Teoria Nieantagonistycznego Rozwoju (TNR) stanowi
próbę nowego opisu rzeczywistości. W sposób oczywisty jednak, wartość tego
opisu leżeć musi nie w nim samym lecz w
skutkach jakie niesie dla praktyki ludzkiego życia. W rozdziale tym
zamierzamy więc przedstawić niektóre cechy nowego nieantagonistycznego sposobu
bytowania w świecie oraz wskażemy te odkrycia TNR, które muszą zmienić z czasem
dotychczasowy sposób pojmowania rzeczywistości.
9.2. Akceptacja granic bytu jako nieantagonizm bycia.
TNR nie
wymaga wprowadzania kategorii SYNTEZY. Tzw. „synteza” to
przekraczanie granic, zaś TNR szanuje TO, CO JEST i nie widzi potrzeby
przekraczania granic. Dla TNR naturą rzeczywistości nie jest
„jedność”, lecz pluralizm i nie jest jedność przeciwieństw, lecz
ich rozgraniczenie, niezniszczalna granica pomiędzy przeciwieństwami,
nieantagonistyczny sposób bycia przeciwieństw i ich równowaga względna.
Na każdym
swoim i również „najwyższym” poziomie TNR dotrzymuje
wierności swej tezie o nieantagonistycznym sposobie bycia jestestw i równowadze
względnej przeciwieństw i w ten sposób nie przekracza granicy bytu (i niebytu),
nie musi sięgać do „ognia” czy do „dialektyki” (pojęcia
o tyle wygodnego, co niejasnego) – czy innej niezbyt zrozumiałej
„drogi” dojścia do JEDNOŚCI np. poprzez ABSOLUT czy BOGA. TNR nie
dochodzi do koncepcji jedności i nie potrzebuje do niej dojść, bo jest opisem
dwoistej natury rzeczywistości, nieskończonego niebytu i skończonego bytu,
czyli wskazuje nieprzekraczalne GRANICE, przed którymi należy się zatrzymać.
Stąd rzeczywistość jest dwoista, czyli składa się z bytu i niebytu w równowadze
względnej. A więc ontologia TNR jest teorią bytu i NIEBYTU.
Niektórzy (jak np. Hegel) przywiązują wielką wagę do
faktu walki człowieka o uznanie, o prestiż. Twierdzą, że zdobywając medal czy
sztandar i narażając życie dla zwycięstwa, lub płacąc za nie życiem, człowiek
dowodzi swojej WOLNOŚCI i autentyczności. Hołdują oni w ten sposób
antagonistycznej walce przeciwieństw, sprzecznej, moim zdaniem, z naturą
rzeczy. Bój na śmierć i życie jaki ludzie toczą od zarania dziejów, tylko wtedy
jest bojem o wolność i autentyczność, jeśli nie przysparza innemu człowiekowi
PONIŻENIA, zniewolenia i krzywdy. A to się nigdy nie zdarza. Walka zmusza do
walki, do zadawania ran, wzajemnego poniżenia i cierpienia. Chwalcy wolności i
godności często nie biorą tego pod uwagę. A szkoda, bo gdybyśmy odrzucili
antagonistyczną walkę przeciwieństw, a uznanie i prestiż osiągali poprzez
współpracę przeciwieństw (także w obszarze ekonomicznym) to rozpoczęła by się
prawdziwa, rzeczywista „Nowa Era” w dziejach człowieka.
Człowiek musi jeść, pić, spać i ma wiele innych
różnych potrzeb, których zaspokajanie ostatecznie kulminuje się w walce o
uznanie, zamiast w walce o POZNANIE. Nie jest jednak prawdą, że w ten sposób
człowiek wykracza ponad świat przyrodniczy i że jego godność jest wyjątkowa.
Fauna i flora, a nawet świat nieorganiczny, ma też swoją godność i walkę o
uznanie i swoją moralność – śmiem twierdzić, że każdy byt i szczególnie
niebyt powinien być objęty respektem moralnym. To, że jak do tej pory, przyroda
przegrywa z człowiekiem, wycinającym np. tysiącletnie drzewa, jest dowodem
barbarzyństwa antropocentrycznego myślenia.
