Na wstępie należy wyjaśnić, dlaczego tak wiele uwagi
poświęcamy obaleniu teorii bytu Parmenidesa. Otóż, aby docierać do prawdy i
odkrywać prawdziwe oblicze rzeczywistości należy obalać i wykluczać teorie
błędne, choćby pochodziły od najsłynniejszych filozofów.
Właśnie od Parmenidesa rozpoczyna się rozwój i
TRADYCJA ONTOLOGII oparta na antagonizmie przeciwieństw i w ogóle tradycja
teorii bytu nie uwzględniająca NIEBYTU w filozofii i NAUCE europejskiej,
która bez zakłóceń biegnie aż do czasów współczesnych. Koncepcja ta wpajana
była i jest młodzieży akademickiej jako prawie że dogmat, co owocowało
następnie wieloma teoriami naukowymi opartymi na niej (np. zasada zachowania i
cały łańcuch innych wniosków fizycznych).
W następnych rozdziałach pobieżnie omówimy inne
teorie dotyczące natury rzeczywistości, ale przedstawienie i odrzucenie
koncepcji bytu Parmenidesa jest, moim zdaniem, najważniejsze dla zrozumienia
TNR. Obalenie stworzonego przez Parmenidesa MITU pomaga też pojąć
destruktywny charakter dotychczasowych ontologii.
Odrzucenie parmenidejskiej koncepcji nieistniejącego
niebytu, nie oznacza że sprzeciwiamy się podstawowemu prawu myślenia tzw.
„zasadzie sprzeczności”, której ojcem również jest Parmenides.
Wprost przeciwnie – chodzi nam o jej
prawidłowe zastosowanie, dzięki któremu wychodzą na jaw niekonsekwencje
teorii bytu Parmenidesa.
Historycy filozofii przy omawianiu bytu Parmenidesa
często przytaczają jego następujące wypowiedzi: „z niebytu nie powstaje
byt, bo byt jest tylko bytem, a nie niebytem” – lub
„niepodobna zarazem być i nie być” - albo „są tylko dwie
możliwe drogi: droga pierwsza to droga bytu i prawdy, a droga druga, to droga
pozoru i nicości”! Moim zdaniem są to spekulacje i sztuczki myślowe. TNR
zdecydowanie odrzuca twierdzenie, że można zarazem być i nie być. Tak twierdził Heraklit i Hegel, ewentualnie można tak
rozumieć również Heideggera. Ja uważam, że niebyt (bezsiła), PUSTKA, egzystuje,
jest, i jest materialnie określonym bezruchem, czyli ma temperaturę i
ciśnienie. Twierdzenia TNR na temat bytu i niebytu NIE SĄ niezgodne z zasadą
sprzeczności.
4.1. Teoretyczne odrzucenie ontologicznej zasady tożsamości.
Parmenides stwierdził: BYT JEST, A NIEBYTU NIE MA – i z tego prostego zdania
wydedukował całą swoją teorię bytu. „Trzeba z konieczności powiedzieć i
myśleć, że tylko to, co jest, istnieje. Bo byt jest, a niebytu nie ma”.
To podobno jego słowa i podobno tymi słowami wyjaśniał „ontologiczną
zasadę tożsamości”. Z tego wywnioskował wszystkie dalsze własności bytu:
że byt nie ma początku, bo z czegóż miałby powstać? – tylko z niebytu, a
niebytu nie ma. Z tej samej racji nie może mieć końca, a więc jest wieczny.
Dalej jest ciągły, bo każda przerwa byłaby niebytem. Jest nieruchomy i w ogóle
niezmienny, bo mógłby zmienić się tylko w niebyt. Jest niepodzielny, bo części
bytu, nie będąc już bytem, musiałyby być niebytem, nie ma w sobie różnic, bo
to, co różne od bytu, jest niebytem. A więc byt jest stały i jeden, jest
przeciwieństwem stawania się i mnogości. „Słowami jest tylko to, co
śmiertelni ustanowili w swym języku w przekonaniu, że mówią prawdę: stawanie się
i ginięcie, byt i niebyt, zmiana miejsca i świecącej barwy”.
No tak, Parmenides też słowami, tylko słowami
określa wszystko to, czego nie akceptuje, np. niebyt, ale przecież również
tylko słowami określa to, co za prawdę uważa. Ale czy nie zrobił błędów? W to
należy wątpić, mimo jego sławy jako prekursora logiki i dedukcji. Przecież w
przytoczonym powyżej zdaniu, ludzie zostają określeni jako
„śmiertelni”, czyli zmierzający do niebytu.
Moim zdaniem podstawowe twierdzenie Parmenidesa:
„byt jest, niebytu nie ma” nie jest w ogóle aksjomatem, pewnikiem,
(twierdzeniem opartym na oczywistych terminach pierwotnych), a jedynie założeniem (hipotezą), które domaga
się stanowczej weryfikacji. Parmenides w sposób nie uprawniony założenie
(przesłankę dowodzenia) podnosi do rangi wniosku o nieistnieniu niebytu.
Przecież tu jest uzurpacja Parmenidesa – dlaczego byt jest, a niebytu nie
ma, a np. nie odwrotnie – bytu nie ma, a jest niebyt? Zdaniem Parmenidesa
byt dlatego jest, bo nie może nie być (bo gdyby go nie było byłby niebytem, a
nie bytem), a niebyt nie może być, bo gdyby był, to byłby bytem, a nie
niebytem. To są konsekwencje jego sposobu zdefiniowania pojęć „byt”
i „niebyt”. Jeśli Parmenides przyjął, że byt to „coś co
istnieje” a niebyt to „coś, co nie istnieje”, to z tego
wynikają mu dalsze wnioski. Ale skąd Parmenides wie, że „byt jest”
a „niebytu nie ma”? Stąd, że takie jest znaczenie tych słów
określone przez język, którym on sam i my się posługujemy? Ale przecież
Parmenides twierdzi, że na „słowa” nie ma co liczyć, bo słowa
często mylą.
Aby zbadać zasadność rozumowania Parmenidesa trzeba
zbadać kwestię PRAWOMOCNOŚCI słów, czyli języka. Tu trzeba zbadać możliwości
sprzeczności podmiotu z orzeczeniem – bo co to znaczy „jest”
i „nie ma”? Czy „jest” i „nie ma” są
jednoznaczne w zestawieniu z różnymi podmiotami? Znaczenia słów odbieramy na
zasadzie analogii, ale czy „jest” w zdaniu „Bóg jest”
(lub „Boga nie ma”) znaczy to samo, co w zdaniu „pomarańcza
jest”? Przecież występują tu zupełnie inne znaczenia, a używamy tego
samego słowa „jest”. A wobec tego, dlaczego zdanie „NIEBYT
jest” wg Parmenidesa i jego
kontynuatorów, jest nie do przyjęcia? W zdaniu „byt jest”,
występuje zgodność podmiotu zdania z orzeczeniem. Czyli orzeczenie potwierdza
znaczenie podmiotu (zdania). Ale w zdaniu: „niebytu nie ma”
niepodzielnemu podmiotowi, w swej treści przedmiotowi nierozciągłemu dodane
jest orzeczenie przeczące podmiotowi, a nawet go kasujące – co jest wg
TNR zasadniczym błędem ontologicznym i semantycznym. Dlaczego Parmenides twierdzi,
że „niebytu nie ma”? Czy poza słowami, daje jakikolwiek
„dowód” rozumowy? Gdzie jest ten dowód, jaki to jest ten dowód, o
którym pisze, że go daje: „Rozumem rozsądź silnie zwalczany dowód, który
ci podaję” Tym dowodem ma być twierdzenie, że o niebycie nie podobna w
ogóle myśleć, „niebytu nie można ani poznać, ani wypowiedzieć”.
Otóż nasz rozum twierdzi, że można o niebycie myśleć i go poznawać i
wypowiadać.
Twierdzenie „Byt jest, a niebytu nie
ma”, jest konsekwencją sposobu zdefiniowania pojęć „byt” i
„niebyt”, oparcia tej definicji jedynie na „istnieniu”,
jedynie na operatorach (kwantyfikatorach egzystencjalnych): „jest”
i „nie ma”. Jeśli Parmenides przyjął, że byt to „coś co
istnieje” a niebyt to „coś, co nie istnieje”, to z tego
wynikają mu dalsze wnioski, ale te wnioski są błędne, bo definicja jest błędna
i zbyt jednostronna. Definicja powinna być SUMĄ co najmniej dwóch elementów
charakterystyki przedmiotu. Parmenides oparł ją tylko na istnieniu i wobec tego
to nie jest wcale definicja. Nikt nie ma prawa do DOWOLNEGO sposobu pojmowania
świata, bo pojmowanie ma być niesprzeczne. Definicja oparta wyłącznie na
„istnieniu” jest błędna i musi prowadzić do sprzeczności. Oparcie
definicji na jednym tylko elemencie charakterystyki prowadzi do zatarcia możliwości
odróżniania przedmiotu i to dlatego u Heraklita, Hegla i chyba Heideggera byt
przechodzi w niebyt, czyli byt i niebyt są w zasadzie nieodróżnialne.
Parmenides mówi: wszystko co jest, jest bytem, i wcale nie bierze pod uwagę
drugiego elementu bytu już wówczas mu znanego (jeśli nawet nie zdawał sobie z
tego sprawy), lub elementu tylko przeczuwanego, a mianowicie
„ISTOTY”, czyli „substancji”, dziś nazywanego również
esencją, Wprawdzie dopiero Arystoteles odróżnił „istotę” od
„istnienia”, ale już Parmenides ją wymieniał, np. mówiąc:
„tylko TO co jest, istnieje”. Co to było u niego to
„TO”? Co to było u niego to, co nazywał też „podłożem”
prostym i niezmiennym, jednolitym i ciągłym, nie podlegające wg. niego
zmienności i różnorodności? Oczywiście drugim, poza istnieniem, elementem bytu,
czyli „substancją”, materią. Arystoteles nazwał to
„substancją”, ale faktycznym odkrywcą esencji bytu był już
Parmenides, nieświadomy nawet swego odkrycia. Każdy byt materialny ma jakąś
istotę (istotne cechy), ma jakąś substancję, ale Parmenides nie bierze pod
uwagę, że mogą być jestestwa, które są, a nie są bytami i nie bierze pod uwagę,
że mogą być jestestwa puste, nic w sobie nie zawierające, np. przerwa w bycie
np. byt jest przerywany, ale jednak jest. Parmenides mówi że: „byt
jest”, a więc nie dopuszcza możliwości złożoności bytu, nie dopuszcza
relacji przeciwieństw czyli istnienia poszczególnych członów przeciwieństw,
każdy człon już jest u niego bytem. Tylko jedna myśl jest jego zdaniem
prawdziwa. Mianowicie myśl o bycie, który jest jeden niepodzielny, nieruchomy
itd. Ale niewielu potrafi tę myśl pomyśleć. „Istnienie” Parmenides
utożsamiał z bytem, a przecież istnienie jest niesamodzielnym ontycznie
składnikiem bytu. Oprócz istnienia korelatem bytu jest i musi być zawsze
istota, treść bytu. Samo puste istnienie nie może być bytem. TNR’owski
niebyt wg. Parmenidea musiałby być bytem, mimo, że jest przeciwieństwem bytu,
mimo że nic nie zawiera.
