Nieciągłość energii przejawiająca się w drganiach i
częstotliwościach jej emitowania przez oscylatory (np. promieniowanie
kosmiczne, czy emitowanie energii przez „wzbudzone” atomy), czyli
po prostu interwały pomiędzy porcjami (kwantami) wysyłanych fotonów,
(wielokrotnie zaznaczana przez jednego z twórców teorii kwantowych Wernera
Heisenberga), jest, moim zdaniem, obecnie „dyskretnie” przekręcana.
A więc z jednej strony teoria kwantu stwierdza „dyskretne”
(nieciągłe) wartości pola, objętości i innych parametrów, i stwierdza, że
„świat kwantowy musi być nieciągły”, ale czym w końcu jest
dla świata kwantów ta „dyskretność”, czyli nieciągłość, nikt nie
wyjaśnia i wszyscy wykluczają ją ze swych badań, których jedynym przedmiotem
czynią „zdarzenie”.
Jednak zdaniem TNR do zdarzenia należy nie tylko
emisja energii, ale i interwał tej emisji, nie tylko zmiana, ale i odstęp
czasowo przestrzenny pomiędzy przyczyną i skutkiem. Dla TNR ten odstęp jest
oczywistym dowodem istnienia niebytu, który jest jestestwem pozbawionym materii
i ujawnia się tylko efektami.
Niebyt w ogóle pomijany jest milczeniem przez
czołowych przedstawicieli nauki (np. Hawking, Penrose, Smolin, Weinberg,
Polkinghorne, Feynman), a parametry nieciągłości i przyporządkowanie
matematyczne interwału NIE są uwzględniane w teoriach naukowych. Jednocześnie
ci sami czołowi przedstawiciele i dysponenci „standardów naukowych”
stwierdzają nieprzydatność Świata Newtona, kwestionują wiele elementów teorii
Einsteina i podkreślają niedostatki teorii kwantowych. Smolin pisze:
„Fizyka newtonowska jest przydatna jako
przybliżenie, które pomaga, zrozumieć wiele różnych zjawisk, lecz została
całkowicie zdyskredytowana jako odpowiedź na jakiekolwiek fundamentalne pytanie
dotyczące natury świata.”
„Starałem się tu nie ukrywać faktu, że według
mnie rozwiązanie problemów teorii kwantów wymaga znalezienia lepszej teorii.
Nie jest to pogląd konwencjonalny, ale nie jest również niezwykły. Wielu z
twórców mechaniki kwantowej sądziło podobnie. Wspomniałem już o zastrzeżeniach
Einsteina. Schoedinger (1935), DE Broglie (1956) i Dirac (1939) również uważali
mechanikę kwantową za teorię
prowizoryczną. (…) Być może jakaś wersja teorii „zmiennych ukrytych”
okaże się możliwa do zaakceptowania, (…)”
W literaturze tematu wiele jest tego rodzaju uwag i
zastrzeżeń, ale jednocześnie, gdy np. ja, przedstawiam całkiem nowy
filozoficzny, spójny, kompletny i zamknięty, opis teorii bytu, w którym jedną z
zasadniczych ról wyznaczam materialistycznej kategorii NIEBYTU, wszyscy
„naukowcy”, profesorowie, którzy zapoznali się z TNR odrzucają go
bez dyskusji jako „niezgodny z obowiązującymi standardami
naukowymi”, których to standardów w ogóle nie określają. Czyli chyba
dlatego, bo Parmenides powiedział: „byt jest, a niebytu nie ma”.
Nauka i filozofia niby stwierdza, że jej produktem są tylko HIPOTEZY i że
„wie, że nic nie wie”, ale sensowny opis rzeczywiście NOWY, chociaż
oczywiście opierający się na dorobku tysięcy lat tej nauki i filozofii,
„nauka” odrzuca jako opis „nienaukowy”. Przecież to
jest wręcz śmieszne zachowanie się rzekomej „nauki”. Są to decyzje
polityczne, a nie naukowe i w związku z tym chciałbym przypomnieć, że całkiem
niedawno odbył się proces REHABILITACJI Galileusza.
To, że nauka nie uznaje teorii kwantu za żaden dowód
niebytu i nawet sama teoria kwantu tego nie uznaje, nie pozbawia mnie
możliwości takiego twierdzenia. Nauka jak wiemy, jak do tej pory w ogóle nie
akceptuje niebytu. Teoria kwantu jest moim zdaniem DOWODEM niebytu, bo poprzez
swoje rozumowania dedukcyjne (równania matematyczne), czyli poprzez prawdziwe
przesłanki wnioskuje nieciągłość bytu (energii, materii, zdarzenia). Teoria
kwantu jest teorią naukową. Interwał bytu jaki z niej wynika jest dla TNR
naukowym dowodem niebytu. Ciąg formuł: naukowa teoria kwantu, poprzez ustalenie
porcji energii i granicy tej porcji, dowodzi nieciągłości bytu, nieciągłość
bytu jest dowodem obecności niebytu, obecność niebytu jest dowodem istnienia
niebytu, to co dowodzi jest dowodem, dla TNR naukowym dowodem istnienia niebytu
jest teoria kwantu – to są same aksjomaty i prawidłowe wnioskowanie.
Jedna teoria może być dowodem dla innej teorii.
Dodatkowym dowodem istnienia niebytu jest jego
niewspółmierność i niekompatybilność z bytem, czyli jego niesprzeczność. Byt i
niebyt są niewspółmierne, a nie sprzeczne. Byt i niebyt są niesprzeczne.
3.4. Realność niebytu.
Z samego założenia, że „nic nie powstaje z
niczego i nic nie obraca się w nicość” (dogmat Empedoklesa trochę inaczej
sformułowany przez współczesnych filozofów i obowiązujący do dzisiaj), moim
zdaniem, wynika wnioskowanie, że nic i nicość egzystują. Ale jeśli
istnieją, to uczestniczą w powstawaniu i ginięciu. Twierdzenie „nic nie
powstaje z niczego”, jest nieuprawnione, bo coś musiało powstać z
niczego, a nic i nicość są samoistne. Z czego może powstawać „coś”?
Tylko z niczego!
W rozumowaniu TNR traktuje się byt materialny jako
względny i zmienny. Niebyt zaś jako absolutny i niezmienny. Obie te składowe
rzeczywistości są w równym stopniu REALNE. Realność i istnienie przysługuje
zarówno niebytowi jak i bytowi.
TNR NIE ROZMIJA SIĘ Z ZASADĄ SPRZECZNOŚCI, nie jest
tak, że byt jest niebytem, ani odwrotnie. Są to dwa krańcowo różne jestestwa,
przeciwieństwa, krańcowo różne gatunki, niewspółmierne i niekompatybilne ze
sobą. Są współ-obecne, nie sprzeczne, ale nie kompatybilne i niewspółmierne.
Wyjaśnijmy dokładniej kwestię predykatów (wyrażeń
współtworzących z nazwami zdanie): „realny – nierealny”
(„rzeczywisty” – „nierzeczywisty”) i
„zmienny – niezmienny” oraz innych. Moim zdaniem pojęcia
„rzeczywiste” („realne”) opisują obiektywne istnienie
przedmiotu poznania, który nie jest wytworem świadomości podmiotu poznającego,
ale jest czymś zewnętrznym wobec niego. Predykat rzeczywisty przyporządkowuje
„byt” i „niebyt” do realnego świata, ale wcale nie
warunkuje wymienialności z innymi terminami oznaczającymi „rzeczy”,
a więc np. ze zmiennością bytu i niezmiennością niebytu. Predykat rzeczywisty
wyraża warunek przynależności do rzeczywistości, ale nie do zmienności, lub
niezmienności. Własności zmienny i niezmienny są, według mnie, wtórne wobec
własności rzeczywisty, są nieporównywalne i nierównoważne. Cecha rzeczywisty
(realny) jest cechą pierwotną, pozostałe cechy mają charakter wtórny. Równania
więc różnych predykatów są nieuprawnione – rzeczywisty może być i zmienny
i niezmienny. Np. w mowie potocznej: „granitowa skała jest
niezmienna”, lub „kobieta zmienną jest”.
Przy porównywaniu predykatów często popełniane są
błędy (tzw. A dicto secundum quid ad dictum sipliciter) idące od twierdzenia
zawężonego do niezawężonego (lub odwrotnie), oraz błędy polegające na
opuszczaniu niezbędnego dookreślenia.
Rzeczywistość istnieje na różne sposoby, które
zależne są od istoty samego bytu oraz niebytu. Istotą bytu jest zmienna równowaga
i przynależy mu predykat rzeczywisty, ale nie niezmienny. Istotą niebytu jest
absolutność (bezwzględność, zupełność, samoistność, niezależność),
niezmienność, struktura idealnej jedności, prostota esencji i przynależy mu
również predykat rzeczywisty, bo niebyt jest moim zdaniem obiektywną częścią
rzeczywistości (świata), ale nie przynależy mu predykat lub termin oznaczający
zmienny. Realność bytu jest odróżniona od realności niebytu, nie tyle przez
„mianowanie” podmiotu orzekającego takim czy innym predykatem, ale
przez ich różne istotne właściwości wzajemnie się odgraniczające, ale i
uzupełniające.
Tu wyłania się problem desygnatów czyli
odpowiedników nazw (słów), których używamy. Otóż pojęcia tak ogólne jak byt i
niebyt, moim zdaniem, nie wymagają desygnatu, albowiem odnoszą się do niczego,
bądź opisują wszystko. Są to terminy puste, które jednak poznajemy i rozumiemy
przez opis, gdy potrafimy podać takie a takie własności tego terminu (bytu,
niebytu), a to jest zrozumiałe niezależnie od tego czy jest prawdą czy fałszem
(teoria deskrypcji Russella).
Ale jeśli dociekliwy logik chciałby twierdzić, że
pojęcie bytu wymaga desygnatu (rzekomo niezmiennego przedmiotu), to, według
mnie, wymaga wielu desygnatów. Substratem (substancją) bytu TNR są zmienne
siły, które są „obrośnięte” atrybutami, nadbudowanymi cechami,
własnościami, ale wszystko to jest zmienne, a więc nie ma niezmiennego
przedmiotu. Esencją bytu jest w TNR równowaga względna przeciwieństw (sił) i
nie ma tu „niezmienności desygnatu”, chyba że przedmiotem pojęcia
ustalimy stan, „równowagę względną”, a nie materialne
„przeciwieństwa” składające się na tą równowagę.
Krótko możemy też ustalić, że desygnatem pojęcia
„byt”, są „istotne cechy”, czyli ruch ścierających się
przeciwieństw, jest realny, zmienny byt (istota i istnienie), a desygnatem
pojęcia „niebyt’ jest realny, niezmienny niebyt (doskonale
zrównoważone pusta, nieskończona przestrzeń w bezruchu i wiecznym teraz).
