ŚMIERĆ JAKO NIEBYT ABSOLUTNY W FILOZOFII MARTINA HEIDEGGERA
Śmierć jest końcem życia. A więc w momencie śmierci
szczególny rodzaj bytu – istota żywa osiąga swój kres. Staje się
niebytem. Śmierć jest końcem bytu. Czy śmierć jest niebytem?
Gdy mówimy o śmierci, pojmujemy ją jako kres życia.
Byty skończone, to byty mające swój początek i kres. Granica i kres są tym,
dzięki czemu, byt zaczyna być. (…) Coś, co ustanawia się w swoich
granicach, zakreślając je, i takim pozostaje, ma postać formy – morphe[70].
Mieć własne granice, to mieć tożsamość. Filozofia od czasów Arystotelesa
przywykła tożsamość określać jako „istotę” bytu. Byt prócz istoty
posiada również akcydensy (zmienne, zależne, lub przypadkowe cechy rzeczy).
Zmieniając akcydensy byt wprawdzie przestaje być taki sam, jednak wciąż jest
ten sam. Zmiana istoty to zmiana bytu. Utraciwszy swą istotę byt traci swe
istnienie. Traci tożsamość i granice. Staje się niebytem.
Byt podlega zmianom. To konstatacja znana od czasów
Heraklita. Jak widać możliwe są dwa rodzaje zmiany: akcydentalna i istotowa.
Akcydentalne zmiany bytu nie naruszają jego tożsamości, zmiana istotowa
natomiast to kres tożsamości bytu. A więc kres bytu.
Śmierć jest kresem życia. Teza ta oznacza: byt,
którego istotą jest życie, przestaje istnieć, staje się niebytem. Śmierć to
zmiana istoty. Nie idzie więc o kres bytu w ogóle, lecz kres tego bytu
konkretnego. Byt konkretny, posiadający własną tożsamość przestaje żyć. Śmierć
jest w takim razie przede wszystkim kresem tożsamości żywego bytu.
Pojawia się problem: jak możliwa jest tożsamość w
świecie nieustannej zmiany? Konsekwencją twierdzenia o istotowej zmienności
bytu w ogóle, stać się musi twierdzenie o pozomości tożsamości bytów
szczegółowych. Byty owe okazują się arbitralnymi konstrukcjami, których źródłem
jest rozum, dążący do statycznego odwzorowania rzeczywistości. Do odkrycia jej
pozaczasowej, niezmiennej i w ten sposób stanowiącej prawdę uniwersalną, formy.
Parmenides wskazywał, iż pomyśleć (…) i być jest toż samo, zaś to, co
jest, jest całym i nieruchomym[71].
Prawa myślenia narzucają rzeczywistości strukturę zgodną z zasadą sprzeczności.
Tożsamość rzeczy możliwa jest tylko jako oparta o zasadę sprzeczności. A więc
wszelka tożsamość jest względna – ustanowiona przez rozum – zależna
od przyjętej przezeń perspektywy. Byt to jedynie moment ruchu, który
ograniczonemu i dążącemu do ograniczenia rozumowi zdaje się być tego ruchu
zamarciem. W rzeczywistości zaś, jak zauważa Heraklit: (…) nie można
(…) uchwycić żadnej śmiertelnej substancji w stałej kondycji, gdyż każda
się rozprasza i skupia, kształtuje i rozpływa, zbliża i oddala[72].
Jeśli tożsamość jest arbitralną konstrukcją rozumu,
narzucającą procesowi nieustannej zmiany trwałą formę indywiduum, śmierć
stanowi jedynie kres złudzenia trwałości. Niepowstrzymana siła wiecznej
przemiany unicestwia sztuczny konstrukt rozumu.
Śmierć jest kresem. Jednak w świecie wiecznej zmiany
nie istnieją żadne granice, a tożsamość jest złudzeniem. Tam, gdzie nie ma
kresu, nie ma i śmierci. Albo inaczej: tam, gdzie wszystko nieustannie się
zmienia, wszystko jest kresem i początkiem jednocześnie, wszystko zarazem jest
narodzinami i śmiercią. Rzecze Heraklit: Jest w nas jednocześnie życie i
śmierć, jawa i sen, młodość i starość – wzajemnie się zmieniają. (Zdania
8.07).
