Rozdział VI

KRÓTKIE OMÓWIENIE TEORII BYTU MARKSIZMU.

Źródłem marksizmu jest filozofia Hegla. Kwintesencją wniosków wielkiego filozofa była tzw. TRIADA, dialektyczny trójstopniowy rozwój myśli, a zarazem całej rzeczywistości: teza, jej zaprzeczenie: antyteza i ich jedność na wyższym poziomie, SYNTEZA, jako punkt wyjścia do nowej triady. Teza i antyteza są „sprzeczne”, negują się wzajemnie, znoszą się, tworząc jedność syntezy. TNR widzi w tym rozumowaniu błąd sztuki, gdyż synteza nie jest jednością tezy i antytezy, lecz nową tezą. Jedność nigdy nie jest możliwa gdyż teza i antyteza nigdy nie są równe i zniesienie poprzez zrównoważenie nie jest możliwe, bo ścieranie (ruch) musi trwać nadal. Gdyby teza i antyteza były równe i gdyby nastąpiło ich zniesienie, pozostał by nie punkt wyjścia do nowej triady, lecz pozostałaby nicość, zero, A +(- A) = 0. Zero nie jest nową tezą i nie może być punktem wyjścia do nowej triady. A więc twierdzenie o znoszeniu się tezy i antytezy jest nieuprawnione i twierdzenie o powstawaniu syntezy jako jedności i punktu wyjścia do nowej triady nie jest logiczne.

Dzieła Hegla wypełnione są przykładami antagonistycznych przeciwieństw. Jednym z nich jest konflikt Sokratesa z opinią publiczną Aten, w wyniku którego filozof został skazany na śmierć. Konflikt ten opisuje Hegel w „Wykładach z historii filozofii”, a ja dla przybliżenia czytelnikowi problemu pozwolę sobie przytoczyć ten przykład .

Jedną ze stron konfliktu jest Sokrates – reprezentant poglądu, że do dobra dociera się poprzez myślenie. Dla tego filozofa prawy sposób bycia nie wynika z bezrefleksyjnego przyjmowania norm, które kierują postępowaniem współobywateli, które kierowały działaniami ich ojców i dziadów. Sokratesowi nie wystarcza tradycja, chce on do cnoty dojść własnym myśleniem. Gdy wdaje się z innymi w rozmowy o moralności, to uwydatnia wszystko, co jest wątpliwe w tradycyjnych poglądach dotyczących dobra. Działając w ten sposób, pobudza siebie i rozmówców do aktywnego, myślowego poszukiwania właściwych rozwiązań moralnych. Nie jest to z jego strony zachęta do subiektywizmu, do dowolnego decydowania o tym, co jest dobre. Sokrates jest zwolennikiem istnienia obiektywnego dobra, ale nie chce, aby było ono przyjmowane „na wiarę”.

Chce, aby każdy dochodził do dobra poprzez indywidualny namysł. Zamierzeniem Sokratesa nie jest reforma obyczajowości ateńskiej, lecz to, aby prawy obyczaj wywodzony był rozumowo. Sokrates jest dla współobywateli przestępcą, bo obyczaje ateńskie są świętością i wzbronionym jest poddawać je myślowym eksperymentom. Lud ateński wie, że obyczaje i religia są tym, co stanowi o trwaniu i tożsamości Aten. Nie ma jeszcze sfery państwowości, która jest niezależna od obyczajów i religii. Nowoczesne państwa deklarują wolność słowa i (na ogół) nie karzą nowoczesnych Sokratesów, bo taka niezależna państwowość istnieje. W starożytnych Atenach poddawanie obyczajów jakiemukolwiek osądowi było zagrożeniem dla państwa. Za zwróceniem się przeciw Sokratesowi przemawiała ta ważna racja. Filozof chciał poddać pod osąd jednostki to, co wobec niej zewnętrzne i od niego niezależne. Sokrates podkreślał autonomiczność ludzkiego podmiotu i ludzkiego wnętrza. Szukał dobra na drodze rozumowej, a decyzje podejmował kierując się wewnętrznym głosem. Przeciwstawiało się to tradycji, w której dobro jest tożsame z odwiecznymi obyczajami, a decyzji nie pozostawia się pojedynczemu człowiekowi. Ateńczycy postanowili bronić przed Sokratesem fundamentów swego państwa – bezdyskusyjnej postawy wobec obyczaju, ograniczania znaczenia decyzji pojedynczego człowieka. Atak na Sokratesa był formą obrony fundamentów ateńskiej państwowości.

