Rozdział V

KRÓTKIE OMÓWIENIE TEORII BYTU INNYCH GREKÓW

5.1. Byt Heraklita.

Jednym z najważniejszych teoretyków bytu w starożytności i w całej historii filozofii był, moim zdaniem, HERAKLIT. Pomimo jego hasła wzmiankowanego na początku tej książki: „wojna jest ojcem i królem wszechrzeczy”, był chyba najbardziej bliskim protoplastą TNR. Wprawdzie jego „arche”, czyli zasadą, prawem rządzącym światem był ogień, ale jest on u niego w ciągłej i równej przemianie, jego „droga w dół i w górę jest jedna”, a więc jednak ponad ogniem obowiązuje wyższe prawo logosu, ROZUMU. Wszystko u niego się zmienia, nie ma nic trwałego, ogień zmienia się w powietrze, które spadając skrapla się w wodę i wsiąka w ziemię. Ziemia paruje, zmienia się w chmury i wraca do krainy ognia gdzieś tam w górze. Oprócz ognia nie ma nic stałego. Przeciwieństwa są naturą rzeczy, ale nie wykluczają się wzajemnie i nie znoszą, lecz łagodnie przechodzą jedno w drugie: noce i dnie, młodość i starość, życie i śmierć. Jego przeciwieństwa istniały jednocześnie (tak jak i przeciwieństwa TNR). Nie ma żadnych granic, wszystko jest względne, jesteśmy i nie jesteśmy zarazem – (Hegla i Heideggera: „czyste bycie i czyste Nic są więc tym samym” – to przecież ta sama myśl). Ale świat jest rozumny, logos rządzi, bo „ogień według miary się zapala i według miary gaśnie”. A więc ponad ogniem, trzeba mu tu przyznać sprawiedliwość, wyższą zasadą jest rozum. Rozum sprawia, że z przeciwieństw powstaje najpiękniejsza harmonia. Wprawdzie w oczy rzucają się wojny, spory i nieporządek, ale króluje „arche” (prawo) i „logos” (rozum). Mimo eksponowania ognia jako zasadniczego pierwiastka świata teoria Heraklita nie była antagonistyczna, a historia filozofii nie przywiązywała do tego aspektu należytej uwagi. Trzeba mocno się przyglądać by docierać do nieantagonizmu Heraklita, tym bardziej, że następna teoria Parmenidesa zawojowała myśli świata. Relatywizm Heraklita, zacieranie granic pomiędzy przeciwieństwami, oraz pomijanie elementów idealnych, których wtedy przed Platonem jeszcze nie dostrzegano, różni idee Heraklita z TNR. Chociaż jeśliby wysoko położone obszary ognia i spływający z „górnych swych siedzib” ogień zmieniający się w powietrze, a następnie wodę i ziemię, utożsamić z niebytem w równowadze względnej z bytem, HERAKLIT i TNR mają wiele podobieństw.


5.2. Byt Platona

Jądrem myśli Platona jest ontologia. W niej zaś najważniejsze są IDEE – byty usytuowane poza światem rzeczy dostępnych zmysłom. Idee są wieczne, doskonałe i ogólne. Platon określając byt odwołuje się do pojęcia morphe bytem jest dla niego idealna FORMA.

Idee nie są dostępne zmysłowemu poznaniu, ale są poznawczo osiągalne dla człowieka. To teza dyskusyjna, według innych idee są poznawczo niedostępne dla ludzi. Różnica pomiędzy bogami a ludźmi, polega na tym, że bogowie znają idee, a ludzie dążą do poznania idei. Platońska koncepcja poznawania idei jest związana z przekonaniami Platona na temat duszy ludzkiej. Platon wierzył w preegzystencję, nieśmiertelność duszy oraz reinkarnację. Dusza jest wieczna i odwieczna, istnieje przed narodzinami i po śmierci ciała, może też przechodzić przez liczne wcielenia. Z ideami bezpośrednio obcuje dusza, która nie jest związana z ciałem. Taką możliwość ma dusza przed narodzeniem i po śmierci. Połączenie duszy z ciałem ma charakter upadku poznawczego i moralnego. Dusza zostaje wcielona za karę. Połączona z ciałem dusza ma pośredni dostęp do idei poprzez rozum. Myślenie umożliwia przypomnienie sobie idei, z którymi obcowało się przed narodzinami. Takie przypominanie sobie idei jest możliwe jedynie u osoby, u której rozum pełni kluczową rolę w życiu wewnętrznym. Wymaga to osiągnięcia pewnej doskonałości psychologiczno-moralnej, polegającej na tym, że rozum panuje nad emocjami.