Obrońcy koncepcji Parmenidesa, którzy z reguły
święcie w niego wierzą, jak w dogmat religijny, twierdzą, że jego byt jest
„nie z tego świata”. Tymczasem jak pisze Władysław Tatarkiewicz:
„Takie rozróżnienie obce było epoce Parmenidesa. Myśl wówczas nie
wybiegała jeszcze poza świat i materię. Miał na myśli ten sam byt materialny, o
którym inni filozofowie greccy, opierający się na danych zmysłowych, tak
odmienny wypowiadali pogląd. Wynika to choćby z twierdzenia Parmenidesa, że byt
jest ograniczony, zakończony we wszystkich kierunkach, podobny do kuli.”
Moim zdaniem, poza błędnością definicji bytu,
nieprawomocność koncepcji Parmenidesa ma związek z niedoskonałością językową i
semantyczną ludzkich wypowiedzi. Dla jednych niebyt może być pojmowalny, dla
innych może być nie pojmowalny, ale jeśli mówimy i myślimy o niebycie, to wg
twierdzenia Parmenidesa o tożsamości bytu i myśli („ta sama rzecz jest i
jest myślana” – tym samym jest myśl i rzecz, której myśl dotyczy,
boć nie znajdujesz myśli bez czegoś, co wypowiada się w myśli”)
powinniśmy przyjąć istnienie tego niebytu (czyli bezruchu, próżni, NICOŚCI)
Dlaczego COŚ musi być, bo jest czymś, a NIC nie może być, bo jest niczym?
Dlaczego racjonalizm Parmenidesa jest wybiórczy, bo czemuś daje prawo do bycia,
a nicości (i w tym, bezruchowi, nieskończonej przestrzeni, wiecznemu teraz) nie
daje takiego prawa? Bo rzekomo to jest sprzeczne samo ze sobą? Podobno
„twierdzenie o nieistnieniu niebytu jest bardziej zdroworozsądkowe, i ma
swoją tradycję”, ale gdzie są na to nieistnienie dowody? Sam język tego
dowodu nie daje, bo np. mówi się, że jest moc i jest niemoc, jest ład i nieład,
czy jest niekompetencja i akceptuje się takie stwierdzenia. Dlaczego tradycja
filozoficzna odmawia akceptacji twierdzenia, że niebyt jest? Poza tym są
przecież inne potężne tradycje np. religijne, ale i filozoficzne stwierdzające
NIEBYT. I przecież są całe wielkie szkoły twierdzące, że język i umysł i zmysły
nas zawodzą.
Stwierdzenie: „niebytu nie ma” w
twierdzeniu Parmenidesa jest, wg mnie, sprzeczne z semantyczną (językową)
koncepcją ZNACZENIA, czyli z tym co ma być zrozumiane, aby możliwe było
rozstrzygnięcie czy zdanie jest prawdziwe. Zdanie „niebyt jest”
jest bardziej prawidłowe, niż zdanie „niebytu nie ma”, bo
orzeczenie nie kasuje podmiotu. „Nie” w słowie „niebyt”
nie neguje bytu, lecz tworzy nazwę nowego i innego jestestwa (niebytu),
istniejącego niezależnie od bytu, które jest przeciwieństwem bytu i które może
być lub nie być. Ale nie implikuje to wcale głoszonej przez Parmenidesa negacji
bytu i tezy, że „niebyt” nie istnieje.
Zastanówmy się nad problemem znaczenia danego
wyrażenia, bo to, wydaje mi się w koncepcji Parmenidesa wątpliwe i chodzi mi o
obalenie tego i wymuszenie pełnoprawnego twierdzenia „NIEBYT JEST”.
Tym bardziej, że samo znaczenie słowa „jest” nastręcza szereg
wątpliwości. Z pewnością nie można mu przypisać tylko jednego znaczenia. To
nasze „jest” jest bardzo wieloznaczne – „kamień
jest” i „myśl jest” –
„jest noc” i
„jest dzień” – „jest moc” i „jest
niemoc” – jest konsekwencja i jest niekonsekwencja – jest
kompetencja i jest niekompetencja. Orzecznik „jest” wiążemy z
różnymi, często przeciwstawnymi pojęciami. Dlaczego niby zdanie „byt
jest” ma być zdaniem prawidłowym, a zdanie „niebyt jest”
nieprawidłowym? Dlatego, że Parmenides tak twierdzi na podstawie swojej
jednostronnej, czyli błędnej, definicji i ustala błędny wniosek? I dlatego, że
większość filozofów błędnie wierzy w rzekomą tautologię jego twierdzenia, czyli
w żelazną jego logikę ?
TNR twierdzi, że każdy ma swój język i umysł i każdy ma swoją prawdę, a więc każdy
JEST MONOPOLISTĄ w odniesieniu do swoich produktów, swoich myśli i twierdzeń.
Parmenides mówił tak i tak, a ja mówię tak i tak. Stwierdzam błąd jego myślenia
i przytaczam swoje argumenty. Co znaczy również, że w moim rozumowaniu też mogą
i chyba nawet na pewno tkwią takie czy inne błędy. Co nie znaczy, że TNR
wprowadza ryzyko skrajnego relatywizmu, że wszystko jest dozwolone i wszystkie
wypowiedzi stają się równoważne, a w efekcie pojawia się bełkot. TNR szanuje
zasadę sprzeczności i ustala w logosie prymat BYTU wobec myślenia, czyli obok
prawdy subiektywnej człowieka konstytuuje PRAWDĘ OBIEKTYWNĄ, czyli siłę
(potrzebę) wymagającą ujawniania i prostowania błędów subiektywnych.
TNR ma swoje założenie o powszechnym istnieniu
przeciwieństw i ich wzajemnym ukonstytuowaniu i nie dopuszcza wyjątków (poza
Absolutem, do którego nie sięga i go nie rozpoznaje). Ale Parmenides nie mówił
o bycie Absolutnym, ani idealnym, on mówił o bycie realnym – a więc TNR
musi stwierdzić, że to on się mylił, mimo, że to on był prekursorem logiki i
dedukcji. On zauważył i „ustanowił”, że „ta sama rzecz JEST i
jest myślana”. No i mówi i myśli o niebycie, ale twierdzi, że go nie ma,
czyli dopuścił wyjątek na poziomie swego rozumu, sobie przyzwolił na
sprzeczność.
Parmenides był twórcą teorii bytu
materialnego i realnego, a nie abstrakcyjnej teorii Absolutu nie z tego świata,
lub teorii bytu idealnego! Dopiero Platon odróżnił zjawiska od idei, a więc to
co idealne, od tego, co realne. Parmenides ufał wyłącznie rozumowi i swą teorię
stworzył z jego pomocą, po raz pierwszy świadomie i systematycznie stosując
rozumowanie dedukcyjne. Odrzucał wszelkie złudne wg niego mniemania wynikające
z doświadczenia zmysłowego. Stworzył swoją teorię bytu w opozycji wobec myśli
Heraklita twierdzącego, iż naturą bytu są przenikające się przeciwieństwa.
Parmenides był przekonany, że przeciwieństwa wykluczają się wzajemnie i nie są
prawdziwym bytem. Utożsamiał byt z myślą, a nie ze zmysłowymi spostrzeżeniami,
ale przecież myśli powstają pod wpływem zmysłowych spostrzeżeń. Był prototypem tych
filozofów, którzy odrzucili doświadczenie jako źródło poznania i polegał na
samej „ontologicznej zasadzie tożsamości”. Odmawiając istnienia
niebytowi wypowiadał ówczesny grecki pogląd na naturę umysłu, że ma on naturę
bierną i może odtwarzać tylko coś istniejącego. Twierdził, że wyniki
rozumowania, a nie zjawiska dają właściwy obraz bytu, że myśl, gdy nie jest w
błędzie, w treści swej nie jest różna od tego, co rzeczywiście istnieje. Ale
Parmenides myślał o niebycie nie jak o błędzie myślenia, ale jak o fakcie
nieistnienia, czyli myślał o niebycie bardzo poważnie i wielokrotnie powtarzał
tą myśl – ustanowił na podstawie tego myślenia bardzo wpływową teorię
bytu i niebytu. Był przekonany o trwałości bytu i wobec tego wykluczał zmianę.
„Byt jest (niezmienny), a niebytu nie ma” – czym wobec tego
był wg Parmenidesa otaczający go zmienny świat?
Ale jeśli nawet Parmenides myślał o niebycie zarówno
jako o błędzie myślenia, jak i jako o fakcie nieistnienia, jego teoria upada.
Według niego, ponieważ fakt nieistnienia jest niemożliwy, więc myśl, która
stara się ów fakt oddać używając do tego celu pojęcia „niebytu”,
jest w błędzie. Jednak TNR pyta: jaki jest status ontologiczny owej myśli,
która błądzi? Czy ona jest bytem, czy niebytem? Wg Parmenidesa nie może być bytem,
bo jest fałszywa, a skoro nie jest bytem, to musi być niebytem. Jeśli jednak
myśl fałszywa jest niebytem, to musi znaczyć, że niebyt istnieje. Przecież owa
fałszywa myśl istnieje. I to istnieje nie tylko jako pojęcie
„czcze”, czyli fragment empirii, która wedle Parmenidesa jest
złudzeniem, ale nie mniej nie więcej – jako część prawdy o bycie, która
przecież od owego bytu niczym się nie różni.
Zauważmy, że bez pojęcia niebytu ontologiczna zasada
tożsamości „byt jest, a niebytu nie ma” nie może zostać sformułowana.
A przecież ona stanowi aksjomat Parmenidesa i bez niej cały jego system wali
się w gruzy. Trudno natomiast przyznawać aksjomatowi jedynie częściową
prawdziwość. A taka prawdziwość musiałaby cechować ontologiczną zasadę
tożsamości, która w swej części dotyczącej „prawdziwego” pojęcia
„bytu” musiałaby być prawdziwa a w części dotyczącej
„fałszywego” pojęcia „niebytu”, fałszywa. Nawet jeśli
dla _Parmenidesa myśl fałszywa jest takim samym niebytem jak cała reszta
empirii, to TNR zauważa, że bez owej fałszywej myśli niepodobna sformułować
parmenidejskiego aksjomatu. Innymi słowy: konsekwencją utożsamienia bytu z
myślą, oraz jednoczesnego przyjęcia ontologicznej zasady tożsamości stać się
musi obdarzenie pojęcia niebytu istnieniem. Skoro pojęcie niebytu jest częścią
prawdy, to samo musi być prawdziwe, a jeśli jest prawdą, to nie ma różnicy
pomiędzy nim a jego desygnatem. Ergo: niebyt istnieje.
