nowym paradygmatem nauki przemawia również teoria kwantu, ujawniająca nieciągłość energii (materii) i jej porcjowanie, czyli ujawniająca również interwał (przerwę pomiędzy porcjami) i stałą Plancka, porcję energii. Interwał jest moim zdaniem naukowym dowodem istnienia niebytu, bo jak dowodził Parmenides, każda nieciągłość bytu musi być niebytem.

Wszechświat jest nieskończony, ale nie tylko bytem jest zapełniony, lecz również i przede wszystkim niebytem absolutnym. Gdyby świat był tylko bytem nieskończonym, niebo powinno wyglądać jak jeden błyszczący jasnością ekran. Tymczasem my widzimy miliardy gwiazd, ale jednak widzimy poszczególne gwiazdy, a nie światło nieskończonej ilości gwiazd.

NIEBYT jest przedmiotem niematerialnym, tzn. nie zawierającym materii, ale kategorią materialną i realną. Jest nicością, nicością rzeczywistą. Będąc pustką, próżnią, nicością, istnieje i przejawia się pod postacią idealnej bezsiły. Dowodem realnym siły niebytu jest fakt różnicy ciśnienia w próżni w miarę jej „doskonałości”, oraz temperatura bezruchu, bezwzględne zero (około -280°Celsjusza). Stan nic nie zawierający, pusty, pozaczasowy, BEZRUCH, który jakoś egzystuje, FUNKCJONUJE (spełnia swoją rolę, jakieś zadanie), a jeśli funkcjonuje to jakoś bytuje, istnieje, jest, chociaż nie jest bytem – przejawia się w przeciwstawny sposób niż wszelkie byty materialne.

Niebyt konstytuuje i współtworzy byt, a jak to się dzieje opowiem dalej. Teraz spróbuję zdefiniować NIEBYT odwołując się do systemu Arystotelesa.

Pierwszą cechą „naukowego” poznania Arystotelesa jest KONIECZNOŚĆ, a drugą ogólność, powszechność.  Konieczność badał Arystoteles posługując się poczwórnym sposobem orzekania przyczynowego: formalnym, materialnym, bytowym i celowościowym.

1.      Pierwsze orzekanie to orzekanie formalne – z definicji. Jeśli najkrócej zdefiniujemy niebyt jako przeciwstawienie i ograniczenie bytu, formalnym określeniem niebytu będzie:

>niebyt jest przeciwieństwem bytu<

2.      Drugim orzekaniem (orzekaniem materialnym) będzie:

>niebyt jest bezsiłą materialną, BIERNĄ, bo idealnie zrównoważoną i egzystuje w przeciwstawny sposób niż wszelkie AKTYWNE byty (siły) materialne, co nie znaczy, że niebyt TNR jest „duchem”, tzw. „bytem niematerialnym” znanym z teologii. Niebyt istnieje realnie, rzeczywiście, materjalnie, bo daje materialne efekty. Bycie niebytu jest byciem absolutnym. Egzystencja niebytu jako wieczności, nieskończoności i bezruchu jest absolutnym sposobem bycia i siłą doskonałą (a każda siła daje materialne skutki) przysługującą tylko i jedynie niebytowi.<

3.      Trzecim orzekaniem (orzekaniem bytowym) dla niebytu byłoby stwierdzenie:

>niebyt bytuje SAMOISTNIE, chociaż niesamodzielnie, tak samo jak byty i inna cała zawartość rzeczywistości<

Arystoteles twierdził, że mogą być byty samodzielne i niesamodzielne – TNR nie widzi takiego zróżnicowania i według TNR „wszystko co jest, musi być”, (Hegel) „wszystko co może być, jest”, (Bacon) „jestestwo jest zawsze tym czym może być, i tak, jak jest swą możliwością” (Heideger) i wynika z tych twierdzeń późniejszych filozofów, dla nas oczywistych, że nie ma nic „samodzielnego”. TNR stwierdza współzależność bytów i niebytu, dlatego nie uznaje istnienia żadnych bytów samodzielnych, niezależnych i nie uznaje „samodzielnego” niebytu. Arystoteles charakteryzuje byt „różnorodnie” w relacji do jednej natury i wobec tego TNR musi scharakteryzować NIEBYT jednorodnie i jednoznacznie: struktura bytu jest złożona, struktura niebytu jest prosta i czysta, bo idealnie zrównoważona, czyli niebyt nie ma struktury, jest jednością, a jego elementy są wymienialne, zwrotne;

4.      czwartym orzekaniem celowościowym określającym przyczyny sprawcze zewnętrzne, będzie stwierdzenie:

>niebyt i byt są komplementarnymi przeciwieństwami, jeżeli jest byt musi być niebyt ograniczający byt,  czyli niebyt jest przyczyną sprawczą i celową bytu i odwrotnie<

W tej sytuacji badawczej możemy próbować zdefiniować NIEBYT w jeszcze inny sposób: Niebyt jest idealnie zrównoważonym, nie zawierającym materii, absolutnym przeciwieństwem skończonego bytu, egzystuje konkretnie, niesamodzielnie, bo w korelacji z współobecnym bytem i jest przyczyną sprawczą i celem bytu. Niebyt jest jestestwem ujawniającym się wirtualnymi efektami materialnymi. Niebyt jest symetrią idealną, a byt jest symetrią naruszoną, złamaną.

Mojemu twierdzeniu o istnieniu niebytu stawiane są następujące zarzuty, na które od razu odpowiadam:

zarzut 1.: „Jeżeli niebytem określamy to, co nie jest bytem, a cechą bytu jest istnienie, to istnienie nie przynależy do niebytu”

odpowiedź: Moim zdaniem, istnienie jest taką cechą, która przynależy zarówno do bytu, jak i do niebytu. Niebyt ma swoją pierwotność, czyli istotne cechy, swoją naturę (nicość, pustkę, bezruch) i wobec tego przynależy mu istnienie. Poza tym istnienie jest właściwością przygodną dla bytu, jest przypadłością przemijająca i niesamodzielną bytowo, ale nie dla wiecznego niebytu. Cechami są różnego rodzaju właściwości bytu i niebytu, ale egzystencja, istnienie, jest, moim zdaniem, cechą przysługującą wszystkiemu co ujawnia, choćby wirtualnie, jakiekolwiek materialne skutki (efekty) i ma znaczenie. TNR do „rzeczywistości” w ramach „obrzeża” bytu i niebytu zalicza również istnienie sposobów bycia, wartości, przedmioty abstrakcyjne nawet nie istniejące przeszłość i przyszłość. Istnienie jest podstawowym „składnikiem” i warunkiem tak bytu, jak i niebytu. Egzystencja stanowi o akcie bytu i stanowi również o akcie niebytu. Przypisuję bytowi kategorię istnienia, jako stwierdzenie obecności ESENCJI (własności istotnych, niezbywalnych) bytu, której treścią jest ruch, zmiana, równowaga względna i przemijanie. Istnienie bardziej przynależy do niebytu (bo niebyt jest wg. TNR absolutnym elementem rzeczywistości), niż do bytu, który jest w ustawicznej zmianie. Poza tym, TNR jest holistycznym (holizm – prymat całości nad jej częściami) ujęciem problemu, zgodnie z którym znaczenie kategorii istnienia wyznaczane jest (zdeterminowane jest) przez całość teorii. Pojęcia „jest” i „nie jest” spełniają funkcję operatorów wskazujących na obecność szczególnych własności – istnienie jest predykatem (warunkiem) drugiego stopnia, jest własnością własności. A nasz opis jest teorią bytu i niebytu i do jego zrozumienia „niebyt” jest konieczny.

2. zarzut 2.: „Jeżeli niebyt jest „przedmiotem” (?) niematerialnym, to jest jaki? (duchowy?)”

odpowiedź: Niebyt nie zawiera materii, ale nie jest przedmiotem duchowym, jest czymś realnym, rzeczywistym, ale pustym, idealnym i absolutnym. Jest jestestwem niematerialnym w znaczeniu braku aktywnej siły, ale jest siłą bierną, i jak każda siła daje efekty materialne, a więc moim zdaniem jest kategorią materialistyczną. Niebyt jest nicością i określanie go przedmiotem jest znów symbolicznym potwierdzeniem jego rzeczywistości. Niebyt jest „przedmiotem” w sensie filozoficznym, czyli tym co jest poznawane i co może zostać poznane. Zdaniem TNR, aby dotrzeć do niematerialnie istniejącej duszy (duchowego wymiaru) świata trzeba „pokonać” (rozpoznać, uświadomić sobie) nie tylko byt, ale i niebyt. Aby faktycznie rozeznać rzeczywistość materialną, do której przynależy z natury rzeczy (omnis determinatio negatio Spinozy) nie zawierająca materii pustka, stanowiąca jej podłoże, trzeba rozpoznawać doskonałą (idealną) bezsiłę niebytu. Natomiast niematerialne „byty duchowe”, dusza, niematerialne „ja”, są przedmiotami abstrakcyjnymi i efektami myślenia idealistycznego, ale ponieważ mają „znaczenie” również przynależą do rzeczywistości i  CAŁOŚCI.

3. zarzut 3.: „Jeżeli niebyt bytuje, to jest bytem, a kategoria niebytu staje się w tym momencie niepotrzebna”

odpowiedź: niebyt nie tyle „bytuje”, co jest obecny, (lub funkcjonuje, bo ogranicza byt), ale nie musi wynikać z tego, że jest bytem, jest niebytem, bo jest przeciwieństwem bytu, jest prosty, posiada strukturę idealnej jedności, jest pusty, i to jest jego esencją. Jego bycie jest całkowicie różne od bycia bytu, jego „bytowanie” jest całkowicie odmienne od bytowania bytu, a więc niebyt nie bytuje i dlatego kategoria ta jest konieczna dla wyrażania i badania struktury rzeczywistości.

4. zarzut 4.: „Zgodnie z „brzytwą Ockhama” nie należy wprowadzać pojęć (niebyt) niepotrzebnych dla wyrażenia rzeczywistości”

odpowiedź: rzeczywistość bez kategorii niebytu, zawierająca sam byt, jest niepełna. Rzeczywistość składa się z bytu i niebytu i wobec tego wprowadzanie i wyjaśnianie tego pojęcia jest konieczne (nie jest  niepotrzebne). TNR jest właściwie teorią „niebytu’ i wobec tego omawianie przez nią  istnienia niebytu jest warunkiem koniecznym prawdziwości jej twierdzeń. Bez kategorii niebytu nie można by w ogóle mówić o nieantagonizmie przeciwieństw, ani o przeciwieństwach i ich równowadze. Miejsce jakie niebyt zajmuje w naszej TNR i w opisie rzeczywistości z tej teorii wynikającej, uniemożliwia zastosowanie „brzytwy Okchama” wobec niebytu.

5. zarzut 5.: „Jeżeli w ogóle niebyt jest, to jest prawdopodobnie poza wszelkimi określeniami, jest niewyrażalny. Na Wschodzie mistycy doświadczają pustki, ale to doświadczenie wykracza poza ludzki język. Mistyk milczy.”

odpowiedź: Faktem jest, że niebytu trudno doświadczyć i z tym uświadomionym doświadczeniem żyć dalej, ale nie jest to niemożliwe. Wielu ludzi na co dzień styka się z niebytem, np. ludzie umierający miesiącami w cierpieniach, lub epileptycy, którzy tracą przytomność co jakiś czas i na wiele godzin, ludzie, którzy wielokrotnie o włos ocierają się o śmierć w różnego rodzaju sytuacjach np. na wojnie. Dla takich ludzi, którzy ze śmiercią żyją „za pan brat” (również lekarzy), jeśli sobie to uświadamiają, niebyt nie jest „poza wszelkimi określeniami” i nie jest niewyrażalny. Odwrotnie. Ten bezpośredni kontakt z prawdą (z niebytem) jest dla takich osób źródłem wiedzy o rzeczywistości, którą oni uważają za bardziej realną. Taki bezpośredni kontakt z niebytem zachodzi w świecie zewnętrznym, postrzeganym zmysłowo i pozostaje w ich psychice. Zresztą to samo jest w naturze organicznej i nieorganicznej. Np. ATOM, jeden z najbardziej podstawowych elementów materii, jest złożony w 99,999% z próżni, czyli wg TNR składa się w wielkim stopniu z niebytu. Atom jest dla nas dowodem równowagi względnej bytu i niebytu i współobecności dwu zasadniczych, niewspółmiernych i niekompatybilnych przeciwieństw rzeczywistości. Dlatego podjąłem się zadania określenia i wyrażenia kategorii niebytu. Niebyt jest przeciwieństwem bytu i doszedłem do niego drogą indukcji – ze zbioru empirycznych i rozumowych przesłanek wyprowadziłem wniosek: „wszystko co przynależy do rzeczywistości ma swoje przeciwieństwo”, a z tego wniosku wyprowadzam tezę: „niebyt jest przeciwieństwem bytu i wobec tego jest składnikiem rzeczywistości”. Jest to dedukcja analityczna, definicja informująca o znaczeniu tego terminu i jednocześnie definicja realna poprzez jednoznaczną charakterystykę. Niebyt jest nicością, pustką, próżnią, to są określenia znane od starożytności. PRÓŻNIĄ zajmował się już Demokryt i nazywał ją niebytem. Dzisiejsza FIZYKA zna definicję próżni, ale jak dotąd idealnej, absolutnej próżni nie wykryła, ani doświadczyła. Ale gdy próżnię ustanowi swoim „twardym rdzeniem” i zajmie się wszechstronnym jej badaniem, to być może idealną próżnię odkryje empirycznie, a następnie odkryje pomost między niebytem a bytem, tzn. wcale nie jest pewne czy nie odkryje empirycznie sposobu ewolucyjnego powstawania materii. Zresztą takie naukowe teorie o ewolucyjnym powstawaniu materii już dawno istnieją – o czym piszę w rozdziale „TNR a fizyka współczesna.


3.3. Dowody istnienia niebytu

Podstawowym dowodem istnienia niebytu jest tożsamość bytu. Pojęcie „byt” zawiera w sobie pojęcie „niebyt” i odwrotnie. Istnienie niebytu wynika z definicji („niebyt jest rzeczywistością ....”), rzeczywistość istnieje, a więc i niebyt istnieje. Istnieć to tyle co być aktualnym lub potencjalnym przedmiotem doświadczenia zmysłowego, co wielokrotnie udowadniamy. Istnieć to oddziaływać na coś lub podlegać oddziaływaniu i jest to treścią zasad korelacji i komplementarności przeciwieństw.