Innym, niezbitym dowodem małości człowieka, czyli
jego pychy i nieracjonalnej postawy jest powszechnie akceptowany rozwój
kryminogennych „środków zaradczych” stosowanych w polityce,
socjologii, ekonomii i wymiarze sprawiedliwości większości (jeśli nie
wszystkich) społeczeństw i państw. Bój o uznanie, kiedyś krwawy i toczący się
przede wszystkim na szczytach społeczeństw np. między władcami i arystokracją,
dzisiaj w najprzeróżniejszych formach występków, przestępstw i zbrodni toczy
się powszechnie na wszystkich szczeblach społecznych. Przyczyną i skutkiem tego
jest marksistowska świadomość rewolucyjna, która przeniknęła do wszystkich
ideologii, oraz leninowska „rewolucyjna świadomość prawna”
(niezależność władzy sądowniczej od prawa, potwierdzana obowiązującym prawem) i
„permanentna rewolucja kontrolowana” („kryminologia
radykalna”) – oczywiście POZORNIE kontrolowana, zmierzająca do
„sytuacji rewolucyjnej”. Ideologie te i podobne, pod wpływem
których znajduje się większość ludzkości, NIE uznają ani etyki, ani prawdy
obiektywnej, a jeśli nawet ją uznają, to nie biorą jej poważnie pod uwagę.
Powszechnie ujawniająca się i wzrastająca przestępczość jest nowoczesnym bojem
o uznanie, każdy przestępca chce być mądrzejszy od systemów prawa i
bezpieczeństwa i od wszystkich innych obywateli, toczy się walka WSZYSTKICH PRZECIW
WSZYSTKIM i jest to, moim zdaniem, przejaw poczucia wyższości i kryminalna
walka o prestiż. Jest to nowoczesna, ukryta forma układu: PAN – NIEWOLNIK
i walki o uznanie.
Immanentna sprzeczność układu „pan –
niewolnik” czy „walki o prestiż” zostanie rozwiązana dopiero
w społeczeństwie, którego powszechnie akceptowaną ZASADĄ BYTU będzie
nieantagonizm przeciwieństw – gdy tak pan jak i niewolnik ze zrozumieniem
wykonywać będą swoje „role” pana i niewolnika, znać będą wzajemną
zależność i rozumieć funkcje i poprzez ZROZUMIENIE KONIECZNOŚCI osiągną
wzajemnie powiązaną wolność, równość i moralność. Hegemonia pana i poddaństwo
niewolnika automatycznie stają się nieracjonalne przy nieantagonistycznej
relacji elementów bytu i dopiero państwo oparte na takich zasadach całkowicie
zaspakaja potrzeby moralne człowieka. W systemie antagonistycznego rozwoju, ani
pan, ani niewolnik, nie ulegają żadnym zasadniczym zmianom z upływem setek i
tysięcy lat. Obaj zostają NIEZASPOKOJENI – pan, właściciel, biurokrata
czy arystokrata, rządzi, panuje i usiłuje ugruntować swoją podmiotowość wobec
drugiego człowieka – niewolnik uprzedmiotawia siebie pracując dla pana,
służąc panu i mimo ciągłej rzekomej zmiany na lepsze, mimo ciągłego
„wyzwalania’, niewolnik nadal pozostaje rzeczą. Sprawą zasadniczą w
przypadku relacji „pan – niewolnik” jest oczywiście
samoświadomość tak pana, jak i niewolnika. Pisaliśmy już wcześniej, że, moim
zdaniem, nawet w najbardziej ciężkich czy ekstremalnych warunkach, człowiek
może zachować swoje JA, swoją wolność, godność wewnętrzną i podmiotowość.