Sokrates nie był osobą filozofującą po kryjomu. Chodził po ulicach i wciągał współobywateli w dyskusje. Był autorytetem dla młodzieży. Ateńczycy nie mogli ignorować tego, że publicznie przezeń głoszone poglądy były wywrotowe.

W konflikcie Ateny kontra Sokrates racja leży po obu stronach. Uzasadniona jest sokratejska potrzeba dokonywania indywidualnej refleksji moralnej. Uzasadniona jest również obrona obyczaju scalającego wspólnotę i tworzącego państwo. Ateńczycy bronią swojego państwa przed zasadą indywidualnej refleksji moralnej. Jest to opór słuszny, bo zasada ta rzeczywiście doprowadziła do rozkładu ich państwa, które musiało ustąpić tworom politycznym inaczej zorganizowanym. Sokrates również ma rację. Jego podejście to kamień milowy w dziejach moralności i namysłu nad nią. Filozof jest w tym sporze reprezentantem postępu. Historia Sokratesa i jego współobywateli jest przykładem starcia się przeciwieństw. Czy Hegel opisał rzeczywisty konflikt, który faktycznie miał miejsce w starożytności? Tego nie wiadomo. Może przyczyny skazania filozofa były inne niż te, które Hegel przedstawia. Niezależnie od prawdy historycznej mamy do czynienia z przykładem antagonistycznych przeciwieństw. Hegel pisze, że jest to konflikt tragiczny, w którym nieuchronna klęska spotyka dwie szlachetne racje. Dla Hegla starcie ludu ateńskiego z Sokratesem jest przykładem konfliktu tragicznego. Obie strony mają równoważne racje. Żadna ze stron nie wygrywa. Obie giną. Ateńczycy dają Sokratesowi kielich cykuty do wypicia, a Ateny po pewnym czasie niszczy ten ferment intelektualny, któremu starano się zapobiec poprzez zabicie myśliciela. Myśl Sokratesa żyje dłużej niż on sam, a różne aspekty kultury ateńskiej także trwają dłużej niż państwo, które uśmierciło filozofa. Ta spuścizna po Sokratesie i Atenach współtworzą późniejsze etapy rozwoju dziejów. Jest to typowy schemat heglowski, w którym przeciwieństwa mają znieść się wzajemnie, aby stworzyć syntezę. Do żadnego zniesienia j syntezy jednak, zdaniem TNR, nie dochodzi.

W przytoczonym przez Hegla przykładzie dotyczącym konfliktu pomiędzy Sokratesem a Atenami, czyli rzekomo antagonistycznych przeciwieństw: 1) zasady wolnej, indywidualnej  refleksji moralnej z jednej strony, a 2) świętością obyczajów ateńskich, których poddawanie w wątpliwość było zbrodnią przeciw całej społeczności, z drugiej strony, TNR nie dostrzega antagonistycznych przeciwieństw, ale tylko opinie, że obie strony za takie je uważają. Ale co najważniejsze, TNR nie znajduje miejsca na żadną syntezę. Filozof nie dał swoim sędziom szans na ułaskawienie go, odmówił złożenia prośby o łaskę, bo chciał pokazać, że ważny jest dla niego tylko trybunał własnego sumienia. Nie skorzystał również z pomocy przyjaciół i możliwości ucieczki. Czyli jednak dobrowolnie poddał się tradycji i ówczesnym prawom ateńskim, przeciw którym występował. Cykutę wypił. Zginął za swoje przekonania i swoją wiarę. Hegel uważa przypadek Sokratesa za symbol heroizmu historycznego, a przecież sytuacje takie lub podobne są codziennością wszędzie i zawsze, trzeba je tylko chcieć i umieć zaobserwować. Żaden to antagonistyczny przypadek przeciwieństwa. Wiele takich było i jest to na porządku dziennym. Casus Sokratesa nie jest przykładem  koniecznego konfliktu, bo myśliciel dobrowolnie stanął do walki. Spór filozofa z Atenami nie jest też przykładem, który trwale rozwiązuje jakiś problem tak, aby przyszłe pokolenia zastały go rozwiązanym. Jest to błąd ludzi wciąż na porządku dziennym.