Martin Heidegger wśród wszystkich bytów wyróżnia byt
szczególny – jestestwo (Dasein). „Szczególność jestestwa tkwi w
tym, iż temu bytowi w jego byciu chodzi o samo to bycie, jestestwo w swoim
byciu odnosi się, do tego bycia. (…)A więc celem bycia jestestwa jest
samo to bycie. Odnosić się do bycia to: rozumieć bycie”[73].
„Bycie jestestwa zostaje ukonstytuowane jako bycie w świecie”[74].
„W ten sposób własne bycie jestestwa pojawia się jako nieprzerwanie
odniesione do bycia bytów nie będących jestestwem. Bycie jestestwa przyjmuje
postać „obchodu” (Umgang)”). „Obchód to: (…)
manipulatywno – użytkowe zatroskanie któremu przysługuje własne
„poznanie”[75]
Napotykany „w świecie” byt jest czymś używanym, wytwarzanym. W ten
sposób rozumienie przez jestestwo własnego bycia jest z istoty relacyjne, bycie
zostaje określone na podstawie całości „świata”. Nie tyle idzie tu
o jakiś statyczny fakt istnienia, co o dynamiczną całość ulegających ciągłej
zmianie odniesień, pośród których jestestwo przejawia swą nakierowaną na własne
bycie aktywność.
Pytanie, które stawia Heidegger jest pytaniem o
bycie. Nie daje jednak żadnej powszechnie zrozumiałej, jednoznacznej i
wszystkich satysfakcjonującej odpowiedzi. Wskazuje, że bycie jest przedmiotem
aktywności jestestwa. Jestestwu idzie o jego własne bycie. Jestestwu idzie o to
bycie w świecie (odniesienie się jestestwa do bycia ma miejsce w świecie).
Obchodzenie się z bytami, ich używanie i wytwarzanie, to sposób w jaki
jestestwu idzie o jego bycie. Zapytywanie Heideggera jest więc inną formą
istotowej aktywności jestestwa. Cóż problematycznego jest w tym pytaniu, że
odpowiedź na nie jest tak trudna?
Heidegger pyta, bo nie rozumie czym jest bycie. W
przeciwieństwie doń, jestestwo, egzystując rozumie bycie. „Rozumienie bycia
samo jest określeniem bycia jestestwa”[76]
Rozumienie jestestwa jest obchodem z wewnątrz-światowym bytem. Jestestwo
posługuje się tym bytem (tymi bytami) w trosce o własne bycie. Idzie więc tutaj
o praktykę życia. Życie to proces nakierowany na podtrzymanie samego siebie.
Podtrzymanie życia możliwe jest dzięki opanowaniu bytu, dzięki jego
użytkowaniu. Życie czyni z wewnątrz-światowych bytów narzędzia podtrzymania
samego siebie.
Rozumienie bycia jest opanowywaniem bytów. Czy
rzeczywiście? Czy brak zrozumienia bycia przez Heideggera jest niemożliwością
opanowania bytów? Czego nie rozumie Heidegger?
Szczególność jestestwa zasadza się nie tylko na jego
aktywności. Jak widać celem wszelkiego żywego bytu jest podtrzymanie własnego
życia. Czy szczególność jestestwa jest tym samym co szczególność życia? Gdyby
tak było, zrozumienie bycia nie przedstawiałoby większego problemu. Zrozumienie
to, byłoby po prostu opanowaniem bytów. Zrozumienie byłoby zachowaniem życia.
Jednak życie kończy się. Końcem życia jest śmierć.
Śmierć jest dowodem na niemożliwość opanowania wewnątrz-światowych bytów.
Śmierć jest dowodem na niemożliwość zrozumienia bycia. Śmierć odsłania absurd
bycia. (Zdaniem TNR niemożliwość zrozumienia bycia NIE JEST jeszcze absurdem
czyli bezsensem bycia).
Życie, dopóki trwa, panuje nad bytami. Wówczas byty
jawią się jako zrozumiałe, pozbawione wszelkiej problematyczności. Panowanie
jest likwidacją problematyczności bytu. Panuje ten, kto umie rozwiązywać
problemy.
Stąd wniosek, że pytając o sens bycia Heidegger
wykracza poza rozumienie bycia,w którym jest ono samą tylko zmierzającą do
podtrzymania życia aktywnością. Nie idzie mu o opanowanie bytów. Mało tego, nie
w zdolności do panowania nad bytami widzi Heidegger istotę jestestwa.