Niebyt ma niezmienny desygnat, wszystko inne jest procesem stawania się, czyli
nie posiada niezmiennego przedmiotu, odpowiednika, oznaczenia, desygnatu.
Substratem bytu jest aktywna siła, ale właśnie dlatego, że jest aktywna, musi
być zmienna, a więc nie może być „niezmiennym desygnatem”.
Ciągle wyłania się również problem
„istnienia”. Jeśli chodzi o istnienie, to TNR zgadza się ze
stanowiskiem wyrażonym w słowniku Blackburna, że nowoczesne traktowanie
istnienia, czyli m. in. słów „jest”, lub „nie ma” nie
uważa ich za predykaty, lecz tylko za operatory lub kwantyfikatory
egzystencjalne.
(Predykat jest to wyrażenie współtworzące wraz z nazwą zdanie proste). Ale
jeśli nawet pozostaniemy przy starym oznaczeniu istnienia jako predykatu, wtedy
w TNR przyjmujemy, że predykat „jest” posiada dwa znaczenia:
1. oznacza staje się i realność przedmiotu
orzeczenia (a tym samym jego zmienność, bo byt „rzeczywisty” =
„zmienny”),
2. oznacza „trwanie” =
„niezmienność” i również realność przedmiotu orzeczenia, bo
istnienie niebytu stanowi konsekwencję jego obiektywnej przynależności do
świata, mimo niezmienności.
Czyli odróżniamy dwa znaczenia predykatu jest :
1. jest = staje się i
2. jest = trwa niezmiennie.
W każdym z tych dwóch przypadków „jest”
posiada swój realny odpowiednik, oba znaczenia są rzeczywiste. Powtórzmy: słowa
„jest” nie traktujemy jako predykaty, lecz jako operatory
egzystencjalne, a gdybyśmy byli do tego zmuszeni, to predykatowi
„jest” nadajemy dwa w/w znaczenia.
Omawiane tu problemy mają ważne znaczenie więc
pozwolę sobie jeszcze raz je powtórzyć. „Niebyt” jest absolutny,
nie dzieli się na niebyt względny, ani na „brak” względny,
nieobecność. To są odmienne kategorie być może znaczeniowo
„spokrewnione” jakoś z kategorią niebytu absolutnego, ale ja się
nimi w tej chwili nie zajmuję. Niebyt jest niepodzielny i nie ma części
składowych, jest prosty. Fakt, że niebyt „bierze” udział w
tworzeniu bytu, warunkuje kreacje i rozkład zmiennego bytu, oraz pozostawanie w
stanie równowagi względnej z powstałym bytem, nie zmienia absolutności niebytu.
Niebyt jest niezmienny, ale realny. Byt jako składowa rzeczywistości, przy
udziale absolutnego niebytu, podlega zmianie i różnego rodzaju złożoności, ale
wszystko się dzieje w niebycie absolutnym, czyli idealnym. To że, fizyka
doświadczalna ujawnia rzekomą, pozorną, odmienną jakość próżni, próżni mniej
lub więcej „zanieczyszczonej” materią i jej oddziaływaniami, nie
zmienia faktu, że te „zanieczyszczenia” nie wpływają na konstytucję
niebytu, dzieją się w niebycie, ale samego niebytu nie zmieniają, ani go nie
dzielą. Byt powstaje w niebycie z niebytu i przy udziale niebytu, ale nie
zmienia charakteru niebytu.
Niebyt jest w atomie (próżnia) i atom jest w
niebycie. Fundamentalną naturą niebytu jest pusta przestrzeń, stwierdzana
również empirycznie, BEZRUCH i wieczne teraz. A więc, „niebyt
jest” i stanowi jedną z zasadniczych kategorii TNR, co dla całej teorii
ma znaczenie podstawowe.
Niebyt posiada strukturę będącą idealną symetrią
swych elementów. A w niebycie założone są wzorce wszystkiego co istnieje,
wszystkiego, co może istnieć, poprzez komplementarność przeciwieństw i co za
tym idzie, konieczność wykorzystania każdego prawdopodobieństwa. TNR byłby
odmianą platonizmu, która przyznaje ideom istnienie wirtualne i czyni ze świata
niedoskonałą kopię idealnej ukrytej rzeczywistości, gdyby nie aksjomaty, twierdzenia,
dedukcje i obserwacje TNR stwierdzające realne i materialne istnienie tak bytu
jak i niebytu i jedność rzeczywistości, ale o dwoistej (symetrycznej i
asymetrycznej) naturze. Platon twierdził, że zmienny świat materialny jest
nierzeczywistym, niedoskonałym odwzorowaniem wiecznych i niezniszczalnych IDEI,
będących prawdziwym bytem. (Hawkinsa dualizm „czasu urojonego” i
„czasu rzeczywistego” to oczywiste zapożyczenie z Platona)
Platoński ontologiczny dualizm TNR zastępuje realistycznym monizmem. Tak
idealność (symetria) jak i materialność (asymetria) są członami koniecznej
relacji przeciwieństwa bytu i niebytu wyznaczającej istotę rzeczywistości. W
platonizmie mamy dwa światy: świat idei i ułomnych kopii tych idei. Świat TNR
jest ściśle zjednoczony i uporządkowany relacją przeciwieństwa. Bezruch, czas i
przestrzeń są absolutnie zjednoczone w niebycie, są idealne (tzn.
doskonałe, ale realne, a nie abstrakcyjne, boskie czy duchowe), są doskonałymi,
idealnymi formami stanowiącymi przeciwieństwa dla zrelatywizowanych (zmiennych)
form czasu, przestrzeni, temperatury i ciśnienia. Są one realnym i konkretnym
warunkiem możliwości istnienia świata, przyczyną sprawczą i celową całej
rzeczywistości.
Materialność niebytu oznacza, że niebyt wirtualnie
warunkuje, umożliwia i wyznacza różne materialne konkretyzacje poprzez
dostosowywanie swej bezsiły do siły bytu, ograniczając i wiążąc zmienność bytu
ze swą niezmienną istotą. Bezsiła niebytu i siły bytu egzystują obok siebie i
sama ich współobecność jest wzajemnym oddziaływaniem. Istnieć i oddziaływać, to
wg TNR w gruncie rzeczy to samo. Ponieważ rzeczywistość materialna jest
procesem dynamizowanym asymetrią przeciwieństw, więc istnienie jest
oddziaływaniem na przeciwieństwo. Materialna, zmienna siła bytu aktywnie działa,
a idealna, doskonała siła niebytu biernie jej to umożliwia, ale i ogranicza.
Ponieważ działać, to być siłą, więc byt i niebyt
rozważane jako siły, różnią się od siebie tylko poziomami zrównoważenia
wewnętrznego. Niebyt jest siłą (bezsiłą) bierną bo idealnie zrównoważoną
wewnętrznie, a byt jest siłą aktywną bo wewnętrznie niezrównoważoną czyli w
równowadze względnej. Są w równym stopniu materialne, bo są w równym stopniu
rzeczywiste. Istnieje byt i istnieje niebyt, ale aktywne działanie przynależy
tylko do bytu. Ruch jest nieodłączną
przypadłością bytu, a bezruch nieodłączną przypadłością niebytu.
Gdy rozważać niebyt jako element relacji
przeciwieństwa, jego bierność ujawnia się właśnie jako siła (bezsiła)
przeciwstawna do aktywności bytu. Dlatego też niebyt i byt są na równi realne.
Jedne i drugie są jestestwami realnymi, ale absolutne elementy niebytu:
bezruch, wieczne teraz, nieskończoność, różnią się od względnych bytów tym, że
nie podlegają zmianom, i wobec tego są trudne do rozpoznania jako takie. Poznajemy
je tylko poprzez swoje manifestacje, (efekty realnego oddziaływania –
dostosowania, na przygodne byty materialne).
Jeśli istnieje niezrównoważenie, musi istnieć coraz
lepsze zrównoważenie i wreszcie doskonałe (idealne), materialne zrównoważenie.
Istnienie asymetrii (bytu) jest dowodem istnienia symetrii (niebytu). Ale
idealne zrównoważenie sił powoduje zanik jej aktywności, czyli bierność.
Niebyt, idealne (doskonałe) zrównoważenie jest siłą materialną, ale bierną.
Doskonałość materialna istnieje, jest nią idealne zrównoważenie materialnych
sił, czyli przeciwieństwo zawsze niedoskonałego bytu – NIEBYT.
Kant twierdził, że możemy tylko wtedy powiedzieć, że
coś jest lub istnieje, gdy możemy tego doświadczyć. My na bieżąco doświadczamy
śmierci, która jest dowodem i formą naszego niebytu, a doświadczenie to
szczegółowo opisuję w rozdziale pt. „Doświadczenie niebytu wg procedury
Kanta.” Jedynym prawdziwym testem na istnienie lub nieistnienie czegoś
jest doświadczenie twierdził Kant powtarzając myśl Ockhama, że wartościowe
wytłumaczenie musi być oparte na prostych i obserwowalnych faktach
uzupełnionych czystą logiką.
3.5. Materialna absolutność niebytu – problem czasu i przestrzeni.
Atrybutem bytu materialnego jest istnienie, ale
tylko w sensie akcydentalnym, czyli byt „jest”, bo staje się, bo
zmienia się ustawicznie. Niebyt natomiast istnieje w pełnym sensie tego słowa,
jest absolutny. Niebyt nie jest żadnym bytem, ani byciem, które daje się
postrzegać jako byt. „Niebycie” (istnienie przeciwstawnym sposobem
bycia) przysługuje tylko niebytowi (NICOŚCI – treść się liczy, a nie
słowo, treścią niebytu jest „nicość”, fizyczna próżnia, pustka,
bezruch). Niebyt (jako nie zawierający materii) i jedynie niebyt może
być i jest NIESKOŃCZONY, czyli jest to wielkość o wartości większej niż
jakakolwiek osiągalna wartość, dlatego twierdzimy, że niebyt jest
absolutny. Niebyt jest nieskończony bo jest PUSTY, bo składa się z
nieskończonej pustej przestrzeni, pustego wiecznego (czyli nieskończonego)
teraz i idealnego czyli nieskończonego i pustego bezruchu. Żaden byt, żadna
materia i żadne oddziaływanie materii ani proces, nie może zdążać do
nieskończoności, bo nieskończoność jest nieosiągalna dla bytu, bo jest
wartością większą od osiągalnej. A więc byt jest skończony, ma swoje granice.
Natomiast niebyt jest nieskończony, bezkresny, nie ma granic. Nie ma nic
sprzecznego i niemożliwego w wyrażeniu: absolutny niebyt, nie jest to tylko akt
negacji umysłu wobec bytu . Jest to przedmiot pozaczasowy (wieczne teraz, czas
absolutny, czas nie płynie i nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek zmianami
bytu) i ponad-przestrzenny (przestrzeń jest absolutna, ale miejsce absolutne
nie istnieje, jest brak jakiekolwiek punktu odniesienia).