Idee są przedmiotami myślenia. Zmysły poznają konkretne, jednostkowe rzeczy materialne, a rozum poznaje ogólne idee. Z ideami mamy do czynienia w myśleniu, w którym koncentrujemy się na ogólnych prawidłowościach, a nie na cechach szczególnych. Matematyka jest dobrym przykładem takiego myślenia. W ogóle, nie jest specjalnie trudno pomyśleć sobie ideę. Niezwykłość pomysłu Platona nie polega na tym, że wymyślił on jakiś niezwykły przedmiot poznania. Niezwykłość ta polega na tym, że te idee, do których tylko myślą docieramy, których nie widzimy i nie słyszymy są u niego niezależnie istniejącymi bytami.

Idee są transcendentne wobec świata rzeczy zmysłowych. Te rzeczy zmysłowe to konkretne, spotykane w potocznym doświadczeniu obiekty np. dom w Atenach. Idee pełnią wobec owych rzeczy rolę doskonałych wzorców, od których rzeczy zmysłowe są zależne. Rzeczy zmysłowe łączy z ideami specyficzna relacja określana jako „partycypacja” – rzeczy zmysłowe partycypują w ideach. Charakter tej relacji trudno na podstawie dzieł Platona uznać za jednoznacznie określony. Rzeczy zmysłowe są niedoskonałymi „odbiciami” idei. Metaforycznie rzecz biorąc, rzecz zmysłowa ma się do idei tak, jak świetny projekt do wykonanego po partacku wyrobu.

To idee są dla Platona bytem. Tylko one prawdziwie istnieją. Są wieczne i niezmienne. Spełniają tym samym warunki postawione bytowi przez szkołę eleacką, której przedstawicielem był Parmenides. Rzeczy zmysłowe powstają, zmieniają się, giną. Dotyczy ich bardziej stawanie się, niźli istnienie. Z tej przyczyny rzeczy zmysłowe nie są prawdziwymi bytami, ale czymś w rodzaju złudzenia. Poznawcza koncentracja na rzeczach dostępnych zmysłom i uznawanie tych rzeczy za prawdziwe byty jest powszechnym błędem, przed którym Platon przestrzega swoich czytelników. Poznawanie rzeczy zmysłowych nie jest poznawaniem bytu, dlatego nie jest żadnym poznaniem.

Tworzywem, z którego zbudowane są rzeczy zmysłowe jest materia. Struktura tych rzeczy jest natomiast wyznaczona przez transcendentne idee, w których rzeczy partycypują. Koń jest zbudowany z materii według idei konia. Materii nie cechuje doskonałość typowa dla idei, dlatego rzeczy zmysłowe są mniej doskonałe od idei, dusza połączona z ciałem jest czymś gorszym od duszy z ciała uwolnionej, a poznawanie rzeczy zmysłowych jest błędnym poznaniem. Ten brak doskonałości jest u Platona skojarzony z brakiem bytowego charakteru – materia to niebyt. Mamy tu do czynienia z perspektywą odwrotną do materializmu, bo rzeczy zbudowane z materii są czymś pochodnym i zależnym od niematerialnych idei.

Byt IDEALNY Platona jest dlatego idealny, że jest „martwy”, nie zawiera akcji i napięcia, nie jest w ruchu, jego stan jest statyczny.

Wyglądałoby na to, że platonizm jest odwrotnością TNR, dla której byt to materia, a niebyt to pustka (brak materii), ale tak nie jest, albowiem w TNR niebyt i wszystkie idee stanowią również pewnego rodzaju wartości materialne, są idealnymi siłami, a wszystkie siły są materialne, dają materialne efekty.