Z tezy „byt jest” w żaden sposób nie wynika wniosek
„niebytu nie ma”, bo twierdzenie, ani nie wyjaśnia, ani nie
implikuje, że niebytu nie ma. Parmenides definiuje byt jako „coś, co
istnieje”, a niebyt jako negację bytu. Negacja posiada właściwości będące
negacjami właściwości negowanego. Skoro istnienie jest właściwością bytu, to
nieistnienie – jako negacja tej właściwości – jest właściwością
niebytu. Parmenides pojmuje istnienie jako właściwość bytu, jako jego cechę
szczególną, jako jego istotę, a właściwie, ponieważ jest to jego jedyna cecha,
utożsamia istnienie z bytem. Wtedy cechą szczególną negacji bytu musi być
negacja istnienia czyli nieistnienie, czyli utożsamienie niebytu z
nieistnieniem. Rozumowanie Parmenidesa wydaje się być spójne. Można twierdzić,
że istnienie nie jest właściwością bytu bo byt powinien być zdefiniowany
inaczej, można twierdzić, że posiada się empiryczne dowody istnienia niebytu,
ale to wszystko są już argumenty, które nie trafiają w Parmenidesa, bo
wykraczają poza jego system. Ale tak się tylko, moim zdaniem, wydaje.
Rozumowanie Parmenidesa nie jest spójne i to, moim zdaniem, z kilku względów,
które reasumując powtarzam. A moje zarzuty nie wykraczają poza jego system,
lecz wytykają wewnętrzne sprzeczności tego systemu.
Kwintesencją jego teorii bytu jest stwierdzenie:
„z konieczności musimy przyznać, że tylko to, co jest, istnieje. Byt jest,
a niebytu nie ma”. A więc:
1. nie jest to klasyczna tautologia, gdyż jest tu
utożsamienie słów „jest” i „istnieje”, a znaczenia tych
słów mogą być i są zależnie od sytuacji bardzo różne, a więc powoływanie się na
gwarantowaną logikę tautologii jest tu nieuprawnione. Tautologia to wyrażenie zbudowane z symboli reprezentujących dowolne
zdania i możliwe do każdej interpretacji. Tautologia, a więc np. najprostsza: A
jest A, jest prawem logiki, ale nie dostarcza żadnej informacji o świecie, a
tymczasem twierdzenie Parmenidesa nie jest oparte na symbolach i następnie pod
pretekstem tautologii dostarcza wiele różnych i podstawowych informacji o bycie
i niebycie. Mamy dwie możliwości: albo zdanie: „byt jest, niebytu nie
ma” jest tautologią i wtedy nie dostarcza nam żadnych informacji o
świecie. Jest bez znaczenia. Albo dostarcza informacje, ale wtedy nie jest już
tautologią, czyli prawem logiki.
2. tezą
jest tutaj „byt jest” a, moim zdaniem, wnioskiem, lub antytezą jest
„a niebytu nie ma”, ale wniosek (antyteza) nie jest prawidłowy,
dedukcja tego wniosku (antytezy) oparta jest na negacji, ale dlaczego, jak ta
negacja jest w rozumowanie wprowadzona nic nie jest wydedukowane! Dlaczego
antyteza jest tutaj negacją? Dlaczego wniosek opiera się na negacji? Tej dedukcji
wcale nie ma, a przecież wniosek (antyteza) nie musi być oparty na negacji,
może brzmieć różnie, np.: „niebyt jest”, „byt jest i niebyt
jest”, tym bardziej, że przeciwstawność, przeciwieństwo, zawarte jest już
w słowie „niebyt” w przedrostku „nie”. Brak jest
wyrozumowania negacji. Negacja została zastosowana „z nieba”, jak
gdyby taki zabieg był oczywistością (a nie był oczywistością, bo była teoria
Heraklita). Taki zabieg, moim zdaniem, jest uzurpacją, nie do przyjęcia w
rozumowaniu rzekomo opartym wyłącznie na rozumie. Systemowi dedukcyjnemu
Parmenidesa brakuje, moim zdaniem, zupełności i adekwatności antytezy do tezy,
czy wysnutego wniosku z założenia. Te braki powodują sprzeczność wewnętrzną
zdania.
3. definicja, z której wynika teza, jest wyłącznie jednostronna,
jest gołosłownym twierdzeniem, a nie jest definicją, która powinna być sumą
przynajmniej dwóch elementów charakterystyki. Oparcie jej wyłącznie na
istnieniu (kwantyfikatorze egzystencjalnym) było nawet wtedy, moim zdaniem ,
niedopuszczalne.
4. teza Parmenidesa: „byt jest”, jest
wiele „słabsza” od tezy Heraklita: „zmiany”
(strumienia) rządzonej „logosem”, wiele słabsza od tezy Hegla:
„byt, nieokreślona bezpośredniość”, czy od tezy TNR:
„równowadze względnej przeciwieństw istoty bytu”. Wobec tego teza
„słabsza” powinna być wyparta przez tezy „silniejsze”.
5. o czym mówi Parmenides wnioskując „a
niebytu nie ma”? Jeśli niebytu nie ma i nie można o nim pomyśleć, to o
czym mówi Parmenides? Niebyt TNR „jest”, a więc wg. Parmenidesa
jest bytem, a nie niebytem, mimo, że jest przeciwieństwem bytu. A więc
Parmenides ustalając istnienie jedyną właściwością bytu przeczył negacji i jej
konieczności. Moim zdaniem, akceptował sprzeczność Heraklita: „wstępujemy
i nie wstępujemy do tej samej rzeki, jesteśmy i zarazem nas nie ma” (z czego Hegel wywiódł chyba:
„(…)byt przechodzi w niebyt i odwrotnie (…)”
– Jeśli wszystko co jest, jest bytem i nic nie ma poza bytem, to dlaczego
jego byt jest skończony, ograniczony, w kształcie kuli? Ustanawiając jedynym
kryterium istnienie i nieistnienie (jest i nie ma) ustanawiał granice, pomiędzy
istnieniem i nieistnieniem, pomiędzy bytem i niebytem, czyli ustanawiał niebyt.
Wszechświat jako kula jest (za Parmenidesem) modną wizją astrofizyków (dziś,
15.10.2003r. w Rzeczpospolitej czytam na pierwszej stronie wzmiankę i na 11
stronie wielką publikację na pół strony, pt. „Zaokrąglony dwunastościan
foremny – model Wszechświata Weeksa), ale przecież każda kula, czy każda
piłka w czymś się porusza, lub się nie porusza, ale w czymś istnieje, ma
granice. Co jest poza tą kulą Parmenidesa, czy Weeksa (matematyk amerykański),
obaj nic na ten temat nie mówią. Czy to, co jest poza piłką (kulą), to już nie
jest Wszechświatem i jeśli tak, to dlaczego? Nic tam nie ma, jest niebyt, czyli
jest nicość? Ale niby dlaczego nicość, szczególnie gdy jest to nieskończona
pusta przestrzeń, bezruch i wieczne teraz, ma nie zaliczać się do Wszechświata?
6. Zdanie Parmenidesa „byt jest, a niebytu nie
ma” jest zdaniem ogólnym, nie zgodnym z rozumowaniem indukcyjnym, czyli
idącym od zdania szczegółowego do zdania ogólnego, jak również nie zgodnym z
rozumowaniem dedukcyjnym, czyli idącym od ogółu do szczegółu. Nie ma zdania bardziej ogólnego, z
którego można by wydedukować zdanie: „byt jest, a niebytu nie ma” i
nie ma zdania szczegółowego, z którego można by indukcją wywnioskować zdanie:
„byt jest, a niebytu nie ma”. Zdanie to jest sprzeczne z empirią,
bo nie koresponduje z faktami, a Parmenides wyszczególnia właściwości (czyli
fakty) bytu i niebytu. Raczej odwrotnie, logicznym przewidywaniem byłoby, że
jeśli byt jest to musi być i niebyt jako warunek i granica. Byt i niebyt są
przeciwieństwami, a więc są swymi warunkami i granicami również u Parmenidesa.
Byt jest bytem dlatego, że nie jest niebytem, a więc obie kategorie warunkują
się wzajemnie. Z przesłanki logicznej, że byt jest, nie wynika logiczny
wniosek, że niebytu nie ma. Być może, że byt jest, ale być może, że i niebyt
jest. Ale gdyby nawet ze zdania „byt jest” wynikał logiczny
wniosek, że „niebytu nie ma”, nie świadczyłoby to o prawdziwości
ani przesłanki ani wniosku – czyli o prawdziwości tych zdań. Aby
prawdziwość ustalić trzeba skonfrontować je z faktami, a fakty (zmienność bytu,
niebyt jako granica bytu) przeczą prawdziwości twierdzeń.
4.2. Praktyczne odrzucenie ontologicznej zasady tożsamości.
Parmenides odrzucił poznanie zmysłowe jako
niewiarygodne, czyli zmianę, zmienną przyrodę (a więc i siebie) uznał za niebyt
(ale niebyt przecież jego zdaniem nie istnieje) i zawierzył wyłącznie rozumowi
i swojej myśli. Dedukcję swojej teorii bytu oparł na błędnej tautologicznej
tezie, że „tylko to co jest, istnieje, a to co się staje nie istnieje, bo
może przestać być”. W ten sposób twierdził, że byt jest trwały, a
trwałość wyklucza zmianę. Nowoczesna zasada zachowania rygorystycznie
kontynuuje ten błąd, wbrew empirycznym doświadczeniom np. świadczącym o
powstawaniu i ginięciu cząsteczek w mikroświecie.
Twierdzenia, że nie jest znany byt o cechach
Parmenidesa (a więc on mówił o jakimś innym bycie nie z tego świata), jest co
najmniej naiwne, bo przecież ta jego koncepcja bytu właśnie się przyjęła,
potwierdzona i rozbudowana została przez Arystotelesa i tysiąc jego
kontynuatorów i trwa do dnia dzisiejszego.Steven Hawkings o czym mówi, gdy
głosi teraz, że świat jest wieczną, niezmienną kulą, zgodną z zasadą
zachowania? Co to jest zasada zachowania, jak nie potwierdzenie, że byt
jest niezmienny, a tylko się przemienia, czyli zmiana jest ułudą? Zasada
zachowania jest kontynuacją teorii bytu Parmenidesa, jego twierdzenia o
„ułudzie” pozornej przemiany niezmiennego bytu. Jaka jest
alternatywa interpretacji ułudy Parmenidesa jako pozornej przemiany
niezmiennego bytu – takiej alternatywy nie ma, bo nie są alternatywą np.
sny, ani halucynacje. On i my rozumujemy o rzeczywistości.