Określenia jego właściwości, orzeczenia w rodzaju: jest, jakoś egzystuje,
bytuje, istnieje, funkcjonuje, jest obecny itp. nie oddają w pełni istoty
rzeczy i trzeba szukać do tego innych wyrazów, których do tej pory nie
utworzono, bo dogmatycznie zaprzeczano istnieniu czegoś takiego. Niebyt nie
jest „sprzecznością”, negacją antagonistyczną znoszącą byt, jest
niewspółmiernym i nieantagonistycznym przeciwieństwem bytu, nie jest spekulacją
umysłu, jest rzeczywistością. Hegel pisał, że: „rzeczywistość jest bytem
i niebytem realizującym swoją sprzeczność stawając się”! Filozofia Hegla
to filozofia antagonistycznej sprzeczności. Jeśli jednak zrozumiemy
nieantagonizm i wyłączymy kategorię antagonizmu Hegla to możemy go
strawestować: rzeczywistość jest bytem i niebytem realizując się. Niebyt jest
„bardziej” realny niż byt, bo niebyt jest absolutny, a bytu
absolutnego w dziedzinie rzeczywistości (którą się zajmujemy), nie ma. Niebyt
jest absolutny, bo jest prosty, ma strukturę idealnej jedności. W bycie i
niebycie nie ma żadnej sprzeczności, bo rzeczywistość NIE JEST JEDNOŚCIĄ, a byt
i niebyt nie są antagonistyczne, a tylko niewspółmierne. Świat ma dwoistą
naturę, składa się z bytu i niebytu. Niebyt jest wszędzie tam, gdzie jest byt,
spina go klamrą, uzupełnia go, ogranicza i umożliwia, jego oddziaływanie polega
na jego dostosowywaniu się i afirmacji bytu. A więc niebyt nie ma specjalnego
znaczenia tylko dla człowieka jak i jego śmierci. Niebyt ma znaczenie dla całej
rzeczywistości w jej wielorakich aspektach. Śmierć (rozkład bytu), zapadanie w
niewspółmierny niebyt, BRAK absolutny, dotyczy całej przyrody, ożywionej i
nieożywionej.
NIEBYT jest ABSOLUTNY. Obecność niebytu nie jest
jedynie założeniem, lecz jest faktem doświadczalnym, wielu różnymi aksjomatami
udowodnionym przez TNR. Będąc przeciwieństwem zmiennej i względnej materii
niebyt jest absolutny, bo samoistny, niezależny, bezwzględny, niczym nie
uwarunkowany, niezmienny, wieczny, całkowicie niezależny od podmiotu
poznającego czy innych elementów procesu poznania, ALE realny, MATERIALNY,
konkretny, a NIE abstrakcyjny i transcendentalny, czyli niewytłumaczalny
rozumowo. Zdaniem TNR sposobem bycia niebytu jest bezruch w „wiecznym
teraz” i w nieskończonej przestrzeni. Bezruch to przeciwieństwo ruchu i zmiany. „Wieczne teraz”
to przeciwieństwo czasu relatywnego, czyli czas absolutny. Absolutna,
nieskończona przestrzeń to przeciwieństwo punktu i zrelatywizowanej
przestrzeni. TNR odrzuca tradycyjne koncepcje czasu i przestrzeni, tak
koncepcję absolutnego czasu i absolutnej przestrzeni Arytotelesa, jak i
obowiązującą obecnie w naukach koncepcję „czasoprzestrzeni”
wprowadzoną przez H.Minkowskiego (1908) i mocno ugruntowaną przez wszystkie
teorie Einsteina. W obu tych sposobach potraktowania problematyki czasu i
przestrzeni TNR rozpoznaje nieuprawnioną relatywizację tak czasu jak i
przestrzeni poprzez ich uzależnienie i uwarunkowanie od przygodnego i zmiennego
bytu.
Czasoprzestrzeń Einsteina to zespolenie trzech
współrzędnych przestrzeni z jedną współrzędną czasu i utworzenie w ten sposób
jednej realnej całości, składającej się punktów „zdarzeń”.
Składnikom czasoprzestrzeni, czyli przestrzeni i czasowi z osobna, realne
istnienie nie przysługuje. W koncepcjach Einsteina, powszechnie przyjętych,
absolutny czas i absolutna przestrzeń, nie istnieją. Jednocześnie obszary na
zewnątrz punktów zdarzeń są „gdzieś indziej” i teorie Einsteina się
nimi nie zajmują. Czasoprzestrzeń jest rzekomo ciągłym kontinuum, ale
jednocześnie ograniczona jest „tłem”. Zdaniem TNR koncepcja
„czasoprzestrzeni” jest niedopracowana i sprzeczna z faktami.
TNR określa „czas” jako „wieczne
teraz”, kontinuum bez początku i końca, a jego przeciwieństwem jest czas
o ziarnistej strukturze „od – do”, czyli różne czasy
(przeszłość, teraźniejszość, przyszłość), których „ziarnami” są
zdarzenia (ale „zdarzenia” nie w rozumieniu nauk współczesnych jako
„punkty czasoprzestrzeni”, lecz w rozumieniu TNR jako ruch, proces
materii wynikający z komplementarności i korelacji przeciwieństw.
Według TNR ani czas ani przestrzeń nie są w żaden
sposób związane ze zmianami jakim podlega byt. Natomiast istotą relatywizacji
czasu i przestrzeni jest właśnie zastąpienie ich absolutnego statusu
względnością jaka cechuje zmienną materię. Tym samym w przeciwieństwie do
pseudoabsolutnej koncepcji Arystotelesa, TNR mówi o absolutnym czasie i absolutnej
przestrzeni w ścisłym tego słowa znaczeniu.
W systemie Arystotelesa, absolutność czasu i
przestrzeni pojmowana była wprawdzie jako ich niezmienność, ale równocześnie
jak najściślej wiązano ją ze zmianami bytu. Szybkość z jaką płynął czas była
niezmienna, ale szybkość ta była wyznaczana przez określone zmiany bytów
materialnych – ruch czasomierza, ruch Słońca itp. Absolutność czasu
sprowadzała się do wiary, że wskazówki takich samych zegarów poruszają się w
taki sam sposób we wszystkich możliwych miejscach Wszechświata. Jeśli więc
„absolutność” pojmować jako „niezmienność”, to
należałoby powiedzieć, że w koncepcji Arystotelesa absolutny nie był czas, ale szybkość z jaką płynął, mierzona szybkością zmian, zdarzeń materii.
Z kolei absolutność przestrzeni rozumiano jako
niezmienność wymiarów takich samych form materialnych we wszystkich możliwych
miejscach Wszechświata. Tzn. wierzono, że dwie identyczne formy materialne o
określonej długości zawsze i wszędzie będą sobie równe.
Drugim elementem wyznaczającym Arystotelejską
absolutność czasu i przestrzeni było przyjmowanie wyróżnionych punktów
traktowanych, jako początek czasu bądź centrum przestrzeni. Zarówno Jego
„Pierwsza Przyczyna”, jak i „Centrum Wszechświata”,
były absolutnymi punktami odniesienia, w stosunku do których należało określać
położenie wszystkich innych obiektów i zdarzeń.
Odkrycia Galileusza i Newtona podważyły absolutność
czasu i przestrzeni, pojmowaną według Arystotelesa, a ostatecznie
sfalsyfikowały ją empiryczne świadectwa rzekomo potwierdzające teorię
względności Einsteina.
Wedle Einsteina czas i przestrzeń nie są absolutne,
lecz względne, nie istnieją obiektywnie, lecz są właściwościami materii.
Oznacza to, że odległości w przestrzeni lub w czasie zmieniają się w zależności
od tego, jakich punktów odniesienia używamy żeby określić ich wielkość. W konsekwencji zjawiają się
„zakrzywienia” (płaskość,
zwijanie się, a nawet ostatnio, kwantowanie – porcjowanie) przestrzeni, jej „zapadanie
się” w czarnych dziurach i względność momentów czasu, lub nawet
„czas urojony”.
TNR odrzuca zarówno relatywistyczną koncepcję czasu
i przestrzeni Einsteina, jak i pseudoabsolutną koncepcję czasu i przestrzeni
Arystotelesa. Istotą owego odrzucenia jest rozpoznanie czasu i przestrzeni jako
form istnienia niebytu, a co za tym idzie, przyznanie
im rzeczywistego i absolutnego statusu. Tym samym koncepcje Arystotelesa i
Einsteina okazują się być formami relatywizacji czasu i przestrzeni a więc zafałszowaniem ich absolutnego statusu,
poprzez podporządkowanie ich materii.
Błąd Arystotelesowej koncepcji absolutnego czasu i
przestrzeni polega na tym, że teoria ta w swej istocie przyznaje absolutny
status nie przestrzeni czy czasowi, lecz samej materii. Przecież Arystoteles
odległości w czasie i przestrzeni mierzył z pomocą materialnych mierników i na
tej podstawie stwierdzał niezmienność czasu i przestrzeni. Ale żeby rzetelnie
stwierdzić niezmienność, same mierniki muszą być niezmienne. Tylko dlatego, że
błędnie uznawano mierniki materialne za niezmienne można było mówić o absolutności
czasu i przestrzeni. Oczywiście, gdy Einstein pokazał, że te materialne
mierniki nie są niezmienne, przeniesiono nowo odkrytą cechę materii na czas i
przestrzeń. Tak jak wcześniej Arystoteles milcząco zakładał niezmienność
materialnych mierników (czyli de facto
– absolutność materii) by następnie przyznać tę niezmienność
czasowi i przestrzeni, tak teraz ze stwierdzonej empirycznie względności
materii Einstein wyciągnął wniosek o względności czasu i przestrzeni.
Tymczasem wedle TNR, jeśli czas ma być absolutny,
musi być niezmienny. Jeśli czas ma być absolutny, to nie może być
relatywizowany do zmian materii. A więc w TNR czas nie ma nic wspólnego z
żadnymi zmianami bytu, tj. z żadnymi zdarzeniami, zegarami, ruchem planet itp.
Według TNR czas nie płynie, czas jest „wiecznym teraz”. Czas
absolutny nie może mieć struktury złożonej z następstwa momentów. Nie może być
w nim żadnej przeszłości ani przyszłości. Następstwo momentów czasowych:
„od – do” jest przecież właściwe zrelatywizowanej,
materialnej perspektywie. Tylko tam, gdzie „coś” się zmienia można
mówić o tym co było i co będzie. TNR pokazuje, że to, co potocznie pojmuje się
jako upływ czasu, jest tylko trywialną zmiennością materii. Rzutowanie tej
zmienności na sam czas jest nie tylko nieuprawnioną projekcją dokonywaną z
materialnego punktu widzenia, ale co, gorsza zafałszowaniem absolutnej istoty
czasu.