5.3. Byt Arystotelesa

Byt Arystotelesa ma znaczenie różnorodne, wieloznaczne, ponad rodzajowe, i ponad gatunkowe – jest powszechnikiem bardzo ogólnym, ALE zawsze w ścisłej relacji do pojęcia metafizycznego jeszcze bardziej ogólnego o nazwie SUBSTANCJA! Bardziej ogólnego, bo myśliciel ustanawia dziewięć kategorii bytów, a tylko trzy poziomy pojęcia substancji, które znów ma wiele odcieni znaczeniowych. Z drugiej strony, gdyby pojęcie substancji było bardziej ogólne niż pojęcie bytu, to musiałyby istnieć substancje, które nie są bytami, a o takich u Arystotelesa nie wspomina. Jest w tym ujęciu bytu – jeśli ja je zgodnie z myślą Stagiryty formułuję, pewna sprzeczność – byt jest ponad gatunkowy, ponad rodzajowy, jest pojęciem powszechnym i ogólnym, ALE w relacji, czyli jest podporządkowany – SUBSTANCJI. Jednocześnie pomiędzy pojęciami bytu i substancji zachodzi stosunek równoważności zakresów: „jeżeli substancja każdej rzeczy jest jedna i to nie akcydentalnie, i jest bytem rzeczywiście istniejącym, wobec tego musi być dokładnie tyle gatunków Bytu ile jest gatunków Jedności.”[55] „Jedność” to przecież właśnie substancja. Wszystkie kategorie bytu powiązane są relacją do substancji, których znów jest wiele zależnych od różnych okoliczności lub właściwości, chociaż w zasadzie ustala trzy rodzaje substancji, dwie materialne i jedną nie podlegającą ruchowi. Aby ustalić dokładnie czym jest ta substancja, zarówno Arystoteles, jak i jego komentatorzy wiele piszą i wyjaśniają, ale sprawa staje się tym bardziej skomplikowana. Często też w omówieniach i podręcznikach o tym „skomplikowaniu” materii badawczej się wspomina. Byty mają znaczenie bytów i nazywają się bytami, są wielością bytową, bo wszystkie te przedmioty podlegają rzekomo tej samej definicji: substancją są konkretne rzeczy, samoistne byty o ogólnych własnościach wspólnych dla tej definicji, rzeczy złożone z materii i formy w „jedność”. Ale ta definicja nie jest prostą jasną regułą, bo substancją są wg. Stagiryty „rzeczy zmysłowe” – czyli MATERIA w określonej FORMIE złożona w jedność konkretnym połączeniem, które to połączenie jest oddzielnym aktem zwanym synolonem. Z jednej strony substancja to całość określonej i uformowanej materii. MATERIA, FORMA, synolon (nie przez wszystkich komentatorów wymieniany) ma być substancją. Ale następnie okazuje się, że każdy z tych elementów oddzielnie też jest substancją lub ma w sobie więcej lub mniej „substancjonalności”. Powstają HIERARCHIE. Materia jest substancją najsłabszą, synolon (akt jedności materii i formy) staje się substancją wyższego rzędu i FORMA substancją rzędu najwyższego. Stagiryta tworzy jeszcze inne hierarchie substancji, a następnie, poprzez  CZAS (definicja czasu: „liczenia zmiany w odniesieniu do przedtem i potem”) i RUCH (czyli poprzez teorie aktu i możności – akt jest wcześniejszy od możności) Arystoteles dochodzi do NIEBA i wielości substancji lub substancjonalności z nieba się wywodzących. Jego niebo i obiekty na nim nie były już złożone z ziemskich elementów tradycyjnych żywiołów (pierwiastków), czyli z OGNIA – POWIETRZA – WODY – ZIEMI, lecz były to ciała proste, których tworzywem był „piąty pierwiastek”, wieczny i niezniszczalny, ale jednak będący w ruchu. Ruch planet, Słońca i Księżyca, pochodzi od ruchu gwiazd, a ruch gwiazd ma zaś swą przyczynę w Pierwszym Poruszycielu. „(…) jest coś, co porusza jako nieporuszone, co jest wieczne, substancją i aktem czystym”. Pierwszy Poruszyciel jest interpretowany jako ośrodek energetyczny świata. Było przeto coś co wprawiało je w ruch, chociaż te byty niebiańskie były AKTAMI czystymi, nieruchomymi – był, bo musiał być, bo była taka konieczność, akt najczystszy i najprostszy: nieruchomy PIERWSZY PORUSZYCIEL. W ten sposób Arystoteles, pierwszy genialny „naukowiec”, który zerwał z religią i religijnymi MITAMI i stworzył SYSTEM „materialistycznej wiedzy”, znalazł konieczność Boga. Moim zdaniem Arystoteles był genialnym ARTYSTĄ, który dotarł jednak do BOGA, chociaż „Pierwszego Poruszyciela” nigdy Bogiem nie nazywał. Ale jego Bóg jest też pełen sprzeczności – jest czystą myślą, ale nie wie nic o świecie, którego „poruszenia” dokonał, czyli nie wie co myśli, bo myśli tylko o sobie, ale jest pełen MIŁOŚCI. (Mówili Grecy, że miłość to tęsknota do wyższych form istnienia i więzi między ludźmi, PHILIA, miłość braterska, przyjaźń, lub CARITAS, miłość będąca poświęceniem dla dobra innych ludzi; Grecy nazywali ją AGAPE). Więc BÓG jest pełen miłości tylko nie wiadomo do kogo, jest nieruchomym Pierwszym Poruszycielem, ale nie wie co porusza, bo jego myśl dotyczy wyłącznie siebie. Poruszył tylko jeden element – byt pierwszego nieba – i wprawił świat w ruch, bo następnie wszystko idzie samoczynnie, jeden element porusza drugi, drugi trzeci i tak w nieskończoność. Poruszył tylko BYT, a o niebycie „zapomniał”, a w każdym razie odżegnuje się od niego. Ale nie do końca, bo RUCH i CZAS Pierwszy Poruszyciel poruszył poprzez SPRZECZNOŚĆ pomiędzy możnością a aktem w bycie – które są sobie przeciwstawne – możność jest jeszcze „NIE-AKTEM”, a więc NIE-BYTEM aktu, a więc niebytem bycia bytu – między bytem zaś i niebytem istnieje „sprzeczność” – przeciwstawność zwana sprzecznością – czyli PRZECIWIEŃSTWO ANTAGONISTYCZNE – (takie ustanawianie „ruchu” przetrwało do Hegla – i trwa do dzisiaj. Wg. Hegla byt czysty i prosty jest jednocześnie niebytem, czyli swym przeciwieństwem, a ta sprzeczność w sobie „rozwiązuje się” stawając się – czyli negując się, niszcząc się.) Wynika z tego, że gdy naukowiec, filozof, prorok, nie miał żadnego lepszego pomysłu artystycznego, (np. nieantagonizmu przeciwieństw) chwytał się „sprzeczności” i wchodził nawet w kolizję z zasadą niesprzeczności. Arystoteles w tym wypadku, tworząc teorię „możności i aktu” miał do czynienia z NIEBYTEM, pomimo przyjęcia tezy Parmenidesa „byt jest, a niebytu nie ma”.