Pojęcie „byt” zawiera w sobie pojęcie „niebyt” i odwrotnie. Wobec tego „niebyt”, tak jak „byt”, również nie jest czymś tylko pomyślanym i wymyślonym, lecz jest jestestwem obiektywnym. Treść poprawnie określona analitycznie, syntetycznie (empirycznie) i logicznie uprawnia do orzekania o istnieniu i obiektywnej prawdziwości tego określenia.

Z prawdziwych przesłanek, że z przeciwieństwa musi wynikać przeciwieństwo i że wszystko co przynależy do rzeczywistości ma swoje przeciwieństwo, wyciągamy niewątpliwie prawdziwy wniosek, że przeciwieństwem bytu jest niebyt.  Pojęcie byt zawiera w sobie pojęcie niebyt. Przeciwieństwem realnego bytu jest realny niebyt również dlatego, że oba pojęcia są abstrakcyjne i ogólne, ale określające rzeczywistość. Niebyt, byt i ich obrzeża (materia niezrównoważona) tworzą Wszechświat (rzeczywistość) oznaczający mnogość jednostkowych konkretnych bytów materialnych i materii niezrównoważonej, w tym przeciwieństw, a niebyt nie jest pojęciem abstrakcyjnym i ogólnym, jest określoną i konkretną prostotą.

NIEBYT posiadający jedyne w swoim rodzaju własności, a mianowicie: wieczne teraz, nieskończoną pustkę i bezruch, jest wyrażeniem typu „deskrypcji określonej” Russela, czyli potwierdzeniem jego istnienia, określeniem, że istnieje tylko jeden i jedyny niebyt.

Deskrypcja określona Russella to wyrażenie kwalifikujące coś jako jedynego posiadacza pewnej własności, w świetle czego po należytym rozbiorze zdania typu „jedyne F jest G” winniśmy rozumieć, że istnieje pewne F, że nie ma dwu F i że F jest G. A więc w naszym przypadku, gdy niebyt zakwalifikujemy jako F, czyli jako jedynego posiadacza własności G (bezruchu, nieskończonej pustki, wieczności), poprawna definicja niebytu jako jedynego posiadacza tych własności wymaga istnienia jednego i tylko jednego niebytu (F). Twierdzenie natomiast, że F (niebyt) nie istnieje, nie znaczy wtedy, że nie istnieje coś czego nie ma (byłby to wtedy paradoks), lecz, że albo nie istnieje coś (F) co ma własności G, albo, więcej niż jedna rzecz ma własności G (jest więcej niż jeden F). Ale dla TNR jest jasne, że istnieje coś, czego materialnymi własnościami są G (ciśnienie pustki, temperatura bezruchu, czas, wieczność, przestrzeń, są też materialnymi własnościami, bo tworzą scenę, na której odbywa się bycie bytu) i wiemy, że może to być tylko jedne F, czyli tylko niebyt.

Formalnie teoria deskrypcji określonej Russella sprowadza się do dwóch definicji: „jedyne F jest G” i „jedyne F (niebyt) istnieje”, bo jest G (wieczne, puste, bez ruchu). Russell przypisywał tej teorii ogromną doniosłość, gdyż wskazuje ona, jak rozumieć sądy formułowane z zastosowaniem terminów pustych (np. „Bóg”), czyli odnoszących się do niczego, bądź opisujących wszystko, bez postulowania tajemniczych czy zastępczych rzeczy jako ich odniesień.

Twierdzenie, że niebyt nie istnieje nie znaczyłoby, iż istnieje coś czego nie ma, lecz że nic nie jest niebytem, bo nie ma takiej rzeczy o takich własnościach, albo że jest więcej niż jeden niebyt, że jest więcej jestestw o takich własnościach. TNR twierdzi, że jest i może być tylko jedno jestestwo o takich własnościach i jest nim NIEBYT i znamy go gdyż doświadczamy go bezpośrednio (np. doświadczając śmierci) i opisujemy jedynymi w swoim rodzaju (monadycznymi) predykatami podając jego własności (materialne przypadłości): idealnie zrównoważony pusty bezruch.

Teoria „deskrypcji określonej” Russela jest logiczną i semantyczną przesłanką uzasadniającą twierdzenie o istnieniu niebytu. Wg. teorii Russella znamy jakąś rzecz gdy doświadczamy jej bezpośrednio, a każdą inną rzecz poznajemy poprzez opis, gdy potrafimy podać takie a takie jej własności. TNR zna niebyt bezpośrednio (poprzez śmierć, wieczność, nieskończoną przestrzeń), jak również poprzez opis jego własności. Dlatego deskrypcja Russella jest zdaniem TNR jeszcze jednym argumentem za istnieniem niebytu. Zauważmy przy tym, że nie tylko niebyt (F) jest w tym rozumowaniu „jedynym posiadaczem” tych własności, ale również te własności są jedyne w swoim rodzaju i określane są monadycznymi predykatami, czyli predykatami wymagającymi tylko jednego terminu do utworzenia zdania (np. „jest wieczny”). Ma to, moim zdaniem, również związek z terminami (wyrazami) pierwotnymi, czyli wyrażeniami oczywiście zrozumiałymi, których prawdziwość narzuca się sama przez się intelektowi. Oczywistości (np. „mama”, pierwsze słowo wymawiane przez niemowlęta we wszystkich językach – jest tylko jedna „mama” i każdy wie co to takiego jest) są jednym z kryteriów prawdziwości zdania. Termin pierwotny i oczywistość w rozumowaniu dedukcyjnym wyraża się w aksjomatach czyli pewnikach, twierdzeniach nie wymagających uzasadnienia, o ile rozumie się wyrażające je terminy. Na podstawie aksjomatów, które są formułowane na podstawie terminów (wyrazów) pierwotnych i które przyjmowane są w naukach dedukcyjnych bez dowodu, a ich gwarancje prawdziwości upatruje się w ich oczywistości (właściwości przysługującej pierwszym zasadom bytu i myślenia: niesprzeczności, przyczynowości, racji dostatecznej i tożsamości – tej ostatniej kwestionowanej przez TNR) lub wykazanej niesprzeczności, uzasadnia się wszystkie inne twierdzenia. A więc, moim zdaniem, deskrypcja określona Russella, przynajmniej w odniesieniu do mojego przykładu „niebytu” łączy w sobie wszystkie wymienione wyżej inne jakości języka:

1. monadyczność predykatów,

2. terminy (wyrazy pierwotne),

3. oczywistości, z których tworzymy aksjomaty,

4. aksjomaty, którymi uzasadniamy twierdzenia pochodne.

Jest i może być tylko jeden niebyt o jedynych w swoim rodzaju właściwościach wieczności, bezruchu i nieskończoności. Wszystkie te terminy (niebyt, bezruch, wieczność, pusta nieskończoność) są, moim zdaniem, wyrazami jedynymi w swoim rodzaju i oczywiście zrozumiałymi i możemy na ich podstawie tworzyć aksjomaty i pochodne, niesprzeczne twierdzenia. Cały czas właśnie to robimy tworząc opis rzeczywistości TNR.

Deskrypcja określona Russella jest, moim zdaniem, kontynuacją i potwierdzeniem słuszności twierdzenia Kartezjusza, że „według praw prawdziwej logiki, o żadnej rzeczy nie należy najpierw zapytywać, czy jest, o ile wcześniej nie zrozumie się, czym jest”[30]. „Niebyt” TNR’u jest  dokładnie określony deskrypcją Russella i zgodny z „prawdziwą logiką” Kartezjusza. Ja rozumiem i opisuję czym niebyt jest i dlatego możemy twierdzić, że NIEBYT JEST.

Dowodem naukowym i empirycznym istnienia niebytu jest dla mnie teoria kwantu, stała Plancka, interwał pomiędzy porcjami energii, czyli stwierdzana przez tą teorię nieciągłość energii (materii). Teoria kwantu stwierdza emitowanie energii porcjami i interwał, czyli przerwę pomiędzy nimi. Drgania każdego oscylatora, np. atomu wzbudzonego, emitującego promieniowanie, są dowodem nieciągłości energii. Energia jest bytem, a czym może być przerwa pomiędzy porcjami tego bytu? Tylko niebytem, stwierdzał to już Parmenides. Dowodem naukowym istnienia niebytu są również:

1. fizyczna definicja próżni absolutnej,

2. temperatura bezruchu określana jako zero bezwzględne, czyli około -280 C.

Ciśnienie próżni i temperatura bezruchu to wirtualne przejawy niebytu ujawniające wielką siłę materialną w niebycie idealnie zrównoważoną.

Wiele innych poszczególnych elementów, poszczególnych teorii fizycznych można traktować jako hipotezy potwierdzające istnienie niebytu TNR, np. fizyka newtonowska traktuje przestrzeń, czas i materię jako byty całkowicie rozłączne, czyli właściwie tak, jak TNR z tym, że TNR przestrzeń i czas traktuje jako absolutne elementy idealnego zrównoważenia niebytu niewspółmierne i niekompatybilne do materii. Natomiast obowiązująca ortodoksja filozoficzna i fizyka einsteinowska traktuje przestrzeń i czas nie jako jestestwa obiektywnie istniejące, lecz jako względne właściwości materii. Jednakże Einstein obliczając i ustalając tzw. stałą uniwersalną prędkości światła (ok. 300 tys. km\s) i wyznaczając wzór tożsamości energii i masy ( E=mc2) chyba naruszył tutaj zasadę niesprzeczności, gdyż nie ma wątpliwości, że jeśli promieniowanie elektromagnetyczne (światło) rozchodzi się z tak wielką szybkością i wędruje przez przestrzeń miliony, czy nawet miliardy lat świetlnych to wynika z tego, że nie napotyka ono żadnego oporu, czyli fotony (kwant promieniowania, porcja energii) biegną pustą przestrzenią, czyli próżnią absolutną. Prędkość światła ustalona dla próżni absolutnej jest powszechnie używana, jako „stała uniwersalna” w fizyce doświadczalnej i innych naukach (kosmologii itp.). Ustalając prędkość światła Einstein, moim zdaniem, ustalał istnienie bezruchu absolutnej pustki i absolutnej przestrzeni. Jest to hipoteza Einsteina, według mnie, potwierdzająca istnienie niebytu TNR.

Symbolami matematycznymi niebytu są liczba 0 i ∞. Zero i nieskończoność są idealnymi liczbami, nie mogą być plusowe czy minusowe. Zero i nieskończoność są matematycznymi dowodami niebytu. Liczby symbolizują jakieś materialne wartości, ale zero symbolizuje NIC, czyli niebyt. Zero jest przerwą między liczbami, pokazuje nieciągłość liczb, nieciągłość wszelkich wartości materialnych, nieciągłość bytu, czyli jest symbolem niebytu. „Nieskończoność” matematyczna jest z kolei symbolem nieskończoności niebytu (czasu i przestrzeni).

Nieciągłość energii przejawiająca się w drganiach i częstotliwościach jej emitowania przez oscylatory (np. promieniowanie kosmiczne, czy emitowanie energii przez „wzbudzone” atomy), czyli po prostu interwały pomiędzy porcjami (kwantami) wysyłanych fotonów, (wielokrotnie zaznaczana przez jednego z twórców teorii kwantowych Wernera Heisenberga), jest, moim zdaniem, obecnie „dyskretnie” przekręcana. A więc z jednej strony teoria kwantu stwierdza „dyskretne” (nieciągłe) wartości pola, objętości i innych parametrów, i stwierdza, że „świat kwantowy musi być nieciągły”[31], ale czym w końcu jest dla świata kwantów ta „dyskretność”, czyli nieciągłość, nikt nie wyjaśnia i wszyscy wykluczają ją ze swych badań, których jedynym przedmiotem czynią „zdarzenie”.

Jednak zdaniem TNR do zdarzenia należy nie tylko emisja energii, ale i interwał tej emisji, nie tylko zmiana, ale i odstęp czasowo przestrzenny pomiędzy przyczyną i skutkiem. Dla TNR ten odstęp jest oczywistym dowodem istnienia niebytu, który jest jestestwem pozbawionym materii i ujawnia się tylko efektami.

Niebyt w ogóle pomijany jest milczeniem przez czołowych przedstawicieli nauki (np. Hawking, Penrose, Smolin, Weinberg, Polkinghorne, Feynman), a parametry nieciągłości i przyporządkowanie matematyczne interwału NIE są uwzględniane w teoriach naukowych. Jednocześnie ci sami czołowi przedstawiciele i dysponenci „standardów naukowych” stwierdzają nieprzydatność Świata Newtona, kwestionują wiele elementów teorii Einsteina i podkreślają niedostatki teorii kwantowych. Smolin pisze:

„Fizyka newtonowska jest przydatna jako przybliżenie, które pomaga, zrozumieć wiele różnych zjawisk, lecz została całkowicie zdyskredytowana jako odpowiedź na jakiekolwiek fundamentalne pytanie dotyczące natury świata.”[32]

Zaś Roger Penrose pisze:

„Starałem się tu nie ukrywać faktu, że według mnie rozwiązanie problemów teorii kwantów wymaga znalezienia lepszej teorii. Nie jest to pogląd konwencjonalny, ale nie jest również niezwykły. Wielu z twórców mechaniki kwantowej sądziło podobnie. Wspomniałem już o zastrzeżeniach Einsteina. Schoedinger (1935), DE Broglie (1956) i Dirac (1939) również uważali mechanikę kwantową  za teorię prowizoryczną. (…) Być może jakaś wersja teorii „zmiennych ukrytych” okaże się możliwa do zaakceptowania, (…)”[33]

W literaturze tematu wiele jest tego rodzaju uwag i zastrzeżeń, ale jednocześnie, gdy np. ja, przedstawiam całkiem nowy filozoficzny, spójny, kompletny i zamknięty, opis teorii bytu, w którym jedną z zasadniczych ról wyznaczam materialistycznej kategorii NIEBYTU, wszyscy „naukowcy”, profesorowie, którzy zapoznali się z TNR odrzucają go bez dyskusji jako „niezgodny z obowiązującymi standardami naukowymi”, których to standardów w ogóle nie określają. Czyli chyba dlatego, bo Parmenides powiedział: „byt jest, a niebytu nie ma”. Nauka i filozofia niby stwierdza, że jej produktem są tylko HIPOTEZY i że „wie, że nic nie wie”, ale sensowny opis rzeczywiście NOWY, chociaż oczywiście opierający się na dorobku tysięcy lat tej nauki i filozofii, „nauka” odrzuca jako opis „nienaukowy”. Przecież to jest wręcz śmieszne zachowanie się rzekomej „nauki”. Są to decyzje polityczne, a nie naukowe i w związku z tym chciałbym przypomnieć, że całkiem niedawno odbył się proces REHABILITACJI Galileusza.