Analogicznie pojmuje TNR absolutność przestrzeni.
Absolutność przestrzeni to jej „nieskończoność”, próżnia i brak
jakiegokolwiek wyróżnionego punktu odniesienia. Przestrzeń absolutna, to
„bezgraniczne tu”, które nie
ma żadnych granic, wymiarów, ani wyróżnionego punktu odniesienia bo nie może
być relatywizowane do żadnych materialnych mierników, a więc również do
rozciągłości. Absolutna, nieskończona przestrzeń jest nierozciągła, bo jest
nieskończona. To tylko materia jest rozciągła. Pojmowanie przestrzeni jako
sąsiedztwa punktów jest po prostu bezzasadnym przypisaniem przestrzeni cechy
rozciągłości, która to cecha jest podstawowym fundamentem wyznaczającym istotę
materii. Przecież ruch materii możliwy jest tylko tam, gdzie możliwa jest
zmiana położenia rzeczy, a więc tam, gdzie odróżnia się „tu” i
„tam”, ale to odróżnienie nie dotyczy absolutnej przestrzeni. Ruch
materii odbywa się w przestrzeni, ale tylko względem materii, a więc mieszanie
do tego ruchu absolutnej przestrzeni odbywać się może tylko kosztem
zafałszowania jej absolutnego statusu.
Ponieważ TNR pojmuje i czas i przestrzeń jako
niezależne od wszelkich materialnych bytów i miar, więc wszelkie formy
relatywizowania czasu i przestrzeni np. „czasoprzestrzeń”
traktowane są jako przeciwieństwo ich absolutnego statusu. Czas i przestrzeń są
absolutne dlatego, że są niezmienne, bezwzględne na stosunki w jakie są
uwikłane, nie rozciągłe i nie posiadają granic ani punktów.
Przestrzeń absolutna i czas absolutny są
„sceną” na której rozgrywają się zdarzenia bytu. Nie jest to jednak
scena, która ma jakiekolwiek wymiary. Byt
jest „w” niebycie, lub „na” niebycie, lub „na
tle” niebytu, ale niebyt nie jest żadną rozciągłą przestrzenią, jest
przestrzenią nieskończoną. Byt powstał z niebytu, bo powstał z biernej siły
niebytu i niebyt nie jest ani „przed” bytem, ani
„po” bycie, niebyt nie jest czasem, który składałby się z
następstwa momentów. Niebyt jest absolutną przyczyną bytu, bo jest idealną siłą (tzn. doskonale zrównoważoną, a więc bierną)
umożliwiającą istnienie aktywnych sił materialnych. Nie jest to jednak
przyczyna czasowa ani przestrzenna w tradycyjnym rozumieniu tych pojęć. Wg TNR
przyczyna absolutna to przyczyna, ze względu na którą dzieją się zdarzenia
bytu, która umożliwia powstanie asymetrii i zdarzenia, ale jednak sama, nie
jest żadnym zdarzeniem. Bezruch,
absolutny czas i absolutna przestrzeń to idealne tło, które ujawnia się
tylko wirtualnie, tylko poprzez efekty ukazuje możliwości swoich tożsamości. Z idealnej (a więc biernej) siły niebytu
poprzez naruszenie symetrii (powstawanie
asymetrii z symetrii) wynikają
zróżnicowane, aktywne siły bytu. Niebyt jest bierną przyczyną sprawczą i
przyczyną celową bytu. Byt powstaje z niebytu i w niebyt się obraca.
Wirtualnymi efektami możności niebytu są aktywne jego przeciwieństwa, czyli
zmiany materii, zrelatywizowany czas i zrelatywizowana przestrzeń.
A więc jeśli istnieje czas relatywny oraz jego
przeciwieństwo, czyli czas absolutny, to nie ma żadnego „braku
czasu”, „bezczasu” itp. Wg TNR brak czasu nie istnieje. W
sposób oczywisty „wieczne teraz” nie może być pojmowane jako żaden
„brak czasu”.
Istnienie czasu zrelatywizowanego wynika z faktu
istnienia czasu absolutnego zgodnie z zasadą komplementarności przeciwieństw.
Czas absolutny, który nie płynie, potocznie nazywany wiecznością, jest
przeciwieństwem czasu relatywnego, który płynie, bo, de facto, nie jest czasem lecz tylko przeciwieństwem czasu, a
mianowicie funkcją zmienności bytów konkretnych. Zrelatywizowne czas i
przestrzeń są tylko hipostazami, których realnym podłożem jest po prostu
zmienność materii. Warunkiem możliwości tej zmienności jest niezmienność
absolutnych form niebytu, które wyznaczają względność form bytu. Granice bytu,
to w swej istocie jego interwały. Przerwy w ruchu to bezruch, interwały są
czynnikiem konkretyzacji bytów. Interwały bytu są granicami bytu a nie niebytu,
bo byt wdziera się w niebyt i dzieje się w niebycie. A więc byt „przeplatany”
i „opleciony” jest niebytem, który wyznacza poszczególnym bytom
tożsamość i granice.
Wg TNR rzeczywistość, WSZECHŚWIAT, a więc suma bytu
i niebytu, posiada strukturę względnej równowagi przeciwieństw. Niebyt i byt
podlegają relacji koniecznego przeciwieństwa. Niebyt istnieje konkretnie,
rzeczywiście, realnie jako człon relacji przeciwieństwa. Ta relacja to
„ostateczne prawo przyrody”, stosunek konieczny, który ogranicza i
wyznacza strukturę bytu i wiąże Wszechświat RÓWNOWAGĄ względną struktury form.
3.8. Niebyt jako interwał
Nie tylko teoria kwantu ustala interwał czasowo
przestrzenny, czyli przerwę bytu, ale filozofia i nauka już dawno ustaliła taki
interwał w zasadzie przyczynowości, która zawiera przecież założenie odstępu
czasowego pomiędzy przyczyną a skutkiem. „Jeśli istnieją przyczyny i
skutki, musi je dzielić określony interwał czasowy.”
– pisał Russell. Bo co to jest ZDARZENIE? Każda zmiana, każde zdarzenie,
jest złożone z przyczyny, interwału, który może być minimalny, ale musi być
większy od zera (bo gdyby był zerowy tzn. by go nie było) i skutku. Gdyby nie
było tego odstępu pomiędzy przyczyną i skutkiem, nie byłoby przyczyn ani
skutków, bo pierwsza przyczyna byłaby jednocześnie i momentalnie ostatecznym
skutkiem. Gdyby nie było interwału nie byłoby zmian. Arystoteles stwierdzając,
że po A jest B, czyli stwierdzając następstwo, stwierdzał interwał pomiędzy A i
B, bo inaczej musiałby stwierdzić, że po A jest Z.
Interwał jest przerwą w ruchu, a więc jest bezruchem
(niebytem), czyli w sensie absolutnym jest niewymierny, ale nie jest zerowy w
sensie realnego ruchu i czasu i przestrzeni zrelatywizowanej, czyli w aspekcie
przeciwieństw czasu i przestrzeni absolutnej, czyli w aspekcie
„punktu” i czasu „od – do”. Ja tutaj mówię o
zdarzeniu bytu, czyli o RUCHU bytu i o interwale bezruchu. Russel i inni
myśliciele do tej pory nie brali bezruchu pod uwagę i mówili zawsze tylko o
interwale czasowo przestrzennym. A więc z tego punktu widzenia czasoprzestrzeni
zrelatywizowanej i ruchu, interwał musi mieć wartość większą od zera, bo gdyby
był zerowy, a więc gdyby go nie było, to nie byłoby granic pomiędzy zdarzeniami
(i bytami), a więc A,B,C, ... aż do Z stanowiłyby jedność. Tymczasem to
interwały niebytu nadają zdarzeniom (bytom) ich tożsamość i granice. A więc z
punktu widzenia zdarzenia i bytu interwał czasowo przestrzenny i ruchu jest,
moim zdaniem większy od zera, chociaż z punktu widzenia niebytu, interwał jest
niebytem, a więc ma zerową rozciągłość (wartość). Interwał jest przede
wszystkim przerwą ruchu, zmiany, jest przede wszystkim bezruchem, a jego
znaczenie czasowo przestrzenne jest wtórne. Dlatego jestem zdania, że interwał
zrelatywizowanego niebytu, musi być w zdarzeniu większy od zera. Niebyt,
bezruch, jest niewymierny jako taki, ale w ruchu jest wymierny, bo trwa od
zdarzenia do zdarzenia i tą przerwę między zdarzeniami, etapami ruchu, można
obliczyć.
Interwał w zdarzeniu, czyli odstęp niebytu
(bezruchu) pomiędzy przyczyną i skutkiem (interwał = odstęp), to zasadnicza
kategoria TNR. Byt dzieje się w niebycie i odstęp w zmianie bytu jest niebytem.
Interwał zdarzenia jest zawsze „przestrzenno - czasowo –
bezruchowy”, bo jest interwałem bytu, czyli niebytem i nie może być
uprawnionym odróżnianie na „interwał typu czasowego i interwał typu
przestrzennego”, jak to się dzieje w transformacji Lorentza
– i nigdy nie może być równy zero, jak to w tej zasadzie jest
dopuszczalne.
Odstęp w zdarzeniu jest stwierdzany tak przez fizykę
klasyczną, jak i kwantową, lecz obie te dziedziny nauki nie przywiązują do
niego żadnej wagi, nie badają go i nie ustalają czym jest ten interwał. A
powstaje tu przecież „dziecinne” pytanie: czym przerwany jest ten
proces materii (zdarzenia, zmiany bytu)? W czym ta materia się porusza? W innej
materii? A ta inna w czym się porusza? W jeszcze innej? A ta jeszcze inna w
jeszcze innej? I tak w nieskończoność? Czyli wynikałoby z tego, że materia jest
nieskończona? A co do tego nauka jest niezdecydowana. Poza tym, to jest
sprzeczność wewnętrzna, bo nieskończoność jest absolutna, a więc nie potrzebuje
i nie może być rozciągła. No i jest to sprzeczność z podstawową kategorią
fizyki: „czasoprzestrzenią”, wyznaczającą „zdarzenie”.
No i jest to sprzeczność sama w sobie, bo jeśli byt przerwany jest innym bytem,
a nie interwałem bezruchu, to wcale nie jest przerwany, jest ciągły, powstaje
tylko inna jego złożoność. Poza tym, wtedy przyczyna nie różni się od skutku,
nie ma żadnego rozwoju, po A jest od razu Z i z powrotem A, nie ma żadnego
ruchu, a to jest sprzeczne z oczywistymi naszymi doświadczeniami i logiką. TNR
twierdzi, że aby był ruch musi być bezruch. Byt porusza się w niebycie i każdy
interwał (przerwa zmiany) bytu (materii) jest niebytem. Każda przerwa w ruchu
jest bezruchem.