Arystoteles, wg. mnie, stwierdza, że rzeczywistość jest zbiorem określonych substancji. Substancja jest samoistnym bytem, czymś jednym i oddzielnym, konkretnym. Czyli rzeczywistość jest zapełniona bytami, określonymi istotowo swoimi własnościami ogólnymi wynikającymi z definicji i własnościami jednostkowymi, czyli przypadłościami. Pomiędzy substancją i bytem wg. tej interpretacji można postawić znak równości. Byt składa się z materii i formy. Postać istotowa bytu określa podmiot (podłoże) tego określenia. Czyli najpierw jest podmiot następnie określany istotowo. Tym podmiotem, podłożem jest tworzywo, czyli „materia pierwsza”, tak przez Arystotelesa nazywana. „Materia pierwsza” na skutek określenia jej przez postać istotową staje się substancją i bytem, bo na skutek przyjęcia istoty czyli formy urzeczywistnia się AKT tej materii, czyli jej dokonanie, złączenie (synolon). Wcześniej, przed przyjęciem postaci istotowej, „materia pierwsza” była tylko MOŻNOŚCIĄ (bierną), z której rozwinąć się mogły nawet wszystkie postacie istotowe, czyli wszystkie akty bytu, wszystkie substancje. I teraz komentator i tłumacz ksiązki pt. „Arystoteles – O powstawaniu i ginięciu” pisze to, czego następnie wcale nie uwzględnia:

„Arystoteles przyznaje, że istnienia „materii pierwszej” nie można udowodnić ani przez bezpośrednie doświadczenie, ani przez wnioskowanie, które by wychodziło z przesłanek empirycznych, gdyż „materia pierwsza” jako taka, czyli jako czysta możność, ani nie może być przedmiotem doświadczenia zmysłowego, ani nawet  NIE MOŻE ISTNIEĆ”.[56] (Podkreślenie moje)

Czyli „materia pierwsza” nie jest żadną materią, jest nazwana „materią pierwszą”, ale nie jest żadną materią, jest czystą możnością (wg. TNR siłą bierną, idealnie zrównoważoną, niebytem), czego komentatorzy nie zauważają, lub nie chcą zauważyć. Do pojęcia „materii pierwszej” dochodzi się przez analogię: jak bowiem drewno jest tworzywem, które przyjmując na przykład kształt łóżka staje się łóżkiem, tak „materia pierwsza” przyjmując postać istotową (formę) staje się substancją (bytem), ta zaś z kolei jest podłożem, czyli podmiotem własności dodatkowych, czyli przypadłości. A więc podmiotem z którego powstaje substancja jest „coś” co nie może istnieć, czyli coś czego materialnie nie ma, co nie zawiera materii. „Materia pierwsza” nie jest tworzywem materialnym, tworzywo dopiero z niej powstaje. Rzeczywista materia powstaje z „materii pierwszej”, która nie jest materią, nie jest ciałem, nie jest rzeczą, ani substancją, ani bytem. Co to może być? Tylko niebyt. NICOŚĆ. Ale komentatorzy nie chcą tego zauważyć.