Przezwyciężenie determinizmu antagonistycznego układu nie jest możliwe poprzez
żadne „demokratyczne”, „liberalne”, czy religijne
ideologie. Bo sednem rzeczy jest zrozumienie natury rzeczywistości, w tym bytu
i niebytu. Dopiero otwarcie szeroko oczu i uderzenie się w piersi, rezygnacja z
PYCHY, dominacji i wywyższania się ponad naturę i innych – akceptacja i
zrozumienie bytu opartego na nieantagonizmie przeciwieństw i afirmującej roli
niebytu, oto droga do pokonania sprzeczności w walce o Wolność, Równość i
Braterstwo. Ale nawet i wtedy, nawet gdyby cała ludzkość uwierzyła w TNR
– na drodze do „raju” stanie TNR’owska teza, że treść
nigdy nie odpowiada formie. Bo świat nie jest RAJEM.
9.3. Etyka Nieantagonistycznego Rozwoju.
Jak TNR
rozumie etykę? TNR rozumie etykę jako siłę obiektywnego, absolutnego,
niezależnego porządku życia. Jest takie słynne dosyć sformułowanie jednego z
filozofów, że „małpa, która
nie spostrzegała realistycznie gałęzi, na którą skacze, w chwilę potem była już
martwą małpą, a przeto nie ma jej już wśród naszych praprzodków. Jest to
ujęcie bardzo deterministyczne ukazujące jaskrawo siłę powinności bytu (prawo
istnienia), do którego trzeba dostosować ograniczoność świadomości i wolnej
woli człowieka.”
Jest byt. Z istnienia tego bytu wynikają powinności
– powinności bytu. Aby osiągnąć pełnię bycia, byt musi spełniać te
powinności i dotyczy to nie tylko człowieka, ale każdego bytu. Jeśli z takich,
czy innych względów np. z powodu nierealistycznej percepcji, albo z tysiąca
jakichkolwiek innych względów –
byt nie spełnia swoich powinności, to traci swoje bycie, przestaje być obecny,
tak jak małpa po nieudanym skoku jest martwa. Ludzie, którzy mordują lub oszukują i uczą innych tego samego, po
prostu przestają być ludźmi, degenerują się wewnętrznie i psują innych, stają
się BARBARZYŃCAMI. Ludzie
zdegenerowani, moim zdaniem, żyją krócej na skutek braku równowagi
psycho-fizjologicznej (konflikt rozumu i sumienia, moim zdaniem, wystawia
rachunek fizjologiczny).
A więc Etyka
TNR wynika z powinności bytu. Ewolucja, selekcja wyznacza sankcje wobec
nieetycznych bytów. Każdej akcji towarzyszy reakcja. Nie ma nic za darmo. Za
wszystko trzeba zapłacić. Świat jest sprawiedliwy. Ludzie, którzy twierdzą, że
świat jest niesprawiedliwy są nielogiczni, bo niesprawiedliwość jest dowodem
istnienia sprawiedliwości. Ludzie ci nie zrozumieli natury rzeczywistości.
Świat nie jest RAJEM – istnieje taki jaki jest, ale fakt, że istnieje,
jest dowodem istnienia Etyki obiektywnej, a co za tym idzie istnienia
obiektywnej Prawdy i sprawiedliwości, dobra i piękna i również ZŁA. Etyka
obiektywna jest przeciwieństwem etyki subiektywnej, czyli jednostkowej,
nacechowanej relatywizmem lub konwencjonalnością. Tak samo jak PRAWDA. Jest
prawda obiektywna i w przeciwieństwie do niej każdy ma swoją prawdę wybiórczą.
A więc mamy do czynienia z ogólnymi zasadami
postępowania, czyli ETYKĄ obiektywną i bardzo różnorodną i skomplikowaną
moralnością autonomicznych poszczególnych podmiotów, czyli etyką subiektywną.
Etyka subiektywna to wynik oddziaływania na podmiot wielu czynników m.in.
uczuć, sumienia i instynktu, autentyczności, sytuacji np. genetycznej i
zdrowotnej, konwencji, prawa i bardzo wielu innych równie ważnych czynników.