Władysław Tatarkiewicz pisze: „Ale czy byt, o
którym mówił Parmenides, to ten sam byt materialny, o którym rozmyślali
Jończycy i o którym Heraklit twierdził, że jest zmienny i różnorodny? Czy nie
jest to raczej jakiś inny byt, abstrakcyjny, niematerialny, pozaświatowy? Takie
rozróżnienie obce było epoce Parmenidesa. Myśl wówczas jeszcze nie wybiegła
poza świat i materię. Miał na myśli ten sam byt materialny, o którym inni
filozofowie greccy, opierający się na danych zmysłowych, tak odmienny
wypowiadali pogląd. Wynika to chociażby z twierdzenia Parmenidesa, że byt jest
ograniczony, zakończony we wszystkich kierunkach, podobny do kuli.”
Twierdzenie Parmenidesa, że to, co się zmienia jest
„czczą nazwą” nie jest żadnym wyjaśnieniem ontologicznego
stratusu empirii, bo trzeba się wtedy zapytać, czego czczą nazwą jest to
co się zmienia? Co się pod tą czczą nazwą kryje? Poza tym ci, którzy powołują
się na „czczą nazwę” Parmenidesa dziwnie jakoś przeoczają, że
„byt” jest przez niego zaliczony również do „czczej nazwy”
– oto jego słowa: „Dlatego też wszystko, co śmiertelni przekonani,
że jest prawdziwym (w swym języku) ustalili, będzie czczą nazwą, w więc
stawanie się i ginięcie, byt i niebyt, zmiana miejsca i zmiana błyszczącej
barwy.”
„Ta sama rzecz jest i jest myślana”,
„tym samym jest myśl i rzecz, której myśl dotyczy, boć nie znajdujesz
myśli bez czegoś istniejącego, co wypowiada się w myśli.” – w ten
sposób Parmenides utożsamiał byt nie tylko z istnieniem, ale i z myślą, czyli
uzależniał całkowicie i byt i istnienie od świadomości człowieka i od jego
idei. A świadomość nigdy nie jest pełna, nigdy nie wiadomo „ile”
jej jest, bo absolutnie i bezpośrednio związana jest z każdorazowo innym ciałem
każdego poszczególnego człowieka. Popełniał w ten sposób zasadniczy błąd
filozoficzny gdyż wszystkie myśli i idee są subiektywne i zmienne, a on ustalał
rzekomo obiektywną fizyczną realność gdyż przyznawał, jak inni Grecy, bierność
myśli wobec czegoś „istniejącego”. Podstawą istnienia i racją bytu
uczynił subiektywną, zmienną myśl, różną u każdego poszczególnego człowieka, a jednocześnie wykluczając zmianę i
niebyt jako przeciwstawienie bytu, ustanawiał absolutną tożsamość niezmiennego,
nieśmiertelnego bytu, pod władzą zmiennego i śmiertelnego człowieka. Człowiek i
jego myśl jest częścią zmiennej przyrody, której Parmenides nie traktuje jako
bytu, ale od tej zmiennej myśli uzależnia niezmienny byt. Moim zdaniem jest to
wyraźna sprzeczność w rozumowaniu. I nawet, jeśli uwzględnimy tutaj
„sztuczkę myślową”, dodatek, klauzulę: „myśl, gdy nie jest w
błędzie, w treści swej nie jest różna od tego, co rzeczywiście istnieje”
to i tak wzajemne uzależnienie rzeczy i myśli istnieje, co nie może być prawdą,
bo rzeczy i myśl istnieją niezależnie od siebie, są zmienne i brak jest możliwości
osądzania i wyodrębniania jakie myśli są błędne, a jakie prawdziwe.
Zadziwiające, ile sprzeczności zawarł w swej teorii
bytu twórca teorii niesprzeczności. I zadziwiające, że wciąż pojawiają się
twierdzenia podobne do słów prof. Władysława Stróżewskiego: „Tak oto, już
na samym początku, zostało uzyskane możliwie najczystsze, a zarazem najbardziej
radykalnie pomyślane pojęcie bytu, istnienia. Myśl europejska nie rozstanie się
z nim nigdy; będzie przyświecało jej jako najwłaściwszy przedmiot myślenia
– a zarazem wezwanie do nieustannego zgłębiania jego tajemnicy.”
Cytat ten ze słynnego współczesnego filozofa jest dowodem jak głęboko
ugruntowana jest teoria bytu Parmenidesa w wiedzy współczesnej. Proszę zauważyć
w tym cytacie utożsamienie bytu i istnienia. Na jakiej podstawie? Zadziwiające,
jak zwyczajne błędy rozumnego myślenia uzyskują statut „tajemnicy”
i trwają w naukach i filozofii tysiące lat – „cogito ergo
sum” i eter Kartezjusza, „czasoprzestrzeń” i zasada zachowania,
Wielki Wybuch, teoria względności Einsteina, to kontynuacja tej
„tajemnicy”.
Istnienie jest zawsze (i może być tylko) istnieniem
czegoś i istnieniem jakimś. Istnienie jest byciem, czyli sposobem bycia.
Istnienie jest „własnością” i to nawet drugiego rzędu, czyli
własnością własności, bo wskazuje tylko obecność symbolizowanych przez nie
własności, jest warunkiem wielu innych warunków. Słówko „jest”
logicznie i semantycznie jest kwantyfikatorem egzystencjalnym, czyli po prostu
operatorem (a nie predykatem). „To jest”, czy „to
istnieje” wyraża prawdę przygodną, gdyż owo coś mogłoby „nie
być lub nie istnieć”. A więc istnienie czegoś lub istnienie jakoś, jako własność własności, stanowi
niesamodzielny ontycznie składnik bytu i jak każda własność (np. zmienność,
realność, idealność, wieczność, nieskończoność, proces, czy po prostu jakaś
ilość, czy jakość) nigdy nie może samodzielnie stanowić żadnego bytu. Istnienie
jestestwa przynależy do sfery możności i potencjalności, może zaistnieć, ale
nie musi. Istnienie jako takie nie istnieje, nie jest bytem, lecz cechą bytu i oczywiście należy do sfery
możności, bo może zaistnieć jako cecha takiego czy innego jestestwa, a nie
tylko bytu.
Parmenides w swoim poemacie PRAWDA I MNIEMANIE pisze
o koniach i dziewczynach, Słońcu i Księżycu, drogach i piaskach, kołach,
gwoździach itd. itp., czyli opisuje świat realny. I jednocześnie twardo narzuca
swoją prawdę, metodę epistemologiczną i sposób myślenia, czyli
„nawraca” innych. Pisze:
„4. A więc powiem ci, a ty słuchaj słów moich,
jakie drogi badania można jedynie pomyśleć. Pierwsze, że istniejące jest, i że
jest dlań niemożliwym, aby nie było. Jest to droga przekonania, która
towarzyszy prawdzie. Druga, że istniejące nie jest i że musi nie być. Tej
drogi, mówię ci, nikt nie może poznać, gdyż nie możesz ani poznać, tego, czego
nie ma – jest to bowiem niewykonalne – ani go wysłowić.
5. Pomyśleć bowiem i być jest toż samo.
6. Należy to powiedzieć i pomyśleć, że tylko to, co
jest, istnieje: może bowiem istnieć; a to co nie jest, nie może. To radzę ci
dobrze rozważyć, od tej bowiem pierwszej drogi dociekań wstrzymuję cię. Ale
także i od tej drugiej, po której błądzą w niewiedzy śmiertelni o dwóch licach,
gdyż bezradność kieruje błąkającymi się w ich piersi myślami. A oni wałęsają
się zarazem głupi i ślepi, bezmyślny i tępy tłum, dla których być i nie być
jest tym samym, i nie tym samym, i u których wszystko idzie drogą
powrotną”.
I dalej, i dalej piękne słowa i pełne ambiwalencji,
pełne sprzeczności twierdzenia i nakazy takiego i zakazy innego myślenia.
„Dlatego też wszystko, co śmiertelni przekonani, że jest prawdziwym (w
swym języku) ustalili, będzie czczą nazwą, więc stawanie się i ginięcie, byt i
niebyt, zmiana miejsca i zmiana błyszczącej barwy.” Piękny poemat,
skierowany jednak nie przeciwko „bezmyślnemu i tępemu tłumowi”,
lecz przeciwko Heraklitowi, który w tym samym czasie głosił zupełnie coś
odwrotnego, bo „zmianę” i stawanie się” i
„ginięcie”. Heraklit też myślał, czyli spełniał wymaganie
Parmenidesa z punktu 5.: „Pomyśleć bowiem i być jest toż samo.”,
ale ponieważ myślał inaczej należał do „bezmyślnego i tępego
tłumu”. Parmenides jest prawdopodobnie prekursorem naszej
„poprawności politycznej. W swojej „Prawdzie” nie wyjaśnił
czym jest zmiana, bo jeśli to, co jest, jest niezmienne, to czym jest to
wszystko na około niego, co bez przerwy się staje? Dopiero Arystoteles
chwiejnie, ale jednak, wpadł na pomysł, że zmiana jest tylko pozorną przemianą
niezmiennego bytu. Tak interpretował i tłumaczył Heinrich odpowiednie fragmenty
w „Powstawaniu i ginięciu” Arystotelesa. A jak interpretuje byt w
PRAWDZIE i MNIEMANIU Parmenidesa Wit Jaworski, za zgodą T. Sinki i L.
Sternbacha? „Byt jako coś, co jest niezmienne, uchwytny jest umysłem,
natomiast otaczający nas świat zewnętrzny, wieloraki i zmienny, należy do
niebytu”. No dobrze, ale jak to się ma do twierdzenia jednoczesnego
Parmenidesa, że
„7. Nigdy nie może być dowiedzionym istnienie
nieistniejącego. Ale ty wstrzymaj myśl od tej drogi badań.”
– czyli do jego twierdzenia, że „byt jest, a niebytu nie ma”?
Jak z tego widać, Wit Jaworski nie wstrzymał swej „myśli od tej drogi
badań”. „Bezmyślnego i tępego tłumu” nie bardzo można zmusić
do zalecanych dróg myślenia. Tłum wcale nie jest bezmyślny i każdy myśli jak
chce i trudno się spodziewać, aby tłum myślał jednakowo i to tak, jak sobie
tego życzył wielki logik i filozof. Hegel też się nie wstrzymał, uwzględnił
każde słowo Heraklita i ustalił, że „być i nie być, jest tym
samym”, „Byt, nieokreślona bezpośredniość jest faktycznie Niczym i
niczym więcej, ani niczym mniej niż Nic”. Tym samym Hegel obalił
Parmenidesa twierdzącego, że nie ma Nic, jest tylko czysty byt. Przeciwstawna
teza Hegla: „Byt, nieokreślona bezpośredniość (…)” jest tezą
„silniejszą” od rzekomo tautologicznej tezy Parmenidesa: „byt
jest (…)”, a więc, moim zdaniem, już Hegel ją obalił. Następnie
Heidegger poparł Hegla pisząc: „czyste bycie i czyste Nic są więc tym
samym”.