Arystoteles mówi, że materia pierwsza jest możnością, czyli tym, co może i być i nie być czymkolwiek[57]. Być tym, co może nie być czymkolwiek.

Wobec takiej sytuacji wszystkie dalsze spekulacje autora wprowadzenia do książki Arystotelesa pt. „O Powstawaniu i ginięciu” są jak najbardziej nieuprawnione.

„Arystoteles uważa za rzecz oczywistą, że w przyrodzie jedne rzeczy powstają inne zaś niszczeją. Powstawanie zaś jest początkiem istnienia czegoś, co przedtem nie istniało, niszczenie zaś jest końcem istnienia czegoś, co przedtem istniało. Jednakże byt, który powstaje, nie powstaje z czystego niebytu, ani byt, który niszczeje, nie obraca się w czysty niebyt. Powstawanie bowiem i niszczenie jest właściwe bytom, które są złożone z materii i formy, a przeto powstawanie polega na tym, że w tworzywie materii pierwszej urzeczywistnia się forma, czyli postać istotowa bytu powstającego, niszczenie natomiast polega na tym, że w tworzywie materii pierwszej ginie postać istotowa bytu niszczejącego.”[58]

Jest to interpretacja absolutnie niezgodna z tym co ustaliliśmy wcześniej. „Materia pierwsza” nie posiada postaci istotowej, a więc nie może ona w niej ginąć.

Arystoteles odróżniał powstawanie w znaczeniu właściwym, czyli zupełnemu, od powstawania czy raczej stawania się częściowego, czyli stawania się pod pewnym względem i przeciwstawia sobie te dwie fazy rozwoju bytu – a autor tego komentarza nie bierze tego zasadniczego faktu pod uwagę.

„Materia pierwsza” nie jest tworzywem złożonym z materii i formy, jest czystą możnością, jest czymś co materialnie nie istnieje. „Powstawanie” nie jest „właściwe” bytom, które są złożone z materii i formy, bo to są już byty, które już powstały i dalszy ich rozwój, jest tylko ZMIANĄ (ruchem), jest rozwojem złożoności, a nie „powstawaniem”. Powstaniem to jest właśnie ten bezpośredni skok w stan BYCIA ze stanu NIE BYCIA i ten skok tworzy dopiero złożoność „materii i formy”. Widzieliśmy jak wg. Arystotelesa powstaje substancja: „czysta możność” („materia pierwsza”) nabywa istotę i to jest ten skok, to jest powstanie bytu.

„(…) przy powstawaniu i niszczeniu nie ma przechodzenia przez stopnie pośrednie między nie być i być, w wypadku powstawania, lub między być i nie być, w wypadku niszczenia”

Gdy byt złożony już jest z materii i formy, przeistaczanie się go jest przechodzeniem przez stopnie pośrednie, bo jest po prostu nabywaniem NOWEJ FORMY.

„Postać istotowa bytu powstającego może się urzeczywistnić w danej części materii pierwszej tylko przez unicestwienie postaci istotowej bytu niszczejącego, postać istotowa bytu niszczejącego może być unicestwiona tylko przez urzeczywistnienie postaci istotowej bytu powstającego.(…) „Materia pierwsza” jest niepodzielna i nie ma żadnych części, ani postaci istotowej – ten fragment interpretacji może się odnosić do „substancji” i bytu już istniejącego, a nie do materii pierwszej, i opisuje nie „powstawanie” bytu, lecz jego przeistaczanie, przeformowanie. „Dzieje się przeto tak, jak gdyby postać istotowa jednego bytu ustępowała miejsca postaci istotowej drugiego” – i oczywiście tak właśnie się dzieje i błędny jest zarówno wcześniejszy opis, jak i dalszy wniosek komentatora, że:

„Wszakże postać istotowa bytu powstającego nie przychodzi do materii pierwszej od zewnątrz, lecz wyłania się ze stanu możności materii pierwszej, postać zaś istotowa bytu niszczejącego nie odchodzi w nicość, lecz wraca do stanu możności materii pierwszej (…)”

bo, jak poprzednio czytaliśmy, Arystoteles pisze coś przeciwnego:

„(…) w materii pierwszej są wszystkie postacie istotowe w MOŻNOŚCI. Inaczej mówiąc, materia pierwsza jest możnością, lecz jedynie MOŻNOŚCIĄ BIERNĄ. Oprócz możności biernej jest również możność czynna, która przysługuje nie tworzywu, lecz przyczynie, która zdolna jest urzeczywistnić w tworzywie odpowiedni akt.”[59]

Czyli możność jest czystą możnością co znaczy, że nie ma nic wspólnego z „postacią istotową”, dopiero ją „nabywa” i czytaliśmy, że jest „jedynie możnością bierną” (możność czynna przysługuje tylko przyczynie), a więc postacie istotowe muszą pochodzić z zewnątrz i wracać na zewnątrz, czyli przychodzą i odchodzą w nicość – bo przecież „materia pierwsza” jako taka, czyli czysta możność, „(…)ani nawet nie może istnieć”, czyli jest nicością.