Przypadek Sokratesa jest słynny, bo jest sławiony tysiące lat. Ze strony Aten, też przeciwieństwo nie było antagonistyczne, bo gdyby poprosił o łaskę, to nie musiałby umierać i zapłaciłby grzywnę (taki był pierwszy wyrok). Poza tym Ateny prawdopodobnie pozwalały mu uciec. Czyli przeciwieństwa nie były wcale antagonistyczne, równowaga względna przeciwieństw była w zasięgu ręki. To ludzie i ich interpretacje tworzą, kreują wizję przeciwieństwa antagonistycznego. Wizja ta nie jest odzwierciedleniem natury, ani nie wynika ze „sprzeczności” rzeczywistości. Wreszcie gdzie i jaka jest synteza wynikająca z tego konfliktu, gdzie jest wyższa jakość, wyższa forma rzeczywistości – gdzie jest osławiona jedność przeciwieństw? TNR nie widzi żadnej syntezy. Omawiane przeciwieństwa przez wieki i tysiąclecia aż do dzisiaj pozostały tymi samymi przeciwieństwami. Zasady wolnej i indywidualnej refleksji moralnej przeciwstawione są państwu, prawu, bezprawiu, politycznemu podporządkowaniu, różnym religiom, racji stanu, obyczajom itp. O żadnej syntezie tych (i innych) przeciwieństw nie ma mowy. Odwieczne przeciwieństwa obywatel – władza nie dorobiły się żadnej „jedności” i nigdy syntezy osiągnąć nie mogą. Rzecz w tym, że nie są one wcale antagonistyczne. Ten sztandarowy przykład Hegla jest mistyfikacją, a co najmniej błędem sztuki. We wszystkich innych podawanych przez niego przykładach np. z tragedii Antygony Sofoklesa, jest to samo. Do żadnej syntezy nie dochodzi.

Dialektyczny schemat antagonizmu przeciwieństw i wątpliwą ideę ich syntezy Marks bez zastrzeżeń przejmuje od Hegla, przenosząc obszar ich obowiązywania z idealizmu na materializm.

Podstawowa teza marksizmu brzmi: wszystko jest materią, bądź jest od niej pochodne i zależne. Przez materię rozumie się obiektywny byt (rzeczywistość) dany nam we wrażeniach zmysłowych i doświadczeniach. Dialektyczność jest podstawową właściwością bytu: wszechzwiązek zjawisk, ścieranie się przeciwieństw, zmienność rzeczywistości, źródłem ruchu materii (przyrody) jest antagonistyczna walka przeciwieństw. Różne typy ruchu wyznaczają rozmaite sposoby organizacji materii, różne rodzaje bytu. Atrybutami materii są: czasowość, przestrzenność, zmienność, wieczność, podleganie nieuchronnym prawidłowościom. Klasycy wymieniali różne ilości i prawa dialektycznego rozwoju materii – u Engelsa znajdujemy 3 prawa:

1. przechodzenie zmian ilościowych w jakościowe i odwrotnie;

2. jedność i wzajemne przenikanie się przeciwieństw;

3. negacja, negacja negacji i „wyższa forma rzeczywistości”.

U Stalina mamy 4 prawa:

1. wszechzwiązek zjawisk;

2. powszechność zmiany;

3. przechodzenie ilości w jakość;

4. jedność i walka przeciwieństw.

U Lenina było kilkanaście praw m.in.: „walka klas” – „eksponowana rola pracy (czynność specyficznie ludzka)”, a w zasadzie rzekomy wyzysk pracy – ważną rolę odgrywa tam nierealny przecież postulat Marksa: „filozofia ma zmieniać świat, a nie go interpretować”, wzywanie do rewolucji, czyli przemocy i zbrodni.