Jednym z najważniejszych czynników, określającym sposób myślenia i
wartościowania współczesnego człowieka jest brak rozpoznania i świadomości
niebytu przez naukę i filozofię.
9.4. Tożsamość Etyki, Logiki i Interesu
Naczelna powinność każdego bytu brzmi: rozwijaj się,
stawaj się coraz lepszy. Już samo przybliżenie do czegoś lepszego jest
spełnieniem misji. Aby byt mógł przetrwać, aby trwał, ażeby w ogóle był, musi
sprostać wymogom selekcji. TNR odrzuca pojmowanie natury jako Hobbesowskiej
wojny wszystkich ze wszystkimi, gdyż w takim stanie rzeczy istotą bytu musiałby
być antagonizm. Byty w żadnym razie nie dążą do wzajemnego zniszczenia, wręcz
przeciwnie, rywalizacja pomiędzy bytami wzmaga ich dążenie do doskonałości
formy. Doskonałość formy do której dąży byt jest osiągana poprzez rywalizację.
Celem rywalizacji nie jest pognębienie przeciwnika, lecz wyłonienie najlepszego
spośród rywalizujących.
W ten sposób prawa ewolucji rządzące materią
ożywioną i nieożywioną działają również w życiu każdego człowieka. Tyle tylko
że w świecie człowieka ewolucja materialna wzbogaca się o dwa nowe wymiary:
etyczny i estetyczny. Celem rozwoju ludzkiego jest dążenie do piękna i dobra.
Dla TNR jednak ów wymiar etyczny i estetyczny nie jest specyfiką świata
człowieczego. Wg TNR cała przyroda ma charakter etyczny i estetyczny. Świadczy
o tym przecież to, że piękno formy indywidualnej, osiągane dzięki ewolucji, ma
znaczenie nie tyle dla indywiduum ale dla całości Wszechświata. Mało tego,
piękno formy indywidualnej staje się odbiciem i przejawem całości bytu, bo w
oczywisty sposób jest rezultatem ewolucji całości Wszechświata. To właśnie
obecność tego wymiaru ponad jednostkowego świadczy o etycznym i estetycznym
charakterze procesu ewolucyjnego. Gdy traktujemy ewolucję antagonistycznie
otrzymujemy nieestetyczny i nieetyczny obraz brutalnej walki wszystkich ze
wszystkimi, walki której celem jest zniszczenie przeciwnika. Celem takiej
antagonistycznej ewolucji (czyli właściwie rewolucji) jest destrukcja,
cierpienie i ból. Nagrodą zwycięzcy jest pognębienie przeciwnika, a wiec
sytuacja z gruntu nieetyczna i, przyznajmy to, nieestetyczna. Co jednak bardzo
istotne: takie pognębienie widoczne jest tylko z perspektywy egoistycznej.
Zupełnie inaczej ma się cała sprawa w przypadku
nieantagonistycznej ewolucji. Tutaj nagrodą zwycięzcy jest piękno formy, jaka
wyłania się z rywalizacji. Ale przecież piękno owej formy musi być podziwiane
także przez pokonanych w rywalizacji. Rzetelna rywalizacja ujawnia wszystkim,
że przegrani są warunkiem możliwości wygranego. A więc że formy mniej doskonałe
są dopełnieniem formy najdoskonalszej, dopełnieniem bez którego doskonałość
zwycięzcy nie istniałaby. W ten sposób piękno objawiające się w zwycięzcy staje
się odbiciem piękna całej rywalizacji. A to jest przecież perspektywa nadindywidualna,
czyli doświadczenie nieantagonistycznej harmonii całości bytu.
Ponieważ piękno zwycięstwa jest pięknem całości
bytu, chwilowy zwycięzca jest tylko jego depozytariuszem. Po nim przyjdą
następni, lepsi, będący kolejnymi ogniwami w łańcuchu rozwojowym dążącego do
doskonałości bytu. Dla TNR jest jasne, że prawa ewolucji bytu w ogóle określają
powinności każdego bytu konkretnego – dążenie do dobra i piękna, do
sprawiedliwości, dążenie do mądrości i doskonałości. Te powinności bytu są
obiektywnymi prawami etyki.