Co to jest
ZDARZENIE ? Zmiana, proces, RUCH dzieje się zdarzeniami. Zdarzenie
jest ruchem, ruch jest zdarzeniem. Zdarzenie trwa od interwału do interwału, od
przerwy do przerwy. Pomiędzy momentami („klatkami”) zdarzeń A B C D
itd. są przerwy umożliwiające dane zdarzenie. Ta przerwa, zdaniem TNR, to
niebyt, czyli bezruch, wieczne teraz i nieskończona przestrzeń – razem
odstęp czasowo przestrzenny i bezruch. Ruchu (jako takiego), nie można
sobie wyobrazić, bez bezruchu. To przerwa w ruchu, bezruch, umożliwia ruch.
W zdarzeniu biorą udział dwie siły, dwa
przeciwieństwa. Nigdy nie są one równe i dlatego są dwie i przeciwstawne.
Różnica między nimi wymaga wyrównania i tworzy spontaniczny (impulsywny,
niekontrolowany) akt zmiany, przyrost „słabszej” siły, lub
obniżenie potencji „silniejszej „siły”. Wielkość przyrostu
tej siły zależna jest od wielkości różnicy ją wywołującej i od warunków
zewnętrznych układu. Interwał ucina i przecina ten przyrost, tak aby układ
pozostał tym układem, aby nowy przyrost nie rozbił układu, aby nastąpiła tylko
ewolucyjna zmiana, aby asymetria tego układu pozostała asymetrią, ale nie
niszczącą, nie antagonistyczną, a ewentualną resztę przyrostu interwał odcina
na zewnątrz układu, tworząc w ten sposób nową zewnętrzną wobec układu siłę.
W ten sposób przyczyna (poprzedni układ) wywołuje dwa skutki, zmianę wewnętrzną
układu przeciwieństw i zmieniając ten układ, powoduje zmianę wewnątrz układu
wyższego poziomu, lub nawet tworzy nową siłę zewnętrzną, która będzie
szukała swojej funkcji. Akcja powoduje reakcję wewnętrzną i zewnętrzną, w bycie
bezpośrednio wyższego poziomu. Zdarzenie, ciąg zdarzeń, przyczyn i skutków,
odbywa się w niebycie i interwał nie jest niebytem wdzierającym się w byt, lecz
odwrotnie, to byt i jego ruch odbywa się w niebycie, bo własności niebytu: czas,
przestrzeń i bezruch są absolutne, wymienne i jednorodne, a byt i jego
zdarzenie, są niejednorodne i skończone. Oto chyba dokładny i adekwatny
przebieg zdarzenia od interwału do interwału. Przerwa w zdarzeniu, czyli w
byciu bytu, interwał, jeśli nawet fizyka go dotychczas nie wykrywa
doświadczalnie gdyż jest wielokrotnie mniejszy od kwantu energii, odgrywa w
zdarzeniu zasadniczą i wielką rolę, bo dostarcza procesowi czas i przestrzeń, a
bezruchem wstrzymuje nieograniczony przyrost sił i ewentualny nadmiar siły
odcina od wnętrza zdarzenia.
Analiza przebiegu zdarzenia ujawnia nam doniosłe
odkrycie, że przyczyna daje dwa skutki, wewnątrz bytu i na zewnątrz, daje
zmianę układu w obiekcie wyższego poziomu.
„Byt jest ciągły, bo każda przerwa byłaby
niebytem, a niebytu nie ma” – tak m.in. uzasadniał Parmenides swoją
teorię bytu. I faktycznie, czym może być interwał energii (bytu), czy
działania, zmiany, zdarzenia? Tylko niebytem. Dla TNR oczywiste istnienie
interwału jest dowodem istnienia NIEBYTU.
Fundamentalną naturą niebytu jest pusta,
nieskończona przestrzeń, bezruch i wieczne „teraz”. Niebyt stanowi
idealną, ale realną wielką bezsiłę, która dla równowagi kreuje siłę materialną,
jakieś coś w ruchu (czyli o zupełnie innych właściwościach fizycznych) i która
z kolei zmienia się w jakąś cząstkę. W reakcji na idealną, bo absolutną i
nieskończoną bezsiłę nicości, powstaje wiele różnych sił materialnych,
przeplatających się ustawicznie, zawsze i wszędzie z niebytem. Procesy dziejące
się w niebycie (w polaryzującej próżni) i obszarach materii, to powstawanie,
rozwój złożoności i rozkład bytu stanowią sumę „zdarzeń”. Produkcja
materii trwa, ciepłota zdarzeń rośnie, byt w ogóle (materia) powstaje
ewolucyjnie i się rozszerza, w trybie ciągłym, oddolnie, a nie odgórnie, nie od
Wielkiego Wybuchu. Świat materii nie stygnie, lecz się rozgrzewa. Ale niebyt
jest niewspółmierny i niekompatybilny wobec bytu i takim pozostaje. Dlatego
równowaga termodynamiczna świata nie wzrasta.
Żadnego Wielkiego Wybuchu nie było. Ciąg zdeterminowanych
lub przypadkowych zdarzeń tworzy czas „od – do”. Wieczne
teraz niebytu w równowadze względnej z bytem pozostającym w ciągu zdarzeń
tworzy hierarchię bytów i sił z nich wynikających. W ten sposób powstaje
„czasoprzestrzeń”. Ale czasoprzestrzeń definiowana przez
współczesną naukę (fizykę, kosmologię, kosmogonię uprawianych matematycznie)
jest strukturą zapełnioną całkowicie ZDARZENIAMI. Czyli czynnikiem stałym tej
czasoprzestrzeni jest zawsze zdarzenie i jego interwał. Liczy się odległość
łączna w czterech wymiarach: w trzech geometrycznych i czwartym czasowym. A
więc zgodnie ze współczesną nauką nie istnieje czas bez zdarzenia i nie
istnieje bezruch i nie istnieje przestrzeń, gdy nie istnieje zdarzenie, ale to
nie jest zgodne przecież z realnymi faktami. W jednych obszarach Wszechświata
trwają procesy i zdarzenia, a w innych trwa bezruch w przestrzeni i czasie,
który się przecież ujawnia, chociażby swobodną wędrówką światła przez drogę
miliardów lat świetlnych odległych galaktyk i gwiazd.
3.9. Niebyt w oficjalnej nauce
Fizyka i inne nauki współczesne, których podstawową
kategorią jest czasoprzestrzeń, nie uwzględniają możliwości pustej przestrzeni,
czyli przestrzeni nie zapełnionej zdarzeniami, nie biorą w ogóle pod uwagę
próżni idealnej, bezruchu i ich właściwości: temperatury i ciśnienia, czyli nie
akceptują niebytu. Posługują się natomiast pojęciem „tła”, nie
wyjaśniając jednak całkowicie co to „za zwierzę”. Obszary na
zewnątrz zdarzeń są wg tych nauk „gdzie indziej” i nie zaliczają
się do czasoprzestrzeni. Jest to metodologiczny unik (zadziwiające chowanie
głowy w piasek) tych nauk i tych naukowców, którzy posługują się i to na
porządku dziennym, taką kategorią. Niezależnie od wielu innych empirycznych
dowodów na istnienie pustych obszarów, samo przyznawanie tych nauk, że jest
jakieś „zewnątrz zdarzeń” i „gdzie indziej” stawia samą
definicję „czasoprzestrzeni” pod wielkim znakiem zapytania, a co za
tym idzie, wiarygodność tej kategorii i wszystkich teorii na niej opartych, a
więc całej współczesnej nauki. TNR kontestuje taką definicję czasoprzestrzeni i
wszystkie teorie na tej definicji oparte. Tym bardziej, że np. teoria
względności zakłada wymienialność czasu i przestrzeni, podobnie jak
zastępowalność masy i energii. Nie wiemy w jakim stosunku dokonywana jest taka
wymienność, bo jeśli w stosunku 1 : 1 to też chyba jest wątpliwa, bo przestrzeń
ma trzy wymiary, a czas jest jednym wymiarem. Poza tym takie,
„naukowe” ujęcie czasoprzestrzeni nie uwzględnia innych,
„naukowych” teorii przestrzeni absolutnej, nie uwzględnia naukowej
definicji próżni idealnej, ani różnych wątpliwości związanych z naturą czasu.
Niebyt jako taki jest w TNR rozumiany jako JEDNOŚĆ i
wobec tego niebyt (bezruch, pustka, wieczność) istniał, istnieje i będzie
istniał zawsze. Niebyt, byt w ogóle i materia niezrównoważona w
„możności”, które w nim powstały utworzyły sumę bytu i niebytu,
czyli Wszechświat (rzeczywistość). Nie ma w TNR żadnej asymetrii w traktowaniu
przestrzeni i czasu, bo w pojęciu „niebyt” są zawarte czas,
przestrzeń i bezruch i elementy te są wymienne, tak jak i w obowiązującej w
nauce idei czasoprzestrzeni. Jest tu wielkie podobieństwo TNR do ostatnich
twierdzeń Hawkings’a po jego wycofaniu się z akceptacji teorii Wielkiego
Wybuchu, że „świat był, jest i będzie zawsze”, tyle tylko, że jest
zasadnicza odmienność w traktowaniu czasoprzestrzeni: TNR rozciąga ją w
nieskończoność i we wszelkich wymiarach, a obowiązujące teorie naukowe
ograniczają ją do geometrii bytu i zdarzeń, mając przy tym wielki kłopot z tzw.
„obrzeżem” i tzw. „tłem”, które wg. ostatnich doniesień
wykazuje różnice temperatur, czyli aktywność.
Dominującą w dzisiejszej fizyce atomowej jest teoria
kwantów, a zasadniczym odkryciem tej
teorii jest fakt emitowania przez oscylator (źródło) energii jedynie „kwantami”
(porcjami, oddzielonymi przerwami, czyli interwałem, co przejawia się
„drganiem”), a więc w sposób nieciągły. „Interpretacja ta
głosiła, że światło składa się z kwantów energii poruszających się w
przestrzeni”.
Teoria kwantów, chociaż o ile wiemy, jak dotychczas
tego nie wypowiedziała, zdaniem TNR, najzwyczajniej w świecie, naukowo
stwierdza niebyt, głosząc elementy nieciągłości w świecie, „wszędzie (wg.
tej teorii) dające się stwierdzić za pomocą obserwacji”.