To, że nauka nie uznaje teorii kwantu za żaden dowód niebytu i nawet sama teoria kwantu tego nie uznaje, nie pozbawia mnie możliwości takiego twierdzenia. Nauka jak wiemy, jak do tej pory w ogóle nie akceptuje niebytu. Teoria kwantu jest moim zdaniem DOWODEM niebytu, bo poprzez swoje rozumowania dedukcyjne (równania matematyczne), czyli poprzez prawdziwe przesłanki wnioskuje nieciągłość bytu (energii, materii, zdarzenia). Teoria kwantu jest teorią naukową. Interwał bytu jaki z niej wynika jest dla TNR naukowym dowodem niebytu. Ciąg formuł: naukowa teoria kwantu, poprzez ustalenie porcji energii i granicy tej porcji, dowodzi nieciągłości bytu, nieciągłość bytu jest dowodem obecności niebytu, obecność niebytu jest dowodem istnienia niebytu, to co dowodzi jest dowodem, dla TNR naukowym dowodem istnienia niebytu jest teoria kwantu – to są same aksjomaty i prawidłowe wnioskowanie. Jedna teoria może być dowodem dla innej teorii.

Dodatkowym dowodem istnienia niebytu jest jego niewspółmierność i niekompatybilność z bytem, czyli jego niesprzeczność. Byt i niebyt są niewspółmierne, a nie sprzeczne. Byt i niebyt są niesprzeczne.


3.4. Realność niebytu.

Z samego założenia, że „nic nie powstaje z niczego i nic nie obraca się w nicość” (dogmat Empedoklesa trochę inaczej sformułowany przez współczesnych filozofów i obowiązujący do dzisiaj), moim zdaniem, wynika wnioskowanie, że nic i nicość egzystują. Ale jeśli istnieją, to uczestniczą w powstawaniu i ginięciu. Twierdzenie „nic nie powstaje z niczego”, jest nieuprawnione, bo coś musiało powstać z niczego, a nic i nicość są samoistne. Z czego może powstawać „coś”? Tylko z niczego!

W rozumowaniu TNR traktuje się byt materialny jako względny i zmienny. Niebyt zaś jako absolutny i niezmienny. Obie te składowe rzeczywistości są w równym stopniu REALNE. Realność i istnienie przysługuje zarówno niebytowi jak i bytowi.

TNR NIE ROZMIJA SIĘ Z ZASADĄ SPRZECZNOŚCI, nie jest tak, że byt jest niebytem, ani odwrotnie. Są to dwa krańcowo różne jestestwa, przeciwieństwa, krańcowo różne gatunki, niewspółmierne i niekompatybilne ze sobą. Są współ-obecne, nie sprzeczne, ale nie kompatybilne i niewspółmierne.

Wyjaśnijmy dokładniej kwestię predykatów (wyrażeń współtworzących z nazwami zdanie): „realny – nierealny” („rzeczywisty” – „nierzeczywisty”) i „zmienny – niezmienny” oraz innych. Moim zdaniem pojęcia „rzeczywiste” („realne”) opisują obiektywne istnienie przedmiotu poznania, który nie jest wytworem świadomości podmiotu poznającego, ale jest czymś zewnętrznym wobec niego. Predykat rzeczywisty przyporządkowuje „byt” i „niebyt” do realnego świata, ale wcale nie warunkuje wymienialności z innymi terminami oznaczającymi „rzeczy”, a więc np. ze zmiennością bytu i niezmiennością niebytu. Predykat rzeczywisty wyraża warunek przynależności do rzeczywistości, ale nie do zmienności, lub niezmienności. Własności zmienny i niezmienny są, według mnie, wtórne wobec własności rzeczywisty, są nieporównywalne i nierównoważne. Cecha rzeczywisty (realny) jest cechą pierwotną, pozostałe cechy mają charakter wtórny. Równania więc różnych predykatów są nieuprawnione – rzeczywisty może być i zmienny i niezmienny. Np. w mowie potocznej: „granitowa skała jest niezmienna”, lub „kobieta zmienną jest”.

Przy porównywaniu predykatów często popełniane są błędy (tzw. A dicto secundum quid ad dictum sipliciter) idące od twierdzenia zawężonego do niezawężonego (lub odwrotnie), oraz błędy polegające na opuszczaniu niezbędnego dookreślenia.

Rzeczywistość istnieje na różne sposoby, które zależne są od istoty samego bytu oraz niebytu. Istotą bytu jest zmienna równowaga i przynależy mu predykat rzeczywisty, ale nie niezmienny. Istotą niebytu jest absolutność (bezwzględność, zupełność, samoistność, niezależność), niezmienność, struktura idealnej jedności, prostota esencji i przynależy mu również predykat rzeczywisty, bo niebyt jest moim zdaniem obiektywną częścią rzeczywistości (świata), ale nie przynależy mu predykat lub termin oznaczający zmienny. Realność bytu jest odróżniona od realności niebytu, nie tyle przez „mianowanie” podmiotu orzekającego takim czy innym predykatem, ale przez ich różne istotne właściwości wzajemnie się odgraniczające, ale i uzupełniające.

Tu wyłania się problem desygnatów czyli odpowiedników nazw (słów), których używamy. Otóż pojęcia tak ogólne jak byt i niebyt, moim zdaniem, nie wymagają desygnatu, albowiem odnoszą się do niczego, bądź opisują wszystko. Są to terminy puste, które jednak poznajemy i rozumiemy przez opis, gdy potrafimy podać takie a takie własności tego terminu (bytu, niebytu), a to jest zrozumiałe niezależnie od tego czy jest prawdą czy fałszem (teoria deskrypcji Russella).

Ale jeśli dociekliwy logik chciałby twierdzić, że pojęcie bytu wymaga desygnatu (rzekomo niezmiennego przedmiotu), to, według mnie, wymaga wielu desygnatów. Substratem (substancją) bytu TNR są zmienne siły, które są „obrośnięte” atrybutami, nadbudowanymi cechami, własnościami, ale wszystko to jest zmienne, a więc nie ma niezmiennego przedmiotu. Esencją bytu jest w TNR równowaga względna przeciwieństw (sił) i nie ma tu „niezmienności desygnatu”, chyba że przedmiotem pojęcia ustalimy stan, „równowagę względną”, a nie materialne „przeciwieństwa” składające się na tą równowagę.

Krótko możemy też ustalić, że desygnatem pojęcia „byt”, są „istotne cechy”, czyli ruch ścierających się przeciwieństw, jest realny, zmienny byt (istota i istnienie), a desygnatem pojęcia „niebyt’ jest realny, niezmienny niebyt (doskonale zrównoważone pusta, nieskończona przestrzeń w bezruchu i wiecznym teraz). Niebyt ma niezmienny desygnat, wszystko inne jest procesem stawania się, czyli nie posiada niezmiennego przedmiotu, odpowiednika, oznaczenia, desygnatu. Substratem bytu jest aktywna siła, ale właśnie dlatego, że jest aktywna, musi być zmienna, a więc nie może być „niezmiennym desygnatem”.

Ciągle wyłania się również problem „istnienia”. Jeśli chodzi o istnienie, to TNR zgadza się ze stanowiskiem wyrażonym w słowniku Blackburna, że nowoczesne traktowanie istnienia, czyli m. in. słów „jest”, lub „nie ma” nie uważa ich za predykaty, lecz tylko za operatory lub kwantyfikatory egzystencjalne.[34] (Predykat jest to wyrażenie współtworzące wraz z nazwą zdanie proste). Ale jeśli nawet pozostaniemy przy starym oznaczeniu istnienia jako predykatu, wtedy w TNR przyjmujemy, że predykat „jest” posiada dwa znaczenia:

1. oznacza staje się i realność przedmiotu orzeczenia (a tym samym jego zmienność, bo byt „rzeczywisty” = „zmienny”),

2. oznacza „trwanie” = „niezmienność” i również realność przedmiotu orzeczenia, bo istnienie niebytu stanowi konsekwencję jego obiektywnej przynależności do świata, mimo niezmienności.

Czyli odróżniamy dwa znaczenia predykatu jest :

1. jest = staje się i

2. jest = trwa niezmiennie.

W każdym z tych dwóch przypadków „jest” posiada swój realny odpowiednik, oba znaczenia są rzeczywiste. Powtórzmy: słowa „jest” nie traktujemy jako predykaty, lecz jako operatory egzystencjalne, a gdybyśmy byli do tego zmuszeni, to predykatowi „jest” nadajemy dwa w/w znaczenia.

Omawiane tu problemy mają ważne znaczenie więc pozwolę sobie jeszcze raz je powtórzyć. „Niebyt” jest absolutny, nie dzieli się na niebyt względny, ani na „brak” względny, nieobecność. To są odmienne kategorie być może znaczeniowo „spokrewnione” jakoś z kategorią niebytu absolutnego, ale ja się nimi w tej chwili nie zajmuję. Niebyt jest niepodzielny i nie ma części składowych, jest prosty. Fakt, że niebyt „bierze” udział w tworzeniu bytu, warunkuje kreacje i rozkład zmiennego bytu, oraz pozostawanie w stanie równowagi względnej z powstałym bytem, nie zmienia absolutności niebytu. Niebyt jest niezmienny, ale realny. Byt jako składowa rzeczywistości, przy udziale absolutnego niebytu, podlega zmianie i różnego rodzaju złożoności, ale wszystko się dzieje w niebycie absolutnym, czyli idealnym. To że, fizyka doświadczalna ujawnia rzekomą, pozorną, odmienną jakość próżni, próżni mniej lub więcej „zanieczyszczonej” materią i jej oddziaływaniami, nie zmienia faktu, że te „zanieczyszczenia” nie wpływają na konstytucję niebytu, dzieją się w niebycie, ale samego niebytu nie zmieniają, ani go nie dzielą. Byt powstaje w niebycie z niebytu i przy udziale niebytu, ale nie zmienia charakteru niebytu.

Niebyt jest w atomie (próżnia) i atom jest w niebycie. Fundamentalną naturą niebytu jest pusta przestrzeń, stwierdzana również empirycznie, BEZRUCH i wieczne teraz. A więc, „niebyt jest” i stanowi jedną z zasadniczych kategorii TNR, co dla całej teorii ma znaczenie podstawowe.

Niebyt posiada strukturę będącą idealną symetrią swych elementów. A w niebycie założone są wzorce wszystkiego co istnieje, wszystkiego, co może istnieć, poprzez komplementarność przeciwieństw i co za tym idzie, konieczność wykorzystania każdego prawdopodobieństwa. TNR byłby odmianą platonizmu, która przyznaje ideom istnienie wirtualne i czyni ze świata niedoskonałą kopię idealnej ukrytej rzeczywistości, gdyby nie aksjomaty, twierdzenia, dedukcje i obserwacje TNR stwierdzające realne i materialne istnienie tak bytu jak i niebytu i jedność rzeczywistości, ale o dwoistej (symetrycznej i asymetrycznej) naturze. Platon twierdził, że zmienny świat materialny jest nierzeczywistym, niedoskonałym odwzorowaniem wiecznych i niezniszczalnych IDEI, będących prawdziwym bytem. (Hawkinsa dualizm „czasu urojonego” i „czasu rzeczywistego” to oczywiste zapożyczenie z Platona) Platoński ontologiczny dualizm TNR zastępuje realistycznym monizmem. Tak idealność (symetria) jak i materialność (asymetria) są członami koniecznej relacji przeciwieństwa bytu i niebytu wyznaczającej istotę rzeczywistości. W platonizmie mamy dwa światy: świat idei i ułomnych kopii tych idei. Świat TNR jest ściśle zjednoczony i uporządkowany relacją przeciwieństwa. Bezruch, czas i przestrzeń są absolutnie zjednoczone w niebycie, są idealne (tzn. doskonałe, ale realne, a nie abstrakcyjne, boskie czy duchowe), są doskonałymi, idealnymi formami stanowiącymi przeciwieństwa dla zrelatywizowanych (zmiennych) form czasu, przestrzeni, temperatury i ciśnienia. Są one realnym i konkretnym warunkiem możliwości istnienia świata, przyczyną sprawczą i celową całej rzeczywistości.

Materialność niebytu oznacza, że niebyt wirtualnie warunkuje, umożliwia i wyznacza różne materialne konkretyzacje poprzez dostosowywanie swej bezsiły do siły bytu, ograniczając i wiążąc zmienność bytu ze swą niezmienną istotą. Bezsiła niebytu i siły bytu egzystują obok siebie i sama ich współobecność jest wzajemnym oddziaływaniem. Istnieć i oddziaływać, to wg TNR w gruncie rzeczy to samo. Ponieważ rzeczywistość materialna jest procesem dynamizowanym asymetrią przeciwieństw, więc istnienie jest oddziaływaniem na przeciwieństwo. Materialna, zmienna siła bytu aktywnie działa, a idealna, doskonała siła niebytu biernie jej to umożliwia, ale i ogranicza.

Ponieważ działać, to być siłą, więc byt i niebyt rozważane jako siły, różnią się od siebie tylko poziomami zrównoważenia wewnętrznego. Niebyt jest siłą (bezsiłą) bierną bo idealnie zrównoważoną wewnętrznie, a byt jest siłą aktywną bo wewnętrznie niezrównoważoną czyli w równowadze względnej. Są w równym stopniu materialne, bo są w równym stopniu rzeczywiste. Istnieje byt i istnieje niebyt, ale aktywne działanie przynależy tylko do bytu. Ruch jest nieodłączną przypadłością bytu, a bezruch nieodłączną przypadłością niebytu.

Gdy rozważać niebyt jako element relacji przeciwieństwa, jego bierność ujawnia się właśnie jako siła (bezsiła) przeciwstawna do aktywności bytu. Dlatego też niebyt i byt są na równi realne. Jedne i drugie są jestestwami realnymi, ale absolutne elementy niebytu: bezruch, wieczne teraz, nieskończoność, różnią się od względnych bytów tym, że nie podlegają zmianom, i wobec tego są trudne do rozpoznania jako takie. Poznajemy je tylko poprzez swoje manifestacje, (efekty realnego oddziaływania – dostosowania, na przygodne byty materialne).

Jeśli istnieje niezrównoważenie, musi istnieć coraz lepsze zrównoważenie i wreszcie doskonałe (idealne), materialne zrównoważenie. Istnienie asymetrii (bytu) jest dowodem istnienia symetrii (niebytu). Ale idealne zrównoważenie sił powoduje zanik jej aktywności, czyli bierność. Niebyt, idealne (doskonałe) zrównoważenie jest siłą materialną, ale bierną. Doskonałość materialna istnieje, jest nią idealne zrównoważenie materialnych sił, czyli przeciwieństwo zawsze niedoskonałego bytu – NIEBYT.