Jestestwo jest czymś więcej niż bytem ożywionym.
Jestestwo nie tyle „jest”, co „egzystuje”; jestestwa
„jestem” to „egzystuję”. Egzystencja to coś, co
odróżnia jestestwo od bytów ożywionych. „Jedynie człowiek egzystuje.
Skała jest lecz nie egzystuje. Drzewo jest, lecz nie egzystuje. Koń jest, lecz
nie egzystuje. Anioł jest lecz nie egzystuje. Bóg jest, lecz nie
egzystuje.”[77]
Cóż znaczy egzystować?
„Tym, co stawia byt egzystujący ponad bytem
żyjącym jest fakt, iż troszczy się on o własne bycie. Rozumie własne bycie.
Jednak rozumieć siebie to poznać siebie jako siebie, poznać własną odrębność od
tego co Inne, poznać własną niepowtarzalność. Rozumieć siebie, to znać swą.
tożsamość. I odwrotnie: znać swą tożsamość, to rozumieć siebie. Rozumieć to
być. A więc rozumieć siebie, to siebie – byt – ujmować w jego
byciu. Rozumieć to egzystować, transcendować byt ku byciu”.[78]
„Rozumienie siebie jako bytu, to ujrzenie
swego „prawdziwego całokształtu”. Całokształt to całość posiadająca
swe granice – początek i kres – to indywiduum odrębne i tożsame. Rozumieć
siebie jako byt, to umieć wskazać swe granice. Jednak granicą bytu ludzkiego
jest śmierć. Doświadczenie kresu, to przejście w nicość. Osiągnięcie pełni
jestestwa w śmierci to zarazem utrata bycia tu oto. Przejście do niebycia już
tu oto pozbawia właśnie jestestwo możliwości doświadczenia tego przejścia i
zrozumienia go jako doświadczonego”[79].
Rozumienie siebie jest niemożliwe? Jednak
konsekwencją tego jest – że nie wiem kim jestem, i nie dowiem się nigdy.
Albowiem wiedzę potrzebną do określenia mnie, jako mnie, uzyskam dopiero wraz z
przejściem w niebyt.
Ale ja wiem kim jestem. Ja to ja. Jestem
tożsamością, mimo, że kres nie nastąpił. „Jestestwo nie jest wtedy
dopiero zabrane, gdy wypełniło się jego „jeszcze nie”, ono właśnie
wtedy już nie jest. Jestestwo jest całością, oznacza to, że dopóki jest
(…) zawsze już jest ono swoim kresem. Domniemywane w śmierci kończenie
się nie oznacza bycie-u-kresu jestestwa, lecz bycie ku kresowi tego bytu”[80].
Rozumienie siebie możliwe jest jako egzystencja.
Egzystencja zaś, to bycie ku śmierci. (…) winniśmy jako pełną istotę
egzystencji myśleć zarazem i stanie wewnątrz otwartości bycia, i wytrwanie w
nim (troskę), i niezłomność wobec ostateczności (bycie ku śmierci)[81].
Bycie jestestwa odsłania się jako troska w fenomenie trwogi: „Trwoga jako
możliwość bycia jestestwa wraz z. otwartym w niej samym jestestwem daje
fenomenalną, podstawę do wyraźnego ujęcia prawdziwego całokształtu
jestestwa”[82].
„Okazuje się tym samym, że jestestwo
„jest” tylko wówczas, gdy jest w obliczu śmierci. Bycie sobą to
bycie wobec śmierci. Wraz ze śmiercią samo jestestwo zbliża się do swej
najbardziej własnej możności bycia. Śmierć odsłania się, jako możliwość
najbardziej własna, bezwzględna, nieprześcigniona. Stąd wyróżniona rola, jaką
Heidegger przyznaje fenomenowi trwogi. To właśnie w trwodze odsłania się
jestestwu własna jego tożsamość. Wówczas jestestwo rozumie kim jest. Trwoga
przed śmiercią, jest trwogą „przed” najbardziej własną bezwzględną,
i nieprześcignioną, możliwością bycia” [83]
Czym więc jest śmierć?
Po pierwsze – momentem zaniku fizjologicznych
procesów konstytuujących istotę żywą.