A więc teoria kwantów kontestuje tezę o niepodzielności bytu Parmenidesa, który
twierdził, że „byt jest ciągły, bo każda przerwa byłaby niebytem, a
niebytu nie ma”. Jego twierdzenie, że zmiana jest tylko grą pozorów i nic
się nie rodzi i nic nie ginie, które przetrwało do dzisiaj choćby w zasadzie
zachowania i wielu innych teoriach, jest sprzeczne z teorią kwantu i
nieciągłości energii (materii), jak również z podobno ostatnio odkrytą
nieciągłością przestrzeni i czasu. Teoria kwantów twierdzi, że element
nieciągłości „przejawia się wszędzie w fizyce atomowej” a
szczególnie jasno „występuje przy przechodzeniu od tego co możliwe, do
tego, co rzeczywiste”.
TNR stwierdza istnienie niebytu jako kategorii
materialnej i nieciągłość bytu jest dla nas oczywista. Każda przerwa bytu jest
dowodem niebytu, jest niebytem – Parmenides słusznie to zauważał. Teoria
kwantów stwierdza i obserwuje nieciągłość energii (materii, bytu), ale o
niebycie, czy próżni absolutnej ani nie wspomina. Czym wobec tego wg fizyki
jest interwał pomiędzy kwantami? Jest nieciągłością bytu, czy nie jest? Jest
przerwą, a więc może być tylko niebytem.
„ŚMIERĆ” jest materialnym niebytem
człowieka i każdego innego bytu fauny czy flory. Jest niebytem, czy nie jest?
Przecież człowiek styka się z nią na co dzień i odczuwa na każdym kroku i rozumem
też ją ogarnia. Śmierć jest niebytem.
Symetria złamana jest przyczyną sprawczą ruchu, a
więc symetria jako taka, idealna, jest przyczyną sprawczą bezruchu, czyli
niebytu, idealnej siły. Symetria idealna jest formą i przejawem niebytu, czyli
jest niebytem.
Paul Tillich (znany i wielce ceniony teolog) w
swojej pięknej pracy pisze:
„Niebyt jest jednym z najtrudniejszych i
najbardziej dyskutowanych pojęć. Parmenides próbował wykluczyć niebyt jako
pojęcie. By to uczynić, musiał jednak poświęcić pojęcie życia. Demokryt
przywrócił pojęcie niebytu i utożsamił je z próżnią, aby uczynić pojmowalnym
ruch. Platon posługiwał się pojęciem niebytu, gdyż bez niego nie da się
zrozumieć kontrastu między istnieniem a czystą istotą. Arystoteles rozróżniając
pomiędzy materią a formą musiał zakładać to pojęcie. Plotyn opisywał przy jego
pomocy utratę „ja” ludzkiej duszy, Augustynowi zaś służyło w
ontologicznej interpretacji grzechu ludzkiego. Dla Pseudo-Dionizego Areopagity
niebyt stał się elementem jego mistycznej doktryny Boga. Jakub Boehme,
protestancki mistyk i filozof życia, jest autorem klasycznego sformułowania, że
wszystkie rzeczy zakorzenione są w „tak” i w „nie”.
Pojęcie niebytu zawarte jest w Leibniza doktrynie skończoności i zła, jak również
w kantowskiej analizie skończoności form kategorialnych. Dialektyka Heglowska
czyni negację dynamiczną siłą w przyrodzie i w historii, a filozofowie życia od
Schellinga i Schopenhauera posługują się pojęciem ‘woli” jako
podstawową kategorią ontologiczną, gdyż posiada ona moc zaprzeczenia sobie bez
utraty siebie. Pojęcia procesu i stawania się u filozofów takich jak Bergson i
Whitehead zawierają w sobie zarówno pojęcie niebytu, jak i bytu. (…) W
takiej sytuacji niewielkie znaczenie ma to, że niektórzy logicy negują
pojęciowy charakter niebytu i próbują usunąć go ze sceny filozoficznej,
zostawiając go jedynie w formie sądów przeczących”. (Podkreślenie
moje)
NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ. Jak widać z tego co pisze
Tillich, wielu największych filozofów zajmowało się kategorią
„niebytu”, ale zawsze peryferyjnie, przy okazji omawiania i badania
innych zasadniczych kwestii, nikt jak dotąd kategorii niebytu nie uczynił
głównym przedmiotem swoich zainteresowań i badań. To samo dzieje się w jednej z
nauk szczegółowych jaką jest FIZYKA. W fizyce doświadczalnej latami i
dziesiątkami lat naukowcy tworzą i sprawdzają tysiące różnych teorii
cząstkowych dotyczących procesu materii, ale jak dotąd nikt się nie odważył
ustanowienia swym paradygmatem PRÓŻNI ABSOLUTNEJ, chociaż w fizyce teoretycznej
istnieje taka kategoria: „obszar, w którym nie ma żadnej materii ani
pola elektromagnetycznego lub grawitacyjnego.”. Teorie pola
elektromagnetycznego i grawitacyjnego są niewątpliwie oparte na prawie indukcji
elektromagnetycznej Michaela Faradaya i prawie natężenia oddziaływania tych sił
na pola Andre Marie Ampere’a (jeszcze z początków XIX wieku), które opisują
zależności pola od siły i odległości od źródła. A więc pola oddziaływania
materialnego w miarę oddalania się od niego ZANIKAJĄ i przestrzeń musi zgodnie
z tymi prawami przechodzić w jakiejś odległości od materii w próżnię idealną.
Czyli fizyka ma w swym słowniku pojęcie próżni idealnej, niebytu, ale tak jak i
filozofia, wcale nie traktuje go jako problem zasadniczy, jako zagadnienie
podstawowe, a tylko jako kłopot, zmartwienie. Ciekawe jak fizyka teoretyczna
godzi próżnię idealną z twierdzeniem o istnieniu tylko świata materialnego?
Moi korespondenci domagają się ode mnie udowodnienia
niebytu w sferze materialnej, empirycznie, a jak to można zrobić? Jak udowodnić
empirycznie istnienie niebytu? Czy doświadczanie śmierci nie wystarcza?
Astronomowie udowadniają istnienie niewidocznych planet na podstawie ruchu
sąsiednich widocznych ciał niebieskich. My, na podstawie istnienia bytu,
stwierdzamy istnienie niebytu, który ujawnia się wirtualnie, efektami.
Ogląd tak zwanych faktów różnie przez różnych ludzi
może być widziany i różnie może być interpretowany, obserwując te same zjawiska
różnym ludziom mogą nasuwać się różne i nawet całkiem odmienne wnioski.
To moje podstawowe ujęcie przedmiotu nie jest
arbitralne, wynika z wyżej przedstawionych przesłanek naukowych, ale również
wynika z wielu założeń TNR i argumentów zdrowego rozsądku. Mimo to, nie jest
ono oczywiste (chociaż mnie się takie wydaje) i wymaga potwierdzenia w
badaniach uczonych i innych myślicieli, wymaga zweryfikowania, lub
falsyfikacji. Podobno wprowadzanie tezy nawet całkowicie nie zweryfikowanej
jest dla danej dyscypliny zawsze cenniejsze, niż tchórzliwe zatajanie intuicji.
Ja przecież nie mówię wiele nowego, a wszystkie małe
i wielkie odkrycia i ujawnienia błędów mają wielu praprzodków – są
zazwyczaj jednocześnie myślane i formułowane przez różnych ludzi, ale trzeba je
jeszcze wypromować i ciągle na nowo dokonywać namysłu. Jeśli tysiące ludzi (w
tym fizyków i filozofów) w różnych zakątkach świata będzie myśleć o tym samym: czy
niebyt jest i czym jest (jak funkcjonuje?), jeśli tylko wielu ludzi będzie
tym pytaniem zainteresowanych, to prędzej czy później wyniki tego myślenia
skutkować będą jasną formułą.
Przy tej okazji zawiadamiam Czytelników, że właśnie
natrafiłem na książkę prof. Leszka Nowaka wydaną 1998 r. pt. „Byt i
myśl”, w której językiem swojej filozofii unitarnej i w sposób
analityczny autor obala teorię bytu Parmenidesa, dochodzi do NICOŚCI i, jak
mnie się zdaje, do podobnych do moich rezultatów. Chociaż dochodzi innymi
drogami, bo nie poprzez teorię nieantagonistycznych przeciwieństw.
To nie znaczy, że JA (amator i samouk) swoich
dociekań nie uważam za analityczne. Analityczność filozofii, moim zdaniem, nie
polega na jakimś innym języku znaków i na użytkowaniu nie zrozumiałych
przeciętnemu czytelnikowi równań czy symboli. Logiczność i analityczność TNR
polega na przestrzeganiu zasad poprawnego myślenia (w tym zasady
niesprzeczności), jasnej i poprawnej dedukcji i wykazaniu prawdziwości
wyjściowych tez TNR, opartych na terminach pierwotnych.
JA myślę i tym aktem mego rozumu – pomijając
wszelkie pozarozumowe czynniki tej myśli – przyjmuję tezę pierwszą, że:
wszystko co należy do rzeczywistości ma swoje
przeciwieństwo, bo żadna siła samodzielnie nie istnieje, siła bez oporu
przestaje być siłą, niknie, nie ma na świecie rzeczy pozostawionych samym
sobie, każda rzecz jest jakąś siłą i ma swoje przeciwieństwo. Z tego czołowego
aksjomatu TNR wynika wniosek , że:
byt ma swoje przeciwieństwo pod postacią niebytu
czyli, że niebyt jest, funkcjonuje, ma swoja rolę do spełnienia w ogólnym
układzie RZECZYWISTOŚCI. Jest to wywód rozumowy stosowny do zasady
niesprzeczności i zasady racji dostatecznej, czyli odpowiada wymogom logiki,
zawiera elementy tego co analityczne.
Niebyt nie jest rzeczą, nie jest materią, nie jest
bytem. Zdanie jest prawdziwe, gdy jest zgodne z rzeczywistością i tak się u
mnie dzieje. Poza tym, to orzeczenie powinno określać podmiot, a nie podmiot
orzeczenie, orzeczenie nie ma prawa przemawiać przeciwko podmiotowi,
sprzeciwiać się jemu. Wypowiedź: „niebytu nie ma” jest niepoprawna
ontologicznie dlatego, że gdyby niebyt potraktować jako kategorię równoprawną
do bytu, czyli potraktować ją jako rzecz, to przecież nie rzecz dostosowujemy
do określenia lecz odwrotnie. Odpowiedniość i zgodność logiczną nadamy myślom
gdy jej racje wyrazimy adekwatnie do przedmiotu tej myśli. Przedmiotem tej
myśli jest niebyt – do niego, do niebytu musimy dostosować określenie,
orzekanie (jest, egzystuje, istnieje, spełnia rolę, wykonuje swoja funkcję,
FUNKCJONUJE – myślę, że najlepszym słowem będzie funkcjonować),
zawierające w sobie również inne właściwości tego przedmiotu. Fakt, że do tej
pory nie mieliśmy takiego orzeczenia utworzonego przez język – gdyż nie
myślało się i nie mówiło o niebycie – nie zwalnia nas z poszanowania dla
podstawowych kryteriów prawdy, a mianowicie, że byt i niebyt określają się
nawzajem i jest to zgodne z rzeczywistością.