4.3. TNR jako zaprzeczenie koncepcji Parmenidesa.
TNR odkrywając świat intuicją, rozumem i
doświadczeniem, a nie tworząc go wątpliwą i niepełną świadomością (myślą),
znajduje, że żaden z wielkich, wyżej wspomnianych filozofów nich nie ma racji,
bo nie ma żadnego „czystego istnienia” i nie ma żadnego
„czystego nieistnienia”, istnienie i nieistnienie jest zawsze
czegoś i jakieś i musi MIEĆ jakąś siłę, jakąś „energię
metafizyczną”,
która nadaje mu to istnienie. A w TNR i ontologii materialistycznej każda siła
jest siłą materialistyczną. A więc nie ma JEDNI, świat jest dwoisty, JEST COŚ I
JEST NIC. I tu jestem zgodny jak najbardziej z Parmenidesem, TNR nie usiłuje
dowodzić istnienia nieistniejącego, lecz usiłuje dowieść, że Parmenides nie był
uprawniony ani przez rozum, ani przez zmysły, do twierdzenia, że NIEBYTU NIE
MA. Jest byt i jest niebyt i nie są to czcze nazwy, rzeczywistość istnieje bez
względu na nasze myśli.
Teza TNR zgodna z rozsądkiem, logiką i wglądem w
naturę rzeczywistości brzmi: jeśli BYT JEST musi być i NIEBYT! Byt implikuje niebyt i odwrotnie. Inną
kwestią jest, czym jest ten „niebyt” – jak go określić
– w jakiej formie – czy ma określone i jakie własności, oraz
wewnętrzną strukturę? NIEBYT jak na razie nie mieści się w granicach poznania
zmysłowego (poza teorią kwantu, która, moim zdaniem, poprzez stwierdzaną
nieciągłość energii i interwał = przerwę pomiędzy kwantami, jest naukowym dowodem
niebytu), jednakże niemożność poznania nie upoważnia nas do twierdzenia, że
„czegoś” takiego nie ma. Nie można zaprzeczyć
„obecności” czegoś, czego nie jesteśmy w stanie ujrzeć i dotknąć,
czy w inny sposób odczuć, nawet w wyobraźni i abstrakcji. Również dlatego, że
tylko kilka procent naszego umysłu jest zbadana, a dziewięćdziesiąt parę
procent są dla nas jakby „niebytem” nie uczestniczącym w naszych
możliwościach poznawania i ROZUMIENIA, tak siebie jak i świata.
Nie chodzi o to, czy „dla TNR jest ważne
uznanie możliwości niebytu w ogóle” – chodzi o ZASADĘ! TNR trzyma
się odkrycia Spinozy (a może kogoś znacznie wcześniejszego), że „każde określenie determinuje
zaprzeczenie”. Generalną zasadą TNR jest teza o komplementarności
przeciwieństw, (nawet wtedy gdy trudno nam się z tym pogodzić, czy mamy
trudności z dotarciem do nich i z ich zidentyfikowaniem). TNR badając konkretną
„siłę” wyprowadza z faktu jej istnienia obecność siły
przeciwstawnej, poprzez odwołanie się do powyższej zasady. Na tej samej zasadzie
astronomowie odkrywają niewidzialne planety, bo to wynika z ich obliczeń ! Jest
COŚ i dlatego, że jest coś – TNR musi stwierdzić, że JEST również NIC! Musi
to stwierdzać a priori. Trudności językowe i pojęciowe i logiczne będziemy
pokonywać – ale argumentów nie musimy szukać, bo mamy je w naszej
zasadzie komplementarności przeciwieństw, opartej na faktach! TNR nie musi i
nie potrzebuje powoływać się na doświadczenie śmierci, czyli czasowość bytu
ludzkiego, na dowód „nieistnienia’, na dowód istnienia NICOŚCI, na
dowód bycia niebytu – TNR ma dowód w istnieniu bytu! TNR jest jak
najbardziej realistyczna twierdząc, że „niebyt”
„istnieje”, jakoś jest obecny, nawet jeśli nie mamy adekwatnego
słowa na wyrażenie takiego istnienia niebytu. I nie ma tu żadnej sprzeczności,
ani zerwania z realizmem epistemologicznym – to Parmenides i jego
kontynuatorzy nie chcą uznać istnienia „przedmiotu poznania, który w swym
istnieniu niezależny jest od podmiotu poznającego”! TNR w oparciu o swą
zasadę generalną twierdzi: jest byt i jest niebyt – ich istnienie jest
obiektywne, niezależne od podmiotu poznającego i jego języka. Nicość jest dla
TNR takim samym niezależnym od podmiotu przedmiotem, jak inne przedmioty
poznania i TNR nie musi się powoływać na „niekonwencjonalne” stanowisko
– stanowisko TNR jest jak najbardziej realistyczne. TNR odchodzi od
utartych schematów myślowych. Ale śmiałość jej twierdzeń nie wynika z samej
niekonwencjonalności, ponieważ są one poparte stosownymi dowodami, a cały opis
koncepcji jest jak najbardziej spójny.
Parmenides stwierdzając „niemożliwość”
niebytu jednocześnie wielokrotnie stwierdza, że jego byt jest
„ograniczony” to znaczy „określony” i
„skończony” (on mówił nawet, że byt jest w kształcie kuli, co chyba
jest oczywistą pomyłką – chociaż współczesna teoria Hawking’a też
określa Wszechświat jako kulę). Ale nie o to chodzi, chodzi o to, że jego byt,
tak jak wTNR, był określony i skończony, co jest sprzeczne z większością jego
twierdzeń, że byt jest wieczny, bez początku i końca, nie ma przeszłości ani
przyszłości, no i twierdzeniem o niemożliwości niebytu. Jeśli byt jest
ograniczony, skończony i określony, to czym może być ograniczony, skończony,
określony? Przecież tylko niebytem – jeśli jest ograniczony, skończony i
określony, to nie jest nieograniczoną wiecznością i nieskończony bez początku i
końca, nieokreślony bez przeszłości i przyszłości.
Kontynuując krytykę i analizę teorii bytu
Parmenidesa, mówię i myślę: „byt jest” i mówię także: „bytu
nie ma”. Jeżeli mogę mówić: „bytu nie ma” i nie jest to
sprzeczne z semantyczną koncepcja znaczenia, to mogę również mówić:
„niebyt jest”. Jeśli zdanie „bytu nie ma’ jest językowo
akceptowalne, nie jest sprzecznością wypływająca ze struktury języka, to
możliwe są do przyjęcia i nie będą żadną sprzecznością zdania: „niebyt
jakoś egzystuje” – „niebyt jest obecny”, czy
„niebyt istnieje”? Zasada niesprzeczności mówi, że nie może być
tak, aby byt był niebytem – czy też, aby niebyt był bytem – ale ja
nic takiego nie mówię twirdząc, że „niebyt” ma jakąś egzystencję
wyraźnie odgraniczoną od bytu.
Wielu filozofów zastanawiało się czy w ogóle możemy
twierdzić o nieistnieniu czegokolwiek. Niektórzy z nich (np. Quine) znajdowali
sposoby, aby uprawomocnić wygłoszenie twierdzenia np.: „Złota góra nie
istnieje w żaden sposób”. Kwestia jednak wydaje się otwarta. Być może nie
możemy zaprzeczać istnieniu niebytu, bo w ogóle nie możemy zaprzeczać istnieniu
czegokolwiek. Już Platon pytał w Sofiście (240D) „o czym mówimy orzekając
nieistnienie?” – „jakoś istnieje coś, czego w żaden sposób
nie ma?” – czyli już Platon obalał Parmenidesa, ale dalej był
niekonsekwentny i ostatecznie go akceptował. No tak, o czym mówimy i na jakiej
podstawie możemy zaprzeczać istnieniu czegokolwiek?
Byt jest procesem, ciągłym stawaniem się, ale ja nie
przeczę temu, że „byt jest”. Chcę mieć prawo do stwierdzenia, że
„niebyt jest” również. „Niebyt” wykracza rzekomo poza
tzw. realność bycia, jest przeciwstawną siłą bycia, ale nie neguje tego bycia.
Jeśli przyjmujemy, że prawdą oczywistą jest, że BYT JEST i jednocześnie
przyjmujemy, że wszystko, co jest posiada swoje przeciwieństwo, to wypływa z
tego wniosek o istnieniu niebytu. Niebyt i byt są równoprawnymi składnikami
rzeczywistości. Byt jako aspekt rzeczywistości
ma charakter racjonalny (w tym sensie, że jest rozumowo pojmowalny), ale i
NIEBYT JAKO TAKI jest również rozumowo i nawet doświadczalnie pojmowalny, a
więc musi mieć również charakter racjonalny. Jest to jeszcze jeden argument na
rzecz tezy o jego istnieniu.
Takie sobie lekkie ustanowienie przez Parmenidesa i
następnie jego zwolenników i następców, że „NIEBYTU NIE MA” jest wg
mnie po prostu zwyczajną ODMOWĄ
DOŚWIADCZANIA niebytu, czyli ucieczką od CIERPIENIA, a to dlatego, że
doświadczanie niebytu jest zawsze związane z cierpieniem. Najwyższą formą
cierpienia jest doświadczanie niebytu, najłatwiejszym sposobem unikania tego
cierpienia jest uchylanie się od jego doświadczania twierdząc, że
„niebytu nie ma”. Jak wiemy Parmenides odrzucał wnioski wynikające
z doświadczenia, ale wiemy też z historii filozofii, że to jego stanowisko było
błędne i mamy, moim zdaniem, obowiązek wskazać źródła jego błędu również w
oparciu o doświadczenie zmysłowe.
Aby ostatecznie rozstrzygnąć kwestię braku
słuszności twierdzenia Parmenidesa „byt jest, a niebytu nie ma”
bliżej przeanalizuję relatywistyczną koncepcję prawdy. Dominująca, czy nawet
hegemonistyczna koncepcja „prawdy” Parmenidesa jest prekursorem,
moim zdaniem, kompromitującej koncepcji prawdy Protagorasa, że „wszystkich rzeczy miarą jest człowiek
– bytujących, że są, niebytujących, że nie są”. Niby jakie
prawo ma człowiek do decydowania co jest, a czego nie ma? To Parmenides
ustalił, że „byt jest, a niebytu
nie ma”, a nie „ustalał” tego byt i niebyt. Teza
Parmenidesa ma charakter konwencjonalny i nie została wyprowadzona z natury
rzeczywistości. Budowa prawdy musi być dostosowana do natury rzeczy, a nie do
„miary człowieka”. Według. „miary” bytu i niebytu, obie
te kategorie mają jednakowe prawo do istnienia. Parmenides określał wiele właściwości
bytu i przeciwstawiając je niebytowi znał częściowo właściwości niebytu, które
tutaj powtórzę:
„byt nie ma początku, bo z czegóż miałby
powstać – tylko z niebytu, a niebytu nie ma. Z tej samej racji nie może
mieć końca, a więc jest wieczny. Dalej jest ciągły, bo każda przerwa byłaby
niebytem. Jest nieruchomy i w ogóle niezmienny, bo mógłby zmienić się tylko na
niebyt. Jest niepodzielny, bo części bytu nie będąc już bytem musiałyby być
niebytem, nie ma w sobie różnic, bo to, co różne od bytu, jest niebytem. A więc
byt jest stały i jeden, jest przeciwieństwem stawania się i mnogości”.