Kant twierdził, że możemy tylko wtedy powiedzieć, że coś jest lub istnieje, gdy możemy tego doświadczyć. My na bieżąco doświadczamy śmierci, która jest dowodem i formą naszego niebytu, a doświadczenie to szczegółowo opisuję w rozdziale pt. „Doświadczenie niebytu wg procedury Kanta.” Jedynym prawdziwym testem na istnienie lub nieistnienie czegoś jest doświadczenie twierdził Kant powtarzając myśl Ockhama, że wartościowe wytłumaczenie musi być oparte na prostych i obserwowalnych faktach uzupełnionych czystą logiką.


3.5. Materialna absolutność niebytu – problem czasu i przestrzeni.

Atrybutem bytu materialnego jest istnienie, ale tylko w sensie akcydentalnym, czyli byt „jest”, bo staje się, bo zmienia się ustawicznie. Niebyt natomiast istnieje w pełnym sensie tego słowa, jest absolutny. Niebyt nie jest żadnym bytem, ani byciem, które daje się postrzegać jako byt. „Niebycie” (istnienie przeciwstawnym sposobem bycia) przysługuje tylko niebytowi (NICOŚCI – treść się liczy, a nie słowo, treścią niebytu jest „nicość”, fizyczna próżnia, pustka, bezruch). Niebyt (jako nie zawierający materii) i jedynie niebyt może być i jest NIESKOŃCZONY, czyli jest to wielkość o wartości większej niż jakakolwiek osiągalna wartość, dlatego twierdzimy, że niebyt jest absolutny. Niebyt jest nieskończony bo jest PUSTY, bo składa się z nieskończonej pustej przestrzeni, pustego wiecznego (czyli nieskończonego) teraz i idealnego czyli nieskończonego i pustego bezruchu. Żaden byt, żadna materia i żadne oddziaływanie materii ani proces, nie może zdążać do nieskończoności, bo nieskończoność jest nieosiągalna dla bytu, bo jest wartością większą od osiągalnej. A więc byt jest skończony, ma swoje granice. Natomiast niebyt jest nieskończony, bezkresny, nie ma granic. Nie ma nic sprzecznego i niemożliwego w wyrażeniu: absolutny niebyt, nie jest to tylko akt negacji umysłu wobec bytu . Jest to przedmiot pozaczasowy (wieczne teraz, czas absolutny, czas nie płynie i nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek zmianami bytu) i ponad-przestrzenny (przestrzeń jest absolutna, ale miejsce absolutne nie istnieje, jest brak jakiekolwiek punktu odniesienia)[35]. Określenia jego właściwości, orzeczenia w rodzaju: jest, jakoś egzystuje, bytuje, istnieje, funkcjonuje, jest obecny itp. nie oddają w pełni istoty rzeczy i trzeba szukać do tego innych wyrazów, których do tej pory nie utworzono, bo dogmatycznie zaprzeczano istnieniu czegoś takiego. Niebyt nie jest „sprzecznością”, negacją antagonistyczną znoszącą byt, jest niewspółmiernym i nieantagonistycznym przeciwieństwem bytu, nie jest spekulacją umysłu, jest rzeczywistością. Hegel pisał, że: „rzeczywistość jest bytem i niebytem realizującym swoją sprzeczność stawając się”! Filozofia Hegla to filozofia antagonistycznej sprzeczności. Jeśli jednak zrozumiemy nieantagonizm i wyłączymy kategorię antagonizmu Hegla to możemy go strawestować: rzeczywistość jest bytem i niebytem realizując się. Niebyt jest „bardziej” realny niż byt, bo niebyt jest absolutny, a bytu absolutnego w dziedzinie rzeczywistości (którą się zajmujemy), nie ma. Niebyt jest absolutny, bo jest prosty, ma strukturę idealnej jedności. W bycie i niebycie nie ma żadnej sprzeczności, bo rzeczywistość NIE JEST JEDNOŚCIĄ, a byt i niebyt nie są antagonistyczne, a tylko niewspółmierne. Świat ma dwoistą naturę, składa się z bytu i niebytu. Niebyt jest wszędzie tam, gdzie jest byt, spina go klamrą, uzupełnia go, ogranicza i umożliwia, jego oddziaływanie polega na jego dostosowywaniu się i afirmacji bytu. A więc niebyt nie ma specjalnego znaczenia tylko dla człowieka jak i jego śmierci. Niebyt ma znaczenie dla całej rzeczywistości w jej wielorakich aspektach. Śmierć (rozkład bytu), zapadanie w niewspółmierny niebyt, BRAK absolutny, dotyczy całej przyrody, ożywionej i nieożywionej.

NIEBYT jest ABSOLUTNY. Obecność niebytu nie jest jedynie założeniem, lecz jest faktem doświadczalnym, wielu różnymi aksjomatami udowodnionym przez TNR. Będąc przeciwieństwem zmiennej i względnej materii niebyt jest absolutny, bo samoistny, niezależny, bezwzględny, niczym nie uwarunkowany, niezmienny, wieczny, całkowicie niezależny od podmiotu poznającego czy innych elementów procesu poznania, ALE realny, MATERIALNY, konkretny, a NIE abstrakcyjny i transcendentalny, czyli niewytłumaczalny rozumowo. Zdaniem TNR sposobem bycia niebytu jest bezruch w „wiecznym teraz” i w nieskończonej przestrzeni. Bezruch to przeciwieństwo ruchu i zmiany. „Wieczne teraz” to przeciwieństwo czasu relatywnego, czyli czas absolutny. Absolutna, nieskończona przestrzeń to przeciwieństwo punktu i zrelatywizowanej przestrzeni. TNR odrzuca tradycyjne koncepcje czasu i przestrzeni, tak koncepcję absolutnego czasu i absolutnej przestrzeni Arytotelesa, jak i obowiązującą obecnie w naukach koncepcję „czasoprzestrzeni” wprowadzoną przez H.Minkowskiego (1908) i mocno ugruntowaną przez wszystkie teorie Einsteina. W obu tych sposobach potraktowania problematyki czasu i przestrzeni TNR rozpoznaje nieuprawnioną relatywizację tak czasu jak i przestrzeni poprzez ich uzależnienie i uwarunkowanie od przygodnego i zmiennego bytu.

Czasoprzestrzeń Einsteina to zespolenie trzech współrzędnych przestrzeni z jedną współrzędną czasu i utworzenie w ten sposób jednej realnej całości, składającej się punktów „zdarzeń”. Składnikom czasoprzestrzeni, czyli przestrzeni i czasowi z osobna, realne istnienie nie przysługuje. W koncepcjach Einsteina, powszechnie przyjętych, absolutny czas i absolutna przestrzeń, nie istnieją. Jednocześnie obszary na zewnątrz punktów zdarzeń są „gdzieś indziej” i teorie Einsteina się nimi nie zajmują. Czasoprzestrzeń jest rzekomo ciągłym kontinuum, ale jednocześnie ograniczona jest „tłem”. Zdaniem TNR koncepcja „czasoprzestrzeni” jest niedopracowana i sprzeczna z faktami.

TNR określa „czas” jako „wieczne teraz”, kontinuum bez początku i końca, a jego przeciwieństwem jest czas o ziarnistej strukturze „od – do”, czyli różne czasy (przeszłość, teraźniejszość, przyszłość), których „ziarnami” są zdarzenia (ale „zdarzenia” nie w rozumieniu nauk współczesnych jako „punkty czasoprzestrzeni”, lecz w rozumieniu TNR jako ruch, proces materii wynikający z komplementarności i korelacji przeciwieństw.

Według TNR ani czas ani przestrzeń nie są w żaden sposób związane ze zmianami jakim podlega byt. Natomiast istotą relatywizacji czasu i przestrzeni jest właśnie zastąpienie ich absolutnego statusu względnością jaka cechuje zmienną materię. Tym samym w przeciwieństwie do pseudoabsolutnej koncepcji Arystotelesa, TNR mówi o absolutnym czasie i absolutnej przestrzeni w ścisłym tego słowa znaczeniu.

W systemie Arystotelesa, absolutność czasu i przestrzeni pojmowana była wprawdzie jako ich niezmienność, ale równocześnie jak najściślej wiązano ją ze zmianami bytu. Szybkość z jaką płynął czas była niezmienna, ale szybkość ta była wyznaczana przez określone zmiany bytów materialnych – ruch czasomierza, ruch Słońca itp. Absolutność czasu sprowadzała się do wiary, że wskazówki takich samych zegarów poruszają się w taki sam sposób we wszystkich możliwych miejscach Wszechświata. Jeśli więc „absolutność” pojmować jako „niezmienność”, to należałoby powiedzieć, że w koncepcji Arystotelesa absolutny nie był czas, ale szybkość z jaką płynął, mierzona szybkością zmian, zdarzeń materii.

Z kolei absolutność przestrzeni rozumiano jako niezmienność wymiarów takich samych form materialnych we wszystkich możliwych miejscach Wszechświata. Tzn. wierzono, że dwie identyczne formy materialne o określonej długości zawsze i wszędzie będą sobie równe.

Drugim elementem wyznaczającym Arystotelejską absolutność czasu i przestrzeni było przyjmowanie wyróżnionych punktów traktowanych, jako początek czasu bądź centrum przestrzeni. Zarówno Jego „Pierwsza Przyczyna”, jak i „Centrum Wszechświata”, były absolutnymi punktami odniesienia, w stosunku do których należało określać położenie wszystkich innych obiektów i zdarzeń.

Odkrycia Galileusza i Newtona podważyły absolutność czasu i przestrzeni, pojmowaną według Arystotelesa, a ostatecznie sfalsyfikowały ją empiryczne świadectwa rzekomo potwierdzające teorię względności Einsteina.

Wedle Einsteina czas i przestrzeń nie są absolutne, lecz względne, nie istnieją obiektywnie, lecz są właściwościami materii. Oznacza to, że odległości w przestrzeni lub w czasie zmieniają się w zależności od tego, jakich punktów odniesienia używamy żeby określić ich wielkość. W konsekwencji zjawiają się „zakrzywienia” (płaskość, zwijanie się, a nawet ostatnio, kwantowanie – porcjowanie) przestrzeni, jej „zapadanie się” w czarnych dziurach i względność momentów czasu, lub nawet „czas urojony”.

TNR odrzuca zarówno relatywistyczną koncepcję czasu i przestrzeni Einsteina, jak i pseudoabsolutną koncepcję czasu i przestrzeni Arystotelesa. Istotą owego odrzucenia jest rozpoznanie czasu i przestrzeni jako form istnienia niebytu, a co za tym idzie, przyznanie im rzeczywistego i absolutnego statusu. Tym samym koncepcje Arystotelesa i Einsteina okazują się być formami relatywizacji czasu i przestrzeni a więc zafałszowaniem ich absolutnego statusu, poprzez podporządkowanie ich materii.

Błąd Arystotelesowej koncepcji absolutnego czasu i przestrzeni polega na tym, że teoria ta w swej istocie przyznaje absolutny status nie przestrzeni czy czasowi, lecz samej materii. Przecież Arystoteles odległości w czasie i przestrzeni mierzył z pomocą materialnych mierników i na tej podstawie stwierdzał niezmienność czasu i przestrzeni. Ale żeby rzetelnie stwierdzić niezmienność, same mierniki muszą być niezmienne. Tylko dlatego, że błędnie uznawano mierniki materialne za niezmienne można było mówić o absolutności czasu i przestrzeni. Oczywiście, gdy Einstein pokazał, że te materialne mierniki nie są niezmienne, przeniesiono nowo odkrytą cechę materii na czas i przestrzeń. Tak jak wcześniej Arystoteles milcząco zakładał niezmienność materialnych mierników (czyli de facto – absolutność materii) by następnie przyznać tę niezmienność czasowi i przestrzeni, tak teraz ze stwierdzonej empirycznie względności materii Einstein wyciągnął wniosek o względności czasu i przestrzeni.

Tymczasem wedle TNR, jeśli czas ma być absolutny, musi być niezmienny. Jeśli czas ma być absolutny, to nie może być relatywizowany do zmian materii. A więc w TNR czas nie ma nic wspólnego z żadnymi zmianami bytu, tj. z żadnymi zdarzeniami, zegarami, ruchem planet itp. Według TNR czas nie płynie, czas jest „wiecznym teraz”. Czas absolutny nie może mieć struktury złożonej z następstwa momentów. Nie może być w nim żadnej przeszłości ani przyszłości. Następstwo momentów czasowych: „od – do” jest przecież właściwe zrelatywizowanej, materialnej perspektywie. Tylko tam, gdzie „coś” się zmienia można mówić o tym co było i co będzie. TNR pokazuje, że to, co potocznie pojmuje się jako upływ czasu, jest tylko trywialną zmiennością materii. Rzutowanie tej zmienności na sam czas jest nie tylko nieuprawnioną projekcją dokonywaną z materialnego punktu widzenia, ale co, gorsza zafałszowaniem absolutnej istoty czasu.

Analogicznie pojmuje TNR absolutność przestrzeni. Absolutność przestrzeni to jej „nieskończoność”, próżnia i brak jakiegokolwiek wyróżnionego punktu odniesienia. Przestrzeń absolutna, to „bezgraniczne tu”, które  nie ma żadnych granic, wymiarów, ani wyróżnionego punktu odniesienia bo nie może być relatywizowane do żadnych materialnych mierników, a więc również do rozciągłości. Absolutna, nieskończona przestrzeń jest nierozciągła, bo jest nieskończona. To tylko materia jest rozciągła. Pojmowanie przestrzeni jako sąsiedztwa punktów jest po prostu bezzasadnym przypisaniem przestrzeni cechy rozciągłości, która to cecha jest podstawowym fundamentem wyznaczającym istotę materii. Przecież ruch materii możliwy jest tylko tam, gdzie możliwa jest zmiana położenia rzeczy, a więc tam, gdzie odróżnia się „tu” i „tam”, ale to odróżnienie nie dotyczy absolutnej przestrzeni. Ruch materii odbywa się w przestrzeni, ale tylko względem materii, a więc mieszanie do tego ruchu absolutnej przestrzeni odbywać się może tylko kosztem zafałszowania jej absolutnego statusu.

Ponieważ TNR pojmuje i czas i przestrzeń jako niezależne od wszelkich materialnych bytów i miar, więc wszelkie formy relatywizowania czasu i przestrzeni np. „czasoprzestrzeń” traktowane są jako przeciwieństwo ich absolutnego statusu. Czas i przestrzeń są absolutne dlatego, że są niezmienne, bezwzględne na stosunki w jakie są uwikłane, nie rozciągłe i nie posiadają granic ani punktów.