Formalnie i ogólnie Arystoteles trzymał się powszechnie wtedy i DZISIAJ obowiązujących dogmatów, że „byt jest, a niebytu nie ma” i że „z niebytu nie może powstać byt” i pisał nawet w ten sposób, ale jednocześnie w szczegółach wyłamywał się z tej konwencji. Trzeba tylko CHCIEĆ to zauważyć, na dowód pozwolę sobie przytoczyć jeszcze następujące cytaty z jego dzieła „O powstawaniu i ginięciu”:

„A teraz zaś trzeba krótko powiedzieć, że w pewnym znaczeniu (rzeczy) powstają z prostego niebytu, w innym natomiast znaczeniu z czegoś, co istnieje zawsze.” [60],

„(…) a ponadto, czego się ciągle obawiali pierwsi filozofowie – powstawanie (musiałoby polegać na wyłanianiu się ) z uprzedniego niebytu.” [61]

„Arystoteles nie wymienia imion tych filozofów. Wszyscy oni wyraźnie lub domyślnie przyjmowali zasadę, że byt nie powstaje z niebytu, gdyż bez takiego założenia filozofia nie mogłaby się zacząć. (A niby dlaczego? pytanie autora TNR) Empedokles tak wyraził tę zasadę: „Nie może bowiem coś powstawać z czegoś, czego zupełnie nie ma – i jest niemożliwe i niesłychane by to, co jest, zginęło” [62].

„Wypada przeto zająć się w miarę możności tymi sprawami, a mianowicie, co sprawia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie, i to powstawanie w znaczeniu właściwym jak też powstawanie pod pewnym względem”[63]

Z tych słów Arystotelesa wynika, że był on protoplastą TNR, która twierdzi, że powstawanie dokonuje się ustawicznie i to powstawanie w znaczeniu właściwym, czyli że ustawicznie powstaje byt z niebytu. Co sprawia, że tak się dzieje? Niestety Arystoteles nic więcej na ten temat nie napisał, czyli nie zajął się „tymi sprawami” i dopiero TNR się tym zajmuje i odkrywa, że tą przyczyną „co sprawia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie” jest  ASYMETRIA ISTOTY BYTU, czyli równowaga względna przeciwieństw.

„Powstawaniu w znaczeniu właściwym, czyli zupełnemu, Arystoteles przeciwstawia powstawanie czy raczej stawanie się częściowe, czyli stawanie się pod pewnym względem”.[64]

Tutaj komentator zauważył i rozróżnił wreszcie podstawową myśl filozofa, ale nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji.

„(…) co jest przyczyną tego, że powstawanie jest czymś ciągłym, skoro, to co niszczeje odchodzi w niebyt, niebyt zaś jest nicością? Niebyt bowiem nie jest ani czymś, ani jakimś, ani tak a tak dużym, ani gdzieś. Skoro więc zawsze coś z bytów niszczeje, to dlaczego właściwie wszechbyt nie uległ dawno zagładzie i nie zniknął, jeżeli właśnie to, z czego każde z powstających powstaje, było ograniczone? Nie dlatego więc, że to z czego powstaje, jest nieograniczone, wszechbyt nie ulega wyczerpaniu. To bowiem jest niedorzeczne. Nic bowiem nie jest nieskończone w dokonaniu, jest natomiast nieskończone w możności (…)”

„Nie ma zaiste żadnego znaczenia, czy przyjmiemy te, czy inne tego rodzaju pary.(…) Przechodzenie przeto w niebyt w znaczeniu właściwym jest niszczeniem w znaczeniu właściwym, przechodzenie natomiast do bytu w znaczeniu właściwym jest powstawaniem w znaczeniu właściwym”. [65]

A te powyższe dwa cytaty z „Powstawania i ginięcia” Arystotelesa TNR mógłby żywcem, jota w jotę, powtarzać jako swoje dociekania.