Drugie pod względem ważności twierdzenie TNR brzmi:
ETYKA, INTERES (cel) i LOGIKA (rozum) są tożsame i
wynikają z BYTU.
Oczywiście takie utożsamienie, zdawałoby się,
zupełnie obcych sobie kategorii, może być nieoczywiste. Teza o logicznym charakterze
bytu, po raz ostatni chyba poważnie był brana przez Hegla. Współcześnie zaś
zwykło się akcentować przepaść pomiędzy bytem materialnym a idealnym. Jak mówi
Einstein: „dopóki twierdzenia matematyki odnoszą się do rzeczywistości,
to nie są pewne, gdy zaś są pewne, to nie odnoszą się do rzeczywistości”.
Takie ostre rozgraniczanie bywa jednak ostatnio rozmywane. Keith Devlin usiłuje
sformułować rzekomo nowy sposób rozumienia matematyki i nauki wykraczający poza
zakres tradycyjnych metod i nazywa tę ideę „miękką matematyką”. Powołuję się m.in. na Giana
Carlo Rota, czołowego przedstawiciela dzisiejszego establishmentu matematyków
Ameryki, który pisze tak: „Kiedyś w przyszłości, która już puka do
naszych drzwi będziemy musieli przestawić się sami, lub nastawić nasze dzieci
na mówienie całej prawdy. Będzie to zadanie szczególnie przykre w matematyce.
Porywające odkrycia dokonywane w naszej dyscyplinie, systematycznie wymazują
– jak zamazywane są ślady stóp w piasku – oparty na analogii tor
myślenia, który jest autentycznym życiem matematyki. Konserwatywnego logika
szokuje zapewne przewidywanie, że nadejdzie dzień, w którym niejasne obecnie
pojęcia, takie jak motywacja i cel staną się formalnymi, akceptowanymi
składnikami zrewidowanej logiki, w której zyskały należny im status, co
najmniej równy statusowi aksjomatów i twierdzeń”.
A więc Rota i cytujący go Keith Devlin „niejasne pojęcia” celu i
motywacji zaczynają traktować jako logiczne i matematyczne kategorie. Tym samym
utożsamienie Etyki, Logiki i Interesu Bytu staje się mniej paradoksalne. Jakieś
formy tego utożsamienia dają się odszukać w wielu ideach istniejących od
tysięcy lat (np. chrześcijańskich, lub różnych „dialektykach”
filozoficznych) – nawet matematyka wymaga ZAUFANIA DO DRUGIEGO
CZŁOWIEKA (tzn. że przez jednego człowieka zostanie potraktowana tak jak
przez drugiego), czy, jakby powiedział Ricoeur, i jak pokazał Gödel, jakiegoś
aktu wiary gdy chodzi o jej niesprzeczność. Bo przecież nie chodzi o
dogmatyczne uznanie obiektywności matematycznej za jedynie obowiązującą, lecz o
człowieka, który z tej obiektywności może uczynić zły albo dobry użytek.
Ostatecznie dla myślenia potocznego od zawsze było
jasne, że interes, czyli cel (a cel działania jest przecież jednym z motywów
jego podjęcia) jest pełnoprawną kategorią stosowaną przy analizie logiczności
czy etyczności myślenia i działania. Logika i Etyka są po prostu narzędziami i
sposobami osiągania celu istnienia ludzkiego. W zależności od zidentyfikowania
i określenia Interesu – Celu Działania – wypływającego z takich,
czy innych motywacji – Logika i Etyka będą stosowne lub niestosowne.
Marksiści (w tym Lenin i Stalin) też, posługiwali
się swoistą „miękką matematyką”
stwierdzając „naszą etyką jest
nasz interes”. A więc w zależności od tego co rozumiemy przez nasz
cel i interes, tak rozumiemy Etykę. Tyle tylko, że ta nasza subiektywna etyka
wcale nie musi mieć nic wspólnego z obiektywną Etyką Bytu. Etyka subiektywna
zawsze jest sprzeczna albo z logiką, albo z interesem. Etyka obiektywna jest
tożsama z logiką i celem bytu.