Przestrzeń absolutna i czas absolutny są „sceną” na której rozgrywają się zdarzenia bytu. Nie jest to jednak scena, która ma jakiekolwiek wymiary. Byt jest „w” niebycie, lub „na” niebycie, lub „na tle” niebytu, ale niebyt nie jest żadną rozciągłą przestrzenią, jest przestrzenią nieskończoną. Byt powstał z niebytu, bo powstał z biernej siły niebytu i niebyt nie jest ani „przed” bytem, ani „po” bycie, niebyt nie jest czasem, który składałby się z następstwa momentów. Niebyt jest absolutną przyczyną bytu, bo jest idealną siłą (tzn. doskonale zrównoważoną, a więc bierną) umożliwiającą istnienie aktywnych sił materialnych. Nie jest to jednak przyczyna czasowa ani przestrzenna w tradycyjnym rozumieniu tych pojęć. Wg TNR przyczyna absolutna to przyczyna, ze względu na którą dzieją się zdarzenia bytu, która umożliwia powstanie asymetrii i zdarzenia, ale jednak sama, nie jest żadnym zdarzeniem. Bezruch, absolutny czas i absolutna przestrzeń to idealne tło, które ujawnia się tylko wirtualnie, tylko poprzez efekty ukazuje możliwości swoich tożsamości. Z idealnej (a więc biernej) siły niebytu poprzez naruszenie symetrii (powstawanie asymetrii z symetrii) wynikają zróżnicowane, aktywne siły bytu. Niebyt jest bierną przyczyną sprawczą i przyczyną celową bytu. Byt powstaje z niebytu i w niebyt się obraca. Wirtualnymi efektami możności niebytu są aktywne jego przeciwieństwa, czyli zmiany materii, zrelatywizowany czas i zrelatywizowana przestrzeń.

A więc jeśli istnieje czas relatywny oraz jego przeciwieństwo, czyli czas absolutny, to nie ma żadnego „braku czasu”, „bezczasu” itp. Wg TNR brak czasu nie istnieje. W sposób oczywisty „wieczne teraz” nie może być pojmowane jako żaden „brak czasu”.

Istnienie czasu zrelatywizowanego wynika z faktu istnienia czasu absolutnego zgodnie z zasadą komplementarności przeciwieństw. Czas absolutny, który nie płynie, potocznie nazywany wiecznością, jest przeciwieństwem czasu relatywnego, który płynie, bo, de facto, nie jest czasem lecz tylko przeciwieństwem czasu, a mianowicie funkcją zmienności bytów konkretnych. Zrelatywizowne czas i przestrzeń są tylko hipostazami, których realnym podłożem jest po prostu zmienność materii. Warunkiem możliwości tej zmienności jest niezmienność absolutnych form niebytu, które wyznaczają względność form bytu. Granice bytu, to w swej istocie jego interwały. Przerwy w ruchu to bezruch, interwały są czynnikiem konkretyzacji bytów. Interwały bytu są granicami bytu a nie niebytu, bo byt wdziera się w niebyt i dzieje się w niebycie. A więc byt „przeplatany” i „opleciony” jest niebytem, który wyznacza poszczególnym bytom tożsamość i granice.

Wg TNR rzeczywistość, WSZECHŚWIAT, a więc suma bytu i niebytu, posiada strukturę względnej równowagi przeciwieństw. Niebyt i byt podlegają relacji koniecznego przeciwieństwa. Niebyt istnieje konkretnie, rzeczywiście, realnie jako człon relacji przeciwieństwa. Ta relacja to „ostateczne prawo przyrody”, stosunek konieczny, który ogranicza i wyznacza strukturę bytu i wiąże Wszechświat RÓWNOWAGĄ względną struktury form.


3.6. Niebyt jako siła twórcza

Według Teorii Nieantagonistycznego Rozwoju czynnikami konstytuującymi rzeczywistość są: zmienny byt i pozostający z nim w równowadze względnej, niebyt, BEZRUCH w nieskończonej pustce i wiecznym teraz. Niebyt jest dla TNR kategorią materialistyczną, ale w tekście wielokrotnie pisałem, że niebyt jest siłą idealną. Co znaczy „idealną’, dlaczego „idealną”? Bo idealnie zrównoważoną (symetria z której pochodzi asymetria), a więc bierną, najdoskonalszą, pierwotną, nieskończoną, nie dającą się przeliczać na materialne wartości. Wszystkie inne siły na niej są oparte i są już namacalnie materialne, bo aktywne (złożone, skończone, wtórne). Siły jako takie dzielą się moim zdaniem na idealne (bierne) i materialne (aktywne) i obie te formy występują w całej rzeczywistości. Ale siły idealne mają również swoje materialne wartości. Niebyt, tam gdzie jego własności są idealnie zrównoważone, jest siłą idealną, a tam gdzie nie jest zrównoważony, nie jest już niebytem, bo w konsekwencji powstaje tam byt. I to w wiecznym, nieskończonym niebycie, gdzieś LOKALNIE i LOSOWO (a więc przygodnie, przypadkowo, bez jakiejkolwiek przyczyny) powstają pierwsze asymetrie sił i w konsekwencji cząstki elementarne, obrzeże materii i takie czy inne byty.

Wszelka symetria możliwa jest tylko w układzie zrównoważonych przeciwieństw. Z kolei taki układ jest skrajnie asymetryczny bo nie posiada swego dopełnienia. Idealność symetrii domaga się swego asymetrycznego przeciwieństwa. W celu wyrównania owej skrajnej asymetrii układu symetrycznego powstaje przeciwieństwo układu symetrycznego czyli układ asymetryczny. A więc lokalne nierównowagi powstają na skutek działania prawa komplementarności przeciwieństw

Gdy w niebycie symetria zostaje naruszona, tworzy się różnica potencjałów własności niebytu wymagająca wyrównania i w konsekwencji z niebytu, ex nihilo powstaje nowa siła materialna. Ta siła tworzy nową asymetrię i nową siłę, ta zmienia się w cząstkę elementarną i w ten sposób powstaje materia w trybie ciągłym i ewolucyjnym. Czyli siła tworzy siłę, a ponieważ siła = energia = materia, to materia tworzy materię. Z „niczego”, tzn. z różnicy potencjałów sił niebytu powstaje nowa siła (energia). ASYMETRIA jest przyczyną sprawczą siły, bo tworzy siłę dążącą do wyrównania asymetrii. Siła tworzy siłę. Niebyt i byt są przeciwieństwami. Relacja tych przeciwieństw tworzy różnicę ich potencjałów, ta różnica stanowi siłę, kreującą nową siłę i nową różnicę (itd.), z której rodzi się nowa cząstka. Każdej akcji towarzyszy reakcja, siła tworzy siłę, czyli materia kreuje materię. Mój dokładny opis ewolucyjnego i ciągłego powstawania bytu (materii) przedstawiamy w rozdziale „Opis rzeczywistości” i w kilku innych miejscach tej pracy.

Ciągłe powstawanie i rozkładanie się bytu w niebycie tworzy równowagę względną, A NIEBYT NIE ULEGA ŻADNYM ZMIANOM. Niebyt pozostaje niezmienny, zmienia się natomiast materia i jej elementy. Fakt, że „próżnia kosmiczna” polaryzuje, nie zmienia istotnych cech niebytu absolutnego. To nie próżnia się zmienia, to w próżni trwa kreacja cząstek i materii oraz ich rozkład. Nawet w atomie próżnia (niebyt) pozostaje próżnią, fakt bezpośredniej bliskości jądra i krążących elektronów nie zmienia tej próżni. Idealne siły absolutnego niebytu przeplatają się z niedoskonałymi, materialnymi siłami we wszystkim co istnieje, bo przestrzeń próżni atomu jest niebytem.


3.7. Niebyt jako przestrzeń absolutna

Dla TNR przestrzeń absolutna jest rzeczywistym (a więc nie wyimaginowanym konstruktem mentalnym wytworzonym przez nasz sposób postrzegania i myślenia – jak u Kanta) przedmiotem trójwymiarowym nieskończonym, środowiskiem ciągłym (jak u Euklidesa), ale nie jednorodnym, bo zbiornikiem mieszczącym zarówno byty dostępne poznaniu zmysłowemu, jak i jestestwa idealne (a więc jak u Platona, a nie jak u Kartezjusza, który nie dopuszczał próżni), obszarem nie mającym granic, a więc nierozciągłym ale umożliwiającym rozciągłość i ruch materii i zjawisk fizycznych.

Absolutna przestrzeń TNR jest elementem niebytu odrębnym od czasu czyli „wiecznego teraz” niebytu i bezruchu, ale elementem zwrotnym czyli wymiennym z wiecznym teraz i bezruchem niebytu. Przestrzeń TNR (jak i cała symetria niebytu), jest pierwotna wobec każdej innej symetrii, asymetrii, materii i wszelkiej substancji, a więc arystotelesowska definicja przestrzeni jako właściwość bytu i jego ograniczenie powierzchnią innych ciał, oraz wypływająca z niej ogólna teoria względności Einsteina stwierdzająca wpływ materii na przestrzeń np. „zakrzywienie przestrzeni” i zanik obszarów przestrzeni w czarnych dziurach są sprzeczne z TNR. Upraszczając, TNR określa przestrzeń absolutną jako nieskończonej wielkości pusty i zimny zbiornik bezruchu, gdzie nie gdzie, lub w całej przestrzeni, zawierający w znikomej stosunkowo wielkości, wyspowo rozłożone obszary o podwyższonej temperaturze, pozostające we „władaniu” asymetrycznej materii w ruchu. Przeciwieństwem przestrzeni absolutnej jest przestrzeń relatywna czyli przestrzeń wyznaczana materią i jej oddziaływaniami. Analogicznie: przeciwieństwem „wiecznego teraz” czyli czasu absolutnego jest czas momentów procesów sił i materii.

Obecnie obowiązujące w naukach jak i filozofii przyrody pojęcie „czasoprzestrzeni” jest tylko przeciwieństwem czasu i przestrzeni absolutnej. Wszyscy naukowcy i myśliciele zakładający istnienie skończonej wielkości „czasoprzestrzeni”, popełniają błąd myślowy, bo nie zdają sobie sprawy, że automatycznie zakładają ich większe i największe, czyli nieskończone wielkości, a tym samym automatycznie zakładają istnienie nieskończoności. W rezultacie zakładając skończonej wielkości byt, zakładają nieskończony niebyt, który jest niechcianym i nie wypowiedzianym, ale niemożliwym do usunięcia, elementem ich teorii. Nie potrafią sobie z tym poradzić i się z tym pogodzić, bo musieliby dziesiątki lat pracy uznać za zmarnowane i następne dziesiątki lat przeznaczyć na przyporządkowanie parametrów nieskończoności do istniejących teorii. Dlatego słynny z poczucia humoru fizyk Feynman zapytany za co dostał nagrodę Nobla, odpowiadał: „za podmiatanie nieskończoności pod dywan”.


3.8. Niebyt jako interwał

Nie tylko teoria kwantu ustala interwał czasowo przestrzenny, czyli przerwę bytu, ale filozofia i nauka już dawno ustaliła taki interwał w zasadzie przyczynowości, która zawiera przecież założenie odstępu czasowego pomiędzy przyczyną a skutkiem. „Jeśli istnieją przyczyny i skutki, musi je dzielić określony interwał czasowy.” [36] – pisał Russell. Bo co to jest ZDARZENIE? Każda zmiana, każde zdarzenie, jest złożone z przyczyny, interwału, który może być minimalny, ale musi być większy od zera (bo gdyby był zerowy tzn. by go nie było) i skutku. Gdyby nie było tego odstępu pomiędzy przyczyną i skutkiem, nie byłoby przyczyn ani skutków, bo pierwsza przyczyna byłaby jednocześnie i momentalnie ostatecznym skutkiem. Gdyby nie było interwału nie byłoby zmian. Arystoteles stwierdzając, że po A jest B, czyli stwierdzając następstwo, stwierdzał interwał pomiędzy A i B, bo inaczej musiałby stwierdzić, że po A jest Z.

Interwał jest przerwą w ruchu, a więc jest bezruchem (niebytem), czyli w sensie absolutnym jest niewymierny, ale nie jest zerowy w sensie realnego ruchu i czasu i przestrzeni zrelatywizowanej, czyli w aspekcie przeciwieństw czasu i przestrzeni absolutnej, czyli w aspekcie „punktu” i czasu „od – do”. Ja tutaj mówię o zdarzeniu bytu, czyli o RUCHU bytu i o interwale bezruchu. Russel i inni myśliciele do tej pory nie brali bezruchu pod uwagę i mówili zawsze tylko o interwale czasowo przestrzennym. A więc z tego punktu widzenia czasoprzestrzeni zrelatywizowanej i ruchu, interwał musi mieć wartość większą od zera, bo gdyby był zerowy, a więc gdyby go nie było, to nie byłoby granic pomiędzy zdarzeniami (i bytami), a więc A,B,C, ... aż do Z stanowiłyby jedność. Tymczasem to interwały niebytu nadają zdarzeniom (bytom) ich tożsamość i granice. A więc z punktu widzenia zdarzenia i bytu interwał czasowo przestrzenny i ruchu jest, moim zdaniem większy od zera, chociaż z punktu widzenia niebytu, interwał jest niebytem, a więc ma zerową rozciągłość (wartość). Interwał jest przede wszystkim przerwą ruchu, zmiany, jest przede wszystkim bezruchem, a jego znaczenie czasowo przestrzenne jest wtórne. Dlatego jestem zdania, że interwał zrelatywizowanego niebytu, musi być w zdarzeniu większy od zera. Niebyt, bezruch, jest niewymierny jako taki, ale w ruchu jest wymierny, bo trwa od zdarzenia do zdarzenia i tą przerwę między zdarzeniami, etapami ruchu, można obliczyć.

Interwał w zdarzeniu, czyli odstęp niebytu (bezruchu) pomiędzy przyczyną i skutkiem (interwał = odstęp), to zasadnicza kategoria TNR. Byt dzieje się w niebycie i odstęp w zmianie bytu jest niebytem. Interwał zdarzenia jest zawsze „przestrzenno - czasowo – bezruchowy”, bo jest interwałem bytu, czyli niebytem i nie może być uprawnionym odróżnianie na „interwał typu czasowego i interwał typu przestrzennego”, jak to się dzieje w transformacji Lorentza – i nigdy nie może być równy zero, jak to w tej zasadzie jest dopuszczalne.