Nowożytne myślenie o prawdzie ontologicznej
formułuje się w metafizyce jako zgodność
bytu ze wszystkimi najogólniejszymi aksjomatami bycia i bytu, ale przecież
określając zasady poznawania bytu jednocześnie ustalamy zasady poznawania
niebytu, który w najogólniejszym sensie jest cechą bytu – przeciwieństwa
są jednocześnie swoimi właściwościami, są swoimi granicami. PRAWDA ustala i
wyznacza NIEPRAWDĘ, dobro ustanawia zło, mądrość wyznacza granice naiwności i
głupoty, BYT ustanawia NIEBYT i odwrotnie. A więc zaprzeczanie funkcjonowania
niebytu jest formą „ślepoty” myślowej.
Jak dotychczas, w nauce i filozofii nie dostrzega
się na ogół nicości i niebytu absolutnego, fałszywie przyjmując, że nie
istnieje to, czego jeszcze nie wykryliśmy, bo to RZEKOMO my ustalamy prawdę, a prawda
o niebycie jest dla nas niewygodna, a nawet szkodliwa, bo przeczy naszej WŁADZY
i hegemonii człowieka nad bytem. W szczególności przeczy to władzy człowieka
nad tą dziedziną bytu, nad którą on najbardziej chciałby panować – nad
przyrodą. Człowiek chciałby być PANEM przyrody i tym samym dokonać
spłycenia rzeczywistości. Skutkiem niedostrzegania niebytu i dzięki temu
niedostrzeganiu, dominują w nauce i filozofii systemy myślowe:
antropocentryczny i socjocentryczny.
Wbrew wszelkim opozycjom, TNR twierdzi, że NIEBYT
można określać, opisywać, wyobrażać sobie, organizować, ustanawiać, myśleć!
Czyli można go w sposób racjonalny wyrazić. Twierdzenia degradujące niebyt do
totalnej metafizycznej bzdury i sprzeczności niemożliwej nawet do spokojnej
analizy wynikają chyba z psychiki badaczy, czyli po prostu z ich LĘKU i strachu
(„trwoga” Heideggera), przed nicością absolutną. Tymczasem już
Arystoteles dowodził (jak to dalej wykażę), chyba nie zdając sobie z tego
sprawy, że byt pochodzi z niebytu i że niebyt uczestniczy powszechnie w
„życiu” każdego bytu, a więc, że niebyt jest wszędzie razem z bytem.
Potencjalność – MOŻNOŚĆ (w języku TNR nie są
synonimami, potencjalność rozumiem jako pojęcie bardziej zbliżone do możliwości
i sposobności, a możność jest już bardziej zbliżona do aktualizacji), jest
potencjalnością i możnością, ale aktualizacja i AKT, a nie możność, jest
pierwotny dla bytu. To wynika z samej możności, bo możność jest tylko
możnością, i może się NIE zaktualizować. Niezaktualizowana potencja i następnie
możność, stają się NIE AKTEM, czyli „materią pierwszą” (która
jeszcze nie jest materią wg. Arystotelesa) niezaktualizowaną, niezorganizowaną,
zamierającą i wreszcie przechodzącą w NICOŚĆ czyli w NIEBYT. W ten sposób
poprzez potencjalność i możność byt bez przerwy „dotyka” (ściera)
się z niebytem. Dopiero gdy potencjalność i możność zaktualizuje się,
przyznając jednocześnie pierwotność aktu, potencja poprzez możność kulminuje,
(ostatecznie się formułuje) i STAJE SIĘ AKT. Staje się BYT.
Wynika z tego potencjalny niebyt biorący udział w
powstawaniu bytu, udział niebytu w „pobliżu” każdego AKTU bytu.
Jeśli moje rozumowanie wynikające z teorii możności i aktu Arystotelesa jest
prawidłową dedukcją, to jest to, moim zdaniem, sensacja metafizyczna, bo sam
autor, sam Stagiryta (i jego interpretatorzy np. H.H. Joachim i M. Krąpiec),
nie zdawali sobie z tych konsekwencji sprawy.
NIE negująca funkcja znoszenia wynika z niebytu,
lecz funkcja twórcza, bo dopingująca. Aby akt stał się aktem, muszą, zgodnie z
zasadą „każdej akcji towarzyszy reakcja”, zadziałać przeciwieństwa,
tak by możność nabrała realnych kształtów i poprzez aktualizację, czyli
pozyskanie równowagi względnej przeciwieństw, a więc esencji (upodabniającej
się z wzorem formy i wyprzedzającej formę funkcji, w celu spełnienia swej
misji), stał się AKT, ziścił się BYT.
Jeśli niematerialne (nie zawierające materii) siły zawarte w informacji,
napięciu, potencjalności, nie „zmuszą” możności do ostatecznego
formowania (aktualizacji) i aktu, ziści się
zamiast bytu, niebyt.
Niebyt nie jest tu (ani nigdzie) żadną NEGACJĄ, nie
jest sprzecznością i znoszeniem, niszczeniem, czyli objawia się jako siła
nieantagonistyczna. Gdyby niebyt przejawiał tendencje negatywne, znoszące, NIC
by nie było, bo nic by nie powstawało, bo ewentualna możność pozostawałaby
tylko możnością. Nie byłoby aktu. Nie byłoby konkretnego bytu, nie byłoby
czegokolwiek. A przecież widzimy i odczuwamy, że COŚ jest, i to różnorodne coś
się rozmnaża. Stwierdzał to już Arystoteles i M. A. Krąpiec we „Wprowadzeniu do Metafizyki
Arystotelesa” pisał: „Zatem,
gdyby nie było substancji jako pierwszych i naczelnych bytów, teraz już nie
byłoby niczego, a to jest sprzeczne z prostym faktem poznania.” To samo stwierdzenie, oczywiście
inaczej sformułowane, jest jednym z naczelnych stwierdzeń TNR: „gdyby
przeciwieństwa były antagonistyczne nie byłoby COŚ”. TNR proponuje
podobny eksperyment myślowy do tego, który przeprowadził Krąpiec. Jeśli w
myślowym eksperymencie założymy antagonizm przeciwieństw, to okaże się, że nic
nie powinno istnieć, a to jest sprzeczne z potocznym doświadczeniem. Coś jednak
istnieje, w ciągłej zmianie, w procesie, ale istnieje. Dlatego założenie o
antagonizmie przeciwieństw jest błędne.
Omawiana kwestia dotyczy bytu w ogóle i wszystkich
bytów konkretnych, a nie tylko bytu zindywidualizowanego np. człowieka. Niebyt
pozytywnie uczestniczy w tworzeniu bytu i dlatego świat materialny się rozwija
ilościowo i jakościowo. Niebyt jest pozytywnym i twórczym elementem
rzeczywistości, bo jest przeciwieństwem bytu, ale przeciwieństwem
nieantagonistycznym – odgraniczonym od bytu jego atrybutami: ruchu,
granicy i immanentnej zasady, że każdej akcji towarzyszy reakcja! Zasada
„każdej akcji towarzyszy reakcja” zmusza niebyt do „działania”
na rzecz bytu, bo zmusza do jego wyniesienia. Gdy możność zanika i niebyt ją
„zawłaszcza”, „wchłania”, pojawia się reakcja
wzmagająca potencję w kierunku „działania” do celu jakim jest akt.
W ten sposób byt, materia jest w RUCHU, który odbywa się na wielu różnych
poziomach, wszystko zmierza do równowagi i porządku, do AKTU – do BYTU
– ale w dalszym procesie – bo wszystko jest procesem – do
rozkładu i NIEBYTU. A więc niebyt jest siłą porządkującą byt w obu
kierunkach, tak w kierunku powstawania materii i jej rozwoju (emergencji), jak
i w kierunku odwrotnym: rozkładu, czyli entropii.
Tak powstaje i żyje
ŚWIAT! I nie ma w tym żadnej „sprzeczności”, której
doszukują się myśliciele, aby kultywować nadal ANTAGONIZM i tym samym
sankcjonować okrucieństwa i ZABIJANIE.
Niebyt jest przeciwstawną bytowi (sile) BEZSIŁĄ, ale
nie ma w nim żadnej NEGACJI i niszczenia. Jego charakter jest
nieantagonistyczny, jest w równowadze z bytem. Jeśli możność i potencjalność
nie zanika, stawia opór przed niebytem i dąży do swego celu, do AKTU – a zawsze
dąży swoją „siłą witalną”, ponieważ akt jest pierwotny i
jednocześnie, każdej akcji towarzyszy reakcja – to
„zwycięzcą” jest „życie”, byt. Napięcie, potencjalność
i możność przemienia się w dążenie, a dążenie nabiera charakteru racjonalnego,
logicznego i wreszcie PSYCHICZNEGO, nadawanego przez pierwotność aktu. Żeby
dążyć, trzeba CHCIEĆ dążyć – jest motyw i jest cel – kłania się
„miękka matematyka”, moralność i psychologia, w obszarach bytów
powszechnych, ale zawsze indywidualnych, bo każdy byt jest indywiduum takim czy
innym.
Niebyt to NIEistnienie bytu, to NIEtrwanie bytu,
jest w przeciwieństwie do bytu wszędzie i zawsze i w ten sposób niebyt
uzupełnia byt i tworzy rzeczywistość. Niebyt w imię wewnętrznej równowagi
świata musi być współobecny z bytem. Niebyt to NICOŚĆ – totalna nicość,
przejawiająca jednak ogromną siłę kreatywną.
Pamiętajmy, że cały czas mówimy o niebycie
absolutnym, którego wg TNR, tylko jedną z postaci daleko spokrewnionych jest
tzw. niebyt względny (brak).
Ponieważ MOŻNOŚĆ, a więc jeszcze NIEakt, a na razie
dążenie do aktu, uczestniczy w próbie tworzenia i aktualizowania się, a więc
jest siłą twórczą tak bytu jak i niebytu, bo pamiętajmy, że byt jest czasowy
(od – do) i zamiera, przechodzi w niebyt – możność jest WTÓRNA –
jest niebytem i przed bytem, ale jest wtórna. AKT bytu i ewentualnie niebytu są
motywami i celami, przyczynami ( miękka matematyka).
Czym jest potencja?
Czym jest pęd do życia, osiąganie dojrzałości (pełni
rozwoju) i następnie śmierci – i to nie tylko przyrody ożywionej, ale wg
TNR również natury nieożywionej? „Siłą witalną” (wynikającą z
powinności bytu, rozkładem gęstości prawdopodobieństwa), rozmachem życia,
stawaniem się, pędem do rozwoju, sposobnością, kreacją? Czym jest ta siła?