Parmenides ustala tu antagonistyczne właściwości,
sprzeczność bytu i niebytu, zniesienie niebytu i zaprzecza procesowi stawania
się. Dlaczego byt o swoich właściwościach miał u Parmenidesa „prawo”
do istnienia, a niebyt o swoich właściwościach nie miał wg. niego prawa do
istnienia Czy twierdzenie „byt
jest, a niebytu nie ma” odzwierciedla strukturę rzeczywistości, czy
odwrotnie, nagina rzeczywistość do struktury i świadomości myśli? Otóż dla mnie
jest oczywistym faktem, że w ten sposób nie Parmenides jest posłuszny rzeczom,
lecz rzeczy zmusza do posłuszeństwa sobie i innym. Ja myślę inaczej i mam więc
prawo kwestionować jego wypowiedź, która stała się warunkiem i wzorcem
określania wizji rzeczywistości przez 2500 lat. TNR odmawia akceptacji twierdzenia Parmenidesa i wyraża pogląd, że
istnieją obie kategorie: byt i niebyt i posiadają one swoje treści i istotne
właściwości czyli odpowiedniki w rzeczywistości.
Znaczenie pojęcia można definiować tylko przy
użyciu innych pojęć, przede wszystkim
pojęć przeciwstawnych, odgraniczających, a więc znaczenie bytu określa m.in.
niebyt i odwrotnie. A co również ważne, pojęcia uzyskują znaczenia w dużej
mierze dzięki roli jaką odgrywają w prezentowanej teorii. TNR jest nową teorią
mającą swoje „prawdy konieczne”, która zmusza do wykraczania poza
dotychczas obowiązujące definicje i znaczenia. TNR, aby się zaprezentować jest
zmuszona wykraczać poza stary system pojęć obowiązujących od czasów teorii
Parmenidesa. Wbrew jego twierdzeniu powszechnie akceptowanemu: „byt jest,
a niebytu nie ma”, TNR twierdzi, że NIEBYT jest, a nawet, NIEBYT MUSI BYĆ.
TNR ujawnia teoretyczne sprzeczności koncepcji bytu
Parmenidesa z jej założeniami i dodatkowo odrzuca Jego stanowisko jako bardzo
szkodliwe, sprzeczne z rozumem, zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem zmysłowym.
DODATEK
Do rozdziału IV
Dialog z Łukaszem i Iwoną
Krytyka koncepcji bytu Parmenidesa stanowi
polemiczne jądro TNR. Podkreślić jednak raz jeszcze należy, że TNR przez cały
czas honoruje zasadę sprzeczności, która odnosi się nie tylko do całej
rzeczywistości materialnej, ale i do NIEBYTU – pustki, bezruchu,
nie-czasu, czyli również do rzeczywistości PUSTEJ, „niematerialnej”
w znaczeniu „nie zawierającej żadnej materii”. Wg TNR materialny
Wszechświat jest skończony, czasowy, ograniczony, nieograniczonym, pustym, ale
realnym niebytem.
Krytyczne stanowisko TNR w tej kwestii, samo z kolei
staje się przedmiotem ataków wielu z tych, którzy przywiązani są do
tradycyjnego obrazu świata. Jako przykład takiej żarliwej polemiki prezentujemy
dialogi jakie prowadziłem ze swymi korespondentami Iwoną i Łukaszem.
Łukasz stawiał zacięty opór przeciw tezie
głoszącej istnienie niebytu i pisał tak:
„Możliwe, że określone sformułowanie językowe
tez Parmenidesa sprawia, że stanowią one przeszkodę w porozumieniu się w
kwestii „istnienia” niebytu. Parmenides twierdzi, iż byt jest i
niebytu nie ma. TNR twierdzi, że byt jest i niebyt jest. TNR nie dostrzega w
swoich twierdzeniach o bycie i niebycie niemożliwości ich jednoczesnej
prawdziwości. Gdyby zmienić językowe wyrażenie tez Parmenidesa, to niemożliwość
współistnienia bytu i niebytu ukazałaby się wyraźnie. Byt Parmenidejski nie
jest konkretna rzeczą, nie jest określonym indywidualnym bytem, ale jest bytem
w ogóle, wykraczającym poza konkretyzację. Niebyt Parmenidejski nie jest
brakiem konkretnego obiektu, jest to brak czegokolwiek. Niebyt parmenidejski to
nic. Parmenides twierdzi, że skoro coś jest, to niemożliwe żeby było nic. TNR
twierdzi, że jest coś, i jest nic. Nie mam pojęcia jak coś takiego byłoby
możliwe.
Mam wrażenie, że byt utożsamia Pan z bytem
materialnym, zaś niebyt, z jakąś niematerialną istnością
Jeżeli chce Pan uznać istnienie czegoś niematerialnego, to wcale nie musi być to
określone mianem „niebyt”. Utożsamianie bytu z obiektami
materialnymi i tylko z nimi nie jest zwyczajem wszystkich filozofów (choć
niektórzy mieli ten zwyczaj np. marksiści). Można uznawać za istniejące inne
poza materialnymi obiektami, ale jeżeli uznajemy ich istnienie to również są
one bytami.”
Odpowiedź: Wybacz ale ja nie widzę różnicy w
rzekomo nowym sformułowaniu językowym tezy Parmenidesa że byt jest czymś a
niebyt jest niczym ! Tak, oczywiście byt jest czymś – a niebyt jest
niczym. Niebyt Parmenidejski nie jest brakiem czegoś konkretnego – jest
to brak czegokolwiek i tak samo jest wg. TNR – niebyt jest totalnym
brakiem czegokolwiek – jest niebytem – jest niczym – NICOŚĆ
JEST! Czym jest to nic, w jaki sposób się przejawia – to są dalsze
pytania. Jeżeli niebyt nie posiada żadnej struktury, jest totalnym brakiem
czegokolwiek, to tego typu pytania są nieuprawnione. Parmenides twierdzi, że
skoro coś jest, to niemożliwe żeby było nic – TNR twierdzi, że jest coś i
jest nic. A więc w tym nowym układzie językowym jak narazie nic się nie zmienia
– wg Parmenidesa JEST COŚ i NIE MA NIC, wg. TNR: JEST COŚ i JEST NIC.
Oczywiście, że BYT czyli to COŚ ja utożsamiam z
bytem materialnym, zaś niebyt z jakąś „niematerialną (bo pustą)
istnością” i wiem dobrze, że nie musi to być określane mianem
„niebyt” – nie musi, ale jest i moim zdaniem jest dobrze
określane, bo NIEBYT JEST PRZECIWIEŃSTWEM BYTU! Niebyt wg TNR nie jest
obiektem-bytem poza materialnym, nie ma natury duchowej, ani boskiej –
Bóg moim osobistym zdaniem wykracza poza byt i niebyt.
Twoim zdaniem, jeżeli przypiszemy niebytowi
istnienie, to stanie się on bytem. Tak Ty piszesz i tak z Parmenidesa rozumowania
wynika. A np. idee, istnieją, czy nie istnieją, są czy nie są
„bytami”? Dlaczego twierdzisz, że niemożliwe żeby nic było? Czy
egzystencja czy BYCIE jest przypisana do bytu i tylko i wyłącznie do bytu? A do
niczego, do NIC nie można przywiązać bycia? Zdaniem TNR naturą bytu jest
równowaga względna przeciwieństw i wobec tego istnieje również materia niezrównoważona
(np. cząstka ulegająca anihilacji), która nie jest bytem. Poza tym pamiętaj
cały czas, że nasz umysł jest „ułomny”, pamiętaj to o czym Iwona
pisała, że nasz umysł jest aktywny w zaledwie 10 % (u jednostek przeciętnych
10% półkul mózgowych działa, u geniuszy 30), a w 90 % jest nieczynny lub nie
użytkowany – coś tak jak z moim komputerem, ja go znam i używam chyba
zaledwie w 5 %!). Czy nasz umysł wszystko pojmuje? A co do „materialnych
obiektów” i „niematerialnych bytów”, czy my wiemy tak
dokładnie co to jest materia? I co to jest antymateria? Czyli czy wiemy bez
żadnych wątpliwości czym jest ten byt, co to jest to „coś”? Nie
wiemy, a jednak mówimy o tym, myślimy i twierdzimy, że jest. Jeśli nie wiemy
– jeżeli wiesz to napisz mi, czym jest materia? Jeśli nie wiemy co to
jest byt, to dlaczego upieramy się żeby od razu natychmiast dokładnie wiedzieć
czym jest NIEBYT??? I w jaki sposób się przejawia, jak on „jest”? A
jeśli esencje BYTU I NIEBYTU są całkiem odmienne, jeśli TREŚCI są całkiem różne,
to jakim cudem mają być „tym samym” tzn. mają być utożsamiane ze
sobą ?
Bardzo ważne jest BYCIE – czy odmienność
(odwrotność) niebytu od bytu polega na jego odmienności w zakresie esencji czy
egzystencji, czy i w tym i w tym? Heideggera studiuję dosyć uparcie i zaszedłem
już bardzo daleko, ale niestety, przy omawianiu naszego problemu filozofia
Heideggera okazuje się, wg. mnie, nieprzydatna. Omawia on wnikliwie problem
bycia bytu, porusza kwestię śmierci, ale jej nie rozwija. Czytania książki
„Bycie i Czas” jeszcze nie zakończyłem i daleko mi do tego.
Skończyłem tę pracę Younga o Heideggerze i bardzo mi się podobała. Ciekawym co
tam nowego o nim masz?
Myślę, że aby przybliżyć się do tych tematów Ty
musisz koniecznie przestudiować innych filozofów którzy utożsamiają byt NIE
TYLKO z obiektami materialnymi a przede wszystkim powinieneś dobrze
przestudiować filozofów, tzw. idealistycznych, którzy BYT niwelują prawie do
niebytu, bo twierdzą, że byt jest niepoznawalny i tylko jego przebłyski w
naszych wrażeniach i naszych kalkulacjach jako tako dają się zidentyfikować.
Jeśli tak mało wiemy o bycie, którego centrum się uczyniliśmy, to z pokorą
musimy przyjąć wszelkie trudności związane z pojmowaniem NIEBYTU.
TNR twierdzi, że jest COŚ i że jest NIC. Ty
dodajesz: „nie mam pojęcia jak coś takiego byłoby możliwe .” A ja
się Ciebie pytam co tu jest takiego niepojętego?? Przecież to jest normalne,
jest A i jest B! Że to B jest „puste”, że pod tym B kryje się coś
mało określonego, jakiś „antybyt”, czy „niebyt” czy
„nic”, że musimy wiele wysiłku zrobić, aby to B doświadczyć i jakoś
objąć zmysłami i rozumem, czy to jest takie „niepojęte” i
DLACZEGO???