Odstęp w zdarzeniu jest stwierdzany tak przez fizykę klasyczną, jak i kwantową, lecz obie te dziedziny nauki nie przywiązują do niego żadnej wagi, nie badają go i nie ustalają czym jest ten interwał. A powstaje tu przecież „dziecinne” pytanie: czym przerwany jest ten proces materii (zdarzenia, zmiany bytu)? W czym ta materia się porusza? W innej materii? A ta inna w czym się porusza? W jeszcze innej? A ta jeszcze inna w jeszcze innej? I tak w nieskończoność? Czyli wynikałoby z tego, że materia jest nieskończona? A co do tego nauka jest niezdecydowana. Poza tym, to jest sprzeczność wewnętrzna, bo nieskończoność jest absolutna, a więc nie potrzebuje i nie może być rozciągła. No i jest to sprzeczność z podstawową kategorią fizyki: „czasoprzestrzenią”, wyznaczającą „zdarzenie”. No i jest to sprzeczność sama w sobie, bo jeśli byt przerwany jest innym bytem, a nie interwałem bezruchu, to wcale nie jest przerwany, jest ciągły, powstaje tylko inna jego złożoność. Poza tym, wtedy przyczyna nie różni się od skutku, nie ma żadnego rozwoju, po A jest od razu Z i z powrotem A, nie ma żadnego ruchu, a to jest sprzeczne z oczywistymi naszymi doświadczeniami i logiką. TNR twierdzi, że aby był ruch musi być bezruch. Byt porusza się w niebycie i każdy interwał (przerwa zmiany) bytu (materii) jest niebytem. Każda przerwa w ruchu jest bezruchem.

Co to jest  ZDARZENIE ? Zmiana, proces, RUCH dzieje się zdarzeniami. Zdarzenie jest ruchem, ruch jest zdarzeniem. Zdarzenie trwa od interwału do interwału, od przerwy do przerwy. Pomiędzy momentami („klatkami”) zdarzeń A B C D itd. są przerwy umożliwiające dane zdarzenie. Ta przerwa, zdaniem TNR, to niebyt, czyli bezruch, wieczne teraz i nieskończona przestrzeń – razem odstęp czasowo przestrzenny i bezruch. Ruchu (jako takiego), nie można sobie wyobrazić, bez bezruchu. To przerwa w ruchu, bezruch, umożliwia ruch.

W zdarzeniu biorą udział dwie siły, dwa przeciwieństwa. Nigdy nie są one równe i dlatego są dwie i przeciwstawne. Różnica między nimi wymaga wyrównania i tworzy spontaniczny (impulsywny, niekontrolowany) akt zmiany, przyrost „słabszej” siły, lub obniżenie potencji „silniejszej „siły”. Wielkość przyrostu tej siły zależna jest od wielkości różnicy ją wywołującej i od warunków zewnętrznych układu. Interwał ucina i przecina ten przyrost, tak aby układ pozostał tym układem, aby nowy przyrost nie rozbił układu, aby nastąpiła tylko ewolucyjna zmiana, aby asymetria tego układu pozostała asymetrią, ale nie niszczącą, nie antagonistyczną, a ewentualną resztę przyrostu interwał odcina na zewnątrz układu, tworząc w ten sposób nową zewnętrzną wobec układu siłę. W ten sposób przyczyna (poprzedni układ) wywołuje dwa skutki, zmianę wewnętrzną układu przeciwieństw i zmieniając ten układ, powoduje zmianę wewnątrz układu wyższego poziomu, lub nawet tworzy nową siłę zewnętrzną, która będzie szukała swojej funkcji. Akcja powoduje reakcję wewnętrzną i zewnętrzną, w bycie bezpośrednio wyższego poziomu. Zdarzenie, ciąg zdarzeń, przyczyn i skutków, odbywa się w niebycie i interwał nie jest niebytem wdzierającym się w byt, lecz odwrotnie, to byt i jego ruch odbywa się w niebycie, bo własności niebytu: czas, przestrzeń i bezruch są absolutne, wymienne i jednorodne, a byt i jego zdarzenie, są niejednorodne i skończone. Oto chyba dokładny i adekwatny przebieg zdarzenia od interwału do interwału. Przerwa w zdarzeniu, czyli w byciu bytu, interwał, jeśli nawet fizyka go dotychczas nie wykrywa doświadczalnie gdyż jest wielokrotnie mniejszy od kwantu energii, odgrywa w zdarzeniu zasadniczą i wielką rolę, bo dostarcza procesowi czas i przestrzeń, a bezruchem wstrzymuje nieograniczony przyrost sił i ewentualny nadmiar siły odcina od wnętrza zdarzenia.

Analiza przebiegu zdarzenia ujawnia nam doniosłe odkrycie, że przyczyna daje dwa skutki, wewnątrz bytu i na zewnątrz, daje zmianę układu w obiekcie wyższego poziomu.

„Byt jest ciągły, bo każda przerwa byłaby niebytem, a niebytu nie ma” – tak m.in. uzasadniał Parmenides swoją teorię bytu. I faktycznie, czym może być interwał energii (bytu), czy działania, zmiany, zdarzenia? Tylko niebytem. Dla TNR oczywiste istnienie interwału jest dowodem istnienia NIEBYTU.

Fundamentalną naturą niebytu jest pusta, nieskończona przestrzeń, bezruch i wieczne „teraz”. Niebyt stanowi idealną, ale realną wielką bezsiłę, która dla równowagi kreuje siłę materialną, jakieś coś w ruchu (czyli o zupełnie innych właściwościach fizycznych) i która z kolei zmienia się w jakąś cząstkę. W reakcji na idealną, bo absolutną i nieskończoną bezsiłę nicości, powstaje wiele różnych sił materialnych, przeplatających się ustawicznie, zawsze i wszędzie z niebytem. Procesy dziejące się w niebycie (w polaryzującej próżni) i obszarach materii, to powstawanie, rozwój złożoności i rozkład bytu stanowią sumę „zdarzeń”. Produkcja materii trwa, ciepłota zdarzeń rośnie, byt w ogóle (materia) powstaje ewolucyjnie i się rozszerza, w trybie ciągłym, oddolnie, a nie odgórnie, nie od Wielkiego Wybuchu. Świat materii nie stygnie, lecz się rozgrzewa. Ale niebyt jest niewspółmierny i niekompatybilny wobec bytu i takim pozostaje. Dlatego równowaga termodynamiczna świata nie wzrasta.

Żadnego Wielkiego Wybuchu nie było. Ciąg zdeterminowanych lub przypadkowych zdarzeń tworzy czas „od – do”. Wieczne teraz niebytu w równowadze względnej z bytem pozostającym w ciągu zdarzeń tworzy hierarchię bytów i sił z nich wynikających. W ten sposób powstaje „czasoprzestrzeń”. Ale czasoprzestrzeń definiowana przez współczesną naukę (fizykę, kosmologię, kosmogonię uprawianych matematycznie) jest strukturą zapełnioną całkowicie ZDARZENIAMI. Czyli czynnikiem stałym tej czasoprzestrzeni jest zawsze zdarzenie i jego interwał. Liczy się odległość łączna w czterech wymiarach: w trzech geometrycznych i czwartym czasowym. A więc zgodnie ze współczesną nauką nie istnieje czas bez zdarzenia i nie istnieje bezruch i nie istnieje przestrzeń, gdy nie istnieje zdarzenie, ale to nie jest zgodne przecież z realnymi faktami. W jednych obszarach Wszechświata trwają procesy i zdarzenia, a w innych trwa bezruch w przestrzeni i czasie, który się przecież ujawnia, chociażby swobodną wędrówką światła przez drogę miliardów lat świetlnych odległych galaktyk i gwiazd.


3.9. Niebyt w oficjalnej nauce

Fizyka i inne nauki współczesne, których podstawową kategorią jest czasoprzestrzeń, nie uwzględniają możliwości pustej przestrzeni, czyli przestrzeni nie zapełnionej zdarzeniami, nie biorą w ogóle pod uwagę próżni idealnej, bezruchu i ich właściwości: temperatury i ciśnienia, czyli nie akceptują niebytu. Posługują się natomiast pojęciem „tła”, nie wyjaśniając jednak całkowicie co to „za zwierzę”. Obszary na zewnątrz zdarzeń są wg tych nauk „gdzie indziej” i nie zaliczają się do czasoprzestrzeni. Jest to metodologiczny unik (zadziwiające chowanie głowy w piasek) tych nauk i tych naukowców, którzy posługują się i to na porządku dziennym, taką kategorią. Niezależnie od wielu innych empirycznych dowodów na istnienie pustych obszarów, samo przyznawanie tych nauk, że jest jakieś „zewnątrz zdarzeń” i „gdzie indziej” stawia samą definicję „czasoprzestrzeni” pod wielkim znakiem zapytania, a co za tym idzie, wiarygodność tej kategorii i wszystkich teorii na niej opartych, a więc całej współczesnej nauki. TNR kontestuje taką definicję czasoprzestrzeni i wszystkie teorie na tej definicji oparte. Tym bardziej, że np. teoria względności zakłada wymienialność czasu i przestrzeni, podobnie jak zastępowalność masy i energii. Nie wiemy w jakim stosunku dokonywana jest taka wymienność, bo jeśli w stosunku 1 : 1 to też chyba jest wątpliwa, bo przestrzeń ma trzy wymiary, a czas jest jednym wymiarem. Poza tym takie, „naukowe” ujęcie czasoprzestrzeni nie uwzględnia innych, „naukowych” teorii przestrzeni absolutnej, nie uwzględnia naukowej definicji próżni idealnej, ani różnych wątpliwości związanych z naturą czasu.

Niebyt jako taki jest w TNR rozumiany jako JEDNOŚĆ i wobec tego niebyt (bezruch, pustka, wieczność) istniał, istnieje i będzie istniał zawsze. Niebyt, byt w ogóle i materia niezrównoważona w „możności”, które w nim powstały utworzyły sumę bytu i niebytu, czyli Wszechświat (rzeczywistość). Nie ma w TNR żadnej asymetrii w traktowaniu przestrzeni i czasu, bo w pojęciu „niebyt” są zawarte czas, przestrzeń i bezruch i elementy te są wymienne, tak jak i w obowiązującej w nauce idei czasoprzestrzeni. Jest tu wielkie podobieństwo TNR do ostatnich twierdzeń Hawkings’a po jego wycofaniu się z akceptacji teorii Wielkiego Wybuchu, że „świat był, jest i będzie zawsze”, tyle tylko, że jest zasadnicza odmienność w traktowaniu czasoprzestrzeni: TNR rozciąga ją w nieskończoność i we wszelkich wymiarach, a obowiązujące teorie naukowe ograniczają ją do geometrii bytu i zdarzeń, mając przy tym wielki kłopot z tzw. „obrzeżem” i tzw. „tłem”, które wg. ostatnich doniesień wykazuje różnice temperatur, czyli aktywność.

Dominującą w dzisiejszej fizyce atomowej jest teoria kwantów, a zasadniczym  odkryciem tej teorii jest fakt emitowania przez oscylator (źródło) energii jedynie „kwantami” (porcjami, oddzielonymi przerwami, czyli interwałem, co przejawia się „drganiem”), a więc w sposób nieciągły. „Interpretacja ta głosiła, że światło składa się z kwantów energii poruszających się w przestrzeni”.[37]

Teoria kwantów, chociaż o ile wiemy, jak dotychczas tego nie wypowiedziała, zdaniem TNR, najzwyczajniej w świecie, naukowo stwierdza niebyt, głosząc elementy nieciągłości w świecie, „wszędzie (wg. tej teorii) dające się stwierdzić za pomocą obserwacji” [38]. A więc teoria kwantów kontestuje tezę o niepodzielności bytu Parmenidesa, który twierdził, że „byt jest ciągły, bo każda przerwa byłaby niebytem, a niebytu nie ma”. Jego twierdzenie, że zmiana jest tylko grą pozorów i nic się nie rodzi i nic nie ginie, które przetrwało do dzisiaj choćby w zasadzie zachowania i wielu innych teoriach, jest sprzeczne z teorią kwantu i nieciągłości energii (materii), jak również z podobno ostatnio odkrytą nieciągłością przestrzeni i czasu. Teoria kwantów twierdzi, że element nieciągłości „przejawia się wszędzie w fizyce atomowej” a szczególnie jasno „występuje przy przechodzeniu od tego co możliwe, do tego, co rzeczywiste”.

TNR stwierdza istnienie niebytu jako kategorii materialnej i nieciągłość bytu jest dla nas oczywista. Każda przerwa bytu jest dowodem niebytu, jest niebytem – Parmenides słusznie to zauważał. Teoria kwantów stwierdza i obserwuje nieciągłość energii (materii, bytu), ale o niebycie, czy próżni absolutnej ani nie wspomina. Czym wobec tego wg fizyki jest interwał pomiędzy kwantami? Jest nieciągłością bytu, czy nie jest? Jest przerwą, a więc może być tylko niebytem.

„ŚMIERĆ” jest materialnym niebytem człowieka i każdego innego bytu fauny czy flory. Jest niebytem, czy nie jest? Przecież człowiek styka się z nią na co dzień i odczuwa na każdym kroku i rozumem też ją ogarnia. Śmierć jest niebytem.

Symetria złamana jest przyczyną sprawczą ruchu, a więc symetria jako taka, idealna, jest przyczyną sprawczą bezruchu, czyli niebytu, idealnej siły. Symetria idealna jest formą i przejawem niebytu, czyli jest niebytem.