Dokładne omówienie marksizmu-leninizmu dokonałem w mojej poprzedniej książce[68], gdzie stwierdziłem, iż w zasadzie nie jest to „filozofia”, lecz  METODA zdobywania władzy i panowania przy pomocy kryminologii radykalnej. Na temat wyżej wymienionych sformułowań mogę dodać następujące uwagi: „wszystko jest materią, bądź jest od niej pochodne i zależne” – to „bądź” powoduje, że są również jakieś „bycia” niematerialne, pochodne i zależne, a więc nie wszystko jest materią (np. myśl, idea, psychika, bezsiła czyli doskonałe zrównoważenie materii). W tym sformułowaniu kryje się sprzeczność! „Atrybutami materii są: czasowość, przestrzenność, zmienność, wieczność, podleganie prawidłowościom” – czasowość kłóci się z wiecznością – albo materia jest czasowa, albo wieczna? Atrybuty czasowości i przestrzenności dowodzą wewnętrznej sprzeczności i niedopracowania tej teorii, bo co jest „za” przestrzenią i czasem zapełnionymi materią, czy za czasoprzestrzenią? Jeśli materia jest przestrzenna i czasowa, to gdzieś się ona kończy, – co jest za nią, co jest dalej? U Parmenidesa materia była nieskończona, wieczna i niezmienna bo czyhał na nią nieakceptowany niebyt. „Jedność i walka przeciwieństw”, czyli antagonizm przeciwieństw. Marksizm dochodzi do jedności posługując się dialektyką i wizją rzeczywistości jako antagonistycznego sposobu bycia przeciwieństw. Z kolei, TNR traktuje antagonizm jako niezgodny z naturą rzeczywistości, zaś dialektykę jako magiczne wyciąganie gołębia z rękawa (vide str. 239 TNR w wydaniu warszawskim). „Filozofia ma zmieniać świat, a nie interpretować go” – jest to teza problematyczna, gdyż aby zmieniać musi się interpretować i to najpierw interpretować! Jest to teza również sprzeczna z atrybutem materii polegającym na podleganiu nieuchronnym koniecznościom i prawidłowościom – albo materia podlega prawidłowościom i filozofia nie ma możliwości dokonywać zmiany, albo odwrotnie, to filozofia marksistowska ustanawia te rzekomo konieczne prawidłowości. „Rola pracy jest eksponowana. To czynność specyficznie ludzka.” Rola pracy jest rzeczywiście eksponowana, ale nie poprzez marksistowskie teorie WYZYSKU pracy człowieka. Poza tym, czyżby marksizm nie widział pracy przyrody – a czym jest ewolucja, ruch i „zmiana”? Marksistowska teoria pracy jest teorią wyzysku pracy, czyli teorią degradującą zarówno pracę, jak i człowieka, albowiem jeśli w każdej pracy podzielonej jest wyzysk, a tak twierdzi marksizm, to nikt nie powinien pracować i dawać się wyzyskiwać – wyzyskiwani są zdegradowani do głupców pozwalających się okradać, a wyzyskujący pracodawcy są zdegradowani do przestępców i wobec tego też nie powinni organizować pracy.

Rozwój społeczny ujmuje się tam jako antagonistyczny proces powstawania i negowania przeciwieństw we wzajemnym działaniu człowieka i przyrody, sił wytwórczych i stosunków produkcji, bazy ekonomicznej i nadbudowy instytucjonalno - ideologicznej.   

ONTOLOGIA marksizmu określa byt materialny i jego pochodne jako JEDYNĄ rzeczywistość, czyli nie widzi NIEBYTU, a następnie tak jak postmodernizm, opiera się w dużym stopniu na tworzeniu nowego języka, języka ideologii. Stalin kreował się na największego językoznawcę. W ideologii marksistowskiej i nie tylko w niej, język (nowomowa) ma tworzyć nową rzeczywistość, ma być strukturą, do której świat ma się dostosować. Język staje się kolejnym narzędziem panowania nad człowiekiem, nad jego myślami, sposobem widzenia świata. Jest podstawowym narzędziem zafałszowania rzeczywistości.

Człowiek wykreował język, który wykorzystuje do opisywania bytu i wyrażania poznanych przez siebie praw. Człowiek wyraża swoje potrzeby, układa teksty, nie tylko o języku, ale i o rzeczywistości. Robi to niezbyt poradnie, często się myli lub oszukuje, ale jednak powoli, powoli, wie coraz lepiej i coraz więcej. A chce i potrzebuje wiedzieć jeszcze więcej – stąd multum idei, dyscyplin, kierunków myślenia. Powstają również groźne patologie, jak np. rasizm społeczny i intelektualny, czy marksistowska para-religia „naukowości”, dla której wszelka myśl niemarksistowska była tylko nadbudową niesprawiedliwego układu społeczno gospodarczego. Para-religia, wiara w nowego bożka pod nazwą „ludzkość” i „obiektywność (naszej) nauki”, była oczywiście „wielką narracją” próbującą wyniszczać wszelkie inne, małe i wielkie opowiadania. W tą totalitarną para-religię wierzył znaczny procent ludzkości. Wynikały z tego nieszczęścia całych narodów dlatego, że żaden naród głęboko podzielony, np. naród polski, żaden taki naród nie może zdobyć się na wysiłek rozwoju swej moralnej i materialnej substancji.