„(…) powstawanie jest drogą od nieistnienia do istnienia. I ten byt powstaje po prostu, który otrzymuje takie istnienie, które nie jest uzależnione od innego istnienia. To bowiem co istnieje, nie staje się. Dlatego to co już jest, nie może powstawać po prostu. Te przeto byty, których istnienie jest uzależnione od innego istnienia, nie powstają po prostu, lecz jedynie pod pewnym względem.”[66]

Wszystkie wyżej podane cytaty z Arystotelesa „O powstawaniu i ginięciu” dowodzą, że Arystoteles wiedział co pisze, a pisał o istnieniu niebytu i powstawaniu bytu z niebytu, ale poddawał się obowiązującemu dogmatowi Parmenidesa o nieistnieniu niebytu, a komentatorzy nie chcą tego widzieć, zasłaniając się skomplikowaną materią badawczą.

Fakt i sposób istnienia świata kwestionuje dogmaty „niebytu nie ma” i „z niebytu nie może powstać byt”. Trudność polega na teoretycznym wyjaśnieniu procesu wyłaniania się bytu z niebytu. Pokazać, czy tylko pomyśleć, jak to się dzieje, oto jest sztuka. Ale sztuki te są przecież dobrze znane: chociażby dzisiaj trzy powszechnie obowiązujące:

BÓG i AKT STWORZENIA,

„Pierwsza Przyczyna” (Nieruchomy Poruszyciel),

„Wielki Wybuch”, w którym załamują się wszelkie zasady i teorie fizyki.

Przecież wszystkie te opisy mówią o powstaniu bytu z niebytu. Tylko żadnej z nich nie można zaliczyć do realizmu krytycznego, są to opowiadania o cudach. Dopiero TNR jest racjonalnym opisem powstawania świata.

Pierwszą ZASADĄ BYTU i PRZYCZYNĄ miała być w metafizyce  Arystotelesa relacja bytów (poprzez materię i formę) z SUBSTANCJĄ i substancja jako taka, ale tworząc wiele kategorii bytu i wiele hierarchii substancji, oraz zakładając „sprzeczność” bytu i niebytu, Arystoteles pogubił, wg. mnie, i zasadę i przyczynę. W ten sposób ontologia Arystotelesa staje się, moim zdaniem, ambiwalentna, czy nawet nieczytelna.

Wiele elementów ontologii Arystotelesa można by pogodzić z teorią bytu TNR, np. gdyby podstawić pod „substancję”, nasze pojęcie, „RÓWNOWAGĘ względną esencji” i uczynić ją jedyną zasadą i przyczyną. Bardzo wiele z jego teorii bytu pasowałoby jak ulał do TNR, no ale trzeba by uhonorować „byciem” NIEBYT (pustkę, wieczność, bezruch), a BYT uszczęśliwić nieantagonizmem.

„Nauki” Arystotelesa ulepszane w szczegółach, ale nie zmienione w zasadniczych jego stwierdzeniach przetrwały do dzisiaj, szczególnie w tomizmie, hegliźmie i następnie w marksizmie, który z kolei przenika wieloma kanałami do liberalizmu i postmodernizmu. Jeden z profesorów filozofii napisał mi, że nie można „obalić” Parmenidesa (ani marksizmu), bo w filozofii egzystują nawet kompletni idioci – moim jednak zdaniem, można udowodnić, że 2x2=4 i można wyrażać przekonanie, że kicz jest kiczem, a dzieło sztuki jest DZIEŁEM SZTUKI. W każdym razie trzeba próbować oddzielać ziarno od plew, i nie tylko „trzeba”, ale należy to do naszych obowiązków.

Tak przedstawia się w dużym skrócie ontologia Arystotelesa.


5.4. Podsumowanie

Najważniejszą dla nas sprawą jest stosunek Greków w ich teoriach bytu do przeciwieństw. I, moim zdaniem, zdaniem amatora, a nie historyka filozofii, kwestia ta wygląda następująco: Przeciwieństwa, pomiędzy którymi były „największe” RÓŻNICE wg Greków (na ogół taki stan rzeczy utrzymuje się w większości zróżnicowanych teorii starożytnych), stanowiły przeciwieństwa antagonistyczne, a różnice mniejsze (nie powodujące antagonizmu) stanowiły stany pośrednie między przeciwieństwami. Ponieważ przeciwieństwo antagonistyczne powstaje na skutek największej RÓŻNICY pomiędzy nimi, różnica ta jest różnicą skończoną i dlatego przeciwieństwo może mieć tylko jedno swoje przeciwieństwo. Ale między przeciwieństwami antagonistycznymi możliwe są stany pośrednie układu przeciwstawnych sił (przeciwieństw). Stany pośrednie wywołują OPOZYCJE. W czasie przechodzenia od jednej opozycji do drugiej powstają inne stany pośrednie. Między zjawiskami, które nie są opozycjami, niemożliwe też są stany pośrednie.