Chyba dążeniem do równowagi, uporządkowania, do egzystencji i do BYTU.
A więc niezbędną przyczyną powstawania bytu jest
napięcie, potencjalność i możność uwarunkowana CELEM – aktem –
bytem i misją tego bytu (zdaniem TNR każdy byt ma jakąś misję do spełnienia).
Jest to jednocześnie genezą RUCHU.
W tym, miejscu pozwolę sobie przytoczyć słowa
Arystotelesa, jako kwintesencję tego, co wcześniej pisali i myśleli, w mniej
lub bardziej podobnej wersji dialogów i polemik Anaksagoras, Anaksymander,
Empedokles, Platon, a później przez 2500 lat powtarzali inni filozofowie
europejscy:
„(…) wszystko było w możności, nie zaś w
akcie (…) Może się nasunąć pytanie z jakiego to niebytu jest powstawanie.
Albowiem niebyt rozumie się trojako. (…) Są zatem trzy przyczyny i trzy
zasady: dwie stanowią przeciwieństwa i są to: rozumienie i forma, oraz brak, a
trzecią jest materia. Z kolei trzeba zauważyć, że ani materia, ani forma,
rozumiane jako najbliższe, nie powstają. Zmienia się bowiem zawsze coś, pod
wpływem czegoś i w coś. To, pod wpływem czego się zmienia, jest najbliższym
czynnikiem poruszającym; to co się zmienia, jest materią, a to w co się
zmienia, jest formą. (…) I to oto >b< jest zasadą tej określonej
zasady >ba<, gdyż >b< jest wogóle zasadą dla >ba<„.
I zacytuję jeszcze przypis z „Wprowadzenia do
Metafizyki Arystotelesa” M. Krąpca:
„Jakaś określona jednostka zanim się stała
określoną jednostką >b<, przedtem już możnościowo, potencjalnie, istniała
w poprzednim byciu >a<.”
Proszę zauważyć główne myśli tych cytatów: mówi się
o niebyciu i to nawet rozumianym trojako, a nawet o powstawaniu z niebytu. Mówi
się też o niebyciu jako „braku”. Mówi się i udowadnia pierwotność
możności, czyli niebytu, a jednocześnie twierdzi, że materia i forma „nie
powstają”. A wcześniej wielokrotnie tak Arystoteles jak i cała jego tradycja
NIEBYT uważa za niebyły, za nieuprawniony, bo sprzeczny z zasadą
niesprzeczności wymysł intelektu. Mówi tu się o zmianie niesprzecznej i
nieantagonistycznej, o możności zmiany NIE-AKTU w akt-byt – czyli niebytu
w byt i funduje się pierwotność możności. Również w teorii ruchu, czyli aktu i
możności, słusznie, moim zdaniem, Arystoteles stwierdza pierwotność Aktu!
Powyższa koncepcja zawiera szereg sprzeczności, które wskażę jeszcze w
omówieniu jego całej teorii bytu.
Poza tym, w rozumowaniu Arystotelesa i Krąpca TNR
widzi w tym miejscu zasadniczy błąd, a mianowicie pominięcie odstępu pomiędzy
>b< i >a<, bez którego nie powstaje w ogóle ani >b<, ani
>ba< i niema nigdy żadnej zmiany, nie ma wcale przyczyny i skutku, bo
>a< staje się natychmiast >z< i dopiero wtedy jest faktyczne
utożsamienie przyczyny i skutku. Jeśli nie ma interwału ostateczny skutek jest
natychmiastowy, co jest sprzeczne z oczywistością naszych doświadczeń. Zasadą
>b< i zasadą >ba< nie jest ani >b< ani >a<, zasadą
zmiany jest przerwa między b i a, odstęp, interwał. Jest to wirtualny interwał
niebytu. Bez interwału nie ma bytu i nie ma zmiany, nie ma nawet przeskoku z
>a < do >z<, jest ciągłe >a<.
Z tego wszystkiego wynika jak na dłoni konieczność
ostrożności i POKORY. Człowiek jest omylny i zadufany w sobie, a wszyscy robimy
błędy.
Jest Ziemia, jest Układ Słoneczny, PRZYRODA i
ludzkość o antropocentrycznym myśleniu – jest nasza galaktyka i inne
galaktyki, jest Kosmos i być może wiele kosmosów – jest WSZECHŚWIAT
– jest wszystko obejmujący BYT W OGÓLE – ten byt na najwyższym
poziomie rzeczywistości ma przeciwieństwo w postaci NIEBYTU, którego to
niebytu, ani określić, ani sięgnąć, ani abstrakcyjnie nawet objąć naszym
językiem i naszym umysłem nie bardzo jesteśmy w stanie. Staramy się jak możemy,
ale dopiero przyszłość pokaże czy i jak nam się to udaje. Myślimy, że ponieważ
jest byt, nasza teoria TNR zmusza nas do uznania, czy ufundowania, niebytu. Nie
możemy go „dotknąć”, ale a priori musimy stwierdzić istnienie
przeciwieństwa bytu, czyli NIEBYTU. Jest to już najwyższy poziom naszego układu
odniesień.
Ale przytoczę wypowiedź i pytanie Łukasza:
„Niebyt” towarzyszy „bytowi” jako przeciwieństwo
zgodnie z ogólną zasadą TNR. Warunkują się one wzajemnie. W wypadku antagonizmu
oba przeciwieństwa giną. Antagonizm sprawia, że ich nie ma. Czy niebyt
„bytu” i „niebytu” jest tym samym
„niebytem”, który przeciwstawiał się „bytowi”? Jeżeli
nie, to jak nic może różnić się od niczego? Jeżeli tak, to jak jedno z
przeciwieństw mogło przetrwać antagonizm ?”
Moja odpowiedź jest następująca: rozwojem
rzeczywistości rządzi zasada nieantagonizmu i takiego wypadku być nie może.
Zasada nieantagonizmu przeciwieństw działa na wszystkich poziomach, niższych i
wyższych, stąd dotyczy również poziomu najwyższego. A więc pytanie jest źle
postawione, sprzeczne z logiką TNR.
Przyjmijmy wyjątkowo, na chwilę, że jednak, wszystko
jest możliwe, przyjmijmy, że możliwy jest też wypadek antagonizmu na tym
najwyższym poziomie bytu – co jest dalej? Gdy byt zniszczy niebyt, lub
odwrotnie, gdy niebyt zniszczy byt, na tym najwyższym poziomie rzeczywistości,
nie będzie następnego bytu i następnej nicości, oba przeciwieństwa giną. Wtedy
nie ma już żadnej „rzeczywistości”, nie ma „coś”, i nie
ma „nic” – bo nie ma już żadnego bytu i niebytu, bo byt jest
tylko w związku i wobec niebytu, a niebyt jest tylko wobec bytu. Pozostają
wtedy tylko ewentualne wyższe poziomy pozostające ponad światową
rzeczywistością – JEST BÓG, lub jakiś ABSOLUT, który wymyślił ten świat.
Taka powinna być odpowiedź TNR na pytanie Łukasza,
ale może być jeszcze inna, bardziej zgodna z materialistycznym poglądem na
świat: jeśli zdarzy się antagonistyczna „próba ognia” na najwyższym
poziomie rzeczywistości, to niebyt jako absolutny, wieczny i prosty, czyli „silniejszy”,
musi pokonać zmienny i ograniczony byt, pozostawać samotny i niezrównoważony i
szukać nowej wyższej formy rzeczywistości, tworzyć nową równowagę, czyli nowy
byt. Niebyt jest jeden i nic nie przemawia za tym, że musiałby powstać nowy,
jakiś inny niebyt. Niebyt zwycięża byt i ten sam, niezmieniony i niczym się nie
różniący po tej próbie, niebyt pozostaje na polu walki tworząc nowe
przeciwieństwo. Niebyt mógł i musiał przetrwać antagonizm, bo jest absolutny,
poza-czasowy i ponadprzestrzenny.
A więc w końcu mamy trzy odpowiedzi na bardzo ważne
pytanie ŁUKASZA :
pytanie to jest sprzeczne z logiką TNR i wobec tego
nie wymagające odpowiedzi. I na tym można by poprzestać, ale my przecież
piszemy po to by zadawać pytania i inspirować czytelnika do ich zadawania,
dlatego próbujemy sprostać mu następnymi przemyśleniami:
niebyt jest pod każdym względem silniejszy od bytu,
zwycięża niebyt i pozostaje sobą, może i musi przetrwać antagonizm, bo jest
niebytem, jest niczym. Nicość jest niezmienna, nie zmienia się w inne nic.
Bóg w naszych rozważaniach i rozwiązanie typu DEUX
EX MACHINA pojawia się nie bez powodu. Łukasz niszcząc świat zmusił nas do
pytania co jest ewentualnie ponad światem ?
Przecież tak musiało się skończyć. Przecież
wszystkie ontologie największych myślicieli „idealistycznych” i
„materialistycznych” tak z reguły kończą swoje przemyślenia. Jeśli
wszystkie ontologie oparte na antagonizmie przeciwieństw poprzez niejasną
„dialektykę”, wojnę i ogień, wszystkie jak „jeden mąż”
dochodziły do przyjęcia koncepcji BOGA, JEDNOŚCI, lub ABSOLUTU, to tak
radykalne pytanie Łukasza musiało mnie również do takiej koncepcji doprowadzić.
Ja nie miałem ochoty i nadal nie mam zamiaru wdawać
się w przemyślenia i spekulacje na temat Boga, to jest domena teologów i
Kościołów, ja jestem nędznym grzesznikiem i profanem i nie mam żadnego
teologicznego przygotowania by wdawać się w tematy dotyczące BOGA! Ale tak
wyszło, a tak wyszło dlatego, że Łukasz uparł się na najwyższym poziomie
wypróbować „ogień” Heraklita, czyli wbrew TNR zadał pytania
sprzeczne z TNR! Gdyby poprzestał na spieraniu się nadal nad zagadnieniem
niebytu i pytaniach, czy jest i jak ten niebyt może być – byłoby wszystko
o’key, ale Łukasz zażyczył sobie jeszcze zniszczyć ten wątpliwy,
nierozpoznany obiekt: NIEBYT, zniszczyć to „nic” – no i tak
wyszło jak wyszło! Ale my nie musimy w przyszłości tak „wysoko”
wędrować – bo przecież TNR nie wierzy w antagonizm przeciwieństw. W
antagonizm, szczególnie na najwyższym poziomie bytu i niebytu, może wierzyć
tylko zadufany człowiek, co wymyślił sobie, że jest miarą wszechrzeczy! A od
poziomu człowieka, do tego najwyższego poziomu CAŁOŚCI to daleka droga.