Ontologia marksowska przejęta od Hegla, „postawionego” rzekomo przez Marksa „na nogach”, faktycznie zostaje zdeformowana. Czyli idealistyczna DIALEKTYKA przekształcona została przez Marksa i Engelsa w dialektykę materialistyczną (wg ich nazewnictwa). Dialektyka heglowska wywodziła wszelki byt z IDEI, z samoświadomej myśli, z myśli myślącej SIEBIE. Materializm natomiast Marksa polegał na przyznawaniu MATERII ontycznej pierwotności, uznaniu materii jako pierwszej i jedynej przyczyny myśli i świata. Marks nie negował realności świata ani umysłu, a tylko nadawał pierwotność materii i dlatego przyjmował materialistyczną koncepcję, dialektykę rzeczywistości. Dialektykę myślenia Hegla – cokolwiek miało by to znaczyć – czyli rozwój myśli poprzez tezę, antytezę i wyższy stopień tej dialektyki, czyli syntezę, Marks i Engels przenieśli w obszar rzeczywistości  społecznej i przyrodniczej. Proces rozwoju rzeczywistości ukształtowali jako drogę NEGACJI i poprzez negację negacji dochodzili do „wyższej formy rzeczywistości” – tak jak Hegel poprzez tezę i antytezę dochodził do syntezy.

Jednakże, w koncepcji Hegla, obecność syntezy implikowała nowe przeciwieństwo. Wówczas to, na skutek kolejnej walki i zniesienia dochodziło do powstania nowej syntezy (i tak w nieskończoność). Podobnie było w teorii Marksa i Engelsa. Negacja negacji i wyższa forma rzeczywistości wyłaniały swoje przeciwieństwa itd. Czyli oba systemy ustalały antagonistyczny charakter sposobu bycia bytu i ruch z niego wynikający. Pojawiał się tu ten sam OGIEŃ, ogień Heraklita, ale już nie kontrolowany przez logos, lecz przez ideologię przemocy. Ontologia Hegla jak i wywodząca się z niej ontologia Marksa były obie antagonistyczne, niszczące rzeczywistość – chociaż jest pytaniem czy obaj zdawali sobie z tego sprawę. Hegel posądzany był o współpracę z rządem i wspieranie swoją filozofią Cesarstwa i Prus, gloryfikował państwo i germanocentryzm racjonalizując protestancką i pruską supremację. Natomiast Marks i Engels odwrotnie, już wtedy mieli kilka procesów w różnych państwach o nawoływanie do gwałtu, rewolucji i przestępstwa, ZBRODNI. Ale byli niekonsekwentni i nie przyjmowali na siebie odpowiedzialności, migali się, uciekali z miejsc zagrożonych, kręcili i na procesach odżegnywali się od destrukcyjnego przesłania swych teorii i winy za wybitnie negatywny wydźwięk ich idei.

Zasada „negacja negacji” stanowiła teoretyczne uzasadnienie marksowskiego postulatu zmiany świata, stanowiła uzasadnienie „świadomości rewolucyjnej” i eliminowała ewolucyjną wizję rozwoju. Naturalną jej konsekwencją była idea walki klas i dyktatury proletariatu. Czyli późniejsze kierunki rewizjonistyczne, aktualne do dzisiaj, twierdzące, że „idea była i jest dobra, tylko wykonanie złe” wynikały z niezrozumienia albo były świadomymi oszustwami, mającymi na celu ratowanie idei komunistycznych. Syntezą, wyższą formą rzeczywistości miała być PARTIA, ale jak wiemy nie była, bo najlepszym dowodem tego była „świadomość rewolucyjna” jako istota tej idei i w konsekwencji „rewolucyjne”  zmiany warty, czyli mordy PIERWSZYCH sekretarzy, szerzące się intrygi przywódców partyjnych – czyli „walka klas” w wybranej partii proletariuszy i ostateczna teoria o ciągle zaostrzającej się walce klas w miarę jej postępów.

Teza, antyteza i synteza, oraz negacja, negacja negacji i wyższa forma rzeczywistości to „dialektyczne” kategorie ontologii heglowskiej i marksistowskiej, będące ewidentnymi dowodami antagonistycznego charakteru ich teorii rozwoju.