Paul Tillich (znany i wielce ceniony teolog) w swojej pięknej pracy pisze:

„Niebyt jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej dyskutowanych pojęć. Parmenides próbował wykluczyć niebyt jako pojęcie. By to uczynić, musiał jednak poświęcić pojęcie życia. Demokryt przywrócił pojęcie niebytu i utożsamił je z próżnią, aby uczynić pojmowalnym ruch. Platon posługiwał się pojęciem niebytu, gdyż bez niego nie da się zrozumieć kontrastu między istnieniem a czystą istotą. Arystoteles rozróżniając pomiędzy materią a formą musiał zakładać to pojęcie. Plotyn opisywał przy jego pomocy utratę „ja” ludzkiej duszy, Augustynowi zaś służyło w ontologicznej interpretacji grzechu ludzkiego. Dla Pseudo-Dionizego Areopagity niebyt stał się elementem jego mistycznej doktryny Boga. Jakub Boehme, protestancki mistyk i filozof życia, jest autorem klasycznego sformułowania, że wszystkie rzeczy zakorzenione są w „tak” i w „nie”. Pojęcie niebytu zawarte jest w Leibniza doktrynie skończoności i zła, jak również w kantowskiej analizie skończoności form kategorialnych. Dialektyka Heglowska czyni negację dynamiczną siłą w przyrodzie i w historii, a filozofowie życia od Schellinga i Schopenhauera posługują się pojęciem ‘woli” jako podstawową kategorią ontologiczną, gdyż posiada ona moc zaprzeczenia sobie bez utraty siebie. Pojęcia procesu i stawania się u filozofów takich jak Bergson i Whitehead zawierają w sobie zarówno pojęcie niebytu, jak i bytu. (…) W takiej sytuacji niewielkie znaczenie ma to, że niektórzy logicy negują pojęciowy charakter niebytu i próbują usunąć go ze sceny filozoficznej, zostawiając go jedynie w formie sądów przeczących”.[39] (Podkreślenie moje)

NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ. Jak widać z tego co pisze Tillich, wielu największych filozofów zajmowało się kategorią „niebytu”, ale zawsze peryferyjnie, przy okazji omawiania i badania innych zasadniczych kwestii, nikt jak dotąd kategorii niebytu nie uczynił głównym przedmiotem swoich zainteresowań i badań. To samo dzieje się w jednej z nauk szczegółowych jaką jest FIZYKA. W fizyce doświadczalnej latami i dziesiątkami lat naukowcy tworzą i sprawdzają tysiące różnych teorii cząstkowych dotyczących procesu materii, ale jak dotąd nikt się nie odważył ustanowienia swym paradygmatem PRÓŻNI ABSOLUTNEJ, chociaż w fizyce teoretycznej istnieje taka kategoria: „obszar, w którym nie ma żadnej materii ani pola elektromagnetycznego lub grawitacyjnego.”. Teorie pola elektromagnetycznego i grawitacyjnego są niewątpliwie oparte na prawie indukcji elektromagnetycznej Michaela Faradaya i prawie natężenia oddziaływania tych sił na pola Andre Marie Ampere’a (jeszcze z początków XIX wieku), które opisują zależności pola od siły i odległości od źródła. A więc pola oddziaływania materialnego w miarę oddalania się od niego ZANIKAJĄ i przestrzeń musi zgodnie z tymi prawami przechodzić w jakiejś odległości od materii w próżnię idealną. Czyli fizyka ma w swym słowniku pojęcie próżni idealnej, niebytu, ale tak jak i filozofia, wcale nie traktuje go jako problem zasadniczy, jako zagadnienie podstawowe, a tylko jako kłopot, zmartwienie. Ciekawe jak fizyka teoretyczna godzi próżnię idealną z twierdzeniem o istnieniu tylko świata materialnego?

Moi korespondenci domagają się ode mnie udowodnienia niebytu w sferze materialnej, empirycznie, a jak to można zrobić? Jak udowodnić empirycznie istnienie niebytu? Czy doświadczanie śmierci nie wystarcza? Astronomowie udowadniają istnienie niewidocznych planet na podstawie ruchu sąsiednich widocznych ciał niebieskich. My, na podstawie istnienia bytu, stwierdzamy istnienie niebytu, który ujawnia się wirtualnie, efektami.

Ogląd tak zwanych faktów różnie przez różnych ludzi może być widziany i różnie może być interpretowany, obserwując te same zjawiska różnym ludziom mogą nasuwać się różne i nawet całkiem odmienne wnioski.

To moje podstawowe ujęcie przedmiotu nie jest arbitralne, wynika z wyżej przedstawionych przesłanek naukowych, ale również wynika z wielu założeń TNR i argumentów zdrowego rozsądku. Mimo to, nie jest ono oczywiste (chociaż mnie się takie wydaje) i wymaga potwierdzenia w badaniach uczonych i innych myślicieli, wymaga zweryfikowania, lub falsyfikacji. Podobno wprowadzanie tezy nawet całkowicie nie zweryfikowanej jest dla danej dyscypliny zawsze cenniejsze, niż tchórzliwe zatajanie intuicji.

Ja przecież nie mówię wiele nowego, a wszystkie małe i wielkie odkrycia i ujawnienia błędów mają wielu praprzodków – są zazwyczaj jednocześnie myślane i formułowane przez różnych ludzi, ale trzeba je jeszcze wypromować i ciągle na nowo dokonywać namysłu. Jeśli tysiące ludzi (w tym fizyków i filozofów) w różnych zakątkach świata będzie myśleć o tym samym: czy niebyt jest i czym jest (jak funkcjonuje?), jeśli tylko wielu ludzi będzie tym pytaniem zainteresowanych, to prędzej czy później wyniki tego myślenia skutkować będą jasną formułą.

Przy tej okazji zawiadamiam Czytelników, że właśnie natrafiłem na książkę prof. Leszka Nowaka wydaną 1998 r. pt. „Byt i myśl”, w której językiem swojej filozofii unitarnej i w sposób analityczny autor obala teorię bytu Parmenidesa, dochodzi do NICOŚCI i, jak mnie się zdaje, do podobnych do moich rezultatów. Chociaż dochodzi innymi drogami, bo nie poprzez teorię nieantagonistycznych przeciwieństw.

To nie znaczy, że JA (amator i samouk) swoich dociekań nie uważam za analityczne. Analityczność filozofii, moim zdaniem, nie polega na jakimś innym języku znaków i na użytkowaniu nie zrozumiałych przeciętnemu czytelnikowi równań czy symboli. Logiczność i analityczność TNR polega na przestrzeganiu zasad poprawnego myślenia (w tym zasady niesprzeczności), jasnej i poprawnej dedukcji i wykazaniu prawdziwości wyjściowych tez TNR, opartych na terminach pierwotnych.

JA myślę i tym aktem mego rozumu – pomijając wszelkie pozarozumowe czynniki tej myśli – przyjmuję tezę pierwszą, że:

wszystko co należy do rzeczywistości ma swoje przeciwieństwo, bo żadna siła samodzielnie nie istnieje, siła bez oporu przestaje być siłą, niknie, nie ma na świecie rzeczy pozostawionych samym sobie, każda rzecz jest jakąś siłą i ma swoje przeciwieństwo. Z tego czołowego aksjomatu TNR wynika wniosek , że:

byt ma swoje przeciwieństwo pod postacią niebytu czyli, że niebyt jest, funkcjonuje, ma swoja rolę do spełnienia w ogólnym układzie RZECZYWISTOŚCI. Jest to wywód rozumowy stosowny do zasady niesprzeczności i zasady racji dostatecznej, czyli odpowiada wymogom logiki, zawiera elementy tego co analityczne.

Niebyt nie jest rzeczą, nie jest materią, nie jest bytem. Zdanie jest prawdziwe, gdy jest zgodne z rzeczywistością i tak się u mnie dzieje. Poza tym, to orzeczenie powinno określać podmiot, a nie podmiot orzeczenie, orzeczenie nie ma prawa przemawiać przeciwko podmiotowi, sprzeciwiać się jemu. Wypowiedź: „niebytu nie ma” jest niepoprawna ontologicznie dlatego, że gdyby niebyt potraktować jako kategorię równoprawną do bytu, czyli potraktować ją jako rzecz, to przecież nie rzecz dostosowujemy do określenia lecz odwrotnie. Odpowiedniość i zgodność logiczną nadamy myślom gdy jej racje wyrazimy adekwatnie do przedmiotu tej myśli. Przedmiotem tej myśli jest niebyt – do niego, do niebytu musimy dostosować określenie, orzekanie (jest, egzystuje, istnieje, spełnia rolę, wykonuje swoja funkcję, FUNKCJONUJE – myślę, że najlepszym słowem będzie funkcjonować), zawierające w sobie również inne właściwości tego przedmiotu. Fakt, że do tej pory nie mieliśmy takiego orzeczenia utworzonego przez język – gdyż nie myślało się i nie mówiło o niebycie – nie zwalnia nas z poszanowania dla podstawowych kryteriów prawdy, a mianowicie, że byt i niebyt określają się nawzajem i jest to zgodne z rzeczywistością.

Nowożytne myślenie o prawdzie ontologicznej formułuje się w  metafizyce jako zgodność bytu ze wszystkimi najogólniejszymi aksjomatami bycia i bytu, ale przecież określając zasady poznawania bytu jednocześnie ustalamy zasady poznawania niebytu, który w najogólniejszym sensie jest cechą bytu – przeciwieństwa są jednocześnie swoimi właściwościami, są swoimi granicami. PRAWDA ustala i wyznacza NIEPRAWDĘ, dobro ustanawia zło, mądrość wyznacza granice naiwności i głupoty, BYT ustanawia NIEBYT i odwrotnie. A więc zaprzeczanie funkcjonowania niebytu jest formą „ślepoty” myślowej.

Jak dotychczas, w nauce i filozofii nie dostrzega się na ogół nicości i niebytu absolutnego, fałszywie przyjmując, że nie istnieje to, czego jeszcze nie wykryliśmy, bo to RZEKOMO my ustalamy prawdę, a prawda o niebycie jest dla nas niewygodna, a nawet szkodliwa, bo przeczy naszej WŁADZY i hegemonii człowieka nad bytem. W szczególności przeczy to władzy człowieka nad tą dziedziną bytu, nad którą on najbardziej chciałby panować – nad przyrodą. Człowiek chciałby być PANEM przyrody i tym samym dokonać spłycenia rzeczywistości. Skutkiem niedostrzegania niebytu i dzięki temu niedostrzeganiu, dominują w nauce i filozofii systemy myślowe: antropocentryczny i socjocentryczny.

Wbrew wszelkim opozycjom, TNR twierdzi, że NIEBYT można określać, opisywać, wyobrażać sobie, organizować, ustanawiać, myśleć! Czyli można go w sposób racjonalny wyrazić. Twierdzenia degradujące niebyt do totalnej metafizycznej bzdury i sprzeczności niemożliwej nawet do spokojnej analizy wynikają chyba z psychiki badaczy, czyli po prostu z ich LĘKU i strachu („trwoga” Heideggera), przed nicością absolutną. Tymczasem już Arystoteles dowodził (jak to dalej wykażę), chyba nie zdając sobie z tego sprawy, że byt pochodzi z niebytu i że niebyt uczestniczy powszechnie w „życiu” każdego bytu, a więc, że niebyt jest  wszędzie razem z bytem.

Potencjalność – MOŻNOŚĆ (w języku TNR nie są synonimami, potencjalność rozumiem jako pojęcie bardziej zbliżone do możliwości i sposobności, a możność jest już bardziej zbliżona do aktualizacji), jest potencjalnością i możnością, ale aktualizacja i AKT, a nie możność, jest pierwotny dla bytu. To wynika z samej możności, bo możność jest tylko możnością, i może się NIE zaktualizować. Niezaktualizowana potencja i następnie możność, stają się NIE AKTEM, czyli „materią pierwszą” (która jeszcze nie jest materią wg. Arystotelesa) niezaktualizowaną, niezorganizowaną, zamierającą i wreszcie przechodzącą w NICOŚĆ czyli w NIEBYT. W ten sposób poprzez potencjalność i możność byt bez przerwy „dotyka” (ściera) się z niebytem. Dopiero gdy potencjalność i możność zaktualizuje się, przyznając jednocześnie pierwotność aktu, potencja poprzez możność kulminuje, (ostatecznie się formułuje) i STAJE SIĘ AKT. Staje się BYT.

Wynika z tego potencjalny niebyt biorący udział w powstawaniu bytu, udział niebytu w „pobliżu” każdego AKTU bytu. Jeśli moje rozumowanie wynikające z teorii możności i aktu Arystotelesa jest prawidłową dedukcją, to jest to, moim zdaniem, sensacja metafizyczna, bo sam autor, sam Stagiryta (i jego interpretatorzy np. H.H. Joachim i M. Krąpiec), nie zdawali sobie z tych konsekwencji sprawy.

NIE negująca funkcja znoszenia wynika z niebytu, lecz funkcja twórcza, bo dopingująca. Aby akt stał się aktem, muszą, zgodnie z zasadą „każdej akcji towarzyszy reakcja”, zadziałać przeciwieństwa, tak by możność nabrała realnych kształtów i poprzez aktualizację, czyli pozyskanie równowagi względnej przeciwieństw, a więc esencji (upodabniającej się z wzorem formy i wyprzedzającej formę funkcji, w celu spełnienia swej misji), stał się  AKT, ziścił się BYT. Jeśli niematerialne (nie zawierające materii) siły zawarte w informacji, napięciu, potencjalności, nie „zmuszą” możności do ostatecznego formowania (aktualizacji) i aktu, ziści się  zamiast bytu, niebyt.

Niebyt nie jest tu (ani nigdzie) żadną NEGACJĄ, nie jest sprzecznością i znoszeniem, niszczeniem, czyli objawia się jako siła nieantagonistyczna. Gdyby niebyt przejawiał tendencje negatywne, znoszące, NIC by nie było, bo nic by nie powstawało, bo ewentualna możność pozostawałaby tylko możnością. Nie byłoby aktu. Nie byłoby konkretnego bytu, nie byłoby czegokolwiek. A przecież widzimy i odczuwamy, że COŚ jest, i to różnorodne coś się rozmnaża. Stwierdzał to już Arystoteles i M. A. Krąpiec we „Wprowadzeniu do Metafizyki Arystotelesa” pisał: „Zatem, gdyby nie było substancji jako pierwszych i naczelnych bytów, teraz już nie byłoby niczego, a to jest sprzeczne z prostym faktem poznania.”[40] To samo stwierdzenie, oczywiście inaczej sformułowane, jest jednym z naczelnych stwierdzeń TNR: „gdyby przeciwieństwa były antagonistyczne nie byłoby COŚ”. TNR proponuje podobny eksperyment myślowy do tego, który przeprowadził Krąpiec. Jeśli w myślowym eksperymencie założymy antagonizm przeciwieństw, to okaże się, że nic nie powinno istnieć, a to jest sprzeczne z potocznym doświadczeniem. Coś jednak istnieje, w ciągłej zmianie, w procesie, ale istnieje. Dlatego założenie o antagonizmie przeciwieństw jest błędne.

Omawiana kwestia dotyczy bytu w ogóle i wszystkich bytów konkretnych, a nie tylko bytu zindywidualizowanego np. człowieka. Niebyt pozytywnie uczestniczy w tworzeniu bytu i dlatego świat materialny się rozwija ilościowo i jakościowo. Niebyt jest pozytywnym i twórczym elementem rzeczywistości, bo jest przeciwieństwem bytu, ale przeciwieństwem nieantagonistycznym – odgraniczonym od bytu jego atrybutami: ruchu, granicy i immanentnej zasady, że każdej akcji towarzyszy reakcja! Zasada „każdej akcji towarzyszy reakcja” zmusza niebyt do „działania” na rzecz bytu, bo zmusza do jego wyniesienia. Gdy możność zanika i niebyt ją „zawłaszcza”, „wchłania”, pojawia się reakcja wzmagająca potencję w kierunku „działania” do celu jakim jest akt. W ten sposób byt, materia jest w RUCHU, który odbywa się na wielu różnych poziomach, wszystko zmierza do równowagi i porządku, do AKTU – do BYTU – ale w dalszym procesie – bo wszystko jest procesem – do rozkładu i NIEBYTU. A więc niebyt jest siłą porządkującą byt w obu kierunkach, tak w kierunku powstawania materii i jej rozwoju (emergencji), jak i w kierunku odwrotnym: rozkładu, czyli entropii.