Logika – druga kategoria omawianego
twierdzenia, to dla TNR po prostu rachunek oparty o zasadę niesprzeczności,
logika formalna – a więc NARZĘDZIE teoretyczne stosowane przez byty
myślące. Jednak narzędzie to jest w TNR fragmentem holistycznego porządku
całości bytu. Fakt, że posługuje się nim człowiek, i że może robić z niego
różnoraki użytek, jest możliwy tylko dlatego, że człowiek jest elementem
większej całości, która ma logiczny charakter. Gdyby byt w ogóle nie był
logiczny, logika konkretnego bytu ludzkiego pozostawałaby jeszcze jednym
złudzeniem. A wówczas istnienie ludzkie byłoby absurdalnym snem, który śni
samego siebie.
Problem logiczności bytu w ogóle w oczywisty sposób
wiąże się, a dla TNR wręcz utożsamia, z
kwestią sensowności istnienia. Wg TNR ten sens bytu to po prostu Cel bytu,
czyli jego indywidualny Interes i motyw działania. Jaki jest sens bytu według
TNR? Otóż jest to CUD bycia. Bycie
szczęśliwe lub nieszczęśliwe, ale zawsze piękne, jest sensem bytu.
SENS BYTU w rozumieniu TNR jest jasny i oczywiście
optymistyczny: byt jest względnie zrównoważony, teleologicznie
ukierunkowany, dąży do swego celu, i
realizacja tego celu jest misją bytu. Byt ma swój czas, bycie, ma swój cel w
mniejszym lub większym stopniu osiągany, jest więc zaspokojony, musi być
„szczęśliwy”. Zdaniem TNR byty „nieszczęśliwe”, bo
niezrównoważone lub mało zrównoważone i w związku z tym upośledzone w czasie
swego bycia i dlatego nie osiągające swego celu, rozwoju, są we wszechświecie w
znikomej mniejszości. Do tej „nieszczęśliwej” mniejszości należy w
pierwszym rzędzie i chyba jedynie człowiek, rzekomo świadomy rzeczywistości i
samego siebie. Człowiek, który wymyślił sobie, że jest „wolny” i że
stanowi centrum Wszechświata (układ homocentryczny i następnie
socjocentryczny), tak po prawdzie sam nie wie czego chce. Najchętniej chciałby
żyć długo i szczęśliwie i wiecznie. Absolutnie nie akceptuje i nie przyjmuje do
wiadomości istnienia niebytu, nie wierzy, że coś takiego może istnieć. A
jednocześnie chce żyć racjonalnie i w obfitości, w pełnej wolności, ale zgodnie
z zasadami i DOMINOWAĆ, oczywiście koniecznie dominować. Czyli w porządku niby
moralnym zmierzać do celu. Ale tego celu nie może znaleźć i wszystko mu
przeszkadza, bo wszystkie te wartości są JEGO, czyli wybiórcze: ma swoją
wolność, swoje zasady, swój porządek i chciałby mieć ten swój cel. W takiej
sytuacji najczęściej nic mu się nie udaje. Dochodzi do wniosku, że świat jest
niesprawiedliwy, mało tego, że świat jest nieracjonalny, i ostatecznie odkrywa,
że ten świat to ABSURD. Prawdziwie poważnym problemem filozoficznym ogłasza
wówczas samobójstwo i szuka drogi ucieczki w różne utopie. Samoświadomy, wolny
człowiek nie może znieść świadomości ostateczności nieuchronności śmierci.
Fakt, że jest wolny, a musi umierać, uważa za straszną niesprawiedliwość
świata. Za absurd. Żyć bez celu? Nie można żyć bez celu. Ponieważ świat i
dzieje ludzkości są bezsensowne, trzeba ogłosić Apokalipsę, KONIEC ŚWIATA,
koniec filozofii, KONIEC HISTORII, „KONIEC NAUKI”,
koniec człowieka itd. Skończyć z tym absurdem. Koniec już właściwie nastąpił,
jeszcze tylko trzeba popełnić samobójstwo. I pisze się i publikuje dzieła
filozoficzne i „naukowe” (psychologiczne itp.) na ten temat. Ale czy samobójstwo zmieni bycie i sens bytu?
Skąd ten absurd?
TNR daje
odpowiedź: Stąd, że człowiek jest bardzo słaby i nie potrafi pogodzić się z
faktem niebytu – z prawdziwym, rzeczywistym dualizmem: jest byt i jest
niebyt. Parmenides „zarządził” 2500 lat temu: niebytu nie ma, i ten
fałszywy obraz rzeczywistości trwa do dnia dzisiejszego.
SENS BYTU człowieka jest bardzo prosty: człowiek tak
jak każdy inny byt musi spełniać „powinności bytu”, pozbyć się PYCHY i swych maksymalistycznych
oczekiwań od innych i od świata, musi zrozumieć, że świat jest rozumny i
sprawiedliwy. Świat jest taki jaki jest, nie można naginać go do swoich
wyobrażeń i żadne ludzkie nostalgie i wybiórcze wołania o gwiazdkę z nieba
uwzględnione z natury rzeczy być nie mogą. Świat jest zrównoważony: jest w nim
tyle DOBRA co ZŁA, świat jest sprawiedliwy, jest w nim tyle sprawiedliwości ile
niesprawiedliwości, tyle samo mądrości co głupoty, jest na świecie dużo różnego
cierpienia, ale nie więcej niż zaspokojenia i szczęścia. Świat nie jest rajem.
Aby było dobro, musi być zło.
Byt człowieka ma wielorakie atrybuty. Jest logiczny,
rozumny, rozsądny, ale sposób jego bycia uzależniony jest od stopnia
zrozumienia natury swego bytu i natury bytu w ogóle. Człowiek jest
usatysfakcjonowany i szczęśliwy lub nieszczęśliwy i nastawiony do życia pesymistycznie
– ale w obu przypadkach byt człowieka, tak dla niego jak i dla jego
środowiska, rodziny, społeczeństwa, ma oczywisty sens. Trzeba tylko chcieć go
dostrzec. Trzeba doceniać CUD istnienia i cieszyć się zadanym życiem.
9.5. Wskazanie genezy zła w świecie.
TNR wskazuje na filozoficzne przyczyny zła,
nieszczęść, wojen, nienawiści, jakie mają miejsce na ziemi. We wskazywaniu
filozofii jako przyczyny zła TNR ma poprzedników w osobach Comte’a,
Marksa, Heideggera i wielu innych. Martin Heidegger przyczynę zła
cywilizacyjnego wskazał w zakryciu prawdy metafizycznej (zapomnieniu bycia).
TNR postępując śladami Heideggera, konkretyzuje jednak nazbyt abstrakcyjny i
niejasny postulat przemiany myślenia o byciu. TNR stawia przed ludzkością
kwestię istnienia niebytu, oraz kwestię nieantagonizmu przeciwieństw. TNR w
przeciwieństwie do Heideggera, podkreśla moralny wymiar zmiany paradygmatu
myślenia. Koncepcja Heideggera z jej atakiem na stechnicyzowaną cywilizację i
naukę jest swoistą konserwatywną utopią. TNR nie propaguje utopii, lecz
uzasadnia i zmierza do tradycyjnych, uniwersalnych wartości, takich jak
szczęście, miłość bliźniego, współpraca międzyludzka, pacyfizm. Stąd też swe
ontologiczne rozstrzygnięcia TNR przekłada na realne postulaty dotyczące życia każdego
człowieka i stara się artykułować je w sposób zrozumiały nawet dla czytelnika
nie obeznanego z problemami filozofii.