Arystotelesprzyją za oczywiste, że rzeczywistość stosuje się do zasady wykluczania przeciwieństw. Niby odróżnił przeciwieństwo od negacji, ale obalił wszelkie argumenty, że przeciwieństwa mogą występować łącznie, czyli ustalił ich antagonizm (czyli zdaniem TNR nie odróżnił przeciwieństwa od negacji). Rzecz pojmował nie jako wielość przeciwstawnych ze sobą przeciwieństw, ale jako indywiduum o niesprzecznej tożsamości. Owo indywiduum przyjmowało różne postaci i ulegało zmianom, gdyż dążyło do aktualizacji swej istoty i formy w kierunku ich jak największej doskonałości.

Moim zdaniem, zarówno Grecy jak i ostatnio marksiści nie umiejąc sobie poradzić w końcowej analizie rozwoju bytu z logiką faktów, do wyjaśniania wszystkiego posłużyli się KATEGORIĄ filozoficzną „dostatecznie mglistą”[67] czyli „DIALEKTYKĄ „. W miejsce „Deus ex machina” wstawiali dialektykę. W „wojnie” i „jedności” przeciwieństw (antagonistycznych) widzieli punkt OMEGA, zamiast szukać i znaleźć dwoistość rzeczywistości, równowagę i nieantagonizm.

TNR zgadza się z koncepcją Greków dotyczącą przeciwieństw, poza przypisywaniem przeciwieństwom zasady ANTAGONIZMU. W rozumieniu TNR przeciwieństwa są nieantagonistyczne. Byt zawiera w sobie przeciwstawne SIŁY, różnice rzeczowe, OPOZYCJE, przeciwieństwa, które zawsze i w każdym bycie znajdują się w jakimś „największym napięciu”. Różnica przeciwieństw zawsze musi być możliwie „największą różnicą”. Albowiem, jeśli stanowią jakąkolwiek różnicę sił, to w konkretnej sytuacji i konkretnym momencie różnica ta musi osiągać najwyższą wartość. Nie mamy przecież żadnej skali porównawczej co do tego jakie inne mogłyby być – opozycje są w ruchu, korelują ze sobą bez przerwy, ścierają się ze sobą, różnice są mniejsze lub większe, ale w danym konkretnym momencie te opozycje są zawsze „największe” (i najmniejsze) z możliwych, bo nie mogą być jednocześnie większe i mniejsze, muszą być takie jakie są, w danej chwili – a muszą być i są możliwie „największe”, czyli wg. nich powodujące antagonizm (negację). Twierdzenie Greków dotyczące istnienia „stanów pośrednich”, w domyśle stanów nieantagonistycznych, jest zaprzeczeniem ich teorii antagonizmu przeciwieństw. Stan danego bytu jest w danej chwili JEDEN – i taki jaki jest, wyraża „największą różnicę” w danej chwili. „Stan pośredni” może być „największą różnicą”, a „największa różnica” może być stanem pośrednim, bo tylko jeden stan NAPIĘCIA przeciwstawnych sił w danym bycie jest w danej chwili. Teoria Greków ma na celu ustanowienie antagonizmu przeciwieństw jako zasady i „stanów pośrednich” jako usprawiedliwienia widzianego przez nich również nieantagonizmu przeciwieństw. Jest to błąd logiczny, moim zdaniem, antagonizm pojawia się tylko wyjątkowo – jest to tylko ludzka błędna interpretacja rzeczywistości. Aby być, opozycja przeciwieństw musi egzystować w równowadze względnej.

Taka jest w dużym skrócie ontologia starożytnych Greków.



[55] Arystoteles (1998) Metafizyka Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin, księga γ

[56]Arystoteles (1981) O powstawaniu i ginięciu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa s.VII - VIII

[57] tamże, s. 74 i 123

[58] tamże, s. IX

[59]Arystoteles (1981) O powstawaniu i ginięciu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa str.VIII - IX

[60] tamże, s. 14

[61] tamże, s. 15

[62] Parmenides z Elei (1992) ‘O prawdzie i mniemaniu,’ w: Wit Jaworski W kręgu przedsokratyków, Wydawnictwo. Miniatura, Kraków, s.56

[63] tamże, 15 j.w. 

[64] tamże, przypis s. 93

[65] Arystoteles (1981) O powstawaniu i ginięciu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa s.16 - 17

[66] tamże, s.93

[67]określenie za Popper, Karl R. (1993) Społeczeństwo Otwarte i Jego Wrogowie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, t 2, s147