Tak powstaje i żyje  ŚWIAT! I nie ma w tym żadnej „sprzeczności”, której doszukują się myśliciele, aby kultywować nadal ANTAGONIZM i tym samym sankcjonować okrucieństwa i ZABIJANIE.

Niebyt jest przeciwstawną bytowi (sile) BEZSIŁĄ, ale nie ma w nim żadnej NEGACJI i niszczenia. Jego charakter jest nieantagonistyczny, jest w równowadze z bytem. Jeśli możność i potencjalność nie zanika, stawia opór przed niebytem i dąży do swego celu, do AKTU – a zawsze dąży swoją „siłą witalną”, ponieważ akt jest pierwotny i jednocześnie, każdej akcji towarzyszy reakcja – to „zwycięzcą” jest „życie”, byt. Napięcie, potencjalność i możność przemienia się w dążenie, a dążenie nabiera charakteru racjonalnego, logicznego i wreszcie PSYCHICZNEGO, nadawanego przez pierwotność aktu. Żeby dążyć, trzeba CHCIEĆ dążyć – jest motyw i jest cel – kłania się „miękka matematyka”, moralność i psychologia, w obszarach bytów powszechnych, ale zawsze indywidualnych, bo każdy byt jest indywiduum takim czy innym.

Niebyt to NIEistnienie bytu, to NIEtrwanie bytu, jest w przeciwieństwie do bytu wszędzie i zawsze i w ten sposób niebyt uzupełnia byt i tworzy rzeczywistość. Niebyt w imię wewnętrznej równowagi świata musi być współobecny z bytem. Niebyt to NICOŚĆ – totalna nicość, przejawiająca jednak ogromną siłę kreatywną.

Pamiętajmy, że cały czas mówimy o niebycie absolutnym, którego wg TNR, tylko jedną z postaci daleko spokrewnionych jest tzw. niebyt względny (brak).

Ponieważ MOŻNOŚĆ, a więc jeszcze NIEakt, a na razie dążenie do aktu, uczestniczy w próbie tworzenia i aktualizowania się, a więc jest siłą twórczą tak bytu jak i niebytu, bo pamiętajmy, że byt jest czasowy (od – do) i zamiera, przechodzi w niebyt – możność jest WTÓRNA – jest niebytem i przed bytem, ale jest wtórna. AKT bytu i ewentualnie niebytu są motywami i celami, przyczynami ( miękka matematyka).

Czym jest potencja?

Czym jest pęd do życia, osiąganie dojrzałości (pełni rozwoju) i następnie śmierci – i to nie tylko przyrody ożywionej, ale wg TNR również natury nieożywionej? „Siłą witalną” (wynikającą z powinności bytu, rozkładem gęstości prawdopodobieństwa), rozmachem życia, stawaniem się, pędem do rozwoju, sposobnością, kreacją? Czym jest ta siła? Chyba dążeniem do równowagi, uporządkowania, do egzystencji i do BYTU.

A więc niezbędną przyczyną powstawania bytu jest napięcie, potencjalność i możność uwarunkowana CELEM – aktem – bytem i misją tego bytu (zdaniem TNR każdy byt ma jakąś misję do spełnienia). Jest to jednocześnie genezą RUCHU.

W tym, miejscu pozwolę sobie przytoczyć słowa Arystotelesa, jako kwintesencję tego, co wcześniej pisali i myśleli, w mniej lub bardziej podobnej wersji dialogów i polemik Anaksagoras, Anaksymander, Empedokles, Platon, a później przez 2500 lat powtarzali inni filozofowie europejscy:

„(…) wszystko było w możności, nie zaś w akcie (…) Może się nasunąć pytanie z jakiego to niebytu jest powstawanie. Albowiem niebyt rozumie się trojako. (…) Są zatem trzy przyczyny i trzy zasady: dwie stanowią przeciwieństwa i są to: rozumienie i forma, oraz brak, a trzecią jest materia. Z kolei trzeba zauważyć, że ani materia, ani forma, rozumiane jako najbliższe, nie powstają. Zmienia się bowiem zawsze coś, pod wpływem czegoś i w coś. To, pod wpływem czego się zmienia, jest najbliższym czynnikiem poruszającym; to co się zmienia, jest materią, a to w co się zmienia, jest formą. (…) I to oto >b< jest zasadą tej określonej zasady >ba<, gdyż >b< jest wogóle zasadą dla >ba<„.[41]

I zacytuję jeszcze przypis z „Wprowadzenia do Metafizyki Arystotelesa” M. Krąpca:

„Jakaś określona jednostka zanim się stała określoną jednostką >b<, przedtem już możnościowo, potencjalnie, istniała w poprzednim byciu >a<.”[42]

Proszę zauważyć główne myśli tych cytatów: mówi się o niebyciu i to nawet rozumianym trojako, a nawet o powstawaniu z niebytu. Mówi się też o niebyciu jako „braku”. Mówi się i udowadnia pierwotność możności, czyli niebytu, a jednocześnie twierdzi, że materia i forma „nie powstają”. A wcześniej wielokrotnie tak Arystoteles jak i cała jego tradycja NIEBYT uważa za niebyły, za nieuprawniony, bo sprzeczny z zasadą niesprzeczności wymysł intelektu. Mówi tu się o zmianie niesprzecznej i nieantagonistycznej, o możności zmiany NIE-AKTU w akt-byt – czyli niebytu w byt i funduje się pierwotność możności. Również w teorii ruchu, czyli aktu i możności, słusznie, moim zdaniem, Arystoteles stwierdza pierwotność Aktu! Powyższa koncepcja zawiera szereg sprzeczności, które wskażę jeszcze w omówieniu jego całej teorii bytu.

Poza tym, w rozumowaniu Arystotelesa i Krąpca TNR widzi w tym miejscu zasadniczy błąd, a mianowicie pominięcie odstępu pomiędzy >b< i >a<, bez którego nie powstaje w ogóle ani >b<, ani >ba< i niema nigdy żadnej zmiany, nie ma wcale przyczyny i skutku, bo >a< staje się natychmiast >z< i dopiero wtedy jest faktyczne utożsamienie przyczyny i skutku. Jeśli nie ma interwału ostateczny skutek jest natychmiastowy, co jest sprzeczne z oczywistością naszych doświadczeń. Zasadą >b< i zasadą >ba< nie jest ani >b< ani >a<, zasadą zmiany jest przerwa między b i a, odstęp, interwał. Jest to wirtualny interwał niebytu. Bez interwału nie ma bytu i nie ma zmiany, nie ma nawet przeskoku z >a < do >z<, jest ciągłe >a<.

Z tego wszystkiego wynika jak na dłoni konieczność ostrożności i POKORY. Człowiek jest omylny i zadufany w sobie, a wszyscy robimy błędy.

Jest Ziemia, jest Układ Słoneczny, PRZYRODA i ludzkość o antropocentrycznym myśleniu – jest nasza galaktyka i inne galaktyki, jest Kosmos i być może wiele kosmosów – jest WSZECHŚWIAT – jest wszystko obejmujący BYT W OGÓLE – ten byt na najwyższym poziomie rzeczywistości ma przeciwieństwo w postaci NIEBYTU, którego to niebytu, ani określić, ani sięgnąć, ani abstrakcyjnie nawet objąć naszym językiem i naszym umysłem nie bardzo jesteśmy w stanie. Staramy się jak możemy, ale dopiero przyszłość pokaże czy i jak nam się to udaje. Myślimy, że ponieważ jest byt, nasza teoria TNR zmusza nas do uznania, czy ufundowania, niebytu. Nie możemy go „dotknąć”, ale a priori musimy stwierdzić istnienie przeciwieństwa bytu, czyli NIEBYTU. Jest to już najwyższy poziom naszego układu odniesień.

Ale przytoczę wypowiedź i pytanie Łukasza: „Niebyt” towarzyszy „bytowi” jako przeciwieństwo zgodnie z ogólną zasadą TNR. Warunkują się one wzajemnie. W wypadku antagonizmu oba przeciwieństwa giną. Antagonizm sprawia, że ich nie ma. Czy niebyt „bytu” i „niebytu” jest tym samym „niebytem”, który przeciwstawiał się „bytowi”? Jeżeli nie, to jak nic może różnić się od niczego? Jeżeli tak, to jak jedno z przeciwieństw mogło przetrwać antagonizm ?”

Moja odpowiedź jest następująca: rozwojem rzeczywistości rządzi zasada nieantagonizmu i takiego wypadku być nie może. Zasada nieantagonizmu przeciwieństw działa na wszystkich poziomach, niższych i wyższych, stąd dotyczy również poziomu najwyższego. A więc pytanie jest źle postawione, sprzeczne z logiką TNR.

Przyjmijmy wyjątkowo, na chwilę, że jednak, wszystko jest możliwe, przyjmijmy, że możliwy jest też wypadek antagonizmu na tym najwyższym poziomie bytu – co jest dalej? Gdy byt zniszczy niebyt, lub odwrotnie, gdy niebyt zniszczy byt, na tym najwyższym poziomie rzeczywistości, nie będzie następnego bytu i następnej nicości, oba przeciwieństwa giną. Wtedy nie ma już żadnej „rzeczywistości”, nie ma „coś”, i nie ma „nic” – bo nie ma już żadnego bytu i niebytu, bo byt jest tylko w związku i wobec niebytu, a niebyt jest tylko wobec bytu. Pozostają wtedy tylko ewentualne wyższe poziomy pozostające ponad światową rzeczywistością – JEST BÓG, lub jakiś ABSOLUT, który wymyślił ten świat.

Taka powinna być odpowiedź TNR na pytanie Łukasza, ale może być jeszcze inna, bardziej zgodna z materialistycznym poglądem na świat: jeśli zdarzy się antagonistyczna „próba ognia” na najwyższym poziomie rzeczywistości, to niebyt jako absolutny, wieczny i prosty, czyli „silniejszy”, musi pokonać zmienny i ograniczony byt, pozostawać samotny i niezrównoważony i szukać nowej wyższej formy rzeczywistości, tworzyć nową równowagę, czyli nowy byt. Niebyt jest jeden i nic nie przemawia za tym, że musiałby powstać nowy, jakiś inny niebyt. Niebyt zwycięża byt i ten sam, niezmieniony i niczym się nie różniący po tej próbie, niebyt pozostaje na polu walki tworząc nowe przeciwieństwo. Niebyt mógł i musiał przetrwać antagonizm, bo jest absolutny, poza-czasowy i ponadprzestrzenny.

A więc w końcu mamy trzy odpowiedzi na bardzo ważne pytanie ŁUKASZA :

pytanie to jest sprzeczne z logiką TNR i wobec tego nie wymagające odpowiedzi. I na tym można by poprzestać, ale my przecież piszemy po to by zadawać pytania i inspirować czytelnika do ich zadawania, dlatego próbujemy sprostać mu następnymi przemyśleniami:

niebyt jest pod każdym względem silniejszy od bytu, zwycięża niebyt i pozostaje sobą, może i musi przetrwać antagonizm, bo jest niebytem, jest niczym. Nicość jest niezmienna, nie zmienia się w inne nic.

Bóg w naszych rozważaniach i rozwiązanie typu DEUX EX MACHINA pojawia się nie bez powodu. Łukasz niszcząc świat zmusił nas do pytania co jest ewentualnie ponad światem ?

Przecież tak musiało się skończyć. Przecież wszystkie ontologie największych myślicieli „idealistycznych” i „materialistycznych” tak z reguły kończą swoje przemyślenia. Jeśli wszystkie ontologie oparte na antagonizmie przeciwieństw poprzez niejasną „dialektykę”, wojnę i ogień, wszystkie jak „jeden mąż” dochodziły do przyjęcia koncepcji BOGA, JEDNOŚCI, lub ABSOLUTU, to tak radykalne pytanie Łukasza musiało mnie również do takiej koncepcji doprowadzić.

Ja nie miałem ochoty i nadal nie mam zamiaru wdawać się w przemyślenia i spekulacje na temat Boga, to jest domena teologów i Kościołów, ja jestem nędznym grzesznikiem i profanem i nie mam żadnego teologicznego przygotowania by wdawać się w tematy dotyczące BOGA! Ale tak wyszło, a tak wyszło dlatego, że Łukasz uparł się na najwyższym poziomie wypróbować „ogień” Heraklita, czyli wbrew TNR zadał pytania sprzeczne z TNR! Gdyby poprzestał na spieraniu się nadal nad zagadnieniem niebytu i pytaniach, czy jest i jak ten niebyt może być – byłoby wszystko o’key, ale Łukasz zażyczył sobie jeszcze zniszczyć ten wątpliwy, nierozpoznany obiekt: NIEBYT, zniszczyć to „nic” – no i tak wyszło jak wyszło! Ale my nie musimy w przyszłości tak „wysoko” wędrować – bo przecież TNR nie wierzy w antagonizm przeciwieństw. W antagonizm, szczególnie na najwyższym poziomie bytu i niebytu, może wierzyć tylko zadufany człowiek, co wymyślił sobie, że jest miarą wszechrzeczy! A od poziomu człowieka, do tego najwyższego poziomu CAŁOŚCI to daleka droga.



[29] Cytaty z pamięci

[30] Za Starzyński, Wojciech (2004) O teologii Boskich atrybutów w Medytacjach Rene Descartesa, w: Kwartalnik Filozoficzny, tomXXXII,

[31] Smolin, Lee (1997) Życie Wszechświata: nowe spojrzenie na kosmologię, AMBER, Warszawa, s.330

[32] tamże

[33]Penrose, Roger (1996) Nowy umysł cesarza, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa. str. 333

[34] Blackburn, Simon (1998) Oksfordzki Słownik Filozoficzny, Książka i Wiedza, Warszawa.

[35] Podsiad, Antoni, Zbigniew Więckowski (red.) (1983) Mały Słownik Terminów i Pojęć Filozoficznych, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa.

[36] Russel B., On the Notion of Cause, str. 175

[37] Heisenberg, Werner (1965) Fizyka a filozofia, Książka i Wiedza, Warszawa,s. 13

[38] tamże, s. 143

[39] Tillich, Paul (1994) Męstwo bycia, REBIS, Poznań, s. 39

[40] Arystoteles (1998) Metafizyka Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin, ‘Wprowadzenie’ Mieczysława Krąpca, s. LXXXVI

[41] Arystoteles (1998) Metafizyka Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin,Księga XII, s.211

[42] Arystoteles (1998) Metafizyka Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin, ‘Wprowadzenie’ Mieczysława Krąpca.