Abyś nabrał trochę więcej zrozumienia dla
twierdzenia TNR, że „jest coś i jest nic” powinieneś, moim zdaniem,
odwiedzić np. jako wolontariusz, czyli nie odwiedzić, a popracować w szpitalu
na oddziale osób umierających (długo umierających np. miesiącami) i popatrzeć
trochę, jeśli nie współuczestniczyć w ich przechodzeniu w niebyt, w nicość.
„Niebyt absolutny jest czymś sprzecznym i
niemożliwym, jest tylko aktem negacji (przekreślającej) umysłu wobec
bytu.” (cytuję ten fragment
również by pokazać, jak w czasach współczesnych żywotna jest teoria bytu
Parmenidesa) – ale dlaczego, dlaczego??? Proszę mi to wytłumaczyć! Gdzie
tu jest sprzeczność? Co tu jest sprzeczne? Co tu jest niemożliwe??? Jeśli umysł
konstytuuje pojęcie bytu, to dlaczego nie ma prawa ustanowić pojęcia niebytu?
Poza tym nie chodzi o żadne ustanowienia rozumu, ale o realne istnienie. Rozum
może sobie ustanowić wiele, np. pięciometrowe krasnoludki, ale z tego jeszcze
nie wynika ich istnienie, tak samo jak z tego, że rozum Parmenidesa ustanawia
nieistnienie pustej nieskończoności, nie wynika jej nieistnienie. Czy tylko
umysł ustanawia byt i niebyt? Dlaczego Ty byś chciał sobie ułatwiać sprawę i
doszukiwać się już na tym poziomie „obiektów niematerialnych”,
chyba DUCHÓW I BOGA, czy tak aby nie
najłatwiej??
Łukasz odpowiada: Obecnie jestem przekonany,
że Parmenides nie miał racji. Nie brał pod uwagę perspektywy unicestwienia
człowieka, przez co nie dostrzegał współobecności niebytu i bytu. Śmierć jest
dla mnie koronnym argumentem za niebytem.
W Pańskiej krytyce Parmenidesa znalazłem jeden
trafny argument przeciwko Parmenidesowi i dwa chybione (prawdopodobnie
niedopracowane) i jeden słaby.
Trafne jest spostrzeżenie, że Parmenides sam myślał
o niebycie, choć twierdził, iż przedmiotem myślenia jest zawsze byt. Parmenides
broni się odróżnieniem myślenia autentycznego od myślenia pozornego (mniemania,
wniosków z poznania zmysłowego). Inaczej mówiąc Parmenides odróżnia myślenie w
sensie logicznym od myślenia w sensie psychologicznym. Niebyt jest dostępny
myśleniu rozumianemu psychologicznie tak, jak mamy jakieś pojęcie kwadratury
koła. Niebyt u Parmenidesa nie jest przedmiotem myślenia w sensie logicznym
tak, jak nie jest jego przedmiotem kwadratura koła. Odróżnienie przez
Parmenidesa myślenia autentycznego i pozornego w sposób gwarantujący
potwierdzenie tezy o bycie wydaje się jednak zbytnim ułatwieniem i sztuczką.
Źle sformułowany jest argument, w którym zarzuca Pan
Parmenidesowi sprzeczność logiczną głównej tezy. Sprzeczność logiczna w znanym
mi rozumieniu polega na tym, że ma miejsce koniunkcja zdania i zaprzeczenie
tego zdania np. „Niebo jest niebieskie i nieprawda, że niebo jest niebieskie.”
W tezie „Byt jest, niebytu nie ma” sprzeczności nie dostrzegam,
sprzecznym byłoby twierdzenie „Byt jest i bytu nie ma” (inaczej
mówiąc „Byt jest i nieprawda, że byt jest”), ale czegoś takiego
Parmenides nie twierdzi.
Argument w którym odwołano się do funkcji orzeczenia
jest, moim zdaniem, słaby. Nie można domniemywać, że jest niewłaściwym użycie
orzeczenia eksplikującego tylko treść podmiotu tak, jak w zdaniu „Byt
jest”. Taka eksplikacja jest poprawna logicznie („jest”
wynika z treści pojęcia „byt”) i może mieć praktyczną funkcję w
postaci informacyjnej nadmiarowości (redundancji) użytecznej w komunikacji.
Powtórzenie w orzeczeniu informacji zawartej w podmiocie nie jest przez to
uczynione bez powodu. Nie można Parmenidesowi zarzucać, że zrobił coś całkowicie
niezgodnego z duchem języka.
Odpowiedź: Prawo, teoria, stwierdzenie,
założenie Parmenidesa: „byt jest a niebytu nie ma” jest
nieudowodnione, jest „tautologiczne” i to nie ja, lecz wielcy
historycy filozofii (np. Tatarkiewicz) stwierdzają. Jeśli jest tautologiczne,
to nie znaczy, że jest prawdziwe, może być prawdziwe i może być nieprawdziwe.
Całościowe sformułowanie podawane przez Tatarkiewicza, a mianowicie:
„Trzeba z konieczności powiedzieć i myśleć, że tylko to, co jest,
istnieje. Bo byt jest, a niebytu nie ma” jest tautologiczne, nie wymaga
dowodu i samo siebie potwierdza. Myślę, że nie chodzi tu o sprzeczność
logiczną, ale o obiektywną nieprawdziwość takiego twierdzenia. Czy zdanie:
„niebo jest niebieskie bo niebo jest niebieskie” – jest
poprawne pod względem logicznym wg Ciebie? Podany przez Ciebie przykład jest
bardzo rygorystycznym przykładem sprzeczności, na którą w klasycznych wywodach
nikt chyba sobie nie pozwala, ale nieprawidłowości logiczne mają przecież chyba
całą gamę proweniencji. Parmenides powołuje się następnie na lingwistyczne
konieczności. Dlatego ja piszę, że tautologia jest nieistotna i również próbuję
odwoływać się do językowych niuansów dotyczących znaczenia słów. Chociaż nie
jestem kompetentnym filologiem i sprowadzam problem do mojego poczucia
słuszności. Czy słowo „jest” oznacza to samo, co słowo „istnieje”? Ale jeśli nawet
znaczenie słowa „jest” pokrywa się ze znaczeniem słowa
„istnieje” to, wg mnie, tautologia nie daje pojęcia o prawdziwości,
czyli nie jest lingwistycznie poprawna i już ten sam fakt powinien wystarczyć.
Na pewno moje sformułowania są za mało jasne,
niezbyt przejrzyste i trzeba tę krytykę Parmenidesa koniecznie poprawiać i
sformułować w taki sposób, aby uniknąć zarzutów. W twierdzeniu „byt jest,
a niebytu nie ma” ja też nie widziałbym sprzeczności gdybym mógł
jednocześnie mówić: „byt jest i niebyt jest”, bo są to dwa całkiem
różne jestestwa.
Wg. mnie nie chodzi o perspektywę
„unicestwienia człowieka”! I nie rozchodzi się o bliskość śmierci.
Sprawa jest bardziej ogólna i filozoficzna! Możliwość niebytu nie dotyczy tylko
człowieka.
Twoje twierdzenie: „Niebyt u Parmenidesa nie
jest przedmiotem myślenia w sensie logicznym” i Twoje porównanie do problemu kwadratury
koła JEST nie fair – jak Ty sobie wyobrażasz, że wielki filozof
ustanawiając niesłychanie ważne twierdzenie (byt jest, niebytu nie ma) NIE
MYŚLAŁ w sensie logicznym??? To Ty robisz z tego „ułatwienie” i
„sztuczkę” – ja twierdzę, że on się po prostu mylił!
Tautologia to tylko pozorne prawo logiczne, ale tak
po prawdzie to następna SZTUCZKA, bo nie przyczynia się do ZROZUMIENIA, bo nie
daje żadnej INFORMACJI, żadnego ZNACZENIA. Parmenidesa twierdzenie jest bez
znaczenia!
Jeśli chodzi o terminy i językowe ZNACZENIA to mam
ostatnio jeszcze inne wątpliwości – twierdzę, że np. słowo
„jest” posiada w różnych kontekstach zdaniowych wiele znaczeń.
Obszary znaczeniowe słowa „jest” nie są sobie tożsame. A wobec tego
niby dlaczego ja nie mogę powiedzieć NIEBYT JEST, jeśli to „jest”,
nie jest analogiczne do innego „jest”??? To „jest” przy
„niebycie” nie musi znaczyć dokładnie to samo, co przy
„bycie”! Trzeba więc wyjaśnić znaczenie słowa „jest” w
zdaniu „byt jest” i również w zdaniu „niebyt jest”.
A w ogóle nie rozchodzi się o język i problemy
semantyczne, lecz o „byt” i niebyt”! Jest, czy go nie
ma?”
Łukasz pozostał nieprzekonany – nic
dziwnego, taka potężna tradycja – ale Iwona lepiej sobie radziła ze
zrozumieniem TNR. Zacytuję
jeszcze ostatni list Iwony:
Iwona: Nieskończoność
– to, według mnie, coś nieograniczonego, bezkresnego, nie zamkniętego
żadnymi granicami. Jest to przeciwieństwo czegoś skończonego, a więc
ograniczonego, zamkniętego wewnętrznie i zewnętrznie. Obydwa pojęcia pochodzą
ze sfery abstrakcji, nie są to rzeczowniki w starszej tradycji „właściwe”,
czyli konkretne, które mają swoje „namacalne” odpowiedniki w
rzeczywistości, a więc rzeczowniki fizycznie definiowalne poprzez kategorie
przedmiotów będących denotacjami odpowiednich wyrażeń. Należy zaznaczyć przy
tym, że przedmiot rozumiany jest tutaj specyficznie. Należą one do kategorii
semantycznych denotujących własność przedmiotu np. skąpstwo, długość. Innymi
słowy, są to pojęcia nieprzedmiotowe, tzn. cechy, stany czynności typu: chód,
długość, sen, właściwość itp.
Nieskończoność to wg Słownika Języka Polskiego coś
bez końca, coś wiecznego, ciągłego trwającego wiecznie lub pojęcie matematyczne
„używane w różnych działach matematyki i logiki, oznaczające nieskończony
wzrost lub nieskończoną ilość, oznaczone odpowiednim symbolem” itp. Można
by tutaj negować taką definicję, że popada ona w tautologię, ponieważ w
wyjaśniającej stronie definicji używa się słowa, przy pomocy którego definiuje
się całe wyrażenie. Nie zapominajmy jednak o tym, że jest to definicja
słownikowa, a nie encyklopedyczna, wyjaśniająca.
Nieskończoności też nie jesteśmy sobie w stanie
wyobrazić, ponieważ jest nieosiągalna percepcyjnie, wiemy jednak, że takie
pojęcie istnieje (matematyka) i jest ugruntowane pojęciowo – jest
przydatne, a raczej nawet konieczne (np. przy dowodzeniu różnych twierdzeń
matematycznych). A przecież matematyka jest nauką ścisłą i nie można jej
zarzucać metafizycznych ciągotek.