Ontologiczny system Hegla: teza – antyteza – synteza, nie jest adekwatnym poznaniem świata, jest błędny. Przecież już teza zawiera w sobie antytezę – „omnis determinatio negatio” odkrycie Spinozy zaakceptowane w pełni (zawłaszczone) przez Hegla twierdzeniem, że „prawda polega tylko na ich (refleksji) wzajemnym odniesieniu, a więc na tym, iż każde z nich w samym swoim pojęciu zawiera inne (pojęcie)” jest zaprzeczeniem układu: „teza, antyteza, synteza”. Bo na syntezę nie ma miejsca. Synteza nie posiada swego bytowego odniesienia. Jest teza zawierająca w sobie samej antytezę i nic dalej. Rzekoma synteza jest po prostu INNĄ tezą, żadną wyższą formą rzeczywistości, żadną nową ideą, czy substancją. Na przykład „DOBRO” jako wartość determinuje obecność „ZŁA”. Antytezą dobra jest zło. Czy i gdzie jest tutaj jakieś „miejsce” na syntezę, co jest syntezą dobra i zła? Równowaga, tak, równowaga byłaby syntezą gdyby świat, byt, idea, substancja, była STATYCZNA, ale świat jest procesem, RUCH zmusza do przekraczania środka, środek jest wyłączony, nieosiągalny, równowaga jest zawsze względna. SYNTEZA JEST NIEOSIĄGALNA! Teza tworzy, wskazuje, antytezę. I nic poza tym. Pomiędzy tezą i antytezą jest granica, musi być granica, bo teza musi być tezą i antyteza musi być antytezą, a więc musi być granica i wobec tego nie ma miejsca na syntezę. Hegel dowodzi: „mówią, że nie ma nic trzeciego. Jest coś trzeciego w samym tym twierdzeniu, samo A jest tym trzecim, bo A może być i +A i –A. Samo coś jest przeto tym trzecim, które miało być wyłączone.”[69]. Jednakże jest w tym twierdzeniu pomyłka, bo przecież A to jest właśnie +A, A=+A, więc nie ma tu nic trzeciego! Między A nie może być +A i –A, bo +A to jest właśnie A. Nie ma tu żadnej triady. DIALEKTYKA nie jest w tym przypadku przydatna. Dialektyka jest tylko kamuflażem, ścieranie się przeciwieństw nie daje żadnej nowej jakości, żadnej nowej kategorii, przeciwieństwo nie przenika w drugie przeciwieństwo, gdy dobro przekroczy swe granice staje się złem, najmniejsze zło pozostaje złem, najmniejsze dobro pozostaje dobrem. Nie powstaje coctail z dobra i zła, pozostają nadal dwa przeciwieństwa: dobro i zło. Gdzie tu jest możliwość syntezy i jakiej – „dialektycznej” syntezy bez SKOKU w wolność wyboru, czyli w nieskończoność? I tak jest zawsze. Synteza jest tylko marzeniem Hegla, (lub humbugiem, rozreklamowanym szalbierstwem) i znakomitym pretekstem dla Marksa i Engelsa do wprowadzenia i ogłoszenia walki rewolucyjnej tzn. do utworzenia „wyższej formy rzeczywistości”, (czyli władzy w komunistycznych rękach). Nowy „materializm”? Marksistowski materializm nie jest stanowiskiem filozoficznym ale wyznaniem wiary. „Stojącego na głowie” Hegla Marks i Engels „postawili na nogach” (wykorzystali sławę Hegla, podparli się Heglem) i ufundowali „negację”, zaprzeczenie, w miejscu tezy, negację negacji w miejscu antytezy i zamiast syntezy wprowadzili „wyższą formę rzeczywistości”, czyli „rewolucyjną (przestępną, mafijną) świadomość”. Hegel tworzył filozofię pro-państwową, a Marks i Engels odpowiedzieli jeszcze bardziej oszukańczą i groźniejszą filozofią antypaństwową. Dla potrzeb politycznego kamuflażu tzn. aby oszukać nawet własnych wyznawców zmienili tylko terminologię, która miała służyć realizacji idei proklamowanego przez nich RAJU na ziemi.