Po drugie – elementem współkonstytuującym
tożsamość jestestwa.
Heidegger wyraźnie odróżnia owe dwa znaczenia.
Pierwszy przypadek określa nie jako śmierć, lecz jako „ginięcie”.
Jako właściwy sens pojęcia śmierci wskazuje drugie znaczenie: „(…)
jestestwo nie ginie nigdy”[84].
Jestestwo nie ginie, ponieważ nie sprowadza się do fizjologicznego fenomenu
życia. Jestestwo jest rozumiejąc. Śmierć pojawia się dla jestestwa nie jako
fenomen fizjologiczny, ale jako moment konstytuujący właściwy jestestwu sposób
rozumienia, siebie.
Dla Heideggera, śmierć nie jest kresem życia. Śmierć
jest podstawą, na której wspiera się tożsamość jestestwa. „(…)
bezwględność śmierci indywidualizuje jestestwo w samo siebie”[85].
Dzięki śmierci jestestwo jest bytem. Być jestestwem, to rozumieć, że można nie
być. Możliwość śmierci, możliwość śmierci w każdej chwili, niemożliwa do
opanowania i nieodstępująca możliwość śmierci, jest tym, co jestestwu najbardziej
własne i najbardziej pewne. Być jestestwem, to stać wobec nieuchronnej,
bezwarunkowej i pewnej możliwości NICOŚCI. I nie idzie tutaj o powszedni strach
przed śmiercią. „Nie należy mieszać trwogi przed śmiercią z lękiem przed
utratą życia”[86]
O cóż więc idzie, jeśli nie o możliwość utraty życia? Przed czym trwoży się
jestestwo? „Przed czym” trwogi jest zupełnie nieokreślone (…)
W „przed czym” trwogi staje się jawne owo „jest niczym i
nigdzie”[87].
„W niej (w trwodze) jestestwo znajduje się wobec nicości możliwej
niemożliwości swej egzystencji”[88].
„W trwodze jestestwo doświadcza
nieokreśloności zagrożenia”. Czy nie oznacza to, że zagrożeniem jest
nieokreśloność? W trwodze Świat ma charakter czegoś zupełnie nieoznaczonego
Trwoga trwoży się o bycie-w-świecie jako takie”[89].
Co zagraża byciu w świecie? Czy nie to, że jego określoność wspiera się na
nicości? Przecież bycie w świecie to podstawowy sposób ukonstytuowania
jestestwa. To system relacji wyznaczający jego tożsamość, określający jestestwo
jako byt.
„Być jestestwem, to być ku nicości. Nicość
jest czymś najbardziej pewnym i bezwzględnym. Jestestwo jest byciem ku, bo jest
byciem niedokończonym, niezamkniętym”[90].
Być to wykraczać ku przyszłym możliwościom bycia. Owa nieokreśloność jestestwa
ulega ujęciu w określoną całość dzięki śmierci – dzięki możliwości
nicości. Paradoksalnie, jedyną pewną i określoną możliwością jest możliwość
nicości. Jestestwo określa się jako całość na podstawie tej jedynej pewnej
możliwości. Pewność nicości określa tożsamość jestestwa. Jestestwo jest dzięki
nicości. Jestestwo jest, kiedy wie, że mogłoby nie być. Czym jest
nieokreśloność trwogi? Czy nie jest to przerażenie istnieniem, które tożsamość
swą wspiera na nicości?
Bycie ku śmierci, bycie ku nicości, to bycie bytu,
który „jest” nicością. „Być” to być określanym przez
nicość. Określoność bytu wspiera się na nieokreśloności nicości. W fenomenie
trwogi idzie więc o nicość. Nie o utratę życia, ale o fakt, iż tożsamość bytu
wspiera się na nicości, że być bytem, to być wobec nicości.
Trwoga jest fenomenem rzadkim. W oczywisty sposób
nikt na co dzień nie bierze na serio nieuchronnej i nieodstępującej możliwości
śmierci. „Umieranie zostaje zniwelowane do pewnego przypadku, który co
prawda przydarza się jestestwu, ale nie jest właściwy nikomu”[91].
Ów stan rzeczy nie jest przypadkowy. Jest to konsekwencja istotowej własności
samego bycia. „Powszednie bycie ku śmierci jest jako upadające ciągłą
ucieczką przed nią”[92].
„Upadek” to Heideggerowski termin
oznaczający „podstawowy sposób bycia powszedniości”[93].
Jest to powszedni, najczęstszy sposób bycia jestestwa, w którym jestestwo nie
wybiera swej najbardziej własnej – „właściwej” możliwości
bycia. Odwracając się od swej istoty, zwraca się ono ku światu. „Upadłość
w świat” oznacza zatracenie się we wspólnym byciu (…). Upadłe w
świat jestestwo dąży do opanowania wewnątrz-światowych bytów. Upadek jest
ucieczką jestestwa przed sobą samym. Tą najbardziej własną możliwością
jestestwa jest bycie-ku-śmierci. A upadek jest konsekwencją trwogi. Ucieczka ku
wewnątrz-światowemu bytowi jest ucieczką przed trwogą. Opanowanie
wewnątrz-światowych bytów jawi się upadłemu jestestwu jako oddalające, czy też
wręcz unicestwiające nieuchronność śmierci.
Jak widać, przed jestestwem otwierają się dwie
perspektywy: pierwsza – dostępna w pełni dopiero w fenomenie trwogi to
bycie ku śmierci, druga – to upadek w wewnątrz-światowy byt, to
„pozbawione wszelkich hamulców działanie”[94]
nakierowane na opanowywanie innych bytów. Pierwsza stawia przed jestestwem
kruchość jego egzystencji. Ukazuje mu, że fundamentem jego tożsamości jest
nicość, że zostaje ono określone jako całość autentyczna i własna dopiero w
obliczu nieuchronnej i pewnej możliwości nicości. Druga, daje mu możliwość
spokoju, zagłusza trwogę, przesłania otchłań nicości mnogością
wewnątrz-światowych bytów.
Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku, byt
jest przeciwieństwem nicości.
W pierwszym byt zostaje określony jako różny od
nicości, ale przez nią konstytuowany; byt z konieczności odsyła tutaj do
nicości, „być” to „być ku nicości”, byt dany jest
łącznie z nicością. Byt i nicość są przeciwieństwami, ale przeciwieństwami
nieantagonistycznymi. Nicość nie wyklucza bytu. Nicość kreuje byt.
W przypadku drugim, byt będąc czymś przeciwnym do
nicości zakrywa ją i przesłania; tutaj byt wyklucza nicość. Niebyt staje się
czymś, co wydaje się być możliwe do pokonania w procesie przyrostu bytu.
Wewnątrz-światowa aktywność jestestwa polega przecież na produkcji bytów. Ich
mnogość zdaje się obiecywać możliwość unicestwienia nicości, z całą pewnością
zaś usuwa sprzed oczu jestestwa nieuchronność i pewność możliwości niebytu.
Oczywiście, w drugim przypadku śmierć zostaje pojęta jako moment czasowy, w
którym przestaje funkcjonować fizjologia jestestwa. Stąd nieuchronność i
bliskość śmierci jawi się jako możliwa do opanowania wraz z rosnącą techniczną
sprawnością jestestwa. W istocie, jestestwo nie stoi już tutaj w obliczu
śmierci. Zagraża mu co najwyżej możliwość „zginięcia”. Jednak, jako
że możliwość ta w odniesieniu do jestestwa nie ma szans realizacji, więc też,
de facto, śmierci nie ma. „(…) umieranie innych uważa się za rzecz
towarzysko przykrą (jeśli nie wręcz za brak taktu), której życie publiczne
winno się wystrzegać”[95]W tensposób przepełnione wiarą we
własne możliwości jestestwo orzeka: nie ma niebytu.
Naturalnie dla Heideggera sytuacja taka oznacza, co
najwyżej że nie ma jestestwa. Pozbawione najbardziej własnej możliwości bycia,
jestestwo traci swą indywidualność, traci tożsamość. Jest „Się”
zamiast być „Sobą”: „Kto” jest czymś bezosobowym
– „Się”. Się przy pomocy którego odpowiadamy na pytanie o
„kto” powszedniego jestestwa, to Nikt, któremu wszelkie jestestwo w
byciu-pośród-siebie-nawzajem zawsze już jest oddane.”[96]
Niebyt, zapomniany, zakryty, bierze w posiadanie
byt, któremu idzie o jego własne bycie. Utrata tożsamości, to utrata własnego
bycia. Tracąc własne granice, przestając być indywidualnością, jestestwo jawi
się jako powielenie wzorca, powszechnie uznanego i irracjonalnie przypadkowego;
tracąc indywidualność, staje się ono amorficzną cząstką nieokreślonego ruchu
wiecznej przemiany.