Pojęcie nieskończoności jest językowo wtórne,
derywowane w stosunku do pojęć „nieskończony”. Jest zatem
właściwością, cechą stojącą w opozycji do „skończony”,
„zamknięty”, „ograniczony”.
„Nieskończoność” jest zatem wymiarem
ściśle definiowalnym, uzasadnionym, bardzo często używanym nawet w języku
codziennym (nieskończenie wielki – w znaczeniu olbrzymi). Stoi więc na
pograniczu metafory, czy też nakłada się na nią. „Nieskończoność” w
języku potocznym kojarzona jest więc z czymś wielkim, niepoliczalnym i takie
jest jej pole semantyczne. Konotuje się przede wszystkim „in plus”
·nieskończenie wiele gwiazd = czyli ogrom,
bardzo, bardzo dużo, nieskończoność spraw (do załatwienia) = mnóstwo i to
takie, że nie jestem się w stanie z tym uporać.
Zatem przedrostek „nie” nie przekreśla
istnienia czegoś, jedynie modyfikuje własności danej podstawy słowotwórczej.
Tyle odnośnie nieskończoności – sama
nieskończoność istnieje, tak samo jak i istnieje skończoność, dwa wymiary
wzajemnie się uzupełniające.
No dobrze, ale przecież miałam to porównać do
„niebytu”. Ale cały czas do tego dążę. Tak więc przedrostek
„nie” – jak już wspomniałam, wcale nie ogranicza podstawy słowotwórczej
do uzyskiwania semantycznego znaczenia „nieistnienia”. Modyfikuje,
albo raczej dodaje, uzupełnia znaczenie podstawowe rdzenia, czasami nawet
zmienia je radykalnie. Nie znaczy to jednak, że jest ono niedefiniowalne, a
więc nieistniejące. Po prostu istnieje w opozycji do swego
„pozytywnego” odpowiednika.
Per analogiam, możemy to samo powiedzieć o bycie i
niebycie. To znowu podobna sytuacja, choć może wydawać się bardzo
skomplikowana, gdyż wkracza w granice filozofii, a więc nauki, której jednak nie
uczą w szkołach powszechnych, do której trzeba dorosnąć i zdobyć podstawy
innych nauk, aby cokolwiek można było o niej powiedzieć, dołączyć się do
dyskusji, zabrać jakieś zdanie w podobnej kwestii.
Filozofia stanowiąca odrębną dziedzinę naukową
posiada własne metody badawcze, posługuje się swoim metajęzykiem, a więc
stwarza pojęcia i zarazem posługuje się pojęciami już istniejącymi na własny
użytek, nadając im nowe odcienie znaczeniowe lub modyfikując ich znaczenia.
„Niebycie”, „niebyt” w
obecnym stanie nauki są niepercypowalne, jednak przekroczenie pewnej
bariery naukowej, której jeszcze nie potrafimy przekroczyć, bo stoimy na zbyt
niskim poziomie technologicznym (naukowym) jest dla nas niewykonalne. Podobnie
było ze słońcem i kosmosem: gdy człowiek przekroczył granice
„ziemskości”, poleciał w Kosmos, zobaczył, że to nie tylko Ziemia,
ale i Księżyc, gwiazdy, inne księżyce i tak (nomen omen) w nieskończoność
poszerzyły się jego horyzonty myślowe, ujrzał „nieskończoność”
Kosmosu. Może i my w ten sposób ujrzymy kiedyś istniejący niebyt, a nie tylko
będziemy zajmować się nim apriorycznie, przyjmując jego istnienie za pewnik.
Kosmos przestał być jedynie sferą wyobrażeń, hipotetycznej definiowalności, ale
stał się realnym bytem, niewyobrażenie ogromnym, ale jednak czymś istniejącym.
To, co intuicyjne stało się definiowalne naukowo. Pojęcie niebytu – a
więc uznanie jego egzystencji można byłoby dla potrzeb TNR-u utożsamiać z
nicością Heideggera. Byt traktuje on ontologicznie, stawiając zarazem pytanie,
jaka jest podstawa istnienia wszelkiego bytu w ogóle, i na jakiej podstawie
jest on w ogóle rozumiany i zrozumiały. Heidegger traktuje byt ludzki w sposób
szczególny – jedynie człowiek jest świadomy swojego istnienia, troszczy
się o własne bycie. To nazwał egzystencją. Wprowadza tu termin Dasein, aby
odbiec od antropologizowania (do którego miały skłonność antyczne antropologie
ontyczne), nadając mu znaczenie konkretnego bytu ludzkiego, którego bycie wciąż
dzieje się i że jest „tak-a-tak”. Człowiek egzystuje tylko dzięki
temu, że rozumie siebie w tym swoim byciu. A dzieje się to dzięki nastrojom
(rozumianym ontologicznie, a nie psychologicznie), które warunkują bycie
człowieka, są sposobami na to bycie. Różnorodność nastrojów modyfikuje zarazem
właściwe jedynie człowiekowi bycie otwartym na bycie, zarówno jego własne, jak
i bycie innych bytów. Człowiek poddany nastrojom wybiera możliwości bycia.
Będąc już poddanym pewnemu nastrojowi, człowiek spontanicznie wybiera
MOŻLIWOŚCI swojego bytowania. Każdy inny byt napotkany przez człowieka staje
się dla niego oparciem do wybrania możliwości swego bytowania. Dominującym
nastrojem jest zawsze troska o całość swoich możliwości bycia w świecie. Istotą
bytu człowieka jest właśnie fakt, że jego bytowanie opiera się na zasadzie wyboru
możliwości. Jest on po prostu skazany na stały wybór możliwości. W przeciwnym
wypadku przestałby istnieć. I w pełni to rozumie.
Gdy człowiek traci grunt pod nogami i dominującym
nastrojem, jaki go ogarnia staje się trwoga, wówczas zaczyna sobie zdawać sprawę
z samego bycia wszelkiego bytu. Wówczas to nie potrafi znaleźć zrozumienia dla
własnych możliwości bycia w świecie tracąc tym samym grunt pod nogami i zaczyna
pojmować bycie wszelkiego bytu, byt jako taki . W obliczu trwogi zaczyna
człowiek pojmować bycie jako takie. Nastrój trwogi uznał Heidegger za
podstawowy, ponieważ zwraca uwagę człowieka jedynie na samo bycie, a nie bycie
w świecie, które staje się wówczas zagrożone. Brak oparcia to dla człowieka
koniec, to nicość. To śmierć. A śmierć to już zupełny koniec wszelkiego
bytowania, wszelkiej egzystencji. Heidegger dodaje, że trwoga odbiera nam mowę,
nie potrafimy wypowiedzieć, czego się boimy, nie potrafimy rozumnie myśleć
– nie jesteśmy więc zdolni do podejmowania decyzji i zarazem do zrozumienia
bycia w świecie, nie potrafimy też wyjawić przedmiotu naszego zatrwożenia a to
dlatego, że nie jest on żadnym bytem wewnątrzświatowym, ale że jest czymś
zupełnie odmiennym od wszelkiego znanego nam bytu. Zatem, skoro to coś jest
niewypowiedzialne, niewyrażalne i jednocześnie jest niczym, to możemy
stwierdzić, a jednak tego „niczego” doświadczamy, to jednak
„nicość” istnieje i jest obecna.
Wgłębiając się dalej w otchłań metafizyki Heidegger
dowodzi, że nicość stanowiąca coś przeraźliwego odpycha człowieka kierując go
tym samy do bytu. I to jest właśnie istota nicości. Człowiek może ją jednak
zrozumieć przekraczając granice codzienności bytowania – gdy zostaje on
pozbawiony możliwości dojrzenia bytów jako swojego oparcia bycia w świecie, a
byty jawią mu się jako takie. W tych niejako ekstremalnych warunkach człowiek
Heideggera staje w obliczu pojęcia bytu jako takiego. Zatem istota nicości: jej
pierwotna jawność w bezpośredniej konfrontacji z wszelakim bytem uświadamia
człowiekowi pojęcie bytu jako takiego.
Analiza Heideggera i jego NICOŚCI może odpowiadać
NIEBYTOWI TNR-u, który też jest niewypowiedzialny (jak do tej pory),
niepercypowalny, ale jednak jest. NIC i COŚ mają swoje wspólne źródło, zanim
COŚ uzyskało swoje miano, musiało wyłonić się z czegoś nieokreślonego, z
czegoś, co było NICZYM. Zatem COŚ i NIC mają wspólne źródła. Innymi słowy, NIC
to COŚ, tylko jeszcze nieokreślone. Cały problem tkwi właśnie w tej
nieokreśloności, gdyż blokuje ona możliwość podania konkretnej definicji, która
nie okazałaby się czystą tautologią.
NIC równoznaczne tym samym z niebytem, nie może nam
być dostępne poznawczo zgodnie z zasadami logiki. Bowiem nawet samo myślenie o
czymś warunkuje istotę tego myślenia – myślenia o czymś. I tutaj
odchodzimy od zasad czystej logiki – wg Heideggera to, że myślimy o bycie
w kategoriach logicznego rozumowania nie implikuje logicznego postępowania w
kwestii nicości, a więc niebytu. Bierze się to stąd, iż już sama niemożność
definiowalności esencji nicości jest dowodem na to, że nicość leży poza zasięgiem
codziennego myślenia.
Takie właśnie rozumienie NIEBYTU jako takiego
najlepiej koreluje z TNR-em, ponieważ daje podłoże do ustalenia wymiarów, w
jakich owo NIEBYTOWANIE w ogóle może stać się wyjaśnialne.
Sięganie w tej kwestii podłoża metafizycznego jest
poniekąd konieczne, jest ono nawet wymuszone współczesnym stanem wiedzy o
świecie. Należy dodać że pierwiastek metafizyczny w całym rozumowaniu nie
umniejsza wagi całego rozumowania, jedynie pomaga tłumaczyć takie zjawiska,
które w obecnym stanie wiedzy nie dają się zamknąć w ścisłych granicach
logiczno-matematycznych, a których niezaprzeczalność jest ewidentna. Mówiąc
prosto – są pewne zjawiska, o których wszyscy jesteśmy przekonani, że
występują one na 100%, jednak nikt nie ma pojęcia (naukowego), jak to się w
ogóle dzieje.
W tym liście tyle na temat niebytowania –
nicości. Studiuję nadal Heideggera, którego myśli, wydaje mi się, mogą być
ważnymi elementami dowodzącymi słuszność TNR.”
Iwona dała nam piękny wykład możliwości istnienia
niebytu na tle filozofii Heideggera i również swej wiedzy filologicznej, ale co
do „niemożności definiowalności”, to chyba jednak się pomyliła, bo
daliśmy sobie z tym, jako tako, radę.