Przykład rozwoju poprzez antagonizm przeciwieństw podaje Engels w „Dialektyce Przyrody” mówiąc o ziarnie jęczmienia zanegowanym kiedy kiełkuje i wyrasta z niego roślina wytwarzająca następnie wielość ziaren, a następnie sama zostaje zanegowana. W ten sposób Engels wyprowadza dialektykę jako prawo przechodzenia ilości w jakość – czyli wprowadza syntezę w przyrodzie, rzekome prawo wzajemnego przenikania się przeciwieństw i prawo zaprzeczenia zaprzeczenia, czyli tezę i antytezę, określa to jako powszechny PROCES i pisze: „w wyniku tej negacji negacji mamy znowu pierwotne ziarno jęczmienia, ale nie jedno, tylko dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści razy tyle”. No dobrze, ale gdzie widzimy tu zmianę ilości w jakość, gdzie tu widzimy SYNTEZĘ??? Pomnożenie ziaren tego samego jęczmienia NIE JEST nową jakością, syntezą. I nie chodzi tu tylko o ewentualność błędnej terminologii Engelsa („negacja”, „zaprzeczenie” w kontekście normalnego wzrostu-rozwoju), lecz o narzucanie życiu i przyrodzie dialektyki, która jest jedynie spekulacją myślową człowieka, narzucaniu nauki dotyczącej pierwotnie tylko ruchu myśli. Zdaniem Engelsa, zasługą Hegla było odkrycie wiecznej zmienności świata (co jest błędem, ponieważ dokonał tego już Heraklit). Następnie, Marks, Engels, Lenin i Stalin, rewolucyjną świadomością deformują naturę rzeczywistości, doszukując się w niej syntezy, której faktycznie oczywiście brakuje, albowiem rzeczywistość nie jest wytworem jakiejkolwiek świadomości człowieka, „triada” jest nieuprawniona, bo rzeczywistość jest tylko dwoista i niesprzeczna, nieantagonistyczna: jest byt i jest niebyt, niewspółmierne i nie kompatybilne, współobecne na zasadach eminencji (wyniesienia) i afirmacji (poparcia i uznania), a więc całkowicie niezgodnie z myślą Hegla i marksizmu.

Ostatnie załamanie się państwowości opartych na ideologii i filozofii marksistowskiej i ich pozorny powrót na łono „kapitalizmu”, a w rzeczywistości rewizjonizm do tzw. „młodego Marksa”, czyli do idei „permanentnej rewolucji kontrolowanej” prowadzonej środkami kryminologii radykalnej, jest dowodem zasadniczych błędów teoretycznych teorii bytu marksizmu. Obecna rewolucyjna świadomość prawna powoduje, że państwo nie jest już „królem mafii”, lecz odwrotnie, mafia jest królem państwa – z wielką szkodą dla społeczeństw i instytucji państw ogarniętych takim systemem władzy. Powrót „rewolucyjnej świadomości” do demokracji i liberalizmu jest pozorny, bo nie rezygnuje z istoty tej podstawowej kategorii marksizmu, z kultu siły czyli z bezprawia. Trzeba wobec tego podejrzewać, że ma na celu nie rozwój demokracji, wolności i „sprawiedliwości jako bezstronności”, lecz wejście koniem trojańskim do demokratycznych twierdz wroga, by te wartości od wewnątrz rozkładać.

Ostatecznie ontologia marksistowska ustanawia ANTAGONIZM między rzekomo dwiema klasami ludzi: klasą wyzyskujących i wyzyskiwanych (linia partyjna), a w rzeczywistości poprzez istotną kategorię rewolucyjnej świadomości i wszechobecnej dialektyki, również między członkami wewnątrz proletariatu i całej populacji, czyli śladem Hobbesa ustanawia wojnę wszystkich ze wszystkimi. Taka filozofia przekształcania świata staje się strawna tylko dla przeświadczonych o jej „naukowości”, czyli dla WIERZĄCYCH w tę idealistyczną wizję. Ostatecznie WIARA i czynnik psychologiczno – intelektualny staje się pierwotny wobec materii w tej rzekomo materialistycznej ontologii.

Tyle o teorii bytu marksizmu, dodatkowo do tego co znacznie obszerniej napisałem w pracy pt. Nieantagonistyczna Teoria Rozwoju – Ideologia Ofiar, Wydanie Własne, Frankfurt/M 1989 i Abix, Warszawa 1990.



[68] Kowalczyk, Jerzy (1989) Nieantagonistyczna Teoria Rozwoju, Wydanie Własne Frankfurt/M

[69] z Anmerkung 1, str. 67