Życiorys

 

Do 12 roku życia mieszkałem w Kałuszynie, małym miasteczku za Mińskiem Mazowieckim. Od najmłodszych lat pomagałem rodzicom w sklepie, sprzedawałem sól, rodzynki, nalewałem naftę do butelek, mając 8 lat na małym rowerku jeździłem 5 km do Mrozów i "wykupywałem" wagony (węgla, wapna, nawozów sztucznych itp) i "organizowałem" ich transport do Kałuszyna - tzn. jadąc (o 5 rano) przez wieś Olszewice stukałem do okien chłopów trudniących się przewozem konnym i pilnowałem rozładowania towarów i przewiezienia do naszych magazynów. Może to śmieszny wstęp do życiorysu człowieka znającego liczne wypadki wspaniałych osiągnięć genialnych dzieci (np. Leibniz mając 15 lat wstąpił na uniwersytet i mając 20 był doktorem prawa i proponowano mu katedrę) - ale wspominam ten okres z wielkim sentymentem i myślę, że już wtedy przejawiała się moja AKTYWNOśĆ towarzysząca mi następnie całe życie.

Od 12 roku życia mieszkałem w Warszawie, w 1939 zdałem do najlepszego w Polsce gimnazjum STEFANA BATOREGO, ale Niemcy od razu zarekwirowali jego budynki na szkoły dla niemieckich dzieci, my przenieśliśmy się na plac Trzech Krzyży do "Ociemniałych", a następnie na tzw. "komplety" - następnie Ojciec ulokował mnie w zawodowej szkole handlowej Zgromadzenia Kupców na Wilczej 41.

 

Mając 16 lat znalazłem się w AK, wybrałem sobie pseudonim "Liryczny", a moi najlepsi koledzy nazwali się ROMANTYCZNY (Mikołaj Giś - nie żyje) i POETYCZNY (Stefan Stopiński - żyje w Warszawie) - chyba dlatego wybraliśmy sobie takie niespotykane pseuda bo czytaliśmy dużo i kochaliśmy poezję. Później była tajna podchorążówka, tajne wykłady na tajnych metach i wyjazdy w teren, przeważnie w lasy w kierunku Otwocka. Jako jedyny posiadałem własną broń, PRABELLUM - mój młodszy brat Tadeusz kupił go od kogoś w Kałuszynie i dał mi go w prezencie - to było wielkie "coś", posiadanie parabelki no i zobowiązywało do ..... zabijania ! Pamiętam z jaką dumą pokazałem kiedyś swojej starszej siostrze tę parabelkę i dwa wręby na drewnianej wkładce na kolbie, pytając czy wie co to znaczy ? Było wiele, wiele niesłychanie ekscytujących przeżyć, zdarzeń, momentów i dni, cudownie szczęśliwych wprost łask LOSU przez całą okupację, przed i w czasie POWSTANIA, zakończonych wybuchem pocisku garłacza we framudze okna gdzie stałem na posterunku. Nasza kompania stała w tym czasie na Chmielnej od Marszałkowskiej do Sosnowej. Na trzecim piętrze jednego z domów naprzeciwko hotelu POLONIA, mieliśmy stanowisko i chyba 7 - 8 września usłyszałem charakterystyczny gwizd zbliżającego się pocisku i zanim usłyszałem wybuch straciłem przytomność. W piwnicach na rogu Sosnowej i Złotej mieliśmy punkt szpitalny i podobno przez wiele następnych dni pół przytomny darłem się w niebogłosy. Ojciec nie był żołnierzem, siedział przy mnie całymi dniami i nocami i bardzo dużo mnie uratował. Niewiele z tego okresu pamiętam, ale rozmowę lekarzy na temat czy już amputować nogę, czy jeszcze można ryzykować i czekać, zapamiętałem. Noga w końcu się uratowała i wiernie mi służyła w wielokilometrowych wędrówkach i na dyskotekach. Później przyszła KAPITULACJA, ojciec poszedł z cywilami, nas, rannych i lekarzy i sanitariuszki, bardzo elegancko pociągiem sanitarnym (towarowe wagony, ale koje posłane czystą białą bielizną), wywieźli do obozu szpitala w Zeithein. Ciekawe było życie w tym obozie i następnie w stalagu w Muelbergu. W Zeithein spotkałem kolegę ze szkoły i AK Zygmunta Pawłowskiego (JUR), obecnie Ojca Dominikanina. On został w Zeithein i oswobodzili go Rosjanie, mnie rozkazem komendanta obozu pułkownika Strehla, przeniesiono do Muelbergu i oswobodzili mnie Amerykanie. Później "żyłem" w obozie dla byłych jeńców wojennych w Nordheim i w ..... Stamtąd zacząłem początkowo tylko zwiedzać Europę i Niemcy - strasznie wyglądały, strasznie, miasto przy mieście i wszystko w gruzach. Wkrótce zacząłem handlować - najwięcej z Brukseli przywoziłem duże ilości papierosów i trochę kawy, do Brukseli woziliśmy (miałem wspólnika Konstantego Misztala, już nie żyje) wypchanymi teczkami marki hitlerowskie. Przeszło rok po uwolnieniu znalazłem się w szpitalu z powodu innej choroby, ale akurat wtedy dostałem pierwszy atak epilepsji. Od tej chwili co 4-5 miesięcy w nocy w czasie snu dostawałem serię ataków - ostatni taki atak miałem w więzieniu na Mokotowie w 1968 r. Poza tym jeszcze w obozie nabawiłem się gruźlicy i chorowałem przez 10 lat, leczyłem ją m.in. odmą brzuszną założoną w szpitalu w Otwocku. Ze względu na te choroby w 1947 roku wróciłem z Niemiec do domu do Kałuszyna i Warszawy.