Według TNR uparte trwanie filozofii przy błędnym
twierdzeniu o sprzeczności przeciwieństw i wzajemnym się ich znoszeniu, staje
się przyczyną zła społecznego. Na skutek tego, że filozofowie, a co za tym
idzie wszelkie nauki społeczne, uważają przeciwieństwa za antagonistyczne,
powszechnie zwykło się uważać życie człowieka za walkę, w której należy za
wszelką cenę wyeliminować lub zdominować przeciwnika. Walka ta przybiera różne
postaci i rodzi różnorakie ideologie. Również wszelkie religie oparte są o
antagonizm dobra i zła, zbawienia i potępienia. Tymczasem, według TNR
upowszechnienie wiedzy o nieantagonizmie przeciwieństw umożliwi nowy sposób
funkcjonowania człowieka w świecie, sposób oparty na zrozumieniu i współpracy,
tolerancji, wzajemnej życzliwości elementów, które dziś są przez człowieka
postrzegane jako wrogie i zantagonizowane.
Drugą przyczyną zła, które jest trwogą paraliżującą
życie człowieka, bądź czynnikiem popychającym go do zgubnej i bezwzględnej
rywalizacji z innymi, brak współczucia, jest nieświadomość afirmującej mocy
niebytu. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z faktu, że niebyt jest źródłem jego
istnienia i pojmuje niebyt tylko jako tego istnienia negację. Stając przed
dylematem: albo ja albo niebyt, człowiek wybiera siebie i odrzuca niebyt.
Gubi tym samym nie tylko wiedzę o rzeczywistym stanie rzeczy, ale podstawę
własnej indywidualności. W tym punkcie TNR przejmuje twierdzenia Martina
Hedeggera dotyczące autentyczności bycia ku śmierci. TNR idzie jednak dalej.
Twierdzi, że niebyt, nicość, nie jest negacją, lecz jest afirmacją istnienia, a
samo istnienie jest atrybutem (warunkiem) drugiego stopnia. Pierwszym warunkiem
istnienia jest fakt, że aby BYĆ trzeba MIEĆ, trzeba posiadać siły
umożliwiające bycie. I właśnie dopóki człowiek jest, wspiera go w jego
byciu niebyt. W przypadku braku, nieobecności NIEBYTU, nie byłoby i człowieka.
Dopóki jest niebyt, może być człowiek i wszelki inny byt.
Mało tego. Iluzoryczne przekonanie o nieistnieniu
niebytu wskazuje TNR jako przyczynę jego PYCHY, złudzenia o wszechmocy
człowieka, które rodzi rozpasane współzawodnictwo i konsumpcję, jak i zgubne
iluzje różnych ideologii obiecujących człowiekowi stworzenia raju na ziemi.
Według TNR ludzie nie pojmują, że świadomość własnej skończoności, faktu, że
najpewniejszą rzeczą pod słońcem jest własna śmierć – własny niebyt, jest
tym co napełnia człowieka siłami do wierności powinnościom bytu, czyli trwania
w swej wierze i sumieniu, co jest drogą do pokoju wewnętrznego i szczęścia.
Człowiek wierny swej misji czyni DOBRO I PIĘKNO, dąży do PRAWDY i w ten sposób
realizuje swoje człowieczeństwo, przedłuża swój byt. Człowiek nie wierny swej
misji bycia człowiekiem, ulega degeneracji, degeneruje lub demoralizuje swoją
rodzinę i całe otoczenie. Świadomość tego konfliktu sumienia działa negatywnie
na jego fizjologię, jest nieszczęśliwy, skraca swój byt, lub w ogóle przestaje
być człowiekiem, a staje się jakąś hybrydą.
W tym względzie TNR jest pionierem. Nikt jak dotąd
tak wyraźnie nie podkreślał pozytywnej, kreującej istnienie, mocy niebytu. Choć
do pewnego stopnia wskazanie to jest zgodne z niektórymi odmianami
egzystencjalizmu, niektórymi filozofiami Wschodu oraz pewnymi nurtami myśli
chrześcijańskiej wskazującymi jako przyczynę tryumfu zbrodniczych ideologii
uzurpowanie sobie przez człowieka prerogatyw boskich.