Pytaliśmy: jak możliwa jest indywidualność w świecie
wiecznej przemiany? Otóż możliwa jest ona tylko jako samo-rozumienie jestestwa,
jako ruch bytu przytomnego, jako akt bytu przytomnego, który porażony
nieuchronnością możliwej śmierci rozpoznaje: ja jestem tym, który może przestać
być. I jestem, tylko wówczas, gdy staję wobec nieogarnionej pustki, bo
przeciwieństwem mojego samookreślenia jest właśnie owa nieokreśloność. Jestem,
tylko, kiedy jestem różny od owej nieokreśloności. Pewność i absolutność
niebytu rodzi pewność mojego ja. Ale, tak jak absolutny i konieczny jest
niebyt, tak owo ja jest kruche i przypadkowe.
Czym jest śmierć? Z pewnością nie chwilą, w której
ustaje fizjologia. Jako taka, jest przecież jedynie fazą wiecznej przemiany i
trudno właściwe określić, co się tu kończy a co zaczyna. Problematyczność
materialnie uchwytnego, wymiernego kryterium śmierci organizmu znana jest
medycynie aż nadto dobrze.
W świecie wiecznej przemiany, śmierć jako absolutny
kres, możliwa jest tylko gdy pojmiemy ją jako kres bytu. Byt zaś możliwy jest
tylko jako rozumiejące własną tożsamość, przytomne jestestwo. Względność owego
przypadkowego bytu jawi się jako oczywista. Jest on, o tyle tylko, o ile rozumie
sam siebie jako istniejący. Rozumienie własnego istnienia natomiast możliwe
jest tylko jako jego odróżnienie od nieokreślonej pustki niebytu. Byt przytomny
pojawia się w chwili odróżnienia siebie od nicości, pojawia się wówczas, gdy
strwożony absolutnością konieczności niebytu, podejmuje walkę o ocalenie
własnej, kruchej indywidualności.
Czymże więc jest śmierć ?
Wedle Martina Heideggera, jest ona absolutnym
niebytem, kresem jestestwa, granicą, poza którą jestestwo przestaje istnieć,
ale też granicą, ku której trwa niepowtarzalność jego własnej egzystencji.
Śmierć, niebyt absolutny, jest warunkiem możliwości
bytu. Określenie tożsamości bytu możliwe jest tylko jako oparte o doświadczenie
nicości. Śmierć jest przeciwieństwem życia, jednakże idzie tu o przeciwieństwo
współobecne, współdane ze swym zaprzeczeniem. Konieczne dla jego zaistnienia. W
owej współobecności przeciwieństw byt jawi się jako niekonieczny i względny,
odniesiony do niebytu i dopiero w tym odniesieniu określony jako byt.
Śmierć stanowiąca koniec bycia bytu, okazuje się być
tego bycia warunkiem koniecznym.
[70]Heidegger, Martin (2000) Wprowadzenie do metafizyki, Wydawnictwo
KR, Warszawa, s. 60.
[71]Parmenides z Elei (1992) ‘O prawdzie i mniemaniu,’ w:
Wit Jaworski W kręgu przedsokratyków, Wydawnictwo. Miniatura, Kraków,
s.5-7
[72]Heraklit z Efezu, (1992) ‘Zdania’,w: Wit Jaworski
(red.) W Kręgu przedsokratyków, Wydawnictwo. Miniatura, Kraków, s.6-8
[73]Heidegger, Martin (1994) Bycie i Czas, Wydawnictwo Naukowe PWN,
Warszawa s.17-18,
[77]Heidegger, Martin (1994) Czym jest metafizyka?,
Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, s.67., przeł. K. Wolicki, w: tenże,
„Budować, mieszkać, myśleć. Eseje wybrane”.
[78]Michalski, Krzysztof (1998) Heidegger i filozofia współczesna,
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, s. 38.
[79]Heidegger, Martin (1994) Bycie i Czas, Wydawnictwo Naukowe PWN,
Warszawa, s. 334.