 

Po powrocie, mój brat Tadeusz, znów podarował mi PARABELLUM - a ja nie wiedziałem co z nim robić. Zanim zakopałem go w ogrodzie, IDIOTA, pochwaliłem się nim Stefanowi Poetycznemu i chyba pokazałem go Zygmuntowi JUROWI - miałem niesłychane, niesłychane szczęście, bo gdyby któryś z nich mnie zakapował, zgnił bym w więzieniu. Ale przyjaciół straciłem - Stefan jak najbardziej słusznie przestał kontaktować się ze mną - a Zygmunt wstąpił do zakonu i nie widziałem go prawie 50 lat. Parabelki nigdy z ziemi nie wykopałem.

 

Rok szkolny 1947-48 próbowałem studiować na Szkole Głównej Handlowej, ale nie zaliczyłem nawet dwóch semestrów i zrezygnowałem.

 

W latach 1948 - 1951 Ojciec zawarł spółkę z Państwem Wojtyś i mnie wciągnął też do tego przedsiębiorstwa - zbudowaliśmy najpierw BAR ZACHODNI na Towarowej naprzeciwko ówczesnego dworca głównego, a następnie MAŁY CRISTAL na rogu Aleji Jerozolimskich i Brackiej - dokładnie w tym miejscu gdzie jest teraz ORBIS ! Były to oczywiście budynki parterowe, tak jak cała Warszawa wówczas była parterowa. Aby je pobudować trzeba było najpierw ODGRUZOWAĆ teren, wywieźć dziesiątki samochodów gruzu ! Pamiętam, że bardzo niedługo prowadziliśmy te restauracje - ledwo zakończyliśmy budowy, otworzyliśmy, ledwo się zorganizowaliśmy i już "interesy" były upaństwowione ! Zabrali wszystko, Ojciec i Pan Wojtyś próbowali coś ratować np. zastawy stołowe, noże widelce), ale musieli wszystko oddać ! Straciliśmy dużo pieniędzy.

 

W 1951 roku musiałem uciekać z Warszawy przed mafią, trafiłem najpierw do Długopola Zdroju, gdzie ożeniłem się z koleżanką mojej siostry Barbara z Pogonowskich w 1953 r. urodziła nam się córeczka Elżunia, przenieśliśmy się do Poronina i w Zakopanem w 1955 r. zmarła nam Elżunia, śliczna, kochana córeczka, moim zdaniem na skutek błędu sztuki lekarskiej w szpitalu w Zakopanem - nierozpoznane zapalenie wyrostka ! Niedługo po tej STRASZNEJ TRAGEDII żona urodziła syna Tadeusza. Dzisiaj ma 45 lat, jest żonaty, ale dzieci nie mają. My też więcej dzieci nie mieliśmy.

 

W 1955 r. przystąpiłem do spółki hurtowni owocowo warzywnej - znów w Warszawie. Szkoda, ze nie zostałem na Podhalu, ominęło by mnie na pewno wiele nieszczęść.

 

W 1956 roku w ramach odwilży i "zielonego światła" dla inicjatywy prywatnej zawarłem umowę z administracją posesji w Alejach Jerozolimskich 51 - w tym miejscu gdzie teraz stoi MARIOT - od frontu stały tam wtedy parterowe sklepy, a ja w podwórzu odgruzowałem i zbudowałem duży lokal - jednocześnie dostałem zezwolenie i w połowie 57 roku otworzyłem Hurtownię Artykułów Szewskich i Rymarskich - najlepszym sezonem w tej branży jest grudzień, przygotowałem się do niego bardzo dobrze, wielki lokal był pełen towarów, między innymi dostałem (na kredyt) z państwowej fabryki wagon kołków szewskich i .......

1 grudnia 1957r. o szóstej rano wyciągnęła mnie z łóżka milicja bez żadnego nakazu aresztowania i żadnego powodu i wylądowałem w więzieniu na Mokotowie. Podobno zamknęli wtedy "profilaktycznie" tysiące ludzi. Siedziałem w olbrzymiej celi trzypiętrowych łóżek wraz z kilkadziesiąt innymi więźniami. Wypuścili mnie w styczniu bez najmniejszego wyjaśnienia i słowa np. przeproszenia za bezprawne uwięzienie. Gdy wróciłem do domu i interesu, okazało się, że jeden z moich braci i szwagier włamali się do hurtowni i w ciągu trzech tygodni grudnia do świąt wyprzedali do cna cały zapas towarów - ale niestety pieniędzy by rozliczyć się ze mną też nie mieli !

 

Ciąg dalszy życiorysu znajduje się na różnych podstronach lub dokumentach np. w akcie oskarżenia przeciw mnie z roku 1965 lub w książce dokumentalnej pt. Akt oskarżenia oraz innych dowodach ZBRODNI KOMUNISTYCZNYCH (określenie ustawowe - Ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej).